piątek, 27 grudnia 2013

drunk in love



z nowości
drunk in love
beyonce

the lego movie



normalnie nie oglądam trailerów, ale ten film muszę obejrzeć i miałam ochotę na mały sneak peak ;P
szalony!
ja w pracy do 21, a co u Was się dzieje?
buziaki,
Stri

catrice le rocking royals | nowa limitka w hebe


Jakieś 3 tygodnie temu natknęłam się w Hebe na limitkę Catrice Rocking Royals. Zdjęcia reklamowe zdjęciami reklamowymi, ale do domu zabrałam ze sobą tylko dwa lakiery do paznokci.

Puder kosztował jakieś absurdalne pieniądze, w róże postanowiłam nie inwestować zanim nie zaopatrzę się w kilka upatrzonych z Inglota. Lakiery bardzo mi się podobają, pomadki jakoś nie przyciągnęły mojej uwagi. Ostatnio nadużywam lipstaina z Sephory. Cream Lip 
stain się to nazywa chyba i miałam dokupić jeszcze 2 kolory na wyprzedaży w Sephorze, może dotrę do jakiejś zanim się promocja skończy (może już się skończyła?)

Zaopatrzyłyście się w coś? Jestem ciekawa co tak naprawdę przyniesie ze sobą Celtica. Do wiosny daleko, ale zima z prawdziwego zdarzenia kiedyś nastać musi. Wiem, że nie wszyscy chcemy, ale taka jest kolej rzeczy.


niebieski i zielony wróciły ze mną do domu








Dzień dobry ;) Tu jest link.

i see fire


obejrzałam Film w środę, był fantastycznej jakości on so many levels
posłuchajcie.

why the sudden change


every night this week



ostatnio na playliście trochę się zmieniło
a trochę nie

czwartek, 26 grudnia 2013

złoty peeling-masaż drenujący eveline cosmetics slim extreme 4d

Dzień dobry, dzień dobry! Dobry wieczór.

Nie było mnie trochę, ale powoli wracam. Dzisiaj będzie na bogato, bo ze złotymi drobinkami! Zauważyłam, że z wiekiem coraz chętniej sięgam po drobinkowe produkty. Niedawno widziałam limitkę Pupa Princess, coś fantastycznego. Nie o limitce Pupy jednak. Ten drobinkowy produkt przyszedł do mnie sam, a właściwie podrzuciła mi go Ania razem z innymi Evelinowymi kosmetykami po Spotkaniu.. O reszcie w przyszłym roku. Dzisiaj innowacja z czystym złotem, czyli wyszczuplający peeling masaż drenujący aka złoty peeling.

Eveline Cosmetics Slim Extreme 4D Złoty Peeling-Masaż Drenujący*

Zacznijmy od tego, że jak widzę kolejny produkt tej firmy ze ściemowym napisem 50 ml gratis to mam ochotę powiedzieć WTF ile można! Promocyjne opakowania są na rynku od lat. To już nie jest żaden gratis tylko oszukiwanie klientów. Z tego powodu nie kupuję już produktów Eveline Cosmetics oprócz odżywek do paznokci z trucizną dobrze działającą używaną z umiarem i w ramach kuracji.

To, że ich nie kupuję nie znaczy, że nie wspominam niektórych miło. Uważam, że lekkie balsamy ujędrniające/antycellulitowe są przyjemne i za drogeryjną cenę w promocji jak najbardziej można się skusić.
Tutaj mamy do czynienia z dużą tubą peelingu pod prysznic. Takie produkty oceniam zawsze pod kontem: 1) opakowania - stojąca tuba z rozsądnie sztywnego materiału jest OK, 2) ostrości drobinek/rozpuszczalności drobinek - dwa czynniki nierozerwalnie ze sobą związane - drobinki, którymi peelingujemy skórę nie mogą się szybko rozpuszczać, bo nic nie zdziałamy. Peelingi tego typu występują czasem pod nazwą "peelingujący żel pod prysznic" i wtedy moje oczekiwania względem takiego produktu są dosyć niskie. W przypadku peelingów z prawdziwego zdarzenia oczekiwania wzrastają. Dużo zależy od BAZY produktu. Zdecydowanie unikam olejowych, gęstych "zapraw", a skłaniam się ku bardziej suchym konsystencjom. Wykonując udany masaż na sucho, możemy tylko zyskać :)

W przypadku tego produktu, opakowanie wymusza niejako mokrą konsystencję. Chociaż może wcale nie.. Chodzi mi o to, że gruboziarniste peelingu są częściej suche i częściej w pudełkach. Rozpuszczalność mogłaby być słabsza albo drobinki ostrzejsze. Nie chcę jednak zbyt surowo się na ten temat wypowiadać, żeby nie wprowadzać Was w błąd. Ten produkt w delikatny sposób zdziera naskórek. To daje mu pewną przewagę na rynku - nadaje się do skóry płytko unaczynionej. Mnie się nie podoba na tyle, żeby kupić go samodzielnie. Wolałabym jednak drobniejsze ziarenka. Z jednak strony może jestem wybredna, ale z drugiej mam skórę sezonowo bardzo wymagającą. Jest przesuszona, łuszczy się, czasami wręcz rozpada. Peeling, na którym mogłabym polegać zdecydowanie jest mile widziany. Może powinnam poszukać na wyższej półce?

Co do działania, które deklaruje producent. Peeling nie działa do 48h, nie rewitalizuje ani nie napina długotrwale.Cena ok 20 zł nie jest bardzo wysoka, może Rossmann zrobi promocję. Kampania marketingowa oscyluje wokół złota, ale nie oszukujmy się, że za taką cenę dostaniemy cokolwiek więcej niż złote opakowanie. Złoto w składzie może i jest (nie pamiętam), ale co z tego. W serii mamy też serum, ciekawe jak szybko się wchłania..
Proponuję producentowi popracować nad rozpuszczalnością i konsystencją. Niech będzie bardziej luksusowa. Zapach nie przeszkadza mi jakoś bardzo, chyba w ogóle go nie rejestruję (katar?). Na skórze, jeśli zostaje, bardzo szybko się ulatnia. Wydajność chyba w normie, może trochę poniżej ze względu na wspomniane czynniki.


Podsumowując, złote opakowanie nie niesie ze sobą produktu zasługującego na (złoty) medal, ale nie dostałam uczulenia podczas jego stosowania ani nie przesuszył mi tragicznie skóry. Po ostatnim ataku AZS w ogóle się nie peelinguję, bo mam rany na skórze i od jakiegoś czasu nie jest możliwe. Nawet smarowanie balsamem boli.

Podsumowując raz jeszcze - po Eveline nie spodziewałam się czegoś "wow", ale nie było najgorzej. Na pewno peeling mi się przydał na szybkie wieczorne zdzieranie naskórka. Mam jeszcze kilka produktów do przetestowania, więc zobaczymy. Myślę jednak, że w kontekście całego rynku drogeryjnego i na tle innych produktów Rossmanna, ten peeling utrzyma się na swoim średnim miejscu. Kwestii wyszczuplającej w ogóle nie zaszczycę swoją uwagą, bo wiemy, że wyszczuplają ćwiczenia i dieta.

Mam nadzieję, że recenzja okaże się pomocna. Próbowałyście? Może macie inne wrażenia z używania? Dajcie znać :) Jestem ciekawa Waszych opinii.

Pozdrawiam bardzo bardzo,
Mam nadzieję, że ostatnie dni grudnia mijają Wam tak, jak macie ochotę.
Trzymajcie się ciepło i pijcie wodę. Ahojka!

Stri

czwartek, 12 grudnia 2013

totalny brak czasu

wziął się stąd, że pracuję po 12 godzin codziennie i miałam mieć wolne jutro i poniedziałek albo środę, ale nie będzie wolnego przez kolejny tydzień, a taki jeden dzień to kropla w morzu potrzeb. Niczego się nie da zrobić tak naprawdę, Kot chodzi zaniedbany, ja chodzę niezbyt ogarnięta (chociaż pracuję nad tym i np zdążyłam kupić prezenty na mikołaja i częściowo na święta, no i swój urodzinowy ;P jeszcze 10 dni!). Tak sobie myślę, że czasu na dzieci bym nie znalazła, a kwestia pracowania po 12 godzin jest otwarta gdyby zwiększyć zarobki. W minioną sobotę udało mi się dotrzeć do sosnowca na spotkanie blogerek śląskich, gdzie po raz kolejny zobaczyłam się z Kapryskiem, a po raz pierwszy miałam przyjemność spotkać się z Dziewczynami ze śląska. było super, chociaż krótko. Relacja kiedyś jak będę miała czas, żeby ogarnąć.

