wtorek, 30 lipca 2013

onnanoko haul: lily lolo, farmona, bielenda, fraicheur, carmex, szampon dziegciowy

Po poście opisującym sklep kosmetyczny Onnanoko, nadszedł czas na mały haul. Jest trochę pielęgnacji, trochę makijażu, coś do włosów..

Zapraszam serdecznie :)

 photo P1210478_zpsba30afc3.jpg

Farmona Herbal Care Szampon Lniany*

Jest delikatny i skuteczny zarazem. Myje włosy, zmywa oleje, nie podrażnia skalpu, nie zauważyłam obciążania/niedomywania. Wszystko jest w porządku. Wpisuję na listę dobre, bo delikatne i daję punkt Farmonie. Nie znam Farmony zbyt dobrze, ale teraz bez obaw rozejrzę się na półkach. Serie owocowo-ciastkowe były niezbyt równe. Wiem, że bardzo podobały Wam się zapachy, ale niekoniecznie działanie wszystkich kosmetyków. Ja nie miałam okazji spróbować. Zachwycił mnie zapach delicji czekoladowych Farmony, ale to balsam z serii profesjonalnej. Ciekawe czy jeszcze kiedyś się spotkamy.
Ten szampon ma chyba tylko jedną wadę - nie jest zbyt wydajny i uwierzcie mi kiedy to mówię. Wiem jak mało szamponu, nawet takiego nie pieniącego się, mogę użyć na włosy, żeby je umyć. Tego potrzebuję więcej. Pieni się, nie zrozumcie mnie źle. Niemniej jednak jakiś podejrzany jest ;) Ma 300 ml i kosztuje niecałe 10 zł. Mogę mu to wybaczyć, naprawdę nie jest to zły produkt. Przeznaczona do włosów suchych i łamliwych. Jestem ciekawa innych wersji.

Oczywiście obietnice producenta są urocze. Spektakularne efekty: 
nawilżone, sprężyste i lśniące włosy -  bardziej niż same z siebie na pewno nie
zmniejszona łamliwość i rozdwajanie się końcówek - mam rozdwojone końcówki, ale być może faktycznie mniej mi się łamią, kto wie kto wie..
większa odporność na uszkodzenia - nie sądzę, żeby szampon coś takiego zdziałał, ale też nie mam tego jak sprawdzić. Sprytnie panie producencie, sprytnie..
piękne i zdrowe włosy - pfff yyy akurat

 photo collage_zpse74e8685.jpg

Farmona Herbal Care Odżywka Do Włosów Lniana*

O odżywce nie będę się jeszcze wypowiadać, chciałabym ją jeszcze poużywać przed wydaniem opinii. Nie uczuliła mnie, nic z tych rzeczy. Dobrze się zachowuje, ale o szczegółach później.

 photo collage4_zpsfea158d8.jpg

Fraicheur Żel Pod Prysznic Jabłkowy*

Fraicheur i Cattier mają być jakoś powiązane. Ten ogromny żel kosztuje 17 zł, ma 400 ml i jest niekończącym się produktem. Nie jest ekstremalnie wydajny, ale przy takiej pojemności chyba nie musi być. Pachnie jabłkowo, od połowy opakowania trochę męcząco, ale nie jest to nieprzyjemny zapach. Myje, pieni się, wysusza skórę w mniejszym stopniu niż zwyczajne żele pod prysznic. Były też inne wersje, można spróbować, ale bez szału. Caudalie to nie jest.

 photo collage2_zpse229bd85.jpg

Carmex Sztyft Nawilżający Truskawkowy SPF 15*

Wydajność, stosunek ceny do jakości, opakowanie, dostępność - wszystko fajnie. Nawilża, zmiękcza usta i jest przyjemny w stosowaniu. Jest tylko jedno "ale" - uzależnia usta od siebie i po odstawieniu nie da się ich nawilżyć niczym innym. Stosuję doraźnie, teraz już wiem, że nie jest to produkt dla mnie przy założeniu, że nie chcę, aby był jedynym kosmetykiem ochronnym do ust, którego chcę używać.


 photo collage6_zps2d14cd86.jpg

 photo P1210469_zps7ce74a32.jpg

Bio Szampon Dziegciowy przeciwłupieżowy*

Smoła brzozowa brzmi naprawdę zachęcająco. Dziegieć ma mieć działanie przeciwbakteryjne i antyseptyczne, wspomagać gojenie się ran (idealny dla mojej biednej rozdrapanej skóry głowy), ma poprawiać krążenie, wspomagać regenerację naskórka, zmniejszać wydzielanie sebum poprzez regulację gospodarki tłuszczowej. Usuwanie łupieżu w moim przypadku nie jest priorytetowe, ponieważ po prostu go nie posiadam. Produkuje go Fratti Rosja.
Przeważnie nie czytam zapewnień producenta przed zastosowaniem produktu (chyba, że jest to specjalistyczny produkt, np coś naczynkowego), ale w tym przypadku wiem, że to jest coś, co naprawdę może mi się spodobać. Potestuję i dam znać, na pewno.

 photo collage3_zps92d249bf.jpg

Lily Lolo, Korektor Mineralny w odcieniu Blondie*

Będzie osobna recenzja, więc teraz nic Wam nie powiem ;P

 photo collage7_zps32eef617.jpg

Bielenda Bio Plantacja Algi Anti-Age Ekologiczny peeling koralowy do ciała*

Nazwa jest długa, ale jest to po prostu dobry zdzierak, drobny i mocny, ale może być delikatny. Dodatkową zaletą jest jest różowy beztroski kolor. Stosuję regularnie, całą resztą opowiem Wam przy okazji recenzji z prawdziwego zdarzenia :P


Znacie te kosmetyki? Jak się u Was sprawdziły? Szczególnie jestem ciekawa kosmetyków Farmony z serii Herbal Care. Nie robią Wam krzywdy inne wersje? Green Pharmacy pewnie nigdy nie będzie mi dane ujrzeć na żywo na drogeryjnej półce (jakoś nie mam szczęścia), więc może pójdę w Farmonę.

Wtorek, dzień kolejny. Dzień dobry ponownie.
Buziaki!
Stri

poniedziałek, 29 lipca 2013

książki #2 czerwiec i lipiec

Fuck. Tak chyba można podsumować co czytałam/co działo się w czerwcu książkowo.
Słomka, Jeż i Hexx zajęły mi większość czasu emocjonalnego i chyba to (oraz fakt, że w końcu zapisałam się do biblioteki) zdecydowało o moich SZALONYCH WYBORACH.

Zapisałam się do biblioteki w pewien deszczowy poniedziałek. Nie, nie prawda. Poniedziałek był niezupełnie deszczowy. Wtorek był. Skąd wiem? W poniedziałek udało mi się wcześniej wyjść z pracy, po drodze do domu musiałam jeszcze coś załatwić i zdecydowałam to jest ten dzień - idę do biblioteki! Filia nie jest duża, ale 1) zapisanie się do biblioteki  nie boli 2) zawsze się coś (ciekawego) znajdzie.

Dorota Masłowska, Kochanie zabiłam nasze koty



Alright, wchodzę zapisuję się i rozglądam się po regałach.. Podejmuję decyzję. Pilipiuk, jakaś głupawa zielona książka dla kobiet, no i Masłowska Kochanie zabiłam nasze koty. Nie czytałam nigdy Masłowskiej, bo nie nadążam nigdy jak jest szał szaleństwo, a później to już chyba byłam zniechęcona.

