wtorek, 30 października 2012

pielęgnacja zakatarzonego nosa

dzień dobry, dotarłam do celu w końcu już kilka godzin temu. teraz muszę wyzdrowieć.

w kwestii zakatarzonego nosa, wychodzę z założenia, ze lepiej posmarować się czymkolwiek niż niczym, dlatego kremy do rąk czy to bardziej czy mniej treściwe, są bardzo mile widziane. bez obaw, smarujcie się czym się da. Wasze nosy będą Wam wdzięczne. tzn w podróży, bo w domu jakieś kremy tłuste, również z witamina a, olejki, coś..
pamiętajcie również o chusteczkach higienicznych z wyciągiem z czegoś tam.

miłego wieczoru. zdrowia Wam i sobie życzę. ahojka.
stri.

poniedziałek, 29 października 2012

pkp extreme

dzień dobry.

tak, nadal jestem w często.
pociąg był opóźniony godzinę, no okay. czekałam. potem był opóźniony 70 minut. no okay, czekam czekam. zimno, mógłby już przyjechać. a to jest pociąg z krakowa do gdyni.
no niestety, pociąg zwiększa opóźnienie do 140 minut. w dupie. jutro jadę prosto do warszawy, gdzie spędzę długi weekend. i jadę autobusem tzn polskim busem. za 15 zł. seriously.
w gdańsku będę w przyszłym tygodniu. jeszcze się odezwę jak dorwę jakiś komputer albo stabilną przestrzeń, żeby postawić mój laptop, bo on ma problemy z zasilaniem i jego nie można gdziekolwiek postawić i uruchomić.

dzień dobry

czyżby dało się blogować z telefonu? sprawdźmy to. jestem jednak chora, czeka mnie dzisiaj wyprawa w górę mapy, ciekawe czy pkp da radę.
wakacje powoli dobiegają końca.śnieg spadł, to było niesamowite.zawsze czekam na pierwszy dzień śniegu i zwykle później mam zapalenie zatok, ale ile radości..

dzień dobry, miłego dnia Dziewczyny :)

stri.

czwartek, 18 października 2012

mgr strī-linga

cześć Dziewczyny,

tak, udało się, skończyłam studia. dziękuję Wam bardzo za słowa wsparcia, kciuki trzymane miesiącami i pozytywną energię. dostałam od Was tyle miłości i dobroci, że to się w głowie nie mieści. amazing.

w poniedziałek o 18:15 dowiedziałam się, że w środę o 14:30 mam obronę. tak, no tak to bywa właśnie. musiałam jeszcze zjechać w dół mapy i nauczyć się wszystkiego (lol) i byłam gotowa. nie spałam, nie jadłam, nie piłam nawet. nie mogłam. poziom stresu był ogromny, mimo, że wszyscy mi mówili, że to formalność ja im nie wierzyłam. nie powiedziałabym, że formalność, ale na pewno nastrój był bardzo formalny i taki własnie podniosły. generalnie, było bardzo miło, bezpiecznie i spokojnie. nikt z Komisji mnie nie stresował, właściwie zrelaksowałam się dopiero jak usiadłam na krzesełku i zaczęłam słuchać pierwszego pytania. byłam spięta, ale wtedy dopiero uwierzyłam, że to się dzieje naprawdę. cała obrona trwała około 15 minut, w Krakowie była piękna pogoda, było ciepło i słonecznie. spotkałam moich bliskich znajomych, to był dobry dzień. co jeszcze? obroniłam się na pięć, praca również została oceniona na pięć.
mam zawód. jestem filozofem. uśmiecham się. pamiętam jak zaczynałam studia, pamiętam jak je skończyłam i miałam przerwę, pamiętam jak dwa razy pisałam pracę i nie mogłam jej napisać, dopiero za trzecim się udało. pamiętam egzaminy, sukcesy, porażki. studia dużo mnie nauczyły i nawet jeśli nie zdecyduję się na pracę naukową to wiem, że to była dobra decyzja i iF będę wspominać bardzo ciepło. tam pracują niesamowici ludzie, absolutnie genialni. myślę, że mogłam lepiej wykorzystać ten czas i czerpać z nich więcej i więcej, ale wyszło tak, a nie inaczej i nie może być inaczej.
jestem bardzo zadowolona i bardzo bezrobotna. biorę się za znalezienie pracy, nadrabianie życia, filmów, książek, rozmów, maili, bloga, zużywania, za wszystko. za tydzień. teraz robię tydzień przerwy, wyciszam się, oddycham, odpoczywam. będę, zresztą mam dla Was kilka informacji i w ogóle.