Produktowo zdradzę Wam, że króluje u mnie podkład Revlon ColorStay w kolorze 180 Sand Beige (jakoś tak), polubiłam puder Glazel, a także tusz Maybelline Rocket coś tam. Pielęgnacyjnie peelinguje się złotym Evelinem, a na twarz ostatnio nakładam nieśmiało testując świetny nawilżacz Sesdermy z linii Hidraderm. Kremy Yves Rocher nie dobiegły co prawda końca, ale w trudnych zimowych warunkach już się nie sprawdzają. O tym też chcę Wam opowiedzieć. Przez ostatnie kilkanaście dni nie udało mi się włączyć komputera na dłużej niż chwilę trzy razy albo może dwa. Jestem trochę chora, wspomagam się Modafenem. Nie mam kiedy słuchać muzyki ani czytać książek. Przestałam oglądać seriale. Jestem w takiej sytuacji, że nie wiadomo jak do tego podejść inaczej niż przeczekując nawał pracy. Zresztą niedługo mi się skończy i będzie bezrobocie. Wiedziałyście, że w galeriach handlowych 80% pracowników ma wyższe wykształcenie?

Dobry wieczór.
Trzymajmy za siebie kciuki,

Stri

sobota, 7 grudnia 2013

balsam do ciała o zapachu budyniu czekoladowego | balea young bodylotion sweet wonderland


Dzień dobry, dzisiaj znowu o balsamie, ale tym razem o zapachu budyniu czekoladowego :)

Kupiłam go w pobliskim sklepie niemieckim, których w Często jest kilka i są nawet dość przyjemnie zaopatrzone. Co prawda nie w P2 i inną kolorówkę, ale pielęgnacja Balea i Essence kremy zimowe są. Chwilowo nie ma, bo chyba będą dopiero po świętach, ale generalnie są. Sweet Wonderland jeszcze się nie skończył (butla ma 400 m), ale pomyślałam sobie, że jest idealna pora roku na takie budyniowe zapachy i jeśli się natkniecie to warto kupić.

Cena. Zapłaciłam za niego 11 zł, co jest dopuszczalną ceną. Podejrzewam, że w DM ten produkt kosztuje 3 razy mniej, ale OK. Pojechali, kupili, przywieźli, jest na miejscu. Kupuję. Bombowo ;)
Opakowanie ma charakterystyczną dla tych wydłużonych 400 ml opakowań szyjkę, dobry zatrzask i zawiasy. Nie widzę tutaj możliwości pojawienia się problemów podczas wydobycia. Wszystko gra, nie trzeba się martwić. Plastik jest solidny, ale balsam wydobywa się sam.
Zapach przypomina mi budyń czekoladowy, konsystencja w zasadzie też, może troszkę bardziej kremowy budyń, ale nie jest to takie typowe mleczko ani typowy krem. Zapach utrzymuje się przez jakiś czas na skórze, po pewnym czasie się ulatnia. Trudno powiedzieć czy przesiąkają nim ubrania, może ja się przyzwyczaiłam i go nie czuję, ale on jest? :)
Wchłanialność jest dość dobra. Mimo, że produkt nie ma cienkiej konsystencji, wchłania się szybko i możemy po kilku minutach od rozpoczęcia aplikacji już zacząć się ubierać.
O wydajności nie mogę się wypowiedzieć w pełni, bo nie używałam/używam codziennie, ale 400 ml spokojnie wystarczy na kilka/naście tygodni takiego stosowania.
Najważniejsze na koniec - działanie. Balsam nawilża skórę w pewnym stopniu (pamiętajmy o piciu wody i zakręcaniu kaloryferów), na pewno zmiękcza i wygładza. Nic nadzwyczajnego, ale cieszy oko, no i mam satysfakcję, że dorwałam coś z deemu.

Co z zagranicznej drogerii gości w Waszych kosmetyczkach? ;) Coś na pewno ;P

Buziaki, ahoj!
Stri

Ps. Jest dużo emocji, bo właśnie jadę na spotkanie z Dziewczynami do Sosnowca. Spodziewam się, że pogadamy, zjemy kapkejka i napijemy się kawy. Wieczorem wracam, moja Mama robi pizzę, będzie się działo! :)

czwartek, 5 grudnia 2013

truskawkowa pomadka ochronna mythos

Dzień dobry, dzień dobry! Jak się macie? U kogo spadł śnieg, a kto cieszy się suchą mroźnawą pogodą? U mnie jakkolwiek by nie było, zawsze jest mi za zimno. Jakoś sobie z tym radzę, raz lepiej, raz gorzej. Uwielbiam grudzień. To moja ulubiona pora roku. Po pierwsze - cały miesiąc obfituje w niespodzianki i różne ciekawe wydarzenia, po drugie - jest zima, po trzecie - idzie nowe. Zawsze nowe, a zmiany są dobre.

Dzisiaj opowiem Wam o pomadce ochronnej. Z tymi pomadkami to jest tak - mam ich dziesiątki. Często kupuję i rozdaje rodzinie/znajomym (zwłaszcza mężczyznom, którzy sami niekoniecznie wiedzą którą wybrać). Dziewczyny też dostają, ale One wolą kolorówkę jednak :) Dziesiątki więc.. teraz ta liczba się zmniejszyła, zresztą już nie otwieram kilku na raz i trochę zużyłam, wiadomo - jesień/zima. Lubię też pomadki gadżety. Kiedyś Angel rozdawała pomadkę z plusa (która akurat nie wpisała się w moje potrzeby), innym razem trafiła mi się pomadka Volkswagen z targów we Frankfurcie (którą zgarnął narzeczony Przyjaciółki). Nie wiem kto je produkował, skład był raz lepszy raz gorszy, ale generalnie opakowania są takie inne, więc coś się dzieje. Postów o pomadkach będzie więcej, a może powinien być jeden zbiorczy? Anyways, dziś o Mythos.

Pomadka jest w bardzo ładnym różowym opakowaniu (w takim mocnym odcieniu różowego). Tego nie widać, ale musicie uwierzyć mi na słowo. Opakowanie zdecydowanie zachęca do używania, chyba, że ktoś woli stonowane barwy ziemi. Myślę, że będzie fajnym gadżetem do torebki.. Może bardziej na lato, ale w sumie czemu nie na zimę. Ja właśnie kupiłam sobie letnio wyglądające okulary i w nich śmigam :)


Skład jest zaskakująco przyjemny. Masło shea, oliwa z oliwek, mamy wosk pszczeli i masło kakaowe.. niem amy natomiast parabenów, oleju mineralnego, edta, bht, silikonów, barwników syntetycznych ani gmo :)

Zapach nieco chemicznej truskawki mi nie przeszkadza, przezroczysto różowawy sztyft jest całkiem ciekawym widokiem (zawsze to "coś innego"). Dobrze się rozsmarowuje, nie ma problemu z użytkowaniem, w końcu to tylko pomadka ochronna. Co tu komplikować? Wydajność bardzo duża, a skuteczność..? Tu już gorzej, bo na zimę na pewno nie, ale pamiętajmy o niej kiedy będzie zbliżać się wiosna/lato. Kolor nastraja, przynajmniej mnie nastroił kiedy ją dostałam na sierpniowym spotkaniu do testów. Po pierwszym użyciu czułam, że usta były przyjemnie gładkie. Nie wykluczam powrotu.

