wtorek, 29 października 2013

artykuł w gazecie o shiro, czyli gazetomania.pl oryginalny pomysł na prezent


Cześć Dziewczyny,

Shiro na pierwszej stronie gazety przynosi mi radość za każdym razem kiedy na niego spoglądam. Oprawiony egzemplarz stoi na honorowym miejscu w mieszkaniu.. poprawka. Stałby gdyby nie to, że mały terrorysta próbuje za wszelką cenę go zrzucić. Trzeba pomyśleć nad jakimś haczykiem, żeby zawiesić ramę. Tymczasem wyciągam ją jak przychodzą znajomi ;)



Zacznijmy jednak od początku. Dzisiaj opowiem Wam o portalu gazetomania.pl, dzięki któremu Shiro stał się top news w Gazecie :) Skontaktowano się ze mną proponując zapoznanie się z usługą. Na początku nie wiedziałam o co dokładnie chodzi, później uświadomiłam sobie, że chodzi o artykuł w gazecie. Szczerze mówiąc była to dla mnie totalna nowość, nigdy wcześniej nie słyszałam o takiej formie prezentu, ale ja o wielu rzeczach nie słyszałam, więc nie ma się co dziwić ;)


Wybierając gazetę "do testów" z premedytacją napisałam o Kiciuniu. Po pierwsze, pomyślałam, że taki artykuł ucieszy mnie. Po drugie, Shiro jest wdzięcznym tematem i mogę o nim pisać i pisać. Po trzecie, moja Rodzina i Przyjaciele (czyli osoby, którym taką gazetę mogłabym ewentualnie sprawić) nie mogliby zaistnieć tutaj w przestrzeni dostępnej dla każdego. Do Rodziny i Przyjaciół jeszcze wrócimy.


Jak napisać artykuł do gazety za pomocą portalu gazetomania.pl? Sprawa jest bardzo prosta i trwa mniej niż 5 minut jeśli wybieracie gotowy artykuł (jest ich mnóstwo - prezent na 40 urodziny, dla chłopaka, na wieczór kawalerski, prezenty na Święta) lub trochę dłużej jeśli artykuł piszemy sami. Edytor tekstu jest bardzo prosty w obsłudze, wybieramy artykuł, edytujemy front i tył gazety (to razem 2 artykuły - ja pierwszy stworzyłam sama, a drugi to tekst, który gazetomania ma w swojej ofercie i podmieniłam tylko imię i rodzaj na swoje i żeński), mamy opcję zmiany zdjęcia i wzoru gazety (przypominają znane tytuły, mój wybór to Gazeta Świętego Mikołaja, żeby nie było nudno i spłynęło na mnie więcej prezentów;P). Jest możliwość wybrania daty, nawet odległej ;) Ponadto zawsze możemy przejść w tryb podglądu i na bieżąco monitorować nasze postępy i konfrontować je z oczekiwaniami.


Kiedy nasza Gazeta jest już gotowa wybieramy ilość sztuk i ramki. Ile kosztuje Gazetomania możecie sprawdzić tutaj. Dostawa nawet następnego dnia, więc idealne na ostatnią chwilę.


Co ja o tym sądzę? Wśród moich znajomych, przyjaciół i członków rodziny nie ma zbyt wielu osób, które czytają gazety papierowe, więc myślę, że nabraliby się na taki żart :) Wiem na pewno, że kilka osób bardzo by się ucieszyło. Ja sama nie jestem chyba typem człowieka, któremu artykuł w gazecie sprawiłby tak wielką frajdę, ale już artykuł o moim kocie - wow :) Nie wiecie tego o mnie, ale kiedyś byłam redaktorem naczelnym gazety szkolnej. Miałam takie duże dziennikarskie okulary w granatowych oprawkach. Coś trochę jak teraz tylko wyglądałam mniej udanie, ale czułam się jak rasowy reporter. Co prawda nie miałam swojego biura za przeszklonymi ścianami aczkolwiek z roletą, ale i tak zabawa była przednia. Przez długi czas byłam przekonana, że zostanę dziennikarką gdy dorosnę, ale bardzo szybko uświadomiłam sobie, że to jednak nie jest moje powołanie, ale byłabym w tym niezła. Tak sobie wyobrażam, nie wyprowadzajcie mnie z błędu.


Powróćmy do mojego otoczenia i gazety. Uważam, że jest to świetna opcja na wieczór panieński/kawalerski, na ślub. W nadchodzącym roku będzie kilka tego typu wydarzeń, więc na pewno sama skorzystam. Taki upominek to fajna opcja w szczególnych momentach. Jestem pewna, że Osoby, o których myślę w tej chwili ucieszą się z takiego prezentu. Dodatkowo, cała sprawa nie jest droga.


Mamy wybór pomiędzy antyramą, ramą srebrną, złotą i mahoniową.
Moja jest czymś w rodzaju pomiędzy srebrem, a złotem. W domu rodzinnym Mama też wybrała takie ramy do obrazów i bardzo miło mi się kojarzy ten kolor i wzór :)


Kurier dostarcza przesyłkę bardzo dobrze zabezpieczoną w płaskim sztywnym kartonie z wzmocnieniem i jeszcze w środku jest karton, żeby egzemplarz nieoprawiony był bezpieczny w podróży. Nic się nie gniecie, wszystko jest proste i sztywne. Jakość papieru jest przyjemna, tusz nie brudzi rąk. Obawiałam się, że na tym polu mogą zaistnieć jakieś problemy, ale nie pojawiły się. Z gazetą można się komfortowo zapoznać :)

Jeśli macie jakiekolwiek pytania to dajcie mi znać w komentarzach, mailem.. od tygodnia jestem też na twitterze i instagramie (super zabawa, polecam:). Mam nadzieję, że post okaże się przydatny dla osób, które rozważają nietypowy prezent dla bliskiej osoby. U mnie w pracy gazeta zrobiła furorę, rozważano nawet podarowanie jej osobie, która przechodzi teraz na emeryturę. Dobra okazja :) Kiciunio był zachwycony, od razu położył się na kartonie i omiaukiwał swój prezent.

