czwartek, 28 lutego 2013

blogpost # 900

jestem z nas dumna. dajemy radę, zawsze razem :)
dziękuję, że odnajdujecie się razem ze mną w prostych czynnościach.
to jest totalnie niesamowite.

mam nadzieję, że kolejne 900 postów sprawi Wam dużo radości.
buziaki,
stri.

nowa kolekcja reserved ethnic travel

Sama nazwa kolekcji jest pocieszna. Powinnyście wiedzieć, że nie jestem osobą, która używa słowa "pocieszny" bez powodu. Kaman. Nie dość, że ethnic to jeszcze travel. Antropolog by się uśmiał.

Anyways. Mnie spodobały się dodatki.

Okulary i szalik.


Albo różowy.


Bluzki też wyglądają ciekawie, chociaż jeśli chodzi o jakość bluzek w Reserved to ostatnio kupiona bluzka, z nowej kolekcji, za 70 zł, rozpieprzyła się po jednym praniu. LOL. Nie chcę jej reklamować, bo podoba mi się krój i niech sobie będzie taka distressed, ale generalnie zawsze reklamuję wszystko. Polecam. Teraz po prostu nie chcę się jej pozbywać, niemniej jednak kuleczki odpadły, mimo prania według instrukcji na metce.  Fail.

Za to z koszulek bez "kuleczek" i zdobień, jestem bardzo zadowolona. Zawsze kupuję takie no sleeves kind of shirts w Reserved i lubię je. Dobrze się piorą i mają radosne kolory (jeśli kupimy je w kolorowych kolorach;)

W pierwszej pewnie wyglądałabym jak beza. Ja przeważnie wyglądam jak jakieś ciastko, z kremem, ale w pudrowym beżoróżu to już w ogóle.






Czacha z kwiatków. To już było, ale nie mam żadnej czachy w garderobie, więc no OK, niech będzie :)

I spódniczka! Nie pamiętam kiedy kupiłam sobie spódnicę ostatnio. Chyba na pierwszym roku studiów. I tak w niej nie chodziłam. Nie chodzę w spódniczkach, bo nigdy nie mogę znaleźć nic dla siebie.


Lubicie Reserved? :) Ja najczęściej kupuję tam dodatki. Ja w ogóle wszędzie kupuję tylko dodatki, bo w nic innego się nie mieszczę. Trolololo.

środa, 27 lutego 2013

just overwhelm me

trzy dni: wtorek

z perspektywy środy, wtorek okazał się ostatnim dniem, zanim świat zmienił się na gorsze.

bliskie mi osoby znikają coraz bardziej, coraz szybciej i wiem, że kiedyś nie zostanie nikt.
dni dzieją się całkiem na serio, ale upieram się przy tym, co powiedziałam.
szczęście mamy w sobie i musimy się cieszyć tym co jest, pomiędzy wstrząsami mniej lub bardziej widocznymi na skali, która wyraża chujowość wydarzeń. dzisiaj nie chcę słyszeć o szczęściu. chce je mieć. chcę, żeby się zmaterializowało w postaci słoika nutelli, chociaż wiem, że to nic nie zmieni. poza poziomem cukru.

rzeczy nie znaczą nic, chociaż czasami żyję zupełnie inaczej. rzeczy są mało ważne, właściwie w ogóle nie są ważne, ale kiedy nie mam wpływu na to, co jest naprawdę ważne - cokolwiek może mieć znaczenie i być jednym z okruszków, które zobaczę na drodze przez duże d.

cokolwiek może mieć wpływ na nasze decyzje. trudne momenty zbliżają ludzi. później nie da się wrócić. wszystko jest takie przypadkowe. to się z drogą przez duże d w ogóle nie wyklucza. podejmujemy jakieś decyzje, później różne rzeczy się dzieją. niektóre plany się realizują, inne nie. życie jest tak proste, a ja je tak komplikuję. czasami. przeważnie wcale nie.

wtorek się skończył, środa trwa. jutro jest nowy dzień.
a po nim następny.

wtorek, 26 lutego 2013

trzy dni: poniedziałek

mieszkanie przypomina pole po bitwie. nic dziwnego, trwa wojna. wojna z czasem, ze swoimi słabościami, z tymi wszystkimi aspektami życia, które mogą być, a nie są, a to nie bycie niesie ze sobą monumentalne konsekwencje (które jednak da się zauważyć, na przykład kiedy nie ma słońca).
książki, miałam czytać książki. ostatnio nie czytam. w mojej głowie jest niepokój, który nie pozwala mi uciec w świat literatury. chętnie zajęłabym się Drizztem albo chociaż jakimś poradnikiem jak żyć. motywacyjna dawnk codzienna nie wystarcza, właściwie mogłabym w ogóle nie subskrybować. codziennie nad ranem czytam coś na temat tego jak bardzo to ode mnie zależy i jak wspaniale jest osiągnąć coś dzięki swojej pracy. owszem, jest wspaniale, ale pomiędzy osiąganiem dzięki swojej pracy, a szczęściem i realizacją nie mieści się to, co stoi obok, a czego często nie dostrzegamy. może dzisiaj to nie musi być ważne.
słońce świeci czasami, mam wrażenie, że coraz rzadziej, zamiast coraz częściej. śnieg się roztapia zostawiając po sobie syf oblepiający moje niebieskie trampki.

