wtorek, 20 września 2011

polityka drogerii natura w kwestii testowania pełnowartościowych produktów. Dramat i tragedia w jednym akcie.

Hej Dziewczyny,
dzisiaj sprowokowałam ciekawą sytuację. Poszłam do Natury w centrum Gdańska (na Podwalu Grodzkim) w celu obejrzenia nowej kolekcji lakierów Sensique, której nie było. Zakręciłam się koło My Secret i tak stoję i patrzę i w pewnym momencie do szafy Essence podeszły dwie kobiety (matka z córką jak przypuszczam). Jedna pokazywała pudry brązujące drugiej i w końcu stało się coś, czego szczerze mówiąc spodziewałam się (i niestety, miałam rację). Jedna z Pań otworzyła sobie puder, przejechała po nim dokładnie palcami i zeswatchowała go sobie na ręce. Jako świadomy konsument i stała klientka Drogerii Natura nie mogłam nie zareagować. Może jeszcze tylko dodam, że w pobliżu nie było akurat żadnej pracownicy, a Pan ochroniarz (którego serdecznie pozdrawiam, mam nadzieję, że ze swoim podejściem uda mu się utrzymać posadę) stał 2.5 metra dalej i udawał, że niczego nie widzi.
Zaczynam kulturalnie.
[Ja]: Przepraszam, nie powinna testować pani produktów pełnowartościowych. Od tego są testery.
[Matka]: No właśnie, nie powinnaś..
[Córka]: (ostro) A co to panią obchodzi?!!!
[Ja]: Obchodzi mnie, ponieważ odłoży pani puder na półkę i później klient go kupi nieświadomy faktu, iż był testowany przez kogoś wcześniej.
(do Pana ochroniarza) A pan, czemu pan nie reaguje? Przecież ta pani nie powinna testować pełnowartościowych produktów. Pan tu pracuje, czemu nie wykonuje pan swojej pracy?
[Pan ochroniarz]: (zmieszany, zestresowany i głos mu w gardle stanął) A ja, jakby pani chciała wiedzieć, dopiero zaczynam tu pracę.
[Ja]: (WTF?!!!!!!!!!! Nie wiem co mam odpowiedzieć na tak idiotyczną wypowiedź, więc szukam wzrokiem jakiejś pracownicy)
[Córka]: No a co jak ja zamierzam to kupić? Przecież zaraz za to zapłacę, co pani sobie wyobraża?! Co to panią obchodzi, to nie pani interes, niech się pani zajmie sobą (itd... krzyczy, jest wyraźnie wzburzona)
[Ja]: Już pani wytłumaczyłam co to mnie obchodzi.
(pojawia się pracownica)
[Pracownica]: Ale spokojnie, co się dzieje?
(tłumaczę sytuację, Pracownica milczy, Córka wrzeszczy, Pan ochroniarz czmychnął)
[Ja]: (normalnie bym tego nie powiedziała, ale miałam ochotę trochę narozrabiać, więc jadę po Córce, która cały czas stoi i wyrzyguje na mnie swoje frustracje) (głośno) Proszę, niech pani idzie do kasy, zapłaci i sobie dotyka produktu jak już będzie pani własnością. Do tego czasu nie powinna pani tego robić. Od tego są testery.
(Pan ochroniarz już totalnie sobie poszedł, Pracownica odzywa się)
[Pracownica]: No tak, ta pani nie powinna tak postępować. Właśnie zobaczyłam to na kamerach i wyszłam z zaplecza.
[Ja]: Szkoda, że ochroniarz, który był na miejscu nie potrafił zareagować. A tak w ogóle, to dlaczego panie nie zaklejacie produktów przezroczystą taśmą klejącą?
[Pracownica]: Klientki skarżą się, że produkty nieładnie wyglądają, chcą rabatów (coś tam coś tam)
[Ja]: (zdziwiona) Naprawdę? Ja i moje koleżanki zawsze wybieramy produkt zaklejony, w innych filiach Drogerii Natura to normalne, że się zakleja towar, właśnie po to, żeby nikt nie mógł go łatwo otworzyć w sklepie przed kupnem. A ślad po taśmie zawsze można zmyć zmywaczem do paznokci.
[Pracownica]: No tak, ale jak produkt był otwierany to my go od razu wrzucamy do koszyka z przeceną. Wiadomo, że firma wtedy traci, ale niektóre klientki specjalnie przychodzą, żeby kupić takie produkty taniej. A poza tym taki produkt z półki zawsze można wymienić albo dostać za niego zwrot pieniędzy.
[Ja]: No tak, ale nie edycje limitowane, które jak sama nazwa wskazuje - są limitowane.

