niedziela, 28 sierpnia 2011

blame game

august empties

Szampon z Radicala wzmacniający, z którego jestem zadowolona i o którym już pisałam. To była chyba moja druga albo trzecia butelka. Nie pamiętam. Wrócę do niego jak się trochę odkopię z szamponami ^^


Mój ulubiony peeling ever, amazon forest brazil nut and vanilla body scrub z bootsa, ostatnim razem dorwałam go kiedyś na allegro za kilkanaście złotych. Jest bardzo skuteczny, bardzo wydajny i ładnie pachnie. Nie mam do niego dostępu w ogóle i nie wiem jak ja teraz będę żyć. Chlip ;(((





czwartek, 25 sierpnia 2011

august empties

Borówkowy peeling z biedronki się skończył.

Tak, zdenkowałam go dość szybko, bo używałam go bardzo często w dosyć dużej ilości. Jest OK, mam jeszcze mango. Zapach utrzymuje się na skórze przez jakiś czas. Robi, co ma robić. Teraz kosztuje jeszcze mniej, bo jest wyprz w biedronie :) Nie jest to produkt roku, ale miło się go zużywało. Taki update.
Moje skojarzenia zapachowe tu. 



Skończył mi się też aloesowy szampon z Garniera, ale nie miałam go w oryginalnym opakowaniu, więc nie mam co pokazywać. Ładnie pachniał i nie plątał włosów, ale skład nie zachwycał z tego co pamiętam, a poza tym szamponów mam od cholery, więc nie sięgnę po niego ponownie ;)
Jeśli natomiast kupujecie swoje szampony w drogerii - czemu nie. Spróbujcie dorwać go w promocji.




4 pory roku jesień



Powiem Wam, że męczy mnie już to pseudolato. Wolę jesień, zimę i wiosnę. To lato było przygnębiające. Poprzednie było super, ale to jest denne. Pod względem wydarzeń, nastroju na pewno też, ale przede wszystkim ta cholerna pogoda. Jak nie upał sto stopni to powódź, gradobicie i huragany. Wtf?

Chcę już obcować z jesienią.

środa, 24 sierpnia 2011

fundacja centaurus. ratujmy konie.

Dalia ma mało czasu.



Dalie znaleźliśmy u handlarza kilka dni temu. Stare blizny na głowie, ropiejąca rana na przedniej nodze, paszport Klubu Wyścigów Konnych. Nie miała Dalia szczęścia.. Po nieudanej karierze wyścigowej rozpoczęła krótką karierę konia rodzinnego - również bez większych sukcesów. Wysoka, kanciasta, bez dobrego pochodzenia ani pięknego ruchu nie stanowiła specjalnej atrakcji dla nowych nabywców. Szybko pozbyli się konia - wszak zwierzę woła jeść. A to znowu kosztuje... Aby było dyskretnie, Dalia została w nocy załadowana przez lokalnego handlarza i pojechała „na wypas” - aż osiągnie maksymalną dla siebie wagę.

Tu ją znajdujemy, pośród wielu innych koni. Stoi w ciemnym i okratowanym boksie w końcowej oborze. Przykleja chrapy do krat i wpatruje w nas wielkie ślepia. Jest bez szans. Na cokolwiek.

Prosimy o pomoc o ocaleniu Dalii. Potrzeba 2200 zł aby wykupić ją od śmierci. Mamy czas do 28 sierpnia.

Dalia może trafić do stada 300 ocalałych koni Fundacji Centaurus, otrzymać opiekę, utrzymanie i godne życie do końca swych dni - jeśli tylko ocalimy jej życie. Bez Was nie damy rady. Prosimy o pomoc.


Jeśli nie jest Ci obojętny los Dali, możesz wesprzeć jej ratowanie dokonując darowizny z tytułem „Dalia”

Zachęcam do rozważenia adopcji wirtualnej, to świetna sprawa i dobrze zainwestowane pieniądze.

blues beatdown.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

dalmatyńczyki, tusze do rzęs i bring one get one free w sephorze.