W tej chwili używam Tisane, ale nie czekając na Mikołaja sprawiłam sobie mały prezent w tej kategorii. Długo wyczekiwany, jutro się pochwalę ;P

Buziaki ahoj!
Stri

środa, 4 grudnia 2013

ekskluzywnie tylko w nazwie, czyli owocowy krem do rąk i paznokci exclusive cosmetics



Dzisiaj produkt, który mi się nie podobał. Trafił do mnie przypadkowo, na spotkaniu w goodie bag. Zapach jest średni, wchłania się szybko, ale nie nawilża na tyle, żeby zaspokoić moje potrzeby. Wydajność jest średnia, bo konsystencja zalicza się raczej do lekkich. Cena pewnie nie jest wysoka, ale co z tego. Zwyczajny krem do rąk, który nie pachnie tak jakbym chciała. Ma 125 ml. Nie wiem jak inaczej go podsumować i co jeszcze miałabym napisać. Nie jestem zwolenniczką bardzo krótkich recenzji, ale naprawdę tutaj nie da się już nic powiedzieć. O, może jeszcze, że nie zauważyłam poprawy skóry ani kondycji paznokci, a opakowanie było miękkie aczkolwiek to by mi nie przeszkadzało gdyby kosmetyk działał fantastycznie.

Exclusive Cosmetics, Krem do rąk i paznokci. Owocowy.
Czy nie każdym kremem do rąk smarujemy paznokcie? To tak na marginesie.

Wieczorny post marudy wyszedł. Jeszcze tylko trzy godziny i do domu ;)
Napijcie się herbaty na rozgrzewkę!
Stri

yves rocher cacao collection, czyli limitowana czekoladowa linia produktów na święta 2013





Pomyślałam, że podsumuję. Moje recenzje znajdziecie tutaj: krem do rąk pistacja, żel z drobinkami pomarańcza, balsam malina. Idę dzisiaj po raz kolejny rozważyć zieloną bombkę :) Podoba mi się zapach i wygląd też, chociaż złota podoba mi się bardziej, ale zapach jest niedopuszczalny ;P

Dzień dobry, już południe. Jak mija środa?
Trzymajcie się ciepło!
Stri

wtorek, 3 grudnia 2013

po polsku i naturalnie, czyli epona cosmetics balsam do skóry wrażliwej i problemowej


Balsam do skóry wrażliwej i problemowej Epona* na rozgrzewkę, bo od dawna próbuję tutaj dotrzeć i dopiero teraz się udało. Jest 19:56, mam półtorej godziny na blogowanie. Ciekawe ile mi ten post zajmie.
Okay, dzisiaj o balsamie. Właściwie chcę Wam powiedzieć o dwóch produktach. Jednym wysublimowanym, który miał być ratunkiem dla zniszczonej i cierpiącej skóry i drugim, który miał być średni i niczego się po nim nie spodziewałam, a zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Gdyby nie zawodnik numer dwa, dzisiejsza recenzja wyglądałabym trochę inaczej.

Po pierwsze, krótka charakterystyka skóry. Atopowa, alergiczna, zniszczona, zaczerwieniona, szczypiąca, boląca (nie wszędzie, ale na dużych obszarach jak następuje atak azs), mam problemy różnorakie, bo i pokrzywka i łuska i przesuszenia i rogowacenie i wczoraj ledwo zdjęłam spodnie, bo skóra mi się starła na wewnętrznej stronie ud. Kiepskawo powiem Wam, zwłaszcza jak nadchodzi zima albo wiosną też, ale teraz zima, więc zima.

Zwykle tego nie robię, ale dzisiaj Wam zacytuję słowo od producenta.

 Zawartość wielu substancji aktywnych: oleju ze słodkich migdałów, oleju z awokado, skwalanu roślinnego, trójglicerydu kwasu kaprylowego i kaprynowego oraz naturalnej witaminy E w połączeniu z mlekiem klaczy zwalcza stany zapalne i nadwrażliwość. Skóra wygląda zdrowo i jest aksamitna w dotyku, ponieważ balsam działa kojąco i łagodząco, jednocześnie wygładza i nawilża.

Na postawie moich długoletnich doświadczeń jest tak: pierwszy lepszy balsam może sprawić, że nasza skóra wygląda zdrowo i jest wygładzona i może nawilżać (na krótko, ale może). Od balsamu z mlekiem klaczy oczekiwałam rezultatów bez ściemy. 150 ml pozwoliło mi na 3-4 tygodnie testów, ale też nie na całym ciele zawsze. Smarowałam obszary najbardziej poszkodowane i narażone (czyli np "ocierające się" miejsca i tam, gdzie skóra jest "cienka"). Oczywiście, że wolałabym kilkumiesięczną kurację dla miarodajnych testów. W takiej sytuacji, mogę wypowiadać się jedynie na temat doraźnego działania produktu.

Skład jest taki: Aqua, Equae Lac, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond Oil), Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Persea Gratissima (Avocado)Oil, Sorbitan Stearate (and) Sucrose Cocoate, Squalene, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol

Zacznijmy od opakowania. Bardzo mi się podoba, że air-less i że pompka działa i ma średnicę butelki. Każdy balsam mogłabym mieć w takim opakowaniu. Rozumiem, że to robi cenę. Kartonik bym sobie darowała, bądźmy szczerzy. Kartoniki robiły na mnie wrażenie dawno temu, teraz patrzę już na inne rzeczy w kosmetykach. Chociaż są firmy, które spektakularnie pakują zamówienia, ale to inna sprawa. Anyways, kartonik niepotrzebny, ale całość robi dobre wrażenie w takim sensie, że jest czysto i schludnie i widać, że ktoś zadał sobie trud i pomyślał.

Zapach jest nieco przykry, chociaż nie jakiś tragiczny. Po prostu skład jest bardziej apteczny niż drogeryjny, więc zapach podąża. Konsystencja jest lekka, ale w sensie emulsyjnym. Kosmetyk rozsmarowuje się trochę koszmarnie. Trwa ta cała impreza i trwa, trochę trzeba się napracować. W końcu jednak następuje ten moment i jesteśmy posmarowane i wchłaniamy się. Spokojnie można założyć ubranie i żyć, ale ja wolałam smarować się wieczorem tak na całego, bo 1) wystarczał mi raz dziennie, 2) łatwiej było znieść kiepską rozsmarowywalność. Do rana balsam był całkowicie wchłonięty i pod prysznicem nic się ze mnie nie zmywało. Za to wielki plus. Jak wyglądała skóra? Była w lepszym stanie, ale trzeba było do tego dojść stopniowo i odstawienie produktu od razu zaowocowało powrotem do jej kiepskiego stanu.

Sam pomysł wykorzystywania prostych rozwiązań (mleko klaczy) wzbudza moje uznanie. Jeździłam przez dekadę konno, więc dla mnie to fajny bonus. Jestem na tak, zresztą również dlatego, że są to polskie kosmetyki naturalne. Warto o nich pisać i mówić, może ktoś spróbuje i dla niego to będzie strzał w dziesiątkę. Dla mnie było to ciekawe doznanie. Myślę, że rozumiem pomysł/zamysł i kibicuję, ale wątpię, żebym wróciła do balsamu. Testuję nowe produkty przez większą część roku, a kiedy dzieje mi się krzywda wracam do sprawdzonych dermokosmetyków. Dodatkowo, krótko po tym jak zużyłam Eponę wzięłam się z bardzo dużą dozą dystansu do testów pewnego produktu do ciała, który okazało się, że jest absolutnie genialny i wpisuje się w moje obecne potrzeby bardzo. Bardzo. O nim wkróce :)

Dostępny w sklepie internetowym KLIK w cenie 39 zł, przesyłka gratis.

Powiedzcie mi, co sądzicie na temat mleka klaczy w kosmetykach? Sprawdza się u Was? Macie swoje ulubione awaryjne produkty atopowe? Jest kilka produktów, których jeszcze nie wypróbowałam, ale zamierzam.. przecież nie da się używać wszystkiego jednocześnie, więc powoli spokojnie dojdziemy do tego.

Życzę Wam udanego wieczoru i wspomagających skórę zimą balsamów. Mnie wydaje się, że jest niedzielny wieczór, bo miałam dwa dni wolnego i jutro do pracy, ale tak naprawdę jest wtorek. Dochodzi dziewiąta, więc trochę mi ten post zajął. Oh well. Mam nadzieję, że Wam się podobał.

