wtorek, 3 grudnia 2013

po polsku i naturalnie, czyli epona cosmetics balsam do skóry wrażliwej i problemowej


Balsam do skóry wrażliwej i problemowej Epona* na rozgrzewkę, bo od dawna próbuję tutaj dotrzeć i dopiero teraz się udało. Jest 19:56, mam półtorej godziny na blogowanie. Ciekawe ile mi ten post zajmie.
Okay, dzisiaj o balsamie. Właściwie chcę Wam powiedzieć o dwóch produktach. Jednym wysublimowanym, który miał być ratunkiem dla zniszczonej i cierpiącej skóry i drugim, który miał być średni i niczego się po nim nie spodziewałam, a zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Gdyby nie zawodnik numer dwa, dzisiejsza recenzja wyglądałabym trochę inaczej.

Po pierwsze, krótka charakterystyka skóry. Atopowa, alergiczna, zniszczona, zaczerwieniona, szczypiąca, boląca (nie wszędzie, ale na dużych obszarach jak następuje atak azs), mam problemy różnorakie, bo i pokrzywka i łuska i przesuszenia i rogowacenie i wczoraj ledwo zdjęłam spodnie, bo skóra mi się starła na wewnętrznej stronie ud. Kiepskawo powiem Wam, zwłaszcza jak nadchodzi zima albo wiosną też, ale teraz zima, więc zima.

Zwykle tego nie robię, ale dzisiaj Wam zacytuję słowo od producenta.

 Zawartość wielu substancji aktywnych: oleju ze słodkich migdałów, oleju z awokado, skwalanu roślinnego, trójglicerydu kwasu kaprylowego i kaprynowego oraz naturalnej witaminy E w połączeniu z mlekiem klaczy zwalcza stany zapalne i nadwrażliwość. Skóra wygląda zdrowo i jest aksamitna w dotyku, ponieważ balsam działa kojąco i łagodząco, jednocześnie wygładza i nawilża.

Na postawie moich długoletnich doświadczeń jest tak: pierwszy lepszy balsam może sprawić, że nasza skóra wygląda zdrowo i jest wygładzona i może nawilżać (na krótko, ale może). Od balsamu z mlekiem klaczy oczekiwałam rezultatów bez ściemy. 150 ml pozwoliło mi na 3-4 tygodnie testów, ale też nie na całym ciele zawsze. Smarowałam obszary najbardziej poszkodowane i narażone (czyli np "ocierające się" miejsca i tam, gdzie skóra jest "cienka"). Oczywiście, że wolałabym kilkumiesięczną kurację dla miarodajnych testów. W takiej sytuacji, mogę wypowiadać się jedynie na temat doraźnego działania produktu.

Skład jest taki: Aqua, Equae Lac, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond Oil), Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Persea Gratissima (Avocado)Oil, Sorbitan Stearate (and) Sucrose Cocoate, Squalene, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol

Zacznijmy od opakowania. Bardzo mi się podoba, że air-less i że pompka działa i ma średnicę butelki. Każdy balsam mogłabym mieć w takim opakowaniu. Rozumiem, że to robi cenę. Kartonik bym sobie darowała, bądźmy szczerzy. Kartoniki robiły na mnie wrażenie dawno temu, teraz patrzę już na inne rzeczy w kosmetykach. Chociaż są firmy, które spektakularnie pakują zamówienia, ale to inna sprawa. Anyways, kartonik niepotrzebny, ale całość robi dobre wrażenie w takim sensie, że jest czysto i schludnie i widać, że ktoś zadał sobie trud i pomyślał.

Zapach jest nieco przykry, chociaż nie jakiś tragiczny. Po prostu skład jest bardziej apteczny niż drogeryjny, więc zapach podąża. Konsystencja jest lekka, ale w sensie emulsyjnym. Kosmetyk rozsmarowuje się trochę koszmarnie. Trwa ta cała impreza i trwa, trochę trzeba się napracować. W końcu jednak następuje ten moment i jesteśmy posmarowane i wchłaniamy się. Spokojnie można założyć ubranie i żyć, ale ja wolałam smarować się wieczorem tak na całego, bo 1) wystarczał mi raz dziennie, 2) łatwiej było znieść kiepską rozsmarowywalność. Do rana balsam był całkowicie wchłonięty i pod prysznicem nic się ze mnie nie zmywało. Za to wielki plus. Jak wyglądała skóra? Była w lepszym stanie, ale trzeba było do tego dojść stopniowo i odstawienie produktu od razu zaowocowało powrotem do jej kiepskiego stanu.

Sam pomysł wykorzystywania prostych rozwiązań (mleko klaczy) wzbudza moje uznanie. Jeździłam przez dekadę konno, więc dla mnie to fajny bonus. Jestem na tak, zresztą również dlatego, że są to polskie kosmetyki naturalne. Warto o nich pisać i mówić, może ktoś spróbuje i dla niego to będzie strzał w dziesiątkę. Dla mnie było to ciekawe doznanie. Myślę, że rozumiem pomysł/zamysł i kibicuję, ale wątpię, żebym wróciła do balsamu. Testuję nowe produkty przez większą część roku, a kiedy dzieje mi się krzywda wracam do sprawdzonych dermokosmetyków. Dodatkowo, krótko po tym jak zużyłam Eponę wzięłam się z bardzo dużą dozą dystansu do testów pewnego produktu do ciała, który okazało się, że jest absolutnie genialny i wpisuje się w moje obecne potrzeby bardzo. Bardzo. O nim wkróce :)

Dostępny w sklepie internetowym KLIK w cenie 39 zł, przesyłka gratis.