(rozmowa trwa jeszcze chwilę, ale widzę, że z tą ekipą - ta Natura wskakuje na moją CZARNĄ LISTĘ. Córka kupiła jednak bronzer, ale myślę, że bez mojej akcji by go nie kupiła. Odeszła krzycząc coś o tym, że może ja powinnam zostać ochroniarzem i zastąpić Pana ochroniarza. Ja nie, ale może ktoś inny powinien)

Bardzo nie lubię sytuacji, w których wychodzi nędza ludzka, brak szkoleń, brak wyobraźni i w ogóle BRAK.
Owszem, mogę wymienić produkt, który okazuje się być używany, ale
1. jest to męczące (kosztuje mnie czas i energię)
2. nikt mi nie odda za benzynę/bilet autobusowy. Zarabia ekspedientka, dyrektor handlowy, dostawcy i ludzie z fabryki. Ale Klient - tylko i wyłącznie traci.
W rozmowie Pracownica właściwie nie zwróciła uwagi Córce. Patrzyła się tylko i stała obok nas. Za to duży minus. Duży minus również dla Pana ochroniarza, który najwidoczniej nie rozumie na czym polega jego praca. Być może dlatego, że nie został przeszkolony, a może dlatego, że jest po prostu beznadziejny i ma wyjebane. Nie wiem.

Często robiłam tam zakupy, ale teraz nie wiem. Rozważam napisanie listu do jakiejś Obsługi Klienta, ale nie wiem czy to ma sens, bo z tego co widzę, osoby zatrudnione nie są odpowiednio szkolone, udzielają nieprawdziwych informacji (tak w ogóle) i najzwyczajniej nie znają produktów, które są w ofercie Natur. Wszystko jest bardzo frustrujące.

Co Wy sądzicie? Czy Wy też macie takie dzikie akcje? Ja nigdy nie boję się zwrócić komuś uwagę, bo jako Klient i Konsument uważam to za swój obowiązek - dbać o swoje. Zresztą, gdybyśmy wszyscy wzięli na siebie chociaż odrobinę odpowiedzialności, nikt nie macałby produktów, wprowadzono by większą ilość testerów i wszystko byłoby lepsze, zamiast gorsze. I idąc tak dalej - gdyby funkcjonowała u nas odpowiedzialność obywatelska - kraj miałby się lepiej.
Ręce opadają, ale cóż zrobić. Trzeba je unieść i walczyć z motłochem dalej.. prawda?

Moje przesłanie: REAGUJCIE! Przełamcie się i reagujcie, będzie lepiej!

25 komentarzy:

  1. Najpierw pryncypia: masz, oczywiście, rację. Nie powinno się otwierać i dotykać pe4łnowartościowych produktów i ja akurat nigdy tego nie robię. Ochrona i personel powinny reagować, ludzie powinni być mniej chamscy (bo ta "córka" to przecież cham zwyczajny).
    Z drugiej jednak strony, daleka jestem od potępiana ochroniarza czy pracownicy. Oni nie zarabiają kokosów, pracę starają się utrzymać, a w starciu klient - pracownik trudno jest wygrać. Z takimi prymitywnymi babskami mają pewnie do czynienia nie raz - to uczy, że czasem lepiej odwrócić wzrok. Szczególnie, że oni ze swej czujności nie mają pewnie żadnej korzyści. Prędzej nieprzyjemności.
    Dlatego w kwestii zasad: racja. A świat i tak wygląda, jak wygląda.

    I na koniec: ukłon głęboki za to, że chce Ci się w takich sprawach reagować, poświęcać swój czas i energię. Gdyby wszyscy kulturalni ludzie tak postępowali, ilośc chamideł z pewnością by zmalała. Tylko czasem trudno się zmusić, do interwencji, bo człowiekowi po prostu się nie chce wchodzić w konfrontację z kimś, o kim od razu wiemy, ze jest niewychowany. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety również spotkałam się wielokrotnie z takimi sytuacjami i zawsze upominam te prostackie głąby.

