środa, 30 marca 2011

mizensa keira bag

Zapragnęłam torebki na lato w jakimś "ożywiającym moją garderobę" kolorze i... Kliknęłam ją niecałe 24h temu i już jest w moich rękach :) Mam wrażenie, że "wszystkie dziewczyny mają Mizensę", no to teraz mam i ja. Ale od początku.
Modeli na stronie jest zatrzęsienie, jedne tańsze inne droższe, ale czerwoną czcionką pisane "WYPRZEDAŻ" kusiło mnie najbardziej. Kliknęłam i co widzę? Błękitną torbę idealną na lato, na początku się wahałam czy nie będę wyglądać jak tinejdżer, patrz stylizacja (jakoś tak mi się kojarzy, nie wiem czemu)

Rozważałam jeszcze kolor beżowy (w sumie nadal rozważam), ale jak zobaczyłam cenę nie wahałam się już ani chwili: 29 zł!!!! Nieee, niemożliwe. A jednak. Razem cała impreza wyniosła mnie 37 zł i nadal nie mogę się nadziwić, że udało mi się złapać taką okazję. Dodam może tylko, że beżowa kosztuje 49 zł, więc widać kolor nie znalazł swoich fanek. Nie mam pojęcia dlaczego :) Nigdy nie miałam białej torby (ani białych kozaczków;), ale myślę, że taka "plain white bag" też mogłaby się dobrze sprawdzić w niektórych stylizacjach. Oczywiście ja się od razu czymś ubrudzę pewnie, bo ze mnie jest straszna fajtłapa, ale gdybym miała dzień "pragnę być damą", może taka biała też byłaby fajna. Ale nie o tym. Torba dopiero trafiła w moje ręce, ale obejrzałam ją dokładnie i powiem Wam, że chyba jeszcze nie miałam tak dobrze wykonanej torby (no może poza jedną, ale to było dawno dawno temu). Wow, nie umywa się do h&m, reserved czy c&a, trolla i innych badziewi (no niestety, mam średnie przeżycia, bo wszystko mi się szybko rozwala). Materiał jest "mięsisty", ale nie jest nieprzyjemny. Jak by to powiedzieć.. Wiecie, czasami skóra ekologiczna jest tak cienka, że wystarczy zarysowanie paznokciem, żeby zostawić ślad? Ja tak mam często.. Tutaj nie ma takiej opcji. Materiał jest miękki i przyjemny, ale nie będę musiała na niego uważać przy każdym przejechaniu ręką. Zdjęcia dzisiejsze na nic się tu nie zdadzą, bo jest pochmurno i torebka wychodzi zielona zamiast niebieska. Ona jest w takim kolorze jak na zdjęciu, chociaż wyobrażam sobie, że te zdjęcia były robione w bardzo dobrym świetle i tak torba będzie prezentować się w słońcu. Wtedy cyknę Wam fotki, a teraz wrzucam zdjęcia ze strony sklepu.


Model jest superr, nic mnie nie uwiera pod pachą, torba nie odstaje na 40 cm w bok (jak kuferek). Ja chciałam coś na ramię, ale można ją też nosić do ręki lub "na rękę". W środku jest bardzo porządnie zszyta, podszewka jest w błękitnym kolorze, wykonana z materiału nieprzemakalnego jak sądzę. Tzn nie jest taka lejąca się, tylko bardziej sztywna, ale jest przyjemna w dotyku. Ja nie znoszę dotyku i "odgłosu" ortalionu. Omg, na samą myśl mam dreszcze. A tu spokojnie mogę szukać tego, czego potrzebuję. Szukać nie będę daleko, bo torba ma jedną komorę, jedną kieszonkę na zamek rozsądnej wielkości i 2 boczne przylegające wsuwane na telefon/ipoda/chusteczki/karty płatnicze.
Torba przyjechała do mnie w płaskim pudełku kartonowym, z zabezpieczającą taśmą, była zapakowana w worek przeciwkurzowy i folię zabezpieczającą przed zmoczeniem (jak sądzę), wszystko bardzo sensownie zapakowane, nie zmarnowali mnóstwo papieru i taśmy klejącej. Jest tyle ile potrzeba, nie za mało, nie za dużo. Ja zwracam na to uwagę, więc na plus. Co jeszcze?

Dostałam kod rabatowy do wykorzystania przeze mnie i przez inne Osoby, np Was. Z tego co zrozumiałam, jeśli użyjecie mojego kodu - zapłacicie za torebkę 5% mniej, czyli np w przypadku torby kupionej przeze mnie byłoby to 1 zł, a ja 1 zł dostane na moje konto rabatowe i mogę wykorzystać przy okazji kolejnych zakupów (przy czym oczywiście kod ulega przeterminowaniu po jakimś czasie itd). Tak, czy siak - lepiej mieć 1 zł niż nie mieć, więc nie wahajcie się go użyć w ramach swoich zakupów.

Kupon rabatowy na etorebka.pl
-5% na cały asortyment (również torebki w dziale "Wyprzedaż")
przy użyciu kodu: 81619fa1

Kod znajdziecie również z boku po prawej stronie bloga. To mój pierwszy coupon code, więc jestem bardzo podekscytowana całym wydarzeniem ;D

Jeśli chodzi o sposoby płatności, można wybrać ich kilka. Co jest fajne, to fakt, że sklep ma konta w różnych bankach i po wybraniu naszego wspólnego banku, zrobiłam przelew. Pieniądze zaksięgowały się od razu i po 3 minutach update'ował się status zamówienia na opłacony i przygotowywany do wysyłki. Po kilku godzinach znowu update - torebka została wysłana i nr nadania DHL. Wszystko sprawnie i intuicyjnie.

Mam nadzieję, że moja torebka będzie się dobrze nosić, w razie jakby jej się coś stało mam 24 miesiące gwarancji. Ja na pewno jeszcze zawitam do tego sklepu, może wybiorę opcję odbioru osobistego (jak już pojadę się obronić do krk;), a może nie? Pan kurier był bardzo miły, zadzwonił o 8 rano zapytać o której będę w domu i zjawił się o umówionej godzinie. Niesamowite, naprawdę kliknęłam torbę wczoraj o 12 z minutami i dzisiaj o 12 kurier przyjechał. To się nazywa udane zakupy.

bonobo/jon kennedy



tell me how you feel

wtorek, 29 marca 2011

darmowe próbki produktów lily lolo: róże i bronzery już są!

dzisiejszy newsletter od costasy.pl zawierał w sobie update dotyczący dostępności próbek produktów Lily Lolo. nadal nie możemy kupić samych próbek (ani w ogóle kupić, próbki dostajemy za darmo przy zakupach), nadal jest limit 4 woreczków strunowych, ale przynajmniej coś się ruszyło i w ofercie znajdują się bronzery i róże. hurra!
zdjęcie pożyczyłam sobie z newslettera. mam nadzieję, że costasy.pl nie ma nic przeciwko.

informacje TU.

wiosenne porządki

Robię wszystko, żeby tylko nie pisać. Normalka. Czuję się, jakbym miała sesję przez cały ten czas (podczas sesji też tak robię - a kto nie robi? - zużywam kosmetyki, robię różne DIY i w ogóle - obijam się totalnie!)
Tak więc wiosenne porządki. Część ciuchów nie mieści mi się już na wieszaku, więc muszę się pozbyć kilku moich i tak nieużywanych egzemplarzy. Gdybym miała pod ręką jakieś koleżanki albo rodzinę - pewnie porozdawałabym ludziom dookoła. Ale, że nie mam: powystawiam wszystko na allegro albo w ostateczności nie wiem co. Uszyję mojemu psu ubranko? Biedna Mucha, już i tak ma za dużą piżamkę, którą uszyła jej pani krawcowa. Mały disclaimer, nie mam cziłały jak widać na zdjęciu i nie noszę Muchy w torebce, po prostu Ona marznie odkąd nie może już spać pod kołdrą w łóżku, tylko na swoim posłaniu. Ma futerko, ale co tam takie futerko jak można się walnąć na łóżko, podwinąć łapki do góry i się zdrzemnąć.

Anyways, shop my closet/shop my stash już wkrótce. Zwłaszcza, że forum nie działa i wątek wymiankowy nieczynny. Co jeszcze? Kliknęłam sobie dzisiaj torebkę, zobaczymy co z tego wyniknie. Jestem bardzo ciekawa koloru, szczegóły już wkrótce.
Piękne słońce wyszło zza chmur właśnie, szkoda, że tak nie świeciło jak byłam na spacerze leczniczym (jod jod jod jod!) ;)
Ahoojka i stay tuned na DIY, bo chyba mi się udało ukręcić sobie 2 błyszczyki o_O
Niby nic wielkiego, ale ile radości i można zużyć zalegające w szufladce produkty kosmetyczne (a czy nie tego właśnie pragną kobiety?;))

I ścieżka dźwiękowa na dziś.

niedziela, 27 marca 2011

man with a movie camera

z cyklu dobre kino. dla mnie dopełnieniem tego filmu jest muzyka Cinematic Orchestra, która towarzyszy mi już wiele, wiele lat mojego życia.
uwielbiam.
opening shot.

piątek, 25 marca 2011

haul: flos lek, h&m spring nails, wibo, ziaja

Zawsze nabijam sobie siniaki, nie wygląda to dobrze. Spróbuję żelu arnikowego. Słyszałam, że dziewczyny używają go nawet pod oczy? Ciekawe.
Żel arnikowy, cena 7/8zł



 Maść z witaminą A - wiadomo. Świetnie się sprawdza na suche miejsca, na usta itd.
Cena 3zł


Spring nails HM, wiosenne kolorki.
Cena 15zł

 Jednak myliłam się pisząc, że już mam takie kolory. Szary wpada w beż, ma drobinki i jest uroczy. Brzoskwiniowy jest fantastyczny, jeszcze lepiej będzie wyglądał na ciemniejszej skórze dłoni.
Paznokcie malowałam na szybko, skórkami muszę się dopiero zająć, ale chciałam Wam pokazać kolory.
2 warstwy, bez topa. Są jeszcze mokre, zresztą chwilę później je zmyłam. Także o trwałości wypowiem się w nadchodzących tygodniach. Fioletowy nie jest aż taki fioletowy, bardziej wpada w róż.