Ahojka,

wróciliśmy wczoraj późną nocą do Gdańska. Jestem szczęśliwa, że wielogodzinna podróż pekapem już za nami i mogę się cieszyć swoim domem ;P
Na poczcie czekają na mnie przesyłki, więc może coś Wam dziś lub jutro zaprezentuje, ale tymczasem chcę Wam powiedzieć, że jest nas tyle, ile dalmatyńczyków :) 100 Obserwatorów (no i ja;) to razem 101!
Hurra :D Wow, szczerze mówiąc nie spodziewałam się zainteresowania tylu wspaniałych Osób. Mój blog jest raczej skromny, ale sprawia mi dużo radości i chętnię się nią dzielę z Wami - chwilowo mniej regularnie, bo życie przytłacza i nie wszystko idzie tak jak powinno, ale kto właściwie wie jak powinno toczyć się życie?

Będą ulubieńcy sierpnia, bo dokonałam odkrycia (nooo, już dawno dokonałam i zresztą nie tylko ja, ale i tak będą;).
Tak poza tym, Iwetto dała znać, że dziś rusza wymiana tuszy w sephorze "bring one, get one free", czyli nie musimy robić zakupów, wystarczy, że przyniesiemy 1 zużyty/nowy/jakikolwiek tusz i 1 miniaturkę clinique dostaniemy gratis. Ja uważam, że collistar (Hex, dzięki bardzo - mam tak dużo rzęs teraz!) jest tuszem mojego życia, przynajmniej odkąd go dostałam i nie sądzę, żeby coś mogło go przebić, ale jak jest akcja tego typu - zawsze trzeba wykazać zainteresowanie, żeby następnym razem zrobili coś na większą skalę. Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia :))

Anyways, jeszcze chciałam dać znać, że będzie rozdanie, ale jeszcze nie teraz, bo wszystko dopiero nadleci z ebaya. Może jakoś we wrześniu się uda, jak już wyrzucą mnie ze studiów i zostanę nieudacznikiem bez wyższego wykształcenia*

__________________
* nie, nie uważam, żeby osoba bez wyższego wykształcenia była nieudacznikiem. jestem daleka od dyksryminacji tych, którzy wybrali inną drogę. właściwie, nawet im trochę zazdroszczę. ale jak ktoś poświęcił 5 lat na walkę o głupie 3 literki przez imieniem i nazwiskiem, no to sorry memory, ale trzeba być trochę porażkowym, żeby tego nie zrealizować. mówię z własnego doświadczenia, bo jestem bliska spotkania z betonem a nie mam kombinezonu iron mana.

niedziela, 14 sierpnia 2011

powódź, ebay i komary

Podróż przez 7 godzin w Warsie nie była specialnie wygodna, ale lepiej tak niż stać na korytarzu.
Przyjechaliśmy wczoraj a dzisiaj spadło tyle deszczu, że aż powódź się wydarzyła.


Poza tym wszędzie są komary i mnie atakują i mam alergię i cierpię.
Chcę Was ostrzec. Jeśli nie macie jeszcze Paypala i konta na ebayu - nie zakadajcie ich!
Pieniądze wydają się praktycznie same. Lol ;))

A jak Wasz weekend?

piątek, 12 sierpnia 2011

the face shop blackhead ex nose clay mask. trzecie wrażenia.

