sobota, 26 kwietnia 2014

xx

\

dobrej nocy :*
stri

deborah lippmann meets essence effect nail polish



W Tikejmaksie kupiłam 2 lakiery deborah lippmann, bo mają ładne buteleczki i były tanie. Po klasyczną czerń nie sięgałam dawno, prawie zapomniałam jak wygląda na moich paznokciach. Kiedyś przez 5 lat prawie bez przerwy nosiłam czarne paznokcie. Duża oszczędność w porównaniu do ilości kolorów lakierów, które mam teraz ;P Jeśli chodzi o markę, zupełnie nie mam doświadczenia z tymi produktami. Widzę je na blogach, teraz mogę wypróbować sama :)

 photo essencetop_zpsda205f25.jpg

Pomyślałam, że ta czerń będzie świetnym podkładem pod bling bling od Essence. Lubię takie nawierzchniowe lakiery, które urozmaicają na szybko manicure. Często maluję paznokcie, a po dwóch dniach odświeżam je topem. Brokatowe produkty są fajne jeśli macie bazę peel off lub czas na zmywanie, ja sama ostatnio za brokatami jakoś nie przepadam. Ewentualnie sięgam po te bardziej subtelne, natomiast flejko-drobinki zawsze są dobrym pomysłem. Te tutaj są z rodzaju kosmicznych, podoba mi się połączenie zielonego z różowym złotem. Nice one Essence!

 photo esstop_zps641075dd.jpg

Top dostałam w goodie bag, czarny lakier kosztował 12 zł.
Jakieś pytania? :)
Buziaki!
Stri

piątek, 25 kwietnia 2014

where did all the colours go? | lip tinty bell


Kiedyś biedronkowe gazetki wzbudzały we mnie więcej emocji. Po kilku nieudanych zakupach (których większość widzicie na zdjęciu), stwierdziłam, że już nigdy więcej markowych produktów dla biedronki. Zdecydowanie bardziej wolę kupować tam artykuły papiernicze z lekką nutą hipsterstwa i sałatę w doniczce. O tintach Bell czytałam swojego czasu dużo dobrych recenzji. Na pewno dużą rolę w zdobywaniu popularności przez te flamastry, odgrywała ich niska cena i dobra dostępność. Widziałam zdjęcia, kolory dawały po oczach - pomyślałam czemu nie? Kiedy lip tinty pojawiły się w biedronce, kupiłam trzy.

Kosztowały kilka złotych za sztukę i gdyby nie to, że prawie nie były napigmentowane, byłyby świetną inwestycją. Sam pomysł barwników do ust w mazaku jest świetny - precyzyjny aplikator, można malować usta like a pro, łączyć fajnie kolory, cieniować i w ogóle bawić się :) Pigmentacja moich egzemplarzy była patologiczna. Może dwunastolatka mogłaby ich używać na imprezę urodzinową, nie wiem. Tak pomyślałam i dwunastolatce je oddałam, bo nikt inny nie będzie zadowolony. Owszem, barwiły usta i owszem, nawet na kilka godzin, ale kolorem tak delikatnym, że nie było tego widać. Nie mam ciemnych ust, a jak ktoś ma to w ogóle nie wiem jak miałby tego użyć. Hmn

 Takim miłym akcentem zaczynamy dzień, ja jestem już w drodze do pracy. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku i piątek będzie miły i przyjemny. Może chciałybyście mi polecić dobre produkty do ust z SPF? I nie takim "pięć" tylko np 20 albo 30..? Kupiłam Isanę i w jakiś tam sposób jestem z niej zadowolona, ale chcę czegoś więcej od przeciwsłonecznego balsamu. Wiem, że zawsze mogę sięgnąć po espeefowy stick. Być może tak zrobię.