Tęsknię. Może jutro uda mi się coś napisać, ale ciężko jest pracując od 9 do 21 prawie codziennie (a jak nie codziennie to coś robię, np siódmego będę w Sosnowcu jeść kapkejki z koleżankami po fachu, a w poniedziałek spędzę caaaaały dzień z moją Przyjaciółką, która przylatuje z daleka:). Mam tyle nowości i denek nawet też i w ogóle spostrzeżeń na tematy różne, że hej. Tylko czasu brak.. ale nie narzekam ;)

Buziaki ahoj,
Stri

Ps. Ten post zaplanowałam na 12 listopada, ale jak widać mam mały poślizg. Argh.

czwartek, 28 listopada 2013

oliwkowy żel pod prysznic i suszarka sufitowa

 photo P1220045_zps20e93168.jpg

"Nowość" w łazience. Żel pod prysznic Oliwka, który trafił mi się kiedyś w gratisie jeszcze jak ulotki z YR do mnie przychodziły (teraz już nie przychodzą, od miesięcy). Ładnie pachnie, ma zielony odprężający kolor i można na nim polegać. Pieni się, w kąpieli również. Żele z serii PN znam od lat i bardzo lubię, polecam. Zwłaszcza w gratisach do zakupów ;)

Cena 15,9 zł za pojemność 400 ml - całkiem spoko, ale taniej nie będzie, bo PN objęte jest wiecznym zielonym punktem. Nie podoba mi się polityka zielonopunktowa w Polsce. Za granicą jest inaczej, zielony punkt się zmienia tzn produkty oznaczone zielonym punktem się zmieniają i co roku obniża się ceny jednej serii i przez rok jest ta cena niezmienna, co jest i dobre i złe, ale jest. W PL natomiast produkty z zielonym punktem się mnożą, ceny są tak samo (wysokie/niskie) i nie można ich podpiąć pod katalogowo-mailingową promocję.

Producent twierdzi, że nie wysusza skóry, ale moją wysusza (tak samo jak niemalże wszystko). Nie ma jednak problemu, bo po prysznicu/kąpieli używam balsamu/mleczka/masła/czegoś nawilżającego.

To taki krótki post na powrót. Dużo pracy miałam, więc czasu na cokolwiek było/jest mało. Oprócz wieludziesięciu różnych spraw mam problemy typu "jak długą suszarkę sufitową kupić?". Obstawiam, że im dłuższa tym lepsza. Musi mi się zmieścić pościel.. Dylematy..
Chciałabym Wam opowiedzieć o kilku produktach i niebawem to uczynię. Dużo rzeczy się skończyło, opakowania poszły do kosza (nie można było już czekać ;P). Chwilowo wstrzymałam dodawanie nowości czy zastępowanie jednych kosmetyków drugimi po prostu dlatego, że nie mam czasu i używam kilku wypróbowanych i współgrających ze sobą rzeczy do pielęgnacji i makijażu. Coś na ten temat też będzie.

Życzę Wam dobrej nocy, mam nadzieję, że żyjecie w szczęściu i zdrowiu.
Buziaki, ahoj! :*

Stri

piątek, 22 listopada 2013

krem do rąk czekolada i pistacja kuszący zapachem orzechów w gorącej czekoladzie | świąteczne edycje limitowane yves rocher


Ostatni produkt, który dostałam do testów to pistacjowy krem do rąk z nutką czekolady.
75 ml orzechowego kremu zatopionego w czekoladzie. Nie pachnie jak Nutella, troszkę bardziej jak migdały albo właśnie pistacje. Mnie bardzo się podoba, ale jeśli mam oceniać działanie kremu do rąk na moją suchą skórę.to jest raczej średnie. To jest taki krem, który szybko się wchłania i nadaje się do użycia tu i teraz.

Bardzo podoba mi się opakowanie, jest brązowe i matowe. Zatyczka nie rozczarowuje.
Zapach jest świetny, tak jak wspomniałam - Nutella nie, ale np awokado. Ma taki świeży zapach, ale taki świeży jak orzechy albo awokado właśnie. Coś świeżego z nutką kakaowej dekadencji.. ale bez przesady ;)

Wydajność kremów do rąk zawsze jest wysoka kiedy systematyczność jest niska ;) Tutaj z systematycznością nie ma problemu, bo po pierwsze przyjemnie się używa, a po drugie nie nawilża na wiele godzin.

Jeśli szukacie kremu do rąk, bo macie popsutą skórę sięgnijcie po coś hardcore'owego. Jeśli szukacie przyjemnego pachnącego i lekkiego - ten produkt jest dla Was.

Udanego weekendu! Mój będzie pracowity, ale w przyszłym tygodniu będę miała dzień lub dwa "na komputer" ;)

Buziaki, ahoj!
Stri

musujący żel pod prysznic z drobinkami czekolada i pomarańcza nawiązujący do zapachu cukierków z dzieciństwa | świąteczne edycje limitowane yves rocher

Dzień dobry,

W sklepach stacjonarnych pojawiły się już smakowite nowości Yves Rocher. W poprzednim poście opowiadałam Wam o balsamie. Jutro zamierzam powąchać zieloną wersję żelu z drobinkami, a na recenzję czekoladowo-pomarańczowego wariantu zapraszam Was dziś. Za kilka godzin słów kilka na temat kremu do rąk.


(klikając w link przeniesiesz się do sklepu internetowego)
 
Opakowanie na piątkę z plusem. Plastik, przezroczysty. Kula z prostą nakrętką. W środku migoczące śliczne drobinki. Naprawdę można siedzieć w wannie i patrzeć na żel w butelce. Funkcjonalność jest już mniejsza, bo przecież najlepsze są pompki, ale w przypadku tego produktu nie chcę żadnych pompek i to nie o funkcjonalność tutaj chodzi. Ma być ŁADNIE.
Konsystencja żelu nie zaskakuje, żel jak żel :) Zapach jest kwestią indywidualną. Mnie się nie podoba wcale, ale Kobiety, które przewinęły się przez moją łazienkę przez ostatnie tygodnie w większości przypadków miały odmienne zdanie. Kojarzy się ze Świętami, jest pyszny jak czekoladki w kolorowych błyszczących papierkach.

Wydajność w normie, butelka 250 ml. Dużo, na pewno więcej niż 200 ml. Działanie dwutorowe. Myje/oczyszcza skórę poprawiając humor. Fanów delicji zachwyci zapachem. Śmiem twierdzić, że wszystkim, którzy w dzieciństwie jedli pomarańczowe galaretki w czekoladzie ten produkt przypadnie do gustu. Tym, którzy nie jedli może też ;) Nie wiem czy wysusza tak bardzo skórę, nie odczułam większego niż zwykle po kontakcie z wodą wysuszenia. Produkt nie musuje. Nie wiem dlaczego nazywa się musujący.


Cena 19,90 PLN to kwota w sam raz. Uważam, że taka kosmetyczka bombka będzie świetnym prezentem dla kogoś, kto lubuje się w takich słodkich zapachach :) Dam Wam znać co sądzę o zielonej wersji jak już trafi w moje ręce.

Miłego dnia! Noście czapkę.
Buziaki, ahoj!
Stri

poniedziałek, 18 listopada 2013

mleczko do ciała czekolada i malina inspirowane pralinką | świąteczne edycje limitowane yves rocher

Dobry wieczór,
zapraszam Was na recenzję mleczka do ciała malinowo-czekoladowego Yves Rocher* wchodzącego w skład świątecznej dużej limitki . Jest to część malinowo-czekoladowej linii inspirowanej czekoladkami :)
 
 Cena 19,90 zł
Pojemność 300ml

Dostępność w sklepie internetowym Yves Rocher, salonach stacjonarnych.
Opakowanie to miękka plastikowa 300 ml butelka z działającym zatrzaskiem.
Konsystencja dosyć lekka i jakby puchata jak na balsam. Na pewno umożliwi wykorzystanie produktu do końca. Właściwie produkt ma konsystencję mleczka. Bardzo szybko się wchłania.
Zapach jednak różni się od kremu do rąk Balea. Jest malinowy, ale z ciepłym echem czekolady. Ja tego zapachu nie lubię jakoś szczególnie, ale zebrałam kilka komplementów na ten temat, więc coś musi w nim być. Określiłabym go jako taki mus malinowo-czekoladowy, coś na miarę torcików Consonni.
Wydajność tej 300 ml butli oceniam na normalną. Smarowałam się raz dziennie, czasem dwa razy i w ciągu 3 tygodni zużyłam jakieś pół, może więcej.
Działanie zgodnie z nazwą - balsam perfumowany pachnie. Nawilża i zmiękcza skórę na krótko - kilka godzin maksymalnie. Zdziwiła mnie jednak obecność mocznika tak wysoko w składzie. Nie wiem jak sprawdzi się na bardzo bardzo suchej skórze w sensie podrażnień i alergii, ale to nie jest produkt do skóry dotkniętej takimi problemami, więc nie widzę problemu. Nie wiem czy zgodzę się z "kremową, obfitą i nawilżającą formułą" niemniej jednak nadawał miękkości skórze i był przyjemny. Nie spływał rano pod prysznicem ze skóry, więc możemy ocenić go jako sensownie wchłaniający się, a nie tylko otulający/oblepiający (działający okluzyjnie). Składniki: ekstrakt z malin, woda z bławatka, woda z ziaren kakao (i inne).