Po tygodniu zrobiłam sobie po raz drugi maseczkę. Nałożyłam więcej - łatwiej się zrywało.
Wyschła w 15 minut, zerwałam jak poczułam mocne ściągnięcie. Efekty są niesamowite.. Nadal jestem pod wrażeniem moich czystych porów. Maseczka nie usunęła tyle samo brudu z porów, ale - uwaga uwaga - po prostu dlatego, że go tam nie było :D Tzn był, ale mój noc i broda były zdecydowanie czystsze niż tydzień temu. Mhm! Owszem.
Po zerwaniu przemyłam buzię chłodną wodą, potem hydrolatem oczarowym a później nałożyłam krem antybakteryjny. Nos mnie swędział cholernie, więc nałożyłam po 5 minutach jeszcze Cetaphil i trochę nadal mnie swędzi, ale to jest do wytrzymania. Myślę, że jest to normalne, bo kremy mają możliwość się bardzo dobrze wchłonąć. A krem antybakteryjny do najłagodniejszych nie należy, right? Swędzenie nie jest dokuczliwe, ale jest odczuwalne. Jednak jako alergik jestem przyzwyczajona do pewnego dyskomfortu i zauważam go niemal natychmiast ;) Powiedziałabym, że po 15 minutach od zerwania maseczki, swędzenie znika.
Taki update. A jak się u Was sprawdza? :)

recenzja maybelline color sensational the shine

Cześć Dziewczyny,

Poszczęściło mi się w rozdaniu u Hex i miałam okazję przetestować 2 kolory nowego produktu Maybelline, czyli szminek The Shine z serii Color Sensational.
Testowałam odcienie Iridescent Rose Diamonds oraz Pink Fizz.


*zdjęcia można powiększyć klikając na nie :)

Co obiecuje producent?



Maybelline New York dodaje do gamy pomadek Color Sensational efekt połysku. Wprowadzajac Shine do gamy Color Sensational, marka proponuje taki efekt pomadki, jakiego oczekuje ponad połowa kobiet. Nareszcie dostepny jest nowy wymiar połysku, który nie tworzy oszronionego rezultatu na ustach.
Mikroskopijne cząsteczki jak lustro rozpraszaja światło, gwarantując nowy, wyrafinowany, wielowymiarowy połysk. Zawarty w mikrorozświetlającej formule miód, zapewnia kremowe doznania, przez co jest ona bardziej komfortowa i niezwykle uwodzicielska.
Shine by Color Sensational pozwoli Ci odkryć najmodniejszy, hipnotyzujący efekt na ustach!

Czy jestem zadowolona? Owszem. Szminki mają wiele zalet, ale jak zwykle producent zaszalał nieco z kampanią reklamową.


 - przyjemnie się rozprowadzają, bo faktycznie są kremowe.
 - w przypadku odcienia 143 Pink Fizz mogłabym powiedzieć: nie wysusza ust, a nawet je nawilża (być może nawet pielęgnuje, nie miałam podczas jej używania problemów z suchymi skórkami, a nie wykonuję peelingu warg, nie używam ostatnio w ogóle chapsticków/tisane)
 - w związku z tym, nie trzeba używać pod nią pomadki pielęgnacyjnej
 - w przypadku odcienia 103 Iridescent Rose Diamonds, jest zupełnie inaczej - podkreśla suche skórki i na pewno nie nawilża. Popękane/spierzchnięte wargi, nie będą dobrze współpracować
 - trzymają się na ustach nawet 4 godziny
 - w przypadku odcienia 143 Pink Fizz - ładnie się zjada
 - jeśli zaś chodzi o 103 Iridescent Rose Diamonds, zjada się źle
 - mają spolegliwe opakowania, które nie otwierają się w torebce (a moja torebka to prawdziwa szkoła życia). Rysują się i obiają, ale nie otworzyły mi się ani raz.
 - w moim odczuciu są przeznaczone do makijażu wieczorowego i faktycznie świetnie wyglądają w sztucznym świetle - połysk jest zjawiskowy, ale nie powiedziałabym, że "nareszcie dostępny jest nowy wymiar połysku, który nie tworzy oszronionego rezultatu na ustach".
Nie powiedziałabym tego, zwłaszcza dlatego, że używałam szminki z serii Watershine Diamonds, którą posiadam w kolorze 111  Iridescent Rose Diamonds  (brzmi znajomo?:) i jest to dokładnie ten sam produkt. Mamy do czynienia z lekkim szronem na ustach, który nieprzyjemnie się zjada. Ale ja lubię tą szminkę, daje fajny efekt zwłaszcza przy użyciu dużej ilości bronzera na policzkach, z wysokim kucykiem i w czarnych ciuchach ;) Jakoś tak mi się kojarzy.. :) Mam dobre wspomnienia z tym produktem. Być może kolor sygnowany The Shine jest odrobinkę bardziej kremowy, ale kto wie czy to nie jest spowodowane tym, że moja szminka Watershine Diamonds ma z 2 lata już.. Nie wiem. Ale mimo wszystko lubię ten produkt. Tylko po co deklarować "nowy wymiar połysku, który nie tworzy oszronionego rezultatu na ustach"?



