piątek, 29 kwietnia 2011

o 6 mam pociąg, pakuję się.

życzę Wam udanego weekendu :))
będę się odzywać w miarę możliwości, ale ostatnie 2 dni były szalone.

ahojka!

środa, 27 kwietnia 2011

flo 50% off. flamingi + notd

Flamingi uwielbiam, mam do nich sentyment.
Jak zobaczyłam ten brelok we Flo, nie mogłam się pohamować. Później się okazało, że jest 50% off na wszystko. Kosztował 3.5 zł. Kupiłam jeszcze plażową torbę. Mieszkam nad morzem, więc plażowe torby są mile widziane.
Flamingi są urocze, spójrzcie same!






Na paznokciach Wibo Express Growth 154 swatches + Inglot 849 swatches

wear sunscreen




Nie pamiętam o co mi chodziło z tym makijażem. Chyba o to, że został wykonany pędzelkiem do smoky z essence za 6zł. Miałam na sobie delikatny makijaż i dodałam odrobinę ciemnego brązu i czerni.. w związku z tym jest lekko sfatygowany, bo przerabiałam go popołudniu nie zmywając oczu w ogóle, tylko twarz. Na twarzy nie mam nic, na oczach jakieś cienie z Inglota, ale co za różnica które. Każda z nas ma jakiś jasny, jakiś ciemny i jakiś jasny perłowy do kącika i pod łuk brwiowy ;)
Znalazłam zdjęcia i już mogę je skopiować jupi. Piegi są urocze, ale przebarwienia na twarzy trzeba jakoś ogarnąć, bo przecież będzie jeszcze gorzej. Myślicie, że ma sens stosowanie kuracji antyprzebarwieniowej w lato? Tzn faktor 30 albo 50 - reaplikacja, czapka, kapelusz, cień itd - wszystko wiem co i jak, ale jak nie mieć brązowych plamek na nosie i w okolicach? Może taka moja uroda. Tylko niech to tak nie zostanie na zawsze...























poranna kawa

wtorek, 26 kwietnia 2011

błękitny sensique 248 do wzięcia

Stri-linga rozdaje. Owszem.


Pisałam Wam, że od Youtubowiczek dostałam lakier Sensique Exotic Flower 248, który już posiadałam w swoich zbiorach. Trochę niefortunnie złożyło się, bo jest trochę "trzaśnięty" i naklejka się lekko odkleiła, ale produkt jest pełnowymiarowy, nowy i nieużywany, więc mam nadzieję, że lekko sfatygowana buteleczka Wam nie przeszkodzi w użytkowaniu. Oczywiście, jeśli komuś przeszkodzi - proponuję po prostu nie zgłaszać się na ochotnika do jego otrzymania. Niby oczywiste, ale może nie wszyscy załapią.
Lakier wchodzi w skład edycji limitowanej. Z tego, co się orientuję nie ma tego koloru już w sklepach (bo wszystkie zostały wykupione), więc mam nadzieję, że sprawa Was zainteresuje.

Zasady są proste.
Rozdanie jest dla moich Czytelników (Obserwatorów) - to raz.
Dwa, chciałabym, żebyście przedstawili mi swoją ulubioną muzykę - jeden, dwa albo trzy utwory, wszystko zależy od Was. W dobie Youtube'a nie jest problemem podesłanie linka, ale nie mam nic przeciwko wysłaniu empetrójki na mojego maila: strilinga@gmail.com, czy wystąpieniu na żywo pod moim balkonem.

Linki (+ e-mail) mile widziane pod tym postem (tak będzie najłatwiej) lub bezpośrednio na maila. Rozumiem, że nie wszyscy chcą się dzielić "swoją Muzyką". Ja też nie każdemu przedstawiłabym swoje perełki, bo jeszcze ktoś zbezcześci albo nie zrozumie. Nie zrozumcie mnie źle - ludzie są OK i zasługują na różne dobre rzeczy, ale czasami nędza ludzka mnie przytłacza.
Anyways, lakier otrzyma Osoba, która podlinkuje utwór, który spodoba mi się najbardziej. Niezbyt skomplikowane.

Możecie dodać mnie do blogrolla - będzie mi bardzo miło i na pewno bardzo tam wygodnie. Możecie dodać notkę na temat tego rozdania - na pewno nie zwiększy to Waszych szans, ale może poznacie jakiś ciekawy utwór? :) Mile widziane komentarze do piosenek. Dlaczego akurat ta, a nie inna? Dlaczego mi? Dlaczego akurat dziś?

Rasowe rozdanie zbliża się wielkimi krokami, bo jest Was coraz więcej i chcę podzielić się z Wami kilkoma rzeczami, które ostatnio pojawiły się na rynku (ale to brzmi;)

To tylko takie małe rozdanko, żeby lakier się nie marnował ;)

W związku z tym, że lubię muzykę i wyjeżdżam na jakiś czas - umówmy się, że do 23.59 dnia 8 maja możecie się zgłaszać a potem ktoś ma 48h na przesłanie mi swojego adresu. Jak nie - wybieram inną piosenkę :)

To moje pierwsze tego typu wydarzenie, więc może coś pominęłam?

Podsumujmy.
Stri-linga (czyli ja) rozdaje. Co rozdaje? Lekko trzaśniętą buteleczkę lakieru Sensique Exotic Flower w kolorze błękitnym, numer 248. Nowy, nieużywany. Co trzeba zrobić, żeby wyrazić chęć? Trzeba być obserwatorem i podlinkować mi w komentarzu lub w mailu piosenkę (lub trzy), którą chcielibyście mi przedstawić. Razem z linkiem, trzeba zostawić swojego maila. Tak będzie łatwiej dotrzeć mi do Ciebie z radosną nowiną. Do kiedy można się zgłaszać? Do 8 maja, do 23:59.