Razem z Kiciuniem serdecznie polecamy :)
Pozdrawiamy (miau)


Shiro i Stri

PS. Dzień dobry, już wtorek. Nie jest najgorzej, a dzisiaj nastąpią wreszcie pralka i lodówka.
Lodówka, która jest młodsza ode mnie ohyeah!

poniedziałek, 28 października 2013

płyn do usuwania wodoodpornego makijażu oczu ze stajni lirene i o samej marce słów kilka


Zanim go otworzyłam minęły długie miesiące (lata?;) Płyn dwufazowy dostałam kiedyś w goodie bag przy okazji spotkania z koleżankami po fachu. Dzisiaj nadszedł czas na jego zrecenzowanie.

Może najpierw krótko o poprzednikach. Zaszczytne pierwsze miejsce zajmuje dwufazowy płyn do demakijażu marki Sephora. Później jest długo długo nic, a później jeszcze długo nic nic i nic, a na samym końcu pod wszelakim poziomem znajduje się Ziaja ze swoją dwufazówką robiącą mgłę. Sephora mgły nie robi i dodatkowo wyobrażam sobie zawsze, że odżywia rzęsy, ale za to kosztuje 26zł/100ml

Lirene to nie jest firma po którą sięgnęłabym w drogerii. Kojarzy mi się ze średniej jakości kosmetykami, których używają ludzie, którzy nie wiedzą co kupić. Nie wiem, tak mi się kojarzy. Owszem, są wyjątki i wiem, że kilka dziewczyn w blogosferze lubi produkty z tej linii, ale ja miałam okazję używać tylko toniku/ów. Na pewno do skóry mieszanej albo jakiegoś nawilżającego. Były spolegliwe. Być może miałam coś jeszcze, ale na tyle nie zrobiło na mnie wrażenia, że nie pamiętam.

Okay, więc Lirene. Delikatny płyn do demakijażu oczu, usuwa makijaż wodoodporny szybko i sprawnie. Konsystencja 2-fazowego produktu jest self-explanatory, zapachu nie zarejestrowałam, ale pewnie jest jakiś taki dwufazowy. Kosmetyk jest wydajny, faktycznie potrzeba go małą ilość i jeden wacik na oko załatwia sprawę w moim przypadku. Później można poprawić patyczkiem, no i ja przeważnie sięgam po micel w celu zmycia całej twarzy.

Moja demakijażowa routine zmienia się w zależności od potrzeb i okoliczności i oczywiście użytych produktów, ale generalnie jeśli używam mleczka to palcami masuję delikatnie twarz i zmywam mleczko wodą pod prysznicem, resztę poprawiam płynem micelarnym. Czasami używam dwufazy przed takim zmywaniem, żeby mi się wodoodporne kosmetyki nie odrywały razem z rzęsami. Takie zagrożenie w przypadku produktów wodoodpornych i braku pomyślunku zawsze jest.

Przypomniałam sobie, że kupiłam kiedyś fluid matujący w absurdalnie ciemnym odcieniu (wbrew temu co było napisane na opakowaniu), a ostatnio trafiła mi się do testów baza i fluid 2 w 1. Niestety, produkt dostała w spadku bardziej opalona Przyjaciółka, bo ja nawet po lecie nie byłam w stanie nosić go na twarzy.. a akurat ten produkt mnie zainteresował. Fajnie krył pory. Cóż, może Lirene jednak źle mi się kojarzy. Chociaż chyba nie. Jasne, że chciałabym magiczne tańczące drobinki w życiu, ale obawiam się takich gadżeciarskich produktów pielęgnacyjnych. Tak się teraz zastanawiam.. przecież jest jeden produkt, który jest całkiem fajny i którego używałam z przyjemnością (i którego recenzję pewnie mam w swoim magicznym zeszyciku).. balsam ujędrniający z serii XS. Szybko się wchłaniał, lubię takie szybkie rozwiązania.

Wracając do dwufazy. Radziła sobie z wodoodpornymi cieniami, ajlajnerem i tuszem za jednym razem i za każdym razem. Nigdy mnie nie zawiodła. Być może trochę robiła mgłę, ale tylko jak grzebałam sobie w przestrzeni między rzęsami i na linii wodnej wacikiem niezbyt dobrze wyciśniętym albo patyczkiem. Poza tym wszystko było OK. Wydajność bez zarzutu, wszystko prawidłowo.

Cena to pewnie kilkanaście złotych za opakowanie, dostępność co najmniej w Rossmannie. Polecam, jasne, że tak.. ale do Lirene w ogóle musiałabym się jeszcze przekonać.

Dzień dobry, jest poniedziałek. Wieczorem pojawię się z czymś interesująco-wyjątkowym.
Do zobaczenia!