Następny w kolejce będzie migoczący żel pod prysznic przypominający bombkę :) Święta już niebawem, chociaż jeszcze został miesiąc.. 5 tygodni. Czy to naprawdę aż tak długo?

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. Mniej mnie tutaj, bo dużo pracuję.
Mam nadzieję, że jesteście zdrowi i ogrzani, podobno śnieg ma nastąpić w przyszłym tygodniu.

Buziaki ahoj!
Stri

piątek, 15 listopada 2013

czarny tusz do rzęs z klasyczną szczoteczką | catrice better than false lashes volume mascara


W opisie tuszu Catrice Better Than False Lashes Volume Mascara* widzimy obietnicę rzęs lepszych niż sztuczne. Maskara ma zwiększać objętość i faktycznie to robi (chociaż bez przesady), ale da się nią osiągnąć również w miarę naturalny efekt. Ja nie umiem użyć kilku warstw tuszu, po prostu nie wychodzi mi. Poniżej widzicie działanie tuszu, w takiej formie jakiej doświadczałam używając go codziennie.


Nie mam zastrzeżeń co do koloru. Czerń to czerń, bez wątpienia. Zapachu nie zarejestrowałam. Być może jakiś kosmetyczny, ale w ogóle go nie zauważyłam. Trwałość jest dobra, ale do czasu. Tusz codziennie po pracy znajdowałam pod oczami. Podejrzewam, że rozpływał się delikatnie kiedy nie patrzyłam i zbierał się w "zmarszczkach" gdzie czekał aż zobaczę go w lustrze, w którym przeglądam się codziennie w drodze do i z pracy. To dwa razy dziennie, ale rano wszystko jest okay z tuszem ;)


Tusz nie osypuje się w formie kawałeczków czy małych kropek. On się tak jakby.. rozmazuje. Zwłaszcza jak oczy mi płaczą, bo wiatr wieje. Jednocześnie warto zaznaczyć, że dzieje się to tylko na dolnej powiece i tusz zbiera mi się w załamaniach tuż przy linii rzęs. Rzęsy wyglądają dobrze i właściwie powiedziałabym, że nawet tak samo jak na początku dnia tuż po nałożeniu, ale w rowkach pod oczami robią mi się czarne kreski. Ostatnio jest też mokro, więc później doszłam do wniosku, że przydałaby się mascara wodoodporna i takowa nastąpiła, ale o niej w późniejszym terminie.


Szczotka (zdjęcia szczotki, klik!) jest kluczowa w tym tuszu, bo formuła nie wydaje mi się być wyjątkowa. Mamy tu klasyczną szczotkę, która jest zaprojektowana w taki sposób, żeby dotrzeć do najmniejszych włosków, ale jest też na tyle duża, że można ładnie okręcić wokół niej rzęsy za "jednym pociągnięciem". Bardzo przypomina mi tusz Yves Rocher Sexy Pulp, jeden z moich ulubionych.

Wydłuża, podkreśla i pogrubia, ale nie podkręca. Moich rzęs nie podkręca nic poza zalotką.. Raczej się nie zdarza. 12 ml pojemności to dosyć dużo, na pewno tusz wystarcza na dłużej niż moje przepisowe 3 miesiące. Do użycia przydatny jest przez 6.

Ma przyjemnie ni to mokrą ni suchą konsystencję, więc jest na tyle mokry, że się nie "zacina" na rzęsach, ale dość szybko wysycha. Czuć go pod palcami na rzęsach, ale to nas nie dziwi jako, że nie jest to woskowy tusz miękki i elastyczny. Nie robi efektu Kenpachiego, zakończenia rzęs mogą pozostać ostre, no chyba, że wolimy je sobie "zakończyć na prosto" to też się da. Podejrzewam, że na rzęsach krótkich będzie wyglądał inaczej niż na takich jak moje - długich i w miarę obfitych aczkolwiek wypadających.

Podsumowując - uważam, że jest to dobry produkt i sama po niego sięgnę jeśli będę potrzebowała tuszu z klasyczną szczotką, a nie będę chciała wydawać zbyt dużo kasy. Tym razem wybiorę formułę wodoodporną (jeśli będzie mokra pora roku) albo na dolne rzęsy wymyślę coś innego. Ważna informacja - jeśli nie malowałam dolnych rzęs nie było żadnego roztapiania się/osiadania w zmarszczkach, więc to pewnie jednak kwestia łzawienia moich oczu. Jednocześnie uważam, że na polską jesień i zimę potrzebuję tuszu wodoodpornego. Po takowy sięgnęłam jakiś czas temu i moje wrażenia wkrótce.

Cena to 18,99 zł, do nabycia w Hebe i Superfarmie.

Piątek, piąteczek, piątunio jak to mówi dzolls. Bawcie się dobrze.
Ja dzisiaj pracuję do jutra, a właściwie to chyba następny dzień wolny będę miała w grudniu. Lol.
Nie chcę o tym myśleć.

Buziaki ahoj,
Stri




don't nobody know my


czwartek, 14 listopada 2013

uczuliła mnie maseczka | rilanja vital antifalten-maske

Cześć Dziewczyny,

Godzinę temu wrzuciłam na instagram maseczkę, chwilę później wrzuciłam ją na twarz, a potem szybką ją zmywałam, bo oczywiście mnie uczuliła. Zaczerwienienie, szczypanie, dyskomfort. Wiadomo. Ratuję się wodami termalną Avene i winogronową Caudalie. Polecam. Dam znać co się dalej wydarzy, nadal mnie boli twarz ;)

Zawinił ten produkt: Rilanja Vital Antifalten-Maske mit Mandelol und Sheabutter.


Maseczka jest podwójnie pakowana, co widać na zdjęciu 2 x 7,5 ml. Bardzo dobrze się ją nakłada, jest kremowa, ale puszysta. Pachnie delikatnie, ładnie. Myślałam, że może być nieco za bogata, ale okazuje się, że skończyła się dla mnie tragicznie. Zdjęcie ze składem wkleję jak się wyrobię jutro, ale uzupełnię. Tymczasem jeśli macie ochotę ją kupić to weźcie pod uwagę, że u naczynkowca się nie sprawdziła.

Miłego wieczoru, buziaki!
Jutro szalony dzień, dużo pracy przez większość doby, a nawet kilku najbliższych.

Stri

kremowy cień do powiek | essence eye sorbet 02 illuminating raspberry

Nowości Essence na sezon jesienno-zimowy 2013 ciąg dalszy. Wspominałam Wam o kremowym różu, teraz czas na cień Eye Sorbet w kolorze drugim Illuminating Raspberry*. O ile róż służy mi dzielnie i jego kolor i wykończenie (jakkolwiek letnie, to i tak mi pasuje) się spisują to tutaj jest trochę obok moich potrzeb.


Sam cień znajduje się w szklanym opakowaniu, ale w przypadku kolorówki szkło moim zdaniem na plus - nic mi nie pęknie przy upadku na podłogę (raczej nie maluję oczu mając pod stopami kafelki lub pod sobą szkło), a produkt dobrze leży w dłoni. Wydostawanie cienia z opakowania możemy uskutecznić pędzlem lub palcami albo szpatułką. Ja przeważnie mam za długie paznokcie, a wyciąganie wierzchem paznokcia nie wydaje mi się zbyt higieniczne, więc posługuję się np końcówką pędzla (tzn trzonkiem). Anyways, nie jest to nic zaskakującego. Nakrętka jest plastikowa, ale nie zapowiada się źle. Wszystko się dokręca i jest bezpieczne w słoiczku. Zapachu nie zarejestrowałam, to też na plus.

