piątek, 27 grudnia 2013

drunk in love



z nowości
drunk in love
beyonce

the lego movie



normalnie nie oglądam trailerów, ale ten film muszę obejrzeć i miałam ochotę na mały sneak peak ;P
szalony!
ja w pracy do 21, a co u Was się dzieje?
buziaki,
Stri

catrice le rocking royals | nowa limitka w hebe


Jakieś 3 tygodnie temu natknęłam się w Hebe na limitkę Catrice Rocking Royals. Zdjęcia reklamowe zdjęciami reklamowymi, ale do domu zabrałam ze sobą tylko dwa lakiery do paznokci.

Puder kosztował jakieś absurdalne pieniądze, w róże postanowiłam nie inwestować zanim nie zaopatrzę się w kilka upatrzonych z Inglota. Lakiery bardzo mi się podobają, pomadki jakoś nie przyciągnęły mojej uwagi. Ostatnio nadużywam lipstaina z Sephory. Cream Lip 
stain się to nazywa chyba i miałam dokupić jeszcze 2 kolory na wyprzedaży w Sephorze, może dotrę do jakiejś zanim się promocja skończy (może już się skończyła?)

Zaopatrzyłyście się w coś? Jestem ciekawa co tak naprawdę przyniesie ze sobą Celtica. Do wiosny daleko, ale zima z prawdziwego zdarzenia kiedyś nastać musi. Wiem, że nie wszyscy chcemy, ale taka jest kolej rzeczy.


niebieski i zielony wróciły ze mną do domu








Dzień dobry ;) Tu jest link.

i see fire


obejrzałam Film w środę, był fantastycznej jakości on so many levels
posłuchajcie.

why the sudden change


every night this week



ostatnio na playliście trochę się zmieniło
a trochę nie

czwartek, 26 grudnia 2013

złoty peeling-masaż drenujący eveline cosmetics slim extreme 4d

Dzień dobry, dzień dobry! Dobry wieczór.

Nie było mnie trochę, ale powoli wracam. Dzisiaj będzie na bogato, bo ze złotymi drobinkami! Zauważyłam, że z wiekiem coraz chętniej sięgam po drobinkowe produkty. Niedawno widziałam limitkę Pupa Princess, coś fantastycznego. Nie o limitce Pupy jednak. Ten drobinkowy produkt przyszedł do mnie sam, a właściwie podrzuciła mi go Ania razem z innymi Evelinowymi kosmetykami po Spotkaniu.. O reszcie w przyszłym roku. Dzisiaj innowacja z czystym złotem, czyli wyszczuplający peeling masaż drenujący aka złoty peeling.

Eveline Cosmetics Slim Extreme 4D Złoty Peeling-Masaż Drenujący*

Zacznijmy od tego, że jak widzę kolejny produkt tej firmy ze ściemowym napisem 50 ml gratis to mam ochotę powiedzieć WTF ile można! Promocyjne opakowania są na rynku od lat. To już nie jest żaden gratis tylko oszukiwanie klientów. Z tego powodu nie kupuję już produktów Eveline Cosmetics oprócz odżywek do paznokci z trucizną dobrze działającą używaną z umiarem i w ramach kuracji.

To, że ich nie kupuję nie znaczy, że nie wspominam niektórych miło. Uważam, że lekkie balsamy ujędrniające/antycellulitowe są przyjemne i za drogeryjną cenę w promocji jak najbardziej można się skusić.
Tutaj mamy do czynienia z dużą tubą peelingu pod prysznic. Takie produkty oceniam zawsze pod kontem: 1) opakowania - stojąca tuba z rozsądnie sztywnego materiału jest OK, 2) ostrości drobinek/rozpuszczalności drobinek - dwa czynniki nierozerwalnie ze sobą związane - drobinki, którymi peelingujemy skórę nie mogą się szybko rozpuszczać, bo nic nie zdziałamy. Peelingi tego typu występują czasem pod nazwą "peelingujący żel pod prysznic" i wtedy moje oczekiwania względem takiego produktu są dosyć niskie. W przypadku peelingów z prawdziwego zdarzenia oczekiwania wzrastają. Dużo zależy od BAZY produktu. Zdecydowanie unikam olejowych, gęstych "zapraw", a skłaniam się ku bardziej suchym konsystencjom. Wykonując udany masaż na sucho, możemy tylko zyskać :)