Buziaki,
Stri

niedziela, 27 października 2013

demakijaż i maseczka nutritive vegetal | tydzień z yves rocher dzień #7




 photo yrnv2prosteczynnosci_zpseffb2fa0.jpg 
 photo yrnv3prosteczynnosci_zpsbd68130d.jpg
Aksamitny tonik*
29 zł/200 ml

 photo yrnv1prosteczynnosci_zps0e138cf9.jpg
 photo yrnv4prosteczynnosci_zpsf90740ba.jpg
Aksamitna maseczka odbudowująca*
39 zł/75 ml (dużo mililitrów!)

Dzisiaj troszkę inaczej.

Wspominałam Wam o tej linii tu i ówdzie, ale pełnej recenzji się nie doczekała. Nie wiem czemu, bo recenzje poszczególnych produktów miałam w głowie i na papierze zresztą też. Dzisiaj jednak nadszedł czas i nadchodzimy wszyscy razem - ja, kosmetyki i recenzja. Zacznijmy.

Opakowania konsekwentnie yvesrocherowe. Żółty pozytywny kolor, tubka żelu do mycia twarzy była przezroczysta, podobnie jak butelka toniku. Nieprzezroczyste mleczko i maseczka nie sprawiały trudności - zużycie było widoczne mniej lub bardziej, ale dało się to sprawdzić. Zatrzaski/zamknięcia bez zarzutu. Zawiasiki działały od początku do końca. Zresztą u mnie przeważnie wszystko działa od początku do końca, bo dbam o swoje rzeczy i nigdy nie robię czegoś, co mogłoby im zaszkodzić. Czasami opakowanie jest źle zaprojektowane/wykonane i wtedy następuje przedwczesny rozpad albo uszkodzenie. W przypadku produktów Yves Rocher chyba nigdy tak nie było, nie przypominam sobie. Zawsze butelki/słoiczki/itp działają od początku do końca opakowania.

Zapach. Zapach całej serii jest mniej więcej jednakowy, zdecydowanie mocniejszy (jak na mój nos za mocny) w przypadku maseczki.. Generalnie kosmetykowy, wyczuwalny i właśnie to mnie na początku zmartwiło. Obawiałam się, że składnik zapachowy może mnie uczulić.

Nie uczuliło mnie nic. Moja skóra nie była podrażniona, naczynka się nie buntowały, ale nie mogę też powiedzieć, że były ukojone. Skłonność do zaczerwienień jest u mnie nasilająca się. Sezon grzewczy, zima, lato.. Takie okoliczności nie sprzyjają. Dlatego lubię mleczka. Mleczko Nutritive Vegetal przynosiło ulgę podczas demakijażu, bo produkt ten ma miękką kremową konsystencję i jednocześnie jest dosyć skuteczny. No właśnie, skuteczność.

Produkty są skuteczne, ale nie są wyjątkowe. Demakijaż, oczyszczenie skóry, tonizowanie i nawilżanie. Żel do mycia twarzy mył skórę, była po nim zaczerwieniona jak po każdym innym myciu na mokro. Po kilkunastu minutach zaczerwienienie znika. Nie wiem który podobał mi się bardziej - niebieski Hydra Vegetal czy żółty Nutritive Vegetal. Do żadnego z nich nie zamierzam wrócić w najbliższym czasie, ale gdybym musiała użyć tych żeli - nie miałabym nic przeciwko i nie spodziewam się, że moja skóra mogła by się buntować. Zresztą tak jest w przypadku każdego z tych kosmetyków.

Mleczka lubiłam używać pod prysznicem pod warunkiem, że nie miałam wodoodpornej maskary. Masaż mokrej skóry skutkował rozpuszczeniem większości makijażu. Nie jestem fanką używania mleczek przy demakijażu oczu, ale czasami mi się zdarza i nie miałam żadnych problemów z oczami. Mleczko zmywam wodą, później myję twarz żelem, osuszam, używam toniku. Tonik wzbogacony jest o koncentrat z jesionu, który pobudza produkcję lipidów, aby skóra była intensywnie i trwale odżywiona. Nie jestem przekonana czy przy okazji stosowania tej linii pobudziła się produkcja moich lipidów i nie powiedziałabym, że moja skóra była intensywnie, a tym bardziej trwale odżywiona. Seria jest po prostu funkcjonalna.

Aksamitna maseczka odbudowująca ma gęstą pastową niemalże konsystencję. Okay, bez przesady. Pastową konsystencję to ma Queen Helene. Ta maseczka jest odbudowująca, wygładzająca, zmiękczająca skórę.. tylko niekoniecznie sprawdza się na całej mojej twarzy. Strefa T mi się przetłuszcza jak szalona ostatnio i wyklucza tym samym stosowanie w tym obszarze produktów tak gęstych i bogatych.. ale odkryłam, że cudownie sprawdza się na dłoniach! Nie trzeba jej dużo, jest wydajna (bo konsystencja) i działa wygładzająco. Zapach nie sprawia problemu, dłonie można posmarować maską, włożyć w foliowe rękawiczki albo jakieś reklamówki jednorazowe i zostawić na jakiś czas albo najzwyczajniej w świecie posmarować dłonie, poczekać chwilę, wytrzeć nadmiar w ręcznik i już. Polecam :)

Na twarzy maseczka była mam wrażenie nieco zbyt gęsta we właściwościach jak na moje potrzeby i jednocześnie za mało nawilżająca. Nie wiem czy jest to zrozumiałe. Odnoszę wrażenie, że moja cera bardziej lubi lżejsze konsystencje. W końcu nie jest totalnie sucha tylko mieszana i naczynkowa i przetłuszczająca się ostatnio nadmiernie. Moje dłonie natomiast mają atopowe problemy, ale nie spodziewałam się aż tak dobrego działania na chorą skórę. Maseczka jest fajna, szkoda, że pachnie tak intensywnie.