Oprawa muzyczna wydarzenia zależy od Was.

wygrałam konkurs literacki pt 2.

Od Youtubowiczek otrzymałam bonus z okazji bycia bloggerką. 3 smackersy (Sprite naprawdę pachnie i smakuje jak Sprite! Fanta też. Jak to się dzieje? :) Coli jeszcze nie próbowałam) i bronzer z primarka. Omg, jak zobaczyłam bronzer to się przeraziłam, bo środkowy pasek wpada w zieleń (tzn brąz, ale taki zielonkawy;) i pomyślałam WTF? Zrobiłam swatche, kolory wyszły nie zielone ;D Nałożyłam na twarz i przepadłam. Nie wiem ile kosztuje ten kosmetyk, podejrzewam, że z 2 funty (nie wiem, nie mam pojęcia, ale na pewno nie jest drogi), ale jest bardzo mocno napigmentowany (można sobie zrobić nim krzywdę), dobrze się rozciera i nie ma brokatu tylko glow. Zupełnie nie spodziewałam się takiego efektu po tym produkcie. I'm impressed.
Więcej podczas recenzji. Najpierw muszę się trochę opalić i nauczyć go nakładać. Ale ja jestem na tak. Zobaczymy jak z trwałością. Na plus opakowanie - w miarę solidne, z dużym lusterkiem. Trochę się brudzi w pudełeczku, ale nie przeszkadza mi to.

Dziękuję Dziewczynom za możliwość wypróbowania tych kosmetyków, trzymam kciuki za rozwój bloga i pozdrawiam wszystkich zaangażowanych w przedsięwzięcie konkursowe!

Little Glow Cheek swatches poniżej.


wtf: yves rocher, hydra specific, hydra seve gel na dzień.

Dzisiaj krótki post z serii what the fuck, czyli kosmetyk, który mnie rozczarował.


Do stosowania codziennie rano. Formuła wzbogacona o wodę z hamamelisu, aminokwasy i minerały, pomaga skórze zatrzymywać wodę, która znajduje się pod naskórkiem. Skóra pozostaje nawilżona niezależnie od warunków zewnętrznych (zmiany temperatur, klimatyzacja...). Gwarancja dobrego samopoczucia dla Twojej skóry.

Plusy produktu: żelowo - kremowa konsystencja, która błyskawicznie wchłania się w skórę.


Nie spodziewałam się po nim efektu hiper nawilżenia, odświeżenia i ogólnie upgrade'u skróry odwodnionej, ale bez przesady. Krem dostałam od Pani w Yves Rocher w postaci saszetki mililitrowej. Specjalnie szukałam czegoś lżejszego, żeby mi się nie rolowało pod podkładem itd. Wydawało mi się to sensowne i w kierunku cery mieszanej, którą posiadam. Alright. Nałożyłam twarz na czystą skórę, niezbyt grubą warstwą, na całą twarz. Obecnie nie mam żadnych przesuszonych miejsc na twarzy, więc jest dobrze. Nałożyłam, wróciłam do swoich zajęć i po jakichś 5 minutach przejechałam ręką po policzku a pod palcami poczułam rolujący się krem. WTF? Nie dość, że się nie wchłonął to jeszcze się roluje. Nie mam pojęcia czy wysycha do matu, nie chcę się przekonywać. Może saszetka była przeterminowana, nie wiem. Ten produkt nie jest dla mnie i na pewno nie będę próbować ponownie.
Producent obiecuje dobre samopoczucie mojej skóry. No cóż, moja skóra nie czuła się dobrze. Była przestraszona, że coś ją oblepia i nie rozumiała, czemu nie chce się wchłonąć i jej odżywić. Plusem tego kosmetyku ma być błyskawiczne wchłanianie się. Powtórzę; wtf?

poranna kawa



;)

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

moje kosmetyki z essence. lakiery. nowości.

Totalnie mi już odwaliło, mówię Wam. Kupiłam tyle rzeczy z Essence, że aż sama jestem zaskoczona. Ale nie żałuję. Podobały mi się te szalone akcje, jeżdżenie po drogeriach późnym wieczorem szybko szybko, bo zaraz zamykają, siedzenie razem z Koleżanką (pozdrawiam, gdyby nie Ty - to nie byłoby to samo:) na podłodze w sklepie, grzebiąc w kartonach z nowościami, nie raz :)), jechanie do centrum na szybko, bo blossoms już jest.. to naprawdę zbliża ludzi :D

Anyways, nowości weszło dużo, więc też nakupiłam dużo. Gdyby weszły 3 nowe kolory lakierów i jeden błyszczyk, to kupiłabym mniej ;P
Zacznijmy od serii colour and go, która ma być szybkoschnąca (jak sama nazwa wskazuje). Nie miałam żadnego lakieru z c & g do tej pory, nie wiem czemu. Część Wam już pokazywałam, ale któż by się przejmował szczegółami. Moje kolory to:

42 dress for a moment
43 where is the party
44 modern romance
52 out of my mind
53 you belong to me
55 let's get lost

Obecnie (chociaż nie wiem na jaki długo) są to wszystkie kolory z tej serii w moich zbiorach.

Przejdźmy do multu dimension XXXL shine. Do tej pory posiadałam tylko jeden kolor z tej serii: 64 trendsetter. Długo się na niego czaiłam, aż w końcu kupiłam. Nie żałuję, zimową porą można go nanieść i cieszyć oko. Powróćmy. Na 76 cool and the gang namówiła mnie Koleżanka. Długo nie musiała mnie namawiać, faktycznie efekt wow jest i to dość powalający. Także teraz mam te dwa.