powiedzcie co u Was? nie miałam czasu zaglądać, nadrobić od razu wszystkiego się nie da. dajcie znać, jestem bardzo ciekawa i mam nadzieję, że u Was świetnie, a jesień promykami słońca umila Wam dni. jeszcze trochę słońca może być, ale później musi zrobić się przenikliwie zimno, żeby jeszcze później mogło zrobić się ciepło.

dziękuję raz jeszcze, jesteście niesamowite.
pozdrawiam, buziaki ahoj
mgr strī-linga


wtorek, 16 października 2012

black is the new black

pada deszcz i moknę, a na zimę kupię sobie ciepłe legginsy.
kalosze są dobrym rozwiązaniem, ale nestea green jest dobrym rozwiązaniem zawsze.
zwłaszcza teraz. cokolwiek się wydarzy, pamiętajcie, że jestem gdzieś w pobliżu.

Photobucket

tak wiem, już było, ale jest jeszcze raz.

sobota, 6 października 2012

defto (jeszcze tylko dwie godziny)



ten utwór to też jest osobna historia.

jadę już cztery godziny

podejrzewam, że at this point jedyne co mi pozostało to myśleć pozytywnie

ten, w którym piszę o soli fizjologicznej, morzu i górach, mam długie włosy, koralowe usta i pierwszy moment (allow me to introduce myself)

wracam dzisiaj do gdańska, jeszcze tylko 13 godzin i będę w domu.
reanimuję oczy solą fizjologiczną, zasnęłam wczoraj w soczewkach, później je zdjęłam, ale już za późno. nie da się tego naprawić, można tylko złagodzić objawy wypalania.
impreza była była fajna, kanapa na której zasnęłam wygodna. żyć, nie umierać.
umierać dopiero rano, ale dostałam żurek i było cudownie.

jutro pójdę nad morze, stęskniłam się, ale jeszcze bardziej stęskniłam się za górami. tyle lat. a kiedyś..

anyways, będę uczyć się do obrony, wezmę się za bardziej usystematyzowane dbanie o włosy, bo porzuciłam wszystkie zabiegi. nowa seria anti-ageing z yves rocher (szampon i maska dwuminutowa) spodobała mi się, ale to dopiero pierwsze wrażenia. jak wrócę do domu muszę zdenkować i wziąć się porządnie za testowanie. studia mi trochę pozmieniały rytm wszystkiego. na pewno Wam opowiem. o pielęgnacji twarzy też będzie. i o porno pomadkach. a w ogóle wczoraj wpadła mi w ręce miss sporty perfect color lipstick 054 read my lips. bardzo ciekawy koral, kremowy i nawilżający. do tego kosztowała jakieś grosze. amazing.

jutro jest fitness i byłoby dobrze, gdybym się na nim zjawiła, bo zamiast wrócić z bilansem -5 to wrócę z bilansem -4. oh well, ciesz się, że w ogóle.

pakuje się i wracam na górę mapy.
do zobaczenia bardziej już niedługo.
jest przyjemnie chłodno i słonecznie.

stri.

ps. tak wyglądają moje wyprostowane włosy. są długie i zasługują na wszystko, co najlepsze ;)



ps2. piosenki na dziś.pierwszy moment & pepegi bez podeszw. uwielbiam cały ten album, to jest takie zajebiste funky. ja chyba w ogóle nie lubię funky, ale ten album. mmm, mhm.
allow me to introduce myself. i am luke skywalker, skywalker. jedi knight and friend to captain solo.





