piątek, 31 sierpnia 2012

lady gaga fame, inspired make up.

Lady Gaga inspired make up przyszedł na mojego maila w newsletterze sephory.



Ja sobie takie kreski robiłam jak się uczyłam posługiwać czarną kredką. w ogólniaku.



W newsletterze zapowiedź czarnej kolekcji lady gaga fame.
Hmn. co my tu mamy.


Woda perfumowana

Kwiatowo-owocowy zapach LADY GAGA FAME stanowi zapierający dech w piersiach wyraz twórczości artystki. Perfumy LADY GAGA FAME koncentrują się wokół trzech głównych akordów: ciemnego, zmysłowego oraz jasnego. Inspiracją dla ciemnego były trujące owoce Belladony. Bogaty akord zmysłowości przepełniony jest kapiącym miodem, szafranem oraz nektarem z moreli. Ostatnie, jasne tony to wonny bukiet zgniecionych kwiatów tygrysiej orchidei oraz jaśminu sambac.
100 ml, 50 ml, 30 ml



Żel pod prysznic
200 ml


Balsam do ciała
200ml


gdyby nie to, że lady gaga fame dostępna jest wyłącznie w sephorze, wyobrażam sobie, że w okolicy świąt bożego narodzenia byłaby dostępna za kilkadziesiąt złotych w superpharm.

muzyka do biegania: hiroshi watanabe

monoi de tahiti

Photobucket

Photobucket

Photobucket

dzień dobry :)

to moje trzecie podejście do serii yves rocher, monoi de tahiti.
w zeszłym roku w sklepie internetowym kliknęłam 2 produkty:

szampon żel pod prysznic



wodę toaletową egzotyczną


obie te rzeczy trafiły do mojej Przyjaciółki, która oszalała na punkcie tego zapachu.
produkty z założenia są fantastyczne! szampon - żel na wakacyjne podróże i nadmorskie przygody, no genialny! można zaoszczędzić miejsce w walizce. woda toaletowa egzotyczna nie ma alkoholu, można się psiknąć na plaży, w pełnym słońcu, rano, wieczorem, na tarasie.. :) również jako zapach na włosy..
można naprawdę wyciągnąć z tych produktów wiele dobrego. pod jednym warunkiem - zapach musi się Wam podobać.

woda toaletowa monoi de tahiti* jest najmocniejszym produktem w całej linii. zapach utrzymuje się godzinami. ojej. myślałam, że może tym razem mi się spodoba, wiecie jak to jest. najpierw coś się Wam nie podoba, potem coś się zmienia i już jest inaczej itd. w moim przypadku to się nie wydarzyło, a próbowałam na różne sposoby. opakowanie jest niesamowite. niech Was nie zwiedzie kartonik. buteleczka jest prześliczna. brązowo przezroczysta, minimalistyczna. super! wygląda genialnie.
wracając do zapachu - jeśli chodzi o wodę toaletową to ja uważam, że fanki mocnych doznań (i tego typu zapachów) będą zachwycone. mnie rozbolała głowa po kilku sekundach i ten stan trwał i trwał.. szkoda. wiem, że są zagorzałe fanki tej serii, więc zapach musi wielu z Was odpowiadać. cóż, nie będę dla Was stanowić zagrożenia jeśli chodzi o stan asortymentu w ramach tej konkretnej linii zapachowej.


z tej serii można kupić też oliwkę przedłużającą opaleniznę i olejek do opalania. ja ich nie wąchałam, ale jeśli pachną tak jak reszta - nie są dla mnie. szampon-żel był jeszcze do zniesienia (użyłam go 2 razy), egzotyczna woda była zdecydowanie lepszym doświadczeniem niż woda toaletowa. miała miłe dla oka, wakacyjno młodzeżowe opakowanie, ale zapach.. nie. niestety nie ;)
dlatego też zanim cokolwiek klikniecie, idźcie do salonu, powąchajcie i wtedy zdecydujcie.
promocje trwają :)

następnym razem w kontekście zapachów pokażę Wam moje letnie "smakowe" zapachy. to, że w zeszłym roku używałam escady taj sunset i tańczyłam w rytm utworów davida guetty to już wiecie. ale there's more to it. anyways, do zobaczenia i wszystkiego najlepszego! dzisiaj blogday, czyli światowy / międzynarodowy dzień bloga :) fajnie, że mamy swój dzień. gdzie jest tort?

