poniedziałek, 21 listopada 2011

let's start today

nadszedł ten moment. dzisiaj rano, kiedy budziłam się powoli i leniwie otwierałam jedno oko.
mój organizm czuje, że dzieje się źle. moja garderoba nie rozumie, dlaczego kurzy się na wieszaku zamiast wyglądać na mnie atrakcyjnie. artykuły gryczane są przekonane, że nigdy ich nie otworzę, a otręby dawno się przeterminowały.
jestem obszerna. jest mnie za dużo i wiem, że jeśli nic z tym nie zrobię, za rok będę ważyć 200 kg. bez jaj.
seriously.

mój organizm sam to wie i sam zdecydował, że od dziś porzucamy złe nawyki żywieniowe.
jestem pewna, że nie będzie łatwo. phi. mało powiedziane.
będzie strasznie.

ale to jest ok. tak być musi.

już raz udało mi się zrobić coś niesamowitego z moim stylem życia, ale rok temu popłynęłam znowu.
to smutne, jak się tak nad tym zastanowić.

dlatego ja i mój jogurt z bananami pozdrawiamy Was serdecznie.

przy okazji wyrażam wątpliwość, czy mój niby blender da radę uczestniczyć w tej edycji zrzucania masy.
wydaje dziwne dźwięki. może mikołaj przyniesie mi pod choinkę coś nowego? kto wie.

muszę znaleźć centymetr i dokonać pomiarów.

muszę odkurzyć moje hantle.

i opracować plan treningowy.

10 komentarzy:

  1. Ech.. aż zbyt dobrze wiem o czym piszesz ;(

    OdpowiedzUsuń
  2. Oho, coś jest na rzeczy, ja wczoraj wieczorem usiłowałam sobie wmówić, że będe w stanie znów zmusić się do regularnych ćwiczeń ;) Tak czy owak, trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kosodrzewina, trzeba działać!

    Katalina, no jest na rzeczy. trzeba czuć się dobrze i warto do tego dążyć.

    MARTA, och dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedy jeszcze mieszkałam na Osowej, miałam 5 minut od siebie świetny fitness club. chodziłam na zajęcia 2-3 razy w tygodniu, wybierając to, na co miałam ochotę. Kiedy chciałam się zmęczyć, chodziłam na step. Kiedy chciałam się pobawić, chodziłam na piłki. Kiedy chciałam szybko spalić tłuszczyk tu i tam, chodziłam na ćwiczenia interwałowe. Kiedy miałam okres i nic mi się nie chciało, chodziłam na pilates. I tak przez 10 miesięcy. nie zmieniłam diety, ale ćwiczyłam i wyglądałam fantastycznie. najlepiej w swoim życiu. szkoda, że ten klub nie przeprowadził się ze mną :( tutaj nie ma nic fajnego :(

    tak w ogóle chodzi o to, że zorganizowane ćwiczenia są lepsze niż takie domowe. skuteczniejsze. spójrz na Słomkę - 15 kilo w dół od kiedy zaczęła chodzić na fitness. wygląda i czuje się cudownie, i wciąż może sobie pozwolić na czekoladę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonale wiem, o co chodzi :)
    Wiem, że łatwo jest dawać rady, ale warto przed akcją zrzucania masy zrobić sobie proste badania lekarskie (internista może je zlecić). U mnie wyszło na to, że nadwaga to efekt szalejących hormonów, które spowolniły mi metabolizm. Hormony naprawione, metabolizm w normie, 15 kg w dół :)
    Będę dopingować!

    OdpowiedzUsuń
  6. simply_a_woman, ja miałam podobnie w krk jak miałam 20 minut od domu comcomzone. och, to były czasy. co drugi dzień basen, czułam się jak młody bóg. bogini?
    anyways, potem się przeprowadziłam do gdańska i basen nie przeprowadził się ze mną.

    Olgita, ja jestem na bieżąco z moimi badaniami, bo ostatnio robiłam pełen zestaw, nawet 2 razy w ciągu niedługiego czasu, żeby posprawdzać różne rzeczy i niestety przyczyna leży gdzieś indziej ^^ ciekawe gdzie..

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki.
    Tez się ostatnio czuję ociężała, ale wiem, że moja ociężałośc jest dla normalnego człowieka śmieszna, więc nawet nie marudzę szczegółowo.
    W każdym razie zdaję sobie sprawę, że każdy dodatkowy kilogram i każdy gram ubytku mięśni to tylko i wyłącznie moje lenistwo i nic innego. Kopnij mnie proszę... ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...