czwartek, 28 listopada 2013

oliwkowy żel pod prysznic i suszarka sufitowa

 photo P1220045_zps20e93168.jpg

"Nowość" w łazience. Żel pod prysznic Oliwka, który trafił mi się kiedyś w gratisie jeszcze jak ulotki z YR do mnie przychodziły (teraz już nie przychodzą, od miesięcy). Ładnie pachnie, ma zielony odprężający kolor i można na nim polegać. Pieni się, w kąpieli również. Żele z serii PN znam od lat i bardzo lubię, polecam. Zwłaszcza w gratisach do zakupów ;)

Cena 15,9 zł za pojemność 400 ml - całkiem spoko, ale taniej nie będzie, bo PN objęte jest wiecznym zielonym punktem. Nie podoba mi się polityka zielonopunktowa w Polsce. Za granicą jest inaczej, zielony punkt się zmienia tzn produkty oznaczone zielonym punktem się zmieniają i co roku obniża się ceny jednej serii i przez rok jest ta cena niezmienna, co jest i dobre i złe, ale jest. W PL natomiast produkty z zielonym punktem się mnożą, ceny są tak samo (wysokie/niskie) i nie można ich podpiąć pod katalogowo-mailingową promocję.

Producent twierdzi, że nie wysusza skóry, ale moją wysusza (tak samo jak niemalże wszystko). Nie ma jednak problemu, bo po prysznicu/kąpieli używam balsamu/mleczka/masła/czegoś nawilżającego.

To taki krótki post na powrót. Dużo pracy miałam, więc czasu na cokolwiek było/jest mało. Oprócz wieludziesięciu różnych spraw mam problemy typu "jak długą suszarkę sufitową kupić?". Obstawiam, że im dłuższa tym lepsza. Musi mi się zmieścić pościel.. Dylematy..
Chciałabym Wam opowiedzieć o kilku produktach i niebawem to uczynię. Dużo rzeczy się skończyło, opakowania poszły do kosza (nie można było już czekać ;P). Chwilowo wstrzymałam dodawanie nowości czy zastępowanie jednych kosmetyków drugimi po prostu dlatego, że nie mam czasu i używam kilku wypróbowanych i współgrających ze sobą rzeczy do pielęgnacji i makijażu. Coś na ten temat też będzie.

Życzę Wam dobrej nocy, mam nadzieję, że żyjecie w szczęściu i zdrowiu.
Buziaki, ahoj! :*

Stri

piątek, 22 listopada 2013

krem do rąk czekolada i pistacja kuszący zapachem orzechów w gorącej czekoladzie | świąteczne edycje limitowane yves rocher


Ostatni produkt, który dostałam do testów to pistacjowy krem do rąk z nutką czekolady.
75 ml orzechowego kremu zatopionego w czekoladzie. Nie pachnie jak Nutella, troszkę bardziej jak migdały albo właśnie pistacje. Mnie bardzo się podoba, ale jeśli mam oceniać działanie kremu do rąk na moją suchą skórę.to jest raczej średnie. To jest taki krem, który szybko się wchłania i nadaje się do użycia tu i teraz.

Bardzo podoba mi się opakowanie, jest brązowe i matowe. Zatyczka nie rozczarowuje.
Zapach jest świetny, tak jak wspomniałam - Nutella nie, ale np awokado. Ma taki świeży zapach, ale taki świeży jak orzechy albo awokado właśnie. Coś świeżego z nutką kakaowej dekadencji.. ale bez przesady ;)

Wydajność kremów do rąk zawsze jest wysoka kiedy systematyczność jest niska ;) Tutaj z systematycznością nie ma problemu, bo po pierwsze przyjemnie się używa, a po drugie nie nawilża na wiele godzin.

Jeśli szukacie kremu do rąk, bo macie popsutą skórę sięgnijcie po coś hardcore'owego. Jeśli szukacie przyjemnego pachnącego i lekkiego - ten produkt jest dla Was.

Udanego weekendu! Mój będzie pracowity, ale w przyszłym tygodniu będę miała dzień lub dwa "na komputer" ;)

Buziaki, ahoj!
Stri

musujący żel pod prysznic z drobinkami czekolada i pomarańcza nawiązujący do zapachu cukierków z dzieciństwa | świąteczne edycje limitowane yves rocher

Dzień dobry,

W sklepach stacjonarnych pojawiły się już smakowite nowości Yves Rocher. W poprzednim poście opowiadałam Wam o balsamie. Jutro zamierzam powąchać zieloną wersję żelu z drobinkami, a na recenzję czekoladowo-pomarańczowego wariantu zapraszam Was dziś. Za kilka godzin słów kilka na temat kremu do rąk.


(klikając w link przeniesiesz się do sklepu internetowego)
 
Opakowanie na piątkę z plusem. Plastik, przezroczysty. Kula z prostą nakrętką. W środku migoczące śliczne drobinki. Naprawdę można siedzieć w wannie i patrzeć na żel w butelce. Funkcjonalność jest już mniejsza, bo przecież najlepsze są pompki, ale w przypadku tego produktu nie chcę żadnych pompek i to nie o funkcjonalność tutaj chodzi. Ma być ŁADNIE.
Konsystencja żelu nie zaskakuje, żel jak żel :) Zapach jest kwestią indywidualną. Mnie się nie podoba wcale, ale Kobiety, które przewinęły się przez moją łazienkę przez ostatnie tygodnie w większości przypadków miały odmienne zdanie. Kojarzy się ze Świętami, jest pyszny jak czekoladki w kolorowych błyszczących papierkach.

Wydajność w normie, butelka 250 ml. Dużo, na pewno więcej niż 200 ml. Działanie dwutorowe. Myje/oczyszcza skórę poprawiając humor. Fanów delicji zachwyci zapachem. Śmiem twierdzić, że wszystkim, którzy w dzieciństwie jedli pomarańczowe galaretki w czekoladzie ten produkt przypadnie do gustu. Tym, którzy nie jedli może też ;) Nie wiem czy wysusza tak bardzo skórę, nie odczułam większego niż zwykle po kontakcie z wodą wysuszenia. Produkt nie musuje. Nie wiem dlaczego nazywa się musujący.


Cena 19,90 PLN to kwota w sam raz. Uważam, że taka kosmetyczka bombka będzie świetnym prezentem dla kogoś, kto lubuje się w takich słodkich zapachach :) Dam Wam znać co sądzę o zielonej wersji jak już trafi w moje ręce.