czwartek, 30 sierpnia 2012

nights in white satin



warto pamiętać od kogo się zaczęło.

eva green hair and make up

źródło

źródło

źródło

źródło

źródło

źródło

źródło

mrocznie, tajemniczo, klasycznie - tak. jak zacznie się uśmiechać z zębami albo ubiorą ją w bardziej nowoczesne ciuchy - absolutnie nie. ma jedną minę, jeden wyraz twarzy - ten wyraz twarzy i ta mina sprawdzają się. ostatnio podobała mi się w filmie franklin. kingdom of heaven widziałam kilkadziesiąt razy.
dobrze wygląda w makijażu typu panda / chodzę do gimnazjum, nadużywam czarnej kredki i nie mam płynu do demakijażu. ale ona wygląda dobrze. no i włosy. czasem trochę oklapnięte, raczej w dół niż górę, zasłaniają uszy i trochę policzki.

eva green makijaż charakterystyczne przydymione oko z rozmazanym na dolnej powiece cieniem

źródło

za każdym razem kiedy używasz jej jako wymówki



śmieszne reklamy just went to the next level

rossmann gazetka promocyjna 31.08 - 13.09

dzień dobry. ceny obniżone są o raczej mniej niż więcej.
moim zdaniem, bez szału. może następna będzie z przytupem?
z ciekawszych rzeczy:
  1. max factor, lakiery -25%
  2. - 20% na makijaż twarzy bourjois
  3. chusteczki do demakijażu alterra za 2zł albo bourjois za 12 zł
  4. clean and clear gratis żel lub peeling przy zakupie dowolnego produktu
  5. siarkowa moc krem matujący 13 zł
  6. szampon do włosów john frieda, pełna oferta 25zł
  7. john frieda stylizacja pełna oferta 27zł
  8. szampon isana, pełna oferta 5 zł
  9. masła do ciała dax za 9 zł
  10. fusswohl krem do nóg rozświetlający 6 zł
  11. płatki higieniczne isana, owalne, 3 zł (chociaż ja wolę te babydream, są większe)
  12. moja ulubiona słona pasta do zębów parodontax 9 zł
  13. babydream, szampon, płyn-żel, oliwka, puder
  14. herbata tekanne, pełna oferta. opuncja figowa jest najlepsza ;)
  15. kleenexy za 3 zł. muszę zrobić zapas...
  16. for your beauty masażer do zwalczania cellulitu 8 zł
ps. czy karta rossnę się Wam przydaje?

środa, 29 sierpnia 2012

dubstep on fire



w końcu słyszę to, co tam jest naprawdę (kupiłam nowe słuchawki)
czasem nie mogę otworzyć oczu, bo wtedy przestaję słyszeć.
labirynt dźwięku.

letnie żele pod prysznic

w mojej łazience mieszkają w tej chwili 3 otwarte żele pod prysznic. z technicznych szczegółów - wszystkie trzy mają pompkę, która niezmiernie ułatwia mi posługiwanie się nimi on the daily basis. may i present to You

yves rocher plaisirs nature żel do kąpieli i pod prysznic w trzech wersjach zapachowych (i kolorystycznych):
malina z upraw bio, kokos i ananas*, mango i marakuja*

Photobucket

Photobucket

moje spostrzeżenia na temat zapachów tegorocznej letniej edycji limitowanej smoothie są następujące:
- ananas i kokos jest nieco bardziej kwaśne i nieco mniej słodkie niż kokos z malezji
- mango i marakuja pachnie jak mango :) lubię zapach mango. smak mniej, ale zapach - świetny :)

jeśli natkniecie się jeszcze na resztki w salonach - powąchajcie koniecznie :)

malina z upraw bio to mój ulubieniec od lat :) pompki dozują odpowiednią ilość produktu, są wielorazowe i dają radość. wylewanie żelu na rękę bezpośrednio z butelki jest możliwe, ale może powodować zmniejszenie wydajności produktu.

o żelach yves rocher wspominałam Wam już bardzo wiele razy, również o edycjach limitowanych/świątecznych, pisałam o mandarynce, kasztanie, miodzie z kwiatu pomarańczy..


ps. może zostały u Was jeszcze truskawki? ja nie natknęłam się w ogóle na serię truskawkową, a mam na nią ochotę :) wygląda apetycznie..

