poniedziałek, 22 września 2014

wrześniowe nowości yves rocher i konkurs ziemia planeta kobiet 2014

Dzień doby,

Dzisiaj będziecie mogli obejrzeć przetestowane przeze mnie nowości Yves Rocher, dowiedzieć się czego oczekuję od peelingu do dłoni i co robię mając maseczkę na twarzy :) Na koniec kilka słów na temat konkursu Ziemia Planeta Kobiet 2014.

Pierwsze wrześniowe nowości dotarły do mnie z końcem lipca. Perfumy wydały mi się trochę za mocne na upalne jeszcze wtedy lato, ale o nich opowiem Wam następnym razem, bo od dawna w głowie mam post o zapachach Yves Rocher. Sama mam ich bardzo dużo, chyba wypróbowałam na sobie większość i znalazłam kilka perełek. Oprócz zapachu była też paleta 4 cieni do powiek. Przepiękne złote opakowanie przyciąga uwagę, wizualnie ten produkt jest bezbłędny. Nowy tusz do rzęs jest utrzymany w podobnej estetyce, co bardzo mnie cieszy i skłania do malowania rzęs używając lusterka znajdującego się w paletce :) (bardzo glamour)


Paleta czterech cieni wygląda dobrze KLIK- luksusowe lustrzane opakowanie zachęca do korzystania z palety, po zamknięciu słyszymy podnoszący na duchu "klik". Gdyby nie to, że nie mam do siebie zaufania z torebką (czasami mi upada, różne rzeczy się obijają np telefon) nosiłabym paletkę ze sobą "do poprawek" w ciągu dnia. Z tej linii jest jeszcze puder, może on byłby mniej ryzykowny i bardziej przydatny. Przecież cieni w ciągu dnia nigdy nie poprawiam, a puder czasami mi się zdarzy.

Polecam zapoznać się z innymi kolorami, mnie kuszą róże i brązy. Cena 39 zł w promocji  i pamiętajcie o innych ofertach i akcjach sezonowych.


Czwórka cieni jest dobrze przemyślana jeśli lubimy błyszczące wykończenie - 3 błysko-perły i 1 mat zapewnią dużą ilość kombinacji, ale jakiś podstawowy cielisty/beżowy cień jednak się przyda. Ja próbowałam używać ich dwójkami, ale pojedynczo również świetnie się sprawdzają (chociaż aż się prosi o roztarcie czymś neutralnym). O dziwo chyba najczęściej sięgałam po mat na całą powiekę, blendowałam to ciemniejszym niebieskim (nazwijmy to smokey) i rozświetlałam środek powieki i kącik wewnętrzny jaśniejszym niebieskim. Najjaśniejszy cień służył mi głównie do budowania koloru za pomocą cieni bazowych, nie czuję się dobrze w tak białym cieniu na całej powiece. Widzicie jak błyszczące są na swatchach. Coś niesamowitego. Światło było dziennie i nawet nie było tak bardzo słońca. Najbardziej napigmentowane są te najciemniejsze, ale jasne odcienie nie mają prześwitów. Po prostu bardziej błyszczą.

Konsystencję opisałabym jako pudrową z nutką kremowości. Rozcierają się bez problemów, również z cieniami innych firm. Trwałość bez zarzutu - na bazie wytrzymują do wieczornego demakijażu. Nie uczulają mnie, mogę ich używać codziennie i tak właśnie robię. Na zdjęciach powiek wszystkie kolory wyglądają szaro i niezbyt atrakcyjnie

 Rozważam zakup lampy pierścieniowej, może mi coś doradzicie? Muszę przejrzeć Wasze wpisy z zeszłego roku, ale nie ukrywam, że jestem ciekawa jakie macie zdanie po dłuższym używaniu lampy.



Jeśli cienie na powiece to raczej obowiązkowo tusz do rzęs. Nowy dodający objętości tusz Volume Elixir KLIK teoretycznie występuje w 3 odcieniach - klasyczna czerń (którą mam ja), brąz (którego zabrakło w sklepie internetowym) i niebieski (na który mam ochotę, ale trochę się obawiam). Producent określa swój tusz jako produkt wzmacniający i odbudowujący rzęsy. Jest za wcześnie na zweryfikowanie tego twierdzenia, ale (przypadkiem albo nie) od jakiegoś czasu faktycznie znajduję mniej rzęs w oczach i na policzkach. Pisałam Wam kiedyś, że codziennie jakaś rzęsa wpada mi do oka. Już nie. Może ma to związek z czymś innym, ale naprawdę ilość widocznie wypadających rzęs się zmniejszyła. Oprócz funkcji pielęgnacyjnej mamy też po prostu zagęszczanie rzęs i na pewno tak, ale bez jakiegoś dramatycznego efektu. Inna sprawa, że ja nadal nie nauczyłam się nakładać kilku warstw tuszu.