W przypadku tego produktu, opakowanie wymusza niejako mokrą konsystencję. Chociaż może wcale nie.. Chodzi mi o to, że gruboziarniste peelingu są częściej suche i częściej w pudełkach. Rozpuszczalność mogłaby być słabsza albo drobinki ostrzejsze. Nie chcę jednak zbyt surowo się na ten temat wypowiadać, żeby nie wprowadzać Was w błąd. Ten produkt w delikatny sposób zdziera naskórek. To daje mu pewną przewagę na rynku - nadaje się do skóry płytko unaczynionej. Mnie się nie podoba na tyle, żeby kupić go samodzielnie. Wolałabym jednak drobniejsze ziarenka. Z jednak strony może jestem wybredna, ale z drugiej mam skórę sezonowo bardzo wymagającą. Jest przesuszona, łuszczy się, czasami wręcz rozpada. Peeling, na którym mogłabym polegać zdecydowanie jest mile widziany. Może powinnam poszukać na wyższej półce?

Co do działania, które deklaruje producent. Peeling nie działa do 48h, nie rewitalizuje ani nie napina długotrwale.Cena ok 20 zł nie jest bardzo wysoka, może Rossmann zrobi promocję. Kampania marketingowa oscyluje wokół złota, ale nie oszukujmy się, że za taką cenę dostaniemy cokolwiek więcej niż złote opakowanie. Złoto w składzie może i jest (nie pamiętam), ale co z tego. W serii mamy też serum, ciekawe jak szybko się wchłania..
Proponuję producentowi popracować nad rozpuszczalnością i konsystencją. Niech będzie bardziej luksusowa. Zapach nie przeszkadza mi jakoś bardzo, chyba w ogóle go nie rejestruję (katar?). Na skórze, jeśli zostaje, bardzo szybko się ulatnia. Wydajność chyba w normie, może trochę poniżej ze względu na wspomniane czynniki.


Podsumowując, złote opakowanie nie niesie ze sobą produktu zasługującego na (złoty) medal, ale nie dostałam uczulenia podczas jego stosowania ani nie przesuszył mi tragicznie skóry. Po ostatnim ataku AZS w ogóle się nie peelinguję, bo mam rany na skórze i od jakiegoś czasu nie jest możliwe. Nawet smarowanie balsamem boli.

Podsumowując raz jeszcze - po Eveline nie spodziewałam się czegoś "wow", ale nie było najgorzej. Na pewno peeling mi się przydał na szybkie wieczorne zdzieranie naskórka. Mam jeszcze kilka produktów do przetestowania, więc zobaczymy. Myślę jednak, że w kontekście całego rynku drogeryjnego i na tle innych produktów Rossmanna, ten peeling utrzyma się na swoim średnim miejscu. Kwestii wyszczuplającej w ogóle nie zaszczycę swoją uwagą, bo wiemy, że wyszczuplają ćwiczenia i dieta.

Mam nadzieję, że recenzja okaże się pomocna. Próbowałyście? Może macie inne wrażenia z używania? Dajcie znać :) Jestem ciekawa Waszych opinii.

Pozdrawiam bardzo bardzo,
Mam nadzieję, że ostatnie dni grudnia mijają Wam tak, jak macie ochotę.
Trzymajcie się ciepło i pijcie wodę. Ahojka!

Stri

czwartek, 12 grudnia 2013

totalny brak czasu

wziął się stąd, że pracuję po 12 godzin codziennie i miałam mieć wolne jutro i poniedziałek albo środę, ale nie będzie wolnego przez kolejny tydzień, a taki jeden dzień to kropla w morzu potrzeb. Niczego się nie da zrobić tak naprawdę, Kot chodzi zaniedbany, ja chodzę niezbyt ogarnięta (chociaż pracuję nad tym i np zdążyłam kupić prezenty na mikołaja i częściowo na święta, no i swój urodzinowy ;P jeszcze 10 dni!). Tak sobie myślę, że czasu na dzieci bym nie znalazła, a kwestia pracowania po 12 godzin jest otwarta gdyby zwiększyć zarobki. W minioną sobotę udało mi się dotrzeć do sosnowca na spotkanie blogerek śląskich, gdzie po raz kolejny zobaczyłam się z Kapryskiem, a po raz pierwszy miałam przyjemność spotkać się z Dziewczynami ze śląska. było super, chociaż krótko. Relacja kiedyś jak będę miała czas, żeby ogarnąć.