 - w świetle dziennym też ładnie wyglądają, ale w przypadku braku promieni słonecznych, pomadki trochę tracą swój urok i nie pokazują swoich pełnych możliwości.. Dobry efekt daje dużo ostrego światła.






I odcień Maybelline Color Sensational The Shine 103 oraz Maybelline Watershine Diamonds 111








Podsumowując, dostajemy dobry produkt za znośną cenę. Nie sądzę, żeby ponad połowa kobiet oczekiwała takiego efektu pomadki, ale ja czasami faktycznie oczekuję, więc rozważam zakupienie jeszcze jakichś odcieni.
Mam nadzieję, że dowiedziałyście się czegoś ciekawego :) A Wy jakie lubicie szminki? Ja myślę, że takie błyszczykowe pomadki są miłą alternatywą dla matowych długotrwałych produktów. Nie oszukujmy się, we need them all ;))
Pamiętajcie, że reklama nami manipuluje i nie wszystko jest tak różowe jak mogłoby się wydawać. Trzeba mieć dystans.











środa, 10 sierpnia 2011

olejowanie włosów miesiąc później, zapach amli i puder got2b.

Szybko i sprawnie.

Kontrowersyjny puder do stylizacji got2b POWDER’ful VOLUMIZING STYLING być może doczeka się swojej recenzji jak poużywam go trochę dłużej (częściej), ale teraz podzielę się z Wami moimi wrażeniami po miesiącu olejowania.
Przy każdym myciu (przed) używałam Amli lub oleju kokosowego Vatika. Oba produkty mam z helfów. Uważam, że przesyłka jest absurdalnie wysoka i w efekcie produkty te taniej można dostać na allegro, ale nie o tym miałam pisać. Nie mam zastrzeżeń co do transakcji.
Zużycie produktów jest niewielkie, oba są bardzo wydajne (a ja mam długie, raczej gęste włosy) i łatwe w użytkowaniu. O olejowaniu i w ogóle o olejach można przeczytać na blogu Anwen, czy u Cathy.

Zawsze nakładam olej na całą długość włosów i na skalp. Masuję czasem bardziej, czasem mniej i zostawiam na kilka godzin albo na całą noc, albo chociażby na godzinę.

Co zauważyłam po jednym miesiącu stosowania?
  1. moje włosy są w lepszej kondycji,
  2. lepiej się układają,
  3. mniej się przetłuszczają
  4. loki mają ładniejszy skręt
  5. włosy mniej się puszą
  6. końcówki mi się nie rozdwajają
  7. włosów wypada mi mniej 
Moja skóra głowy jest wrażliwa i ma skłonności do przetłuszczania się. Staram się myć włosy możliwie najrzadziej (tzn najrzadziej jak się da, nie mając łoju i siedliska bakterii na głowie). Kiedyś musiałam myć włosy co 3 dzień. Teraz mogę myć włosy nawet po 5 dniach. Tak, jest to możliwe. Tak, nawet w upały :) Skóra głowy mnie nie swędzi tak jak dawniej, a jeśli w ostatni dzień użyję dodatkowo pudru do stylizacji - spokojnie mogę iść do ludzi. Nie było moim celem wydłużenie czasu nie mycia włosów - poprzez olejowanie staram się po prostu znaleźć najlepszy sposób pielęgnacji moich włosów.

