niedziela, 6 lipca 2014

la roche posay anthelios xl spf 50+ stick | niezastąpiony filtr przeciwsłoneczny w sztyfcie

Dzień dobry,

Jest niedziela i już o 5 rano było gorąco, a co będzie w południe? Wstałam chwilę po 4, bo chciałam dokończyć sprzątanie kuchni i łazienki (na moim poddaszu jest sauna, nie da się żyć w upały, a co dopiero sprzątać). Achaja trochę narozrabiała w kuchni (dziś zamierzam napisać posta o naszej przygodzie), ale nic się nikomu nie stało, no ale to też musiałam posprzątać. Nieważne, chodzi o to, że gorąco. Trudno się dziwić, w końcu jest lato. Wracając z Gdyni, od Bygdoszczy do Częstochowy rozmawiałam z moją współpasażerką. Jechała do córki do Krakowa w odwiedziny, więc miałyśmy dużo tematów do rozmowy. Siłą rzeczy rozmowa musiała przejść na pogodę (całą drogę było pochmurno i lał deszcz;), powiedziała mi, że kiedyś lata były inne. Mniej upalne, zaczynały się wcześniej i było jakoś tak znośniej. Ciekawe jak będzie za kilkadziesiąt lat. Zmiany klimatu są fascynujące, a jeszcze bardziej cool jest obserwowanie jak adaptują się zwierzęta i rośliny.

Od pogody gładko przejdę do ochrony przeciwsłonecznej. Temat kontrowersyjny, nie do końca podejmowany na polskich blogach i może słusznie, bo pisanie o tym jak ważne jest filtrowanie się kolejnym kremem ze współpracy nie ma sensu jeśli się nie wyjaśni jak używać tych produktów, jak nakładać je na twarz, czy działają w połączeniu z makijażem, czy to ma w ogóle sens itd.. Na takiej krótkiej uwadze poprzestanę, może wspomnę jeszcze tylko, że mam AZS, pokrzywkę, alergie rozmaite na twarzy i ciele i skórę twarzy skłonną do podrażnień i zaczerwienień (chociaż jak raz łaziłam po Helu cały dzień, mimo reaplikacji filtrów co ok 2 godziny, miałam całe ciało czerwone i podrażnione oprócz ust i znamion, które potraktowałam produktem, o którym Wam dziś opowiem). Oczywiście na koniec wyjaśnię, że nie jestem specjalistą w dziedzinie dermokosmetyków. Wszystko, czego używam testuję na sobie lub członkach rodziny (Tato, pozdrawiam!). Moje doświadczenia są moje i to co sprawdza się u mnie może nie sprawdzić się u Ciebie. Powinnam chyba taki disclaimer umieścić gdzieś na podstronie.. Zastanowię się.


Dochodzimy do sedna sprawy. Dziś o La Roche Posay Anthelios XL SPF 50+ w sztyfcie. Używam go od lat, pierwsze opakowanie mój Tata kupił poza granicami kraju, bo w Polsce jeszcze wtedy takich nie było. Chyba najbardziej lubię w tym produkcie opakowanie. Mały 9g sztyft zajmuje niewiele miejsca, można go nawet mieć w kieszeni. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby się stopił. Zawsze (np na plaży) filtry/kosmetyki/wodę/jedzenie trzymam w możliwie zacienionym miejscu lub ewentualnie wykopuję dołek i tam wszystko wrzucam.

Sztyfty są 2. Jeden jest do ust  (nie miałam okazji), drugi na miejsca wrażliwe. Miejsca wrażliwe w moim przypadku to były znamiona, twarz, usta (raz tylko poparzyłam sobie usta i nigdy więcej nie chcę tego przeżywać) i.. okolice bikini. Tak, tam też można się poparzyć. Słonecznie. TMI? ;P

Konsystencja jest stała, nie za miękka, nie za twarda. Dobrze, że produkt ma dosyć zwartą konsystencję. Łatwo się go nakłada, nigdy nie miałam problemu z ciągłością ślizgania się na skórze. Bomba.
Wydajność jest spora, mi jeden taki stick starcza chyba na cały czas przydatności do użycia. Zakładając, że używam go ja i może od czasu do czasu ktoś tam. Oczywiście pamiętam o higienie i dezynfekcji, nie chcę bakterii na powierzchni produktu. Przeważnie nakładam go na dłoń i z dłoni na uszy czy usta. To jak działa widać "od razu" na białej plamce na skórze tam gdzie się go nałożyło i kiedyś tak chodziłam kilka dni z połową opalonej skóry na dłoni, a połową nie.. ;P Nigdy mnie nie zawiódł.
Nie nakładam go pod makijaż, bo po prostu nie mam takiej potrzeby. Wydaje się, że to produkt typowo słoneczny.
Cena to zapewne kilkadziesiąt złotych. Około 30 - 40? Może więcej. Może 50? Zapewne wszystko zależy od punktu sprzedaży. Ja polecam apteki. Dostępność w okresie letnim na pewno jest bardzo dobra, półki aż uginają się pod ciężarem produktów do opalania :)

Mam nadzieję, że chłodzicie się gdzieś pod parasolką, popijając chłodną wodę. Obyśmy nie stopili się razem z asfaltem.

Pozdrawiamy serdecznie,
Stri, Achaja i Shiro (koty śpią, ja słucham Foalsów i myślę o tym jak fantastycznie było z Jeżem u Słomki)

instagram | twitter | bloglovin'

5 komentarzy:

  1. Już nawet mój mąż się przekonał, że filtrów należy używać. Dał siębostatnio posmarować tylko po ramionach to ramiona miał białe a od bicepsy w dół... Poparzone.
    Czaję się na Antheliosa do twarzy ale póki co mam filtr ziaja i jesCze Misshe a ona ma 42 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie! Ja do twarzy kupiłam właśnie svr lysalpha, skończyłam svr rubialine i kończę ziaję przeciwzmarszczkową, a do ciała mam vichy 300 ml butlę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam SVR lysalpha skutecznie chroni i nie powoduje wysypu niedoskonałości, używam na twarz i dekolt;) tego sztyftu co opisałaś nie znam, ale używałam kiedyś z Ziaja takiego małego słoiczka z spf 50 na znamiona i usta właśnie - też był dobry, ale pod wpływem ciepła potrafił się rozpływać.

      Usuń
  3. ja wiosną/latem filtruję twarz codziennie, ale o ciele zdarza mi się zapominać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, słuchałaś Foalsów ;_;

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...