Podsumowując, działająca seria do demakijażu i maseczka, której wolałam używać inaczej niż zgodnie z przeznaczeniem. Regularne ceny by mnie nie skusiły, ale w promocji jest lepiej.

Dzień siódmy teoretycznie powinien oznaczać koniec tygodnia z Yves Rocher, ale nie udało mi się opowiedzieć Wam o kilku produktach, o których zamierzałam, więc w listopadzie można się po mnie spodziewać postów na ich temat. Tymczasem kończymy, dziękuję za uwagę. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zrobię coś w rodzaju podsumowania, ale pamiętajcie, że wszystkie posty na temat Yves Rocher znajdziecie zawsze tutaj.

Weekend się już kończy, życzę Wam udanego niedzielnego wieczoru,
Trzymajcie się ciepło buziaki ahoj!
Stri

sobota, 26 października 2013

balsam odbudowujący na zniszczone końcówki włosów | tydzień z yves rocher dzień #6



- opakowanie to sensowna tuba, którą można wycisnąć do końca
- konsystencja kremoemulsji jest sensowna, chociaż tutaj sprawa się komplikuje
- produkt w założeniu ma być stosowany na końcówki po myciu w celu zabezpieczenia włosów
- trudno jest jednak osiągnąć optymalny stan i fajną fryzurę/ułożenie po przyklapnięciu sobie końcówek tym balsamem, bo włosy się przyklepują albo przynajmniej sklejają i zmniejszają objętość
- wygładza loki, prostują się (dla mnie nie jest to idealny efekt po zastosowaniu czegokolwiek do włosów)
- wykorzystałam go w nieco inny sposób nakładając jako odżywkę do spłukiwania
- otrzymując zaskakująco dobre aczkolwiek nietrwałe rezultaty
- wydajność w przypadku stosowania zgodnie z zaleceniami producenta jest bardzo duża, nie potrzeba dużo produktu na końcówki (oczywiście w przypadku mojego planu używania wydajność jest zdecydowanie gorsza, ale przecież to nie o to chodzi)
- zapach kosmetykowy, zostaje na włosach, ale nie jest przeszkadzający czy intensywny
- cena 24.9 zł za 50 ml w regularnej cenie byłaby do przyjęcia gdyby balsam robił na moich włosach to, co powinien
- dostępność: w salonach, internecie i ofercie wysyłkowej
- oznaczony zielonym punktem

Podsumowując - produkt się nie sprawdził w swojej roli. Zwyczajna odżywka do spłukiwania w tej cenie jest kiepskim zakupem, więc nie wrócimy do siebie. Zastanawiam się czy lepiej nie sprawdziłby się ten produkt na włosach sztywnych bardzo mało podatnych na cokolwiek. Jestem ciekawa.

Sobota się kończy, czemu weekend mija tak szybko?
Pozdrawiam Was serdecznie,
do końca tygodnia z Yves Rocher zostało jeszcze kilka recenzji :)

Stri

piątek, 25 października 2013

olejek odbudowujący do włosów | tydzień z yves rocher dzień #5



- olejek ma odżywiać i odbudowywać włosy, ale czy ktokolwiek w to wierzy? gdyby tak było, problem zniszczonych włosów by zniknął. nie zniknął
- opakowanie charakterystyczne dla serii - płukanka malinowa też takie ma. zakrętka jest trochę niewygodna, ale już się przyzwyczaiłam i mogę z tym żyć
- sensownym pomysłem byłby atomizer, płynny olejek bez trudu by się przedostał przez otwór/otwory
- konsystencja nie zmienia się pod wpływem temperatury
- produkt przeznaczony do bardzo suchych, kręconych i puszących się włosów, czyli takich jak moje
- w produkcie występuje olej jojoba
- stosowałam zawsze przed myciem, na pół godziny albo kilka/naście
- zmywanie szamponem nie stanowiło trudności, zawsze myję włosy jeden raz i już
- czasami włosy są miękkie sypkie i rozprostowują się, czasem bardzo ładnie tworzy się skręt
- rezultat nie jest za każdym razem taki sam, produkt reaguje z włosami różnie i trudno przewidzieć co się wydarzy
- moje włosy trudno obciążyć, ale przetłuszczenie jeśli nastąpiło to tylko z winy złego zmycia kosmetyku
- nie stosuję tego typu produktów po myciu na suche/mokre czyste włosy
- można stosować na ciało, czasami mi się zdarzyło, a to za sprawą zapachu
- zapach jest przyjemny, taki pielęgnacyjny
- nie zauważyłam problemów ze strony mojej skóry głowy, produkt nie uczulił mnie ani nie podrażnił
- kosmetyk mi się kończy i mam inne oleje w kolejce, więc nie wrócę do niego teraz, ale uważam go za całkiem niezły produkt zwłaszcza do kręconych suchych włosów
- na pewno sam nie da rady zrobić różnicy (moja pielęgnacja włosów składa się też z innych produktów i zabiegów), ale próbować można i nawet należy
- dostępność: w salonach, internecie i ofercie wysyłkowej
- wydajność muszę określić jako dobrą: na włosy używam małej ilości dozowanej za pomocą zagłębienia dłoni, a na ciało nie potrzeba go aż tak dużo (w końcu to olej) i stosowałam rzadko (wolę balsamy)
- cena i pojemność: 150 ml za 27.9 zł
- oznaczony zielonym punktem

Olejowanie troszkę chyba wyszło z mody, przynajmniej ja już tyle o nim nie słyszę. Sama olejowałam włosy bardzo intensywnie, a później troszkę mi się znudziło. Nie powinnam była przestawać, ale tak wyszło. Jeśli chodzi o ten produkt, był miłą zapachową odmianą. Wróciłam do indyjskich specyfików.