następuje jednak nagły zwrot akcji w postaci bardzo bliskiej mi Osoby. chodzimy po sklepach, rozmawiamy, śmiejemy się. wszystko jest nagle dobrze i zdaję sobie sprawę, że przecież tak niewiele brakuje nam wszystkim do szczęścia, bo wszystkie przesłanki mamy w sobie. ludzie są niesamowitymi stworzeniami. zawsze to powtarzałam. jesteśmy zupełnie wyjątkowi, chociaż czasami jesteśmy też totalnie tacy sami. próbujemy być. może ma to coś wspólnego z uczeniem się i przetrwaniem.

przychodzi wieczór. szybki, trochę zbyt szybki i krótki moment na kolację, a później spacer tam i z powrotem. przypomina mi się, że miałam obejrzeć hobbita. różne rzeczy przypominają mi się ostatnio, ale to tylko takie cienie na ścianie jaskini. platon też czasami mi się przypomina, chociaż teraz uczę się ekonomii, socjologii i psychologii trochę też. uczę się o eksperymentach. zaczynam rozumieć problem.

na zrobienie testu zostają 3 godziny. 2 godziny później kończę z wynikiem 100%. jestem bardzo dumna z siebie. powinnam. kolejny raz uświadamiam sobie, że gdyby nie moje wszechogarniające lenistwo - zaszłabym daleko. już teraz, w tej chwili byłabym zupełnie gdzie indziej. nie wiem co byłoby gdzie indziej, bo nigdy tam daleko z przodu nie byłam. może podczas jednej z wielu podróży coś wydarzyłoby się.. a może właśnie nic by się nie wydarzyło. tego nie wiem. wracając do testu. z perspektywy rozwiązanych zadań, nie wydawał się tak trudny jak z perspektywy pustych stron czekających na rozwiązanie. chcę więcej

na dnie torebki znajduję coś, czego myślałam, że już nigdy nie zobaczę.
oddycham. jest wtorek.

niedziela, 24 lutego 2013

trzy dni: niedziela

dzisiaj będzie o jutrze. i nie tylko.

jutro będzie dzień rozluźniająco-stresujący, ale stresujący w takim dobrym, motywującym znaczeniu, bo mam jutro test "pracę domową" do wypełnienia i jeszcze nie przeczytałam tekstu, ani nie przesłuchałam wykładu. materiału jest na kilka godzin, więc będzie interesująco.

widzę się za to z Hex :D i będziemy robić lans po galerii jurajskiej. za każdym razem jak myślę o galerii jurajskiej, myślę o jurassic park i dinozaurach. moim ulubionym dinozaurem jest triceratops.

spać mi się chce.

jest kilka produktów, o których chciałabym Wam napisać. zaczęłam używać wielu nowych produktów. zarówno w pielęgnacji, jak i w makijażu. niektóre kosmetyki zapowiadają się naprawdę fajnie i mimo, że to dopiero pierwsze wrażenia - chciałabym Wam o nich coś opowiedzieć.

z nowych rzeczy - rozdwajają mi się paznokcie. próbuję nail teka, ale nie wiem. może to brak witamin. nie jem owoców.

ze szklanek (brzydkich, które kiedyś mi się podobały, ale już mi się nie podobają) zrobiłam świeczniki. nic odkrywczego, ale postanowiłam w ogóle już nie inwestować w tealightowe świeczniki. lubię jak coś jest duże i chroni zarówno mnie od ognia jak i ogień przede mną.

miałam kremować dzisiaj włosy, ale nie wiadomo czy to się wydarzy. może się wydarzy.

po każdym myciu wcieram joannę. wcieramy z anwen.

nie zrobiłam modnych gumek, może kiedyś (sobie kupię).

mam ochotę na battlestar galactica, grę planszową.

książki ułożyłam kolorystycznie, jestem niesamowicie podekscytowana tym faktem.

muszę kupić jakieś pudełka, w które mogłabym powsadzać kosmetyki, które stoją w łazience. przecież masz tyle pudełek stri - powiecie i będziecie miały rację, ale na parapecikach w łazience nie ma dużo miejsca i moje pudełka się tam nie mieszczą na głębokość, nie da się. coś wymyślę.

dobry wieczór, dobranoc.
udanego tygodnia,
mam nadzieję, że będzie wspaniały.
trzymam za Was kciuki, pamiętajcie, żeby zrobić sobie jakąś przyjemność.

buziaki,
stri.

piątek, 22 lutego 2013

necessary roughness

Dzień dobry!

Dużo rzeczy w tym serialu nie ma, ale to co jest, nawet mi się podoba.

Dr. Santino próbuje nabrać dystansu i jest urocza, kiedy próbuje.
Nico jest uroczy zawsze.
TK czasami jest uroczy, chociaż łapanie dystansu przychodzi mu z trudem.

Podobają mi się zdjęcia na boisku i zdjęcia w szatni i psychologiczny salonik.
Mówiłam Wam kiedykolwiek, że chciałam zostać psychologiem?
Nie dostałam się na studia raz i nie próbowałam ponownie. Wszystko potoczyło się inaczej.