Blossoms weszło, mam 3 lakiery z 4. W drogerii nie mogłam się rozstać z żółtym, ale w końcu odpuściłam. Co za tym idzie, posiadłam:
02 i like
04 bloom-a-loom
05 forget-me-not

O ile reszta lakierów weszła do regularnej sprzedaży i bez przeszkód możecie iść sobie pooglądać je na żywo (powiedziałabym, że you get what you see - kolor w buteleczce odpowiada temu na paznokciach, chociaż oczywiście wszystko zależy od światła i od koloru naszej skóry), to lakiery z limitowanej edycji mogą być nieosiągalne. Dla mnie te kolory to strzał w dziesiątkę. Na początku jak zobaczyłam 04 bloom-a-loom, pomyślałam "phi.. zwykły fioletowy róż.. albo raczej różowy fiolet", ale później zobaczyłam je - przeważnie różowe drobinki. We wszystkich tych lakierach drobinki są drobniutko zmielone i nie mamy do czynienia z wiejskim brokatem, tylko subtelnym rozświetleniem :) I to właśnie te różowe malutkie akcenty nadają temu lakierowi sens. W przeciwnym wypadku byłoby "phi".
05 forget-me-not jest niebiesko-lawendowy, ma niebieskie i fioletowe drobinki i jest bardzo ładny :)
02 i like jest zielono-miętowy i podobnie jak rodzeństwo - również opalizuje, tym razem na niebiesko.

Żeby nie było nudno - zdecydowałam się na nail art special effect topper w kolorze 04 mystic mermaid. Omg, ten topper jest absolutnie genialny. Nie jest tak chunky jak hello holo, ale ślicznie stapia się z lakierem, nie odstaje, nie odróżnia się - wygląda po prostu tak, jakby lakier miał inne wykończenie. Nie wiem czy to ma sens co ja mówię. Niektóre toppery wyglądają tak, że wiadomo, że coś nałożyłyśmy na wierzch. Ten tak nie ma. Jest śliczny. Na początku myślałam sobie, że zjebawszy i w ogóle po co mi ten topper, ale jakże się myliłam. Daje radę. Jest prześliczny.

Na koniec jeszcze tylko akcent z przeszłości ;) Lakier w kolorze 03 back to paradise z limitowanki return to paradise. Jest intensywnie ciemno zielony, dobrze równoważy 64 trendsetter :)
Miałam jeszcze kiedyś taki turkusowy lakier ze złotymi drobinkami z jakiejś plażowej limitowanki. Genialnie wyglądał na stopach, naprawdę efektownie. Zużyłam go do ostatniej kropli :) Zachowałam potem buteleczkę, żeby znaleźć coś podobnego, ale niestety nie udało się. Rozważam Show Your Feet 01 caribbean sea. Nie tylko na stopy ;)

To moje wszystkie lakiery z Essence. Pewnie będzie ich więcej ;) Nastał czas wymiany lakierów. Też tak macie? Że po 2-3 latach patrzycie na swoje lakiery i myślicie sobie "pragnę czegoś innego". Ja nie mam ich ilościowo jakoś strasznie dużo, ale tych których nie używam - oddaję albo się wymieniam. Raczej oddaję. Ale mogłabym się powymieniać :)
Doładowałam się wiosenno-letnimi kolorami, wydałam małą fortunę, ale jest OK. Jestem usatysfakcjonowana. Będę używać, robić zdjęcia i wrzucać na bieżąco :))

meet up w warszawie? (w oczekiwaniu na kuriera z zasilaczem)

och, jak brakuje mi mojego laptopa. grr. niby nie jestem uzależniona, ale jednak.
ćwiczę kreski. ale mi to ubogo wychodzi. ale faktycznie nie jest trudno tym kremowym linerem z essence.
tylko.. wydaje mi się, że mój problem bierze się stąd, że nie mam odpowiednio blisko lusterka i światła.
mam wadę wzroku, na tyle poważną, że naprawdę nie widzę gdzie rysuję kreskę ;D och, jak niedobrze ;))

ale nie o tym.

Dziewczyny,

będę w Warszawie (a właściwie pod Warszawą;) w majowy weekend i trochę później też. Może któraś z Was ma ochotę się spotkać na kawę albo nie na kawę? planowałam wybrać się do tk maxx.. pokręcić tu i ówdzie ^^
nie bądźcie nieśmiałe, dajcie znać jeśli macie akurat chwilę czasu i ochoty na spotkanie ze mną, albo w większym gronie. zdaję sobie sprawę, że wszyscy mamy różne sprawy do załatwienia, mało czasu na relaks i mnóstwo zaległości do nadrobienia. ale może akurat?

:)

niedziela, 24 kwietnia 2011

raczej offline

Dziewczyny, jak widać - jestem raczej offline.
Mam nadzieję, że fantastycznie spędzacie ten czas - odpoczywacie, ładujecie akumulatory.
Życzę Wam pozytywnych emocji i długich rozmów z Bliskimi.

My wczoraj poszliśmy na plażę z kocykiem i książką - trochę wiało, ale było bardzo relaksująco.
Piekara musi być bardzo ciekawym człowiekiem, do takiego wniosku dochodzę po przeczytaniu kolejnych stronic cyklu inkwizytorskiego, aktualnie jest to "Miecz Aniołów".