    OdpowiedzUsuń
  3. rozumiem Twoje frustracje:) ale to tez wina firmy, która NIE UDOSTĘPNIA testerów! przynbajmniej nei we wszystkich placówkach. ja mam to szczęście, że w promieniu 15 minut piechotą mam 2 Natury - z czego jedna jest totalnie do bani (w nowoczesnym, "ekskluzywnym" centrum handlowym), bo dziewczyny są nieprzeszkolone, niemiłe i często.... brudne (sic!). ZA to druga - w starym "blaszaku" jest czysta, pełna miłych i coś tam potrafiących ekspedientek, które (co za dziw dla mnei) potrafią doradzić... ale i tak ekspeidientki w tej sieci uważam za najmniej kompetentne ze wszystkich, z jakimi miałam do czynienia w drogeriach/perfumeriach - maja po prostu na wszystko wyj**ane.
    I nei rozumiem polityki eksponowania produktó do kapieli (w ilości sztuk jeden!) bez mozliwości powąchania i przetestowania - nawet ładnei ich nie ustawia, a dotknąć nie wolno (tak, w tym momencie ja jestem ta wredną małpa, co by testowała i wachąła)

    dla mnei wszystko rozbija się o BRAK TESTERÓW! i brak jakiejkowliek myśli w głowach klientów i sprzedawców, o ochronie nie mówiąc, bo jest "ruchoma" i przeskakuje ze sklepu na sklep

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję wspaniałej postawy w celu ochrony produktów pełnowartościowych :) Ja jeszcze nie byłam świadkiem takiej sytuacji i jak na razie mam wrażenie, że pracownice w mojej Naturze czuwają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. w ogole pracownice w naturze wyginają xd nie moge na nie patrzec xd

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak, krew zalewa jak się takie coś widzi. Przy okazji ostatniej wizyty w Polsce byłam w Naturze w Gdyni i przeglądałam kosmetyki Catrice - niektóre szminki były używane! Normalnie była na nich odbita faktura ust. Chamstwo, ja NIGDY nie testuję pełnowartościowego produktu, ale niestety przed zakupem muszę dany kosmetyk obejrzeć z każdej strony, bo nie chcę w domu oodkryć nigdie śladów paluchów...

    Bardzo dobrze, że zareagowałaś

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwszy raz tu jestem, ale po tej historii dołączam do obserwatorów bloga :) Ja jestem taka jak TY - zwracam uwagę, ale zazwyczaj ci ludzie po prostu nie rozumieją o co chodzi, czego się czepiam. No i zgadzam się z tym, że w Naturze słabo z kompetencją ludzi... Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi zwykle szkoda czasu i nerwów na takich ludzi, chociaż też czasem zwracam im uwagę, żeby im się głupio zrobiło przed innymi. Mówię głośno, spokojnie i wyraźnie, co mam do powiedzenia i patrzę im stanowczo prosto w oczy. Gdy zaczynaj krzyczeć (bo tak zwykle reagują) odpowiadam, że na tym poziomie nie będę dyskutować, a to, co miałam do powiedzenia już powiedziała i spokojnie odchodzę. Liczę na to, że w ten sposób można walczyć z brakiem kultury.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak najbardziej ma sens pisanie do działu obsługi klienta . Jeśli firma dba o osoby kupujące na pewno zrobią z tym porządek . Naprawdę jeden e-mail może wiele zdziałać .
    Ludzie nie potrafią się zachować , myślą że wszystkiego można dotykać , ja osobiście nie mam życzenia kupować produktów obmacanych z każdej strony . Chyba niektórych trzeba uświadomić na temat testerów .
    Świetna reakcja!
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Strilingo, oczywiście popieram Twoje zachowanie i jednocześnie podziwiam, że masz siłę i odwagę reagować.
    Sama zazwyczaj szukam śladów paluchów, np. w eyelinerach essence...zmora...gdy je widzę to nie kupuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. nauczona doświadczeniem zawsze, ale to zawsze sprawdzam przed zakupem, czy do produktu ktoś nie włożył już paluchów, bo w Naturach takie zachowanie jest na porządku dziennym i trzeba się spodziewać śladów zostawionych przez takie "córki" w pudrach, cieniach czy linerach...
    Podziwiam, że miałaś odwagę wdać się z nimi w dyskusję - przypuszczam, że masz rację i gdyby nie Twoja interwencja to dziewczyna zwyczajnie odłożyłaby taki sprawdzony kosmetyk na półkę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Powiem Ci, że to wszędzie tak jest, jak byłam w Berlinie teraz to szukałam zielonego eyelinera z Essence - w jednej drogerii na 5 sztuk wszystkie maźnięte. Ostatnio też byłam w H&M i przy mnie jakies laski otwierały zafoliowane lakiery i je "próbowały", podeszłam szybko do pracownicy a ta jak błyskawica pobiegła je opieprzyć.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie otworzyłam kosmetyku, żeby go przetestować, bo po co mam niszczyć? To tak jak w spożywczym, mogę sobie otworzyć paczkę ciastek, bo chcę spróbować? Sam opis mi nie wystarczy? Chamstwo i jeszcze raz chamstwo, nieświadomość ludzi i prymitywność. Byłam ostatnio w Naturze po liner żelowy z Catrice. Uprzedzona oczywiście na blogach, że mogą być "użyte" musiałam sprawdzić czy ten, który chce kupić jest w 100% nowy. I co się okazało? Na 9 linerów tylko jeden był dobry. Reszta miała powgniatane paluchy. Byłam w szoku, bo nigdy wcześniej nie sprawdzałam w ten sposób kosmetyków. Od teraz zacznę bardziej zwracać uwagę na to co kupuje i czy nie było to otwierane. Bo wiem, że nawet kosmetyki do pielęgnacji są otwierane, a te zazwyczaj są ważne przez 12miesięcy po otwarciu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z moją poprzedniczką Idalią - ślady na eyelinerach Essence to jakaś masakra!