Konsystencja musu nawiązuje do nazwy eye sorbet, a może nawiązuje też do koloru, który jest takim bardzo chłodnym rozbielonym musem owocowym ze srebrnymi drobinkami. Do mojej karnacji nie jest zbyt dobrze dobrany, ale znalazłam dla niego zastosowanie m.in. w postaci bazy pod jasne cienie matowe. Ślicznie przebijają spod cielistych matów drobinki małego skrzącego się pyłku. Oczywiście solo też można, ale nie jestem przekonana do makijażu typu no make up, ale jakieś drobinki na powiece są. Niewątpliwą zaletą cienia, który nie ma ekstremalnej pigmentacji jest jego uniwersalność, ponieważ można go nałożyć: solo, pod cień, na cień kremowy, urozmaicić nim kreskę, użyć jako rozświetlacza.

Na skórze nie robi grudek, rozprowadza się równomiernie i rozciera łatwo pod palcami. Chyba nawet łatwiej pod palcami niż pędzlem, ale to pewnie zależy od pędzla. Ja używałam zwykłych języczkowych, może nieco za sztywnych.

Essence Eye Sorbet 02 Illuminating Raspberry swatches

Wyrobiłam sobie nawyk używania bazy pod cienie w każdym makijażu oka, więc również pod mus nałożyłam takową, cień solo (bez przykrycia niczym pudrowym, ale na bazie) wytrzymuje cały dzień, aż do zmycia tak jak wszystko na bazie. Kolor można budować dodając kolejne warstwy, ale i tak pozostaje dosyć delikatny, bo po prostu taki jest. Pigmentacja jest dobra, pokrycie powieki nie stanowi problemu, ale jak same widzicie kolor jest raczej z tych naturalnych i prześwitujących, bo składają się na niego głównie iskrzące drobinki.

Ciekawostką jest efekt chłodzący, ale nie zaobserwowałam go. Pewnie też dlatego, że teraz jest mi cały czas zimno i rano nakładając makijaż zimnymi palcami najzwyczajniej w świecie jedyne co mogę zrobić to ochłodzić sobie wszystko, czego dotykam. Nie wiem czy to wada czy zaleta, takie chłodzące właściwości kosmetyków do makijażu, ale jeśli faktycznie jest to produkt chłodzący to nie na tyle intensywnie, żeby było to coś strasznego.

Cena to 11,99 zł. Kolorów jest sześć.
Dostępne w Hebe i Superpharm.

Okay, chwilowo tyle. Życzę Wam udanego czwartku.
Mam nadzieję, że będzie łatwiejszy niż się zapowiadało.
I mam nadzieję, że będzie nam ciepło. O.

Buziaki, ahoj!

Stri

wake me up


wszystko przez to, że nie słucham radia w pracy i dopiero w miniony weekend odkryłam wszystkie bieżące przeboje ;P moim skromnym zdaniem jedna z lepszych wariacji na temat wake me up (pamiętacie when september ends? tamto było bardziej emo)

środa, 13 listopada 2013

lakiery piaskowe wibo | matowy wow sand effect i drobinkowe wow glamour sand


Sietku, ten post jest dla Ciebie.

Nikogo nie zdziwi, że kupiłam piaski. Weźcie je pod uwagę podczas -40% w Rossmannie na kolorówkę.
Ja je zeswatchuję kiedyś wkrótce. Trzy drobinkowe, jeden mat.

Wibo wow sand effect 4
Wibo wow glamour sand 1, 2 i 4.

Taka sytuacja.
Dobry wieczór.
Zimno strasznie, może powinnam poćwiczyć zamiast marudzić, że herbata jest niewystarczająco rozgrzewająca. Kto wie, kto wie.. Czuję się choro, ale może po prostu jestem taka zasiedziała zastygnięta. Hmn.. Wszyscy ćwiczą, wszyscy paleo i endomondo. Też sobie kupiłam endomondo, ale od tamtego czasu nie udało mi się odbyć żadnego treningu. Fail. Oh well. Cóż. Okay, no dobra. Spróbować mogę, może sobie potańczę do Ellie.

Co robicie w tej piękny środowy wieczór?
Stri

pollena ostrzeszów biały jeleń żel pod prysznic hipoalergiczny premium z kryształem górskim i oligominerałami dla skóry wrażliwej ze skłonnością do alergii


Cześć Dziewczyny,

Dzisiaj znowu mokry kosmetyk "kąpielowy", tym razem żel pod prysznic hipoalergiczny premium Biały Jeleń ze stajni Polleny Ostrzeszów*. Biały Jeleń kojarzył mi się przez długi czas tylko z białym (szarym?) mydłem. Później marka zaczęła się chyba rozwijać, bo od jakiegoś czasu na blogach widać te kosmetyki coraz bardziej. Przeważnie są oceniane jako "normalne" i również ta recenzja nie będzie pełna nadzwyczajnych zachwytów.


To jest zwykły żel pod prysznic. Kryształy górskie i oligominerały aka complex dermo-orzeźwiający to nic innego jak po prostu produkt do mycia. Do skóry wrażliwej, może i tak, ale w takim razie czemu jest perfumowany? Nie zrobił mi krzywdy, ale moja skóra była przez ostatnie tygodnie w dobrym stanie, więc chyba to też miało wpływ na ten fakt.

Opakowanie plastikowe bezpieczne dla kafelków, z nieco męskim zatrzaskiem. Używam bardzo różnych rzeczy i kosmetyków rozmaitych marek i po tym jak postawiłam butelkę Białego Jelenia na wannie pomyślałam sobie, że pięknem nie grzeszy. Skojarzyła mi się z kosmetykami dla mężczyzn.. Nie szata graficzna świadczy o tym co jest w środku (tzn niekoniecznie), więc przejdźmy dalej. Zapach charakterystyczny dla produktów BJ jak sądzę. Proszkowo-mydlany, ale nie przeszkadzał mi jakoś bardzo. Again - trochę dla mężczyzn. Wydajność oceniam na bardzo dobrą, znowu nic odkrywczego Wam w tej kwestii nie powiem. Kosmetyku używam odkąd go dostałam, jeszcze mi zostało trochę. Pieni się dobrze, dobrze się spłukuje i pozostawia skórę czystą.

Jego cena to kilka złotych. Uważam, że warto zapoznać się z marką. Mydła w kostce i płynie używane były w moim domu rodzinnym od lat i jestem do nich przekonana w 100%. Ciekawią mnie szampony, słyszałam bardzo dobre opinie na temat płynu/emulsji do higieny intymnej. Proszku do prania nawet kiedyś używałam.. Ten żel mnie nie zachwycił, ale to dobry produkt. Po prostu żel. Tylko tyle, aż tyle. Butelka ma kiepski dizajn w porównaniu do innych produktów z linii pielęgnacyjnej, ale może to zamierzone działanie. Nie wiem.

Ja nie kupię, ale na pewno do Białego Jelenia wrócę, bo jest kultowy i ma coś w sobie i jest krajowy.

Pozdrawiam Was serdecznie życząc udanej środy.
Buziaki!

Stri

ellie goulding



we gonna let it burn burn burn burn..
right right right now

lato było niedawno

wtorek, 12 listopada 2013

płyny do kąpieli avon na jesienne chłodne wieczory | sparkling apple blossom bubble bath


Stosunkowo rzadko kupuję katalogowe kosmetyki. Ceny mnie nie przekonują, brak dobrych zdjęć w internecie również. Czasami jednak sięgam po kilka produktów Avon.. raczej z przyzwyczajenia niż faktycznej potrzeby. Don't get me wrong - uwielbiam oglądać katalogi, no i czasami się na coś skuszę.

Produkty do kąpieli w charakterystycznych kaloryferowych opakowaniach towarzyszą mi od lat. Myślę, że zużyłam już dziesięć butelek i ciągle do nich wracam. Raz, dwa razy w roku, ale wracam. Może z powodu zapachów? Sama nie wiem, może powinnam przestać i sięgnąć po coś drogeryjnego. Czytałam, że niektóre nawet dają pokaźną ilość bąbelków i sztywnej piany. Zastanawiam się tylko czy znajdę jakiś niezbezczeszczony zapach. Trzeba poszukać. Jesienno-zimowe wieczory lubię umilać sobie kąpielami. Wy na pewno też.. co polecacie?