Jeszcze na studiach w Krakowie pamiętam rozmowy znajomych o tym gdzie zatrzymała się Masłowska będąc na stypendium (?) itd..

Zapewne niefortunnie, ale stało się - po latach biernego opierania się sięgnęłam po jej książkę. To było takie trochę perwersyjne, czytać coś, czym tyle osób się ekscytuje.

Tego dnia zostawiłam parasol w bibliotece, wiem na pewno, bo we wtorek wracałam do domu przemoknięta do suchej nitki. Z Masłowską w torebce, żeby ją oddać.

Może najpierw (po raz kolejny) o moim podejściu do (czytania i pisania) recenzji literatury i kina.

No.
Nie.
Just don't.

Nie wiem kiedy to się zaczęło. Dawno. Musiało się zacząć dawno, bo od dawna czytam książki.

Nigdy nie czytałam recenzji ani opinii innych ludzi na temat tego, co oglądam i czytam. Nie interesuje mnie co ktokolwiek ma do powiedzenia w tej sprawie. Chyba, że wypowiadają się moi ulubieni autorzy. Dla każdego to inne doświadczenie, a obcowanie ze Sztuką nie da się tak łatwo poukładać, ani słowami ani kategoriami.

Generalnie tak - kiedyś czytałam te takie opisy z tyłu książek, na okładkach. Dramat. Książki były o czymś totalnie innym. Filmy. Czasem po obejrzeniu jakiegoś filmu czytam "zapowiedź" albo "recenzję" lub oglądam trailer. WTF czy mówimy o tym samym filmie? Przecież ta książka była o czymś zupełnie innym!

Każdy wyciąga z opowieści inne rzeczy. W zależności od tego jakie ma w sobie narzędzia. Nie będę się rozdrabniać i powiem tylko, że nie czytam. A takich jednozdaniowych recenzji typu "New York Times", "Wprost", "Sławomir Mrożek" to już w ogóle WTF.

Fantastyka ma chyba najbardziej adekwatne opisy. Pewnie dlatego, że w tych książkach wszystko ma trochę inny wymiar i tak naprawdę są o rzeczach prawdziwych. Aaaaanyways, w związku z tym, że nie czytam to również nie uważam za stosowne pisać takowych. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, recenzji być nie może... ale będą na swój sposób.

Dorota Masłowska, Kochanie zabiłam nasze koty - o co chodzi? Ona dostała jakąś nagrodę literacką. Really? Za opowiadanie różnych rzeczy i pisanie o emocjach? Nie, jak to było.. wyrażanie myśli? Jakoś tak.
Nie chcę mówić, że to jest być może świetna polska literatura, ale ja nie pojmuję. Kaman, naprawdę nie pojęłabym? Nie wiem. Do Masłowskiej nie wrócę chyba, że ktoś mnie zmusi do przeczytania czegoś jej autorstwa.

Katarzyna Grochola, Osobowość ćmy



Następnego dnia wypożyczyłam książkę, którą poleciła mi koleżanka z pracy. Powiedziała, że to najlepsza książka, którą czytała. Grochola, bo to o niej mowa kojarzy mi się z takimi kobietami po 40stce, które nie mają życia seksualnego a może chciałyby mieć, no ale nie mają jednak. Zresztą nie wiem, przecież mam 25 i może nie rozumiem literatury dla dorosłych. Moim zdaniem to takie czytadło pfff, ale dobra. Nie oceniam. Całe detektywistyczne zamieszanie było pocieszne. Przeczytałam w 3 godziny.

Oprócz tego - już niedawno, a nie w zamierzchłych czerwcowych czasach przeczytałam kolejnego Pilipiuka.


Andrzej Pilipiuk, Wampir z M-3

Pomysł jest dobry, ale wykonanie gorsze niż się spodziewałam. Niemniej jednak, można przeczytać jak się chce.

Pytałyście również o książkę tak złą, że aż czytam ją z zainteresowaniem. Cóż, może z zainteresowaniem nie, ale daję sobie 3 godziny na tom i nie więcej. Mowa o serii książek House Of Night. Dwie pierwsze, czyli Naznaczona i Zdradzona przeczytałam po polsku. Ojej jak źle i jednocześnie jestem bardzo ciekawa co dalej. Spróbuję przeczytać w oryginale, myślę, że język będzie mniej szalony. Jednocześnie wolałabym mieć fizycznie książkę, bo wtedy łatwiej mi się czyta. Anyways, that's that.
Czytałyście jakieś młodzieżowe książki o wampirach? Wiem, że teraz bardzo popularne zrobiły się książki w stylu 50 shades i szczerze mówiąc może sobie kiedyś jakąś wypożyczę, mmm :)

Gorąco mi, jestem wyczerpana. Klawiatura parzy w palce.

Życzę Wam chłodnego wieczoru i dajcie znać co czytałyście ostatnio albo co zamierzacie :)
Jeśli chodzi o mnie, na pewno przejrzę Historię Filmu Francuskiego Jerzego Płażewskiego i zobaczę czy mogę bez prerekwizytów przeczytać Dziecko Szczęścia lub Meridon Philippy Gregory.

W sierpniu zamierzam również zanurzyć się w Pilipiuku ponownie, tym razem będzie to Oko Jelenia, które stoi na mojej półce od ponad dwóch lat, ale w końcu czuję, że jestem gotowa. Będzie mi bardzo smutno, że je przeczytałam, ale cieszę się, że w końcu się to wydarzy.

Pijcie wodę i pamiętajcie o swoich, a także bezdomnych potrzebujących zwierzakach. Dostęp do świeżej wody to największy problem w taki upał. Wystawcie miseczkę z wodą i zmieńcie ją rano/wieczorem jeśli nie możecie częściej. Obserwujcie swoich czworonożnych przyjaciół, wymioty mogą być oznaką udaru. Nawadniajcie ich chłodną (ale nie lodowatą) wodą, to dla nich bardzo trudny czas.

Buziaki ahoj!
Stri


bonobo



zwłaszcza o czwartej nad ranem

niedziela, 28 lipca 2013

hip hop elements, guinness, komary i obawy początkującego rolnika


Wolę Ritę akustycznie, a nie przebraną za Beyonce/Rihannę/Nicki Minaj. Niemniej jednak, tytuł utworu wydawał się być adekwatny. Rozpływam się. Próbuję coś robić, ale naprawdę się rozpływam.
Dzień dobry, niedziela.
Niech przyjdzie deszcz, proszę.
Proszę.