Mój wymarzony plan pielęgnacyjny powinien łagodzić objawy związane z dolegliwościami owłosionej skóry głowy. Oczywiście, na moją przypadłość nie ma lekarstwa, ale byłoby świetnie, gdyby objawy się wyciszyły. Jeden miesiąc to zbyt krótko, żeby coś na ten temat powiedzieć. Zwłaszcza w tak stresującym czasie, jakim jest dla mnie pisanie magisterki, obrona i koniec studiów. Tak więc dam Wam znać co się dzieje, jak się coś wydarzy :) Albo nie wydarzy ;)

Jeśli macie jakieś pytania, chętnie odpowiem.

I jeszcze ps jak pachnie amla. Moim zdaniem, Amla świetnie pachnie. To specyficzny zapach, ale nie bardzo różny od innych "zapachów wschodu", z którymi miałam do czynienia. Jeśli jeszcze nie wąchałyście Amli, zapoznajcie się z jej zapachem bez uprzedzeń ;)  Nie zamykajcie się na nią, tylko dlatego, że tak przeczytałyście. To hipnotyzujący, ciekawy zapach.

yves rocher groupon haul

Kliknęłam 2 groupony, razem 120 zł za 58 zł i wybrałam się do sklepu z myślą "wypróbuję coś nowego". Mówiłam Wam, że Yves Rocher odkryłam dopiero niedawno, mimo, że moja Przyjaciółka na studiach miała obsesję na punkcie tego sklepu (słuszną zresztą;) a moja Mama jest totalnym freakiem i cała Jej łazienka jest zapakowana Yves Rocher. Wiem, bo przez kilka tygodni w Często, miałam okazję conieco podbierać i próbować ;)

Mleczko po opalaniu 3 w 1 z serii Protectyl Végétal to KWC mojej Mamy. Jest wydajny, ładnie pachnie, łągodzi, nawilża, przedłuża opaleniznę i w ogóle jest superr. Cena wysoka, ale można załapać się na promocje i jakoś to będzie ;) Zobaczymy, zamierzam używać go właśnie teraz, po wystawianiu się na słońce. Mleczko kosztuje w tej chwili 16 zł (zamiast 32 zł) za 150 ml, ale pamiętajmy, że w Yves Rocher nie kupujemy niczego bez promocji. Promocji mailingowej, które przychodzi na nasz adres domowy pocztą, promocji w sklepie internetowym, czy też obecnie promocji letnich lub obniżek już w samym sklepie stacjonarnym.

Mleczko do ciała Owies z upraw Bio, to mój pierwszy balsam/mleczko z serii Plaisirs Nature. Nie wiem czemu do tej pory nie miałam okazji wypróbować tych produktów. Jakoś tak wyszło. Trzeba to nadrobić. Balsam/mleczko kosztuje 19.9 zł i nie ma na niego zniżek (ponieważ seria Plaisirs Nature są to produkty oznaczone zielonym punktem, czyli nie podlegają promocjom). Z okazji kuponu grouponowego, mogłam kupić te produkty taniej, więc wrzuciłam do koszyka pełnowymiarowy 400 ml owies oraz..

Mleczko do ciała Oliwa z oliwek - AOC z prowansji. Miałam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie tego produktu również, ale złotówki mi się zaczęły kończyć i musiałam odpuścić. Mogę powiedzieć tylko, że ładnie pachnie i dobrze nawilża. Wchłaniają się oba genialnie. Do dużej wersji jest pompka, którą również posiadam. Ułatwia na pewno, posługiwanie się produktem. Pompkę polecam. Cena maleństwa 6.9 zł za 50 ml.


