wtorek, 15 marca 2011

przed środą.

mam wiele powodów, żeby ciągle iść do przodu :))
obrażenia po intensywnym weekendzie już prawie mi się wygoiły.
nie lubię Warszawy, ale z drugiej strony nie bywam tam często i nie uczestniczę w pogoni. wizyta w macu rozczarowała mnie strasznie. nic specjalnego. i pan sprzedawca też nie wydawał się być magiczny. jak czasami oglądam albo słucham opinii o macu to mam wrażenie, jakby miał miejsce jakiś kult tej marki. te cienie, korektory, pędzle. omg. nic takiego nie miało miejsca w moim przypadku. korektor o tępej konsystencji nie zachwycił mnie tak samo jak podkład włażący w pory. phi.
i to za tyle kasy?
cienie na pewno są świetne i kolory niepowtarzalne. nie przyglądałam się.
nie mam ciśnienia. naprawdę nie mam.

8 komentarzy:

  1. Powiem Ci, że miałam podobne wrażenia po pierwszej wizycie w MAC'u i za bardzo nie wiedziałam jak się tam odnaleźć.Poszłam tam z listą zakupów na kilkanaście rzeczy, ale jak je sobie obejrzałam z bliska to kupiłam raptem 4, w tym słynny pędzel 217, który mi się rozczapierzył na wszystkie strony:((

    OdpowiedzUsuń
  2. ja nie kupiłam nic, bo jedyne co nasuwało mi się na myśl to WTF?!

    OdpowiedzUsuń
  3. pojechałaś do Wa-wy specjalnie do Maca? bo jeśli tak, to wyprawa wybitnie nieudana:(

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nigdy nie miałam okazji tam zawitać, ale parcia na te produkty też nie mam w ogóle...marzy mi się tylko 1 pędzel, który miałam okazję "wypróbować". Chyba jakaś dziwna jestem...

    OdpowiedzUsuń
  5. dzięki:*

    Ja w sumie też miałam takie odczucia po pierwszej wizycie w Macu. Cienie wydały mi się zupełnie przeciętne, dopiero jak zakupilam cień zakochałam się w pigmentacji, wielowymiarowości koloru i braku osypywania się:). A obługa, przynajmniej w krakowskim Macu bywa częściej jednak niemiła lub prędzej obojętna niż "magiczna":D

    OdpowiedzUsuń
  6. nie nie nie nie nie :) do Maca wstąpiłam tylko dlatego, że mieliśmy 2 godziny do pociągu i przeczekiwaliśmy w Złotych Tarasach. mój mężczyzna nawet wziął mój płaszcz i zaproponował, że cierpliwie poczeka na ławeczce, żeby moje intymne spotkanie w świątyni makijażu było pełniejszym, niczym nie zakłóconym, doznaniem. zwykle marudzi, że ile można a teraz, mimo, że oboje byliśmy już nieco zmęczeni podróżą i perspektywą jechania jeszcze 7 godzin, ochoczo zostawił mnie samą przed sklepem. Naprawdę nie nie nie. No nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żebym tam wróciła. Albo do krakowskiej filii. Nie nie nie. Nawet pędzel nie nie nie. Jakoś w ogóle nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Strī-linga, też nie mam parcia na MACa, jakoś tyle się o nim nasłuchałam, że wydaje mi się taki oczywisty i odkryty. Jedyną rzeczą u mnie z MACa jest cień z rozdania u Kasiaj85, Vanilla, jest fajny, ale nie powalił mnie na kolana, mam nawet takie wrażenie, że po nałożeniu i roztarciu jakby znikł z powieki, a w opakowaniu ma jasny mieniący się kolor... Z jednej strony same ochy i achy nad cieniami, z drugiej po użyciu brak zachwytu. Nie wiem z czego to wynika.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja naprawdę chciałabym, żeby marki i ich produkty dorównywały swojej sławie i zachwytom nad nimi, ale w praktyce niestety mało co ma pokrycie w rzeczywistości. Nie wiem czemu ludzie tak przeżywają tego MACa. Może kiedyś się dowiem i też będę oczarowana. Byłoby nieźle, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...