Powiedzcie mi, co sądzicie na temat mleka klaczy w kosmetykach? Sprawdza się u Was? Macie swoje ulubione awaryjne produkty atopowe? Jest kilka produktów, których jeszcze nie wypróbowałam, ale zamierzam.. przecież nie da się używać wszystkiego jednocześnie, więc powoli spokojnie dojdziemy do tego.

Życzę Wam udanego wieczoru i wspomagających skórę zimą balsamów. Mnie wydaje się, że jest niedzielny wieczór, bo miałam dwa dni wolnego i jutro do pracy, ale tak naprawdę jest wtorek. Dochodzi dziewiąta, więc trochę mi ten post zajął. Oh well. Mam nadzieję, że Wam się podobał.

Tęsknię. Może jutro uda mi się coś napisać, ale ciężko jest pracując od 9 do 21 prawie codziennie (a jak nie codziennie to coś robię, np siódmego będę w Sosnowcu jeść kapkejki z koleżankami po fachu, a w poniedziałek spędzę caaaaały dzień z moją Przyjaciółką, która przylatuje z daleka:). Mam tyle nowości i denek nawet też i w ogóle spostrzeżeń na tematy różne, że hej. Tylko czasu brak.. ale nie narzekam ;)

Buziaki ahoj,
Stri

Ps. Ten post zaplanowałam na 12 listopada, ale jak widać mam mały poślizg. Argh.

16 komentarzy:

  1. Z awaryjnych produktów atopowych używam Physiogelu kremu, a w tej chwili (AZS na dłoniach) krem Cutibaza. O mleku klaczy słyszałam, ale nie miałam do czynienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie znowu Lipobase pełni taką funcję, ale marzy mi się coś nowego. Tak po prostu. No i przyjemnym aromatem nie pogardziłabym, choć mile mnie zaskoczyła seria hipoalergiczna z P&R.

      Usuń
    2. Physiogel ratował mi skórę przez lata :) Ja rozważam Decubal do ciała, fajny był. Chwilowo używam zaskakującego balsamu i rozważam jakieś masło mmm ;P

      Usuń
  2. Nigdy nie zdradzę Iso-Urea Lait z La Roche Posay.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LRP trochę kosztuje, dlatego nie sięgam bez przerwy, ale lubię te kosmetyki. Mam ochotę wypróbować kilka w przyszłości, chwilowo kupiłam coś z SVR i jestem ciekawa jak się sprawdzi, ale to już nie do ciała tylko do twarzy sa sa sa sa sa.

      Usuń
  3. Napisz lepiej o nowym cudzie, serio :) Ja z chęcią się dowiem co zachwyciło Twoją skórę, bo obawiam się, że potrzebuję czegoś na gwałt. Niby mam sprawdzone rzeczy, ale pragnę czegoś nowego :D Najgorzej, że zaczęła mi się mała maskara na głowie...
    Epona przez jakiś czas mnie wodziła na pokuszenie :D Pojawiała się na blogach od czasu od czasu i nie powiem, miałam ochotę na wypróbowanie. Zapach przeżyję, byle właściwości były na wymaganym poziomie.

    Wytchnienia, odrobiny relaksu.
    Już niebawem :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam nagłego ataku podrażnień i alergii i byłam zdesperowana. Jakież było moje zaskoczenie kiedy poczułam ulgę. Oczywiście na otarcia później zaaplikowałam Sudocrem, bo w ogóle nie mogłam założyć spodni, ale na skórę w ogóle pomógł bardzo ;)

      Na głowie to mi nawet nie mów. Mam placek łuski 2 mm od czoła centralnie na środku. Wyglądam jak wariatka, tworzy się natychmiast po umyciu włosów w ciągu kilkunastu minut. To jest tak denerwujące, że aaaargh.

      Usuń
  4. Na mnie ostatnio najlepiej podziałało mleczko Isany 10% Urea. Hura hura. Ale twarzy nie pomaga nic i dostałam dzis receptę na sterydy natwarzowe, bo tak źle to jeszcze nie było neva-eva. Zazdroszczę kapkejków i koleżanek po fachu ale najbardziej to poniedziałku, o jak bardzo zazdroszczę poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniedziałku to ja sama sobie zazdroszczę. Tyle miesięcy czekania i w końcu w końcu!
      Twarz u mnie to ostatnio naczynka i przetłuszczenie nosa, ale na głowie mi się łuszczy jak popieprzone. Taka sytuacja.

      Usuń
    2. Wykupiłam sterydy, odkopałam Protopic i znowu mam twarz! Tyle radości.

      Usuń
  5. Czyżby Słomka wracając miała do Ciebie zajrzeć? ;) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słomka na poniedziałek obawiam się, że może nie dojechać chociaż jest zaproszona zawsze (ale w drugiej połowie stycznia to już na pewno musi;P), ale Hexx przylatuje i będzie hurra!

      Usuń
  6. nie wiedziałam, że pracujesz po 12 godzin dziennie. długo :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zaczęłam moją świąteczną pracę. Nie wiem co się wydarzy w połowie stycznia, kiedy się skończy. Dobrze, że w ogóle jest coś.

      Usuń
  7. Nie miałam doczynienia, wkurza mnie jednak, że kosmetyk nie pozostawia skóry w dobrej kondycji zaraz po odstawieniu;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie powinno tak być i nawet takie tańsze "drogeryjne" produkty potrafią to robić, a ten niekoniecznie. Cóż.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...