 photo hhe_zps6bbf0419.jpg

Okay, get over yourself. Wczorajszy koncert był fajny, whisky z colą dobra, stripsy w kfc smaczne, a guinness w irish pubie całkiem kremowy. Nawet szklanka była gratis ;) Wróciłam niezbyt późno, ale komary i tak mnie pogryzły, a japonki prawie obtarły. Generalnie spoko. Weekend zaliczyć można do udanych. Dzisiaj idę jeszcze na rodzinny obiad, a po powrocie będę się chłodzić. Muszę zaplanować nadchodzący tydzień, trzeba kupić kilka rzeczy i zrobić porządek w szufladach. I znaleźć zaginione rzeczy różne (np nój nowy flashy liner, o którym miałam Wam napisać, ale nie wiem gdzie jest). W sobotę spotkanie z Dziewczynami. Jestem bardzo podekscytowana, myślę, że nie tylko ja :) Być może w tym tygodniu wydarzy się coś jeszcze, ale jest mi zbyt gorąco, żeby o tym teraz myśleć. I nie, ja nie hejtuję pogody. Po prostu trudno jest żyć, ale proszę bardzo. Niech sobie będzie taka pogoda. Jest lato, rozumiem. Jednak z perspektywy rolnika, obawiam się o moje sadzonki i plony i w ogóle suszę. O rolnictwie opowiem Wam więcej, bo to naprawdę niesamowita sprawa. Jestem ciekawa czy Wy też uprawiacie i macie dla mnie jakieś rady? Wszystko w swoim czasie. Tym razem poszłam na żywioł, zupełnie spontanicznie. Nie wiem co koło czego się sadzi, nie wiem czy mi wyrośnie, w ogóle nic nie wiem. Przetrwają najsilniejsi, więc nie przejmuję się tylko sadzę, podlewam i czekam. Prognozuję, że i tak całą doniczkę zdominuje koperek, którego nawrzucałam tam jak głupia. Oh well, lubię koperek, więc to jest okay.

Pozdrawiam,
buziaki,
Stri

sobota, 27 lipca 2013

tv time with stri #2 spin-off serialu pamiętniki wampirów i inne rzeczy, które ostatnio oglądałam przeważnie zasypiając

Dzień dobry,

Nie miałam co prawda ostatnio zbyt wiele czasu i ochoty na oglądanie czegokolwiek sensownego, bo jest bardzo bardzo gorąco i topię się przed monitorem. W związku z powyższym, oglądam przy okazji albo jak już jestem tak zmęczona, że nie mam siły na cokolwiek innego. Od poprzedniego posta minęło trochę czasu, więc nadchodzę again.

 photo P1220020_zps4c911142.jpg

Dates - nowa brytyjska produkcja poprowadzona w fajnej atmosferze i nie ma to nic wspólnego z makeovers.
Hebrides Islands on the Edge - programy przyrodnicze robią się coraz bardziej dramatyczne, wzruszam się regularnie.
Behind the Candelabra - film o ikonie homoseksualistów, artyście z Las Vegas - Liberace i historii jego związku ze Scottem Thorsonem
Continuum - serial obyczajowy, niby sci-fi. W końcu zaczęłam oglądać i bardzo mi się podoba.
Ray Donavan - serial o załatwiaczu różnych spraw
Major Crimes - ostatnio jakoś mi się spodobał, chociaż nie jest to nic specjalnego. Jest przyjemnie miękki.
Franklin and Bash - serial o szalonych prawnikach, którzy lubią to co robią i mają poczucie humoru.
Suits - serial o prawnikach zupełnie na poważnie, ale z pikantnymi szczegółami. Kolejny sezon nie rozczarowuje.
Under the Dome - nie wiem co będzie dalej, ale chcę się dowiedzieć.
The Originals - aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa czyżby to był seksualny serial o Klausie i pierwszych wampirach? Tyle emocji!!

Dzisiaj koncert Sokoła i Marysi Starosty. Jestem bardzo podekscytowana, jest mi strasznie gorąco i chciałabym zjeść lody, ale zamrażalnik się zamroził i nie da się go otworzyć. Edytuję zdjęcia, klawiatura jest gorąca. Dobrze, że przynajmniej myszka się nie nagrzewa ;)

Buziaki!
Stri

piątek, 26 lipca 2013

niebieski i pachnący

 photo P1230154_zpsc71807ab.jpg

My Secret 168 Fruit Cocktail
Dostępny w Naturach i tutaj podziękowania dla Magdy - bez Niej pachnąca kolekcja by się nie wydarzyła w moim życiu być może.

Jest w nim coś wyjątkowego, nie jest to Pacific Blue Sally Hansen ani niebieskość Miss Sporty.
Ma zapach, ale nie jestem pewna jak go opisać. Nie jest to odświeżacz do toalety na szczęście.

Trzyma się jako tako, ja nie mogę tego ocenić ostatnio, bo mam trudną codzienność paznokciową. Próbowałam preparatu od OPI, ale z ulgą wracam do Seche Vite. Kupiłam Seche Restore, a samego SV zostało mi jeszcze kilkadziesiąt mililitrów. Szaleństwo.

Anyways, tyle na dziś. Cały piątek spędziłam na wycieczce do westernowego parku rozrywki. Było fantastycznie! Mam kilka zdjęć na telefonie, pokażę Wam. Wiem na pewno, że chcę wrócić tam ponownie :)

Dobrej nocy i fantastycznego weekendu Wam życzę :)
Buziaki,
Stri

czwartek, 25 lipca 2013

i'll be thinking about you


czwartek drogie Panie.
ostatnio zaburzyłam sobie spanie i muszę wreszcie zmyć te czerwone paznokcie
taka czerwień do mnie nie przemawia, pokażę Wam

letnio, słonecznie, gorąco i cytrynowo
wczoraj kolejna edycja sea food night
polubiłam tematyczne wieczory,
chciałabym ich more and more

anyways, czytam tak źle napisaną książkę teraz,
że aż mam ochotę przeczytać wszystkie tomy
to niesamowite

opowiem Wam

weekend zapowiada się interesująco

myślę, że to wszystko co mam w planach
doprowadzi do tego, że w niedzielę
będę miała obtarte stopy, spaloną słońcem skórę
i piękne wspomnienia :)

we'll see
tymczasem czwartek i..
porn-like music videos

buziaki
ahoj

Stri

wtorek, 23 lipca 2013

onnanoko sklep kosmetyczny - magiczne miejsce na mapie częstochowy

Cześć Dziewczyny,

Dzisiaj opowiem Wam o Onnanoko.
Bardzo rzadko zdarzało mi się przebywać w okolicy Placu Daszyńskiego w Częstochowie (początek Alei). W gruncie rzeczy odkąd się przeprowadziłam do Często, byłam tam tylko z Hexx w aptekach i Rossmannie, no i sklepie niemieckim. Zima trwała w najlepsze, nie nastrajało to do przechadzek po mieście.

 photo o4_zpscdc4e032.jpg

Idąc kiedyś po rozkopanym chodniku w poszukiwaniu szczęścia znalazłam Miejsce, którego szukałam, nawet o tym nie wiedząc. Rozmawiałam wtedy ze Słomką przez telefon i szłam sobie żwawym krokiem "do Galerii". Nagle coś nieprawdopodobnego ukazało się moim oczom. Paletki Sleeka omg nieee to się nie dzieje naprawdę. Słomka ojacie, ale tu fajnie na tej wystawie. "Wchodzimy" - oznajmiłam i wturlikałam się do środka. Pooglądałam asortyment co chwilę zauważając "oooo a tu jest Lily Lolo, ooo a tutaj jest Cattier, ojacie OLEJE!", po czym zakończyłam rozmowę ze Słomką (na jakiś czas, później zadzwoniłam ponownie, żeby opowiedzieć Jej co i jak) i powiedziałam "Dzień dobry". Tak poznałam CEO Onnanoko - Panią Agnieszkę, która okazała się być nie tylko miła i sympatyczna, ale również zainteresowana kosmetykami i starannie je dobierająca dla siebie i swoich klientek.