Mam nadzieję, że recenzja okażę się przydatna. W razie pytań zawsze jestem do Waszej dyspozycji.
Pozdrawiam serdecznie,
Stri

czwartek, 24 października 2013

ochronny spray do włosów farbowanych | tydzień z yves rocher dzień #4

- konsystencja lekkiego mleczka i sprawny atomizer dają razem funkcjonalny produkt
- plastikowe opakowanie jest dobrym pomysłem, moje kafelki były bezpieczne
- sama idea produktu jest trochę podejrzana, ponieważ trudno jest ocenić ochronę koloru włosów
- zwłaszcza jeśli nie ma się farbowanych włosów (jak ja), ale podatnych na odbarwianie na skutek działania promieni słonecznych
- nie zauważyłam żadnych efektów stosowania produktu, co jest rozczarowujące
- liczyłam na utrzymanie mojego kasztanowego odcienia, włosy jednak się rozjaśniły
- być może chodzi o to, że nie farbowałam włosów i nie było czego chronić przed "wypłowieniem"
- nie skleja, ale ja mam długie włosy i psikałam tylko odrobinę na mokre czyste włosy
- podejrzewam, że nieco obciąża loki/fale, ale wysokie temperatury i pocenie się skóry głowy obciąża włosy bardziej, więc nie jest to argument "na lato"
- zapach mi nie przeszkadza, nie utrzymuje się na włosach na tyle, żebym mogła go zauważyć
- brak jakichkolwiek efektów nie zachęca, więc nie wrócę do tego produktu
- dostępność: salony stacjonarne, sklep internetowy i oferta wysyłkowa
- wydajność jest bardzo dobra, ja myłam latem włosy co około 2 dni, w chłodniejsze miesiące co 3-4 dni
- pojemność i cena 150 ml to koszt 27.9 zł
- produkt oznaczony jest zielonym punktem

Czy naprawdę chodziło o to, że nie mam farbowanych włosów? Używacie produktów tego typu, możecie jakiś polecić? Swoją drogą, szukam też czegoś zabezpieczającego przed suszarką, po którą muszę sięgać, żeby nie mieć zapalenia zatok i innych chorób górnego układu oddechowego.

Miłego dnia,
Stri

spray do układania włosów zwiększający objętość | tydzień z yves rocher dzień #4


- opakowanie jest funkcjonalne, bo plastikowe i nie zagrażające kafelkom
- zapach jest delikatny i przyjemny, lubię wąchać włosy po zastosowaniu tego produktu, chociaż nie jestem w stanie określić przez ile godzin po zastosowaniu zapach utrzymuje się na włosach
- konsystencja wody w połączeniu z dobrze działającym atomizerem daje sukces
- najlepiej sprawdza się na mokrych włosach, które później suszę suszarką z dyfuzorem
- na suchych włosach nie tworzy stuktury, ale lekko je utrwala (np kok albo warkocz)
- na mokrych włosach pomaga utrwalić loki i fale, pamiętajmy jednak, że moje włosy są naturalnie kręcone
- nie jestem pewna jak ustosunkować się do zwiększania objętości, bo na pewno unosi włosy u nasady, ale nie jest to efekt długotrwały
- powinnam wspomnieć, że na moich ciężkich włosach mało co daje efekt długotrwały i jednocześnie naturalny
- ten produkt wygląda na włosach naturalnie, co do tego nie mam wątpliwości i uważam to za jego mocną stronę
- raczej nie wrócę do tego produktu, jest dużo innych w podobnej cenie i lepiej działających.. miałam nadzieję, że będzie to coś lżejszego niż lakier do włosów, ale szybszego i łatwiejszego niż kremy do loków i pianki. faktycznie tak ten produkt można określić, ale w tej chwili moje potrzeby poszły w innym kierunku
- nie miałam problemów podczas używania na skórę głowy (chociaż nie używałam 
- wydajność dobra, używam produktów do stylizacji maksymalnie 2 razy w tygodniu
- nie skleja moich długich włosów, stosowałam tylko na długość lub na fryzurę od zewnątr
- dostępność to oferta wysyłkowa, sklepy stacjonarne i sklep internetowy
- cena i pojemność: 200 ml za 27.9 zł
- produkt oznaczony jest zielonym punktem

Lubicie mocne utrwalenie czy raczej delikatne sposoby utrzymania włosów w ryzach? Moje włosy są dość podatne na układanie, ale bez przesady. Dlatego myślałam, że ten produkt może się sprawdzić. Lakier do włosów, którego używam jest trochę mocny, od lat nie próbowałam niczego innego. Suchy szampon zwiększający objętość jest jednak toporny, a produkty w pudrze też raczej odpadają ze względu na moją łuszczycową skórę głowy.

Mam nadzieję, że tydzień mija Wam co najmniej spolegliwie.
Nie traćcie nadziei, weekend wkrótce.
Do następnego,
Stri

środa, 23 października 2013

naprawdę wodoodporny tusz wydłużający | tydzień z yves rocher dzień #3


Dzień dobry!