:)


PS. Za 2 dni rozdanie Oscarów. Oscary 2013 to już 85. edycja :) Oglądacie, interesujecie się kinem? Ja kiedyś ekstremalnie, bardzo na bieżąco. Teraz już nie, jakoś tak wyszło. Co nie znaczy, że nie mam ochoty. Jakoś tak wychodzi. Nie mam dostępu do kin. W Krakowie jednak było inaczej niż tutaj na wsi.

czwartek, 21 lutego 2013

blog love #1

Tytuł jest dosyć self-explanatory, więc do rzeczy.

La Nińa uczy Włoskiego, ja się dopiero przyłączam. Mimo, że dla mnie włoski to niedorobiony hiszpański, zamierzam się przełamać i fiszkować z Dziewczynami, których jest już prawie 30!

Cat pokazuje nowy domek swojej kolorówki. Też bym takie coś chciała. Nie wiecie czy w PL takie cuda są dostępne? Zawsze szukam w TKMaxxie, może kiedyś znajdę :))

Madame Peacock pokazuje jak zrobić barwioną pomadkę ochronną, którą ja też zrobię!

Wyznania Kosmetykoholiczki pokazuje obrzydliwe zdjęcia robaka wyciśniętego z tubki kremu. Nie wiemy (tzn my - czytelniczki) jakiej marki to krem. Chciałybyśmy wiedzieć coś więcej niż tylko tyle, że laboratoria są we Francji. Strzelam, że Avene? Nie wiadomo.

Julia pokazuje u Anwen jak zrobić gumki do włosów z pończoch/skarpetek/rajstop. W dobie szału na te takie kolorowe gumki - bomba. Ja też chciałam sobie je kupić, ale są cholernie drogie i nie chcę za nie tyle płacić. Gdybym z kilkoma koleżankami sobie zrobiła zamówienie na allegro - byłoby spoko. Może pomyślę o gumkach samorobionych przy okazji prezentów pod choinkę 2013. Agusława/Nieesia 25 zrobiła nawet filmik, podczas którego pokazuje jak zawiązuje gumkę na supeł. Filmik trwa 5 minut. W pasmanteriach w całym kraju nie znaleziono ani jednej takiej ładnej gumki/lamówki. Zostaje allegro, które w pojedynkę się nie opłaca. Jesteśmy w kropce, tnijmy rajtki. Ja, podobnie jak Anwen, mam dużo kolorowych, w których nie chodzę. Niestety, większość wywaliłam, bo na cholerę mi one potrzebne. Okazuje się, że potrzebne. Na gumki do włosów. TERAZ JUŻ.

U Hex dyskusja na temat instytucji recenzji przy okazji HexxBoxa, który pełną parą się dzieje. Warto sobie samemu rozważyć. Mnie ten post skłonił do przemyśleń i wypowiedziałam się obficie i chciałoby się powiedzieć z przytupem, ale przecież z jakim tam przytupem - tu nie ma co przytupywać, każda z nas widzi to inaczej, ale tak naprawdę patrzymy w podobnym kierunku.. a może nie? No właśnie.

Serię sklepową Curly Gal bardzo lubię, chociaż nigdy Jej tego nie napisałam ani na blogu ani na YT. Polecam wszystkie trzy części na temat Rossmanna, no i tą o Superpharm.

Nena opisuje swoją wizytę w MAC. Ja miałam podobne odczucia. Ten sklep (marka) w Polsce cieszy się zupełnie niezrozumiałą przeze mnie sławą. Polskie ceny są absurdalne, a Pan, który mnie obsługiwał w Złotych Tarasach był z dupy wzięty i naprawdę nie wiem co musiałoby mnie skłonić, żeby kiedykolwiek cokolwiek w tym konkretnym sklepie kupić. Bon jakiś na -70%. O, no. Może wtedy.

Dobry wieczór.
Stri.

środa, 20 lutego 2013

riri loves mac, czyli mac rihanna collection

Bardzo ładnie wygląda ta kolekcja.
Mimo, że nie jestem ani fanką MAC ani w ogóle nie znam asortymentu, a sama Rihanna jest mi raczej obojętna (oprócz skocznych kawałków, w rytm których lubię poruszać się) - zainteresowały mnie te kosmetyki. Wizualnie.

Polecam przedwczorajszy post Diggi Digg.

 photo fsc_MAC_Rihanna_Collection_British_Beauty_Blogger_zps4f1fc73d.png

Zdjęciem poczęstowałam się stąd.

cienie do powiek yves rocher

Cześć Dziewczyny,

dzisiaj opowiem Wam o moich ulubionych cieniach do powiek minionych tygodni i jednocześnie bardzo dobrej opcji makijażowo-podróżniczej, jaką niewątpliwie są te paletki ze względu na swój rozmiar, kolorystykę i łatwość w użytkowaniu.

Mowa o podwójnych cieniach do powiek Yves Rocher, na opakowaniu widnieje nazwa duo poudre couleur intense / intense color duo eyeshadow* i uważam, że jest ona bardziej adekwatna niż polskie tłumaczenie, ponieważ cienie są naprawdę INTENSYWNE. Tak, użyłam capital letters, bo naprawdę są. Nie osypują się tak jak Sleek, są kremowe, mokre wręcz i genialnie się ich używa.