Szczoteczka jest z rodzaju tych normalnych z włoskami, docierających do najdalszych zakątków rzęs. Teoretycznie, bo w praktyce albo się brudzę tuszem albo muszę wspomagać się podnoszeniem powieki/wizytówką.
Trwałość tuszu jest godna podziwu, chociaż deszczowych dni spędziliśmy ze sobą kilka, a pora jesienno-zimowa dopiero przed nami. Po nałożeniu dosyć szybko schnie i do wieczornego demakijażu trzyma się bez zarzutu. Ja jestem bardzo zadowolona z tego produktu, ale nadal kocham Sexy Pulp. Wydaje mi się, że różnica między tymi maskarami może leżeć w konsystencji - SP jest jednak bardziej mokry i pogrubia, a ten faktycznie rozczesuje. Nie wiem sama, musiałabym nałożyć na jedno oko SP, a na drugie XE, żeby to sprawdzić. Na poniższym zdjęciu widzicie jedną warstwę tuszu. Obróbka graficzna odebrała nieco czerni, więc bez obaw - tusz jest totalnie czarny.


Tyle kolorówki na dziś, przejdźmy do pielęgnacji :)


Były jeszcze nowości wrześniowe, które dotarły do mnie już we wrześniu. Pisząc "dotarły do mnie" mam na myśli "wysłało je do mnie Yves Rocher", nie kupiłam ich sama. Co nie znaczy, że nie kupiłam w YR innych rzeczy w tzw międzyczasie ;P (szampon ułatwiający rozczesywanie to mój nowy ulubiony szampon ever) Używam nowości od trzech tygodni i myślę, że mogę się na ich temat wypowiedzieć, bo chodzi w nich o to, żeby szybko zobaczyć rezultaty.

Maseczki (intensywnie) nawilżającej z serii Hydra Vegetal spodziewałam się już dawno tzn spodziewałam się, że powstanie tak samo jak pojawiła się maska z zielonej linii Sebo Vegetal. O zielonej linii pisałam szerzej tutaj KLIK. Znajdziecie tam recenzję płynu micelarnego, serum zwężającego pory, maski oraz żel-kremu. Miałam nadzieję, że będzie równie świetna co genialny koncentrat nawilżający, który uwielbiam i zawsze polecam zapytana o dobry i jednocześnie lekki nawilżacz.


Opakowanie bardzo intuicyjne - tubka ma blokadę otworu w postaci "dziubka", więc nic nam nie pobrudzi krawędzi. Kliknięcie informuje nas o tym, że produkt został zamknięty. Tylko tyle / aż tyle :) Informacje dotyczące używania maseczki znajdują się na opakowaniu, skład też tam jest, więc nie ma problemu "skład był na kartoniku, a kartonik jest nie wiem gdzie". Yves Rocher stara się działać zgodnie ze zdrowym rozsądkiem jeśli chodzi o zużycie materiałów i jeśli nie musi to nie pakuje swoich produktów w kartoniki tylko w folię zabezpieczając je przed otwarciem przez osoby trzecie.

Konsystencja produktu jest lekka. Nie ma nic gorszego niż gęsta pasta "nawilżająca", blokada porów gwarantowana ;) Tutaj mamy raczej śmietankową ubitą kremową piankę niż gęstą maź. Jest nieco żelowa. Pamiętajcie, żeby wstrząsnąć tubką przed użyciem, tak na wszelki wypadek. Ja mam taki nawyk, że wstrząsam ostatnio wszystkim, bo używam podkładu, który wyjątkowo tego wymaga. Tu mała zapowiedź - będzie o nim wkrótce, bo krycie ma bezbłędne i coś czuję, że zostaniemy ze sobą na dłużej. Wracając do potrząsania - trzeba tylko upewnić się czy opakowanie jest zamknięte ;P Konsystencja na piątkę - można nałożyć grubszą warstwę albo cieńszą. Stosowałam zarówno "na 10 minut", jak i "na całą noc". Bez problemów produkt się wchłonął i rano moja skóra była przyjemnie gładka i nawilżona, bez poprzyklejanych paproszków i kocich sierściuchów (warstwa maski wchłonęła się i nie było mowy o klejącej się skórze). Metodę 10-minutową wykorzystuję w połączeniu z czymś oczyszczająco-pobudzającym skórę, nakładanym wcześniej. Lubię takie maseczkowe kombo aplikować sobie kiedy widzę na skórze zmęczenie, suche placki albo gdy podkład nie wygląda tak dobrze jak normalnie.