 To zdjęcie zbiorowe lakierów podobnych do już zakupionych. Niech nie zmyli Was podobieństwo w butelkach. Tzn aparat/monitor przekłamują pewnie nieco kolory, ale może znacie te lakiery i zorientujecie się mniej więcej co i jak. Zresztą, o wiele lepsze zdjęcia znajdziecie na innych blogach.
Co jeszcze? Lakier z wibo, który widać na zdjęciach też jest stosunkowo nowym nabytkiem, jeszcze nie miałam go na paznokciach. Zdecydowałam się na ten kolor, bo chciałam coś uroczego matowego. Jednak z pastelowymi kolorami to jest tak, że niekoniecznie pasują do naszej karnacji. U mnie przeważnie jest tak, że te które nie pasują jak mam bardzo jasną skórę, pasują później jak już się opalę. Niektóre nie pasują w ogóle (hit zeszłego sezonu - miętowy, wyglądał bardzo dziwnie i mi się nie podobało), ale przeważnie da się to jakoś zaaranżować.
 Numer lakieru z wibo to 154, był jeszcze jeden bardzo zbliżony. W sztucznym świetle rossmanna ciężko było zobaczyć różnicę, dopiero jak postawiłam 2 obok siebie to zobaczyłam, że faktycznie to dwa różne kolory.
Cena 4.5zł



Co dalej? Żel, który chciałam wypróbować już z półtora roku chyba. No i mam. Zobaczymy, czy pomoże na obolałe łydki/stopy? Przetestuję i Wam opowiem :) Teraz może tylko tyle, że fajnie pachnie i dobrze się rozsmarowuje.
Cena 6zł



Znalazłam moją pomadkę z isany, jest OK ale ostatnio zbyt kremowa. Lubię również tą z SPF. Wysusza usta i cholernie podkreśla suche skórki, ale działa słoneczno - ochronnie.

 Macie jakieś doświadczenia z tymi produktami? Jak używacie żelu arnikowego i tego kasztanowego z ziai? Używacie pomadek z SPF? Trzeba dbać o usta, zdecydowanie tak.
ahoj! udanego weekendu :)

czwartek, 24 marca 2011

nocą na plaży widać gwiazdy a nawet hel

dobiegliśmy do plaży, położyliśmy się na piasku i patrzyliśmy w niebo. doskonale było widać gwiazdy i jak się potem okazało - nawet Hel. Gdynia też ładnie wyglądała, ale ona zawsze ładnie wygląda. a Hel to dla mnie rzadkość, pierwszy raz go widziałam stąd nocą. wszystko jest takie piękne, uwielbiam to miejsce. dopiero oswajam Trójmiasto, ale jest mi tu dobrze i nic nie zastąpi mi north coast :D

lovely natural lip stick z aloesem i mentolem

Absolutnie przypadkowe odkrycie 2011. Lovely/Wibo wprowadziło na rynek (nie mam pojęcia kiedy, ale pierwszy raz zobaczyłam go przedwczoraj) sztyfty wykręcane i balsamy w wyciskaczku, ochronno-pielęgnujące.
Lubię takie rzeczy, bo nie są tłuste i nie zostawiają grubej warstwy na ustach. Zapach tego produktu jest intensywny/dziwny, mentolowo-aloesowo-jakiś-taki. Mnie się podoba, bo "kojarzy mi się ze składnikami naturalnymi". Czy satysfakcjonuje nas taka ilość składników naturalnych i ten oxybenzone? Wazelina, woski, filtry, ekstrakt z aloesu i takie tam. Jestem totalnym nemo, jeśli chodzi o składnikowość produktów. Zamierzam to zmienić, bo dużo radości przynosiły mi lekcję chemii i biologii w czasach szkolnych. Tzn znam się o tyle, o ile pamiętam coś z ogólniaka. Natomiast co z czym, dlaczego i po co - tego już nie wiem aż tak bardzo ;) Dobra, ale do rzeczy. Fotki.




  
Opakowanie jest poprawne i adekwatne do ceny 3.99 zł. Naklejki poprzyklejane nierówno i niezbyt estetycznie. Ale przynajmniej nie płacimy za ładne opakowanie. Nie ma dramatu, ale Lovely z tego, co ostatnio czytałam na czyimś blogu, jest marką dedykowaną dla młodych dziewcząt w okresie, jak mniemam, gimnazjalnym - więc wszystko jest OK i na miejscu. Nie oczekiwałam niczego wow, zresztą opakowanie jakie jest - każdy widzi. Tzn sztyft działa superr, nic nie wypada ani się nie rozkleja (miejmy nadzieję, że będzie tak przez cały okres użytkowania) Balsam faktycznie nawilża usta, wygładza i lekko mrowi, co mnie np bardzo odpowiada.. zapachem przypomina maści robione w aptece.
Można używać jej po prostu, pod szminkę/błyszczyk lub na szminkę. Dziś zapomniałam jak bardzo Rimmel Colour Show Off wysuszają usta i przepięknie podkreślają suche skórki. Nic nie poradzę, że bardzo lubię te szminki za kolory i mam ich kilka. Nie lubię aż tak bardzo błyszczyków, bo włosy mi się przyklejają, a poza tym.. no nieważne. O ustach może kiedy indziej. No w każdym razie, użyłam balsamu z lovely na szminkę i zadziałało. Wiecie, czasami jest tak, że balsam do ust ściąga kolor pomadki - tutaj tak się nie dzieje. Raz, że te szminki są bardzo trwałe, a dwa, że ten balsam jest taki jakby.. lżejszy niż np nivea. Jest taki.. hmn..przezroczysty :) Oczywiście, troszkę koloru zostało mi na sztyfcie, ale nie miało to wpływu na intensywność koloru.
Podsumowując, jestem zadowolona. za 3.99 - całkiem OK. Nie wiem czy kupię go ponownie, bardzo prawdopodobne, że tak.
Są jeszcze inne wersje, z kamforą i anty-aging.
Macie jakieś doświadczenia? Przede mną w kolejce w Rossmannie stały dwie kobiety, matka z córką i obie kupiły sobie po balsamie z Lovely - córka ten sam co ja, a mama właśnie anty-aging.
I jeszcze coś. Dzisiaj też byłam w Rossmannie (innym) i nie widziałam ich, może nie we wszystkich są? Szukajcie, a znajdziecie :)
A promocja 10% off za baterie działa.

środa, 23 marca 2011

10% rabatu w drogeriach rossmann do 30 marca


Dziewczyny,

jeśli używacie baterii (a kto nie używa..) i zalegają Wam gdzieś czekając aż zbierzecie się do wyrzucenia ich w odpowiednim miejscu, Rossmann zachęca do pozbycia się ich przy okazji zakupów. Nie mam pojęcia ile baterii trzeba wrzucić i czy rabat jest na cały asortyment (podejrzewam, że tak). Szczegóły akcji tutaj. Ja używam baterii wielokrotnego użytku (akumulatorków), ale od czasu do czasu zdarza się, że w podróży kupuję jedną, czy dwie baterie AAA do mp3. Jak na złość nie mam teraz żadnej, bo wrzucam je do pojemników na odpady elektroniczne (no takie pudełko na baterie w sklepach z komputerami), ale może Wy macie i wykorzystacie okazję :)
Dajcie znać, jeśli dowiecie się czegoś więcej na temat tej akcji. Ja popieram, bo wyrabia dobre nawyki i uruchamia myślenie o tym, co dzieje się z odpadami i ile badziewia zużywamy.

wtorek, 22 marca 2011

dzisiaj była wiosna.

Zupełnie niespodziewanie kupiłam kurtkę, taką zwykłą granatową parkę, ale zawsze. Już od 3 lat nie kupowałam żadnej kurtki ani płaszcza, więc nie mogłam się powstrzymać. Zwłaszcza, że była przeceniona ze 130 na 40. Dziewczyny, wM wyprzedają.. no właśnie, co? Wiosenną kolekcję? Czyli teraz weszła do sklepów letnia, bo sieciówki mają kolekcję/sezon do przodu? Nie ogarniam tak do końca, ale OK. Ta kurteczka nie wyczerpuje mojego zapotrzebowania na kurtki, ale dobrze, że ją upolowałam. Były jeszcze niemalże oliwkowo-zielone, brudnoróżowe i ostatnia granatowa, która wróciła ze mną do domu. Rozważałam jeszcze okulary przeciwsłoneczne w kwiatki, ale moja twarz wyglądała jak rondel, albo wok (taka była okrągła). Ja jednak muszę mieć inny kształt oprawek.. Zdjęcia jutro, razem z równie niespodziewanym haulem. Jak już byłam w kilku miejscach, to kupiłam kilka rzeczy ;)
Zajrzyjcie do HM, jak będziecie w pobliżu, bo chyba naprawdę warto. Również ze względu na lakiery do paznokci z serii sezonowej, spring nails w dwóch wersjach kolorystycznych. Pierwsza to lakiery: biały, beżowy, musztardowy i granatowy. Druga to szary, fioletowy jasny, fioletowy ciemny, brzoskwiniowy ze złotymi drobinkami. Ja wybrałam ten drugi zestaw, podpatrzyłam go na YT i pomyślałam "czemu nie?" :) Mam wszystkie te kolory wśród swoich lakierów, no oprócz brzoskwiniowego. Jednak lakiery się zużywają, a te sprzed roku nie zawsze działają. Zauważyłam, że jasne/kremowe eveline mini happy colours gęstnieją. Tzn nie jest to tragiczne gęstnienie, może nie dokręciłam buteleczek albo coś. Niemniej jednak korzystanie z nich może nie sprawiać mi "w tym sezonie" już takiej przyjemności. Więc mam nadzieję, że te lakiery godnie je zastąpią. Jutro więcej informacji i fotki! Chociaż nie wiem czy ma sens robienie zdjęć kolorom i pisanie, że w rzeczywistości kolor różni się. Trochę kiepsko, czyż nie?
Tymczasem dzień chyli się ku końcowi, bo zbyt wcześnie dziś wstałam. Normalnie śpię dłużej. Co będzie w z soboty na niedzielę, nie wiadomo.
Dobranoc pchły na noc :)

poniedziałek, 21 marca 2011

21/3


udanej wiosny, wykorzystajcie ten czas na maksa, życie jest zbyt krótkie, żeby coś odkładać na później :)

niedziela, 20 marca 2011

muffiny z mlekiem kokosowym i polewą z białej czekolady

Wydaje mi się, że wyszło ich razem 16..