Miłego dnia! Noście czapkę.
Buziaki, ahoj!
Stri

poniedziałek, 18 listopada 2013

mleczko do ciała czekolada i malina inspirowane pralinką | świąteczne edycje limitowane yves rocher

Dobry wieczór,
zapraszam Was na recenzję mleczka do ciała malinowo-czekoladowego Yves Rocher* wchodzącego w skład świątecznej dużej limitki . Jest to część malinowo-czekoladowej linii inspirowanej czekoladkami :)
 
 Cena 19,90 zł
Pojemność 300ml

Dostępność w sklepie internetowym Yves Rocher, salonach stacjonarnych.
Opakowanie to miękka plastikowa 300 ml butelka z działającym zatrzaskiem.
Konsystencja dosyć lekka i jakby puchata jak na balsam. Na pewno umożliwi wykorzystanie produktu do końca. Właściwie produkt ma konsystencję mleczka. Bardzo szybko się wchłania.
Zapach jednak różni się od kremu do rąk Balea. Jest malinowy, ale z ciepłym echem czekolady. Ja tego zapachu nie lubię jakoś szczególnie, ale zebrałam kilka komplementów na ten temat, więc coś musi w nim być. Określiłabym go jako taki mus malinowo-czekoladowy, coś na miarę torcików Consonni.
Wydajność tej 300 ml butli oceniam na normalną. Smarowałam się raz dziennie, czasem dwa razy i w ciągu 3 tygodni zużyłam jakieś pół, może więcej.
Działanie zgodnie z nazwą - balsam perfumowany pachnie. Nawilża i zmiękcza skórę na krótko - kilka godzin maksymalnie. Zdziwiła mnie jednak obecność mocznika tak wysoko w składzie. Nie wiem jak sprawdzi się na bardzo bardzo suchej skórze w sensie podrażnień i alergii, ale to nie jest produkt do skóry dotkniętej takimi problemami, więc nie widzę problemu. Nie wiem czy zgodzę się z "kremową, obfitą i nawilżającą formułą" niemniej jednak nadawał miękkości skórze i był przyjemny. Nie spływał rano pod prysznicem ze skóry, więc możemy ocenić go jako sensownie wchłaniający się, a nie tylko otulający/oblepiający (działający okluzyjnie). Składniki: ekstrakt z malin, woda z bławatka, woda z ziaren kakao (i inne).

Następny w kolejce będzie migoczący żel pod prysznic przypominający bombkę :) Święta już niebawem, chociaż jeszcze został miesiąc.. 5 tygodni. Czy to naprawdę aż tak długo?

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. Mniej mnie tutaj, bo dużo pracuję.
Mam nadzieję, że jesteście zdrowi i ogrzani, podobno śnieg ma nastąpić w przyszłym tygodniu.

Buziaki ahoj!
Stri

piątek, 15 listopada 2013

czarny tusz do rzęs z klasyczną szczoteczką | catrice better than false lashes volume mascara


W opisie tuszu Catrice Better Than False Lashes Volume Mascara* widzimy obietnicę rzęs lepszych niż sztuczne. Maskara ma zwiększać objętość i faktycznie to robi (chociaż bez przesady), ale da się nią osiągnąć również w miarę naturalny efekt. Ja nie umiem użyć kilku warstw tuszu, po prostu nie wychodzi mi. Poniżej widzicie działanie tuszu, w takiej formie jakiej doświadczałam używając go codziennie.


Nie mam zastrzeżeń co do koloru. Czerń to czerń, bez wątpienia. Zapachu nie zarejestrowałam. Być może jakiś kosmetyczny, ale w ogóle go nie zauważyłam. Trwałość jest dobra, ale do czasu. Tusz codziennie po pracy znajdowałam pod oczami. Podejrzewam, że rozpływał się delikatnie kiedy nie patrzyłam i zbierał się w "zmarszczkach" gdzie czekał aż zobaczę go w lustrze, w którym przeglądam się codziennie w drodze do i z pracy. To dwa razy dziennie, ale rano wszystko jest okay z tuszem ;)


Tusz nie osypuje się w formie kawałeczków czy małych kropek. On się tak jakby.. rozmazuje. Zwłaszcza jak oczy mi płaczą, bo wiatr wieje. Jednocześnie warto zaznaczyć, że dzieje się to tylko na dolnej powiece i tusz zbiera mi się w załamaniach tuż przy linii rzęs. Rzęsy wyglądają dobrze i właściwie powiedziałabym, że nawet tak samo jak na początku dnia tuż po nałożeniu, ale w rowkach pod oczami robią mi się czarne kreski. Ostatnio jest też mokro, więc później doszłam do wniosku, że przydałaby się mascara wodoodporna i takowa nastąpiła, ale o niej w późniejszym terminie.


Szczotka (zdjęcia szczotki, klik!) jest kluczowa w tym tuszu, bo formuła nie wydaje mi się być wyjątkowa. Mamy tu klasyczną szczotkę, która jest zaprojektowana w taki sposób, żeby dotrzeć do najmniejszych włosków, ale jest też na tyle duża, że można ładnie okręcić wokół niej rzęsy za "jednym pociągnięciem". Bardzo przypomina mi tusz Yves Rocher Sexy Pulp, jeden z moich ulubionych.

Wydłuża, podkreśla i pogrubia, ale nie podkręca. Moich rzęs nie podkręca nic poza zalotką.. Raczej się nie zdarza. 12 ml pojemności to dosyć dużo, na pewno tusz wystarcza na dłużej niż moje przepisowe 3 miesiące. Do użycia przydatny jest przez 6.

Ma przyjemnie ni to mokrą ni suchą konsystencję, więc jest na tyle mokry, że się nie "zacina" na rzęsach, ale dość szybko wysycha. Czuć go pod palcami na rzęsach, ale to nas nie dziwi jako, że nie jest to woskowy tusz miękki i elastyczny. Nie robi efektu Kenpachiego, zakończenia rzęs mogą pozostać ostre, no chyba, że wolimy je sobie "zakończyć na prosto" to też się da. Podejrzewam, że na rzęsach krótkich będzie wyglądał inaczej niż na takich jak moje - długich i w miarę obfitych aczkolwiek wypadających.

Podsumowując - uważam, że jest to dobry produkt i sama po niego sięgnę jeśli będę potrzebowała tuszu z klasyczną szczotką, a nie będę chciała wydawać zbyt dużo kasy. Tym razem wybiorę formułę wodoodporną (jeśli będzie mokra pora roku) albo na dolne rzęsy wymyślę coś innego. Ważna informacja - jeśli nie malowałam dolnych rzęs nie było żadnego roztapiania się/osiadania w zmarszczkach, więc to pewnie jednak kwestia łzawienia moich oczu. Jednocześnie uważam, że na polską jesień i zimę potrzebuję tuszu wodoodpornego. Po takowy sięgnęłam jakiś czas temu i moje wrażenia wkrótce.

Cena to 18,99 zł, do nabycia w Hebe i Superfarmie.

Piątek, piąteczek, piątunio jak to mówi dzolls. Bawcie się dobrze.
Ja dzisiaj pracuję do jutra, a właściwie to chyba następny dzień wolny będę miała w grudniu. Lol.
Nie chcę o tym myśleć.

Buziaki ahoj,
Stri




don't nobody know my


czwartek, 14 listopada 2013

uczuliła mnie maseczka | rilanja vital antifalten-maske

Cześć Dziewczyny,

Godzinę temu wrzuciłam na instagram maseczkę, chwilę później wrzuciłam ją na twarz, a potem szybką ją zmywałam, bo oczywiście mnie uczuliła. Zaczerwienienie, szczypanie, dyskomfort. Wiadomo. Ratuję się wodami termalną Avene i winogronową Caudalie. Polecam. Dam znać co się dalej wydarzy, nadal mnie boli twarz ;)

Zawinił ten produkt: Rilanja Vital Antifalten-Maske mit Mandelol und Sheabutter.


