środa, 29 lutego 2012

my week with ryan gosling

wpadłam po uszy.
stay, half nelson, lars and the real girl, blue valentine, all good things, the ides of march, drive

obejrzę wszystkie jego filmy, te co już są i te, które dopiero będą.
na pewno.

ps. luty kończy się bezpowrotnie, do zobaczenia w marcu!

catrice le million styles



The Million Styles Effect Top Coat is available in the following effects:

01 No Smoke Without Fire for a cool, sultry smokey look on your nails


02 Million Dollar Baby offers glitter, glitter, glitter


03 Miss Money Penny immerses your nails in a soft golden shimmer


04 Shake It! Flake It! creates an awesome 3D jewel effect


05 Return Of Space Cowboys guarantees a sparkling appearance


06 Godfather Of Pearl creates a soft pearly nail design


07 ¿Holo Qué Tal?! offers holographic shimmering glitter pigments


08 Have An Ice Day conjures-up a light glittering ice-effect on your nails


wow, jestem pod wrażeniem. są flejki i nombres en español. czegóż chcieć więcej ;)



Dziewczyny, są już pierwsze swatche. obawiam się, że te topy naprawdę mają naturę topową.

jeszcze nie jest marzec

postanowiłam, że jeszcze przez jakiś czas będzie luty.
coś mi znowu padło na zatoki i nie czuję się najlepiej,
ale jutro wyjeżdżamy i zastanawiam się czy w ogóle będę
w stanie podróżować. może trochę przesadzam, ale nie bardziej niż trochę.

anyways, podoba mi się violetta sparkle, którą właśnie mam na paznokciach.
podoba mi się glossy box, który dzisiaj do mnie trafił. dobra inwestycja.
jutro będzie szalony, szalony dzień, a ja jestem zupełnie nie w formie.

właśnie ta książka, właśnie teraz.

od kilku miesięcy czytamy książkę. razem. dlatego idzie nam tak wolno, poza tym czytamy "zrywami".
książka jest poruszająca, chociaż mam wrażenie, że On widzi w niej coś innego niż ja. mniejsza o to.
cieszę się, że czytam ją dopiero teraz w ten sposób, a nie kilka lat temu w innych okolicznościach.

chcę Wam powiedzieć, że niekoniecznie złą rzeczą jest odłożenie czegoś na później, na kiedy indziej, na z kimś innym. naprawdę może okazać się, że wyszło lepiej i bardziej na swoim miejscu.
dlatego życzę Wam, żeby wszystko działo się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie - w tych właśnie, a nie innych - okolicznościach.

dzieciństwo


cukierki pudrowe love

coca cola vanilla

za 8 zł w piotrze i pawle.
ale i tak uwielbiam.

bobby

26/10/2007



minęło już prawie 5 lat, a ja wciąż czuję jakby to było wczoraj.

molten metals for your nails


jeśli natknę się na jakąś kolekcję w tk maxxie to na pewno przygarnę (chyba, że kolory będą nieciekawe, w co wątpię). lakiery są dobrej jakości, mają świetną cenę a możliwość kupienia całej kolekcji jest ekscytująca.
polecam. swatche znajdziecie w sieci obviously.
ja wypróbowałam tylko drugi i trzeci, tzn przetestowałam wszystkie, ale na więcej niż kilka minut użyłam dwójki i trójki. jedynka to śliczne złoto, czwórka to jasny róż, piątka ciekawa zieleń, a szóstka to płynny metalowy błękit.

sól do kąpieli stóp z lawendą, relaks w misce.







dla fanek lawendy i relaksu w misce, polecam serdecznie.
moją ulubioną solą jest sól z ikei, ale po 3 latach gehwol to była miła odmiana ;)
zapach na piątkę z plusem, kolor zajebiaszczy a zmiękczanie i relaks - doskonałe.
czegóż chcieć więcej? wiecie czy ta sól występuje w dużych opakowaniach?
dzięki Hex!
na paznokciach color club i flormar, klik!

dzień dobry


w tej wyjątkowy dzień witam Was wyjątkowo słonecznie.
oby nadchodzące dni były ciepłe i suche.
chociaż nadal uważam, że teraz powinna być zima.