Jeśli chodzi o płyny do kąpieli Avon - kupuję je przeważnie w opakowaniach 500 ml (czasami 1000 ml), kosztują 10 zł. Wystarczają na przynajmniej 10 kąpieli, co wydaje mi się rozsądne. Wysuszają skórę, ale od czego są olejki? Pachną, dają pianę, łatwo się ich używa. Butelka jest plastikowa, miękka. Żeberkami można odmierzać porcje.

W tej chwili mam tylko zielone jabłuszko, waśnie skończyłam arbuza. Przedtem była magnolia albo figa czy fiołek.. Przymierzam się do różanej wersji. Miałam nadzieję na urocze opakowania limitowane z okazji świąt, ale nic takiego się nie zbliża. Cóż, dam radę bez. Dwa lata temu Avon miał jabłkowy płyn w opakowaniu o kształcie choinki. So cute :)

Jeśli szukacie czegoś odżywczo-kojącego, polecam Emolium KLIK. Jeśli pachnącego - wypróbujcie Avon.

Miłego wieczoru,

Stri

essence brzoskwiniowy róż do policzków | blush stick 030 miss peach


Dzień dobry, let's kolorówka ;)

Essence Blush Stick 030 Miss Peach* to bardzo łatwy w użyciu róż w sztyfcie. Kolor to delikatny koralowy róż albo może różowy koral. O, bardziej w ten sposób. Zacznijmy od opakowania.

Plastikowe pudełeczko/sztyft jest malutkie i urocze. Pojemność. 4 g to na pewno nie jest dużo, ale jak na róż do policzków wystarczy. Sztyft jest niewielki, ale ma stosunkowo dużą średnicę i nakładanie na skórę nie sprawia problemu. Polecam stemplowanie bardziej niż smarowanie. Rozciera się świetnie pędzlem, ale ja lubię to robić palcami - mam większą kontrolę nad miejscem umiejscowienia produktu. Metodę aplikacji każdy musi sobie opracować sam, w końcu mamy różne upodobania.

Róż jest kremowy, ale na skórze robi się pudrowy. Trzyma się twarzy przez większość dnia, nałożony rano wieczorem jeszcze go widać, ale nie jest to najbardziej trwały produkt. Delikatnie kremowe konsystencje nie mają takich tendencji. Mają jednak przewagę nad pudrowymi różami w postaci naturalnego, miękkiego wykończenia. Ładnie odbijają światło i można je nakładać bezpośrednio na podkład/krem tonujący/krem pielęgnacyjny.

Kosmetyk jest bardzo praktyczny - jest niewielki, można go nakładać w drodze bez użycia dodatkowych narzędzi. W szafie znajdziemy 3 odcienie: jasny róż, świeżą morelę i jasny brąz.
Owocowy zapach produktu poprawia humor :) Nie uczula.

Cena to 10,99 zł, dostępny w Hebe i Superpharm.

Używacie produktów tego typu, w sztyfcie? Kremowych? Ja nie mam zbyt wielu kremowych kosmetyków do makijażu (oprócz podkładów, chociaż one przecież raczej są w płynie), ale kilka posiadam i używam regularnie.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę udanego tygodnia :)
Do następnego!

Stri

arctic monkeys



hi there :)

poniedziałek, 11 listopada 2013

mail monday #5 | -30% floslek haul

Jakiś czas temu (drugiego września) wydarzyła się promocja na produkty flosleku. 30 procent off to nie jakaś ogromna okazja, ale jednak się skusiłam ;) Oczywiście zamówienie przyszło do mnie już 2 miesiące temu, ale dzisiaj postanowiłam Wam je pokazać.


Szampony miałam na swojej włosowej wishliście od jakiegoś czasu, wybrałam ELESTABion S i ELESTABion R. Pierwszy "niebieski" wyciągnęłam i używam teraz, może niedługo Wam coś opowiem o jego działaniu. Płyn zmiękczający naskórek, odciski i zrogowacenia dostałam kiedyś od Hexx i od tamtej pory go uwielbiam. Wzięłam dwa :) Paradoks polega na tym, że jesienią i zimą stopy nie potrzebują aż takiego wspomagania, bo się najzwyczajniej w świecie nie przesuszają.


Niedługo nastąpi czas przemokniętych butów i zamarzania na przystankach w oczekiwaniu na transport, który nigdy nie nadjedzie ;) Sól cynamonową polecałyście mi od dawna, ale nie mogłam jej znaleźć w żadnym Rossmannie (były tylko opakowania imbirowej). Udało się zgarnąć ją w dosyć atrakcyjnej cenie.


Na koniec maseczka wzmacniająca naczynka, tych nigdy za wiele.

Podsumowanie i ceny wyglądają następująco:

Lp. Produkt Ilość Cena
1. ELESTABion S - Szampon dermatologiczny - łupież suchy i pstry (150 ml)
ELESTABion szampony dermatologiczne
1.00 szt. 13,30 zł
2. Płyn zmiękczający naskórek, odciski, zrogowacenia (50 ml)
Dr STOPA terapia dla stóp
2.00 szt. 14,70 zł
3. Sól cynamonowa rozgrzewająca (500 g)
Dr STOPA terapia dla stóp
1.00 szt. 10,75 zł
4. ELESTABion R - Szampon regeneracyjny - włosy suche i zniszczone (150 ml)
ELESTABion szampony dermatologiczne
1.00 szt. 13,30 zł
5. Krem maseczka (2 x 5 ml)
NACZYNKA seria do skóry z problemami naczyniowymi
1.00 szt. 2,14 zł


SUMA:
PRZESYŁKA:
RAZEM:
54,19 zł
15,50 zł
69,69

70 zł, no okay. Da się przeżyć ;) Bardzo serdecznie zachęcam Flos Lek do zrobienia jakiejś akcji -40% albo -50% w przyszłym roku, chętnie się skuszę na coś więcej :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam udanego dnia. W Często świeci słońce i nawet nie jest tak zimno..
 Buziaki ahoj!

Stri

flax mythos kosmetyki z drzewa oliwnego | żel pod prysznic z nieśmiałym peelingiem


Dzień dobry,

Chcę Wam dzisiaj przekazać swoje spostrzeżenia dotyczące produktu Mythos. Żel pod prysznic z peelingującymi drobinkami trafił do mnie na wakacyjnym spotkaniu. Reklamowany jako kosmetyk naturalny bardzo mnie zaciekawił. Zacznę może od tego, że "shower scrub" od razu skojarzył mi się z żelem pod prysznic z drobinkami bardziej na pokaz niż faktycznie działającymi. Nie rozczarowałam się dzięki temu, bo produkt faktycznie ma konsystencję żelu z drobinkami o rzadkiej gęstości ich zaludnienia i faktycznie średnio peelinguje.

Jako składniki aktywne występuje tutaj morszczyn i pestki oliwek. Delikatne naturalne złuszczanie, o którym mówi producent jest tak delikatne, że ja go nie zauważam na mojej suchej skórze. Nawilżanie i działanie antycellulitowe też można wsadzić między bajki. Żel wysusza skórę, jak niemal każdy tego typu produkt. Całodziennej naturalnej ochrony nie skomentuję.

Na składach się nie znam, ale na opakowaniu jest napisane, że nie zawiera parabenów, bht, silikonów, oleju mineralnego, edta, gmo, syntetycznych barwników.

Zapach jest lekko ziołowy, niektórym przypomina dentystę. Pieni się fantastycznie, a myślałam, że będzie z tych nie pieniących się. Wydajność w normie, naprawdę szkoda, że nie peelinguje. 200 ml butelka wykonana z plastiku jest kafelko-friendly i nie sprawia problemów. Można ją postawić do góry nogami, a nakrętka posiada zatrzask na klik i mamy pewność, że żel został zamknięty. Produkt nie jest zły, ale mnie nie zachwycił. Spodziewałam się czegoś naprawdę wow. Mythos to była dla mnie marka nieco bardziej luksusowa. Takie odniosłam wrażenie na podstawie opakowania i głosów w blogosferze.

Podsumowując, żel jako żel jest okay. Trochę drogi, ale cena jest subiektywną sprawą. Myje skórę, zostawia ją czystą. Tyle :) Ja nie widzę siebie kupującej tego typu kosmetyk, ale drzewo oliwne na butelce wygląda zachęcająco.