Maseczka jest podwójnie pakowana, co widać na zdjęciu 2 x 7,5 ml. Bardzo dobrze się ją nakłada, jest kremowa, ale puszysta. Pachnie delikatnie, ładnie. Myślałam, że może być nieco za bogata, ale okazuje się, że skończyła się dla mnie tragicznie. Zdjęcie ze składem wkleję jak się wyrobię jutro, ale uzupełnię. Tymczasem jeśli macie ochotę ją kupić to weźcie pod uwagę, że u naczynkowca się nie sprawdziła.

Miłego wieczoru, buziaki!
Jutro szalony dzień, dużo pracy przez większość doby, a nawet kilku najbliższych.

Stri

kremowy cień do powiek | essence eye sorbet 02 illuminating raspberry

Nowości Essence na sezon jesienno-zimowy 2013 ciąg dalszy. Wspominałam Wam o kremowym różu, teraz czas na cień Eye Sorbet w kolorze drugim Illuminating Raspberry*. O ile róż służy mi dzielnie i jego kolor i wykończenie (jakkolwiek letnie, to i tak mi pasuje) się spisują to tutaj jest trochę obok moich potrzeb.


Sam cień znajduje się w szklanym opakowaniu, ale w przypadku kolorówki szkło moim zdaniem na plus - nic mi nie pęknie przy upadku na podłogę (raczej nie maluję oczu mając pod stopami kafelki lub pod sobą szkło), a produkt dobrze leży w dłoni. Wydostawanie cienia z opakowania możemy uskutecznić pędzlem lub palcami albo szpatułką. Ja przeważnie mam za długie paznokcie, a wyciąganie wierzchem paznokcia nie wydaje mi się zbyt higieniczne, więc posługuję się np końcówką pędzla (tzn trzonkiem). Anyways, nie jest to nic zaskakującego. Nakrętka jest plastikowa, ale nie zapowiada się źle. Wszystko się dokręca i jest bezpieczne w słoiczku. Zapachu nie zarejestrowałam, to też na plus.

Konsystencja musu nawiązuje do nazwy eye sorbet, a może nawiązuje też do koloru, który jest takim bardzo chłodnym rozbielonym musem owocowym ze srebrnymi drobinkami. Do mojej karnacji nie jest zbyt dobrze dobrany, ale znalazłam dla niego zastosowanie m.in. w postaci bazy pod jasne cienie matowe. Ślicznie przebijają spod cielistych matów drobinki małego skrzącego się pyłku. Oczywiście solo też można, ale nie jestem przekonana do makijażu typu no make up, ale jakieś drobinki na powiece są. Niewątpliwą zaletą cienia, który nie ma ekstremalnej pigmentacji jest jego uniwersalność, ponieważ można go nałożyć: solo, pod cień, na cień kremowy, urozmaicić nim kreskę, użyć jako rozświetlacza.

Na skórze nie robi grudek, rozprowadza się równomiernie i rozciera łatwo pod palcami. Chyba nawet łatwiej pod palcami niż pędzlem, ale to pewnie zależy od pędzla. Ja używałam zwykłych języczkowych, może nieco za sztywnych.

Essence Eye Sorbet 02 Illuminating Raspberry swatches

Wyrobiłam sobie nawyk używania bazy pod cienie w każdym makijażu oka, więc również pod mus nałożyłam takową, cień solo (bez przykrycia niczym pudrowym, ale na bazie) wytrzymuje cały dzień, aż do zmycia tak jak wszystko na bazie. Kolor można budować dodając kolejne warstwy, ale i tak pozostaje dosyć delikatny, bo po prostu taki jest. Pigmentacja jest dobra, pokrycie powieki nie stanowi problemu, ale jak same widzicie kolor jest raczej z tych naturalnych i prześwitujących, bo składają się na niego głównie iskrzące drobinki.

Ciekawostką jest efekt chłodzący, ale nie zaobserwowałam go. Pewnie też dlatego, że teraz jest mi cały czas zimno i rano nakładając makijaż zimnymi palcami najzwyczajniej w świecie jedyne co mogę zrobić to ochłodzić sobie wszystko, czego dotykam. Nie wiem czy to wada czy zaleta, takie chłodzące właściwości kosmetyków do makijażu, ale jeśli faktycznie jest to produkt chłodzący to nie na tyle intensywnie, żeby było to coś strasznego.

Cena to 11,99 zł. Kolorów jest sześć.
Dostępne w Hebe i Superpharm.

Okay, chwilowo tyle. Życzę Wam udanego czwartku.
Mam nadzieję, że będzie łatwiejszy niż się zapowiadało.
I mam nadzieję, że będzie nam ciepło. O.

Buziaki, ahoj!

Stri

wake me up


wszystko przez to, że nie słucham radia w pracy i dopiero w miniony weekend odkryłam wszystkie bieżące przeboje ;P moim skromnym zdaniem jedna z lepszych wariacji na temat wake me up (pamiętacie when september ends? tamto było bardziej emo)

środa, 13 listopada 2013

lakiery piaskowe wibo | matowy wow sand effect i drobinkowe wow glamour sand


Sietku, ten post jest dla Ciebie.

Nikogo nie zdziwi, że kupiłam piaski. Weźcie je pod uwagę podczas -40% w Rossmannie na kolorówkę.
Ja je zeswatchuję kiedyś wkrótce. Trzy drobinkowe, jeden mat.

Wibo wow sand effect 4
Wibo wow glamour sand 1, 2 i 4.

Taka sytuacja.
Dobry wieczór.
Zimno strasznie, może powinnam poćwiczyć zamiast marudzić, że herbata jest niewystarczająco rozgrzewająca. Kto wie, kto wie.. Czuję się choro, ale może po prostu jestem taka zasiedziała zastygnięta. Hmn.. Wszyscy ćwiczą, wszyscy paleo i endomondo. Też sobie kupiłam endomondo, ale od tamtego czasu nie udało mi się odbyć żadnego treningu. Fail. Oh well. Cóż. Okay, no dobra. Spróbować mogę, może sobie potańczę do Ellie.

Co robicie w tej piękny środowy wieczór?
Stri

pollena ostrzeszów biały jeleń żel pod prysznic hipoalergiczny premium z kryształem górskim i oligominerałami dla skóry wrażliwej ze skłonnością do alergii


Cześć Dziewczyny,

Dzisiaj znowu mokry kosmetyk "kąpielowy", tym razem żel pod prysznic hipoalergiczny premium Biały Jeleń ze stajni Polleny Ostrzeszów*. Biały Jeleń kojarzył mi się przez długi czas tylko z białym (szarym?) mydłem. Później marka zaczęła się chyba rozwijać, bo od jakiegoś czasu na blogach widać te kosmetyki coraz bardziej. Przeważnie są oceniane jako "normalne" i również ta recenzja nie będzie pełna nadzwyczajnych zachwytów.


To jest zwykły żel pod prysznic. Kryształy górskie i oligominerały aka complex dermo-orzeźwiający to nic innego jak po prostu produkt do mycia. Do skóry wrażliwej, może i tak, ale w takim razie czemu jest perfumowany? Nie zrobił mi krzywdy, ale moja skóra była przez ostatnie tygodnie w dobrym stanie, więc chyba to też miało wpływ na ten fakt.