wtorek, 28 sierpnia 2012

od kogo dostajecie spam? marysia, która rysuje stardolle

z kategorii ciekawostki

Paweł Dudek dudek12125@gmail.com i Izabela Machulska fope@wp.pl zamęczają mnie spamem z linkami do shittyboxa, więc postanowiłam zasięgnąć informacji czy Wy też dostajecie spam na skrzynkę mailową?
ja zdaję sobie sprawę, że mój mail jest out there, ale czy ktoś naprawdę myśli, że kliknę w link? naprawdę? really? darmowe kosmetyki albo odbierz darmowe kosmetyki zachęcają mnie tylko do klikania SPAM

Photobucket

Photobucket

Photobucket

fope@wp.pl to chyba Maria O. (nazwisko usunięte na prośbę spamerki), która rysuje stardolle (co to są stardolle wtf?)
anyways, Nieudana (Marysiasuperkro) / Marysia ma lat 10, prawie tyle samo blogów, lubi brać udział w rozdaniach i chyba w przyszłości będzie zajmować się reklamą.

Photobucket
Photobucket
Photobucket

yves rocher hydra vegetal, odświeżający żel do mycia twarzy


yves rocher hydra vegetal, odświeżający żel do mycia twarzy* wydaje się mieć proste zadanie. po pierwsze ma usuwać makijaż i zanieczyszczenia, a po drugie zostawiać skórę oczyszczoną i świeżą.

ja stosuję od półtora miesiąca całą serię do demakijażu hydra vegetal i poczyniłam następujące spostrzeżenia na temat żelu do mycia twarzy:

- w delikatny sposób myje/odświeża skórę
- usuwa zanieczyszczenia i resztki makijażu (nie jest to jednak jedyny produkt, którego używam do tego celu, więc nie wiem jak wyglądałby demakijaż tylko przy jego asyście)
- nie zostawia żadnego filmu, warstwy, poślizgu ani nic w tym stylu
- nie zapycha porów, nie powoduje wysypu wyprysków
- nie uczula
- nie podrażnia skóry, nie uaktywnia naczynek
- zostawia skórę nawilżoną, nie ma efektu ściągnięcia czy wysuszenia/przesuszenia
- w połączeniu z innymi elementami serii nawilża (nie mogę powiedzieć jak działa solo, bo wraz z żelem, stosowałam inne produkty hydra vegetal)
- wydajność oceniam jako wysoką - używam go już półtora miesiąca, zużyłam trochę mniej niż pół. na początku używałam go zdecydowanie zbyt wiele. trzeba się przestawić na mini ilość.
- INCI: aqua/water/eau; glycerin; sodium laureth sulfate; cocamidopropyl betaine; butylene glycol; hamamelis virginiana flower water; PEG-7 glyceryl cocoate, acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer; phenoxyethanol; sodium hydroxide; tetrasodium edta; panthenol; ethylparaben; acer saccharum (sugar maple extract); propylparaben; sodium benzoate; potassium sorbate; propylene glycol; Cl 42090 (blue1)

podoba mi się ten produkt. jest delikatny, nie odziera skóry z naturalnej warstwy lipidowej. przypomina mi delikatny peeling do skóry tłustej i trądzikowej, w takim sensie, że oba są delikatne i nadają się do codziennej pielęgnacji. oczywiście, żel hydra vegetal nie ma drobinek i nie ma działania peelingującego.


na temat składnika aktywnego - soku roślinnego z klonu, na stronie producenta dowiadujemy się, że zatrzymuje wodę w skórze, dzięki czemu intensywnie, dogłębnie i długotrwale nawilża
ja wiem, że syrop klonowy daje mi dużo radości na moich pankejkach, ale w zasadzie na skórze sok z klonu też się sprawdza. jeśli to on tak działa - i'm in. trzeba zrobić głębszy research.

anyways, to drugi produkt z serii hydra vegetal, którego używam.
na recenzję mleczka zapraszam tutaj.
jutro będzie o kolejnym kroku :)
i pamiętajcie, w YR zawsze kupujemy w promocjach!
w sklepie stacjonarnym, esklepie czy ofercie wysyłkowej cały czas trwa jakaś dobra promocja, okazja i możliwość, żeby zaoszczędzić. swoją drogą.. ciekawe czy mój mailing na wrzesień dotarł.. muszę skoczyć do skrzynki.
ps. powoli pojawiają się nowości jesienne w ofercie YR. zaistniał m.in. bb krem, który - jak wszystkie na rynku europejskim tego typu produkty - jest mało kryjący i Dziewczyny powoli zaczynają już coś o nim pisać o tu.