 photo o5_zpsc9ba110f.jpg

Porozmawiałyśmy dłuższą chwilę, powymieniałyśmy się doświadczeniami i namiarami w Internecie, a później zapowiedziałam się na kolejny tydzień. Przyszłam, rozmawiałyśmy kilkadziesiąt minut o pracy, kosmetykach, nie tylko.. zaczęłam odwiedzać Onnanoko regularnie (chociaż przez ostatnie kilka tygodni ze względu na inne zobowiązania niestety prawie wcale).

 photo P1210381_zpscdd1b148.jpg

 photo o1_zps7a653d03.jpg

Dlaczego tak lubię to miejsce? Przede wszystkim ze względu na to, że można sobie pogadać i dowiedzieć się różnych ciekawych rzeczy o produktach. Po drugie, dlatego, że jest ładnie :)
We wszystkich pozostałych miejscach (mydlarniach i innych podobnych drogeriowych) można wysłuchać i zapoznać się z ofertą, można usłyszeć jak panie recytują ulotkę, ale nie można porozmawiać. Cóż. Kwestia doboru pracowników, szkolenia, zarobków? Nie wiem, nie wnikam. Po prostu tam nie wchodzę.

 photo o3_zps2e7a181b.jpg

 photo o2_zpsc25541ee.jpg

Poza tym w Onnanoko jest możliwość sprowadzenia kosmetyku dla Klienta. Genialne.
Ceny nie przygniatają, cała sytuacja dobrze wpisuje się w mądrą zasadę wspierania lokalnych przedsiębiorstw. Po co zamawiać coś przez Internet jeśli w tej samej cenie mogę to kupić stacjonarnie? I jeszcze zobaczyć kolor, opakowanie..

 photo P1210334_zpscc298b04.jpg
Cattier

 photo o6_zpscbe34e39.jpg
Szampon z papryką, Joanna..

Niestety, Onnanoko (miejmy nadzieję chwilowo) się zamyka. Ostatnie zakupy można zrobić od piątku do końca tygodnia. Myślę, że warto zajrzeć, jeśli akurat macie okazję :) Znajdziecie tam kosmetyki naturalne, kosmetyki indyjskie, rosyjskie, zupełnie europejskie, polskie..

Niedługo opowiem Wam o produktach, które są tam dostępne i miałam okazję je wypróbować. Udało mi się kupić mój pierwszy produkt Peggy Sage (jestem ciekawa marki) i zdecydowałam się na kolejny indyjski olej.. poza tym chyba znalazłam dobry zdzierak oraz treściwy i lekki jednocześnie krem :)

Namiary na Onnanoko:
Facebook Onnanoko sklep kosmetyczny
(do końca lipca) Pl. Daszyńskiego 9/10,
42-200 Częstochowa

 photo P1210369_zps66683189.jpg
Lily Lolo, Sleek, Bomb Cosmetics..

 photo P1210344_zps9304d2b6.jpg
Różowa Nagoya love

 photo P1210379_zps42745548.jpg

Mam nadzieję, że Wasz wtorek minął dobrze i wieczór przyjemnie zamieni się w noc.
Życzę Wam spokojnego snu i takich sklepów kosmetycznych w Waszych miastach :)

Pozdrawiam serdecznie i do następnego,
Stri

PS. Dziękuję, że jesteście.

dzisiaj długo spałam, ale nadal jest rano

poznajcie moją ulubioną czeską artystkę
Iva Bittová w duecie z mężem
Morning Song


dzień dobry
lepiej mi

Stri

poniedziałek, 22 lipca 2013

myśl pozytywnie

Dzień dobry :)

Obudziłam się po piątej, ale wstałam dopiero po godzinie. Nie mogłam pogodzić się z tym, że dzisiaj nie będę robić tego, na co mam ochotę. Przynajmniej przez 8 godzin pracy.

Robię pesto na śniadanie. Zapewne nie jest to najlepszy wybór żywieniowy, ale mam ochotę na makaron. Co zrobić? Wczoraj cały dzień jadłam sałatkę. Makaronu nie robię dużo. I promise. Zmyłam paznokcie i je naolejowałam i rano pachniały trochę jak kakao. Może to jednak moja mieszanka olejowa? Albo może mieszanka podbija zapach lakieru? Czy to się w ogóle może wydarzyć?
O olejach Wam opowiem, poszalałam ;P

Coś jeszcze chciałam.. aaa, już wiem. Porządki weekendowe nie zostały zrealizowane na 100%, bo nadal mam wolną przestrzeń, która czeka na wybuch mojej kreatywności. Tymczasem woda spływa mi z włosów, bo ich nie suszę tylko zostawiam do naturalnego wyschnięcia po prostu.

Zrobiłam maseczkę z białej glinki anapskiej, która jest szaro zielona na twarzy przed zaschnięciem. Bardzo ciekawy odcień :) Moja skóra jest mi wdzięczna, od razu lepiej wygląda. Niestety, to była tylko próbka. 
ZSK haul is coming.

Zreorganizowałam make up, teraz mam paletki bardziej w zasięgu i jeśli już o tym mowa to ja kończę pisać, czekam na jedzenie i robię makijaż oczu. Zwykle tego nie robię, ale mam mocne postanowienie, żeby zacząć. Na pewno się uda, tylko, żebym nie dostała alergii ;P

Życzę Wam wspaniałego tygodnia, mój zapowiada się ciężko i lekko zarazem. We'll see. Nastawiłam się, że miniony piątek będzie tragiczny i miło mnie zaskoczył, więc może teraz też powinnam się tak nastawić? Raczej myślę pozytywnie. O, a skoro już przy tym jesteśmy..


Buziaki buziaki,
Stri

niedziela, 21 lipca 2013

revlon raspberry scone swatches

Mówisz - masz. Mówicie - macie. O.
Swatche pierwszego fioletu przed Wami. W rzeczywistości lakier jest ciemniejszy i bardziej fioletowy. I swear, jest fioletowy. Róż jeżeli już to tylko intensywny i fioletowy. Ciepły.

 photo P1230551_zps879a4191.jpg

Postanowiłam dodać do niego jedną warstwę (nooo, może dwie) piasku OPI Can't Let Go, bo jak sama nazwa wskazuje - nie mogę go sobie odmówić. Paznokcie mają 3 dni, więc dlatego są trochę starte, na pewno jeszcze zobaczymy fiolet Revlonu na blogu. Bardzo mi się podoba, naprawdę już dawno żaden lakier nie przypadł mi tak do gustu.

 photo P1230540_zps47f8b1c4.jpg

Pachnie!! Moim zdaniem pachnie czekoladowo-kokosowo (wcale nie domestosem cytrynowym), ale muszę jeszcze raz to sprawdzić, bo nie wierzę. I to pachnie z dwa dni, sama w to nie wierzę. Czy ktoś zna te lakiery i może mi powiedzieć czy to się dzieje naprawdę? Nakłada się dobrze, nie zauważyłam żadnych problemów. Co do wysychania i topu..

 photo P1230542_zpscafadcd5.jpg

Na Revlonie mam top z OPI, który bąbelkuje i mam wrażenie ani nie utwardza ani nie przyspiesza wysychania w sensie natychmiastowym. WTF? Seche nigdy się tak nie zachowuję. Wypróbujemy z SV, zobaczymy.
Mani trzyma się dzielnie i nie wygląda na to, żeby miał się skończyć (więc może top działa z opóźnieniem?), chociaż dziś je zmyję i wybiorę coś nowego ;P