Opakowanie plastikowe bezpieczne dla kafelków, z nieco męskim zatrzaskiem. Używam bardzo różnych rzeczy i kosmetyków rozmaitych marek i po tym jak postawiłam butelkę Białego Jelenia na wannie pomyślałam sobie, że pięknem nie grzeszy. Skojarzyła mi się z kosmetykami dla mężczyzn.. Nie szata graficzna świadczy o tym co jest w środku (tzn niekoniecznie), więc przejdźmy dalej. Zapach charakterystyczny dla produktów BJ jak sądzę. Proszkowo-mydlany, ale nie przeszkadzał mi jakoś bardzo. Again - trochę dla mężczyzn. Wydajność oceniam na bardzo dobrą, znowu nic odkrywczego Wam w tej kwestii nie powiem. Kosmetyku używam odkąd go dostałam, jeszcze mi zostało trochę. Pieni się dobrze, dobrze się spłukuje i pozostawia skórę czystą.

Jego cena to kilka złotych. Uważam, że warto zapoznać się z marką. Mydła w kostce i płynie używane były w moim domu rodzinnym od lat i jestem do nich przekonana w 100%. Ciekawią mnie szampony, słyszałam bardzo dobre opinie na temat płynu/emulsji do higieny intymnej. Proszku do prania nawet kiedyś używałam.. Ten żel mnie nie zachwycił, ale to dobry produkt. Po prostu żel. Tylko tyle, aż tyle. Butelka ma kiepski dizajn w porównaniu do innych produktów z linii pielęgnacyjnej, ale może to zamierzone działanie. Nie wiem.

Ja nie kupię, ale na pewno do Białego Jelenia wrócę, bo jest kultowy i ma coś w sobie i jest krajowy.

Pozdrawiam Was serdecznie życząc udanej środy.
Buziaki!

Stri

ellie goulding



we gonna let it burn burn burn burn..
right right right now

lato było niedawno

wtorek, 12 listopada 2013

płyny do kąpieli avon na jesienne chłodne wieczory | sparkling apple blossom bubble bath


Stosunkowo rzadko kupuję katalogowe kosmetyki. Ceny mnie nie przekonują, brak dobrych zdjęć w internecie również. Czasami jednak sięgam po kilka produktów Avon.. raczej z przyzwyczajenia niż faktycznej potrzeby. Don't get me wrong - uwielbiam oglądać katalogi, no i czasami się na coś skuszę.

Produkty do kąpieli w charakterystycznych kaloryferowych opakowaniach towarzyszą mi od lat. Myślę, że zużyłam już dziesięć butelek i ciągle do nich wracam. Raz, dwa razy w roku, ale wracam. Może z powodu zapachów? Sama nie wiem, może powinnam przestać i sięgnąć po coś drogeryjnego. Czytałam, że niektóre nawet dają pokaźną ilość bąbelków i sztywnej piany. Zastanawiam się tylko czy znajdę jakiś niezbezczeszczony zapach. Trzeba poszukać. Jesienno-zimowe wieczory lubię umilać sobie kąpielami. Wy na pewno też.. co polecacie?

Jeśli chodzi o płyny do kąpieli Avon - kupuję je przeważnie w opakowaniach 500 ml (czasami 1000 ml), kosztują 10 zł. Wystarczają na przynajmniej 10 kąpieli, co wydaje mi się rozsądne. Wysuszają skórę, ale od czego są olejki? Pachną, dają pianę, łatwo się ich używa. Butelka jest plastikowa, miękka. Żeberkami można odmierzać porcje.

W tej chwili mam tylko zielone jabłuszko, waśnie skończyłam arbuza. Przedtem była magnolia albo figa czy fiołek.. Przymierzam się do różanej wersji. Miałam nadzieję na urocze opakowania limitowane z okazji świąt, ale nic takiego się nie zbliża. Cóż, dam radę bez. Dwa lata temu Avon miał jabłkowy płyn w opakowaniu o kształcie choinki. So cute :)

Jeśli szukacie czegoś odżywczo-kojącego, polecam Emolium KLIK. Jeśli pachnącego - wypróbujcie Avon.

Miłego wieczoru,

Stri

essence brzoskwiniowy róż do policzków | blush stick 030 miss peach


Dzień dobry, let's kolorówka ;)

Essence Blush Stick 030 Miss Peach* to bardzo łatwy w użyciu róż w sztyfcie. Kolor to delikatny koralowy róż albo może różowy koral. O, bardziej w ten sposób. Zacznijmy od opakowania.

Plastikowe pudełeczko/sztyft jest malutkie i urocze. Pojemność. 4 g to na pewno nie jest dużo, ale jak na róż do policzków wystarczy. Sztyft jest niewielki, ale ma stosunkowo dużą średnicę i nakładanie na skórę nie sprawia problemu. Polecam stemplowanie bardziej niż smarowanie. Rozciera się świetnie pędzlem, ale ja lubię to robić palcami - mam większą kontrolę nad miejscem umiejscowienia produktu. Metodę aplikacji każdy musi sobie opracować sam, w końcu mamy różne upodobania.

Róż jest kremowy, ale na skórze robi się pudrowy. Trzyma się twarzy przez większość dnia, nałożony rano wieczorem jeszcze go widać, ale nie jest to najbardziej trwały produkt. Delikatnie kremowe konsystencje nie mają takich tendencji. Mają jednak przewagę nad pudrowymi różami w postaci naturalnego, miękkiego wykończenia. Ładnie odbijają światło i można je nakładać bezpośrednio na podkład/krem tonujący/krem pielęgnacyjny.

Kosmetyk jest bardzo praktyczny - jest niewielki, można go nakładać w drodze bez użycia dodatkowych narzędzi. W szafie znajdziemy 3 odcienie: jasny róż, świeżą morelę i jasny brąz.
Owocowy zapach produktu poprawia humor :) Nie uczula.

Cena to 10,99 zł, dostępny w Hebe i Superpharm.

Używacie produktów tego typu, w sztyfcie? Kremowych? Ja nie mam zbyt wielu kremowych kosmetyków do makijażu (oprócz podkładów, chociaż one przecież raczej są w płynie), ale kilka posiadam i używam regularnie.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę udanego tygodnia :)
Do następnego!

Stri

arctic monkeys



hi there :)

poniedziałek, 11 listopada 2013

mail monday #5 | -30% floslek haul

Jakiś czas temu (drugiego września) wydarzyła się promocja na produkty flosleku. 30 procent off to nie jakaś ogromna okazja, ale jednak się skusiłam ;) Oczywiście zamówienie przyszło do mnie już 2 miesiące temu, ale dzisiaj postanowiłam Wam je pokazać.


Szampony miałam na swojej włosowej wishliście od jakiegoś czasu, wybrałam ELESTABion S i ELESTABion R. Pierwszy "niebieski" wyciągnęłam i używam teraz, może niedługo Wam coś opowiem o jego działaniu. Płyn zmiękczający naskórek, odciski i zrogowacenia dostałam kiedyś od Hexx i od tamtej pory go uwielbiam. Wzięłam dwa :) Paradoks polega na tym, że jesienią i zimą stopy nie potrzebują aż takiego wspomagania, bo się najzwyczajniej w świecie nie przesuszają.