Zarówno palcami jak i pędzlem, na sucho i na mokro (jeszcze bardziej intensywnie) - uwielbiam je szczególnie na wieczór, chociaż - tak jak pisałam na początku - świetnie sprawdzają się w ciągu dnia.
Ja wybrałam sobie dwie paletki, uzupełniające się w ramach moich potrzeb makijażowych.

 photo P1200846_zps460a305e.jpg

11-Rose nude et brun, czyli Delikatny róż / Brąz (nazwa ze strony internetowej) to faktycznie delikatny ciepły róż, bardzo ładnie odbija światło oraz ciepły brąz.. Róż, przez to, że jest ciepły wpada może trochę w brzoskwinię. Ale taką koralową. Bardzo mi się podoba.

Brąz jest ciepły i ciemny, ale roztarty albo nałożony lżej daje przepiękną taflę złotego brązu. Ten cień ma w sobie drobinki, ale nie są to drobinki, które ja miałabym na myśli, gdyby mi ktoś powiedział, że jakiś cień ma drobinki. Nawet najdrobniejsze drobinki są drobinkowe i mogą dawać efekt świecącej kuli disco disco dance dance, albo po prostu tandetnego bazarku. Te drobinki są inne, takie zatopione i nie wystają poza konsystencję cienia. Czy ktoś mnie zrozumiał? Brąz jest ciepły, złoty po roztarciu i bardzo bardzo mi się podoba. Trudno jest znaleźć taki brąz.

Większość z nas używa często odcieni nude, również w makijażu wieczorowym-sztuczno-świetlnym i w moich wieludziesięciu paletach cieni nie ma takiego brązu. No nie ma i już. Są inne, też ładne przecież ja nie mówię, że nie, ale takiego nie ma ;)

 photo P1200835_zps03b530da.jpg

13-Prune et taupe poudre, czyli Popielaty / Śliwka (nazwa ze strony internetowej) to dwa filety fiolety. Pierwszy, jaśniejszy to faktycznie popielaty fiolet, chłodny, wrzosowo-lawendowy, lubię go używać z różem z jedenastki. Jest bardzo.. szlachetny. Nie wiem jak to powiedzieć. Ma bardzo ładny odcień i to chyba najładniejszy cień z całej czwórki. Naprawdę niesamowity. Jest też ciepła śliwka, ale taka dojrzała śliwka, nie taka kwaśna węgierka, tylko taka  śliwka śliwka, ocieplona burgundem . Komponuje się świetnie zarówno z fioletem numer jeden, jak i różem i brązem z jedenastki.

Swatche!

 photo cienieyvesrocher2_zpsb5ea54f8.jpg

 photo cienieyvesrocher1_zpsf2c75967.jpg

Po chwili zastanowiania się, sama nie wiem, który jest najładniejszy. Brąz był zupełnie unikatowy i ten fiolet też taki jest. Właśnie o to chodzi - te kolory są nie tylko przemyślane, mają dobrą konsystencję i pasują do siebie nawzajem i na różne okazje, ale również są wyjątkowe. Są ekstremalnie napigmentowane, ale nie osypują się raz nałożone na powiekę. Są trwałe, na moich tłustych powiekach z pomocą bazy Art Deco, wytrzymują cały dzień. Nigdy nie maluję oczu bez bazy. Producent zapewnia trwałość do 6h i bez bazy faktycznie taka jest, ale przecież to żaden problem użyć bazy, więc ja zawsze polecam bazę pod cienie. Nie tylko po to, żeby podbić kolor. W przypadku tych cieni, nie trzeba podbijać koloru bazą, bo bez niej też jest niesamowity.
Mam ogromną ochotę na Złoto / Ultramarynę, ale nie jest nigdzie dostępna.


Kilka informacji ze strony sklepu internetowego, z którymi się totalnie zgadzam.

- Czyste, trwałe i zachęcające kolory z wyciągiem z krzemionki bambusa.
- Delikatna, pudrowa konsystencja, urzekające barwy.
- Dwa odcienie, które doskonale się uzupełniają, zapewniając aksamitny, połyskujący makijaż oka.

I ciekawostka składnikowa. Składu nie ma na opakowaniach, ale ze strony sklepu internetowego dowiemy się, że składnik pochodzenia roślinnego to puder z bambusa. Wyciąg z krzemionki bambusa absorbuje cząsteczki tłuszczu, dzięki czemu cień ma idealną konsystencję, na długo przylegającą do powieki,.

Kosmetyczne sztuczki: 
Spojrzenie w stylu retro (odcienie naturalne): za pomocą okrągłego aplikatora nałóż cień z większego pojemniczka na ruchomą część górnej powieki, następnie, używając aplikatora z wąską końcówką, nałóż drugi cień w załamaniu powieki.
Ekstrawaganckie spojrzenie (odcienie nasycone): za pomocą okrągłego aplikatora, nałóż jasny cień na górną powiekę oraz pod łukiem brwiowym, następnie wzdłuż całej dolnej powieki nałóż cień ciemny, używając aplikatora z wąską końcówką.
Smokey eyes (odcienie wyrafinowane): za pomocą okrągłego aplikatora, nałóż jasny cień na górną powiekę, a ciemny cień, używając aplikatora z wąską końcówką, wzdłuż linii rzęs.
Głębokie spojrzenie: nałóż ciemny cień na górną powiekę używając okrągłego aplikatora, następnie, za pomocą aplikatora z wąską końcówką, lekko muśnij jasnym cieniem kąciki oczu oraz pod łukiem brwiowym.