maison martin margiela couture fall 2012





źródło zdjęć.

zdobione berety zamiast twarzy to nowy pomysł. mogłabym sobie taki założyć na głowę.
nakrycia głowy są ważne. muszę sobie to zawsze przypominać, bo zimą noszę beznadziejne czapki.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

yves rocher sebo specific, delikatny peeling oczyszczający


yves rocher sebo specific, delikatny peeling oczyszczający to produkt, który znam od 10 lat. używałam go jako nastolatka i uwielbiałam jego działanie. pamiętam jak dostałam swoje pierwsze opakowanie od Cioci i byłam taka podekscytowana. to był najlepszy prezent ever. nic się nie zmieniło :) nadal jestem podekscytowana i kupuję go co jakiś czas.

przede wszystkim, ja jestem fanką opakowania,. produkt jest na tyle rzadki, że bez problemu wydobyć go można do ostatniej kropli. brak pompki i duża (większa niż mniejsza i ze swobodnym przepływem) średnica szyjki pozwalają wylać na dłoń jak najmniejszą nawet ilość produktu. oczywiście, jeśli chodzi o dostęp powietrza do produktu - jest on większy niż gdyby butelka miała pompkę, ale podejrzewam, że wtedy produkt byłby mniej wydajny.

let's review.

- jest delikatny, nie zawiera alkoholu - jest idealny dla skóry tłustej i mieszanej, ale jednocześnie..
- nie podrażnia obszarów naczynkowych, suchych - ja stosuję go czasem na całą twarz i nic się nie dzieje złego
- ma fajne opakowanie; ma charakterystyczny kształt i ciekawy kolor. wygląda dobrze.
- delikatnie złuszcza skórę, drobinki "miękkie", ale wyczuwalne. może być stosowany codziennie
- jest skuteczny; usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, oczyszcza pory i daje uczucie świeżości.
- jest wydajny. wystarczy tylko odrobinka.

może jeszcze tylko mały disclaimer. to nie jest peeling - peeling. bardziej delikatny żel do mycia z drobinkami. właściwie jak tak o tym myślę, to jest to sensowny pomysł. cery trądzikowej nie należy traktować okrutnie. trzeba być delikatnym. to jest taki peeling dla cery przetłuszczającej się i wrażliwej.

dla mnie bomba. z tej serii była jeszcze jedna bomba, preparat matujący/zwężający pory taki w tubce 15ml i nie wiem co się stało z tym produktem, ale chętnie bym do niego wróciła. był taki matowy i w kolorze kości słoniowej.
seria sebo specific ma 2 kremy - nawilżająco-matujący i zwężający pory. w swoim czasie sięgnę po oba, bo matujący się u mnie sprawdził (razem z tym preparatem w tubce działał doskonale), a zwężający pory budzi moją ciekawość :) może optycznie coś skoryguje. czemu nie.

macie żel do mycia twarzy, który dobrze Wam się kojarzy? czego w ogóle używacie? dużo się mówiło o ocm kilka miesięcy temu.. o aleppo, o mydłach.. ktoś pozostał wierny żelom do mycia twarzy? ja planuję przesunięcie w innym kierunku, ale to dopiero za kilka tygodni. zmieni się pogoda, poczynię przetasowania w pielęgnacji.

o marianne schröder i jasnych brwiach raz jeszcze



okay. jako trend nie, ale jako naturalne piękno.. hypnotizing. co ja poradzę, że moja ciemna oprawa oczu jest taka nudna ;) akceptuję siebie i nie utlenię sobie owłosienia, ale taki brak kontrastu jest dla mnie bardzo pociągający.
jeśli nie wiesz o co chodzi, przeczytaj tutaj.

bazy pod cienie dax, essence, art deco i virtual.