2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki kakao (gorzkiego)

3 jajka
1/2 szklanki mleka
200 ml mleka kokosowego
1/3 szklanki oleju
ew. dodać mleka do osiągnięcia satysfakcjonującej konsystencji

Gdybym miała więcej mleka kokosowego, dałabym tylko mleko kokosowe.

Pieczemy 20 minut w 190-200 stopniach, po lekkim ostygnięciu polewamy białą czekoladą z torebki lub stopionej w kąpieli wodnej (małe naczynie z czekoladą, którą chcemy rozpuścić wsadzamy w większe naczynie z gorącą wodą). Biała czekolada jest oczywiście opcjonalna, ale wydaje mi się, że dobrze pasuje tutaj coś słodkiego, bo muffiny same w sobie nie są takie bardzo słodkie.

Co robimy - wiadomo. Suche mieszamy z suchymi, mokre z mokrymi i łączymy, mieszamy i przelewamy do foremek. Po raz kolejny chcę podkreślić, że te papiloty z ikea nie spełniają moich oczekiwań. Muffiny się wylewają, rozlewają i nikt nie jest zadowolony. Nie napełniam ich po brzegi, tylko tak do połowy mniej więcej, rozsądnie, z umiarem. A jednak. Szukam jakiejś alternatywy. Ktoś coś wie na temat ogólnodostępnych papierowych foremek? Miałam kiedyś blachę. Dzięki temu muffiny były duuuuuże i regularne. To też jest jakiś pomysł, ale zaczekam z muffinoformą, bo najpierw muszę kupić kilka innych kuchenno-domowych rzeczy :)

sobota, 19 marca 2011

puzzle, muffiny, decoupage, mrożonki, peeling z bootsa

Ułożyliśmy puzzle,

upiekłam muffiny z mlekiem kokosowym,
byliśmy na zakupach uzupełniających i wrzuciłam do koszyka mleczko kokosowe - postanowiłam urozmaicić nim dziś muffiny. wyszły mniam. nie są bardzo czekoladowe, a słodki akcent stanowi biała polewa (czekoladowa). każdy robi muffiny po swojemu, ale napiszę Wam przepis jutro :)
brak talentu artystycznego uwidocznił się po raz kolejny jak próbowałam dzisiaj obkleić pudełeczko ozdobnym papierem, według tej instrukcji.
 nie mam pojęcia czemu wyszło mi to tak ubogo, ale będę próbować dalej. mam już taśmę klejącą dwustronną i papier w kropki duże i małe. wszystko jest takie urocze.
postanowiłam, że nie pomaluję paznokci dopóki nie napiszę chociaż jednej strony pracy magisterskiej. to dla mnie naprawdę dziwne, bo nie noszę nie pomalowanych paznokci od wielu, wielu lat. tzn czasami zdarza mi się, że używam nailteka czy tam czegoś innego i na tydzień - dwa robię kurację bez używania lakieru. ale przeważnie, przez 320 dni w roku - mam pomalowane paznokcie. więc teraz nie mogę ich pomalować dopóki czegoś nie napiszę. deadline się zbliża i trzeba się zabrać na poważnie.
ale nie jest łatwo.
cóż więcej. w środę idziemy do kina na sex story. miał być nowy allen (uwielbiam), ale nie wyszło, bo cała sala zarezerwowana. a my mamy ochotę na coś lekkiego i natalie portman, więc padło na sex story. już sobie wyobrażam jaki to będzie film, jakie będą dialogi i jakie będą tzw sceny z muzyką. sceny z muzyką to moje ulubione fragmenty filmów rozrywkowych.
kupiłam dużo mrożonych warzyw, część świeżych, pokroiłam i wrzuciłam do zamrażalnika. chciałabym mieć ogromny, osobny zamrażalnik. uwielbiam mrozić i marzy mi się dużo truskawek i jagód na jesień/zimę. och.. byłoby cudownie. mrożę również chleb przeważnie, bo nie zjadamy go dużo, ale zawsze jakieś kanapki do pracy czy coś się robi. jemy macę. na różne sposoby. bardzo sycąca. polecam :)
z kosmetycznych odkryć 2010 roku, mogę polecić Wam mój ulubiony peeling delikatny -drobnoziarnisty do ciała:
kończy mi się powoli i jestem zdruzgotana, bo nie mam do niego dostępu. będę szukać. teraz słów kilka: pachnie świetnie, "piaseczek" zawarty w peelingu jest delikatny, ale odczuwalny. tzn drobinki nie rozpuszczają się na skórze, tylko są dopóki masujemy. później trzeba spłukać wannę :) ale nie przeszkadza mi to w ogóle. fajnie mi się kojarzy, cena nie mam pojęcia, zapomniałam. ale pewnie kilka funtów. jest bardzo wydajny, mieszka w 400 ml słoiku. dla mnie bomba.
drugim peelingiem, ale już gruboziarnistym jest rebuild z ziai. też bardzo przyjemna sprawa. muszę go sobie kupić, czasami mam ochotę na coś więcej niż gąbka :)

pomyślałam, że gdybym miała kiedyś psa albo kota, mogłabym dać mu na imię Muffin.


Drodzy Goście, dziękuję, że zaszczyciliście mnie swoją obecnością. Życzę Wam wspaniałego wieczoru, dużo miłości, samoakceptacji i aktywności umysłowej albo fizycznej :) pamiętajcie, żeby zrobić sobie jakąś przyjemność.

ja idę biegać:)) ahoojka

środa, 16 marca 2011

ziaja, rebuild odbudowa skóry, serum drenujące i koncentrat wyszczuplający


Serum drenujące 'Reduktor cellulitu' 
150 ml za ok 13-15 zł.
Zapach całej serii jest specyficzny, mnie się podoba.
Niezbyt wydajny, ale kosmetyki tego typu, które stosujemy co najmniej raz dziennie nigdy nie są wydajne (przynajmniej ja nie spotkałam). Zapewnienia producenta mogą okazać się zbliżone do faktycznego stanu rzeczy jeśli odżywiamy się prawidłowo, jesteśmy aktywne i wykonujemy sobie masaże poprawiające ukrwienie.
Wydaje mi się, że jest jednym z fajniejszych produktów w swoim przedziale cenowym. Wygładza, wchłania się poprawnie, przynosi radość i ukojenia :)
Duży plus za nieangażujący design opakowania. Jest proste, niekrzykliwe i  tylko brak pompki przeszkadza. Ale dalsi termokuzyni pompki już mają, więc z nadzieją patrzmy w przyszłość.

Jego brat, Koncentrat wyszczuplający w żelu

Cena i pojemność tak samo, zapach też. Chociaż żel jest łatwiejszy w obsłudze i genialny latem. Szybko się wchłania, szybciej niż serum.
Podobnych produktów na rynku jest mnóstwo, dla każdego coś dobrego :)
 Ja zakupiłam kiedyś całą serię oprócz masła ujędrniającego do brzuch, uda pośladki. Chciałabym, ale teraz może będzie już za ciepło? No.. może nie.
Więc wypróbowałam te dwa powyżej, masło do biustu ujędrniające, termowyszczuplanie hot&cold.
Hot jest naprawdę hot a cold jest naprawdę cold. Działają bardzo fajnie, zwłaszcza po wyszorowaniu się syreną albo szczotą rossmannową.
Masło do biustu jest spolegliwe, ale tylko na wieczór, bo w dzień by się rozpłynęło (przynajmniej u mnie, bo mam duże pokłady tkanki tłuszczowej). Masło do biustu i dekoltu jest absurdalnie wydajne. Nigdy go nie zużyję a piersi mam duże :D Może zacznę nim smarować brzuch i pośladki? :) To jest myśl!!! Ktoś próbował? :)
O termokuzynach recenzja kiedyś, ale od razu mogę Wam powiedzieć, że będzie pozytywna :)
Takie preparaty powinny właściwie spełniać tylko 2 zasady: szybko się wchłaniać i poprawiać stan skóry.
Mam wrażenie, że moja skóra od razu lepiej wygląda jak tylko nałożę na siebie tą serię. Nie ze wszystkimi produktami do ciała tak jest. Ziaja rules.
Pod wpływem bardzo pozytywnych recenzji na YT i nie tylko, kupiłam sobie serum antycellulitowe z EVELINE. No niech będzie. Otworzę wkrótce i przekonam się co i jak.
Aha, no i jeszcze PS. Jeśli komuś się wydaje, że tego typu preparaty zwalczają cellulit to źle mu się wydaje. Cellulit jak był, tak jest. Skóra jest bardziej jędrna i gładka, ale niestety. Nawet ostre ćwiczenia, dobra dieta, masaże i picie dużych ilości wody większości z nas nie da takich efektów, na które skrycie liczymy. Wydaje mi się, że w grę wchodzą tylko profesjonalne zabiegi kosmetyczne. Nie mówię o liposukcji, ale dość kosztownej serii zabiegów na ciało. Ja osobiście zamierzam kiedyś skorzystać, jak już moja waga się unormuje na jakieś 2 - 3 lata. Może po ciąży, kto wie co przyniesie życie :)
Niemniej jednak nie traćmy nadziei, stosujmy codziennie przez kilka minut  peelingi, Syreny, rękawiczki i inne szczotki. Oczywiście z umiarem, w zgodzie z własnym rozsądkiem itd. Obserwujmy czy nie pękają nam naczynka, bo to też jest ważne. Ale masaże pomagają. Picie wody pomaga. Tylko, że po 10 albo 15 latach budowania się cellulitu i braku systematycznej pielęgnacji (i odpowiedniej diety i odpowiednich ćwiczeń) - nie oczekujmy od kosmetyków cudów.

peeling migdałowy: 5 dni po.