Bardzo przyjemny dzień się zapowiada. Żurek się podgrzewa, kwiatki pachną.. :)

piątek, 22 kwietnia 2011

blossoms etc, nowości / druga szafa essence - już w gdańsku :D

Dziewczyny,

Blossoms we Wrzeszczu już prawie wykupione (mam puder! - ślicznie pachnie), ale pojawi się na dniach w City Forum i innych miejscach (Pańska, Galeria Przymorze, ETC). W city Forum będą 3 zestawy limitowanki, czyli wszystkiego po 3. W kolekcji są 4 pudry, 3 flakony perfum i 3 sztuki 4 kolorów lakierów (nie ma zielonego) i błyszczyki.

W City Forum przyszła druga szafa, nie ma w niej w ogóle show your feet ani nowości z sun slub, są tylko cienie chyba. Poza tym wszystko jest w duuuużych ilościach - pędzle do linera, linery sa w 3 kolorach: czarny, zielony i fioletowy, są lakiery, są special effect topper, dużo dobre :D

Nabytki pokażę Wam później, jak ogarnę picasę na tym komputerze i inne narzędzia ;)
Z radosnych nowin, dostałam dzisiaj termokubek ze starbucksa. Okazuje się, że wcale nie trzeba być na facebook'u, żeby wiedzieć o wydarzeniach. Wystarczy mieć znajomych, którzy mają i wiedzą :)
Dzień Ziemi (ze Starbucks;) uważam za fantastyczny, szczególnie, że właśnie włączyłam sobie nowy odcinek Vampire Diaries i umieram z ciekawości co się wydarzy :))

jajko.

Ale szaleństwo się odbywa w okolicznych sklepach. Poszłam po zakupy "świąteczne" i zajęło mi to wszystko z godzinę. No nieźle. A to tylko część, bo jutro jeszcze warzywa i "rzeczy o których zapomniałam". Na moim świątecznym stole nie zabraknie żurku, rosołu, kebaba, majonezu i wołowiny extra. I jeszcze będzie murzynek z okazji zrzucania masy. Fantastycznie.

Dzisiaj wielkie sprzątanie II. Wyjęłam ciuchy letnie i spakowałam zimowe, niby w porządku, ale przy okazji tych porządków zrobiło się małe zamieszanie, mam 2 tony prania i jeszcze więcej prasowania (a deski do prasowania jak nie było, tak nie ma)

Laptopowa ładowarka nie żyje, swój komputer odzyskam pewnie dopiero w przyszłym tygodniu. Bleee.

Teraz będę robić różne rzeczy, muszę iść na pocztę, muszę coś napisać, może się okaże, że essence się pojawi to skoczę tu i ówdzie (ale tylko jak będę wiedziała na pewno, że coś jest). Muszę muszę. Coś jeszcze? Dzisiaj głównie ogarniam siebie. Muszę dokonać depilacji rozległych obszarów, co nie będzie ani łatwe ani przyjemne, ale czuję, że już czas. Jak mam atak atopowości to nie mogę się depilować, bo robią mi się rany, więc przeczekuję do czasu pomiędzy kiepskimi stanami mojej skóry. Teraz czuję już, że niedługo nastąpi suchość, więc uwinę się z tym dzisiaj i będę miała spokój, przynajmniej na jakiś (krótki) czas ;)

Wczoraj okazało się, że nowa piosenka zaistniała a ja nic o tym nie wiedziałam..
Mam takie wrażenie, że to jest utwór, który prędzej czy później musiał się pojawić.
Nie wiem. Trochę mnie uspokaja. Jest OK. Może też dlatego, że chcę pojechać do Japonii. Kiedyś.


Dobra, lecę. Komputer mojego mężczyzny jest dziwny, taki duży i kanciasty.. Ale bardzo się cieszę, że jest, bo bym nie miała jak pisać przez nadchodzące dni. Ja mam asusa eee pc, więc jestem przyzwyczajona do lekkości mojego maleństwa ;) Alright. That's that.

ciao :) :*

czwartek, 21 kwietnia 2011

wygrałam konkurs literacki (być jak płetwal błękitny)

Hej hej hej.

Nigdy wcześniej w życiu nic nie wygrałam. Raczej mam pecha do takich akcji i już się przyzwyczaiłam do takiego stanu rzeczy. Jakie było moje zdziwienie, kiedy w jednym dniu dowiedziałam się, że wygrałam zarówno konkurs matematyczny, jak i literacki, w których brałam udział. Kilka dni później okazało się, że zostałam wylosowana przez narzędzie losujące w rozdaniu. Jakiś hardcore. Chciałabym podziękować bardzo Youtubowiczkom za zorganizowanie wydarzenia i pogratulować pozostałym Dziewczynom wygranej i zachęcić pozostałe do brania udziału, bo jeśli już nawet ja wygrałam, to na Was kolej nadejdzie już wkrótce z pewnością :)

Dotarły do mnie produkty Sensique.







Bardzo się cieszę (obviously), że je dostałam, bo i tak miałam zamiar je kupić. Lakier 248, czyli pożądany przez Blogerki, błękitny z drobinkami , już miałam w swojej kolekcji. Wierzę, że wszystko co się dostało od życia, trzeba prędzej czy później "oddać", więc proponuję, żeby ten lakier był dla Was. Czy jesteście zainteresowane? No raczej, że jesteście. Szczegóły wkrótce.