;)

Cena, wiadomo - w Yves Rocher kupujemy przy okazji promocji i rabatów. Na przykład takich jak ten teraz - powyżej 129 zł -50zł i przesyłka gratis (przesyłka zawsze jest gratis powyżej 99zł, a od niedawna można płacić kartą)

klik
Tylko teraz, powyżej zamówienia za 89zł, Olejek do kąpieli gratis :)


Możecie mi polecić jakieś małe paletki podróżnicze?
Mam pojedyncze cienie z różnych firm, mogę zorganizować sobie dwójkę lub trójkę z Inglota, ale lubię poznawać nowe rzeczy i korzystać z Waszych doświadczeń.
Dziękuję, że znalazłyście czas, żeby mnie dzisiaj odwiedzić.

Życzę Wam miłego dnia.
Buziaki ahoj,
Stri.

Ps. Dziewczyny, wiem, że moje zdjęcia są słabe - przy okazji wizyty w salonie Yves Rocher polecam Wam bardzo serdecznie zeswatchowanie sobie cieni. Są naprawdę godne uwagi.

poniedziałek, 18 lutego 2013

myśl na dziś

będzie dobrze. kiedyś. im szybciej, tym lepiej.
będzie dobrze.

powtórzmy razem.

będzie dobrze. będzie okay.

dziękuję za uwagę.
stri.

ps. jest źle, ale nie fatalnie ;)

piątek, 15 lutego 2013

nowość lily lolo - prime focus eye lid primer

Mój wzrok przyciąga cokolwiek, co ma neutralizuje kolor powieki w nazwie, więc nowa baza pod cienie Lily Lolo nie mogła przemknąć się niezauważona przez moją skrzynkę gmailową.
Jednocześnie nie zamierzam rezygnować z mojej ulubionej bazy pod cienie ever.





Ponadto przy zakupach za określoną kwotę - 25 funtów - cień Mystical dostajemy gratis.

ikea na walentynki

Ikea w Stanach Zjednoczonych zorganizowała ciekawą akcję marketingową z okazji dnia zakochanych.
Słodko.

Za darmo dla dzieci urodzonych za 9 miesięcy licząc od dzisiaj.
 
Aby świętować Walentynki, IKEA oferuje przyszłym rodzicom darmowe łóżeczko dla dziecka urodzonego 14 listopada 2013. Limit to 1 łóżeczko na 1 dziecko. Musisz dostarczyć potwierdzenie urodzenia. Aby dostać łóżko pokaż voucher. Oferta nie obejmuje wysyłki.


essence sun kissed, marzec-kwiecień 2013.

Prognozuję, że nie kupię nic z tej limitki.
Rozświetlacz pewnie nie będzie aż tak pomarańczowy, chociaż nigdy nie wiadomo. Szykuję wpis o moich ulubionych rozświetlaczach, będzie najpóźniej w przyszłym tygodniu :)

 photo essencesunkissedshimmerpowder_zpsebb61f61.jpg
01 sunset beauty.

Mam ochotę na cień, jakiś, ale powiedzcie mi jaki sens ma kupowanie cienia z limitowanej edycji z firmy, która właśnie wycofała cienie w kremie ze swojej oferty.
Kusi mnie niebieskość, zastanawiam się jak bardzo rdzawy jest kolor rdzawy..

01 hello summer!, 02 my sunny side und 03 sunset paradise
01 hello summer!, 02 my sunny side und 03 sunset paradise

Mam miliard kredek (z 20) i w ogóle ich nie używam poza kilkoma wyjątkami. Kredki w moim przypadku nie mają sensu.

01 hello summer! und 02 sunset paradise
01 hello summer! und 02 sunset paradise

Lakiery, hmn. Gdyby ten ostatni był kryjący i chabrowy to czemu nie. Chociaż nadmiar niebieskich lakierów przytłacza. Marudzę?

 photo essencesunkissednailpolish_zpsc58877f2.jpg
01 soak up the sun, 02 hello summer!, 03 my sunny side und 04 sunset paradise

Jeśli pomadki miałyby mieć żelową formułę to ja dziękuję. W ogóle pomadki latem to nie jest dobry pomysł. Ja chyba zaopatrzę się w miętowy błyszczyk chłodzący, chociaż ja nie lubię jak mnie coś chłodzi, ale kiedyś miałam taki z Bourjois i był fajny latem właśnie :)

 photo essencesunkissedlipsticks_zpsb1193726.jpg
01 soak up the sun und 02 hello summer!

Miałam jeden róż w kremie wyciskany taki z Basic, nie sprawdził się. Odpuszczę sobie te wynalazki. Za to jestem bardzo zadowolona z różów z Topshopu, polecam serdecznie.

 photo essencesunkissedcheektint_zpsc5a9397a.jpg
01 soak up the sun und 02 hello summer! 