    Gratuluję reakcji, ciemnotę trzeba uświadamiać, ale prawda jest taka, że w takich sytuacjach sprawdza się mało urokliwe, ale jedno z moich ulubionych stwierdzeń: gadaj z dupą, a cię osra. Nie przemówisz im do rozumu, dalej będą tak się zachowywać, a jeszcze zrobią awanturę na pół centrum handlowego.

    Nie oszukujmy się, ochroniarze w takich miejscach to nie są ludzie zbytnio ogarniający co się dzieje. Faceci na dodatek w drogeriach mają +10 do nieogarnięcia ;p Myślą chyba, że są od tego, żeby nikt niczego nie ukradł, ale o zniszczeniu produktów (co moim zdaniem jest kategorią macania nie-testerów) to już nie wiedzą.

    Panie w Naturach rzeczywiście nie należą do osób dobrze poinformowanych, ale jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do korzystania z ich pomocy.

    A co do ludzi, którzy tak wszystko macają: nie mam słów. Na codzień pracuję w kawiarni i stykam się z setkami ludzi. Już dawno straciłam nadzieję w gatunek ludzki ;p Zawsze z góry zakładam, że ludzie to idioci. Raz na jakiś czas ktoś mnie miło rozczaruje, w większości przypadków jest tak jak myślałam. Wiem, że to bardzo wredne, ale naprawdę spotykam się z takimi sytuacjami, że oczy z orbit wychodzą...

    Drogeria Natura w moim mieście ma testery, ale nie wszystkich kosmetyków. Niektóre są a niektóre niestety nie ;/ i tak hitem są kosmetyki w tk maxx :D Kto był w tym sklepie, wie o co mi chodzi :D

    Pozdrawiam autorkę tego posta i popieram: tępmy chamstwo i drobnomieszczaństwo!

    OdpowiedzUsuń
  15. Podziwiam.. Bardzo dobrze się zachowałaś :)
    Ja dotąd nie spotkałam się osobiście z taką sytuacją ale pewnie zareagowałabym podobnie..

    OdpowiedzUsuń
  16. aż zaobserwuję bloga, bo jestem ciekawa, czy napiszesz jakiś list do biura obsługi konsumenta czy whatever. a Jesli napiszesz- chętnie się pod nim podpiszę, może jakaś petycja? ;)) Ostatnio byłam w naturze i chciałam kupić bazę pod cienie, znalazłam 1, słownie JEDNO opakowanie bez odwzorowanego palucha. A opakowań łącznie było z ...10? Po prostu fuuuuj.
    dobrze, że zareagowałaś!