Jest Was coraz więcej i czuję się trochę onieśmielona. Cieszę się, że czujecie się ze mną dobrze i chcę Wam powiedzieć, że ja też czuję się świetnie :)

 Wracając do kosmetyków Sensique, do tej pory miałam okazję używać jedynie czerwonego lakieru do paznokci (mój ulubiony marchewkowy czerwony, kiedyś Wam go pokażę). Zamierzałam kupić cienie Exotic Flower sama, bo kolory wydawały mi się być dobrze napigmentowane (cała ręka ubrudzona przy pomocy testerów w naturze), ale dzisiaj wydaje mi się, że bardziej chciałam je kupić dlatego, żeby pocieszyć się po kolejnym nieudanym polowaniu na nowości essence. I rozpaczliwie szukałam czegokolwiek co byłoby fajne i niezbyt drogie. Cienie miło mnie zaskoczyły tym, że trzymają się na powiekach i ładnie się rozcierają.. ale nie są aż tak napigmentowane jak sądziłam. Może to kwestia praktyki, na recenzję zbyt wcześnie ;) Lakiery bez zarzutu, zresztą nie chciałabym oferować Wam czegoś, co w moim skromnym mniemaniu, nie jest godne uwagi.

Aaaa, w ogóle. Co się dzisiaj wydarzyło. Wyciągnęłam ciuchy letnie na światło dzienne i oprócz tego, że ważę 100 kilo i jestem jak płetwal błękitny i w połowę się nie wciskam, to te, w które się wciskam cieszą niezmiernie, bo czuję się, jakby wróciła z zakupów. W sumie byłam dzisiaj na zakupach, ale tylko dlatego, że będąc jak płetwal błękitny, nie zmieściłam się w moje szorty.. damn it ;) Kupiłam zwyczajne czarne z H&M, wyobraźcie sobie, że nie miałam nigdy wcześniej czarnych szortów. Ale jestem dziwna ;) Nooo, to teraz już mam, ale moje pokłady tłuszczu na dolnej partii ciała nie pozwolą mi chyba pokazywać się z odsłoniętymi nogami w dzień. Będę przemykać w nocy. Jak jeżyk ;))

  Czy coś jeszcze chciałam napisać? Hmn. Z dzisiejszych planów, niestety część pozostała w strefie "może jutro się uda". Jestem trochę zestresowana ogarnianiem "Świąt" i w ogóle, mimo, że przecież w założeniu ma być relaks. Nieistotne. Chciałabym wrócić tu jeszcze dzisiaj z paznokciami, flamingami i może czymś jeszcze, ale kurrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrde właśnie rozwalił mi się zasilacz do laptopa i nie wiem gdzie kupię przez święta następny (już trzeci)
O pisaniu pracy nie wspominając. Shit.

czwartku początek.

 Czuję, że dzisiaj napiszę ze 3 strony ;) A później wrzucę post nt konkursu literackiego, który odbył się z radosnym dla mnie skutkiem.
Mam długą to do list na dzień dzisiejszy, więc może już zacznę...

Powodzenia!

niedziela, 17 kwietnia 2011

jak samodzielnie zrobić błyszczyk?

Nie trzeba nic kupować, założę się, że potrzebne rzeczy macie już w swoich kosmetyczkach :)
To nie jest odkrywcza procedura, tylko małe przypomnienie w sam raz na wiosenne eksperymentowanie. Albo eksperymentowanie w ogóle. Albo takie rozwiązanie na szybko.



Do wykonania takiego mazidła zainspirował mnie (już baaaaaaaaaaaaaaaaardzo dawno temu) filmik DulceCandy87 (który zresztą też nie jest odkrywczy, ale lubiłam Ją bardzo od początku. Zmieniła się niemalże nie do poznania od tamtego czasu, niemniej jednak początkowe filmiki pozostały.)



oraz fakt, że nie lubię zbytnio błyszczyków (nie smaruję ust obsesyjnie co 5 minut;) i w związku z tym - nie kupuję ich właściwie wcale. Mam jeden ulubiony błyszczyk, z No7.



Jest najlepszy na świecie i chciałabym go mieć w różnych kolorach, ale w tym, który już mam - mogłabym mieć zapas na całe życie. No dobra, do rzeczy. Z racji tego, że nie lubię błyszczyków (nie mylić błyszczyków z balsamami) i ich nie kupuję - mam jeden albo dwa. Czasami przeglądam aukcje na allegro z błyszczykami z Revlonu, czasami mam ochotę kupić sobie jakiś z Bourjois (bardzo lubiłam kiedyś ich błyszczyki, kojarzą mi się z moimi Przyjaciółkami. Zawsze przed wyjściem z samochodu i wejściem do klubu, poprawiałyśmy makijaż i malowałyśmy usta. To były wspaniałe chwile w moim życiu i nigdy ich nie zapomnę:), czasami mam ochotę zaszaleć i kupić Lancome albo Clinique albo Victoria's Secret albo chociaż Bell albo coś tam takiego. No rozumiecie, po prostu czuję, że muszę. Maluję usta szminką i myślę sobie "fajnie byłoby mieć brzoskwiniowy/fioletowy/mleczny/drobinkowy błyszczyk". Potem myślę sobie, że mój Mężczyzna nie lubi jak nie może mnie pocałować. Myślę sobie, że i tak mi się włosy poprzyklejają, że nie zużyję całego opakowania itd. Poza tym nie mam też kasy na błyszczyki z MAC, ani nie mam też kasy na próbowanie czy dany kolor pasuje do mnie czy nie. Nie mam też za bardzo koleżanki, od której mogłabym pożyczyć, ani nikogo takiego. Oczywiście mam Was, ale jak wiemy - większość rzeczy i tak trzeba przetestować samemu, chociażby po to, żeby dobrać kolor albo po prostu znaleźć jakiś nowy.

Pojawiające się w drogeriach Natura nowości z Essence są kuszące. Wybrałam dla siebie błyszczyk Stay With Me 04 Trendsetter, o którym wkrótce.. Jest fajny, naszła mnie ochota.. i zużyję go pewnie od początku do końca, albo do momentu kiedy mi się nie znudzi. Tak zrobiłam z Inglotem fioletowym w tej takiej probówce. Używałam intensywnie przez jakieś 3 tygodnie a potem wrzuciłam go do szufladki i o nim zapomniałam. O, jeszcze lubiłam takie błyszczyki L'oreal Glam Shine takie ładnie pachnące.