Produktowo zdradzę Wam, że króluje u mnie podkład Revlon ColorStay w kolorze 180 Sand Beige (jakoś tak), polubiłam puder Glazel, a także tusz Maybelline Rocket coś tam. Pielęgnacyjnie peelinguje się złotym Evelinem, a na twarz ostatnio nakładam nieśmiało testując świetny nawilżacz Sesdermy z linii Hidraderm. Kremy Yves Rocher nie dobiegły co prawda końca, ale w trudnych zimowych warunkach już się nie sprawdzają. O tym też chcę Wam opowiedzieć. Przez ostatnie kilkanaście dni nie udało mi się włączyć komputera na dłużej niż chwilę trzy razy albo może dwa. Jestem trochę chora, wspomagam się Modafenem. Nie mam kiedy słuchać muzyki ani czytać książek. Przestałam oglądać seriale. Jestem w takiej sytuacji, że nie wiadomo jak do tego podejść inaczej niż przeczekując nawał pracy. Zresztą niedługo mi się skończy i będzie bezrobocie. Wiedziałyście, że w galeriach handlowych 80% pracowników ma wyższe wykształcenie?

Dobry wieczór.
Trzymajmy za siebie kciuki,

Stri

sobota, 7 grudnia 2013

balsam do ciała o zapachu budyniu czekoladowego | balea young bodylotion sweet wonderland


Dzień dobry, dzisiaj znowu o balsamie, ale tym razem o zapachu budyniu czekoladowego :)

Kupiłam go w pobliskim sklepie niemieckim, których w Często jest kilka i są nawet dość przyjemnie zaopatrzone. Co prawda nie w P2 i inną kolorówkę, ale pielęgnacja Balea i Essence kremy zimowe są. Chwilowo nie ma, bo chyba będą dopiero po świętach, ale generalnie są. Sweet Wonderland jeszcze się nie skończył (butla ma 400 m), ale pomyślałam sobie, że jest idealna pora roku na takie budyniowe zapachy i jeśli się natkniecie to warto kupić.

Cena. Zapłaciłam za niego 11 zł, co jest dopuszczalną ceną. Podejrzewam, że w DM ten produkt kosztuje 3 razy mniej, ale OK. Pojechali, kupili, przywieźli, jest na miejscu. Kupuję. Bombowo ;)
Opakowanie ma charakterystyczną dla tych wydłużonych 400 ml opakowań szyjkę, dobry zatrzask i zawiasy. Nie widzę tutaj możliwości pojawienia się problemów podczas wydobycia. Wszystko gra, nie trzeba się martwić. Plastik jest solidny, ale balsam wydobywa się sam.
Zapach przypomina mi budyń czekoladowy, konsystencja w zasadzie też, może troszkę bardziej kremowy budyń, ale nie jest to takie typowe mleczko ani typowy krem. Zapach utrzymuje się przez jakiś czas na skórze, po pewnym czasie się ulatnia. Trudno powiedzieć czy przesiąkają nim ubrania, może ja się przyzwyczaiłam i go nie czuję, ale on jest? :)
Wchłanialność jest dość dobra. Mimo, że produkt nie ma cienkiej konsystencji, wchłania się szybko i możemy po kilku minutach od rozpoczęcia aplikacji już zacząć się ubierać.
O wydajności nie mogę się wypowiedzieć w pełni, bo nie używałam/używam codziennie, ale 400 ml spokojnie wystarczy na kilka/naście tygodni takiego stosowania.
Najważniejsze na koniec - działanie. Balsam nawilża skórę w pewnym stopniu (pamiętajmy o piciu wody i zakręcaniu kaloryferów), na pewno zmiękcza i wygładza. Nic nadzwyczajnego, ale cieszy oko, no i mam satysfakcję, że dorwałam coś z deemu.