crazy stupid love, nowości essence, limitka bez rozświetlacza i horalky

od kilku dni codziennie wieczorem film. dzisiaj to było crazy stupid love, którego bym nie obejrzała gdyby nie ryan. śmiałam się tak, jak od dawna się nie śmiałam (wczoraj płakałam na dziewiątej kompanii, och jak płakałam).

nie ma mnie, ale dużo się dzieje. jutro spotkanie z simply, kat i słomką :)
poza tym jedziemy na weekend na wieś, a dzisiaj byłam w klubie fitness i zostałam oprowadzona przez miłą panią. muszę rozpocząć zajęcia w grupie, bo sama nie dam rady. nie bez mojego eliptycznego przyjaciela, który rozczłonkowany leży w często.

co jeszcze? widziałam nowości essence, galeria przymorze je dzisiaj rozpakowywała.



ponadto trafiłam na nienaruszony stand circus circus, kolekcja przyszła bez rozświetlaczy.



ja kupiłam sobie jeden cień, dwójkę. jeszcze w douglasie, jako pamiątkę z przejazdu przez warszawę ;)
zaskoczył mnie, jest świetny. trzyma się cały dzień pod cieniem prasowanym. bomba. kupiłabym jeszcze jedynkę, ale robimy ze Słomką akcję dziękuję nie kupuję i nie kupujemy kosmetyków. to trochę tortury, bo kurde.. chciałabym codziennie coś. nie wolno, nie wolno.


a wiecie, że horalky to są teraz góralki (wtf?)


horalky i love, ale góralki brzmią dziwnie.

niedziela, 26 lutego 2012

in time

raczej ze względu rozważań filozoficznych (wkład własny), niż efektów specjalnych (epic fail).
justin timberlake nie jest wybitnym aktorem, ale może być. spodziewałam się więcej od tego filmu.
szkoda, że nie powstał w innych okolicznościach. zresztą nie wiem. spodziewałam się czegoś innego. wniosek - nie należy spodziewać się czegokolwiek. ale nie był źle. scenariusz ciekawy.
andrew niccol jest reżyserem jednego z moich ulubionych filmów, lord of war.

co można zrobić z hydrolatów? nawilżająca mgiełka do włosów

cześć Dziewczyny,

dzisiaj o samorobionym produkcie do włosów. dużo jest o pielęgnacji naturalnej, każdy ma jakiś pomysł. łatwo jest się wciągnąć w klikanie półproduktów albo sięgnąć po coś składowo niepewnego. ja nie znam się na składach, tylko tak o tyle o ile. o moje włosy staram się dbać na różne sposoby, ciągle szukam ciekawych pomysłów i produktów. dzisiaj będzie o nawilżającej mgiełce do włosów, zrobionej z rzeczy znalezionych na mojej "półce z kosmetykami"*

składniki
- hydrolat z kwiatu pomarańczy z biochemii urody nie pachnie tak, jakbym tego chciała. muszę wypróbować tego z zsk albo chyba mazideł albo dorwać jakąś gdzieś kiedyś. nie poddam się i będę poszukiwać bardziej zbliżonej moim gustom zapachowym. ten hydrolat nie pachnie źle, ale zbytnio przypomina mi bioparox i nie mogę sobie z tym poradzić.

- hydrolat aloesowy, nie sprawdził się do twarzy, więc zużywałam go solo do włosów. pewnego dnia coś mnie tknęło i zmiksowałam sobie mgiełkę :) moja cera naczynkowa z przetłuszczającą się strefą T poleca hydrolat oczarowy, który czyni cuda. no i hydrolat z kocanki, ale o nim będzie kiedy indziej.

- olejek babydream z rossmanna, różowy - dla mam. mogłabym dodać jakikolwiek inny olej, ale pod ręką miałam tylko amlę i różowy babydream. wybrałam babydream.