    OdpowiedzUsuń
  17. Haha wymiatasz Mistrzu! :D
    Brak testerów w niektórych produktach to poważny problem. Wydaje mi się, że przynajmniej jedną sztukę z każdego koloru mogliby poświęcić.
    Bywa i tak, że ekspedientki są przewrażliwione. Kiedyś byłam świadkiem żenującej sytuacji w Rossmannie, kiedy dziewczyna i chłopak chcieli sobie powąchać jak pachnie Burberry, a pani "pilnująca" na to: Proszę nie psikać z górnej półki!!! -,-
    Oczywiście są przypadki osób, które wchodzą do drogerii, psikają się najlepszymi perfumami i w miasto. No ale oni na takich nie wyglądali.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Sabbath, jasne - wiem i rozumiem. Jednak czy na pewno nie można potępić pracownika za to, że nie wykonuje swojej pracy? Nie dajmy się zwariować. Ja nie oczekuję od nich wiele, naprawdę. Przecież wszystkie widzimy jak zachowują się pracownicy tego typu sklepów. To nie jest jakieś bardzo stresujące zajęcie, z ogromną odpowiedzialnością i niekończącym się zakresem obowiązków. Ja też pracowałam z ludźmi, którzy wyżywali się na mnie z różnych powodów i nie było specjalnie przyjemnie, ale przecież to była moja praca i ktoś płacił mi za to, żebym radziła sobie z różnymi sytuacjami. Zwłaszcza, że to nie jest jakiś odosobniony przypadek. Takie sytuacje w tej drogerii i w wielu innych miejscach zdarzają się zbyt często. Jeśli 5 pracownic i ochroniarz nie są w stanie ogarnąć wszystkiego, można należy ich wymienić albo zatrudnić więcej osób. To już nie jest mój problem, ja jako klient mam prawo wymagać pewnego standardu i myślę, że nie jest to jakiś wymysł czy fanaberia.

    @vixen, go girl! :) zwyciężymy ;P

    @barwy.wojenne, no tak - wielokrotnie testerów nie ma, ale czasami są. Poza tym come on. Nie żyjemy w średniowieczu, mamy dostęp do informacji. Swatche są bez problemu dostępne po wpisaniu nazwy produktu w wyszukiwarce. Zwłaszcza, ża teraz mnóstwo osób ma internet w komórce. Ja jeszcze rozumiem, jakby to była jakaś starowinka, która nie ogarnia i nie dowidzi i jeszcze żyje poprzednim systemem, ale to była kobieta w moim wieku!
    A ochrona to w ogóle ja nie wiem skąd oni biorą tych ludzi. Co chwilę jest jakiś inny ktoś i albo stoją pół metra od Ciebie i gapią się jakbyś była mordercą, albo odwracają zwrok i udają, że obserwują inną część sklepu (akurat tą pustą alejkę, w której nikogo nie ma)

    @SheWoman, dziękuję bardzo. Ja też sobie gratuluję. Ale naprawdę, nie mam ochoty później kupować jakichś zakażonych produktów. To obrzydliwe, naprawdę! Łeeee.... ;p

    @Chanel, są takie miejsca, gdzie te kobiety są OK.. przynajmniej widać, że się starają. Ale ta tutaj to nie wiem.. no naprawdę, bez przesady.

    @simply_a_woman, no właśnie! I potem nie można nic kupić, bo wszystko jest wymacane. Wtedy się strasznie wkurwiam i muszę oddychać przez minutę, żeby się uspokoić. To takie frustrujące. Bo to nie zdarza się raz na rok, tylko regularnie. Zwłaszcza przy ilości produktów, które kupujemy. Przecież wiele z nas zostawia w tych sklepach kupę kasy. Ja się czuję bardzo lojalną klientką Drogerii Natura. Zostawiam tam setki złotych. To straszne, że tak olewają klienta.

    @Bella, no i tak trzymać! Trzeba reagować, bo jak nie my, to naprawdę nie wiem kto. Trzeba coś wymyślić, żeby było lepiej.

    @Elżbieta Burda, mi też szkoda, ale jeszcze bardziej mi szkoda jak kupuję zmacany produkt. Łeee ;) Ja się zwykle zachowuję bardzo spokojnie, ale czasami po prostu.. pozwalam sobie przeskoczyć na fighter mode i wtedy niech drżą wrogowie.. ;D

    @Leila, Chyba tak zrobię i napiszę. A co mi tam. Pozdrawiam również :D

    @Idalia, no właśnie nawet mam siłę, a jak mi siły brak to wystarczy, że sobie przypomnę te wszystkie zakupione przeze mnie "używane" przedmioty.

    @a, no właśnie. Trzeba zawsze zawsze sprawdzać. Nie ma co ryzykować.