Dzień dobry, trzymajcie się dzielnie i nie kupujcie pseudotintów Bell z Biedronki ;P

Stri

czwartek, 24 kwietnia 2014

bardzo czarny tusz do rzęs | art deco all in one mascara


Miniaturkę Art Deco All in One Mascara dostałam w sierpniu, musiała swoje odleżeć, ale kilka tygodni temu przystąpiłam do testów i dzisiaj przedstawię Wam swoje zdanie. Producent obiecuje objętość i długotrwałość. Ja sięgnęłam po ten tusz po kilku tygodniowej przygodzie z Clinique High Impact i powiem Wam, że różnicę czuć od razu od pierwszej aplikacji. Żaden z tych produktów nie jest wodoodporny, więc teoretycznie nie mogę oczekiwać odporności na łzy, ale Art Deco jest o wiele bardziej wrażliwe na łzawienie moich oczu oraz kolor jest ekstremalnie czarny. Zdecydowanie ciemniejszy niż w przypadku Clinique. Wydawałoby się, że okay i to jego zaleta. Niestety niezupełnie tak jest. Tusz, który jest bardzo czarny i bardzo podatny na rozpuszczanie przez łzy codziennie rozpuszczał mi się i rozmazywałam go sobie aż do linii włosów. Wyglądało to absurdalnie.

Podjęłam decyzję o zakupie czegoś wodoodpornego. Zarzekałam się, że już w Rossmannie nie kupię tuszu, ale przy okazji -49% może jednak kupię ;P Co polecacie? Dajcie znać, chętnie poznam Waszą opinię :)

Wracając do Art Deco. Szczotka klasyczna, bez zarzutu. Efekt na rzęsach fajny, można zrobić sobie false lash effect, można też delikatnie dziennie. Nie uczuliła mnie, ale rozpuszczona podrażnia oko. Może to kwestia alergicznego łzawienia, a może po prostu nie należy sobie wlewać rozpuszczonego tuszu do rzęs do oka. Opakowania nie mogę ocenić, bo to miniaturka. Cena to ok 60 zł za 10 ml. Do przeżycia, gdyby się sprawdził (chociaż przeważnie sięgam po tańsze maskary). Dodatkowym atutem jest wybór kolorów! Mamy do dyspozycji czerń, szarość, granat, fiolet i brąz.

Podsumowując, gdyby nie moje łzawiące oczy byłoby świetnie. Ten tusz nie rozmazuje się od wilgotnego powietrza, czy deszczu (patrzę w twoim kierunku, high impact mascaro) tylko od pełnowymiarowych łez. Jeśli Wasze oczy nie łzawią jak szalone, produkt na pewno się sprawdzi. Lubię Art Deco, mam sentyment do marki, bo mój pierwszy "luksusowy" puder był właśnie od nich. Pamiętam do dziś, kupiłam do w Galerii Centrum za stówkę, w limitowanym opakowaniu. Był genialnie jasny i fantastycznie wygładzał moją skórę. Cudo, nie puder ;)

Poniżej zdjęcie takie trochę dziwne, ale ze wszystkich zrobionych przeze mnie ujęć to wydało mi się najbardziej informacyjne. Jedna warstwa, delikatna. Można uzyskać zdecydowanie bardziej dramatyczny look.

 photo artd_zps8fe8482f.jpg

Mam nadzieję, że dla kogoś post okaże się przydatny. Życzę Wam miłego wieczoru, ja zaraz zabieram się za szybkie 30 minutowe ogarnięcie przestrzeni i w nagrodę napiję się herbaty, z miętą. Z mojego parapetowego ogródka. Hashtag #jestemrolnikiem :D

Buziaki! Tęsknię za Wami i myślę o Was codziennie :)
Stri

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

ignore everybody else we're alone now


Mało mnie tutaj, bo istnieję w różnych innych miejscach i sytuacjach.
Zaświeciło słońce, biegam z lwami po suchej ziemi.