czwartek, 4 października 2012

jak wyglądać dobrze na kacu?

dzień dobry,

jest czwartek. wczoraj była środa, szkocka środa. po kilku kolejkach jacka danielsa wszystko było w miarę okay, ale przy czwartym kamikadze coś poszło źle. ojej. dobrze, że miałam nestea green w zasięgu wzroku. pamiętajcie, żeby jeść jak pijecie, to podstawowa zasada. ja ze względu na swoje obszerne rozmiary czasami to olewam, bo zawsze wyglądam jakbym coś zjadła i wczoraj zmyliło mnie to. anyways, dzisiaj obudziłam się i świat jest trudny. okay, ale co zrobić, żeby wyglądać dobrze na kacu? ja mam tak, że na kacu przeważnie wyglądam lepiej niż nie na kacu. jestem ciekawa z czego to się bierze, może organizm jest tak zatruty, że jeszcze nie zdążył się odtruć i nie widać tego na skórze.. może skupia się na innych rzeczach, a może tajemnica tkwi w demakijażu.

wiecie jak ja mam z makijażem, niedawno odkryłam korektor, a na podkłady nadal spoglądam nieufnie i raczej kremy bb, chociaż rozwijam się! anyways, wieczorami przy sztucznym świetle w zadymionych pomieszczeniach lekki makijaż nie ma za bardzo sensu, bo go nie widać.. więc się szpachluję pół godziny, potem idę się bawić, a później przychodzę do domu i zawsze zawsze zawsze (w tym roku nie zmyłam makijażu tylko 2 razy, ale nie dlatego, że nie próbowałam - a jakże! próbowałam i to jeszcze jak, no ale rano okazało się, że przegrałam z tuszem do rzęs) ZMYWAM MAKIJAŻ. oooo kurde. nie można tego za mało podkreślać. jak miałam kilkanaście lat to było mi wszystko jedno, bo mój everyday look to był czarny eyeliner i nic więcej na twarzy i przeważnie on się rozmazywał, bo 10 lat temu czarny liner na linii wodnej nie trzymał się więcej niż kilka minut bez rozmazywania. anyways, kiedyś tego nie robiłam, bo też płyny do demakijażu były kijowe, ale teraz nie ma opcji. DEMAKIJAŻ najważniejszy punkt programu. obojętnie czy chce Ci się spać, czy stopy Cię bolą czy zasnęłaś w taksówce czy wymiotowałaś w krzakach. jeśli nie straciłaś przytomności i nie jesteś unieruchomiona pod kimś albo przez kogoś - marsz do łazienki (jeszcze lepszym patentem jest zostawienie sobie przy łóżku biodermy i wacików, demakijaż spokojnie można zrobić "na ślepo", w ciemnościach, światło nie jest potrzebne) i zmywamy się!

teraz tak. jest kilka sposobów. ja w zależności od tego jak bardzo jestem nietrzeźwa albo ładuję się cała do wanny i zażywam kąpieli i żelem do mycia twarzy próbuję zmyć z siebie make up albo po prostu biorę wacik i jadę po twarzy ochoczo. either way. jasne, że później dobrze jest wklepać w siebie coś rewitalizującego i maseczki itd, ale to jest wszystko drugorzędne. pozbycie się makijażu przed snem jest najważniejsze.

moje ulubione produkty do demakijażu znajdziecie tutaj. podpowiem Wam, że bioderma sebium zmywa wszystko i wielbię ją. zwłaszcza za 17 zł za 250ml alright.



ponadto trzeba pić wodę a nie słodkie napoje, wiadomo. trzeba się wyspać.. wiele jest czynników, ale bezpośredni wpływ na stan naszej twarzy dnia następnego ma jej oczyszczenie dnia poprzedniego. życie mnie tego nauczyło. a jakie są Wasze sposoby?

westchnęłam. moja twarz wygląda nieźle. w głowie mi się trochę kręci, a dzisiaj przychodzi hydraulik wymieniać wodomierz. dzień dobry. życzę Wam miłego dnia. buziaki, ahoj. stri.