W tej chwili produkt jest w promocji, kosztuje 14,96 zł i jest dostępny tutaj.

Miłego dnia, szybko szybko, bo jutro do pracy..
Do następnego,

Stri

niedziela, 10 listopada 2013

moja pielęgnacja skóry wokół oczu

Dzień dobry :)

Opowiem Wam dzisiaj trochę na temat mojej pielęgnacji skóry wokół oczu.

Odziedziczyłam chyba dosyć dobre geny, bo nie mam dużych problemów z cieniami pod oczami (chyba, że się nie wyśpię) ani opuchlizną (chyba, że płakałam albo mam alergię, no ale to jest inna sytuacja). Z wiekiem zasinienie troszkę się pojawiło i polubiłam kryjące korektory, ale wyobrażam sobie, że w wieku prawie 26 lat jestem jeszcze na początku drogi i będzie gorzej, ale lepiej chyba być nie może niż w tej chwili. Generalnie, jestem zadowolona z moich podocznych okolic. Pielęgnuję ten obszar mniej lub bardziej od kilku lat.. może dziesięciu nawet. Na początku były to żele flosleku, później delikatne kremy różne rozmaite. Lubiłam kofeinowy roll-on Garniera. Latem zaczęłam używać nawilżającego żelu pod oczy usuwającego opuchliznę Hydra Vegetal*. To moim zdaniem coś więcej niż żele z mojej młodości ;) Produkty pod oczy działają lepiej schłodzone zmniejszając opuchliznę i odświeżając spojrzenie.

Żel odświeżający zawiera wodę z oczaru, sok z klonu i niebieską agawę. Jak egzotycznie :) Jest bezzapachowy i ma zatrzymywać wodę w skórze. Brzmi świetnie.

 photo P1220797_zpsfda423c8.jpg

Pielęgnacyjnie bardzo spodobał mi się Krem pod oczy błyskawicznie wygładzający roll-on z serii Serum Vegetal*, ale Hydra Vegetal miał przewagę w postaci możliwości aplikowania na makijaż. Teoretycznie z każdym innym produktem też da się to zrobić, ale żel jest lekki i przezroczysty, szybko się wchłania. Roll-on naprawdę bardziej chłodził i przynosił ulgę, ale żel mogłam bez problemu palcami wklepać w korektor/puder.

Krem ma wygładzać za pomocą oligosacharydów i escyny z kasztanowca indyjskiego.

Gdybym miała wybierać postawiłabym na roll-on, ale nie oznacza to, że żel mi się nie przydał. Czasami rozcieńczałam nim korektor, czasem używałam w ciągu dnia (zwłaszcza w gorące dni), czasami wieczorem po nadużywaniu komputera/telefonu. Serdecznie polecam trzymanie w lodówce.

 photo P1220808_zpsde82c619.jpg

Energizujący Roll-on pod oczy Elixir 7.9* dotarł do mnie jako ostatni i używam go od niedawna. Ma działanie rozświetlające, 3 kuleczki zamiast jednej i otwór przez który wyciskamy jest płyn z drobinkami. W tym produkcie połączona jest pielęgnacja i makijaż. Nie zapewnia nam on krycia, ale faktycznie bardzo delikatnie rozświetla. Nie jest to jednak rozświetlacz typu Mary-Lou albo coś kremowo-płynnego typu High Beam czy Sun Beam. Elixir stosuję o poranku.

W produkcie występują: mangiferyna z aphloi, wyciąg z ziaren tara, inositol z zielonego ryżu, oligozydy z jabłka, betaina glicynowa, wyciąg z ziaren rokitnika i wielocukry z aloesu.




Wszystkie 3 produkty łączą następujące cechy:
- szybko się wchłaniają
- nie uczulają, nie powodują podrażnień
- mają fajne funkcjonalne opakowania, higieniczne
- jak to produkty "pod oczy", są wydajne
- nadają się do każdego rodzaju skóry: suchej, normalnej, tłustej, naczynkowej..


Kilka tygodni temu otworzyłam moją miniaturkę Clinique All About Eyes, którą kupiłam w Glossy Box. To mój pierwszy krem o tak bogatej konsystencji. Może nawet nie tyle bogatej co nieco bardziej.. hmn.. "zostającej" na skórze. Nie zachwycił mnie on na tyle, żeby kupić go ponownie, ale zamówiłam Creme Riche podczas promocji -50% od całego koszyka. Clinique ma gęstą konsystencję silikonowo-otulającą, wchłania się miękko, nadaje się pod makijaż i przyjemnie łagodzi zmęczone oczy.

Cenowo wygląda to tak:
Żel Hydra Vegetal 39 zł
Roll-on Serum Vegetal 82 zł
Elixir 7.9 105 zł
Clinique All About Eyes 160 zł

Nie zauważyłam poprawy skóry pod oczami (wokół oczu), ale weźmy pod uwagę, że nie chciałam zbyt wiele poprawiać. Jest nieźle. Późno zaczęłam się malować, lubię myśleć, że wychodzi mi to całkiem nieźle i nie ciągnę niepotrzebnie skóry. Chociaż z drugiej strony bardzo często rzęsy mi wpadają do oka i muszę je wyciągać. Mogę powiedzieć, że w moim przypadku kosmetyki działają doraźnie przynosząc ulgę zmęczonym szczypiącym oczom. Szczególnie świetnie sprawdza się roll-on. Trudno jest zaobserwować długotrwałe działanie w tak "młodym wieku" w tym miejscu na skórze.

Rozważałam serum z Biochemii Urody albo jakieś inne serum. Polecicie mi coś?
Dzień dobry! Niedziela jest. Szybko szybko, bo weekend się zaraz skończy ;)
Pozdrawiam,
Stri

sobota, 9 listopada 2013

błyszczyk do ust catrice cruise couture | 060 coralista

Błyszczyk Catrice 060 Coralista kupiłam podczas polowania na jedną z marynistycznych edycji limitowanych ubiegłego lata. Cruise Couture zachęciło mnie lajnerem, którego nie używam, bo nie umiem (bez sensu), lakierem 05 Nautica i błyszczykiem właśnie.


Standardowe opakowanie błyszczyków z serii LIP APPEAL sprawdza się doskonale. Nic nie wycieka, przecieka, nie brudzi torebki. Aplikator typu gąbeczka dobrze dozuje produkt.
Konsystencja jest lekka, nieco lepka, ale bez przesady. Jednak na tyle się klei, że trzyma się ust.


Kolor jest delikatny, na moich ustach zdecydowanie różowy. Nie pasował mi "kolorystycznie", więc poszedł w świat i bardzo się cieszę, że komuś się przydaje :)
Mnie posłużył przez kilka tygodni i przez większość czasu leżał nieużywany. Wolę kryjące pomadki niż delikatne błyszczyki i to nie tylko dlatego, że mam raczej ciemne włosy.


Na ustach wygląda świetnie, na swatchu nie aż tak bardzo szałowo, bo po prostu kolor jest jasny.


W tym sezonie postawiłam na inne produkty do ust Catrice, ale o tym wkrótce.

Pozdrawiam Was serdecznie, mam nadzieję, że sobotni wieczór mija fantastycznie :)
Buziaki, ahoj!
Stri

środa, 6 listopada 2013

opi haul, czyli piaskownicy ciąg dalszy


Dzień dobry,

Tak sobie pomyślałam, że może robię się nudna z tymi swoimi piaskami. Ja wiem, że Wy wiecie, że mam obsesję. Wiem też, że mało prawdopodobne jest, żebym niektóre z Was przekonała do wypróbowania piasków, bo znacie swoje upodobania i nie każda lubi piaski. Niemniej jednak przybywam dziś do Was z małymi zakupami z TkMaxxa, w którym to przeważnie zaopatruję się w moje małe cuda z piaskowych kolekcji OPI.

W skład zestawu The TXTure Effect wchodzą 2 produkty - OPI Natural Nail Base Coat i limitowany odcień piasku My Current Crush. W tej chwili mam na paznokciach OPI Alcatraz...Rocks, ale na pewno niebawem wypadnie kolej na MCC. Jestem podekscytowana ;P

Koszt imprezy to 59 zł, co uważam za bardzo sensowną cenę.

Miłego dnia, do następnego!
Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...