Co z zagranicznej drogerii gości w Waszych kosmetyczkach? ;) Coś na pewno ;P

Buziaki, ahoj!
Stri

Ps. Jest dużo emocji, bo właśnie jadę na spotkanie z Dziewczynami do Sosnowca. Spodziewam się, że pogadamy, zjemy kapkejka i napijemy się kawy. Wieczorem wracam, moja Mama robi pizzę, będzie się działo! :)

czwartek, 5 grudnia 2013

truskawkowa pomadka ochronna mythos

Dzień dobry, dzień dobry! Jak się macie? U kogo spadł śnieg, a kto cieszy się suchą mroźnawą pogodą? U mnie jakkolwiek by nie było, zawsze jest mi za zimno. Jakoś sobie z tym radzę, raz lepiej, raz gorzej. Uwielbiam grudzień. To moja ulubiona pora roku. Po pierwsze - cały miesiąc obfituje w niespodzianki i różne ciekawe wydarzenia, po drugie - jest zima, po trzecie - idzie nowe. Zawsze nowe, a zmiany są dobre.

Dzisiaj opowiem Wam o pomadce ochronnej. Z tymi pomadkami to jest tak - mam ich dziesiątki. Często kupuję i rozdaje rodzinie/znajomym (zwłaszcza mężczyznom, którzy sami niekoniecznie wiedzą którą wybrać). Dziewczyny też dostają, ale One wolą kolorówkę jednak :) Dziesiątki więc.. teraz ta liczba się zmniejszyła, zresztą już nie otwieram kilku na raz i trochę zużyłam, wiadomo - jesień/zima. Lubię też pomadki gadżety. Kiedyś Angel rozdawała pomadkę z plusa (która akurat nie wpisała się w moje potrzeby), innym razem trafiła mi się pomadka Volkswagen z targów we Frankfurcie (którą zgarnął narzeczony Przyjaciółki). Nie wiem kto je produkował, skład był raz lepszy raz gorszy, ale generalnie opakowania są takie inne, więc coś się dzieje. Postów o pomadkach będzie więcej, a może powinien być jeden zbiorczy? Anyways, dziś o Mythos.

Pomadka jest w bardzo ładnym różowym opakowaniu (w takim mocnym odcieniu różowego). Tego nie widać, ale musicie uwierzyć mi na słowo. Opakowanie zdecydowanie zachęca do używania, chyba, że ktoś woli stonowane barwy ziemi. Myślę, że będzie fajnym gadżetem do torebki.. Może bardziej na lato, ale w sumie czemu nie na zimę. Ja właśnie kupiłam sobie letnio wyglądające okulary i w nich śmigam :)


Skład jest zaskakująco przyjemny. Masło shea, oliwa z oliwek, mamy wosk pszczeli i masło kakaowe.. niem amy natomiast parabenów, oleju mineralnego, edta, bht, silikonów, barwników syntetycznych ani gmo :)

Zapach nieco chemicznej truskawki mi nie przeszkadza, przezroczysto różowawy sztyft jest całkiem ciekawym widokiem (zawsze to "coś innego"). Dobrze się rozsmarowuje, nie ma problemu z użytkowaniem, w końcu to tylko pomadka ochronna. Co tu komplikować? Wydajność bardzo duża, a skuteczność..? Tu już gorzej, bo na zimę na pewno nie, ale pamiętajmy o niej kiedy będzie zbliżać się wiosna/lato. Kolor nastraja, przynajmniej mnie nastroił kiedy ją dostałam na sierpniowym spotkaniu do testów. Po pierwszym użyciu czułam, że usta były przyjemnie gładkie. Nie wykluczam powrotu.

W tej chwili używam Tisane, ale nie czekając na Mikołaja sprawiłam sobie mały prezent w tej kategorii. Długo wyczekiwany, jutro się pochwalę ;P

Buziaki ahoj!
Stri

środa, 4 grudnia 2013

ekskluzywnie tylko w nazwie, czyli owocowy krem do rąk i paznokci exclusive cosmetics



Dzisiaj produkt, który mi się nie podobał. Trafił do mnie przypadkowo, na spotkaniu w goodie bag. Zapach jest średni, wchłania się szybko, ale nie nawilża na tyle, żeby zaspokoić moje potrzeby. Wydajność jest średnia, bo konsystencja zalicza się raczej do lekkich. Cena pewnie nie jest wysoka, ale co z tego. Zwyczajny krem do rąk, który nie pachnie tak jakbym chciała. Ma 125 ml. Nie wiem jak inaczej go podsumować i co jeszcze miałabym napisać. Nie jestem zwolenniczką bardzo krótkich recenzji, ale naprawdę tutaj nie da się już nic powiedzieć. O, może jeszcze, że nie zauważyłam poprawy skóry ani kondycji paznokci, a opakowanie było miękkie aczkolwiek to by mi nie przeszkadzało gdyby kosmetyk działał fantastycznie.