Tęsknię, wrócę na dłużej jak spadnie deszcz.
Stri

iwostin capillin maseczka kojąco-wzmacniająca | recenzja po roku używania


 photo P1220963_zps3e462dca.jpg

Iwostin Capillin Maseczka kojąco-wzmacniająca dla skóry nadreaktywnej, skłonnej do czerwienienia się. HYPOALERGICZNA :) Dzień dobry, zapraszam na recenzję.

Zaczęłam używać jej mniej więcej rok temu. Pierwsza tubka skończyła się jakoś jesienią, z braku laku kupiłam drugą "na zimę" i właśnie dobiega ona końca. Lubię łączyć maseczkę z żelem hialuronowym i dopsikiwać się wodą termalną albo winogronową Caudalie. Ostatnio po spotkaniu ze słońcem, kombo przyniosło mi jakże potrzebną ulgę. Konsystencja jest kremowa, ale trochę klejąca.. mogłaby być lepsza, zapach jest delikatny i powiedziałabym, że nawet przyjemny. Wydajność jest w porządku, ale jest jedna rzecz, która mogłaby być inna w tym produkcie. Bez względu na to czy posmaruję skórę cieńszą/grubszą warstwą, po wchłonięciu się produktu (nie zawsze się to udaje, ale czasami tak) zostaje śliski filtr. Nie da się nałożyć maseczki, zostawić do wchłonięcia i np nałożyć makijaż. Wystarczy przetrzeć twarz płynem micelarnym, no i pamiętać o tym, żeby nie smarować się zbyt grubą warstwą kremu.

Więcej szczegółów technicznych znajdziecie tutaj, ale liczy się oczywiście skuteczność. Po zużyciu prawie 100 ml produktu (2 tubki) i używaniu go w różnych okolicznościach atmosferycznych i skórnych, stwierdzam, że jest to przyjemny (może pomijając śliskość po wchłonięciu) i skuteczny zarówno doraźnie jak i długodystansowo. Użyty raz (w połączeniu z innymi rzeczami lub nie - w zależności zaawansowania reakcji alergicznej/naczynkowej) łagodzi i koi, ładnie wycisza rumień prędzej czy później. Używany regularnie daje fajne efekty - zaczerwienienie pojawia się później, znika szybciej, naczynka stają się bardziej odporne na wiatr i emocje. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne i skóra naczynkowa taką pozostanie. Nie ma takiego FYI. Moje policzki nadal się czerwienią, a po przebiegnięciu kilometra cała moja twarz jest w buraczkowym kolorze. Taka moja uroda, nic się nie da zrobić. Problem zaczyna się kiedy skóra jest podrażniona, boli i zaczerwienienie pojawia się bez powodu. Przechodziłam kurację witaminą C, teraz się kwaszę (chociaż już kończę, żeby mi się przebarwienia nie zrobiły posłoneczne).. myślę, że wzmacnianie naczynek i skóry powinno odbywać się na różnych poziomach, ale maseczki są niezastąpione.

Osobiście polecam, za ok 25 zł (w promocji mniej) jest spoko. Myślę, że teraz sięgnę po coś innego, a w najgorszym wypadku wrócę do A-Dermy, która była kremowa i przyjemna. Co gotowego polecacie? W maju kupię sobie algi Organique, które chciałam wypróbować już tyle razy, ale zawsze coś innego wpadało mi do koszyka. Półprodukty są fajne, ale trochę upierdliwe w aplikacji. No zobaczymy.