środa, 3 października 2012

swedish house mafia




I wanna know your name
You just killed me, could you at least do that?
I wanna know your name
Or better yet, stand there, just do that

I wanna know your name
You just killed me, could you at least do that?
I wanna know your name
Or better yet, stand there, just do that

Hey, yeah

I wanna know your name
Know your name
I wanna know your name
Know your name

I wanna know your name
You just killed me, could you at least do that?
I wanna know your name
Or better yet, stand there, just do that

Hey, yeah
Ooh, yeah

I wanna know your name
Know your name
I wanna know your name
Know your name


stri-linga goes nude. stri-linga goes naked

dzień dobry. pisanie, podróżowanie i robienie rzeczy rękami nie sprzyja paznokciom.
pisanie o sobie w trzeciej osobie jest dziwne.
pisanie pracy magisterskiej i dbanie o paznokcie jest i możliwe i niemożliwe.
z jednej strony robiłam wszystko co mogłam, żeby nie robić tego, co musiałam.
później jednak nie robiłam już niczego, co musiałam, bo robiłam co mogłam, żeby skończyć.
anyways, będzie nagie zdjęcie. tzn nie jest to hash tag no make up hipokryzja full on,
niemniej jednak mam tylko odżywkę na paznokciach. dawno ich takich nie widziałam,
ale przez ostatnie tygodnie widziałam je tylko tak. dziwnie. nago. nawet fajnie. naturalnie.
dla mnie zupełnie ekstremalnie, aż się zawstydzam jak patrzę na to zdjęcie.. nieco.

Photobucket

ostatnio jedna z naszych blogowych koleżanek pisała o swoich przemyśleniach dotyczących malowania paznokci. ja zawsze wychodziłam z założenia, że niech każdy robi co chce. faktycznie, czasami miałam ochotę kupić jakiejś dziewczynce zmywacz i waciki, ale może dziewczynki nie wiedzą jak bardzo kiepsko to wygląda, a może taki mają styl? nie mnie to oceniać. ja lubię swoje paznokcie w nienagannym stanie i do takiego stanu dążę. nie wzorkuję, bo lubię to oglądać u innych, a u siebie raczej nie, a poza tym nie chciałoby mi się.. ale jak miałam 15 lat to malowałam wzorki, miałam dużo lakierów z cienką końcówką, bawiłam się wykałaczkami i grałam w wyobraźnię. czy paznokcie do pracy powinny być takie albo inne? to zależy od dress code'u, kontraktu i pracodawcy/atmosfery w miejscu pracy. czy w szkole, na egzaminie paznokcie muszą być takie albo inne? again, to zależy od miejsca/osoby. nie wyobrażam sobie, żeby na studiach ktoś oceniał mnie po wyglądzie i na tej podstawie wnioskował o moich umiejętnościach czy wiedzy. WTF?! inna sprawa, że w iFie pracowali ludzie nie tylko mądrzy i z wyobraźnią, ale sami bardzo barwni i prawdziwi w tym, kim byli i są, więc nigdy nie spotkałam się z dyskryminacją czy otwartym konfliktem. gdyby w szkole średniej (w której swoją drogą też każdy mógł zachować swoją indywidualność, wszyscy chodzili jak chcieli i chyba dopóki nie byli brudni było okay) nieszczęśliwa pani nauczycielka powiedziała coś na temat mojego wyglądu w kontekście, że ją to rozprasza albo drażni to na pewno na długo zapamiętałaby moją odpowiedź, kulturalnie przekazane "wsadź sobie coś głęboko, bo widzę, że już nie możesz", bo nie ma nic gorszego niż nietolerancja i uprzedzenia. dlaczego ludzie tego nie rozumieją czasami, jest to trudne do ogarnięcia.
tak, ja też zawsze chciałam chodzić do szkoły z internatem i marzyłam o mundurku, a najlepiej o angielskich wrzosowiskach i niskiej temperaturze.. jednak chodziłam do szkoły wolnej od przymusu i myślę, że wyszło mi na zdrowie. wracając do uczelni.. najważniejsze jest to jak uczestniczysz w zajęciach a nie jak jesteś ubrany albo jakie masz paznokcie. nie wiem jak jest na kierunkach, na których nie wymaga się myślenia. na socjologii wszystkie dziewczyny, szatniarki również, nosiły torebki zamiast podręczników i kawę zamiast długopisu, więc można próbować coś wywnioskować z tego, ale czy naprawdę chcemy wnioskować? przecież jesteśy tolerancyjni, smutno tylko, że nie wszyscy chcą być jak najlepsi. zaczynamy jednak od siebie i my - ja, ja pierwsza chcę być jak najlepsza. żeby przypadkiem nie obudzić za 20 lat i nie być takim nieszczęśliwym wspomnieniem po sobie, bez prawdziwej satysfakcji i zastanawiającym się co jest stosowne, a co nie jest. oh wait, przecież nie tak zostałam wychowana. uff, mogę odetchnąć z ulgą. uda mi się być sobą.