Delikatny peeling oczyszczający z serii Sebo Specific, użyty przeze mnie pierwszy raz jak miałam jakieś... 15 lat może. Peelinguje bardzo delikatnie, jest cholernie drogi, bo kosztuje 28 zł bez promocji za 150 ml, ale lubię ten produkt. Dla skóry tłustej, mieszanej - bombowy. Wypróbujcie przy okazji.



Szampon do włosów brązowych z chinowcem z serii Reflets Naturels kupiłam jakoś tak. Już od dawna chciałam go wypróbować. W mojej głowie produkty dedykowane do włosów brązowych, albo ciemnych, albo rudych to jest totalne szaleństwo i zawsze się zastanawiam czy mi nie zafarbuje włosów. Oczywiście wiem, że szampon tego typu właściwie w ogóle nie robi różnicy, może małą (przynajmniej u mnie i przynajmniej te produtky, z którymi miałam dotychczas). Chociaż pamiętam mój Tata (który ma czarne włosy), używał kilka lat temu szamponu z henną chyba (nie mam pojęcia co to był za szampon, ale używał go za granicą i chyba wtedy ten produkt nie był dostępny w Polsce, a zresztą teraz jest kilka lat później i rynek się na pewno zmienił). W każdym razie, ten szampon wtedy faktycznie pogłębiał mu kolor włosów, bez farbowania skóry i robienia masakry na ubraniach. Spłukiwał się z wodą pod prysznicem i zostawiał ładny blask. Faktycznie była różnica.
Anyways, wypróbuję i dam znać. Kosztował... 11.9 zł za 200 ml i dokupiłam do niego pompkę za 3.5 zł, wielokrotnego użytku oczywiście.

Do koszyka wrzuciłam również ulubiony szampon mojego chłopaka, Szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się. Jest bardzo zadowolony, przyzwyczaił się do używania małej ilości produktu i nie ma już ciśnienia na pianę. Włosy są dłużej świeże i skóra głowy jest mniej podrażniona. Sprawdził się w upały. Cena 11.9 zł za 200 ml, ale chyba była nawet jakaś promocja (a na pewno jest promocja w książeczce czekowej. na szampony)

Skusiłam się również na 2 produkty z edycji limitowanej. Woda toaletowa Morela 20 ml, zapach nad którym zastanawiałam się odkąd pojawił się i w końcu dojrzałam do tej decyzji. Zapach jest morelowy i letni. Idealny do torebki :) Trwałość bez szału, ale to akurat dobrze.
Z serii Plaisirs Nature, wypróbowałam wody toaletowe o zapachu maliny i kokosa. Obie setki i malina skończyła jako odświeżacz powietrza - dotarłam do połowy i już nie mogłam znieść tego zapachu na sobie. Kokos oddałam siostrze albo koleżance. Nie pamiętam. Ale kokos był zjawiskowy, ale też nie sprawdziła się tak duża pojemnosć. Chociaż opakowanie duże ładniej wygląda niż małe, no i bardziej się opłaca. Może jeszcze się na jakieś skusze. Polecam wody toaletowe. Są bardzo przyjemne. Mniejsza pojemność kosztuje 19.9 zł a większa 39.9 zł.

Drugi produkt to żel pod prysznic z tej samej serii, miniaturka 50 ml za 6.9 zł. Cena regularna za 400 ml to 14.9 zł.

Kupiłam jeszcze lakier do paznokci, ale nie załapał się na zdjęcie, więc pokażę go Wam następnym razem. Jestem bardzo ciekawa lakieru, kolorówki nie próbowałam z YR jeszcze w ogóle, never ever.


Lubię opakowania Yves Rocher, są proste, ładne i intuicyjne.