Spray. Mam taki olejek z drobinkami z Sephory, polecam kupować za 19 zł (nie 39zł, wtedy nie  jest tego wart). Gdyby ten był równie drobinkowy i nie aż taki tłusty, mogłabym rozważyć, ale nie oszukujmy się. Chyba ideałem jest olejek Nuxe.

 photo essencesunkissedshimmerspray_zps76078460.jpg
01 suntimes here, suntimes there

Nigdy nie rozumiałam fenomenu chusteczek opalających. Ja sama spróbowałam raz, nie na twarz, ale na przedramiona i noo okay - widziałam jakiś efekt, ale samoopalaczem można uzyskać podobny/lepszy. Czy w chusteczce samoopalającej chodzi o to, że jest chusteczką i nie trzeba się motać z pianką/kremem? Przecież ręce trzeba umyć i tak..
Tak, czy inaczej, chusteczka samoopalająca jest. Chociaż pewnie jej nie będzie w PL.

 photo essencesunkissedselftanningwipe_zps5961c50e.jpg

Limitka jest przewidziana na marzec/kwiecień 2013, czyli w Polsce pewnie będzie pod koniec wiosny.
Mi nie przypadła do gustu, bo takie kolory mam już w swoim kosmetycznym parku narodowym (oprócz szalonych cieni w kremie), ale może Wy będziecie zainteresowane.
Jak zawsze, materiały prasowe to jedno, a produkty na żywo to co innego.
Czekamy na swatche.

Dzień dobry, nie śpię od 4:45. Jest cudownie.
Buziaki, ahoj,
Stri.

czwartek, 14 lutego 2013

catrice le hollywood's fabulous 40ties c02 holly rose wood swatches

 photo 120_PANA6_zps2b864a34.jpg

Ten lakier to perełka w mojej kolekcji. Jest naprawdę piękny, po jednej warstwie kryje świetnie - gdybym się przyłożyła nie musiałabym dodawać drugiej (chociaż ja zawsze dodaję drugą). Lakiery Catrice są jednymi z moich ulubionych, na pewno będę je wrzucać do koszyka częściej. Widziałam promocję w Superpharm na lakiery Essie (buy one get one 50% off) i pomyślałam sobie "Tak, tak kupię wszystkie", ale później stwierdziłam, że jednak nie kupię ani jednego, bo wcale mnie Essiaki nie zachwycają. Gdyby kosztowały tyle, co Catrice może bym się zastanowiła, ale nie kosztują, więc się nie będę zastanawiać.
W Catrice bardzo lubię pędzelki - szerokie i pokrywające dużo płytki. Nie wszyscy lubią, ja bardzo.

Holly Rose Wood to chłodny róż, bardzo elegancki i stonowany. Naprawdę jest piękny.

 photo 120_PANA7_zps74444494.jpg

 photo 120_PANA8_zpsccf85fe8.jpg

 photo 120_PANA9_zps4fd9fd11.jpg

Macie coś z tej limitki? Jesteście zadowolone z lakierów Catrice?

nowości sleek makeup - flick it eyeliner w trzech kolorach.



Dostępny w trzech kolorach. Cena to $7.49.

Dazzling black



Purple Aura



Royal Blue



Możecie kupić na stronie sleek makeup.
Czujecie się skuszone? :)

pomocne akcesoria w pielęgnacji włosów - tani czepek kąpielowy.

Cześć Dziewczyny,

dzisiaj pokażę Wam coś, co bardzo ułatwia mi pielęgnację włosów. Już mi nie straszne oleje, maski, odżywki, kuracje - co chcecie. Kosztował niecałe 4 zł w Superpharm (zależało mi na tym, żeby nie był drogi, bo znalazłam kilka takich za 15 zł, ale jednak 15 zł to dużo) i bardzo się cieszę, że udało mi się go w końcu znaleźć. Miałam różne obawy - czy będzie się trzymał głowy (trzyma się), czy moje włosy się w nim zmieszczą (próbowałam tylko ze spiętymi - mieszczą się, co wskazywałoby na to, że rozpuszczone też się zmieszczą, ale czy czepek by wtedy się nie zsunął - nie wiemy tego, to trzeba to sprawdzić) i czy się nie rozwali po kilku użyciach (jeszcze się nie rozwalił).

Moje włosy są bardzo długie i nakładanie jakichkolwiek czasowych produktów sprawia mi dużo trudności. Próbowałam reklamówek, ręczników, folii - bez sensu. Czepek sprawdza się o wiele lepiej, można go "przyklepać" ręcznikiem, ale dobrze jest wtedy ten ręcznik jakoś unieruchomić na czubku, bo jak odchylimy swobodnie zawinięty wokół głowy (w czepku) ręcznik - zsunie się.

 photo 120_PANA5_zps1a4a00c8.jpgMam też turban (wsiąkający wodę), ale on jest taki troszkę podejrzany, no i się zużył. Miałam ochotę na coś w rodzaju turbie twist, ale jeśli chodzi o wyciskanie wody z włosów, robię to bawełnianą koszulką, ew. ręcznikiem, jak już bardzo mi się nie chce wychodzić prosto z wanny i szukać w szafie koszulki/ściereczek z mikrofibry i nakapywać na całe mieszkanie wodą i marznąć przy okazji też. Turbie twist jest słodki i jeśli o turbany chodzi to myślę, że współpracowałyby z czepkiem. Natomiast jeśli chodzi o związywanie włosów po umyciu/mokrych/wilgotnych to w ogóle nie jest dobry pomysł, bo (w moim przypadku skóra/) włosy szybciej się przetłuszczają i skóra głowy szybciej pokrywa się łuską. Skóra musi oddychać.
Wyobrażam sobie, że taki czepek równie dobrze sprawdziłby się pod prysznicem, ale jako, że nie mam kabiny prysznicowej to nie mogę tego sprawdzić na własnym czepku ;)

źródło

Korzystacie z czepków kąpielowych? W tym różowym nie wyglądam nawet tak absurdalnie, chociaż zdjęć sobie nie robiłam. Jasne, że chciałabym mieć rozmaicie kolorowe, wzorzyste czepki - wiadomo, no ale nie mogę narzekać. Jest całkiem spoko, no i był tani, co było moim priorytetem.