Niedługo nastąpi czas przemokniętych butów i zamarzania na przystankach w oczekiwaniu na transport, który nigdy nie nadjedzie ;) Sól cynamonową polecałyście mi od dawna, ale nie mogłam jej znaleźć w żadnym Rossmannie (były tylko opakowania imbirowej). Udało się zgarnąć ją w dosyć atrakcyjnej cenie.


Na koniec maseczka wzmacniająca naczynka, tych nigdy za wiele.

Podsumowanie i ceny wyglądają następująco:

Lp. Produkt Ilość Cena
1. ELESTABion S - Szampon dermatologiczny - łupież suchy i pstry (150 ml)
ELESTABion szampony dermatologiczne
1.00 szt. 13,30 zł
2. Płyn zmiękczający naskórek, odciski, zrogowacenia (50 ml)
Dr STOPA terapia dla stóp
2.00 szt. 14,70 zł
3. Sól cynamonowa rozgrzewająca (500 g)
Dr STOPA terapia dla stóp
1.00 szt. 10,75 zł
4. ELESTABion R - Szampon regeneracyjny - włosy suche i zniszczone (150 ml)
ELESTABion szampony dermatologiczne
1.00 szt. 13,30 zł
5. Krem maseczka (2 x 5 ml)
NACZYNKA seria do skóry z problemami naczyniowymi
1.00 szt. 2,14 zł


SUMA:
PRZESYŁKA:
RAZEM:
54,19 zł
15,50 zł
69,69

70 zł, no okay. Da się przeżyć ;) Bardzo serdecznie zachęcam Flos Lek do zrobienia jakiejś akcji -40% albo -50% w przyszłym roku, chętnie się skuszę na coś więcej :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam udanego dnia. W Często świeci słońce i nawet nie jest tak zimno..
 Buziaki ahoj!

Stri

flax mythos kosmetyki z drzewa oliwnego | żel pod prysznic z nieśmiałym peelingiem


Dzień dobry,

Chcę Wam dzisiaj przekazać swoje spostrzeżenia dotyczące produktu Mythos. Żel pod prysznic z peelingującymi drobinkami trafił do mnie na wakacyjnym spotkaniu. Reklamowany jako kosmetyk naturalny bardzo mnie zaciekawił. Zacznę może od tego, że "shower scrub" od razu skojarzył mi się z żelem pod prysznic z drobinkami bardziej na pokaz niż faktycznie działającymi. Nie rozczarowałam się dzięki temu, bo produkt faktycznie ma konsystencję żelu z drobinkami o rzadkiej gęstości ich zaludnienia i faktycznie średnio peelinguje.

Jako składniki aktywne występuje tutaj morszczyn i pestki oliwek. Delikatne naturalne złuszczanie, o którym mówi producent jest tak delikatne, że ja go nie zauważam na mojej suchej skórze. Nawilżanie i działanie antycellulitowe też można wsadzić między bajki. Żel wysusza skórę, jak niemal każdy tego typu produkt. Całodziennej naturalnej ochrony nie skomentuję.

Na składach się nie znam, ale na opakowaniu jest napisane, że nie zawiera parabenów, bht, silikonów, oleju mineralnego, edta, gmo, syntetycznych barwników.

Zapach jest lekko ziołowy, niektórym przypomina dentystę. Pieni się fantastycznie, a myślałam, że będzie z tych nie pieniących się. Wydajność w normie, naprawdę szkoda, że nie peelinguje. 200 ml butelka wykonana z plastiku jest kafelko-friendly i nie sprawia problemów. Można ją postawić do góry nogami, a nakrętka posiada zatrzask na klik i mamy pewność, że żel został zamknięty. Produkt nie jest zły, ale mnie nie zachwycił. Spodziewałam się czegoś naprawdę wow. Mythos to była dla mnie marka nieco bardziej luksusowa. Takie odniosłam wrażenie na podstawie opakowania i głosów w blogosferze.

Podsumowując, żel jako żel jest okay. Trochę drogi, ale cena jest subiektywną sprawą. Myje skórę, zostawia ją czystą. Tyle :) Ja nie widzę siebie kupującej tego typu kosmetyk, ale drzewo oliwne na butelce wygląda zachęcająco.

W tej chwili produkt jest w promocji, kosztuje 14,96 zł i jest dostępny tutaj.

Miłego dnia, szybko szybko, bo jutro do pracy..
Do następnego,

Stri

niedziela, 10 listopada 2013

moja pielęgnacja skóry wokół oczu

Dzień dobry :)

Opowiem Wam dzisiaj trochę na temat mojej pielęgnacji skóry wokół oczu.

Odziedziczyłam chyba dosyć dobre geny, bo nie mam dużych problemów z cieniami pod oczami (chyba, że się nie wyśpię) ani opuchlizną (chyba, że płakałam albo mam alergię, no ale to jest inna sytuacja). Z wiekiem zasinienie troszkę się pojawiło i polubiłam kryjące korektory, ale wyobrażam sobie, że w wieku prawie 26 lat jestem jeszcze na początku drogi i będzie gorzej, ale lepiej chyba być nie może niż w tej chwili. Generalnie, jestem zadowolona z moich podocznych okolic. Pielęgnuję ten obszar mniej lub bardziej od kilku lat.. może dziesięciu nawet. Na początku były to żele flosleku, później delikatne kremy różne rozmaite. Lubiłam kofeinowy roll-on Garniera. Latem zaczęłam używać nawilżającego żelu pod oczy usuwającego opuchliznę Hydra Vegetal*. To moim zdaniem coś więcej niż żele z mojej młodości ;) Produkty pod oczy działają lepiej schłodzone zmniejszając opuchliznę i odświeżając spojrzenie.

Żel odświeżający zawiera wodę z oczaru, sok z klonu i niebieską agawę. Jak egzotycznie :) Jest bezzapachowy i ma zatrzymywać wodę w skórze. Brzmi świetnie.

 photo P1220797_zpsfda423c8.jpg

Pielęgnacyjnie bardzo spodobał mi się Krem pod oczy błyskawicznie wygładzający roll-on z serii Serum Vegetal*, ale Hydra Vegetal miał przewagę w postaci możliwości aplikowania na makijaż. Teoretycznie z każdym innym produktem też da się to zrobić, ale żel jest lekki i przezroczysty, szybko się wchłania. Roll-on naprawdę bardziej chłodził i przynosił ulgę, ale żel mogłam bez problemu palcami wklepać w korektor/puder.

Krem ma wygładzać za pomocą oligosacharydów i escyny z kasztanowca indyjskiego.

Gdybym miała wybierać postawiłabym na roll-on, ale nie oznacza to, że żel mi się nie przydał. Czasami rozcieńczałam nim korektor, czasem używałam w ciągu dnia (zwłaszcza w gorące dni), czasami wieczorem po nadużywaniu komputera/telefonu. Serdecznie polecam trzymanie w lodówce.

 photo P1220808_zpsde82c619.jpg

Energizujący Roll-on pod oczy Elixir 7.9* dotarł do mnie jako ostatni i używam go od niedawna. Ma działanie rozświetlające, 3 kuleczki zamiast jednej i otwór przez który wyciskamy jest płyn z drobinkami. W tym produkcie połączona jest pielęgnacja i makijaż. Nie zapewnia nam on krycia, ale faktycznie bardzo delikatnie rozświetla. Nie jest to jednak rozświetlacz typu Mary-Lou albo coś kremowo-płynnego typu High Beam czy Sun Beam. Elixir stosuję o poranku.