- wcierka radical, tutaj wybór nie był taki oczywisty, bo wcierka ma alkohol i jest raczej do skóry głowy niż włosów, ale no niech będzie. miałam końcówkę i dodałam, nie żałuję.

proporcje, zastosowanie i dodatkowe informacje
mniej więcej po tyle samo hydrolatów, bardzo niewiele olejku, z 2 cm wcierki..
trzeba poeksperymentować. mnie zrobienie tej mgiełki zajęło jakieś 3 minuty, z czego 2 minuty to było odkręcanie i zakręcanie opakowań z półproduktami.
nie mam pojęcia jaką ma datę ważności mój mały skarb.. ale wydaje mi się, że mgiełki zrobiłam około 100 ml, trochę mniej. wpsikuję ją w zależności od humoru ok 3 razy dziennie i oceniam jej wydajność na około półtora tygodnia, może dwa?

działanie
gdybym mogła, dodałabym tutaj jeszcze soku z aloesu i wody różanej, ale nie dysponowałam ani jednym ani drugim, więc zostało tak jak jest. zgadnijcie jak działa mgiełka? fantastycznie. moje włosy nie tylko lepiej wyglądają, mniej się puszą i ładniej się kręcą, ale też faktycznie są lepiej nawilżone.
moich loków nie obciąża, nie przetłuszczają się szybciej.

koszt
w moim przypadku, sądzę, że jest to ok 7 zł.

wnioski
odkryłam coś niesamowitego. wiem na pewno, że będę kontynuować moje przygody z mgiełkami.
wykorzystam to, co mam w domu a w przyszłości sięgnę po kolejne półprodukty.
nie wiem jak inne włosy, ale moje loki potrzebują nawilżenia częściej niż 2 razy w tygodniu pod maską.
nie lubię chodzenia godzinami w reklamówce, nie mam specjalistycznego hełmu ogrzewającego, a ręcznik szybko traci ciepło. sądzę, że mgiełka nawilżająca samorobiona może dać nawet lepsze efekty niż jakakolwiek inna, a na pewno można ją zrobić taniej. zobaczymy jak to będzie.
mam na oku mgiełkę jantar, ale czy taki skład jest tego wart?

Aqua, Alcohol Denat., Cetrimonium Chloride, Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed heat Starch, Camelia Sinensis, Amber Extract, Polyquaternium-20, Laureth-10, PEG-25 Paba, Panthenol, Parfum, Citric Acid, Limonene, Linalool, HExyl Cinnamal.


nie wiem. co sądzicie?

ps. ekocentryczka rozdaje ecotoolsy i grzebienie. zgłaszam się z moim nieśmiałym peelingiem kawowym, ale mgiełka też mogłaby startować gdyby wyrzucić wcierkę, a babydream zastąpić jakimś fajnym olejem po prostu. jestem ciekawa jakie są Wasze ulubione kosmetyki naturalne? jeśli chodzi o włosy to chcę wypróbować również płukanek. to może zrobić dużą różnicę w pielęgnacji.. podobno.
________________________________

*półek jest kilka, ale wiecie o co chodzi :)

czwartek, 23 lutego 2012

i ty możesz zostać krwiodawcą!

poświęć kilkadziesiąt minut w sobotnie przedpołudnie (albo jakikolwiek dzień roboczy) i idź oddaj krew! krwi nie da się wyprodukować, nie ma żadnego substytutu. niestety wiele osób nie pamięta o tym dopóki same nie znajdą się w sytuacji zagrożenia poziomu krwi w organizmie - swoim lub swoich bliskich.
kaman, to nie boli ani nie jest groźne. przed oddaniem krwi należy zjeść porządne śniadanie. zdaje się, że w przewodniku młodego oddawacza krwi napisane jest, że śniadanie powinno być lekkie. wcale nie. lekarz podczas badania ogólnego zawsze przypomina o porządnym posiłku. nie należy się przejadać, ale trzeba po prostu normalnie zjeść. jogurt z bananem odpada. oddaniu krwi towarzyszy pewna procedura - trzeba się zarejestrować, potem iść do pokoju kłucia w palec, potem poczekać na swoją kolej do lekarza. w międzyczasie ankieta. tzn tak jest w krwiodawstwie stacjonarnym. w bloodbusach jest trochę inaczej, szybciej ale równie ekscytująco i bezpiecznie. jak już dostaniemy błogosławieństwo od lekarza idziemy do pobieralni, wcześniej zakładając obuwie ochronne i myjąc przeguby/przedramiona. później wchodzimy do sali pobierań, wygodnie rozwalamy się na fotelu - mój chłopak zawsze powtarza, że musimy taki mieć w domu.. więc wygodnie się rozkładamy, pani prosi nas o rękę, wkłuwa się, pobiera kilka próbek do badań a potem ciśniemy już do torebki. oddając krew w grudniu, dostałam mikołajkowego uciskiwacza! :)