Anyways, kiedy nachodzi mnie myśl, że potrzebuję błyszczyka i tak patrzę na ceny i na te niewyraźne kolory i sama nie wiem co dokładnie bym chciała - wtedy zawsze mam ochotę zrobić błyszczyk sama. Wiem, że w sprzedaży jest baza dla błyszczyków, ale po co mi baza, kiedy w domu mam inne fajne rzeczy. 

Kombinowałam z wazeliną, ale ona się za bardzo rozlewa i nie jestem zadowolona, chociaż błyszczyk w małej ilości np na szminkę - działa. Nie ukrywam, że bardzo chciałam użyć wazeliny, bo używam jej właściwie tylko do butów ;D Tak, do butów i do stóp. Uwielbiam chodzić w szpilkach, ale żadna to przyjemności jeśli buty nas uwierają, obciskają, itd. Więc strategiczne miejsca typu wycięcie na palce albo zamek z tyłu, no generalnie tam gdzie potrzebujemy. Buty miękną, stopa nam się "ślizga", więc łatwiej jest skórze ocierać się o but i ogólnie da radę wytrzymać. Ponadto używam poduszeczek żelowych. Macie jakieś ulubione, albo wręcz odwrotnie - jakich nie polecacie? Ja kiedyś kupiłam sobie poduszeczki z aldo chyba.. No właśnie nie pamiętam gdzie. Wiem, że mnóstwo firm je ma... Znowu off top. Wazelina była za rzadka, cóż tu począć. Wyszło tak:


Nie pokażę Wam tego na ustach, bo nie ma za bardzo sensu. Wszystko zależy od pigmentu i od preferencji. Niemniej jednak bardzo, ale to bardzo nabłyszcza usta. Tworzy taką taflę pomarańczowo-złoto-drobinkową. Trochę spływa nałożona zbyt obficie.

I wtedy olśniło mnie! Przecież mam to cholerne masło shea, które jest tłuste i wszystko brudzę jak go używam! Oooo.... chwyciłam masło shea, fioletowy cień sypki i zaczęłam kręcić. Co z tego wyszło zobaczcie na zdjęciach. Moim zdaniem efekt jest superr, zwłaszcza, że - jak mówiłam - nie mam żadnych innych produktów do ust tego typu. Takim sposobem mogę wszystko w domowym zaciszu przetestować, popróbować, ogarnąć, przyzwyczaić się, zestawić itd. Ogranicza mnie niemalże jedynie wyobraźnia i ilość posiadanych cieni. Bardzo radośnie zużyłam przy tej okazji sypkie pigmenty, których nie używałam i postanowiłam, że dopóki czegoś z nimi nie zacznę robić - nie wolno mi kupić żadnego następnego. Grzecznie się trzymałam swojego postanowienia. Ale teraz... ;)
 Tutaj konsystencja jest oczywiście inna, bo masło shea ma stałą a nie ciekłą formę. Nakłada się go sympatycznie, chociaż jest może trochę za twardy. Za to - jest trwalszy ^^ Dłużej trzyma się na ustach i faktycznie zostawia fantastyczną fioletową poświatę (poświatę? co to za słowo w ogóle).. no.. zostawia fantastyczne.. yy.. dobra, niech będzie poświata.

Zachęcam do takich akcji, bo bawią i uczą :D
Teraz jeszcze pomysł na produkty do wykorzystania (jeśli nie macie wazeliny ani masła shea). Ja planuję pokombinować z tisane, z balsamem neutrogena w wyciskaczku (wtf) - w tubce!. Coś nie mogę dzisiaj słów znaleźć, myślę o jednym, piszę coś innego ;) Wiosna.. Nawinęły mi się również pod rękę niekończące się balsamy z Bourjois, które kupiłam za kilka złotych na allegro. Myślę, że można coś z nimi zrobić. Szczególnie wersja "lecznicza" przypadła mi do gustu, gdybym jeszcze pamiętała o regularnym stosowaniu...



 Oprócz błyszczyka z No7, czasami używam też błyszczyka z Bourjois - tego po lewej, bardziej różowego. Ten bardziej złoto-łososiowy nie przypadł mi aż tak bardzo do gustu, ze względu na kolor. Właściwości obu są identyczne. Nie pielęgnują, nie są klejące, utrzymują się poprawnie i ogólnie OK. Kosztowały też kilka złotych. Ten drugi planuję wykorzystać do zabawy z pigmentami, ale nie wiem czy będzie łatwo przekształcić tak ciepły odcień w coś chłodniejszego. Zobaczymy, mam do zagospodarowania róż z paese, który mi się rozwalił.



Ale powiedzcie mi - macie jakieś ulubione błyszczyki? Tanie i drogie? Coś co się nie klei, nie podkreśla suchych skórek, nie śmierdzi, nie wygląda tandetnie? :) Robiłyście kiedyś makijaż ust pigmentem albo samodzielnie ukręconym błyszczykiem?
Dla mnie bardzo fajna sprawa, bo mogę się pobawić w majsterkowicza, odnaleźć się w prostych czynnościach (stąd nazwa bloga, tak btw) - co uwielbiam. I w ogóle - jaka satysfakcja.