Rozważam stworzenie listy produktów z Yves Rocher, których nie polecam.. jak np Mgiełka tonizująca Hydra Specific , czy kremy z tej serii rolujące się pod makijażem.. Wraz z postępowaniem moich doświadczeń, na pewno dam Wam znać co i jak :)



Posted by Picasa

hometown glory

wtorek, 9 sierpnia 2011

twice

august empties

Przeważnie od razu wyrzucam zużyte opakowania, dlatego nie pokazuję ich na blogu. Zużyte żele pod prysznic, peelingi, maseczki, balsamy, kremy do stóp, do rąk - jakoś wszystko ląduje w koszu zanim się zbiorę i obfotografuję produkty. Tym razem jednak opakowania załapały się na małą sesję.


Nivea Visage, Krem regenerujący na noc    

Krem regenerujący na noc z witaminą A i naturalnymi substancjami nawilżającymi przyspiesza proces regeneracji komórek skóry. Zawiera kolagen i olejek z orzeszków macadamia, które intensywnie odżywiają skórę.

Dzięki skutecznej nocnej regeneracji skóra rano jest gładka, wypoczęta, odświeżona i gotowa stawić czoła wszystkiemu, co może spotkać ją za dnia. Kremowa, aksamitna lecz nie tłusta konsystencja kremu daje skórze uczucie niezrównanego luksusu sprzyjającego przyjemnemu, regenerującemu wypoczynkowi.

Skład: aqua, glycerin, dicaprylyl ether, butyrospermum parkii, triisostearin, C12-15 alkyl benzoate, hydrogenated coco-glycerides, synthetic beeswax, myristyl alcohol, glyceryl stearate citrate, behenyl alcohol, macadamia ternifolia, myristyl myristate, cetyl alcohol, panthenol, retinyl palmitate, tocopheryl acetate, soluble collagen, allantoin, sodium carbomer, tetrasodium iminodisuccinate, BHT, phenoxyethanol, methylparaben, DMDM hydantoin, parfum

25 zł / 50 ml

Kupiłam krem bardzo tanio i spontanicznie. Chciałam zregenerować skórę na twarzy, ale nic z tego nie wyszło, bo zapchał mi pory. Odstawiłam go prawie od razu, więc nie wypowiem się o jego działaniu na skórę twarzy. Ale... zużyłam go na skórę ud. Absolutnie świetny, wygładzający, regenerujący, ujędrniający wręcz. Polecam osobom, którym niestraszne zapychanie, lub jeśli upolujecie go za jakieś niewielkie pieniądze - na zabiegi na ciało. Jest dość treściwy, przez co wydajny. Pachnie jak nivea, ma szklane opakowanie i solidną zakrętkę.

Nie kupię go ponownie, produkt nie dla mojej skóry (twarzy) :)

Kolejne 2 produkty są z serii po opalaniu firmy Soraya. Kupiliśmy je po powrocie z Helu kiedyś. Od razu po wyjściu z tramwaju wodnego, wbiegłam do Rossmanna i chwyciłam coś z brzegu. Szukałam czegoś niedrogiego, bo po całym dniu na wycieczce, fundusze były mocno ograniczone ;P

Soraya, Balsam po opalaniu chłodząco-łagodzący ultranawilżający.

Założenie jest takie, że balsam pielęgnuje i regeneruje skórę przedłużając bodajże opaleniznę (chociaż Soraya ma też linię produktów stricte przeznaczoną do pielęgnacji skóry w kierunku przedłużania opalenizny). Nie wiem czy aż tak bardzo jest to zgodne z prawdą, bo każdy inny balsam działa podobnie. Chociaż bardzo fajna jest konsystencja mleczka, szybko się wchłania i się nie klei. Niestety nie nawilża skóry zbyt dobrze. Taki przykład. W tej chwili moja skóra nie jest bardzo przesuszona. Wysusza się na skutek wiatru i słońca, ale nie leżę na plaży plackiem tylko normalnie załatwiam coś na zewnątrz i w ten sposób mam kontakt ze słońcem. Balsam nałożony wieczorem nie robi różnicy w tym jak skóra wygląda rano. Delikatnie chłodzi, nie jest to efekt mrożenia tylko odprężający chłodek na zmęczoną skórę.
Nie polecam tego produktu jeśli się opalacie się i potrzebujecie mega nawilżenia i ukojenia. Ale jako zwyczajny balsam podczas wakacji, czemu nie. Polecam polować na niego w promocji, bo faktycznie jest jednym z tańszych na półce z seriami po opalaniu.