na pewno ogromnym plusem tego produktu jest opakowanie (nic nam się nie dostaje pod paznokcie fuuuuuj), ale również konsystencja. świetnie się rozprowadza na powiece i dobrze stapia z cieniami.
mam ją od niedawna - kupiłyśmy sobie kiedyś z Hex za 17 zł (?) w superfarmie - ale używam za każdym razem jak maluję oczy. moją pierwszą bazą była baza virtual, dosyć tępa, ale spełniała swoją rolę. podałam ją dalej. później kupiłam sobie art deco i wielbiłam ją przez wiele miesięcy. potem wyczerpała jej się data ważności i kupiłam bazę z essence i love rock.. stage, czy coś tam. i rock.. jak to było? nie pamiętam ;) nie jest to jednak istotne, ponieważ essence ma tylko jedną taką bazę. z gąbeczką. no i ta baza z gąbeczką była inna niż wszystkie pozostałe. podział przeprowadzimy wzdłuż wykończenia. baza essence była matowa i płynna, a bazy dax, art deco oraz virtual są kremowe i z drobinkami. nie jest to brokat, ale widać, że się błyszczą. w słoneczny dzień błyszczą się bardzo. ale ok, niech się błyszczą. tylko wtedy nie mogą spełniać roli korygującej (jak i love rock). zawsze się zastanawiałam jak działa lemon aid benefitu i nadal się zastanawiam. baza essence jest zbyt szara, żeby robić za korektor, ale nałożona na powiekę ładnie ją pokrywa i naprawdę wyrównuje koloryt.



wracając do bazy z dax. podoba mi się.
myślę, że następnym razem sięgnę po coś w tubce.
lumene maybe? coś wymyślę.

czego Wy używacie? pamiętam jak wszystki polskie youtubowiczki chciały mieć bazę z urban decay i pędzle z sigmy. nigdy nie spełniłam tego "marzenia". w pędzle już wycelowałam, ale bazy urban decay nigdy nie planowałam. zresztą ja nie używam cieni codziennie..

makijaż i fryzury na jesień

źródło

te panie ładnie wyglądają. szczególnie ze względu na brwi. i włosy też.
ja oczywiście nie mam tak jasnej oprawy oczu, a tym bardziej nie mam brwi w kolorze blond (chociaż chciałabym, czemu nie:). podobają mi się takie delikatne gładkie fale.

take me away



oldschool stuff.

robert pattinson, cosmopolis.

źródło zdjęcia
muszę obejrzeć.
cronenberg.. chcę wrócić do eastern promises i a dangerous method, chociaż wyobrażam sobie, że ani o jungu ani o freudzie się nic nowego nie dowiem po obejrzeniu filmu..

niedziela, 26 sierpnia 2012

yves rocher hydra vegetal, nawilżające mleczko do demakijażu twarzy


yves rocher hydra vegetal, nawilżające mleczko do demakijażu twarzy* polubiłam od pierwszego użycia. zaznaczę od razu, że ja jestem bardzo mleczkową osobą - na policzkach mam skórę naczynkową, suchą i przeważnie potrzebującą ukojenia. mam wrażenie, że po "całym dniu", rozpoczęcie demakijażu od mleczka jest dobrym pomysłem. o kolejności demakijażowych kroków będzie wkrótce. i będzie też podsumowanie pielęgnacji do demakijażu. tak sądzę. chciałabym to jakoś razem zebrać w jednym poście, bo mam pewne spostrzeżenia. tymczasem powróćmy.

dlaczego polubiłam ten produkt od pierwszego użycia? ponieważ jest gęsty. och jakie to jest prostsze od mleczka wodnisto-spływającego z twarzy. przez 2 ostatnie opakowania używałam celii z małą przerwą na miniaturkę aksamitnego mleczka trzy herbaty z yves rocher. przez to, że była to miniaturka, rzadko używałam go do całej twarzy. raczej do poprawek patyczkiem higienicznym.. potem przerzuciłam się na płyn micelarny, ale czasami brakuje mi tej miękkości mleczka. anyways, powróćmy raz jeszcze.

po dwóch (albo trzech?) butelkach celii doszłam do wniosku, że mam dosyć wodnistych mleczek.
anyways, mleczko hydra vegetal scharakteryzować mogę w ten sposób:

- dobra, gęsta konsystencja
- działa: usuwa zanieczyszczenia i makijaż
- nawilża skórę, w połączeniu z innymi produktami z tej serii
- koi podrażnienia, moje naczynka się nie wkurzają, a nawet są dopieszczone
- nie uczula
- nie zapycha, nie powoduje wysypu itd..
- ma sensowny dozownik (chociaż ja prawie zawsze jestem fanką pompki - tutaj średnica otworu mi nie przeszkadza w użytkowaniu)
- nie zostawia filmu na skórze, chociaż dla kogoś kto nie używa mleczka i jest przyzwyczajony do innych form zmywania makijażu - weźcie pod uwagę, że mleczko ma mleczkową konsystencję i skóra po jego użyciu jest taka, jak po mleczku, a nie taka jak np po płynie micelarnym czy płynie do demakijażu.
- wydajność oceniam na dobrą
- skład: aqua/water/eau; paraffinum liquid/mineral oil/huile minerale; glycerin; ethylhexyl cocoate; coco-caprylate/caprate; sorbitan stearate; ceteth-20; propylene glycol; cetyl alkohol; phenoxyethanol; carbomer; methylparaben; parfum/fragrance; sorbic acid; sodium hydroxide; allantoin; acer saccharum (sugar maple) extract; ethylparaben; propylparaben; tetrasodium edta