Exclusive Cosmetics, Krem do rąk i paznokci. Owocowy.
Czy nie każdym kremem do rąk smarujemy paznokcie? To tak na marginesie.

Wieczorny post marudy wyszedł. Jeszcze tylko trzy godziny i do domu ;)
Napijcie się herbaty na rozgrzewkę!
Stri

yves rocher cacao collection, czyli limitowana czekoladowa linia produktów na święta 2013





Pomyślałam, że podsumuję. Moje recenzje znajdziecie tutaj: krem do rąk pistacja, żel z drobinkami pomarańcza, balsam malina. Idę dzisiaj po raz kolejny rozważyć zieloną bombkę :) Podoba mi się zapach i wygląd też, chociaż złota podoba mi się bardziej, ale zapach jest niedopuszczalny ;P

Dzień dobry, już południe. Jak mija środa?
Trzymajcie się ciepło!
Stri

wtorek, 3 grudnia 2013

po polsku i naturalnie, czyli epona cosmetics balsam do skóry wrażliwej i problemowej


Balsam do skóry wrażliwej i problemowej Epona* na rozgrzewkę, bo od dawna próbuję tutaj dotrzeć i dopiero teraz się udało. Jest 19:56, mam półtorej godziny na blogowanie. Ciekawe ile mi ten post zajmie.
Okay, dzisiaj o balsamie. Właściwie chcę Wam powiedzieć o dwóch produktach. Jednym wysublimowanym, który miał być ratunkiem dla zniszczonej i cierpiącej skóry i drugim, który miał być średni i niczego się po nim nie spodziewałam, a zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Gdyby nie zawodnik numer dwa, dzisiejsza recenzja wyglądałabym trochę inaczej.

Po pierwsze, krótka charakterystyka skóry. Atopowa, alergiczna, zniszczona, zaczerwieniona, szczypiąca, boląca (nie wszędzie, ale na dużych obszarach jak następuje atak azs), mam problemy różnorakie, bo i pokrzywka i łuska i przesuszenia i rogowacenie i wczoraj ledwo zdjęłam spodnie, bo skóra mi się starła na wewnętrznej stronie ud. Kiepskawo powiem Wam, zwłaszcza jak nadchodzi zima albo wiosną też, ale teraz zima, więc zima.

Zwykle tego nie robię, ale dzisiaj Wam zacytuję słowo od producenta.

 Zawartość wielu substancji aktywnych: oleju ze słodkich migdałów, oleju z awokado, skwalanu roślinnego, trójglicerydu kwasu kaprylowego i kaprynowego oraz naturalnej witaminy E w połączeniu z mlekiem klaczy zwalcza stany zapalne i nadwrażliwość. Skóra wygląda zdrowo i jest aksamitna w dotyku, ponieważ balsam działa kojąco i łagodząco, jednocześnie wygładza i nawilża.

Na postawie moich długoletnich doświadczeń jest tak: pierwszy lepszy balsam może sprawić, że nasza skóra wygląda zdrowo i jest wygładzona i może nawilżać (na krótko, ale może). Od balsamu z mlekiem klaczy oczekiwałam rezultatów bez ściemy. 150 ml pozwoliło mi na 3-4 tygodnie testów, ale też nie na całym ciele zawsze. Smarowałam obszary najbardziej poszkodowane i narażone (czyli np "ocierające się" miejsca i tam, gdzie skóra jest "cienka"). Oczywiście, że wolałabym kilkumiesięczną kurację dla miarodajnych testów. W takiej sytuacji, mogę wypowiadać się jedynie na temat doraźnego działania produktu.