Ps. Byłam w Rossmannie i mam kilka zwyczajnych akcesoriów typu gumki/spinki :) I nawet były w promocji jeszcze..

wtorek, 12 lutego 2013

january empties / projekt denko #1 2013

Dzień dobry. Dzisiaj garść recenzji. Recenzje w pigułce powiedziałabym, chociaż wiecie jak to z pigułkami bywa..
Nastał luty. Już jakiś czas temu, ale cóż mogę na to poradzić.

Luty jest specyficznym miesiącem, kojarzy mi się z lutymi i Dukajem. Zresztą w ogóle zima mi się kojarzy.
Anyways, dzisiaj jestem tutaj po to, żeby opowiedzieć Wam co udało mi się zużyć w styczniu. Przez większość miesiąca byłam chora, chociaż niezupełnie, ale w kontekście zużywania mogłabym podsumować moją aktywność w następujących punktach

- nie pielęgnowałam włosów, ani ich nie stylizowałam (fail, trzeba się poprawić w miesiącu numer dwa)
- w pielęgnacji twarzy rozprawiłam się z kilkoma produktami, które testowałam na przełomie 2012/13
- w pielęgnacji ciała skończyłam trochę balsamowatych produktów, dużo się smaruję rozmaitymi rzeczami, ale zdaję sobie sprawę z tego, że drogeryjne nawilżacze przy azs nie pomogą nawet jeśli bardzo próbują. zaczęłam testować coś nowego, bardziej ukierunkowanego, ale o tym będzie dopiero za kilka tygodni. siłą rzeczy.
- smarowałam skórki i paznokcie masełkami, ale są wydajne i tak szybko się nie kończą
- moje paznokcie zaczęły się rozdwajać i nie wiem od czego - to mnie niepokoi.

Pianka Pharmaceris dobiegła końca. Jamapi podarowała mi nieco więcej niż pół opakowania. Na początku wydawała mi się być nie aż tak bardzo wydajna, ale okazało się, że na moją (obszerną) twarz i szyję wystarczą dwie pompki, a nie cztery. Po pierwszym użyciu innej pianki (nawilżającej) stwierdzam, że jednak wysuszała moją twarz. Ja nigdy wcześniej nie używałam takich dermopianek. Kiedyś dawno temu Clean&Clear, ale to była taka bardzo oczyszczająca pianka do bardzo zanieczyszczonej skóry i to jest zupełnie inna historia. Nie wrócę do niej, ale mam ochotę na podkład nawilżający z tej firmy :)

 photo P1190759_zps36381209.jpg

Rozmaitości z Mydlarni Jaśmin*, czyli mydełka i balsam/masło Afryka - mydełka nieco wysuszają mi dłonie, więc wyjątkowo często sięgałam po krem do rąk, a i tak miałam uczucie suchości. Nie mogę jednak zwalić całej winy na mydełka, bo moje azs ostatnio dało mi o sobie znać. Mydełka nie są zbyt wydajne, a może po prostu są normalnie wydajne, a te których używam przeważnie z Alterry są wydajne i dlatego zwróciłam uwagę na różnicę. Oczywiście różnią się również gramaturą, niemniej jednak odniosłam wrażenie, że szybko się zużyły. Balsam Afryka, którego Angel używała na okolice nosa dla mnie był jednak zbyt intensywny - zużyłam go na stopy na noc.

 photo P1190825_zpsc067b29f.jpg


 photo P1190826_zps3498095c.jpg

 photo P1190827_zps9d13bf74.jpg

 photo jasmin_zpsf26eb8a8.jpg

Po mydłach w kostce YR wróciłam do mydeł Alterry, ale mam też jeszcze mydło do rąk Yves Rocher kandyzowane kwiaty*, które pachnie obłędnie!! Będzie o nim osobno. Ta seria w ogóle zasługuje na uwagę, bo pachnie genialnie. W zasadzie obie - waniliowo-cytrynowa również.

 photo pomm_zps42cbad92.jpg

 photo mll_zps3ac984ae.jpg

Mydło w kostce ze świątecznej serii pachnącej jak słodkie pieczone jabłka* było bardzo fajne - o dziwo zużyło się szybciej niż kandyzowane kwiaty (grudzień i styczeń były pełne imprez, spotkań towarzyskich i gości myjących sobie ręce:), czyli cieszyło się większą popularnością u mnie w mieszkaniu :) Mydła w kostce YR są podobne do siebie - różnią się zapachem (w zależności od serii). Ja lubię je kupować przy okazji jakichś promocji, gdy brakuje mi kilku złotych do jakiejś kwoty dającej bonus czy coś tam. Regularna cena to chyba 8 zł i są oznaczone zielonym punktem, ale są czasami promocje na sklepie. Ostatnie przed jabłkiem miałam malinowe i jeszcze została mi brzoskwinia. Bardzo lubię :)