Zapach maski jest charakterystyczny dla linii, ja bardzo go lubię - jest świeży i przyjemny, na pewno nie narzuca się i można się relaksować z książką/telefonem/kotem (jeśli w ten sposób robicie maseczki, mnie rzadko się tak udaje - częściej biegam z odkurzaczem po mieszkaniu i wstawiam pranie;)
Producent zaleca stosowanie maski na 5 minut i tak też próbowałam, ale szczerze mówiąc w 5 minut za mało jestem w stanie zrobić, więc wydłużyłam sobie ten czas dwukrotnie. Skład produktu widzicie na zdjęciu pod spodem. Główną rolę ma odgrywać sok z klonu i jego ciekawe właściwości zatrzymywania wody w głębszych warstwach skóry.


Staram się pilnować systematyczności jeśli chodzi o maski, bo nie ma nic lepszego niż pielęgnowanie skóry na bieżąco obserwując jej potrzeby i reakcje. W zeszłym sezonie grzewczym tak zrobiłam i teraz to powtórzę - maseczka kojąca codziennie powędruje na moje naczynkowe policzki. Chciałabym spróbować czegoś nowego, może się na coś zdecyduję. Podsumowanie maseczkowego sierpnia już wkrótce, ale chyba Was nie zaskoczę ;)
Maskę nakładamy na suchą skórę, ale możecie pokombinować z wodą termalną, tonikiem i kwasem hialuronowym jeśli ktoś lubi :)

Ratunek dla odwodnionej skóry w postaci maseczki kupić można w sklepach stacjonarnych i tym internetowym KLIK w tej chwili za 26,90 zł / 75 ml.


Peelingujący olejek do dłoni wzbogacony nasionami truskawki KLIK brzmi jak chwila w SPA, więc jestem potencjalnie bardzo na tak. Lato się kończy, coraz częściej (już prawie zawsze) zakładam trampki, więc moje stopy są w coraz lepszej kondycji (japonki to zuo), ale jesień to świetna pora na takie zabiegi pielęgnacyjne. Nie próbujcie na dłoniach (zwłaszcza na popękanej skórze) peelingów samorobionych na bazie np soli albo kwasu salicylowego, bo będzie Wam bardzo smutno. Oczywiście można eksperymentować z cukrem białym albo brązowym i z oliwą z oliwek, ale nie wiem czy to opłacalne w Polsce. Lepiej kupić gotowy produkt i nie mieć zamieszania w kuchni i łazience. Co kto lubi, wiadomo. Ja zauważyłam, że wolę wycisnąć z tubki niż później mieć do umycia naczynie po kosmetyku.


Czym moim zdaniem musi charakteryzować się dobry peeling do dłoni? Przede wszystkim musi być kremowy. O ile zdzieraki do stóp (mówię teraz o zrogowaciałym naskórku na przykład pięt, chociaż jeśli jest on naprawdę zniszczony to nie obejdzie się bez namaczania, tarki i spania w woreczku foliowym) preferuję bezlitośnie ostre, to produkty tego typu do dłoni muszą być delikatne. Muszą, bo jest cienka granica pomiędzy stwardnieniami naskórka przy paznokciach, a popękaną skórą na grzbiecie dłoni. W związku z powyższym - po pierwsze delikatnie. Po drugie, nie może być za tłusto. Drobinki w oleju to nie jest najlepszy kierunek, robi się klajster i zamiast złuszczać i nawilżać, peeling oblepia skórę i trzeba to potem myć mydłem. Bez sensu.