Niektórzy mogliby powiedzieć, że wiocha i w ogóle wtf. Nie chcę tu propagować robienia wszystkiego samemu i oszczędzania na dobrych kosmetykach, które lubimy i nas cieszą. Nie o to chodzi. Ale może ominiemy kilka błędów - zarówno jeśli chodzi o kolor, jak i o markę. Może potrzebujemy czegoś tylko na raz czy dwa. Może zużyjemy zalegające w szafkach pigmenty i balsamy do ust? Może dzięki temu stanie się coś wyjątkowego? Może będziemy mogły tą kasę przeznaczyć na kolejną parę butów albo torebkę? :))))))

Ps. Mój pierwszy lakier holograficzny na paznokciach, ciężko mi jest uchwycić ten efekt, ale postaram się następnym razem lepiej to sfotografować :) Eveline Holografic Shine #402 na ciemnawym, rozmazanym zdjęciu przy sztucznym świetle
holo i love

Jakieś pytania? :)

 Pozdrawiam i życzę Wam wspaniałego tygodnia, pełnego sukcesów, pozytywnych emocji i strzałów w dziesiątkę!

czwartek, 14 kwietnia 2011

nowości essence.

Bateria w aparacie padła, więcej jutro.
Nowości pojawiły się w ETC, polecam zajrzeć.

Oprócz lakierów wzięłam jeszcze pędzelek, pomadkę All about cupcake i błyszczyk 04 Trendsetter. Jest świetny, ładnie pachnie (pomadka również). Gąbeczko-aplikator ma szalony, ale przyzwyczaję się.

42 dress for a moment jest ciut ciemniejszy niż w butelce. ale minimalnie
to samo z 53 you belong to me. potrzebne 2 warstwy, no może 3.
 natomiast 55 let's get lost już przy pierwszej warstwie jest kryjący. niesamowity, mocny kolor, bardziej intensywny niż w opakowaniu.
ale najbardziej zjawiskowy jest 52 out of my mind, opalizuje na zielono, niebiesko.
schną genialnie! po prostu wow. wow. wow.
moim faworytem jest 55 let's get lost.
od kciuka 52, 55, 42, 53 dwa razy.



środa, 13 kwietnia 2011

essence blossoms gdańsk. wednesday. mizensa keira raz jeszcze, no bo czemu nie?

Dawno, dawno temu, środy były moim ulubionym dniem tygodnia. Nie mogłam się na nie doczekać, zawsze bardzo dobrze wiedziałam ile jeszcze zostało dni a tydzień dzielił się na środę i na "czas przed środą". To było niesamowite. Absolutnie magiczny czas. Teraz nie mam ulubionego dnia tygodnia, no może piątek. Generalnie wszystkie dni mojego życia są raczej całkiem dobre. Taka mała pochwała radości i zadowolenia.
Ostatnio jednak wszystkie dni mojego życia są trochę jakby oczekiwaniem na tą nową pieprzoną kolekcję z essence. Nie wiem czemu uparłam się, że muszę ją kupić. Mogłabym jej nie kupować, bo wszystko mam. No, może oprócz linerów (chodzi mi o nową kolekcję limitowaną i nowe produkty w ogóle). Ale wiecie, jak to w Stanach dziewczyny kupują np całą kolekcję lakierów z OPI albo z Essie czy tam China Glaze. Oczywiście, że te lakiery są tańsze i w ogóle jest taniej. Ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, że można sobie zamówić online całą kolekcję i już. A w Polsce? No też można zamówić, pewnie, że tak. Tyle, że jest absurdalnie drogo i kogo na to stać? Jeszcze nie mnie, damn it ;)
Może sobie strzelę całą kolekcję Barbry albo Golden Rose. No mogłabym. Ewentualnie.
Essence odkryłam zanim jeszcze w moim życiu był wizaż, czy w ogóle jakiś poważniejszy makijaż, blogów wtedy nie było, youtube'a nie było. Bardzo ciekawy czas, który niestety nie wszyscy pamiętają. A szkoda. Taka dygresja. Więc to jest moment, w którym mówię Wam, że Essence to taka namiastka. Jest tanio, bywa dobrze i nieosiągalnie. To ten brak dostępu sprawia chyba, że Essence jest takie zachęcające. No i kierownictwo Drogerii Natura, bo chowają towar po szafkach i po 3 miesiącach wyjmują go na przeceny zamiast sprzedać cały w trakcie trwania boomu na daną edycję limitowaną.
Rozumiecie o co mi chodzi, czy Wy też tak macie? Czy tylko ja jestem taka specyficzna? Nie mam jakiejś obsesji i nie umrę jak nie kupię, ale codziennie klikam w wizaż essence viii i szukam informacji. Nie udzielam się za specjalnie, bo Dziewczyny na bieżąco podają znane mi informacje, ale uczestniczę. Z tego, co wiem jutro albo pojutrze nowa kolekcja powinna być wystawiona na Przymorzu. Ale od początku.