10 zł / 200 ml


Soraya, Kojący żel po opalaniu 5% d-Panthenolu chłodząco-łagodzącu pierwsza pomoc po przedawkowaniu słońca.

Ten przezroczysty żel jest już lepszy niż balsam, pamiętam jakie mój chłopak miał spalone czoło a ja ramiona i nos i faktycznie - chłodził, łagodził, nie nawilżał zbytnio ale aplikacja nie sprawia problemu i na podrażnione miejsca można później nałożyć jakiś bardziej treściwy  krem i lepiej je nawilżyć. Nie zapchał mi porów, to na plus. Łagodzi ból związany z przedawkowaniem słońca i jest OK, ale przy następnym sezonie słonecznym wybiorę po prostu Panthenol albo może aloes? Co polecacie? Chociaż pewnie skończy się na produktach Garnier, Nawilżająco-łagodzące Mleczko Po Opalaniu brzmi kojąco ;) Chciałabym coś w psik psiku..

10 zł / 100 ml

Podsumowując, te 2 produkty są tanie i znośne, ale dla skóry potrzebującej się nie sprawdzą. Nie kupię ich ponownie.



Miałam nadzieję, że ten żel odświeży i ukoi moje zmęczone łydki po pieszych wędrówkach. Przyjemnie się go nakłada, ale poza lekkim chłodem podczas wysychania - nie robi nic. Schłodzony w lodówce balsam daje lepszy efekt. Lepiej zainwestować w coś bardziej pro. Coś przeciw żylakom albo dla kobiet w ciąży? Nie wiem. Ale nie to. Konsystencja przezroczystego żelu.

5 zł / 100 ml

Organic Aid, aloe vera moisturizing cream.


Ostatni produkt to aloesowy krem nawiżający z kolagenem. Ma gęstą konsystencję i zostawia film na skórze po nałożeniu. Chyba o to chodzi z produktami z kolagenem? Jak już wyschnie, jest OK. Nie używałam go na twarz, ale łagodził otarcia i podrażnienia w zimie. Teraz używałam go na skórę nóg i wygładzał, trochę ujędrniał. Spoko. Za tą cenę super.

Nie jest jednak już dostępny na Paa Tal, więc nie mam okazji go kupić, ale za tą cenę mogłabym go wrzucić do koszyka przy okazji następnych zakupów :)

4 zł / 112.5 ml




Posted by Picasa

niedziela, 7 sierpnia 2011

(już wiem) czym pachnie peeling borówkowy z biedronki.

Peeling borówkowy z Biedronki pachnie klejem szewskim. Tak! Pierwsze wrażenie jest borówkowo-czerwono-owocowo-dziwne, troszkę chemiczne - ale to kwestia indywidualna. Natomiast po intensywnym tarciu ciała, tarciu dokładnym i jednostajnie przyspieszonym ;) ewidentnie wyczuwalny jest zapach, jaki unosi się zawsze u szewca. Wpadłam na to dopiero wczoraj przy trzecim użyciu, tym razem wczułam się i zaangażowałam w peelingowanie resztkę sił jaka mi została wieczorem. Oczywiście owocowy zapach też jest, ale obok niego wyczuwalna jest nuta kleju szewskiego. Dla mnie bomba, bo bardzo lubię ten zapach. A na ciele zostaje czerwono-owocowa nuta, więc dla tych, którzy w dzieciństwie nie przesiadywali u szewca tylko po to, żeby wąchać klej O_o zapach peelingu nie powinien być problemem :)))))

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...