Producent zaleca stosowanie 2 razy w tygodniu co jest sensownym rozwiązaniem, ale jeśli wykonujemy peeling ciała nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pomasować sobie jakimś zdzierakiem (ale nie zdzierakiem-mordercą) dłonie. W tej chwili tubkę 75 ml można kupić za niecałe 13 zł, więc totalny deal. Skład możecie zobaczyć powyżej, są jakieś nasiona, jest olej, są inne roślinki. Oceńcie same :)

Zapach jest fajny, luksusowy powiedziałabym. Trochę jak perfumy albo wspomnienie perfum. Jest wystarczająco tłusto, żeby zrobić peeling, ale konsystencja przypomina mi troszkę suchy olejek np Nuxe. Nie twierdzę, że ten olej jest suchy, ale jest taki jakby zwarty, jednocześnie lejący. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Na pewno możecie wypróbować peeling na dłoniach w centrum handlowym, gdzie jest salon Yves Rocher. Jestem pewna, że Panie Konsultantki udostępnią Wam odlewkę. Dla pewności radziłabym przyjść z własnym słoiczkiem. Możecie też poczekać aż dotrzecie do domu, ale na co tu czekać ;)

Wydajność na pewno będzie dobra, nie potrzeba dużo produktu do otulenia dłoni olejkiem, a nasiona są w miarę sensownie rozprzestrzenione. Polecam robienie takich zabiegów pielęgnacyjnych przed snem. Mnie trudno jest spać z rękawiczkach, ale kiedyś miałam tak zniszczoną od azs i mrozu skórę, że spałam w bawełnianych rękawiczkach. Po pierwsze dlatego, że urażała mnie pościel, a po drugie po to, żeby nie drapać się paznokciami.

Mam nadzieję, że recenzje okażą się pomocne przy wyborze kosmetyków dla siebie. Pomacajcie cienie, powąchajcie maseczkę i olejek. Ja polecam, olejek planuję kupić w prezencie dla kobiet. Może pod choinkę? Tak, to już niebawem;P

Tak, jak zapowiedziałam - chcę Was zachęcić do udziału w konkursie Yves Rocher Ziemia Planeta Kobiet. Jeśli działacie na rzecz szeroko rozumianej ochrony środowiska - spróbujcie swoich sił, do wygrania są fajne pieniądze, których nigdy za wiele na takie cele! Aby wziąć udział w konkursie należy wypełnić formularz zgłoszeniowy oraz przedstawić akcję w formie dossier zawierającego:

1. szczegółowy opis akcji o charakterze proekologicznym: cel, miejsce, w którym jest prowadzona, wyszczególnienie osób i organizacji biorących w niej udział, jej historia i plany na przyszłość, budżet oraz budżet potrzebny na realizację dalszych działań, zdjęcia dokumentujące akcję.
2. charakterystykę kandydatki wraz ze zdjęciem.

Na zgłoszenia jest jeszcze ponad tydzień - do 30 września 2014 r. wraz z pełnym dossier:
- w wersji elektronicznej, wysłanej na adres: aneta.dzienkowska@yrnet.com
- w wersji papierowej, wysłanej na adres: Yves Rocher Polska Sp. z o.o. ul. Nowogrodzka 68, 02-014 Warszawa

Czasu nie zostało dużo, ale jestem pewna, że wystarczająco, żeby wysłać zgłoszenie. Przeglądałam profile laureatek poprzednich konkursów, do czego serdecznie Was zachęcam nawet jeśli nie zamierzacie wziąć udziału w konkursie. Szczegóły akcji znajdziecie po tym adresem KLIK, a profile laureatek z poszczególnych edycji po lewej stronie strony. Dla przykładu - II nagroda (3000 euro), którą wygrała Pani Ewa Błońska (miłośniczka psów, kotów i szukania sensownych rozwiązań) w 2011 roku. KLIK, czytamy:

Pani Ewa przeprowadziła się z Warszawy do Czarnego Lasu w 2000 r. Przyroda zawsze była bliska jej sercu. Ma stadko przygarniętych psów i kotów, dokarmia też jeże i ptaki. Parę lat temu zauważyła, że wiosną na drogach odbywa się masakra setek tysięcy żab i ropuch, które ruszają na gody do najbliższych akwenów wodnych. Jest to wynik postępującej urbanizacji, a co za tym idzie zabierania połaci lasów pod drogi, osuszania leśnych oczek i jeziorek i tym samym wydłużania drogi godowej żab i ropuch. Jest to także wynik bezmyślnej budowy dróg bez przepustów pod nawierzchnią dla migracji małych zwierząt. Pani Ewa postanowiła działać.

Pani Ewa uznała, że jedynym rozwiązaniem jest stawianie zapór wzdłuż dróg po stronie leśnej oraz ustawianie przed zaporami wkopanych wiader, do których wpadają żaby. Następnie należy je przenieść przez drogę do najbliższego akwenu wodnego. Proste? Proste!