wtorek, 2 października 2012

ulubione kosmetyki podróżne.

ostatnie dni września zaczynały się i kończyły miękko. kraków już taki jest, zresztą ja z tym miastem mam osobną historię. myślałam o nim długo, aż w końcu trafiliśmy na siebie w lepszych okolicznościach. może kiedyś Wam opowiem.
anyways, po całym pisaniu i stresowaniu się moja skóra potrzebowała wytchnienia (nadal potrzebuje, w gdańsku pokażę Wam mój obecny plan pielęgnacyjny nieco bardziej około zmarszczkowy, bo jednak te kilka tygodni dało mi się we znaki).
ulubieńcami końca września zostały następujące produkty:

1. płyn micelarny, wiadomo. bez płynu micelarnego nie daję rady.
products

2. pielęgnacja twarzy hydra vegetal (żel do mycia twarzy, mleczko i koncentrat nawilżający podróżują ze mną)
Photobucket

Photobucket

3. masło do ciała joanna, naprawdę wygładzający produkt i szybko się wchłania. bomba.
Photobucket

4. lakier do włosów, ostatnio wyznaję zasadę the bigger the hair the better ;)
Photobucket

krótko, lekko (no, powiedzmy) i przyjemnie. a, jeszcze były szampony w saszetkach. zainteresowała mnie ta firma.

5. kms california stuff, z obsessive boxa. ciekawe są te produkty. jak trafię na suszarkę to wypróbuję te kremy na ciepło. mhm, tak.
Photobucket

i tyle pielęgnacji w zasadzie. makijaż był prosty, składał się z:

1. fioletowego lioele (od Hex, dziękuję dziękuję, jest cudowny!),
2. pudru ben nye (też od Hex, też dziękuję dziękuję),
3. brwi - matowego bell 147,
4. rozświetlacza mary-lou manizer
5. różu down boy
6. pomadki cattier, którą zastąpiłam teraz tisane
7. porno pomadki inglot 413 matte (o porno pomadkach będzie osobno, jestem ciekawa czy macie podobne intuicje) lub porno pomadki mua 14 bare
8. last but not least odkrycie roku (też od Hex, wielkie dziękuję one zmieniły wszystko;) korektory collection (2000) w odcieniu fair oraz light. genialne. będzie osobny post. może nawet ze zdjęciami. warto to zobaczyć.

znacie te produkty? jestem ciekawa kms california. wczoraj w tk maxxie znalazłam trochę toni&guy, ale nie kupiłam niczego, bo w domu czeka na mnie zbyt dużo nowych kosmetyków do włosów (zsk też nadal czeka), mają zajebiste składy i przyleciały do mnie z daleka. och, ile emocji. też się dowiecie.

miłego dnia,
buziaki ahoj!
stri.

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...