Mam nadzieję, że weekend minął Wam spokojnie i pozytywnie. Ja spędzałam czas z rodziną, a dzisiaj znalazłam chwilę na posta :) Chyba zjem teraz mały żurek i przygotuję się psychicznie do wieczornego treningu. Przez kilka dni bolała mnie stopa, dopiero dzisiaj odkryłam, że mam siną plamkę na śródstopiu. Może dlatego mnie boli ;P

Udanego wieczoru!
Buziaki,
Stri

wtorek, 15 kwietnia 2014

suchy szampon dove


Mimo moich problemów ze skórą głowy, jestem fanką suchych szamponów. Zwłaszcza jeśli mogę ich używać na długość (ści?) włosów, a nie tylko u nasady. Produkt Dove, który kilka tygodni temu pojawił się na półkach drogerii w całej Polsce do takich się zalicza. Zanim wszedł na polski rynek (za początkiem marca), rozgościł się na dobre w UK i było o nim głośno na blogach i youtube. Na początek mały disclaimer jeśli chodzi o markę Dove należącą do koncernu Unilever. Historia myjącej kostki Dove jest urocza i kiedyś (10 lat temu) lubiłam jej używać do mycia ciała, ale później wszystko się zmieniło i już nie mogłam. Produkty Dove wspominam drogo jak na drogeryjne kosmetyki do pielęgnacji. Lubiłam balsamy brązująco-rozświetlające, używałam mleczek i żeli, ale to było w okresie braku świadomości kosmetycznej ;) Od lat nie kupiłam i nie używałam produktów Dove, oglądam je tylko na blogach - najczęściej podczas relacji z warsztatów Dove albo objazdowych wycieczek po Europie koleżanek po fachu. Nie hejtuję, uważam, że wycieczki są fajne, ale sama nie miałam okazji poznać nowej odsłony Dove i chyba nie zamierzam, bo nie widzę potrzeby.

Ten produkt natomiast zawładnął moimi myślami na długo zanim pojawił się w Polsce. Kupiłam go od razu, kosztował 18,99 zł. W opakowaniu jest 200 ml i używam go co jakiś czas, powiedzmy średnio raz na tydzień i nadal trwa. Używam zarówno od razu po umyciu włosów (u nasady i na całą długość), jak i po dwóch dniach. Jest transparentny (jak lakier do włosów), nie pozostawia uczucia sklejenia tak jak w przypadku Batiste XXL. Pachnie kosmetycznymi wiśniami, tak ja ten zapach odbieram. Dodaje objętości i trochę struktury włosom oklapniętym/zmęczonym życiem ;) Wydajność jest względna, ale cenę uważam za odpowiednią. Może kiedyś będzie w promocji to kupię 2 na zapas. Zamierzam do niego wracać, jak dotąd nie spotkałam drugiego tak udanego produktu nadającego "kształtu" bez obciążania moich długich, ciężkich włosów. Opakowanie jest standardowe, atomizer nie cieknie ani się nie zacina. Poza tym ma ładne akcenty w kolorze fuksji ;P

Dajcie znać czy miałyście okazję spróbować. Jestem pewna, że nie każdy potrzebuje tego produktu, ale podoba mi się jego funkcjonalność i cena. Polecam :)

Buziaki ahoj,
Stri

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

amazing revlon | 410 dreamer swatches

Dzień dobry,
Czas nie przecieka mi przez palce, on mi się ostatnio wymyka. Dobrze, że mogę sobie chociaż popatrzeć na ładne paznokcie w kolorze niebiesko-szaro-tak-jakby-zielonkawym. Wszystko zależy od światła, ale jedno jest pewne - Revlon 410 Dreamer jest absolutnie zjawiskowy i gwarantuję Wam, że takiej niebieskości jeszcze nie widziałyście jeśli nie miałyście tego lakieru na paznokciach.
Na poniższych zdjęciach zobaczycie go w świetle dziennym w słońcu i cieniu. Światło sztuczne wyciąga z niego przepiękne zielonkawe tony. Nigdy bym siebie nie podejrzewała, że to powiem. Trwałość, aplikacja i wszystko inne jest bez zarzutu. Polecam Wam ten odcień, dawno żaden kosmetyk kolorowy mnie tak pozytywnie nie zaskoczył. Seriously.