all in all, polecam. na pewno kupię je prędzej czy później. cała seria jest warta uwagi, szczególnie jeden element - prawdziwa perełka.. ale o tym wkrótce :)) polujcie na promocje w YR, zawsze można zorganizować jakąś akcję oszczędnościową przy okazji zakupów :)

zapach mokrego betonu



deszczowo, jesiennie. przypominają mi się częstochowskie mokre ulice.

bento stuff


miała być ryba i samochód, ale wysłali mi inny zestaw. oh well :)

dzień dobry.

sobota, 25 sierpnia 2012

the way of the gun

ten film jest..

benicio..

ryan..

tak.



you should

nie jestem fanką trailerów, bo czasami po obejrzeniu jakiegoś filmu mam okazję obejrzeć trailer i zastanawiam się WTF? to wcale nie było o tym. a najgorsze są filmy, które w trailerze mają całą historię. no po prostu. o ile jeszcze mogę obejrzeć taki film zanim obejrzę trailer, to odwrotnie już nie da się.

anyways, opening scene the way of the gun here you go.



oglądałyście?
ps. dlaczego polskie tytuły zawsze są tak ogromnym nieporozumieniem?
ps2. i jeszcze chciałam napisać, że Christopher McQuarrie jest dobrym reżyserem i nie mogę się doczekać the stanford prison experiment zapowiadanego na 2014 rok.

mgr update no4

ciekawe którędy jeszcze będzie przebiegać moja podróż do krainy magistrów.




bielenda, krem do stóp happy end




dopiero podczas researchu na stronie producenta dowiedziałam się, że ten krem ma funkcjonować jako antyperspirant. nie używałam go w ten sposób, chociaż nie mam problemów z nadmiernym poceniem się stóp ani z przykrym zapachem.
producent deklaruje:

- antyperspirant, naprawdę?
- antybakteryjny, nie wiem.
- ogranicza pocenie się stóp, nie mam pojęcia. doświadczenie pokazuje, że smarowanie stóp kremem przed założeniem obuwia daje raczej odwrotny efekt.
- neutralizuje przykry zapach, być może. nie wiem też.
- przedłużona skuteczność działania, nie. jak przestaję smarować codziennie to mam suche pięty

- przeciwdziała poceniu i neutralizuje przykry zapach potu, być może. nie mam takiego problemu
- zapobiega rozwojowi bakterii i grzybów, naprawdę? czy skład jest taki świetny?
- zmniejsza rogowacenie naskórka, yyy. no nie wiem też.
- intensywnie nawilża i wygładza, tak, ale pod warunkiem, że jest się systematycznym i smaruje na bogato
- delikatnie chłodzi i odświeża. delikatnie. mhm.




(pojemność: 125 ml)

generalnie, nie lubię takiego opisywania na wyrost produktów. te deklaracje są tylko częściowo prawdziwe i to nie wszystkie. owszem, nie mogę sprawdzić niektórych punktów, bo nie borykam się z takimi problemami, ale i tak. producencie, powstrzymaj się i opanuj swój entuzjazm marketingowy.
wątpię, żebym wróciła do tego typu produktów (drogeryjnych). o ile w przypadku kremu do rąk, drogeryjne marki są jeszcze w miarę OK, to do stóp wystarczy pilarix albo coś.
opracowuję teraz algorytm dbania o stopy z użyciem tajemniczego produktu. na pewno nie każdy będzie z ochotą gnał do apteki, żeby zakupić tenże produkt, ale skoro i tak mam go w domu to why not.

jak Wasza sobota? ja piszę. słucham cruel intentions ost i próbuję nie polec.

colorblind





breaking bad

serial breaking bad polecam nie tylko fanom chemii, kina akcji i uczącym się języka hiszpańskiego.

źródło

źródło

oglądałyście?

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...