z pewnością niektóre z Was nie lubią igieł, szpitalnych klimatów, pobierania krwi i kłucia. wiem jak to jest czegoś nie lubić i bać się, ale Dziewczyny - zrozumcie. naprawdę możecie uratować komuś życie albo przynajmniej pomóc żyć. zwłaszcza jeśli macie rzadką grupę krwi. ja i moje pospolite B+ często jesteśmy lekceważeni tutaj w Gdańsku, ale ostatnio jakiś mały pacjent z hemofilią potrzebował właśnie B+, we Wrocławiu.
nic Was to nie kosztuje - kriodawstwo zwraca za podróż, można dostać obiad, a zawsze czekolady i darmową kawę/czekoladę/sok w poczekalni.
każdy jest zabiegany, ma swoje sprawy. niektórzy nie mogą - byli niedawno hospitalizowani, mieli niedawno piercing albo tatuaż itd, ale część z Was na pewno spełnia wszystkie warunki.
o dyskwalifikacjach możecie poczytać tutaj.
dodatkowo mamy wykonywany panel badań, które możemy nieodpłatnie otrzymać po osobistym zgłoszeniu się do placówki. zamiast płacić 35 zł za test na obecność wirusa HIV w organizmie - taniej jest oddać krew i zrobić wszystkie badania za jednym razem.

dużo jest w mediach akcji typu pomóż dzieciom, bo nie mają co jeść, pomóż dziecku, bo potrzebuje kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie by żyć, przekaż pieniądze na hospicjum itd
ja z zasady uczestniczę w pomaganiu zwierzętom, które większość mediów (i ludzi) wydaje się mieć głęboko gdzieś, mimo chwytających za serce reportaży. niby wiemy, że nie należy maltretować zwierząt, niby się zgadzamy, że psy powinny móc się wybiegać a nie być na kilkudziesięciocentymetrowym łańcuchu 24 godziny na dobę, przez całe życie.. ale jakoś nie robimy nic. no trudno, nie o tym.

ja apeluję - róbcie to, co możecie. a krew możecie oddać. nie musicie wpłacać na fundacje, nie musicie być wolontariuszem w żadnej instytucji. wystarczy pojechać do krwiodawstwa i oddać krew. a później można odliczyć oddaną krew od podatku i jeszcze na tym zarobić! kaman! seriously. 130 zł za 1 litr krwi lub osocza. czysty zysk ;) przemyślcie to. ja zbieram się zaraz na hydro fitness. to będą już siódme zajęcia :)

pielęgnacja przeciwzmarszczkowa yves rocher riche creme


kolejny kosmetyk yves rocher, z którego jestem zadowolona. krem regenerujący z 30 drogocennymi olejkami świetnie nadawał się na noc, czasami wymieszany z żelem hialuronowym a czasami nie. koił, goił i rano moja buzia wyglądała lepiej. jest targetowany do skór dojrzałych, ale na mojej skórze dobrze się sprawdził. podoba mi się w nim to, że nawilża skórę a nie tylko ją przykrywa ciężką warstwą kremu. obojętnie czy nałożymy go mało czy trochę więcej - wnika w skórę i robi jej dobrze. nie roluje się, nie ściera. ładnie się wchłania i nie sprawia problemów.
cena. hmn. ja dostałam go jako gratis do zamówienia. regularna cena - 125 zł - jest wysoka, ale są różne promocje, a poza tym w porównaniu do np pielęgnacji aptecznej albo selektywnej, to i tak nie wychodzi tak źle. tzn po uwzględnieniu promocji. chcę powiedzieć, że kupię go jak nadarzy się okazja.
co do działania przeciwzmarszczkowego - ja mam 24 lata i siłą rzeczy nie mam widocznych zmarszczek. mam nadzieję, że pozostanie tak jak najdłużej. wystarczą mi siwe włosy ;)
polecam ten krem, żadnego innego z tej serii nie stosowałam, ale wydaje mi się, że krem na noc jest najbardziej optymalny - chyba ma więcej składników aktywnych, jest bardziej treściwy i działa w nocy, sprawiając, że rano wyglądamy dobrze. a to się liczy.
produkt zaraz mi się skończy i zabieram się za olay na noc, ale jestem ciekawa jakiego Ty używasz kremu na noc? dajcie znać.