Skład jest taki: Aqua, Equae Lac, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond Oil), Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Persea Gratissima (Avocado)Oil, Sorbitan Stearate (and) Sucrose Cocoate, Squalene, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol

Zacznijmy od opakowania. Bardzo mi się podoba, że air-less i że pompka działa i ma średnicę butelki. Każdy balsam mogłabym mieć w takim opakowaniu. Rozumiem, że to robi cenę. Kartonik bym sobie darowała, bądźmy szczerzy. Kartoniki robiły na mnie wrażenie dawno temu, teraz patrzę już na inne rzeczy w kosmetykach. Chociaż są firmy, które spektakularnie pakują zamówienia, ale to inna sprawa. Anyways, kartonik niepotrzebny, ale całość robi dobre wrażenie w takim sensie, że jest czysto i schludnie i widać, że ktoś zadał sobie trud i pomyślał.

Zapach jest nieco przykry, chociaż nie jakiś tragiczny. Po prostu skład jest bardziej apteczny niż drogeryjny, więc zapach podąża. Konsystencja jest lekka, ale w sensie emulsyjnym. Kosmetyk rozsmarowuje się trochę koszmarnie. Trwa ta cała impreza i trwa, trochę trzeba się napracować. W końcu jednak następuje ten moment i jesteśmy posmarowane i wchłaniamy się. Spokojnie można założyć ubranie i żyć, ale ja wolałam smarować się wieczorem tak na całego, bo 1) wystarczał mi raz dziennie, 2) łatwiej było znieść kiepską rozsmarowywalność. Do rana balsam był całkowicie wchłonięty i pod prysznicem nic się ze mnie nie zmywało. Za to wielki plus. Jak wyglądała skóra? Była w lepszym stanie, ale trzeba było do tego dojść stopniowo i odstawienie produktu od razu zaowocowało powrotem do jej kiepskiego stanu.

Sam pomysł wykorzystywania prostych rozwiązań (mleko klaczy) wzbudza moje uznanie. Jeździłam przez dekadę konno, więc dla mnie to fajny bonus. Jestem na tak, zresztą również dlatego, że są to polskie kosmetyki naturalne. Warto o nich pisać i mówić, może ktoś spróbuje i dla niego to będzie strzał w dziesiątkę. Dla mnie było to ciekawe doznanie. Myślę, że rozumiem pomysł/zamysł i kibicuję, ale wątpię, żebym wróciła do balsamu. Testuję nowe produkty przez większą część roku, a kiedy dzieje mi się krzywda wracam do sprawdzonych dermokosmetyków. Dodatkowo, krótko po tym jak zużyłam Eponę wzięłam się z bardzo dużą dozą dystansu do testów pewnego produktu do ciała, który okazało się, że jest absolutnie genialny i wpisuje się w moje obecne potrzeby bardzo. Bardzo. O nim wkróce :)

Dostępny w sklepie internetowym KLIK w cenie 39 zł, przesyłka gratis.

Powiedzcie mi, co sądzicie na temat mleka klaczy w kosmetykach? Sprawdza się u Was? Macie swoje ulubione awaryjne produkty atopowe? Jest kilka produktów, których jeszcze nie wypróbowałam, ale zamierzam.. przecież nie da się używać wszystkiego jednocześnie, więc powoli spokojnie dojdziemy do tego.

Życzę Wam udanego wieczoru i wspomagających skórę zimą balsamów. Mnie wydaje się, że jest niedzielny wieczór, bo miałam dwa dni wolnego i jutro do pracy, ale tak naprawdę jest wtorek. Dochodzi dziewiąta, więc trochę mi ten post zajął. Oh well. Mam nadzieję, że Wam się podobał.

Tęsknię. Może jutro uda mi się coś napisać, ale ciężko jest pracując od 9 do 21 prawie codziennie (a jak nie codziennie to coś robię, np siódmego będę w Sosnowcu jeść kapkejki z koleżankami po fachu, a w poniedziałek spędzę caaaaały dzień z moją Przyjaciółką, która przylatuje z daleka:). Mam tyle nowości i denek nawet też i w ogóle spostrzeżeń na tematy różne, że hej. Tylko czasu brak.. ale nie narzekam ;)

Buziaki ahoj,
Stri

Ps. Ten post zaplanowałam na 12 listopada, ale jak widać mam mały poślizg. Argh.

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...