W produkcie występują: mangiferyna z aphloi, wyciąg z ziaren tara, inositol z zielonego ryżu, oligozydy z jabłka, betaina glicynowa, wyciąg z ziaren rokitnika i wielocukry z aloesu.




Wszystkie 3 produkty łączą następujące cechy:
- szybko się wchłaniają
- nie uczulają, nie powodują podrażnień
- mają fajne funkcjonalne opakowania, higieniczne
- jak to produkty "pod oczy", są wydajne
- nadają się do każdego rodzaju skóry: suchej, normalnej, tłustej, naczynkowej..


Kilka tygodni temu otworzyłam moją miniaturkę Clinique All About Eyes, którą kupiłam w Glossy Box. To mój pierwszy krem o tak bogatej konsystencji. Może nawet nie tyle bogatej co nieco bardziej.. hmn.. "zostającej" na skórze. Nie zachwycił mnie on na tyle, żeby kupić go ponownie, ale zamówiłam Creme Riche podczas promocji -50% od całego koszyka. Clinique ma gęstą konsystencję silikonowo-otulającą, wchłania się miękko, nadaje się pod makijaż i przyjemnie łagodzi zmęczone oczy.

Cenowo wygląda to tak:
Żel Hydra Vegetal 39 zł
Roll-on Serum Vegetal 82 zł
Elixir 7.9 105 zł
Clinique All About Eyes 160 zł

Nie zauważyłam poprawy skóry pod oczami (wokół oczu), ale weźmy pod uwagę, że nie chciałam zbyt wiele poprawiać. Jest nieźle. Późno zaczęłam się malować, lubię myśleć, że wychodzi mi to całkiem nieźle i nie ciągnę niepotrzebnie skóry. Chociaż z drugiej strony bardzo często rzęsy mi wpadają do oka i muszę je wyciągać. Mogę powiedzieć, że w moim przypadku kosmetyki działają doraźnie przynosząc ulgę zmęczonym szczypiącym oczom. Szczególnie świetnie sprawdza się roll-on. Trudno jest zaobserwować długotrwałe działanie w tak "młodym wieku" w tym miejscu na skórze.

Rozważałam serum z Biochemii Urody albo jakieś inne serum. Polecicie mi coś?
Dzień dobry! Niedziela jest. Szybko szybko, bo weekend się zaraz skończy ;)
Pozdrawiam,
Stri

sobota, 9 listopada 2013

błyszczyk do ust catrice cruise couture | 060 coralista

Błyszczyk Catrice 060 Coralista kupiłam podczas polowania na jedną z marynistycznych edycji limitowanych ubiegłego lata. Cruise Couture zachęciło mnie lajnerem, którego nie używam, bo nie umiem (bez sensu), lakierem 05 Nautica i błyszczykiem właśnie.


Standardowe opakowanie błyszczyków z serii LIP APPEAL sprawdza się doskonale. Nic nie wycieka, przecieka, nie brudzi torebki. Aplikator typu gąbeczka dobrze dozuje produkt.
Konsystencja jest lekka, nieco lepka, ale bez przesady. Jednak na tyle się klei, że trzyma się ust.


Kolor jest delikatny, na moich ustach zdecydowanie różowy. Nie pasował mi "kolorystycznie", więc poszedł w świat i bardzo się cieszę, że komuś się przydaje :)
Mnie posłużył przez kilka tygodni i przez większość czasu leżał nieużywany. Wolę kryjące pomadki niż delikatne błyszczyki i to nie tylko dlatego, że mam raczej ciemne włosy.


Na ustach wygląda świetnie, na swatchu nie aż tak bardzo szałowo, bo po prostu kolor jest jasny.


W tym sezonie postawiłam na inne produkty do ust Catrice, ale o tym wkrótce.

Pozdrawiam Was serdecznie, mam nadzieję, że sobotni wieczór mija fantastycznie :)
Buziaki, ahoj!
Stri

środa, 6 listopada 2013

opi haul, czyli piaskownicy ciąg dalszy


Dzień dobry,

Tak sobie pomyślałam, że może robię się nudna z tymi swoimi piaskami. Ja wiem, że Wy wiecie, że mam obsesję. Wiem też, że mało prawdopodobne jest, żebym niektóre z Was przekonała do wypróbowania piasków, bo znacie swoje upodobania i nie każda lubi piaski. Niemniej jednak przybywam dziś do Was z małymi zakupami z TkMaxxa, w którym to przeważnie zaopatruję się w moje małe cuda z piaskowych kolekcji OPI.

W skład zestawu The TXTure Effect wchodzą 2 produkty - OPI Natural Nail Base Coat i limitowany odcień piasku My Current Crush. W tej chwili mam na paznokciach OPI Alcatraz...Rocks, ale na pewno niebawem wypadnie kolej na MCC. Jestem podekscytowana ;P

Koszt imprezy to 59 zł, co uważam za bardzo sensowną cenę.

Miłego dnia, do następnego!
Stri

wtorek, 5 listopada 2013

nowy krem na naczynka z różową nakrętką


Hello hello,

Przedstawiam Wam nowość w mojej kosmetyczce, za pomocą której mam nadzieję zniwelować zaczerwienienia na policzkach. Oczekuję od tego kremu tylko tego - żeby łagodził, koił i robił redness relief. 50 ml zamknięte w szklanym słoiczku, który stanowi swego rodzaju zagrożenie dla kafelków, trapezoidalnym i różowonakrętkowym zarazem. So cute.

Jestem ciekawa, pierwsze testy na plus, ale naczynkom potrzeba czasu. Konsystencja jest szałowa, taka miękka i kremowo-silikonowa jakby. Niezupełnie, ale coś tędy.

Jak mija wtorek? Nie jest łatwo? Damy radę. Ja mam katar, muszę zakładać czapkę, a najlepiej kupić sobie jakąś fajną ;) Nic mi do płaszcza nie pasuje.

Miłego popołudnia! Pijcie ciepłe napoje i noście skarpetki. I bieliznę. To pomaga.
Buziaki ahoj,
Stri

ulga dla suchej skóry emolium trójaktywna emulsja do kąpieli

 photo P1220010_zpsdcf09172.jpg 

Dzień dobry,

Ostatnio zrobiły mi się czerwone plamy na dekolcie i wcale nie znikają. Zastanawiam się jak żyć, a tymczasem ulgę przynoszą produkty kojące do kąpieli. Jednym z nich jest/był Emolium Trójaktywna emulsja do kąpieli. Dzień dobry, dzisiaj opowiem Wam o bardzo przydatnym produkcie do suchej skóry

Zacznę od tego, że mam wannę, ale zbyt często z niej nie korzystam ze względu na upierdliwą tendencję mojej skóry do psucia się, pękania, swędzenia i pieczenia. Staram się ograniczyć swój kontakt z wodą do minimum, chociaż oczywiście nie zawsze jest to możliwe technicznie i logistycznie. Czasem jednak zanurzam się. Mam kilka "preparatów do kąpieli", zarówno takich całkiem zwyczajnych wysuszających skórę, jak i takich ochronnych skóry nie wysuszających. Polubiłam kąpiele z olejami. Muszę się bliżej przyjrzeć półproduktom, które się przeterminowują w moich zapasach. Nie wszystkie, ale niektóre owszem.