środa, 22 lutego 2012

stay the same



dobrej nocy.

hey summer sun

the iron lady

muszę dowiedzieć się czegoś więcej na temat Margaret Thatcher.

mrs. potter's balsam aloes i jedwab


500 ml kosztowało niewiele. zakupiłam odżywkę w leclercu. mają tam dosyć duży wybór produktów tej firmy. to zawsze pomaga, bo nie ma nic gorszego niż brak dostępu.
odżywkę przelałam do butelki z pompką, nie ma problemu z wyciskaniem - odżywka jest ciekła i gładka. ładnie pachnie, pomaga rozczesać włosy, pomaga na puszenie i wygładza. chętnie sięgam po nią po każdym umyciu włosów. lubię ją. już mi się kończy i mam mnóstwo innych dobroci w zapasach, ale jak już (o ile kiedykolwiek w ogóle) skończą mi się odżywki - kupię ją ponownie. polecam.

wtorek, 21 lutego 2012

pimp your nails. odżywki eveline

moja poprzednia odżywka - EVELINE, Nail Therapy Professional, Multiwitaminowa odżywka z wapniem i kolagenem SOS dla kruchych i łamliwych paznokci (czyli odżywka o długiej nazwie) - zgęstniała. zrobił się glut. dałoby się jej użyć, tzn da się jej użyć, ale to nieprzyjemne. zostało jej na tyle mało, że bez wyrzutów sumienia kupiłam następną.

dobry wieczór :) tym razem wybrałam odżywkę diamentową. kiedyś kupię tą z barbry, mają bardzo ładne buteleczki
jeśli natomiast chodzi o odżywkę o długiej nazwie, różowej.. o tą:

to stare zdjęcie, teraz jest jej naprawdę niewiele

to jestem zadowolona. stosowana regularnie wzmacnia paznokcie. wydaje mi się, że nosząc raczej długie paznokcie, trzeba używać preparatów ochronnych. przynajmniej ja muszę. odżywka jest przezroczysta.

diamentowa jest mleczna, postanowiłam posłuchać argumentu Słomki, która twierdzi, że mleczna jest lepsza (też dobra), bo kryje i wyrównuje. będę testować. hydrafix też był mleczny i go lubiłam.

a jakie są Wasze ulubione odżywki bazowe i topowe?

color club foiled | cold metal


color club hot like lava + flormar 392, color club cold metal,  color club cold metal   

color club hot like lava + flormar 392,  color club hot like lava + flormar 392,color club cold metal,  color club cold metal 


color club cold metal   + flormar 392,  color club cold metal + flormar 392, color club cold metal 





flormar nabiera kolorów w sztucznym świetle. niedługo skończy się czas nocy polarnej i nadejdzie światło. powoli nadchodzi. i lakiery, które dobrze wyglądają wieczorem w świetle sztucznym - nie będą miały racji bytu aż tak bardzo.
dzięki seche vite, który jest w tej chwili w fazie testów, paznokcie trzymają fason przez wiele dni. na zdjęciach dzień któryś, ale nie pamiętam który ;)
myślę sobie, że color club to ciekawa sprawa. widziałam kilka kolekcji i wydają się całkiem miłe. ja w tk maxxie znalazłam jedynie foiled i te lakiery powoli odkrywam. a Wy jakie macie doświadczenia?

niedziela, 19 lutego 2012

okręt wojenny to przytulne miejsce

oczekiwanie za kratami trwało jakiś czas

kiedy wydawało się, że już zaraz wejdziemy

okazało się, że musimy poczekać jeszcze pół godziny

więc czekałyśmy, aż w końcu..

kilkadziesiąt osób z "kolejki" weszło na teren.. nabrzeża?
coś przecieka? O_o

łooooooooł

ekspozycja

ponton!

tutaj mieszkają małe stateczki podczas desantu

a tędy wypływają



koło ratunkowe - must have



cold climate operational ration pack. znalazłyśmy jedzenie! (jak nie my, to kto?)

było ukryte pod siatką maskującą

bardzo dużą siatką

właz do toalety?

światełka!


traktor

:)

poruszona siłownia

małe zwierzątko





pod schodami znalazłyśmy wiaderka..

duuuuuuuużo wiaderek ^^
jest mi jakoś dziwnie nieswojo dzisiaj.
ale na okręcie było świetnie! :) i ciepło.

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...