Dzisiaj wstałam o 6:30, zjadłam śniadanie, pojechałam tam gdzie miałam pojechać i załatwiłam to, co miałam załatwić. Wracając do domu podejrzanie wydłużoną drogą, wstąpiłam do Natury. Wpadłam jak dziki dzik i przypuściłam atak na szafę essence. Pani Sprzedająca miłym głosem zapytała mnie czy może mi w czymś pomóc, ale chyba wiedziała, że nic mi nie pomoże, dopóki nie wystawią towaru z poniedziałku. Pooglądałam sobie za to podkłady i powiem Wam, że zainteresowały mnie następujące produkty:
  1. Rimmel Lasting Finish 25h w tej chwili tańszy, ale nie wolno nie wolno, bo denko przecież. Mam tą wersję 16h i bez szału, ale ten jest taki kremowy bardziej jakby.
  2. Podkłady z AA ten jedwabisty czy jakiś taki z drobinkami do cery suchej przypomina mi Rimmel Recovery, który już mam. Więc ten drugi, matujący do cery mieszanej/tłustej. Może by się sprawdził na lato? Hmn? Nie, wcale nie mam 2 kremów koloryzujących i 3 za ciemnych podkładów (tzn za ciemnych na teraz) i nie, wcale nie nie potrzebuję niczego nowego. Ale kusi cholerstwo.
  3. I jeszcze baza pod podkład z Max Factora. Tego akurat nie mam. Jaką bazę polecacie? Czasami mam ochotę. Ta z Benefita nie była superr. Jakoś bez szału.
To tyle chwilowo. Z ciekawszych wydarzeń w moim zakupowym życiu, kupiłam sobie torebkę. Znowu. I know! Ale nie mogłam się powstrzymać. Ten sam model, Mizensa Keira - tylko, że białą. Która, tak btw - wcale nie jest biała!! Tylko waniliowa. Jest prześliczna. Och, ile emocji. Tak się cieszę, bo naprawdę nie mam dużo torebek. Jak moje koleżanki kupowały ciuchy i torebki, ja kupowałam buty. Kosztowała 27 zł z przesyłką. Taka okazja. Zdjęcia coming soon. Więcej torebek też coming soon (kiedyś na pewno, bo kod rabatowy sprzyja). Tutaj nie można zrobić denka, jupi!!

i piosenka gratis, o miłości.


pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę fenomenalnej środy

sobota, 9 kwietnia 2011

outfit of the day + make up: navy blue/teal eyes



tytuł bardzo pro ;) starałam się, naprawdę bardzo się starałam uchwycić kolor, ale ni chu chu się nie udało wyciągnąć ze zdjęć przepięknego morskiego/turkusowego koloru cieni z VS. jeśli chodzi o samą paletkę, której używałam do wykonania tego makijażu.. na pewno coś o niej wspomnę w niedalekiej przyszłości, bo jest świetna. nie wszystkie kolory są super napigmentowane, ale przeważająca większość jest naprawdę godna uwagi. chociaż oczywiście można sobie tutaj zadać pytanie czy potrzebujemy takiego make up kit? o tym kiedyś.

ścieżka dźwiękowa dnia dzisiejszego.

nie jest łatwo tańczyć oddając krew, ale można machać nogą w rytm muzyki ;D



outfit i makijaż ze środy, ale nie szkodzi ;D



no to teraz kwestia zdjęć. nie wiedziałam ile zdjęć uchodzi za wystarczającą ilość, a ile to już megalomania. podejrzewam, że w moim przypadku to już trochę za dużo niż ktokolwiek by się spodziewał i miał ochotę oglądać. ale cóż poradzę, że miałam dużo radochy zarówno robiąc makijaż, jak i cykając sobie fotki w łazience. dużo, dużo radości :)


tutaj tak mniej więcej widać kolory na wewnętrznej części oka..


jeszcze mały disclaimer. zdjęcia "obrabiam" picasą, nie retuszuję sobie twarzy, ale zmieniam światło. po to, żeby kolory bardziej przypominały właściwie, albo po to, żeby mi się podobało. nie mam idealnej cery, nikt nie ma. niektóre są prześwietlone, wybielone, ale to nie jest deviantart tylko zdjęcia poglądowe, right? myślę, że tyle w tym temacie.




 dość mocny efekt udało mi się uzyskać dzięki granatowej kredce essence nałożonej po bazie z artdeco a przed cieniami. używałam cieni z VS i matowego cielistego bell satin mat #145.


 a jeśli chodzi o moje brwi.. owszem, są nieogarnięte. zapuszczam je dzielnie od jakiegoś czasu i powoli wracają do swojego "dużego" kształtu. trzymam za nie kciuki, chociaż czasami mnie wkurzają.

 

 na policzkach mam cranberry kiss z wibo/lovely, ale i tak nic nie widać, może też dlatego, że nie nakładałam go dużo, bo oczy były na pierwszym planie.
a na ustach rimmel 070 airy fairy.



 i jeszcze :)






 biżuteria nieszczególna, nic wartego polecenia. nic, czego nie znajdziecie gdzieś wokół siebie :)

co mamy dalej? dalej mamy sam outfit, spójrzmy w dół..
(nóżki a'la szafiarka - bezcenne doświadczenie.
myślę, że taki oftd ma znaczenie terapeutyczne po tylu latach oglądania zdjęć innych dziewczyn;)

 więc....
 mam na sobie ciemno granatowo-niemal czarne jegginsy z c&a. jegginsy to są takie legginsy z dżinsu, right?


 omg, jakie ja mam długie nogi! lol

a tu t-shirt z new looka, który miałam na sobie.


OK. powtórzmy. makijaż oka nieskomplikowany. tzn chodziło tylko o to, żeby na bazę nałożyć kredkę, na kredkę na całą powiekę nałożyć ciemniejszy cień granatowy, wewnątrz oka turkusowy, na zewnątrz trochę czarnego (matowy bell satin mat), całkowicie wewnątrz i na obrzeżach jasny matowy (w sumie tylko dlatego, że biały z palety VS się nie sprawdza) i tyle.

aa, rozświetlacz też mam z tej palety. jest PRZEŚLICZNY. nie przesadzam. seriously.
 to jest ten po lewej na dole. o różu już mówiłam. mat na nosie i brodzie dzięki maybelline, pod oczami korektor z garniera i chyba trochę jakiegoś minerału, ale wiadomo - każda z nas ma jakieś patenty na ciemny makijaż oczu.




mam nadzieję, że przyniosłam Wam trochę radości i uśmiechu :))





i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...