Jak Wam się podoba? Zdjęcia są przekłamane, tzn kolory.
Na tym zdjęciu lepiej widać odcień, chociaż na moim laptopowym monitorze żadne z nich nie oddaje dobrze tego, co mam przed oczami.

one glass slipper/mz cherrie

Miłego wieczoru :*
Buziaki ahoj!
Stri

PS. Drugi fiolet pojawi się w późniejszym terminie. Mam teraz ochotę na jasne paznokcie.. ale kto wie? Może jutro mi się odmieni ;P

 photo P1230535_zps7ef6c24f.jpg

dzisiaj też wstałam przed szóstą

Dzień dobry

Jest coś magicznego we wschodach słońca i porankach. Ja przeważnie przebudzam się koło czwartej, później o piątej i jeśli nie wstanę wtedy, trudno jest mi się zebrać później. Zauważyłam, że o 6:30 zasypiam kamiennym snem, a najpóźniej wstaję o 7:20, więc to jest totalnie bez sensu. Lepiej wstawać rano.

Paradoksalnie, najwcześniej wstaję w dni wolne. Lubie jak są długie. Muszę powrócić do codziennego wstawania rano. Gdybym przed wyjściem do pracy miała 3 godziny - wow, ile mogłabym zrobić. Ugotowałabym sobie obiad, poćwiczyła, posprzątała pobieżnie, ogarnęła jakiś materiał na bloga.. wyczesałabym Kiciunia dłużej niż zwykle i mogłabym spokojnie rozpocząć dzień. Wyobrażam sobie, że spać musiałabym się położyć wcześniej niż przed dwunastą (przy założeniu, że każdy dzień tygodnia będzie męczący), ale gra jest warta świeczki. Będziemy próbować. Ostatnio nie było podsumowania tygodnia, bo nie udało mi się zrealizować wszystkich zamierzeń, ale skupiając się na pozytywnych emocjach - przyjrzyjmy się osiągnięciom.

1. Udało mi się uporządkować przestrzeń w łóżku, nadal pracuję nad regałem.
2. Udało mi się zreorganizować jeden z regałów na książki i w końcu pozbyłam się kilku kilogramów makulatury w postaci kolorowych magazynów i ulotek reklamowych/książeczek produktowych.
3. Odzyskałam przestrzeń na półkach, gdzie poprzednio były książki i właśnie adaptuję ją do swoich biurkowych potrzeb.
4. Zrobiłam spis powszechny kosmetyków. Gdybym miała aparat, zrobiłabym zdjęcia, ale możliwe, że będzie post na ten temat. Anyways, wszystkie produkty, których jeszcze nie otworzyłam zmieściły mi się w 1 pudełku kartonowym, 1 pudełku Samla 11-litrowym i tym mniejszym 5-litrowym. Wszystkie pudełka są z Ikea, wiadomo :) To jest jakaś 1/5 tego, co było np rok temu.  Jest progres, jest impreza.
5. Wyrzuciłam dużo zalegających bez sensu rzeczy, chociaż jeszcze nie wszystko, ale wszystko co mogłam to wywaliłam.
6. Powiesiłam więcej zasłon i jutro rano słońce nie będzie dawać mi po oczach ani nagrzewać tak bardzo mieszkania. Yay!

Zaraz będą swatche, muszę wybrać zdjęcia. Lakier jak zwykle wyszedł jaśniej (i za mało fioletowo). Damn.


HIFI Banda ciąg dalszy, oh well.



I jeszcze to.

Buziaki :*
Stri

sobota, 20 lipca 2013

plan na jutro i kołysanka na dziś


 photo P1230551_zps879a4191.jpg

specjalnie dla Simply i Esów.

a na dobranoc, bo nie mogę się oderwać.
to jest cały świat słów i dźwięków.



śpijcie spokojnie,
Stri

dwa nowe fiolety haul

Dobry wieczór:)

Jest jeszcze wcześnie i jasno, więc mam nadzieję, że spędzacie ostatnie godziny soboty bawiąc się wyśmienicie/odpoczywając w spokoju/aktywnie - jak sobie życzycie. Jeśli nie, nie martwcie się. Jest jeszcze niedziela :)

 photo P1230535_zps7ef6c24f.jpg

Raspberry Scone, który jest bardzo bardzo bardzo fajnym fioletowym kolorem. Jest jasny, radosny, młodzieńczy, ale też taki trochę funky i trochę sexy. Lakier pachnie, a scone to jedno z moich ulubionych słów.

762 Plum Attraction z regularnej linii to głęboka ciepła śliwka, która na pewno wiele razy gościć będzie na moich paznokciach jesienią i zimą.

Czaiłam się na te kolory już jakiś czas, aż w końcu dostałam je w prezencie. Kosztowały tylko 7 zł/sztukę bodajże, w Hebe. Szaleństwo!

W pewnym momencie mój dzień trochę zwolnił, ale muszę dokończyć to, co zaczęłam. Sprzątanie. Układanie ubrań. To będzie przygoda. Powinnam coś zjeść. Dziewczyny na spotkaniu w Trójmieście bawią się świetnie i na pewno zajadają się pyszną czekoladą z Wedla. Chciałabym, chciała..
Tęsknię za Wami moje Kochane Wariatki! :*

Jestem ciekawa jaki Wy lakier kupiłyście/dostałyście ostatnio?
Dajcie znać, chętnie przeczytam.
Buziaki ahoj!
Stri

you're the lucky one


obudziłam się dzisiaj przed szóstą, to będzie dobry dzień :)
zrobiłam rano trochę zdjęć, coś się tutaj będzie działo w weekend

teraz wychodzę załatwić kilka spraw na mieście,
ale jak wrócę i posprzątam to zasiądę

wiecie, że jest trzeci sezon suits?

bądźcie zdrowi i bezpieczni,
pijcie dużo wody, to ważne.

buziaki,
Stri

piątek, 19 lipca 2013

nowy element pielęgnacji: bioderma sebium żel do mycia twarzy

Hello hello,

Dzisiaj na dobranoc opowiem Wam o moim odkryciu ostatnich tygodni.. może miesiąca. To będą takie pierwsze wrażenia/wprowadzenie. Nie używam tego produktu często, ze względu na potrzeby mojej skóry raczej doraźnie. W miarę systematycznie, ale według potrzeb.