Nie wiem czy to jest to działanie oczyszczające peelingu, czy jakieś hormonalne zawirowanie, ale pod skórą na nosie i wokół czuję rosnące "gule". Boli mnie cały pyszczek, nie ma jakiegoś dramatu, ale moja twarz wygląda jakby się oczyszczała. Chyba, że się nie oczyszcza tylko zanieczyszcza od nowa. Pory mam czyste, nie zapchały mi się jeszcze, ale inna sprawa, że nie nakładałam na siebie jeszcze makijażu od czasu peelingu. Tzn próbowałam raz, ale od razu zmyłam ;)
Ciekawe co będzie dalej. Hmn.

wariacja na temat tuńczyka z puszki



Ella od wczoraj. Wczoraj biegaliśmy. Do morza i z powrotem. Trochę trzeba było mnie ciągnąć, ale dałam radę (o dziwo!). Chyba kondycja nie siadła mi aż tak, jak mi się wydawało. Może wystarczy sobie tylko trochę odświeżyć, a nie budować wszystko od początku.
Dzisiaj na obiad wariacja na temat tuńczyka z puszki.
  1. Makaron razowy
  2. Cebula, czosnek
  3. Pomidory z puchy
  4. Czubryca zielona
  5. Jogurt bałkański
  6. Tuńczyk z puchy
Proporcje dowolne, wedle uznania.
Ja dałam 1/2 cebuli, 1/2 puchy tuńczyka, 1/4 pomidorów i łyżeczkę jogurtu. Makaronu 1/2 opakowania, może trochę mniej. I 1 ząbek czosnku, bo więcej nie chciało mi się kroić ;p
Cebulę i czosnek dusimy dodajemy pomidory, przyprawiamy. Wrzucamy tuńczyka i makaron.
Pałaszujemy próbując nie myśleć o tym, że tuńczyk też miał rodzinę i marzenia.

A Wy co dzisiaj jadłyście dobrego? :)

wtorek, 15 marca 2011

przed środą.

mam wiele powodów, żeby ciągle iść do przodu :))
obrażenia po intensywnym weekendzie już prawie mi się wygoiły.
nie lubię Warszawy, ale z drugiej strony nie bywam tam często i nie uczestniczę w pogoni. wizyta w macu rozczarowała mnie strasznie. nic specjalnego. i pan sprzedawca też nie wydawał się być magiczny. jak czasami oglądam albo słucham opinii o macu to mam wrażenie, jakby miał miejsce jakiś kult tej marki. te cienie, korektory, pędzle. omg. nic takiego nie miało miejsca w moim przypadku. korektor o tępej konsystencji nie zachwycił mnie tak samo jak podkład włażący w pory. phi.
i to za tyle kasy?
cienie na pewno są świetne i kolory niepowtarzalne. nie przyglądałam się.
nie mam ciśnienia. naprawdę nie mam.

niedziela, 13 marca 2011

peeling migdałowy: 48h po.

Minęło już 48h, moja skóra jest lekko "przewrażliwiona", lekko zaróżowiona i nie nadaje się zbytnio do nałożenia makijażu. Położenie podkładu i pudru poskutkowało podkreśleniem suchych skórek (których bez makijażu właściwie nie było widać). Oczywiście podkład powłaził mi w pory, ale szybko go zmyłam i chyba nic mnie nie zatkało. Nie wiem kiedy będę mogła użyć peelingu przeciwzatkaniowego, ale mam kilka kosmetyków do przetestowania. Oprócz morelowego z St.Ives (którego używam już hoho), mam też Perfectę drobno i gruboziarnistą, mam Clear&Clear, mam Ziaję chyba z 3 rodzaje (też już hoho), mam maseczki.. zobaczymy ile czasu utrzyma się efekt peelingu.
Tymczasem piękne słońce, ale ja nie powinnam się wystawiać ;)

piątek, 11 marca 2011

pierwsze wrażenia: peeling migdałowy.

Wizyta w "klinice" trwała bardzo krótko. Niecałe 25 minut. Nie będę się rozpisywać o miejscu, w którym korzystałam z usługi, bo to nie o to chodzi. Peeling, o którym mowa miał stężenie 40% i został mi nałożony na twarz po uprzednim wmasowaniu mi w nią czegoś bardzo śmierdzącego. Troszkę szczypał mnie kącik ust, ale Pani Wykonująca wszystko sprawnie ogarnęła. Kwas był na mojej buzi niecałe 10 minut, po tym czasie Pani Wykonująca spsikała mi buzię wodą termalną i wchłonęła nadmiar ręcznikiem papierowym, usuwając kwas z mojej skóry. Potem wklepała mi coś nawilżającego podejrzewam, następnie oczy zaczęły mi łzawić ale po kilkunastu sekundach wszystko wróciło do normy. Mam oczyszczone pory (jupi) i zaczerwienione policzki. Pani Wykonująca nakazała kupić mi pewien krem i smarować się nim przez najbliższe dni kilka razy dziennie. Nie wiem czy wszystkie Panie Wykonujące nakazują kupowanie czegokolwiek, ale możecie sobie wyobrazić, że nie ucieszył mnie ten przykaz. Powiedzmy, że będę stosować się do zaleceń używając kremu nawilżającego z SPF. Otrzymałam również próbki kosmetyków pewnej firmy. Próbki aż dwie, ubogie, ale niech będą nawet dwie ubogie.
Buzia trochę piecze, minimalnie. Zimny wiatr na zewnątrz był bardzo przyjemny z tej okazji:) Najpóźniej jutro pieczenie powinno minąć i w ciągu najbliższych dni może zejść mi skóra. Dostałam również kartkę z zaleceniami co i jak.
Generalnie, jestem zadowolona z oczyszczonych porów. Nie jestem zadowolona z Pani Wykonującej i z miejsca. Cena absurdalnie wysoka 180 zł jak na sposób przyjmowania pacjenta. Groupon kosztował mnie 69 zł. Będę Was informować na bieżąco.
Na Gruperze jest teraz promocja na peeling kwasami (np migdałowym) za 39 zł. Cena ciekawsza, no i inne miejsce. Zastanawiam się, do kliknięcia pozostało jeszcze trochę czasu. Generalnie, zastanawiam się jak się ma peeling migdałowy do promieniowania słonecznego. Oczywiście, filtry trzeba zawsze stosować, ale czy nie grozi mi poparzenie jeśli zrobię sobie peeling w czerwcu. Ciekawe.
Zrobię głębszy research, bo nic nie wskazuje na to, że miałoby się tak wydarzyć. Niemniej jednak, trzeba dowiedzieć się co i jak.
Widziałam też peeling kawitacyjny za 50 zł, to już poza ofertą Grupera. Hmn.

dobry wieczór



i jeszcze Matisyahu

nie mam czasu, biegne. a dzisiaj peeling hurra

czwartek, 10 marca 2011

recenzja kuracji radical. moje włosy

Cała rodzina produktów wygląda tak:
[zdjęcie z pielegnacja.com]


W skład serii wchodzą:

- szampon wzmacniający
- odżywka wzmacniająco – regenerująca
- mgiełka wzmacniająca
- serum ziołowo – witaminowe
- kuracja przeciw wypadaniu włosów
- żel do włosów (normalny i bardzo mocny)
- suplement diety /32 i 64 kapsułki
- szampon do włosów farbowanych
- mgiełka do włosów farbowanych
- maska do włosów farbowanych
widziałam ostatnio też przeciwłupieżowe z niebieskimi nakrętkami.