Emolium dostałam od Jeża. Tak trochę, odlewkę niemalże. Przypomniało mi się jak kiedyś stosowałam takie specyfiki codziennie, bo inaczej trudno było żyć. Cieszę się, że moje azs się poprawiło przez ostatnie kilka lat. Nauczyłam się żyć bardziej na luzie w niektórych kwestiach, chociaż pracuję nad wszystkim i zresztą każdy powinien.

Konsystencja płyno-emulsjo-zawiesiny jakby jest zupełnie nieproblematyczna. Odkręcamy butelkę, wlewamy trochę do wanny albo do nakrętki i do wanny. Woda robi się mleczna, nie powinna być zbyt gorąca. Moczymy się przez kilkanaście minut i osuszamy, wychodzimy, smarujemy się balsamem, zakładamy piżamkę albo nie i idziemy spać (na przykład).

Zapach w ogóle nie przeszkadza. Jeśli jest to bardzo delikatny apteczny. Mi przypomina początek studiów kiedy zaczęłam stosować dermokosmetyki i sięgałam po nie systematycznie. Tego konkretnego jeszcze chyba wtedy nie było, ale były inne.

Wydajność i cena to kwestie stałe w tym sensie, że produkty do suchej skóry zawsze są zbyt mało wydajne jak na cenę, którą musimy zapłacić. Taka sytuacja, nic się nie poradzi. Owszem, należy szukać tańszych rozwiązań, ale nie zawsze da się znaleźć.

Skuteczność jest niezaprzeczalna, po takiej kąpieli skóra na jakiś czas jest ukojona, nie swędzi i nie szczypie tak bardzo jak przed kąpielą. Jest dobrze :)

Używacie dermokosmetyków do suchej skóry jesienią i zimą? Dajcie znać :)
Do później!
Stri

poniedziałek, 4 listopada 2013

recenzja produktów olsson: szampon i pianka zwiększające objętość włosów, odżywka do włosów suchych/normalnych




Szamponu VOLUME HAIR 325 ml i odżywki NORMAL/DRY HAIL 325 ml zaczęłam używać w połowie sierpnia. Piankę włączyłam do pielęgnacji/stylizacji włosów nieco późnej, ale zdążyłyśmy się już dawno poznać na tyle, że dzisiaj zapraszam Was na recenzję wszystkich trzech produktów. Produkty do testów dostałam od Firmy za pośrednictwem Angel. Gdyby nie to, na pewno sama kupiłabym szampon, byłam go bardzo ciekawa, a późniejsza (z początku września) recenzja Łojotokowej Głowy utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto wypróbować. Co prawda nie mam ŁZS, a bardziej łuszczycę, ale lubię podpatrywać. Chodzi o brak podrażnienia przy używaniu, to jest najważniejsze.

Moje włosy charakteryzują się znaczną długością, lekkim skrętem (który jest potencjalnie większym skrętem) i odmiennymi potrzebami przy skórze głowy i na długości. "Końce" są suche, domagają się nawilżenia - trudno je przeciążyć produktami do rozczesywania, no i w ogóle trudno je rozczesać. Włosy przy skórze się przetłuszczają i to dlatego polubiłam suche szampony. Skóra głowy jest dotknięta łuszczycą. Łuska rozprzestrzenia się powoli, ale systematycznie. Pojawia się po każdym myciu, to tylko kwestia czasu. Włosy myję średnio co 3 dni. Czasem rzadziej, raczej nie częściej, ale zdarza mi się.

Okay, produkty. Zacznę od opakowania i konsystencji. Właściwie od konsystencji, bo to w jej kontekście rozpatrywać należy opakowanie. Szampon jest ekstremalnie wodnisty, przecieka przez palce i po prostu wylewa się z butelki (nie trzeba go wyciskać, wypływa po prostu). Dopiero w połowie opakowania poszłam po rozum do głowy i przelałam szampon do opakowania z pompką. Zostało mi jeszcze około 100 ml, więc określiłabym go jako wydajny. Mam jednak wrażenie, że producent specjalnie zapakował szampon do takiej tuby, żeby szybciej się zużył. I nie, nie jestem fanem teorii spiskowych. Odżywka nie sprawia takich trudności - konsystencja jest kremowo-lejąca, ale jednak bardziej kremowa. Szampon jest jak woda w żelu, tyle, że prawie rozpuszczonym.

Zapach jest lekko apteczno-profesjonalny, ale właściwie mogłabym napisać, że wcale go nie ma, bo w moim odczuciu jest subtelny i dyskretny na tyle, że nie będzie stanowił problemu.

Działanie. Szampon miał zmiękczać, łagodzić i odżywiać. Z łagodzeniem i zmiękczaniem mogłabym się zgodzić. Ładnie ściągał łuskę (która oczywiście powracała następnego dnia, ale i tak), ale odżywienia nie zauważyłam. Troszkę odbijał włosy od nasady, ale nie spodziewałam się efektu WOW, ponieważ mam jednak ciężkie włosy i długie.

Odżywka "łagodna i delikatna" faktycznie taka była. Mam suche włosy i potrzebują one takiego odżywkowego kopnięcia po każdym umyciu. Odżywka Olsson była trochę za słaba, żeby komfortowo rozczesać włosy, ale na tyle przyjemna, że po spłukaniu były miękkie i ładnie się kręciły (tylko niekoniecznie były rozczesane). Nie używałam jej po każdym myciu - czasem sięgam po maskę i wtedy pomijam odżywkę.

Pianka Volume Lift&Hold to bardzo przyjemna pianka zapakowana w "zwyczajne" opakowanie z niezwykłym dozownikiem. Mała rureczka świetnie umieszcza produkt tam, gdzie chcemy. Naprawdę podnosi włosy, ale mam wrażenie, że w newralgicznych miejscach przyspiesza tworzenie się łuski. Muszę to wytłumaczyć, bo nie chciałabym zostać źle zrozumiana.

Łuska wraca bez względu na to, czego używam do zmiękczania jej (np Squamax) i zdejmowania (szampon), a później nawilżania skóry głowy (np Cerkosol). Pojawia się jeszcze tego samego dnia (jeśli myję włosy rano) albo następnego (jeśli myję wieczorem). Trzeba się do tego przyzwyczaić i żyć. Nie drapać (chociaż to BARDZO trudne), nie stresować się życiem (to chyba jeszcze trudniejsze, zwłaszcza jak się lubi mieć rzeczy pod kontrolą) i przestrzegać diety. Nie oszukujmy się, że przestrzegam zasad, więc zdaję sobie sprawę z tego, że łuska się pojawi i będzie mi towarzyszyć.

Używając pianki w miejscach pokrytych łuską mam wrażenie, że pojawia się ona szybciej. Według mnie gra jest warta świeczki - objętość wynagradza szybszą produkcję łuski, przecież ona i tak się pojawia.