Parę lat temu rozpoczęła apele do mieszkańców o ostrożną jazdę i przy pomocy 4 mieszkańców zrobiła zaporę ze starych firanek, wkopali wiaderka i codziennie nosili żaby. Kolejnego roku kupili folię do zapór i zmobilizowali więcej mieszkańców.
Od 2 lat w akcji bierze udział społeczeństwo Czarnego Lasu – głównie rodzice z dziećmi. Dołączyły też dzieci z sąsiedniej wsi – Makówki. Akcja jest nagłaśniana w lokalnej prasie i radiu.
Corocznie akcja jest w niewielkim stopniu dofinansowywana przez gminę.
W 2009 r. uratowali w ten sposób około 1200 żab i ropuch.
Poza ratowaniem płazów, akcja ma też na celu edukację ekologiczną dzieci i dorosłych.

Chciałam zwrócić uwagę akurat na ten profil, bo cała akcja jest w gruncie rzeczy bardzo prosta. Nie odbiera jej to niczego, ale ułatwia spojrzenie na kwestię zaangażowania się w cokolwiek. Sama nie przepadam za żabami, chociaż powoli się oswajam (czasami jakieś spotykam w życiu). Zdecydowanie jednak wolę żywe żaby niż rozjechane zwłoki na ulicy. Podobnie rzecz ma się z myszami, jaszczurkami i innymi gatunkami. Lubię myśleć, że zrobiłabym coś podobnego na miejscu Pani Ewy. Trzeba chcieć, ale jednocześnie wystarczy chcieć i resztę można zorganizować.

Jeśli znacie kobietę w Waszej okolicy, która zajmuje się czymś na rzecz ochrony środowiska - dajcie jej znać, że konkurs Ziemia Planeta Kobiet czeka na kolejne kandydatki. Czasami wystarczy krótka informacja albo pomoc w napisaniu dossier.

Udanego tygodnia! Już prawie jesień :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
Stri
instagram | twitter | bloglovin'


Na zdjęciu mała Żbiczyna z opakowaniem foliowym po tuszu :) Guen też popiera zabezpieczanie kosmetyków w ten sposób!

16 komentarzy:

  1. Jak dla mnie mogłabyś opisywać sposób, w jaki trzeba korzystać z książki telefonicznej, a i tak przeczytałabym wniebowzięta.
    Naprawdę staję się Twoją psychofanką -_-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. O ile się nie boisz, że się na Ciebie rzucę i niczym ta psychofanka nieszczęsna skórę zedrę z kości Twych.

      Usuń
    2. oj tam, będzie super fajnie.

      Usuń
  2. Uwielbiam testować nowe produkty, a każdy z YR, z którym miałam styczność do tej pory, był przyjemny :) ten olejek-peeling do dłoni mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobne odczucia do Twoich, ja uwielbiam te kosmetyki od lat i jestem bardzo zadowolona z większości. Zawsze mówię, że YR ma produkty na bardzo przyzwoitym dobrym poziomie, więc w najgorszym wypadku mamy skuteczny produkt, który się sprawdza. Wiadomo, że są perełki i rzeczy, które bardziej przypadają nam do gustu, ale ogólnie - moim zdaniem - marka trzyma poziom.

      Usuń
  3. Działa jakoś ten pilindżek na skórki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak używasz regularnie kremiku do rąk to tak

      Usuń
  4. O proszę, też capnęłam tą maskę nawilżającą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się u Ciebie sprawdza? Jestem ciekawa.

      Usuń
  5. Stri, już zawsze będziesz mi się jawić jako ambasadorka YR :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja byłam ambasadorką Yves Rocher zanim jeszcze byłam ambasadorką Yves Rocher ;P ;D

      Usuń
  6. Jeszcze nie przetestowałam tych nowości, ale najbardziej nurtują mnie maseczka oraz peeling go dłoni. Natomiast jeśli chodzi o tusz w YR, nie wiem czy coś będzie w stanie przebyć Sexy Pulp :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, tak to jest jak robi się za dobry produkt, ale wiesz co powiem Ci, że z przyjemnością używam tego tuszu. ja nie lubię mieć codziennie mocno wytuszowanych rzęs, nie mam takiego ciśnienia, więc jestem zupełnie zadowolona z delikatnego efektu rozdzielonych rzęs, który można uzyskać za pomocą tej maskary.

      Usuń
  7. A w ogóle to wiesz, że Flormar należy do YR?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...