Ja używam tych zaznaczonych. Przymierzam się również do mgiełki, ale nie zakupiłam jej jeszcze. Skończyłam pierwsze opakowanie dość wydajnego szamponu wzmacniającego. Produkt nie jest bardzo wydajny, ale musicie wiedzieć, że moje włosy mają ok 65 cm długości (zmierzyłam wczoraj pierwszy raz w życiu swoje włosy!!!), są nawet grube i szampony "drogeryjne" zużywam jak wodę. Generalnie, jestem bardzo zadowolona. Z różnych względów, wypadanie włosów nasiliło się w ciągu ostatnich miesięcy. Zaufany specjalista polecił mi dermenę, ale ja akurat wtedy miałam inne wydatki (pro 5 z inglota, cienie z bell, tin tin i nuno i lakiery ze sklepu wszystko po 4 zł. i cienie z butterfly. i sweterek w kolorze lakieru pamiętam, że wtedy kupiłam też....no mniejsza o to.), postanowiłam w cenie jednego szamponu z dermeny kupić sobie kurację radical, która była zresztą jakaś tania wtedy. tzn ona w ogóle nie jest droga, bo chyba żaden "pojedynczy" produkt nie kosztuje więcej niż 10 zł. anyways, w zapasie mam jeszcze jeden szampon, trochę ponad 2/3 odżywki, którą wsmarowuję w skórę głowy (bardzo przyjemny zabieg btw) i ok połowy serum, które wsmarowuję we włosy nie od nasady tylko tak od karku w dół. jako, że to "w dół" ma kilkadziesiąt centymetrów - rozumiecie, dlaczego serum tak "szybko" mi się zużywa. produktów używałam od ok miesiąca chyba. może troszkę dłużej. nie pamiętam. szamponu było 300 ml i dopiero wczoraj mi się skończył. oczywiście, używałam wszystkich trzech przy każdym myciu, które ma miejsce co ok 3 dni. nie zawsze mi się chciało, ale kiedy zaczęłam widzieć dużo małych włosków (które robią efekt aliena, bo odstają jak antenki, jakbym się łączyła ze statkiem kosmicznym) - używam z werwą :) spodziewam się, że masaże głowy nie pozostały bez znaczenia. podejrzewam, że inny produkt mógłby zrobić więcej, ale ja mam przed sobą jeszcze jeden szampon wzmacniający. serum też w sumie jest OK. może dokupię jeszcze jedno serum i powinno mi w sam raz wystarczyć do końca odżywki do skóry głowy. a mgiełkę rozważę. może powinnam wspomnieć, że mam włosy przetłuszczające się u nasady i suche na całej pozostałej długości, bo są kręcone. odżywka do wsmarowywania w skórę nie przetłuszcza mi skóry głowy/włosów, nie podrażnia a wręcz łagodzi (?). co do suchości moich włosów, są na tyle suche, że mogę sobie nawalić kilogram odżywki i nawet nie spłukać. i włosy nie będą przetłuszczone.
jeśli chodzi o końcówki włosów to trudno mi coś powiedzieć, bo podcinam się regularnie co ok 6 tygodni. czasami częściej, czasami rzadziej. kiedyś regularnie stosowałam serum z avonu z zieloną pompką. było OK, fajny zapach. mam to serum jeszcze gdzieś w jednym z koszyków. powinnam zużyć. baaaaaaaaaaaaardzo sporadycznie używam jedwabiu biosilk. tak raz na 2 miesiące jak mam ogromną ochotę wygładzić włosy. nie prostuję włosów, ale mam prostownicę i produkty do stylizacji. właśnie skończyłam nivea feel & hold 5 stopień utrwalenia taką czerwoną. mam jeszcze żel z joanny chyba i nową piankę małą nivea volume taką niebieską/błękitną i psik psik termoaktywny (podobno) i nabłyszczający... lakieru nie używam od kilku lat, a wtedy też używałam go od wielkiego dzwonu. właściwie nie mam żadnych włosowych kwc. ta odżywka do skóry głowy jest superrr. mam jeszcze odżywkę przywiezioną zza granicy. jakąś taką drogeryjną, ale jest absolutnie genialna! może ona. ale jest niedostępna dla mnie tutaj. właściwie, na pochwałę zasługuje frizz ease friedy. szampon. bardzo pozytywny, ale nie jest tani.
 a Wy macie włosowe kwc?

środa, 9 marca 2011

paa tal haul

Hello hello :)
W listopadzie zeszłego roku zrobiłam zamówienie na paatal.pl
Kosmetyki były świeże, oryginalne i dobrze zapakowane. Oczywiście paczka przyszła trochę zamrożona, ale to kwestia firmy przewozowej (tzn pogody) a nie zabezpieczenia towaru. Przesyłka kosztowała 11.99 zł.
Ja zamówiłam dużo kosmetyków pielęgnacyjnych. Z kolorówki tylko jedną szminkę z constance carol i korektor z astora (czy korektor też liczy się jako kolorówka? nie wiem ^^). Szminka jest OK, ale źle dobrałam kolor. Użyłam jej raz. W tej chwili nie jest dostępna, ale kosztowała 2.5 zł. Korektor kosztuje w tej chwili 7 zł i jest w kolorze, który może sprawdzić się u mnie latem.

Anyways, Antybakteryjny żel do mycia rąk bez wody 237ml jest trochę dziwny i zostawia taką podejrzaną powłokę na dłoniach (nie spotkałam się z takim efektem w innych dezynfektorach). Myślę, że taka jego specyfika. Ja go nie lubię. Ale zużywamy go powoli, zostało jeszcze ok pół. Kosztował 4 zł.

Za to KIDS KLENZ INSTANT HAND SANITISER 100 ML - Antybakteryjny żel do mycia rąk dla dzieci bez wody i mydła jest OK :) Kosztował 3 zł.

Przejdźmy dalej. Odżywka BOOTS BOTANICS BRILLIANT RED 250ML - ODŻYWKA DO WŁOSÓW RUDYCH I FARBOWANYCH NA RUDO daje radę. Tzn ja mam włosy kasztanowe, w tej chwili (z powodu zimy) dosyć ciemne. Nigdy ich nie farbowałam, więc trochę się przestraszyłam jak okazało się, że ta odżywka jest brunatna :) I potem jak ją spłukiwałam to miałam całą czerwoną wannę. Zestresowałam się, że będę miała czerwone włosy, więc trzymałam ją tylko 3 minuty. Następne razy były już bezstresowe, a włosy są świetnie zmiękczone, dobrze się rozczesują i są gładkie. Koloru nie zmienia :) Cena 2.5 zł

Mam jeszcze BOOTS BOTANICS ULTRA MOISTURISING CONDITIONER 250ML, który przynosi ulgę moim suchym końcówkom (mam kręcone włosy, które przetłuszczają się u nasady a później są suche). Pozytywne doznania za tą cenę - 4 zł - OK.

BOOTS BOTANICS BALSAM ROZŚWIETLAJĄCY DO TWARZY, jest faktycznie rozświetlający. Nie ma chamskiego brokatu, ale ma drobinki. Jeśli ktoś lubi, bomba. Ja nie na co dzień, ale czasami - czemu nie. Zwłaszcza za 3zł.

SUPERDRUG REFRESHING TONER - Odświeżający tonik i SUPERDRUG VITAMIN 2 IN 1 - Mleczko do demakijażu, kupiłam z ciekawości i dla małych opakowań. Szału nie ma, ale nie jest też źle. Nie uczuliły mnie i spełniają swoją rolę. Cieszę się z opakowań. Po skończeniu toniku, przelałam tam swój płyn micelarny z avene. Mleczko nie jest już dostępne, ale nie są to też kosmetyki, które koniecznie trzeba mieć. Cena 3.5 zł

SUPERDRUG ALL OVER - Krem do twarzy i ciała, też cieszy bo ma urocze opakowanie i nie zapycha porów. Też już go nie ma. Nie pamiętam ile kosztował. Max 5 zł.
ORGANIC AID KREM NAWILŻAJĄCY DO TWARZY Z ALOESEM, jest bardzo gęsty i na bogato, więc w obawie o swoje pory - nie używam go na twarz. Chyba, że na szyję i dekolt (łagodzi otarcia od szalika, wiadomo - mróz, wiatr i inne atrakcje). Ma kolagen. Jest spolegliwy i ma większą pojemność niż pozostałe. Cena 4 zł

Co do zapchanych porów, SUPERDRUG OVERNIGHT DEFENCE GEL 40ML - ŻEL DO MYCIA NA NOC, powinien pomóc w tej kwestii. To nie jest żel do mycia na noc, tylko żel na noc do smarowania po prostu. faktycznie ściąga pory i coś tam robi, ale nie używałam go regularnie, więc nie wiem. Nie zaszkodził. Cena 2.5 zł

Stosowałam go na strefę porowo-przetłuszczającą się, a na resztę (policzki, żuchwa, szyja) używałam - SUPERDRUG OPTIMUM NIGHT MOISTURISER 50ML - KREM NAWILŻAJĄCY NA NOC DO CERY MIESZANEJ.
Oba bardzo przyjemne w stosowaniu, nie uczuliły mnie i przynoszą ulgę, ale wątpię, żeby coś robiły spektakularnego. Cena 9 zł.

BOOTS BOTANICS VITAMIN RECOVERY MASK 50ML - WITAMINOWA MASECZKA DO TWARZY ma bogatą konsystencję, która nie do końca mi odpowiada. Ale zużyję.

Podsumowanie: robiłam zakupy pielęgnacyjne, bo miałam ochotę na trochę "tanich małych rzeczy z UK". Następnym razem na pewno zrobię zakupy kolorówkowe :))

biochemia urody. epic fail.

Kiedy chciałam sobie dzisiaj kliknąć hydrolat aloesowy, okazało się, że jest.....

Przerwa w działaniu Serwisu 'Biochemia Urody'!

Uprzejmie poinformowano mnie, że w dniach od 7 marca do ok. 21 marca w sklepie trwa przerwa związana z przeprowadzką do nowego lokalu.
W tym okresie zostaje zablokowana możliwość składania i przyjmowania nowych zamówień.

Przewidywane otwarcie sklepu nastąpi w poniedziałek 21 marca 2011r.

Grr.

aubrey organics: lumessence lift

Wraz z pędzlami z Eco tools, przyszła do mnie próbka Lumessence Lift z Aubrey Organics. A dokładniej firming renewal cream with CoQ10 liposomes. Postanowiłam wypróbować go na noc, no i co - absolutnie genialnie zmniejszone pory, twarz wygładzona, przyjemnie ściągnięta. Nie wygląda już jak polskie drogi tylko jak niemiecka autostrada. wow wow WOW. No dobrze, ale co dalej? Mały research i wiem już, że Aubrey Organics mają dystrybutora na Polskę. Niestety, poszukiwany przeze mnie produkt nie jest dostępny w ogóle w ofercie. Na iherb mają go za $28.48, na ebayu za 35. ale ja nawet nie mam konta.. wszędzie indziej jest za ok 115 zł.


Skład produktu nie mówi mi wiele, aczkolwiek alkohol na drugim miejscu daje do myślenia.

INGREDIENTS INCI: Aqua, cetyl alcohol, alcohol denat. (38b, lavender*), butyrospermum parkii (shea butter)*, glycerin, rosa rubiginosa (Rosa Mosqueta®) seed oil*, avena sativa (oat) kernel protein, citrus grandis (grapefruit) seed extract, phospholipids (liposomes†), ubiquinone (CoQ10), tocopheryl acetate, sodium PCA, panthenol, sodium hyaluronate, retinyl palmitate, ascorbyl palmitate, xanthan gum, arginine, lysine, glycine, proline, acidophilus/grape ferment, glyceryl linoleate, glyceryl linolenate, pullulan, algae extract, corthellus shiitake (mushroom) extract, citrullus lanatus (watermelon) fruit extract, citrus paradisi (grapefruit) peel oil, hamamelis virginiana (witch hazel) water, ascorbic acid, aloe barbadensis leaf, glycine soja (soybean) oil, daucus carota sativa (carrot) root extract, beta-carotene, raphanus sativus (radish) extract.

