wtorek, 26 lutego 2013

trzy dni: poniedziałek

mieszkanie przypomina pole po bitwie. nic dziwnego, trwa wojna. wojna z czasem, ze swoimi słabościami, z tymi wszystkimi aspektami życia, które mogą być, a nie są, a to nie bycie niesie ze sobą monumentalne konsekwencje (które jednak da się zauważyć, na przykład kiedy nie ma słońca).
książki, miałam czytać książki. ostatnio nie czytam. w mojej głowie jest niepokój, który nie pozwala mi uciec w świat literatury. chętnie zajęłabym się Drizztem albo chociaż jakimś poradnikiem jak żyć. motywacyjna dawnk codzienna nie wystarcza, właściwie mogłabym w ogóle nie subskrybować. codziennie nad ranem czytam coś na temat tego jak bardzo to ode mnie zależy i jak wspaniale jest osiągnąć coś dzięki swojej pracy. owszem, jest wspaniale, ale pomiędzy osiąganiem dzięki swojej pracy, a szczęściem i realizacją nie mieści się to, co stoi obok, a czego często nie dostrzegamy. może dzisiaj to nie musi być ważne.
słońce świeci czasami, mam wrażenie, że coraz rzadziej, zamiast coraz częściej. śnieg się roztapia zostawiając po sobie syf oblepiający moje niebieskie trampki.

następuje jednak nagły zwrot akcji w postaci bardzo bliskiej mi Osoby. chodzimy po sklepach, rozmawiamy, śmiejemy się. wszystko jest nagle dobrze i zdaję sobie sprawę, że przecież tak niewiele brakuje nam wszystkim do szczęścia, bo wszystkie przesłanki mamy w sobie. ludzie są niesamowitymi stworzeniami. zawsze to powtarzałam. jesteśmy zupełnie wyjątkowi, chociaż czasami jesteśmy też totalnie tacy sami. próbujemy być. może ma to coś wspólnego z uczeniem się i przetrwaniem.

przychodzi wieczór. szybki, trochę zbyt szybki i krótki moment na kolację, a później spacer tam i z powrotem. przypomina mi się, że miałam obejrzeć hobbita. różne rzeczy przypominają mi się ostatnio, ale to tylko takie cienie na ścianie jaskini. platon też czasami mi się przypomina, chociaż teraz uczę się ekonomii, socjologii i psychologii trochę też. uczę się o eksperymentach. zaczynam rozumieć problem.

na zrobienie testu zostają 3 godziny. 2 godziny później kończę z wynikiem 100%. jestem bardzo dumna z siebie. powinnam. kolejny raz uświadamiam sobie, że gdyby nie moje wszechogarniające lenistwo - zaszłabym daleko. już teraz, w tej chwili byłabym zupełnie gdzie indziej. nie wiem co byłoby gdzie indziej, bo nigdy tam daleko z przodu nie byłam. może podczas jednej z wielu podróży coś wydarzyłoby się.. a może właśnie nic by się nie wydarzyło. tego nie wiem. wracając do testu. z perspektywy rozwiązanych zadań, nie wydawał się tak trudny jak z perspektywy pustych stron czekających na rozwiązanie. chcę więcej

na dnie torebki znajduję coś, czego myślałam, że już nigdy nie zobaczę.
oddycham. jest wtorek.

17 komentarzy:

  1. też nie lubię poniedziałku , błota , szarości i mojego lenistwa

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dobrze, że znalazłaś!

    CMOK

    U mnie gonitwa, spotkanie które przyniosło wiele nowości. Ponownie za dużo emocji, niekoniecznie dobrych, ale tak to już jest.
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. dla mnie uświadamianie sobie, gdzie mogłabym być, jest chyba gorsze niż nie bycie tam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest coś w tym, ale zawsze pamiętam o tym, że każda droga ma swoje zakręty i żadna nie jest lepsza w sensie łatwa. Może to lepiej, a może to gorzej, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. trudno zaprzeczyć, że mamy tylko to, co jest teraz.

      Usuń
  4. Życie jest dziwne. Jak sobie przypomnę siebie sprzed dwóch lat, pojawia mi się przed oczami bezrobotna dziewczyna przed trzydziestką z marnymi perspektywami, ogarnięta beznadzieją, przeświadczona że to co najlepsze już za nią. Niebawem miałam zacząć pracę, która na pół roku zamieniła moje życie w piekło. A jednak. Gdyby nie to półroczne piekło, nie stałoby się to, co później nastąpiło i nie byłabym tu, gdzie jestem teraz :) A jestem w bardzo dobrym miejscu mojego życia. I dobrze piszesz, że przesłanki by być szczęśliwym tkwią w człowieku. Trzeba tylko odkryć w sobie umiejętność cieszenia się drobiazgami, które zdarzają nam się każdego dnia. I wtedy życie staje się piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy świat staje się piękny, dobry i chcemy my być lepsi. To bardzo dobra perspektywa.

      Usuń
  5. Ale Ty pięknie piszesz nawet o tych błahych sprawach jak błoto na trampkach... życie, gdybym ja nie była taka leniwa też bym była gdzie indziej, ale po co się tym zamartwiać, trzeba brać stery w swoje ręce i działać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję :* Masz rację. Trzeba działać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ależ ja Cię lubię :)

    Zrób dla siebie coś miłego ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. "powinnam. kolejny raz uświadamiam sobie, że gdyby nie moje wszechogarniające lenistwo - zaszłabym daleko. już teraz, w tej chwili byłabym zupełnie gdzie indziej. nie wiem co byłoby gdzie indziej, bo nigdy tam daleko z przodu nie byłam." Wow, dawno się z niczym tak nie utożsamiałam. Piątka, siostro. Mnie to przerasta czasami bo nie umiem się spiąć i mi się praca trzygodzinna rozwleka na cały dzień, a później mam ataki paniki i histeryzuję i płaczę i nie śpię, a już minęły te czasy kiedy jestem niezniszczalną licealistką i nie mogę żyć na szkodliwych energetykach, więc się robi jeszcze gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się ostatnio nad wiekiem właśnie i nad energetykami, których też już pić nie mogę. Kiedyś można było więcej rzeczy zrobić i przezwyciężyć, a teraz już się tak nie da. Ciekawe jak to się robi za 10 albo 20 lat, hmn?

      Usuń
    2. Ja nie piję, bo swędzi. I zawaliłam trochę, tak co do lenistwa: w piątek sobie odpuściłam robienie rzeczy, bo przecież cały weekend przede mną i najpierw odpocznę. A teraz mam taką migrenę, że ledwo w klawiaturę trafiam, a uczyć się trzeba. Fejspalm.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...