Do następnego!
Buziaki,
Stri


środa, 2 kwietnia 2014

odżywka do paznokci paese aktywny wapń i lakierowy box stacjonarnie


Moje doświadczenie z Paese zaczęło się jak firma była w trakcie transformacji z Euphory i wyprzedawali towar w bardzo atrakcyjnych cenach w postaci boksów. Za 20 zł otrzymałam kilka fajnych produktów, niestety podczas użytkowania część się "potłukła" i nie korzystam z nich już tak często, ale pierwsze wrażenie było na tyle dobre, że postanowiłam kiedyś do Paese wrócić.

Następne zakupy miały miejsce już stacjonarnie, wybrałam 2 róże, bo nie mogłam się zdecydować. To był dobry wybór, muszę je Wam pokazać. Z moich organoleptycznych oględzin wynikałoby, że wszystkie odcienie są podobnej jakości, ale mnie spodobały się jeszcze retro opakowania. Później kupiłam sobie pomadkę w płynie z serii Manifesto, a teraz zamierzam kupić lakierowy box paese, który kosztuje 39 zł i składa się z 5 lakierów i 2 odżywek. Akcja dzieje się od dziś, a kupując stacjonarnie mamy wpływ na to, co wybieramy. Można też zamówić przez internet, ale wtedy wpływu nie mamy.

Odżywkę z wapniem dostałam w goodie bag na spotkaniu blogerek zeszłego lata. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona, kilka produktów tego typu mnie w 2013 roku zawiodło, moje paznokcie zrobiły się żółte i nieszczęśliwe. Okazało się jednak, że aktywny wapń się sprawdził dobrze zabezpieczając płytkę przed przebarwieniami i wzmacniając paznokcie. Wysychał szybko, był wydajny, ale po 3/4 opakowania zgęstniał. Możliwe, że z powodu odstawienia go na jakiś czas. Nie próbowałam reanimacji rozcieńczalnikami, po prostu wylałam końcówkę i wzięłam się za inglotową odżywkę i na jakiś czas zapomniałam o wapniu. Przy okazji lakierowego boksa mi się przypomniało, a z racji tego, że o paesowych odżywkach czytałam sprzeczne recenzje postanowiłam (wstępnie) nie ryzykować tylko zgarnąć aktywny wapń i może olejek do skórek (olejuję się swoimi mieszankami olejów, olejów ngdy za wiele). Jak wyjdzie zobaczymy, zwłaszcza, że stoisko w GJ jest przed dostawą.

Cena tego produktu to w tej chwili 17,9 zł
Pojemność 9 ml

Mam nadzieję, że moja recenzja okazała się przydatna i jednocześnie życzę nam wszystkim prawidłowo działających produktów do paznokci at all times.

Dziękuję za uwagę & pozdrawiam,
Stri

wtorek, 1 kwietnia 2014

golden rose velvet matte | 10 i 17


Pomadki Golden Rose Velvet Matte pojawiły się na blogach jakiś czas temu. Akurat wtedy nie miałam czasu śledzić Waszych wpisów dokładnie, ale przeglądałam Bloglovin' codziennie rano i widziałam migawki. Rozumiem, że Dziewczyny, u których znalazły się wpisy prezentujące wszystkie odcienie, otrzymały je w ramach współpracy i nie byłam pewna czy znajdę ten produkt stacjonarnie u siebie na wsi. Do Częstochowy wszystko dociera z lekkim opóźnieniem, zauważyłam pewną zależność jeśli chodzi o nowości i to nie tylko w kwestii kosmetyków. Małe drogerie (nazwijmy je osiedlowymi, ale niech Was nie zmyli to określenie, bo na moim osiedlu żadnej drogerii nie ma damn it) reagują na potrzeby rynku i dopiero po kilkunastu zapytaniach od klientów, sprowadzają towar. Gdybym była w nastroju do marudzenia, powiedziałabym, że sprowadzają go "z łaską".. nie jestem jednak dzisiaj grumpy, więc powiem, że po prostu taki mają ostrożny styl prowadzenia biznesu. Może to racja, na tak niewielką skalę trzeba się zabezpieczyć.