*Organic
†Moisturizing, Humectant, Vitamin, Alpha-Hydroxy and CoQ10

Efekt wow na skórze utrzymał się kilka minut. Naprawdę byłam pod wrażeniem. Może przy dłuższym stosowaniu faktycznie moja skóra będzie gładsza, delikatniejsza itd. Być może. A być może nie.
Niemniej jednak na aubrey organics pl są promocje, całkiem ciekawe. Nawet rozważam, ale pewnie - jak to zwykle bywa - na rozważaniu się skończy.

wtorek, 8 marca 2011

who's that chick

David Guetta towarzyszy mi od rana. Bardzo pozytywny dzień dzisiaj. Kupiłam kilka rzeczy, bo jestem nienormalna i nie mogę się opanować, ale że dzisiaj nasz dzień to się nie przejmuję. Sweter, spódnica i bluzka kosztowały 6 zł, mam też peelingi, maseczki, płatki kolagenowe pod oczy, nawet balsam do ust! ;) i sunny blush w kolorze Cranberry Kiss. Mam wrażenie, że Coral Fiesta ma jednak w sobie mini mini mini drobinki.
Chyba, że to Healthy mix się tak przebija, ale wątpię. Tak, czy siak - podoba mi się.
A to wszystko przy okazji szukania prezentu imieninowego dla Mamy mojego mężczyzny (dla niego też coś mam;) - postawiłam na Perfectę AgeControl 45+ polecaną przez kobiety mojego życia ;)
Sama rozważam zakupienie matującego kremu z serii 35+ mimo, że nie mam 35. Widziałam nowości z ziai, ale nie było serii 25+ nawilżająco-matującego, o takiego:

Czy ktoś może mi polecić coś matującego? Cokolwiek. Dość o kremach. Kupiłam spodnie!!!! Hurra. Ja zawsze mam problem, a tym razem kupiłam nawet mniejszy rozmiar niż zwykle (czyżbym straciła parę cm?) i nawet mały efekt hydraulika mi nie przeszkadza. No i cena - 65zł w C&A. To już drugie moje spodnie od nich. I jestem zadowolona z pierwszych. Teraz postawiłam na legginsowe dżinsy bez przednich kieszeni i bez opcji założenia paska (nie mają szlufek, przez co zmniejszają mi optycznie biodra). Są lekko biodrówkowe, ale nie aż tak jak mogłybyście sobie wyobrażać biodrówkowe spodnie. Zwykle nie chodzę w biodrówkach, bo mam ponad stówę, więc nie bardzo to wygląda.. a te są takie tylko trochę niższe niż zwykłe regular waist. Muszę się porządnie schylić/wygiąć/wypiąć, żeby pokazać za dużo niż bym chciałą.. No ale jak mam publicznie pokazywać pośladki, to kiedy jak nie teraz *-*
LOL

śpiewam sobie who's that chick. Wy też możecie! muszę wstawić pranie. i jeszcze kupiłam krem pod oczy z retinolem, ale tylko dlatego, że chcę zobaczyć czy mnie nie uczuli ta seria. byłoby failowo, ale wszystko może się zdarzyć. poza tym co może mi się wydarzyć jak sobie zastosuję krem 40+, no hello. przez 30ml raczej nic (prawda?). nie zrozumcie mnie źle. ja przeważnie stosuję kosmetyki przeznaczone dla mojej grupy wiekowej, a właściwie nawet dla niższej, bo powinnam już mieć jakiś krem przeciwzmarszczkowy. a że moje pod oczy się kończą powoli. o - kolejna rzecz do zrecenzowania, bo nie ze wszystkich jestem zadowolona. anyway - zaśpiewajmy razem

Baby, I just wanna dance
I don't really care I just wanna dance
I don't really care... care... care




i życzenia z okazji naszego dnia. Mama wysłała mi sms o treści:
dzisiaj dzień kobiet więc cycki w górę i odrzucamy z twarzy gradową chmurę!
niech żyje celulit i kurze łapki, bo i tak jesteśmy fajowe babki.
miłego dnia!!! i wieczoru. i nocy ;p

dan le sac vs scroobius pip: look for the woman

coco rosie



all those beautiful boyz
pimps and queens and criminal queers
all those beautiful boyz
tattoos of ships and tattoos of tears

poniedziałek, 7 marca 2011

domowe frytki, denko, wanienka i zaskakująco świetna obsługa klienta

Kupiłam 2 róże z Lovely, Cinnamon Lady i Coral Fiesta. Chyba dokupię resztę, te 2 są genialne!
Wypożyczyłam kilka książek, m.in. Kroniki Amberu (niestety tylko tom 1/10). Kupiłam bilety na King's Speech na środę i zaczęłam porządki wiosenne.
Boli mnie głowa. Oglądam Kod Leonardo DaVinci, książkę czytało mi się bardzo dobrze i mam z nią same pozytywne wspomnienia. Chyba dzisiaj położę się wcześniej.
Byłam jeszcze dzisiaj w Sephorze. Pokręciłam się chwilę i zwróciła na mnie uwagę Pani Sprzedawczyni. Była bardzo miła, komunikatywna, dała mi próbkę kremu nawilżającego przeciwzmarszczkowego i próbki 2 podkładów: healthy mix, nad którym zastanawiam się odkąd wszedł na rynek i sephora coś tam matujący/o wykończeniu matowym. Mam nadzieję, że się sprawdzą i nie zatkają mi porów. Byłoby superrr.
Jest teraz promocja 3 za 2 i marzy mi się ta taka "wanienka". W sumie niekoniecznie taka przezroczysta, bo jak ją zachlapię to będą zacieki. Ale po co mi ona teraz - nie mam miejsca w łazience już na nic ;))
Już prawie zużyłam 5 produktów z denka, niedługo coś o nich napiszę. Chociaż o (genialnym) balsamie z Deliplus dla skóry atopowej za 2 euro, niestety niedostępnym w PL, nie wiem czy jest sens pisać ;)

"Intimacy" Chéreau mi się przypomniało. Muzyka świetna.

fyi: hakuro

Strona internetowa ma ruszyć pod koniec marca, wtedy też będzie można zakupić pędzle.
Myślę, że wszystkie nie zdążyłyśmy kliknąć jakiegoś pędzla. Miejmy nadzieję, że niedługo będziemy miały okazję :)

edit: pędzle hakuro online

niedziela, 6 marca 2011

garnier kofeinowy roll-on pod oczy z korektorem 2 w 1

Już od dawna chciałam kupić sobie korektor pod oczy. Zielonego Garniera dorwałam za 20 zł w Rossmannie i po cichu liczyłam na to, że z tym produktem uda mi się to powtórzyć. Nie udało się. Kupiłam go w piątek za 30 zł. Ale do rzeczy. Kofeinowy roll-on pod oczy z korektorem 2 w 1 jest, jak sama nazwa wskazuje - korektorem po oczy. Nigdy przedtem nie miałam korektora stricte pod oczy. Szczerze mówiąc trochę się obawiam całego tego przedsięwzięcia. Tzn to jest głębsza obawa, ale o co mi chodzi.
Malować zaczęłam się jak miałam ok 15 lat - używałam kredek na linię wodną i później pomadek. No i malowałam paznokcie, ale nie o tym chcę mówić ;) Miałam jakieś przygody ze zbyt ciemno-pomarańczowym podkładem i zaczynałam nieśmiało używać cieni do powiek. Pamiętam miałam taki jasno fioletowy roll on z Avonu. Ale znowu odbiegłam. W liceum moje koleżanki zaczęły się malować, podkład, korektor, cienie, tusz, bronzer.. a ja? Ja nie umiałam za bardzo tego robić, bliskie mi kobiety też nie aż tak bardzo zwracały na to uwagę, nie miałam starszej siostry i po prostu nigdy nie miałam okazji się tego od kogoś nauczyć, podpatrzeć, zaobserwować, zapytać. Moje kumpele wyglądały czasami super, czasami nie roztarły korektora, czasami zapomniały pomalować jedno oko tuszem, ale jakkolwiek by to nie wyglądało - budowały doświadczenie i w świecie kosmetyków czuły się coraz bardziej swobodnie.
Inna sprawa, że zniszczyły sobie jednak skórę. Oczywiście, że dobrze zrobiony makijaż chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi i nawet leczy ją, jeśli używamy odpowiednich produktów. Ale ja przecież nie wiedziałam co mi zaszkodzi a co pomoże. Nie miałam nigdy ogromnych problemów z cerą, mam jakieś tam, ale nie jest to nic, z czym nie dałoby się żyć. Oczywiście, że okres dojrzewania był dramatyczny, bo pryszcze bez przerwy i jak żyć. Ale później to się jakoś unormowało i teraz  walczę sobie dzielnie z azs, pokrzywką wodną i tego typu dolegliwościami. Zresztą 10 lat temu nie było takich specyfików, jakie są teraz. Mamy dostęp do informacji, nie przeraża nas to już tak bardzo.
No ale o co mi chodzi. Zmierzam do tego, że w pewnym momencie zamiast wyglądać świeżo i naturalnie, zaczęłam odnosić wrażenie, że wyglądam po prostu na zmęczoną, a ktoś może mógłby nawet pomyśleć.. zaniedbaną. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Mam 23 lata, w grudniu skończę 24 i zaczynam wyglądać na swój wiek. O starzeniu się z godnością innym razem ;) Nie mam obsesji na tym punkcie, ale chcę wyglądać tak dobrze, jak mogę. Po prostu.
Nie używałam do tej pory korektora pod oczy, czy w ogóle korektora, bo żaden się nie wtapiał w skórę i nie dawał ładnego efektu, a poza tym produkty mnie uczulały i miałam wrażenie, że wpracowując "tępy" produkt w skórę, tylko "robię sobie zmarszczki". O doborze koloru w ogóle nie wspominam.
Ten roll on i pędzelek dają radę i nie trzeba nic trzeć, można lekko wklepać. Delikatnie.
Krycia nie ma rewelacyjnego, ale ja - jako korektorowe nemo - nie umiałabym chyba kryjącym korektorem pod oczy zrobić naturalnego efektu. No i nie mam też takiej potrzeby, ale może gdybym umiała to bym chciała. Nie wiadomo.
Cena ok 30zł/15ml
Dostępność spoko
Odcienie dwa - jaśniejszy 01 i ciemniejszy 02
Ja mam 01 i jest ok, wyobrażam sobie, że 02 byłby dla większości z nas za ciemny. Korektor ładnie stapia się ze skórą, w dużym słońcu są widoczne mini mini drobinki, ale nie jest to brokat tylko po prostu rozświetlenie. Zresztą nazywa się rozświetlający, więc wszystko w porządku.
Kulka jest przyjemna, chociaż ja nie miziam się nią po skórze, tylko nabieram produkt na pędzel. Wyobrażam sobie, że palcami też nie byłoby problemu.
Mam wrażenie, że produkt jest wydajny ale to się okaże.
Na pewno nie zrobimy sobie nim efektu maski, ale też nie ukryjemy fioletowych sińców. To lekki produkt, niemniej jednak trochę możemy nim "budować". Tak naprawdę nie wiem co jeszcze o nim napisać.
Jest bardzo przyzwoity, spełnia moje oczekiwania. Miło się go używa, opakowanie jest higieniczne - nic nam się nie utlenia itd. Można zdezynfekować kulkę, można go bezpiecznie przewozić..
Jestem z niego zadowolona. Ciekawe czy coś się wydarzy długodystansowo, byłoby miło, ale nie mam w stosunku do niego takich oczekiwań. Aczkolwiek są takie kosmetyki, które niemalże z dnia na dzień poprawiły stan mojej skóry. Tutaj nie ma efektu dużego wow, ale jest efekt wow na pewno. Ale to mój pierwszy korektor ever, także może nie mam rozeznania. Chcę jednak podkreślić, że generalnie i przeważnie w makijażu szukam efektu naturalnego, czyli, że ładnie wyglądam, a nie że mam dobrze zrobiony makijaż. Dlatego jak (np wieczorem) zmywam makijaż, chcę się poznawać w lustrze. Wszystkie chyba tego chcemy :)