Jest środa, czyli dzień trzeci tygodnia z Yves Rocher. Pojawiam się dziś z recenzją produktu, który się sprawdził. Pozwólcie, że opowiem Wam o wodoodpornym tuszu do rzęs 360 stopni*. Wydłużające właściwości tuszu dają się odczuć, ale do tego dopiero dojdziemy. Zacznijmy od opakowania.

Standarowa tuszowa tubka, mocno niebieska ze stalowo błękitnymi akcentami. Na górze logo firmy, na dole informacje na temat produktu. Napisy się nie ścierają, opakowanie wygląda tak samo dobrze jak w dniu, w którym do mnie ten produkt dotarł.

Konsystencja tuszu jest dość mokra, ale bez przesady. Po prostu nie jest sucha, więc się nie kruszy i nie osypuję. Osobiście nie lubię suchych maskar, więc dla mnie jest to zaleta produktu. Produkt nałożony na rzęsy dosyć szybko zastyga. Niekoniecznie zbyt szybko, ale dosyć szybko. Po pierwszym użyciu dysponując tą informacją mogłam spokojnie użytkować tusz bez stresu i rozczarowań.


Szczoteczka zaprojektowana jest tak, żeby rozczesywać rzęsy, a formuła wspomaga jej zadanie nie sklejając ich. Warto nadmienić, iż narzędzie jakim nakładamy produkt na oczy jest twarde i plastikowe, więc z jednej strony możemy liczyć na linię obrony przeciwko niesfornym organizującym się w podgrupy rzęsom, ale z drugiej uważajmy, żeby nie dziabnąć się w oko.

Wracając do zastygania - jak już zastygnie/wyschnie jest NIE DO RUSZENIA. Nie ma bata, żeby komfortowo zmyć ten tusz z oczu czymś innym niż dwufazówką. Jestem zwolenniczką płynów micelarnych, ale nawet te najbardziej rzeźnicze wymiękają. Formuła jest naprawdę wodoodporna i przekonywałam się o tym wiele razy podczas użytkowania produktu. Do tego stopnia się przyzwyczaiłam, że teraz wszystkie zwyczajne maskary wydają mi się rozmazywać pod oczami robiąc efekt pandy. Z jednej strony, faktycznie trochę tak jest i to nie jest dobre, ale z drugiej przecież przedtem nie używałam wodoodpornych maskar i jakoś z tym żyłam.. hmn..

Zmywanie tego produktu odbywało się za pomocą dwufazy, o której w przyszłym tygodniu, ale odbywało się bezboleśnie i sprawnie. Przez cały dzień od momentu nałożenia produktu rano na rzęsy aż to momentu demakijażu późnym wieczorem, tusz trzymał się rzęs. Mogłam płakać, brać prysznic, pocierać, próbować zmyć micelem, piankami do mycia twarzy, mydłem.. Micel coś tam dawał, ale w przypadku takich głupich prób nieudolnego zmywania tylko traciłam rzęsy. Jednocześnie tusz nie wpłynął negatywnie na jakość rzęs, mam wrażenie, że jakby wręcz przeciwnie, co może brzmieć dziwnie, ale tak mi się wydaje.


Trwałość przeszła moje oczekiwania, ale co z innymi aspektami przekładającymi się na wygląd makijażu? Moje rzęsy z natury są długie i proste i wypadają jak nienormalne, ale później odrastają i znowu wypadają i wpadają mi zawsze do oczu, skąd muszę je rozpaczliwie wygrzebywać. Preferuję naturalny look, nie lubię pogrubiających maskar, bo przeważnie sklejają. Niektórzy powiedzą "aaa przecież i tak masz ładne długie rzęsy to wszystko je podkreśli" i tu się będą mylić, bo co mi po podkreśleniu rzęs jeśli (z racji tego, że jest ich relatywnie więcej i są dłuższe) one się skleją. Rzęsy muszą mieć jakieś związki zawodowe, zawsze się zbijają w grupy i tylko przerażające narzędzia typu igła albo grzebyczek do rzęs może je próbować rozdzielić, przy czym tutaj to nie pomogłoby wcale. Raz sklejone i wyschnięte rzęsy pokryte wodoodpornym tuszem 360 stopni pozostają sklejone już na zawsze (aż do demakijażu dwufazówką).

Tusz ten daje naturalny efekt, wydłuża, ale nie pogrubia za bardzo. Z jednej strony rzęsy pozostają normalne/"cienkie", nie ma efektu dramatycznych czy też sztucznych rzęs, ale jest efekt "moje rzęsy, ale lepsze i trochę dłuższe i wodoodporne i bardziej czarne", bo kolor tuszu jest naprawdę czarny. Mówię o odcieniu 01-noir.

Termin przydatności do użycia do standardowe 6 miesięcy. O dziwo, po kilku tygodniach używania produktu nie miałam problemów z alergią i uczuleniem na linii wodnej. Często mi się to zdarza, w tym przypadku wszystko było w porządku.

[#creepyeyeball]

Powyżej i poniżej próbka możliwości produktu.

Na lewym oku moje rzęsy są gorsze. Mam prześwity, one się dziwnie układają i trudno jest im pomóc. Tutaj się trochę nie postarały, przeważnie udawało mi się osiągnąć tym tuszem lepszy efekt, ale ważne jest to, że ja byłam zadowolona. Kierujcie się prawym okiem, ono jest lepszą modelką.

I makijaż, na którym i tak nie widać zbyt wiele, bo słońce oślepia, ale można zauważyć, nie mam szałowo podkręconych rzęs do góry ani bardzo grubych dramatic lashes. Po prostu wydłużone rozdzielone czarne rzęsy. Tylko i aż tyle.