 photo P1220928_zps18422b8f.jpg

  • 2x200 ml kosztowało mnie 27 zł (cena petarda, dermokosmetyki nie muszą być drogie)
  • Opakowanie typu tuba jest mniej poręczne niż takie z pompką, ale spełnia swoją rolę i na pewno umożliwi wykorzystanie produktu do ostatniej kropki. Tuba jest przezroczysta - widzimy zużycie, łatwo wycisnąć produkt. Klapkę łatwo jest zdjąć/otworzyć i z powrotem zamknąć. 
  • Pierwsze wrażenie było bardzo dobre - skóra była oczyszczona i odświeżona. Pory były w wyraźnie lepszym stanie, a naczynka nie wydawały się mieć nic przeciwko.
  • Warto przypomnieć - moja skóra przetłuszcza się w strefie T, jest naczynkowa i ma skłonność do przesuszeń ze względu na AZS/łuszczycowość.
  • Produkt stosuję/stosować będę maksymalnie 2 razy w tygodniu. To nie jest mój główny produkt do mycia twarzy, nie używam go codziennie, bo nie potrzebuję.
  • Szukałam żelu do mycia twarzy, który "odblokuje" moją skórę w okresie upałów i żaru lejącego się z nieba. Nie oczekuję od tego żelu, że rozwiąże problemy przetłuszczania się mojej strefy T, czy też pomoże mi oczyścić pory jakoś na stałe, bo od tego mam peeling enzymatyczny. Po prostu chciałam coś mocniejszego i bardziej odzierającego, chociaż to nie jest dobre słowo, ale w porównaniu z pianką Decubal (której zużywam już drugie opakowanie), jest to bardziej oczyszczający produkt.
Macie doświadczenia z Biodermą? Muszę przyznać, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy coraz bardziej polubiłam Biodermę. Mają kilka perełek, szczególnie z serii Sebium. Używałam płynu micelarnego, moje KWC, serum i pore refiner też. Naprawdę godne polecenia, nie tylko do skóry całkowicie tłustej.

Pozdrawiam,
Stri

sennie


dziwne dni nastały, będę wieczorem.
buziaki, trzymajcie się dzielnie
i cieszcie się dzisiejszym dniem,
bo właściwie nie wiemy czy będzie następny

mimo wszystko, nie należy się poddawać
nie można nawet

(piątkowa) Stri

czwartek, 18 lipca 2013

książki #1 lipiec

Pilipiuk mnie uwiódł.


Andrzej Pilipiuk, 2586 kroków. Zbiór opowiadań, warto.


Ta okładka jest absurdalna, ja miałam przyjemność czytać pierwsze wydania. Przyjmijmy, że to nie szata zdobi człowieka i nie oceniajmy książek po okładkach. Chociaż szczerze mówiąc, ja jakichś głupio wydanych książek nie kupuję. Wolę sięgnąć po wyczerpany nakład czegoś sensownego na @ll niż kupować beznadziejne okładki.

Przejdźmy.

Andrzej Pilipiuk, Kuzynki. Tom pierwszy trylogii właściwie nie wiem o czym przede wszystkim - o przyjaźni, lojalności, o doskonaleniu siebie i swojego otoczenia.




Andrzej Pilipiuk, Dziedziczki. Chciałabym więcej tomów.


Andrzej Pilipiuk, Operacja Dzień Wskrzeszenia. Czytam właśnie, odprężam się przy niej chociaż dzieją się różne ekscytujące rzeczy. Edit. Wczoraj skończyłam. Jestem ciekawa co było dalej. Kurcze, ja bym pewnie umarła gdybym urodziła się wcześniej o 300 lat. Tyle emocji.

Zdradzę Wam w tajemnicy, że wypożyczyłam kolejną książkę Pilipiuka.

[Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony wydawnictwa Fabryka Słów]

[lubimyczytac.pl]

Monika Szwaja, Gosposia prawie do wszystkiego. Koleżanka z pracy mi ją przyniosła, ja bardzo rzadko czytam takie książki dla kobiet, ale muszę Wam powiedzieć, że ta książka naprawdę mnie wciągnęła i wcale nie była głupia.
Wręcz przeciwnie, była mądra.. chociaż miękka. Cieszę się, że ją przeczytałam.

W przyszłości napiszę na temat książek w czerwcu, a także reszcie książek lipca. Wygląda na to, że mamy nową serię na prostych czynnościach. Chyba tak będzie mi łatwiej ogarnąć. Nie spodziewajcie się recenzji  - ja z każdej rzeczy wybieram coś dla siebie i jest to dla mnie ważne (lub nie, czasami się nie da, ale ja przeważnie nie wybieram kiepskich książek i filmów). Dla Ciebie może być ważne coś innego, dlatego to czy mi się coś podobało czy nie - nie powinno determinować czy po to sięgniesz. Chyba, że wiesz co lubię i lubisz to samo. Wtedy to co innego.

Zresztą, sami zobaczycie. Może ja sama się czymś zaskoczę. Kto wie, kto wie..

Buziaki ahoj!

Stri :)

granatowe kosmetyki

 photo P1200818_zpse2172a91.jpg
Granatapfel orzeźwiający żel pod prysznic 200 ml

Owszem, jest orzeźwiający, ale jest też taki jakby zimowy w sensie otulający. Zapach ma specyficzny, rozumiem dlaczego niektóre z nas za nim szaleją. Na pewno nie wysusza skóry, ale nie czuję takiego nawilżenia jak przy Caudalie. Używam go kiedy mam ochotę poczuć się świeżo, ale ciepło. W zasadzie zawsze używam żelu pod prysznicem, żeby poczuć się świeżo.. lecz ciężkie, kadzidlane zapachy bardziej otulają niż odświeżają. Ten jest nieco pomiędzy. Nie chcę powiedzieć, że jest kadzidlany, bez przesady. Na pewno jest cięższy niż inne.

Opakowanie to klasyczna przezroczysta tuba, dobrze reaguje na otwieranie i zamykanie. Zawiasy są solidne, nie przewiduję problemów. Mogę otworzyć żel pod prysznicem mając mokre ręce, no problemo.

Wydajność jest niezła, bo żel jest raczej gęsty. Na pewno nie jest to taka woda, która przelatuje przez palce. Pieni się spolegliwie, jestem zadowolona. Nie pogorszył stanu mojej atopowej skóry, nic takiego się nie wydarzyło.

To był prezent, więc nie wiem jaka jest cena. Kilkanaście złotych chyba, jakoś tak.

[Gorrąco..]
Muak :*
Stri

PS. Tutaj pisałam o granatowej maseczce.
PS2. O granatowej kolorówce też będzie, no worries ;)

weekend już się zbliża


Lubię ten utwór i teledysk też.
Oglądałam Gossip Girl i myślę, że o Taylor jeszcze usłyszymy.

Fajnie, fajnie. Czwartek. Dziś warsztaty makijażowe z Dziewczynami! :D
Are you excited? I know I am.

Stri

środa, 17 lipca 2013

maska i odżywka oilmedica, czyli olej kokosowy na sterydach

Dobry wieczór!

Późno już, ale o dziwo jeszcze nie śpię ;) Zrobiłam sobie drinka i napiszę dla Was recenzję.

 photo P1230271_zpsde780caf.jpg

Na dobranoc opowiem Wam o oleju kokosowym, którego używałam przez ostatnie kilka miesięcy. Może zacznę od tego, że ja właściwie nie wiem czy olej kokosowy dla moich włosów jest optymalnym rozwiązaniem. Dlaczego nie wiem? Dlatego, że raz się sprawdza, a raz nie. Na początku mojego olejowania, sięgnęłam po Vatikę i byłam z niej zadowolona. To było dawno. Później używałam różnych mieszanek, również Amli. Nadal są produkty, które chce wypróbować, ale Oilmedica maska i odżywka do włosów* sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać czy kokos ma u mnie sens. Zaraz wyjaśnię.

Moje włosy.
Długie, kręcone, przetłuszczające się u nasady i suche na długości. Łatwo się plączą, a na skórze głowy apokalipsa w postaci łuszczycy. No trudno, żyć trzeba.