sól do kąpieli rozgrzewająca be beauty spa

Limited Edition soli z biedronki charakteryzuje się tym, że jak sobie ją wsypiemy do wody - zabarwia ją na kolor moczu. Serio. Wanna wyglądała tak, jakby ktoś do niej nasikał. Nie pachnie wystrzałowo, raczej dziwnie. Nie kupię jej ponownie, z wydajnością jest chyba normalnie. Wystarczy nam na 4, może 5 kąpieli. Bez szału. Kosztowała ok 4 zł, więc mogę to sobie to darować. Były inne zapachy, jeden przypominał mi domestosa (ocean się chyba nazywał), a reszty bałam się powąchać. no nie wiem. chciałam, żeby mi się podobał ten produkt. nie podoba mi się. Nie jestem pewna czy zmiękcza skórę, bo peelingowałam się syreną. na pewno jej nie nawilża.

sobota, 5 marca 2011

ulubieńcy lutego 2011

Ulubioną rzeczą miesiąca był psik psik Brise AIR INFUSIONS o genialnym zapachu róży i kwiatu bawełny
Cena ok 10 zł. Świetny, szczególnie dla tych którzy lubią kwiatowe zapachy.


Pielęgnacja:

Płyn micelarny Avene
- nie uczula
- ładnie pachnie
- jest wydajny (mam nadzieję, że zużyję go w 6 miesięcy, czyli do końca daty ważności)
- zmywa makijaż, chociaż niekoniecznie go do tego używam
- nie pozostawia uczucia ściągnięcia
Zakupiłam w Aptece Gemini, za 27.99 zł za 400 ml. Za taką cenę - OK.


Cetaphil MD Dermoprotektor
- nie uczula
- nie zapycha porów
- spolegliwie się wchłania
- nawilża
- łagodzi
- nie ma efektu "wow", ale nie ma też efektu "o nieeee"
jako osoba pokrzywdzona atopowym zapaleniem skóry, zawsze mam problem z pielęgnacją skóry. byłam bardzo zadowolona z kilku kremów, teraz używam tego i jest OK. ale pielęgnacji przeciwzmarszczkowej, czy jakiejś innej pro - nie stosuję. a powinnam.
Cena ok 40zł z przesyłką na allegro.


Masło ujędrniające biust, dekolt Ziaja Rebuild
bo pielęgnacja dekoltu i piersi, jest ważna. nawilża, wygładza. ujędrnia. zapach może kogoś drażnić, mi nie przeszkadza. Kupiłam na allegro w zestawie z genialnym peelingiem, o którym coś napiszę wkrótce. Oba kosztowały kilkanaście złotych.

Garnier Roll On pod oczy.
przygotowuje skórę pod oczami do dalszych zabiegów, szału nie ma, ale przyjemnie chłodzi (trzymam w lodówce). Jest niemożliwie wydajny!!! Kupiłam za 19.99 w Rossmannie kiedyś i były to, koniec końców, dobrze wydane pieniądze. Kiedyś kupię ponownie tego typu produkt. Na pewno.






Make up:

Cienie z BELL Satin Mat.
- są matowe :)
- są miękkie
- trochę się osypują, ale bez dramatu
- marka nie jest jakoś super dostępna
- cena w porządku. ok 6-7 zł za cień
Ciemnego brązu 146 i czerni 140 używam do wypełniania brwi. Trochę się od tego uzależniłam. Jesteśmy razem szczęśliwi już drugi miesiąc. Może powinnam rozważyć 147, który jest taki bardziej popielaty. Hmn


Podkład Max Factor Experience 40
Testuję już drugi słoiczek. Nie cieszy mnie testowanie na zwierzętach, ale kolor jest OK. Nie jestem pewna czy nie podkreśla suchych skórek, ale ładnie wyrównuje koloryt. Nie oczekuję dużego krycia od podkładu, więc u mnie ewentualnie mógłby się sprawdzić. Szukam jednak (nadal) czegoś "wow". Cena na allegro ok 35zł, chyba.

Cienie z Essence, Paletka I Love Berlin
O dziwo, przypadła mi do gustu. Czuję, że marzec będzie jednak miesiącem fioletów i zieleni. Oglądałam ją w Gdyni, ale jakoś jej nie kupiłam. Później znalazłam ją gdzieś w Gdańsku i wzięłam. Nie żałuję. Produkt bardzo przyzwoity. Kosztowała niecałe 11 zł
Paletka ma w sobie same nautralne/zimne odcienie.
  1. Czerwony złamany różem, różowo-łososiowy 
  2. Szary
  3. Czarny
  4. Groszkowy
  5. Błękitny
  6. Budyniowy 
  7. Leśny
  8. Granatowy
 Wszystkie mają drobinki. Oczywiście zdjęcie nie oddaje kolorów. Na początku za bardzo nie wiedziałam co zrobić np z zielenią leśną, ale ładnie podbija mi kolor oliwkowego cienia z Inglota. Naprawdę nie przeszkadza fakt, że jest drobinkowy i o innym odcieniu. Działa. Na plus na pewno jest duże lusterko (baaaaardzo pomocne w podróży/w aucie/w biegu), dobrze się nam podróżuje razem.

piątek, 4 marca 2011

gąbka antycelulitowa syrena

Wszystko fajnie, skóry na udach dotykałam przez 10 minut rano taka była gładka. Efekt wow na pewno.
Zastanawiam się tylko jak to będzie współgrało z moim azs (nic mi się nie stało, ale w okresach remisji z pewnością będę musiała ją odstawić..chyba) i jak ta gąbka obejdzie się z moim pajączkami/popękanymi naczynkami na udach. Jakieś doświadczenia?

czwartek, 3 marca 2011

haul. raczej pielęgnacja. doznania wstępne.

Z Biedronki zaczęłam na poważnie korzystać dopiero niedawno, już po przeprowadzeniu się do Gdańska. W Krakowie na Prądniku Białym zdarzyło mi się kupić kilka razy Kłębuszka, ale nic poza tym. Chociaż właściwie nie. Jeszcze w Często kupowałyśmy z dziewczynami pizzę z Biedronki mrożoną. Ale to tyle.
Biedronka to zdecydowanie niedoceniane miejsce. Inna sprawa, że łatwiej jest jak się ją ma pod nosem. Ale generalnie bywa tam tanio i dobrze. O Biedronce powstała już ósma część wątku na wizażu, więc wiadomo o co cho.

Żelem micelarnym z Biedronki (efekt wow po pierwszym użyciu) zainteresowała mnie Iwetto (pozdrawiamy Iwetto). Nigdy go nie było, więc kiedy zobaczyłam go 2 dni temu, chwyciłam go czym prędzej i pobiegłam do kasy. W przelocie chwyciłam też żel nawilżający z drobinkami. Generalnie ma same plusy (oprócz dostępności, bo nie mogłam jej dorwać przez kilka miesięcy.. tygodni?).
- jest hypoalergiczny (chociaż skład nie mówi mi zbyt wiele, bo nie ogarniam jeszcze)
- ładnie pachnie
- nie uczula mnie jak dotąd jupi
- zmywa makijaż
- nie szczypie w oczy, ale nie wsadzałam sobie tego do oczu, więc w sumie nie do końca wiadomo
- wydaje się być wydajny
- pozostawia skórę oczyszczoną, przyjemnie napiętą i taką... czystą o_O
- jest tani (3.99 zł, no kaman)
Następnego dnia poszłam po następną tubkę. Już chciałam wziąć 5, ale opanowałam się. Poza tym nie wiem, czy mnie nie uczuli. No i chomikowanie nie nie. Nie wolno.
O żelu nawilżającym nie mogę napisać tego samego. Użyłam go dopiero raz. Cena ta sama, bez efektu wow. Ale mnie nie uczulił. Wyobrażam sobie, że przy częstszym stosowaniu coś się o nim dowiem.