Pielęgnacja Yves Rocher z serii Serum Vegetal* też dobiegła końca. Krem bardzo się sprawdził w mrozy. Wchłania się nie najszybciej, ale znośnie. Zresztą, zimą lubię mieć warstwę. Nie miałam problemu ze ślizganiem się na nim podkładów - w kwestii makijażowej nie przeszkadzał mi ani krem ani serum. Jeśli chodzi o działanie przeciwzmarszczkowe -  mam jedną zmarszczkę, która nie uległa zmianie. Moja skóra faktycznie była dazzling (bo ona raczej jest dazzling jeśli pilnuję czystości porów i opiekuję się naczynkami oraz suchością obrzeży), ale myślę, że to zasługa kompleksowej pielęgnacji, a nie jedynie tego kremu. Lubię testować nowe rzeczy, ale chętnie wrócę do tego duetu zimą (albo do serum nie zimą - serum jest lekkie i na pewno nie będzie spływać z twarzy w letnie miesiące tzn nie będzie spływać bardziej niż cokolwiek innego). Podsumowując, polecam. Mają fajną konsystencję, fajne opakowania (chociaż ja wszystko chciałabym mieć z pompką albo w tubkach, ale ten słoiczek jest bardzo ładny, chociaż musiałam na niego uważać, bo mam kafelki, a szklane opakowanie i kafelki to nie jest bezpieczne połączenie), mają ładny zapach, absolutnie mnie nie zapychają, nie podrażniają, nie uczulają ani nic z tych rzeczy. Pamiętajcie jednak, że krem jest bogaty i skóra tłusta latem na pewno nie byłaby zadowolona.

 photo yrsvwrinkle.jpg

Zastępuję ją różnymi produktami odlewkowymi. Mam próbki, końcówki kremów - zużywam!! :D

Zużyłam również jeden żel pod prysznic/do kąpieli i zastąpiłam go kolejnymi, tzn już przedtem zastąpiłam. Mam dwa żele z Yves Rocher, coś atopowego z La Roche Posay i peelingi "myjące".
Mam też dwa peelingi typu "zbite drobinki w oleju" i nie wiem co mam z nimi zrobić, bo w ogóle nie mam ochoty na takie drobinki w oleju. Bez sensu. Hmn. Trzeba pomyśleć. Robiłabym peeling kawowy, ale ekspres do kawy umarł, później nieco zmartwychwstał, ale już nie jest taki sam jak kiedyś. Do tego kawa się skończyła

 photo yrpomme_zps2fdd361b.jpg

Jeśli chodzi o ciało, nawilżałam się czym się dało. W lepsze dni wystarczały mi w zupełności dwa bardzo przyjemne mleczka - mleczko ziaja do skóry bardzo suchej, podrażnionej bio olejek arganowy oraz YR, odżywcze mleczko do ciała 3 w 1*.
Ziaja nadaje się bardziej na noc niż na dzień ze względu na film jaki pozostawia na skórze - w Yves Rocher filmu nie ma, wchłania się bardzo ładnie do matu i po problemie. Ziaja się bardziej klei i spływa jeśli rozgrzejemy posmarowaną skórę. Yves Rocher tego nie robi, dzięki temu komfort używania jest lepszy, ale Ziai przeważnie używałam na noc, a Yves Rocher rano, chociaż nie tylko. Ziaja ma pompkę, to bardzo wygodne. Ja bym chciała, żeby wszystko miało funkcjonalne pompki, ale nie mogę powiedzieć, że opakowanie YR jest niewygodne - po prostu jest to tuba.
Myślę, że oba produkty kupię ponownie. Ziaja ma inne wersje "olejkowe" - awokado i z pestek winogron.

 photo P1180289_zps4ee26d8d.jpg

Włosy. Tu naprawdę nie działo się nic ciekawego poza tym, że zużyłam szampon* i maskę* z nowej (ale nie najnowszej) serii YR.

 photo P1190747_zps3786420f.jpg

 photo P1190750_zps658e9e47.jpg

Recenzje znajdziecie tutaj.
Szampon był super, naprawdę mi się podobał i wrócę do niego na pewno. Zastąpiłam go szamponem objętościowym z tej samej linii. Maska była bardzo przyjemna, teraz mam Bingo od Hex i kilka odżywek, np Mrs. Potters do włosów farbowanych*. Ja nie mam włosów farbowanych, ale lubię myśleć, że te produkty pomagają pielęgnować i zachować kolor, więc chętnie po takowe sięgam. Odżywki Mrs. Potters bardzo lubię, tą konkretną dostałam na spotkaniu blogerek w często, ale moja ulubiona to aloes i jedwab czy coś takiego. Pisałam o niej kiedyś i nawet znalazłam zdjęcie jak jeszcze używałam kamery w laptopie :)


To już koniec january empties (chociaż tak naprawdę niektóre z denek to jeszcze zeszłoroczne produkty). Kolejna edycja już wkrótce i zdradzę Wam, że nawet jestem bliska zużycia kolorówki! To tylko jeden produkt, ale jaram się ;)

Do następnego, buziaki ahoj,
Stri.

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...