Nazwa produktu, a jego zastosowanie.
Nie wyobrażam sobie stosować oleju po umyciu głowy i później jeszcze raz go zmywać, więc maskę i odżywkę wsadzam między bajki i odbieram ten produkt po prostu jako olej. Jednocześnie rozumiem, że nie jest to czysty olej, ale czemu nie można było go nazwać olejem kokosowym extra, czy coś.

Cena. 
Waha się w okolicach kilkunastu złotych za butelkę 200 ml.

 photo P1230264_zps4c4be467.jpg
Tyle mi zostało.

Skład.
Czytając o tym, że produkt zawiera ekstrakty z amli i centelli asiatici, olejki z rozmarynu, henny, rycyny, owsa, cytryny i trawy cytrynowej, się podekscytowałam. Zwłaszcza, że olejować lubię i próbować nowe rzeczy też lubię.

O stosowaniu produktu w sensie częstotliwości i testowaniu najlepszej strategii stosowania.
Przeważnie przed każdym myciem, nigdy po. Czasami miałam go na głowie 30 minut, czasami 2 godziny albo 4, czasem całą noc a czasem 2, a nawet 3 dni. Tak, tak długo. Testowałam wpływ czasu trzymania produktu na włosach na jego efektywność. Nic mi z tych testów nie wyszło, bo niezależnie od tego czy było długo czy krótko - bywało lepiej lub gorzej.

Techniczne szczegóły. Opakowanie, stan skupienia, nakładanie na włosy.
Produkt w temperaturze pokojowej ma stały stan skupienia (latem jest cieczą cały czas, bo w moim mieszkaniu na poddaszu jest sto tysięcy stopni), więc przed zastosowaniem wkładałam butelkę na kilkadziesiąt sekund do ciepłej wody. To wystarczyło, żeby zmienić konsystencję i go bezproblemowo użyć. Zatyczka butelki nie przeciekała, wylewałam na dłoń, nakładałam, myłam ręce, zamykałam, odstawiałam na półeczkę. No problemo.

Zapach jest lekko cytrynowy, trochę kokosowy, przyjemny, nic drastycznego jak to miało miejsce w Amli. Mi akurat pasowała, bo się wychowałam na takich zapachach, ale dla europejskiego nosa to faktycznie mogło być przeżycie. Tutaj nikt nie powinien mieć problemu, wiem, że ja na pewno nie miałam.

Zapach okay, opakowanie i konsystencja sensowne i też okay, sam proces nakładania bez problemu dał się ogarnąć - nałóż olej na włosy, wmasuj, koniec.

Działanie. Łuszczyca, łuska, włosy po i ogólne wrażenia.
Czasami nakładałam go na skalp (nigdy mnie nie uczulił), czasami nie. W związku z moją łuszczycą, na skórze głowy tworzy mi się łuska. Łuskę trzeba rozmiękczyć i zmyć, nie należy rozdrapywać. Są pewne preparaty, które mi w tym pomagają, oleje rozmaite również się nadają, bo są tłuste i wiadomo. Logicznym jest zatem, że olej będzie ładnie ściągał łuskę. Pod warunkiem, że nie mamy uczulenia - wtedy to głupi pomysł, żeby walczyć z łuską w ten sposób. Zatem pierwsze dobre działanie oleju - zdejmuje łuskę. W moim przypadku bomba i pewnie dlatego tak lubię olejowanie. Po drugie, w te dobre dni - włosy były miękkie, lśniące, lepiej się kręciły i były takie bardziej mięsiste. W te gorsze dni były rozprostowane, nie miały blasku, były suche i takie osowiałe. W kwestii nawilżania moich suchych loków - spodziewałam się więcej, o wiele więcej. But then again - może kokos nie jest dla mnie. Coś tam się działo, ale nie na tyle, żeby określać ten produkt jako nawilżający.

Nie wiem, naprawdę nie wiem dlaczego. Wniosek z tego całego przedsięwzięcia jest taki - olej kokosowy w tym wydaniu raz się sprawdzał, a raz nie. Kiedy moje włosy dobrze go odbierały - było super. Kiedy nie - nie było super. Przez te kilka miesięcy używania, stan mojego owłosienia na głowie się pogorszył. Na skutek cieniowania albo na skutek braku odpowiedniego odżywiania.. albo na skutek wyprostowania ich raz prostownicą. Nieudolnie zresztą, bo próbowałam sobie zrobić loki/fale. Lol.

Podsumowanie.
Sam produkt oceniam bardzo dobrze. Opakowanie jest fajne, widać ile nam się zużywa, cena nie jest wygórowana, jest ogólnie dostępny, pachnie świeżo i przyjaźnie. O wydajności nie będę się rozpisywać. Napiszę tylko tyle, że mam bardzo długie włosy, a produktu potrzeba niewiele. Jednak wydajność jest indywidualną kwestią (ja myję włosy co 3 dni, więc fizycznie nie mam możliwości olejować ich codziennie, a niektórzy to robią i efekty są jeszcze lepsze). To fajna rzecz. Niestety u mnie sprawdziła się pół na pół, więc nie przewiduję powrotu.

Recenzja wydarzyła się w ramach inicjatywy HexxBox i producenta.
Dziękuję obu stronom, było mi bardzo miło uczestniczyć.


Wiem, że wiele z Was bardzo polubiło się z tym produktem. Czytałam również, że niektórym nie przypadł do gustu z różnych powodów. Mam nadzieję, że wszystkie znajdziemy coś, co działa tu i teraz i będziemy cieszyć się zdrowymi, pięknymi włosami. Zdrowiem w ogóle.. i radością z życia :)

[Tak, drink mi się już kończy, więc teraz czas na uśmiechy końcowe.]

 photo oi_zpsfc81e3ac.jpg

Buziaki, jesteście wspaniali :*
Stri :)

nowy element pielęgnacji: iwostin capillin maseczka kojąco-wzmacniająca

Dzień dobry, dzisiaj wstępne wrażenia dotyczące maseczki kojąco-wzmacniającej Iwostin z serii Capillin (która zastąpiła bardzo dobrą A-Dermę). Przed zmianą wyglądu opakowań, dawno dawno temu, jeszcze na studiach w Krakowie, używałam kremu wzmacniającego naczynka. Byłam całkiem zadowolona, ciekawe czy to nadal ten sam produkt..

 photo P1220963_zps3e462dca.jpg

  • 50 ml produktu kosztowało około 25 zł
  • Tubkowe opakowanie jest bardzo poręczne, chociaż nikogo nie zaskoczy, że wolałabym pompkę i opakowanie typu airless.
  • Pierwsze testy jak najbardziej obiecujące - nie podrażniła mojej skóry i dała same pozytywne rezultaty: nastąpiło (doraźne) ukojenie i uspokojenie rumienia, skóra była wygładzona, miękka i miła w dotyku.
  • Producent zapewnia, że maseczka daje odświeżające poczucie przyjemnego chłodu, ale szczerze mówiąc - nie zauważyłam. Może było zbyt gorąco? ;) Na pewno nie jest to efekt mrożenia czy mrowienia, nic z tych rzeczy. Nie trzeba się obawiać ekstremalnych wrażeń.
  • Stosuję według potrzeb, ale nie rzadziej niż raz w tygodniu. Przerzuciłam się na samorobione glinki.