Sama pianka nie obciąża włosów, ani ich nie przesusza. To jest dobry produkt, a w połączeniu z dyfuzorem bardzo dobrze formuje loki. Nie potrzeba jej dużo, jest wydajna.

Ceny i dostępność. Wszystkie kosmetyki są dostępne w aptekach i na stronie internetowej w cenie 49 zł za sztukę. Jestem ciekawa drugiej wersji szamponu (stanowiącego komplet z odżywką) i lakieru do włosów. Może kiedyś. Zamierzam wrócić do tych produktów, ale mam dużo produktów w kolejce ciekawych i ekscytujących, więc Olsson będzie musiał trochę poczekać. Uważam, że ceny nie są niskie, ale produkty są bardzo wydajne. Szampon wystarczy mi na 4 miesiące. To naprawdę długo, a pewnie wystarczyłby na dłużej gdybym od razu przelała go do czegoś bardziej ekonomicznego.

Jeśli macie jakieś pytania, dajcie znać. Życzę Wam udanego wieczoru, przetrwaliśmy poniedziałek. Czas na resztę dni tygodnia.
Do następnego!
Stri

mail monday #4 | świąteczne nowości yves rocher seria czekoladowa

Mail monday edycja kolejna, tym razem nowości świąteczne Yves Rocher, które już są w intensywnym użyciu. Dostałam 3 produkty z serii kakaowej/czekoladowej.

Żel do mycia ciała z migoczącymi drobinkami Czekolada - Pomarańcza,
Balsam do ciała Czekolada - Malina,
Krem do rąk Czekolada - Pistacja


Od razu mogę Wam powiedzieć, że nie jestem fanką zbezczeszczonej czekolady (rozumiem przez to czekoladę z dodatkami) w sensie kulinarnym ani kosmetycznym. Czekolada z miętą, czekolada z rodzynkami, czekolada z owocami, z musem truskawkowym, z galaretką. Nie lubię. Czekolada z orzechami albo herbatnikiem - okay. Różne podejrzane już niekoniecznie ;)
Z tego powodu miałam mieszane uczucia przy pierwszym niuchnięciu, ale tak jak przypuszczałam - podoba mi się pistacja, bo jest świeża i trochę przypomina migdał. Malina nie jest optymalna, ale mało tam czekolady, więc jako sama malina jest dobrze. Przypomina mi krem do rąk Balea z pompką. Malina jest w porządku, ale sprawa komplikuje się przy okazji żelu pod prysznic. Opakowanie jest naprawdę świetne. Bez wahania zgarnę kilka opakowań dla Przyjaciółek i Kobiet w moim życiu i podaruję im "pod choinkę".

Wygląd butelki jest genialny. Po pierwsze jest plastikowa i przezroczysta, więc nie potłucze się przy spotkaniu z kafelkami, a same kafelki też pozostaną bezpieczne. Żel z drobinkami błyszczy niesamowicie, małe brokaciki wyglądają jak zawieszone na niewidzialnym stelażu. Coś wspaniałego. Jest jednak jedna przykra sprawa dla mnie w tym produkcie. Ma zapach delicji. Delicje kojarzą mi się z dzieciństwem, bo moja Mama kupowała je "dla gości" i to były jedyne ciastka, których nie wyjadałam z barku (bo już wtedy nie lubiłam zbezczeszczonej czekolady).



Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma traumatyczne skojarzenia z zapachem czekolady z pomarańczą. Recenzje pojawią się w drugiej połowie listopada.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę udanego tygodnia!
Buziaki ahoj,
Stri

niedziela, 3 listopada 2013

- 40% catrice hebe haul

Cześć Dziewczyny,
Z tygodniowym opóźnieniem, ale zawsze ;) Mam dużo nowości z Catrice i Essence, o których opowiem Wam w listopadzie. Niektóre są bardzo dobre, inne trochę bardziej zwyczajne. Do tego dojdziemy. Dzisiaj pokażę Wam na co zdecydowałam się przy okazji -40 % na kolorówkę Catrice w Hebe.

Cała akcja miała miejsce 26 października i teraz cierpliwie czekam na następną tego typu akcję :)


Produkty do ust zawsze są u mnie mile widziane. Do różu w tym samym odcieniu (albo przynajmniej o tej samej nazwie) dobrałam pomadkę. Ultimate Colour 140 Pinker-bell. Cena regularna to 16,99 zł.
Z tej linii interesuje mnie jeszcze kilka matowych kolorów; 250 Matt About Pink, 260 It's A Matt World, 270 Matt-erial Girl i być może nowy 290 Sweet Coraline. Wszystkie są takie ekscytujące. Tymczasem mam jedną. Od czegoś trzeba zacząć ;)

Pure Shine Colour Lip Balm, czyli kredki do ust mam już razem cztery. Jestem zachwycona łatwością w użytkowaniu. Recenzja będzie już w przyszłym tygodniu. Cena regularna to 20,99 zł. Wybrałam 050 Cherry-ty i 070 I Don't Red It.

3 konturówki do ust wpadły mi do koszyka siłą rzeczy ;) Longlasting Lip Pencil w cenie regularnej kosztuje 8,49 zł. To i tak nie jest dużo, a po przecenie jeszcze mniej. Bomba. Zdecydowałam się na 3 odcienie, których jeszcze nie miałam w swoich zbiorach.


Na powyższym zdjęciu próbowałam uchwycić kolory konturówek, ale kredki mi się totalnie rozjechały kolorystycznie. Odcienie 050 Cherry-ty i 070 I Don't Red It są zdecydowanie ładniejsze i przede wszystkim jaśniejsze. Ładniejsze po prostu. Pokażę je jeszcze inaczej razem. Konturówki to 060 The Perfect Pinkini, 070 I Got You Babe i 030 Berryson Ford.


Lakiery, bo lakierów nigdy za wiele ;P Miałam ochotę na 43 Miami pINK odkąd go tylko zobaczyłam. 07 Genius In The Bottle to taki mały hołd w kierunku Słomki, za którą tęsknię. Chwilowo jest nieosiągalna, ale kiedyś wróci mam nadzieję i będzie w zasięgu.14 Purple Reign jest dosyć trudnym odcieniem do sfotografowania, ale jak znajdzie się na moich paznokciach to będziemy próbować :) Last but not least, czerwony piasek z limitki L'Afrique, c'est chic C04 - Rouge, Bien Sur. Nie mogłam się doczekać aż spotkam na standzie 2 produkty z afrykańskiej edycji limitowanej - czerwony piasek (kupiłam) i chłodne duo różo-bronzerowe (była tylko ciepła wersja).
Cena regularna to 10,49 zł.

Na sam koniec podkład All Matt plus w odcieniu 010 Light Beige. Na konferencji Catrice dostałam dwudziestkę, która jest zdecydowanie za ciemna dla mnie teraz. Cena regualrna to 26,99 zł.

Co Wy kupiłyście w ramach promocji albo bez promocji nawet też? :)

Chwilowo tyle. Dopiero dwunasta, więc może jeszcze się dzisiaj coś ciekawego wydarzy.
Pozdrawiam serdecznie, udanej końcówki weekendu.
Buziaki ahoj!
Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...