    @Lady In Purplee, szkoda, że wszędzie tak jest. A np w Stanach Zjednoczonych produkty są w kartonikach takich zabezpieczających i nie ma opcji otwarcia, trzeba się namęczyć. Testery, testery i jeszcze raz testery!! To klucz do sukcesu. Jak jest tester to nie ma problemu i można się wymazać do woli :D

    OdpowiedzUsuń
  19. @Kathrin Jot, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i się pilnować, bo ten problem jest chyba bardziej powszechny niż nam się wydaje.

    @anulaat, no ja wiem to wszystko. też pracowałam z ludźmi i po pewnym czasie zaczęłam wątpić w gatunek ludzki. Niestety, nie mam o ludziach zbyt dobrego zdania. A że się czasem "miło rozczaruję" to fajnie :))
    Ja właśnie też nie mam ciśnienia i nie potrzebuję pomocy pań konsultantek. Czasem się spytam o kolekcję albo dostawę, ale generalnie nigdy nie sugeruję się tym, co one mówią. Pewnie też dlatego, że moja wiedza jest większa i mam bardziej aktualne informacje. Nieskromnie rzecz ujmując, ale taka jest prawda. No co mam powiedzieć ;) Przecież my kosmetykami zajmujemy się na codzień. A panie z Natury chyba nie..
    Pozdrawiam również :D

    @Yasinisi, mam nadzieję, że nie będziesz świadkiem ;) ale jakbyś była.. reaguj :D

    @Ania, chyba napiszę, bo co mi zostało ;P Jeśli z Waszej strony jest taki odzew, to przynajmniej powinnam napisać maila do Obsługi Klienta i poczekać na odpowiedź. Tak zrobię. Jak tylko będę miała chwilę ;D

    @little_a, :D bywa, że są przewrażliwione, ale chyba bym wolała, żeby czasami były przewrażliwione niż żeby olewały ;D a najlepiej żeby po prostu wykonywały swoją pracę. Ale masz rację - klucz leży w testerach!

    Dziękuję Dziewczyny za tak intensywny odzew, widać gołym okiem, że problem jest powszechny i wszystkie chciałybyśmy coś z tym zrobić. Trzeba się zastanowić. Nie wiem czy petycja byłaby odpowiednim posunięciem, ale jakiś list otwarty to już bardziej. Może jakaś akcja blogowa, może na wizażu? Ja nie kręcę, ale za pomocą produkcji filmowych na YT można dotrzeć do dużej ilości osób. Czuję, że jeśli tylko pociągniemy temat, może być głośno. W końcu to jest ważna kwestia dla nas wszystkich, kupować "higieniczne" produkty, nie być zmuszonym do zwracania kosmetyków itd..

    OdpowiedzUsuń
  20. Good job. If all of us reacted the way you did, I'm sure less products would be opened and "tested".

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja nie spotkałam sie z tym żeby ktoś przy mnie otwierał pełnowartościowe opakowania,ale raz kupiłam już zaczety puder z paluchem. a do czego sa testery?! LUDZIE NAPRAWDE SA UŁOMNI..

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja zawsze patrzę czy ktoś nie wepchał paluchów do kosmetyku. Zwłaszcza w Naturze. Tam nagminnie brakuje testerów. Najgorzej jest z szafami Essence, bo na Kobo nie można narzekać. Ostatnio przychodzę do Natury i już się cieszę, że została jeszcze jedna sztuka różu i cienia w kremie z LE Ballerina's Backstage. Oczywiście co znalazłam po otworzeniu kosmetyków w drogerii (musiałam sprawdzić na miejscu, bo nie były zaklejone)? Wysmarowane tak, jakby to conajmniej tester był. A ochroniarz? Cóż.. w Naturze jeszcze nigdy owego nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Problem polega też na tym, że z reguły w Naturze nie ma testerów lub są nielicznych produktów a na pewno nie LE. Z drugiej strony trudno się dziwic, że klient przed zakupem chce "pomacac" towar. Ostatecznie jak kupujesz podkład czy krem w perfumerii to dostajesz nawet próbkę do przetestowania. Fakt, że cena perfumeryjna i drogeryjna jest nieporównywalna ale fakt pozostaje faktem. To moim zdaniem zła polityka firmy Natura prowokuje takie zachowania klientek.

    OdpowiedzUsuń
  24. stri, nasmarowałam do Ciebie maila :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dobrze że zareagowałaś. Ja raz kupiłam perfumy w których był tester a w nim tyle co nic produktu. Przy próbie wymiany pojawił się problem bo nie miałam paragonu. Nawet nie pomyślałam,że muszę sprawdzić opakowanie, czy na pewno tam jest buteleczka...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...