 
8 ml kosztuje w regularnej cenie 54 zł. W tej chwili w sklepie internetowym cena wynosi 38 zł. W salonach stacjonarnych można dostać rabat 40%.

Polecam Wam ten tusz, bo nigdy mnie nie zawiódł, jest naprawdę czarny i wodoodporny. Nadaje się na co dzień nawet dla fanek dyskretnego makijażu lub posiadaczek rzęs, które wymagają rozdzielenia, żeby dobrze wyglądać. Nie umiem nałożyć kilku warstw tuszu, to nigdy mi nie wychodzi, a tutaj wystarczyła jedna dokładna, żeby ładnie dopełnić makijaż oka w przypadku jakichś kombinacji z cieniami lub po prostu, żeby wyglądać tak, jakby się rzeczywiście miało rzęsy nawet bez jakiegokolwiek innego make up'u.

Macie swoje ulubione wodoodporne tusze do rzęs? Ja używam latem i w porę deszczowo-śniegową, czyli teoretycznie przez większość roku. Praktycznie zużywam 2 takie maskary rocznie. Do tej zamierzam wrócić. Z maskar Yves Rocher uwielbiam Sexy Pulp i jestem ciekawa Volume Vertige.

Życzę Wam wspaniałej środy. Trzymam kciuki, żeby czwartek i piątek szybko minęły i był już weekend!

Pozdrawiam serdecznie,
Stri

Ps. Założyłam konto na twitterze.. i na instagramie też. W obu przypadkach to strilinga. Znajdźcie mnie, proszę. Ja jeszcze nie ogarniam, ale stawiam nieśmiałe pierwsze kroki. Dzięki bardzo!

grzywka nelly furtado



..stanowiła niegdyś coś w rodzaju mojej obsesji. Oczywiście z moimi włosami nie da się mieć takiej fryzury, ale rozmowom z przyjaciółmi na ten temat nie było końca. Bardzo miło wspominam ten czas, więc dzisiaj specjalnie z tej okazji say it right w wydaniu miksowym.

Dzień dobry, jest środa!
Muak muak,

Stri

wtorek, 22 października 2013

tradition de hammam mleczko pod prysznic o zapachu gorzkiej pomarańczy | tydzień z yves rocher dzień #2


Tradition de Hammam mleczko pod prysznic

- opakowanie charakterystyczne dla serii TdH, przezroczysta plastikowa butelka z elegancką szyjką
- plastik na tyle twardy, że opakowanie trzyma kształt
- wydobywanie produktu nie stanowiło problemu
- biały kolor mleczka ładnie się prezentuje i cieszy oko
- konsystencja mleczka wskazywałaby na to, że będzie się słabo pienił i faktycznie tak jest
- produkcie udział biorą olejek arganowy i olejek eteryczny z kwiatu pomarańczy
- zapach jest wg mnie słabą stroną produktu (nie lubię gorzkiej pomarańczy, chociaż próbowałam polubić)
- podczas rozprowadzania kosmetyku na mokrej skórze zapach jest bardziej subtelny, ale przy zmywaniu mleczka gorzka pomarańcza dzieje się pełną parą
- odniosłam wrażenie, że nie wysusza skóry, ale też nie nawilża jeśli jest (atopowo) przesuszona
- nie szczypie, nie drażni nawet popękanej skóry (np dłoni, nóg)
- nie kupię ze względu na zapach, który szczerze mówiąc mnie rozczarował. miałam nadzieję, że jak już nastąpi coś nowego do kąpieli z tej serii to będzie to kontynuacja poprzedniego zapachu, który uwielbiam
- z serii TdH polecam Wam serdecznie moją maseczkę wszechczasów - maseczkę z glinką marokańską, na którą namówiłam już chyba kilkanaście kobiet w moim życiu.
- dostępność: sklep internetowy (również mobilny, który sprawia dużo radości) i salony stacjonarne, a także oferta wysyłkowa
- wydajność normalna
- cena ok 30 zł

 Jestem ciekawa czy miałyście do czynienia z tym produktem.
Lubicie zapach gorzkiej pomarańczy?
Dzień dobry. Jak się bawicie?
Buziaki ahoj!
Stri

miodowy żel pod prysznic muesli bio | tydzień z yves rocher dzień #2



- opakowanie nie zaskakuje, standardowa plastikowa butelka 200 ml
- zapach jest słodkawy, otulający, ciepły
- konsystencja przypomina mi galaretkę, nieco bardziej płynną (ale nie kisiel)
- lekko się pieni, łatwo zmywa
- w produkcie występują: miód z akacji, wyciąg z kasztana, owsa i olej słonecznikowy
- w nazwie występuje też muesli, ale nie wiem jak pachnie miodowe muesli, więc nie mogę wypowiedzieć się w kwestii muesli. na pewno przyciąga uwagę.
- na skórze pozostawia słodki zapach, ale ulatnia się (zbyt) szybko jak na mój gust
- nie wysusza zbytnio skóry, to mi się w nim podoba
- mogłabym do niego wrócić (chociaż moim ulubionym jest żel bio arganowy)
- nie próbowałam go do włosów, ale arganowy uwielbiam w roli szamponu
- wydajność w normie
- cena: 9.9 zł

Miałyście okazję? Dajcie znać co sądzicie o nowych liniach zapachowo-pielęgnacyjnych Yves Rocher.
Ja uwielbiałam zapach miodu z pomarańczy z limitki świątecznej kilka lat temu.
Stri

assuming things



Znowu jestem w remiksowym miejscu muzycznie, odprężam się dryfując. Przeważnie wieczorami, bo poranki zaskakują mnie codziennie. Nie mogę nie spać, nie mogę śnić o tym co chcę. Chcę robić rzeczy i robić je lepiej. Może powinnam sobie zadać pytanie czego tak naprawdę chcę? Bullshit. Już sobie zadałam to pytanie i teraz problem jest tylko z realizacją. Muszę to napisać na kartce i w końcu przeczytać te książki, co miały zmienić moje życie.