Używacie produktów Iwostin? Ja mam pewien niedosyt, nigdy nie poznaliśmy się bliżej z wieloma produktami tej marki. Jakoś zawsze były zbyt drogie i wolałam kupić w tej cenie coś innego, ewentualnie dołożyć kilka złotych i uderzyć w znane dermokosmetyczne marki. Nie zrozumcie mnie źle - nie uważam, że Iwostin jest bardzo drogi czy jakoś przesadnie kosztowny. Po prostu nie znając zbyt dobrze asortymentu, decydowałam wielokrotnie, że wolę sięgnąć po coś innego. Może to był błąd? Mam ochotę na podkłady z serii Correctin. Właściwie każdego mogłabym spróbować. Wszystkie mają SPF30, więc są to produkty miejskie. Correctin Capillin - wzmacnia, Correctin Sensitia - łagodzi, a Correctin Purritin - matuje. Może dorwę jakiś tester czy coś..

Anyways, dziękuję za uwagę. Na właściwą recenzję trzeba jeszcze trochę poczekać. 2 miesiące to trochę krótko, żeby zauważyć efekty, zwłaszcza, że używam też innych produktów. A-Derma szła w ruch nawet codziennie, no i rezultaty były zadowalające. Teraz nie mam takiej potrzeby, moja skóra jest w lepszej kondycji, ale nie jest to zasługa jednego produktu i właściwie nawet nie wiadomo czy w ogóle jest zasługa jakiegoś produktu. Pogoda jest inna, powietrze się zmieniło z zimowego na wiosenne i letnie..

Wasza ulubiona kojąca maseczka? Nawet coś doraźnego.
O, wiem co miałam kupić!! Algi z Organique, damn.
Uroczyście przysięgam, że zużyję coś sypkiego i się zaopatrzę. Simply je chwali, Hexx je chwali. Chyba nie natknęłam się na negatywną opinię.

Buziaki!
Stri

PS. Wczoraj nie było krewetek (może dziś?), ale też było fajnie :))

see clear now


Miałam obsesję na punkcie tego albumu.
Wiley, See Clear Now.

Dzień dobry, znowu środa :)
Buziaki!
Stri

Ps. No dobra, nie mogę Wam tego zrobić. To utwór numer dwa na tej płycie :)) Na pewno część z Was słyszała, w pewnym momencie był bardzo popularny. Teledysk z lisami był mrau.

wtorek, 16 lipca 2013

cień virtual jako róż do policzków

 photo P1220074_zps2d033d91.jpg

 Cień do powiek, który z powodzeniem może służyć za róż. Niestety, nie wiem jaki to numer, a strona Virtual mi szwankuje (nie mogę kliknąć na zobacz kolory i powiedzieć Wam, który to konkretnie). Jest to chłodny, pudrowy baby pink. Fajny. Chyba jeden z Glossy Boxów mieścił podobny odcień Kryolan.

Ten krótki wpis ma w zasadzie na celu chyba tylko tyle - przypomnieć mi i Wam jak bardzo lubiłyśmy eksperymentować! Przecież nadal lubimy, ale ostatnio nie miałyśmy czasu nakładać 3 odcieni różu jednocześnie i używamy ciągle jednego. No dobra, trzech. Kiedyś bardziej nam się chciało ;)
Kosmetyków Virtual nawet nie używam, ale to nie o to chodzi. Chodzi o dobrą zabawę i kosmetyczną radość. Ja ostatnio użyłam kredki w makijażu i nawet nie mam uczulenia na linii wodnej. Może moja alergia na makijaż oczu była urojona? :>
Któż to wie..

Gdybym miała tendencje do blogowych akcji, wymyśliłabym coolową nazwę, banner, regulamin, takie różne, że w tym tygodniu to, a w innym co innego. No kaman, nie wiem czy na prostych czynnościach możemy się spodziewać czegoś takiego, chociaż nie powiem nigdy, bo później jak postanowię zorganizować akcję z kucykiem pony w tle to chyba sama siebie zahejtuję.
Po prostu pamiętajmy, że są rzeczy, na które warto wygospodarować trochę więcej czasu, minimalnie chociaż, a które przyniosą nam dużo radości. Nawet jeśli to będzie nałożenie sobie trzech różnych produktów do konturowania zamiast jednego.

O różach mogłabym powstać sagę. Muszę się za to wziąć. Myślę, że mój problem polega na tym, że ja obawiam się monumentalnych wpisów i gdybym miała opowiedzieć Wam o wszystkich moich różach to byłaby przygoda. Może jakoś to streszczę. Coś wymyślę.
I'm feeling it.

Chyba zauważyłyście ;)
Miłego wieczoru i dobrej nocy,
Stri

greckie kosmetyki haul

 photo P1220255_zpsce871d19.jpg

Greckie kosmetyki najchętniej kupiłabym w Grecji na wakacjach. Jako, że na wakacje do Grecji jeszcze się nie wybieram, szukałam online. Kosmetyki Korres są w Sephorze, ale tam świeci na nie złe światło, które ogrzewa i rozpuszcza wszystko psuje i bakteriuje i w ogóle. W związku z powyższym, truskawka.
Na truskawce były rozmaite promocje. Na pierwszą się nie załapałam i trochę mi było smutno, bo wtedy (jeśli się mylę to mnie poprawcie) 3 produkty kosztowały 27 zł. Później była druga promocja. Z tego, co pamiętam 3 produkty kosztowały 33 zł. Chyba tak. Promocja numer 3 polegała na dwóch masełkach za 10 dolarów. Byłam bardzo podekscytowana.

 photo P1220273_zps2375314e.jpg

Korres Lip Butter Jasmine oraz Pomegranate
Masełka nie są tak odżywcze jak Tisane, ale mają bardzo ładne wykończenie.

 photo P1220263_zps5a08b273.jpg

Korres Lip Butter Glaze Jasmine Moisturizing Vibrant Color
W przypadku tego odcienia kolor nie jest vibrant, ponieważ jaśminowy odcień nie rzuca się w oczy. Konsystencja jest przyjemna, ale nie jest to produkt za który dałabym się pokroić. Przyjemnie się klei. Jestem ciekawa bardziej kolorowego odcienia.

 photo P1220258_zps9784114f.jpg

Raspberry Antioxidant Liquid Lipstick - #28
Jedyną wadą tej pomadki jest to, że zostaje na zębach przy nieumiejętnym nałożeniu. Ja za pierwszym razem zrobiłam sobie nią krzywdę but now i know i mogę kontrolować grubość warstwy. Radzę nałożyć ją cienko, poczekać aż trochę przeschnie i ewentualnie później poprawić. Nie ma sensu nawalić jej sobie mililitr i później zlizywać z uzębienia.

Jak widzicie, usta. Jestem na etapie kupię sobie jeszcze puder, ale nie wiem czy to się wydarzy, bo biorąc pod uwagę stan konta powinnam raczej sprzedawać niż kupować..

Używacie greckich kosmetyków? Mogłabym jechać na wakacje do Grecji i naprzywozić kremów i olejów z oliwek. szampony, odżywki, maski do włosów i do twarzy. Can you imagine?
Teraz Egipt zrobił się niebezpieczny, więc może nastąpi zmasowany atak na małe piękne wysepki..

Jak myślicie? :) Słońce świeci świeci nadal.

Muak :*
Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...