Zielony korektor Vipera w sztyfcie. Tak długo czaiłam się na delię, że szlag mnie trafił i za 10.9 zł, kupiłam. Jestem pozytywnie zaskoczona. Jest w sztyfcie, w związku z tym kroiłam go nożem (higiena przede wszystkim). Ładnie nabiera kremowej konsystencji, jest faktycznie zielony :)) Działa. Mam dość widoczną bliznę po punkcji (już się przyzwyczaiłam, ale nie miałabym nic przeciwko gdyby jej nie było:) i właściwie żadnym żółtym korektorem nie udało mi się tego zakryć, a to pomogło. Korektor używam pod podkład. Planuję używać go codziennie. Dobrze roztarty, chyba daje radę sam. Ale nie patrzyłam na siebie w świetle dziennym, więc w sumie nie wiem.
To mój pierwszy kosmetyk z Vipery. Bardzo pozytywne doznania, na pewno coś jeszcze kupię tej firmy. Korektor mnie nie uczulił, nie zwałkował się, nie zrolował. Ciekawe jak będzie się ścierał. Ciekawe czy z każdym podkładem zadziała. Ja używam chwilowo Max Factor Experience.
 Lubię kosmetyki, która mają tekturowe opakowanie. Dużo drogeryjnych nie ma. Design jest całkiem spoko, kwiatki bardzo na miejscu, zwłaszcza, że motyw kontynuowany jest na opakowaniu. Spójność projektu - to lubię :)
 Kolor jest bardziej zbliżony do koloru miętowego (takiego jak literki GREEN TONE). Sztyft jest intuicyjny i funkcjonalny, jest zamknięty i wysuwamy go za pomocą suwaczka.

Czas relaksu nadejdzie, miejmy nadzieję, już wkrótce. Wanna, film, peeling, maseczka. Och. Towarzyszyć mi będzie sól z Biedronki o ładnym, otulającym zapachu. Po płynie z AVONU (który musiałam kupić na Allegro za 15zł, bo nie znam żadnej konsultantki w gda) i soli z Wieliczki (przy okazji wizyty w kopalni, koniecznie wypróbujcie sól za 9 zł. zapachy obłędne), spróbuję soli rozgrzewającej. Zobaczymy. 3.99 zł?
 Odkryciem z Lidla są duże płatki 9x11 cm. Okazuje się, że małe są za małe na moje potrzeby. Do lakieru czy poprawek są OK, ale te duże są wspaniałe. I mają narysowane zwierzątka :) Jeden płat(ek) i mam zmytą całą twarz, z oczami, szminką i w ogóle. Cena... 5 albo 6 zł. Są tego warte, bo jest ich 60. Wystarczą mi na 2 miesiące!!!
 Kupiłam sobie też gąbkę.
 Mam też maseczkę z Ziai, za 1.29 zł. Ciekawe czy przyniesie mi oczyszczenie..
 
Okazuje się, że Dulce Candy i ja słuchamy tej samej muzy ostatnio :)) Czy to znaczy, że coś nas łączy? :D

bench.

zawsze chciałam mieć coś z bencha. i z fenchurcha też, ale zostańmy przy benchu. nieważne dlaczego, ale ważne że. teraz mam. yay :)
wrzucę zdjęcia za kilka dni. Bench jest w kolorze baby pink i będzie idealny na lato. zwłaszcza, że ma ciekawy tył. bluzka jest trochę rozciągnięta, ale latem kiedy moje pokłady tłuszczu topią się, niekoniecznie mam ochotę wciskać się w obcisłe ubrania. zresztą, ja nigdy nie wciskam się w obcisłe ubrania. noooooooo, może czasem. ale nie dlatego, że je takie kupiłam, tylko dlatego, że nie mam takich obwodów jak kiedyś ^^
och, jaka radość.
widziałam sweter YSL, ale nie pasował ani na mnie ani na mojego mężczyznę, więc odpuściłam sobie kolekcjonowanie metek.
anyways, kupiłam sobie 3 bluzki. mojemu mężczyźnie znalazłam jeden t-shirt. jest w niezbyt fortunnym kolorze niebieskim, takim błękitnym. nie wiem czy będzie mu aż tak bardzo bardzo pasował, ale na pewno będzie fajnie pasował do jednej z jego bluz. no i ma coolowy napis ENGLAND (jestem fanką). Kochanie, pozdrawiam Cię serdecznie :*
koszt zakupów: 8.32 zł.
odkąd zaczęłam odwiedzać SH, nie chodzę sfrustrowana, że na coś mnie nie stać albo że rozwaliła mi się markowa odzież po kilku praniach. kolejnym etapem jest chyba szycie, ale jakoś nie mam zaparcia, żeby sama się nauczyć. przydałaby się jakaś mentorka.
ktokolwiek? :)) może pójdę na kurs. kiedyś.
dzisiejsza wizyta w sh miło upłynęła mi również z powodu enrique w tle.



ja go lubię, chociaż jest specyficzny. teraz już tego tak nie widać, bo jest wiele lat na scenie.
ale na początku, kiedy jeszcze funkcjonował w przestrzeni hiszpańskojęzycznej, porównania do jego ojca i w ogóle cały ten klimat dawał mu z pewnością po garach.
cosas del amor pamiętam, to był album mojego życia w pewnym momencie :D
cosas del amor, cosas de la vida... cosas de tu carne, cosas de tu piel

och, już tak późno. lecę do biblioteki! ahojka

pierwszy raz z grouponem

Nie mam dużego doświadczenia z Grouponem, bo dopiero 2 dni temu pierwszy raz kliknęłam w ofertę 69zł za peeling medyczny. Poszukuję dermatologa/kosmetyczki w Trójmieście dość rozpaczliwie. Pomyślałam sobie, że w gabinecie medycyny estetycznej może krzywda mi się nie stanie. No zobaczymy. Najwyżej ;)
Anyways, zasada jest prosta. Rejestrujemy się, dostajemy maile o nowościach.. jeśli coś nas zainteresuje, klikamy w kup teraz i płacimy na rozmaite sposoby, kartą wypukłą, kredytową, paypalem też się da.
Po zakończeniu trwania oferty, otrzymujemy mailem kupon w pdfie, który trzeba wydrukować i przedstawić podczas korzystania z oferty. Jeśli oferta nie sprzedała się w zamierzonej przez organizatorów ilości, dostajemy zwrot na kartę/konto/paypala. Nie wiem ile się czeka na to, ale można doczytać.
Ja na zabieg umówiłam się na 11 marca, więc w przyszły piątek wieczorem coś o tym napiszę.

Za cholerę nie mogę znaleźć mojego linka polecającego, więc go tu nie wkleję. Jeśli jednak ktoś miałby ochotę skorzystać i przy okazji wrzucić mi dychę do skarbonki, zapraszam do zostawienia swojego @
jeśli skorzystasz z oferty, ja dostanę dychę do wykorzystania w grouponie.
nie mam stu tysięcy znajomych na fb, w ogóle nie mam fb, więc nie liczę na jakieś szaleństwo, ale bardzo lubię takie akcje. zawsze klikałam znajomym, którzy wysyłali mi linki. teraz mi już nikt nie wysyła, więc jeśli ja mogę Wam w coś kliknąć - śmiało piszcie na strilinga@gmail.com ;))

Co jeszcze? Właściwie wszystko przedstawiłam. Takie miejskie akcje mogą być fajne, można coś zobaczyć, poznać nowe miejsce. Dla mnie OK. Zobaczymy jak będzie na zabiegu i jak sprawdzi się "klinika".

pierogi na śniadanie, pączek niespodzianka

na śniadanie zjedliśmy pierogi. były bardzo smaczne, ale to jednak nie są pierogi mojej babci. och, ile ja bym dała, żeby zjeść coś domowego..
mam ochotę pojechać do Warszawy, do Centrum Nauki Kopernik. jestem ciekawa tego miejsca.
pączek pojawił się w moich drzwiach niespodziewanie, był jeszcze ciepły!

najlepsze pączki na świecie są w Trójmieście: Pączuś w Gdyni, ul. Świętojańska 20

w krk zwykle stałam w kolejce na krupniczej, w michałku pączki były niezłe. cholernie drogie, strasznie małe.. ale dobre.

faworków nie usmażę, ale może napiszę trochę pracy dzisiaj :)
aaaa, no i oczywiście co? mam jakąś czerwoną plamkę na policzku. cholerne alergie.
mam nadzieje, że to nic poważnego. nauczona doświadczeniem, zmierzyłam i sfotografowałam
zmianę skórną. w razie wizyty u dermatologa, albo podczas przyjęcia do szpitala
będę mogła pokazać jak zmieniał się stan mojej skóry.
bo i takie sytuacje się zdarzały.

środa, 2 marca 2011

ta chwila.

garnek

Tak się składa, że największy garnek jakim obecnie dysponuję, ma 2.4l pojemności. Zupę gotuje się w nim frustrująco, bo prawie nic nie zostaje po jednym dniu. W związku z tym, musimy zakupić garnek. Kombinujemy 5l, 8 albo 10 to trochę dużo. Więc niech będzie 5. Rozważam wycieczkę do Ikea w weekend. Ciekawe jakie są na żywo. Pierwszy kosztuje 40 zł, pozostałe dwa bodajże po 60. Ciekawe jak są zrobione, ile ważą i jak leżą w rękach. Garnek. Na zupę.

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...