Zamykam oczy i tańczę.
Udanego wtorku,
powodzenia, dajcie czadu
Stri

poniedziałek, 21 października 2013

nowości yves rocher elixir 7.9 | tydzień z yves rocher dzień #1

 
Cześć Dziewczyny,

Kilka dni temu dotarły do mnie eliksirowe nowości Yves Rocher. Z poprzednią linią miałam do czynienia tylko w momencie testowania aktywatora młodości. Mam nadzieję, że nowe produkty będą fantastyczne i moja skóra będzie pełna młodzieńczej energii. Przedstawiam Wam zielone trio, które będzie mi towarzyszyć w ciągu najbliższych tygodni:




3 metalowe kulki i mały otwór po środku, przez który po naciśnięciu tuby wypływa lekki płyn z miliardem rozświetlających drobinek. Problemów z wylewaniem się zbyt dużej ilości produktu nie przewiduję. Pamiętam, że miałam ten problem z drogeryjnymi produktami tego typu. Inna sprawa, że tamte opakowania nie były podatne na nacisk i nie można było dozować płynu.

Nie jest to jednak rozświetlacz w makijażowym słowa znaczeniu. Nie zrobi z naszym okolic ocznych kuli dyskotekowej. 3 kulki są lepsze niż jedna, podoba mi się ten pomysł.

W tej chwili kosmetyki te możecie kupić z 30% zniżką w sklepie internetowym lub 40% zniżką w sklepach stacjonarnych. Ja zamierzam skorzystać z okazji i kupić krem pod oczy przeciwzmarszczkowy z serii Creme Riche.Bardzo długo się nad nim zastanawiałam i czuję, że to jest ten moment.

To był pierwszy post w ramach tygodnia z Yves Rocher. Tak, wiem - troszkę oszukany, bo nie mogę wypowiedzieć się na temat tych kosmetyków bardziej niż stwierdzając, że przy pierwszych zastosowaniach krzywda mi się nie stała, a zapach jest bardzo przyjemny.

Mam nadzieję, że dołączycie do mnie jutro.
Do zobaczenia, spokojnego wieczoru!
Stri

mail monday #3 | ebalay shiny glitter nail polish


Mail Monday - bling bling prosto z Hong Kongu. KKCenterHK wysłało mi 2 brokaty Ebalay. Są dość nietypowy. Po pierwsze, mają różnej wielkości drobinki brokatu, do tego różnią się kształtem. Dodatkowo w tle mają miejsce małe kropeczki w kolorze indygo. Brokaty mam w wersji Noble Platinum i Sakura Pink.

Zdjęć jest dużo, więc najpierw szczegóły. 15 ml produktu kosztuje około $7.
Baza jest przezroczysta, ładnie się błyszczy. Postanowiłam zaprezentować brokaty na czerwonym, fioletowym, granatowym, zielonym i czarnym lakierze. Każdy palec jest inny - prawa ręka gości na paznokciach brokat złoty żółty, lewa brokat w odcieniu różowego złota. Trwałość oceniam na zaskakująco dobrą, nie używałam już topcoatu po warstwie blingblingów. Jestem oczarowana niebieskimi kropeczkami i brokatem typu tafla. Naprawdę robią wrażenie. Wysychanie w normie, nic męczącego.

Polecam :)




 EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]

EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]

 EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]


 EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]

EBALAY Noble Platinum Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J017]

EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]

EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]

EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]

 EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]

EBALAY Noble Platinum Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J017]

1- EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]
2, 3 -  EBALAY Noble Platinum Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J017]

EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]
EBALAY Noble Platinum Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J017]

EBALAY Sakura Pink Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J016]
EBALAY Noble Platinum Shiny Glitter Nail Polish [EBALAY-J017]

Sposoby na znalezienie sklepu i ich produktów online:

website: http://www.kkcenterhk.com
Blog: http://kkcenterhk.blogspot.com/
Tumblr: http://kkcenterhk.tumblr.com/
Facebook: KKCenterHK
Google+: 108172894204617826877
Youtube: wwwkkcenterhkcom
Twitter: @kkcenterhkcom
Weibo: kkcenterhk
Instagram: @kkcenterhkcom
Sama lubię zaglądać na ich bloga, gdzie można znaleźć posty ze swatchami. Tam wypatrzyłam Sky Blue, bardzo mi się spodobał :) Jeśli o sam asortyment sklepu chodzi, ostatnio moją uwagę zwróciły te lakiery. Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok China Glaze i Orly.

Mam nadzieję, że kropki indygo się ujawniły odpowiednio wyraźnie. Nadają mani takiej głębi, efekt na żywo jest o wiele lepszy. Jest to taki brokat, który mnie zaskakuje za każdym razem jak spoglądam na dłonie, ale myślę, że wielu osobom się spodobają ciekawe drobinki.

Na hasło "STRILINGA" dostajecie 10% rabat na stronie.


Pozdrawiam bardzo gorąco,
thanks for watching
cheers,

Stri-linga

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...