Wracając do pomadek, wczoraj "wyszłam na miasto" wcześnie rano pozałatwiać kilka rzeczy i planowałam wrócić do domu spacerem, ale palec nadal nie jest sprawny i za długie chodzenie boli. Porzuciłam plan spacerowy i skierowałam się w stronę przystanku, a przechodząc obok miejsca z drogerią znaną i lubianą (Magnolia), przypomniałam sobie o pomadkach. Nawet gdybym sobie nie przypomniała, a zahaczyła o Magnolię, na pewno zauważyłabym tablicę wiszącą obok drzwi wejściowych informującą o dostępności Velvet Matt'ów.


Kolorów było chyba z 8.. nie pamiętam dokładnie. Jedna sztuka kosztuje 10,50 zł i ma 4,2 g pojemności, a do użycia pozostaje przydatna przez 24 miesiące. Każda sztuka jest ZABEZPIECZONA folią i nie interesuje mnie argument z ochrony środowiska przeciwko zabezpieczaniu folią. Nie ma problemu - można zabezpieczyć biodegradowalnym papierem, byleby uchronić przed macaniem przeciwników higieny i pomyślunku. Zeswatchowałam sobie prawie wszystkie na dłoni, wyszłam na zewnątrz do światła, Pani Ekspedientka chyba nie była pewna czemu to robię - założę się, że większość klientek kupuje totalnie na pałę.

[podkręcone zdjęcia, bo czerwień wychodziła mi tragicznie ciepła]

Wybrałam dwie. Dziesiątkę - nudziakowy ciepły róż, pomadka z gatunku porno-HD powiedziałabym, bo jest bardziej classy niż pornopomadka w normalnej rozdzielczości i na pewno ładnie ożywia i odświeża moją kapryśną ostatnio cerę (tzn może nie kapryśną, ale "krzywdzoną" kwasami, więc się buntuje). Druga to siedemnastka i jest to chłodna czerwień, nieco jaśniejsza niż te, których używałam jak sama byłam siedemnastką if you know what i mean.. ten odcień robi wrażenie. Tak. Robi wrażenie i robi robotę, jest spektakularna zwłaszcza w dziennym świetle.

[zero obróbki]

 photo grvvmm2_zps848a443d.jpg
[minimalnie zmieniony kontrast]

  photo grvvmm_zps580b9460.jpg
[jak wyżej]

[bez obróbki, czerwień jest za ciepła]

[wybaczcie, inaczej się nie dało - za każdym razem wychodziła za ciepła]

 photo ggr2_zps44640f6e.jpg
[bez obróbki, przekłamana czerwień]

Jeszcze nie wiem jak się będą zachowywać przez noce i dnie, ale nakładają się bez najmniejszego problemu (jako baza Reve de Miel od Nuxe), dzisiaj do zdjęć nie użyłam pędzelka ani nie udoskonalałam okolicy ust korektorem. Po prostu nałożyłam, straight from the bullet, bez poprawiania i bez konturówki. Nie jestem zwolenniczką niedbale pomalowanych czerwonych ust (zresztą żadnych, ale matowe formuły dużo wybaczają w tym sensie, że się nie rozlewają po kanalikach skóry), ale czasu na zdjęcia nie było dużo, a przecież nie za każdym razem nakładamy pomadki pędzelkiem i bawimy się korektorem.

Jedyny minus jaki widzę (oprócz różnorodności w kolorach) to opakowanie. Jest niskiej jakości, plastikowe i nawet matowość mu nie pomaga. Nie będę go jednak za bardzo hejtować, bo na pewno przyczynia się do niskiej ceny.

Odporność przewiduję na fantastyczną, ale to się dopiero okaże. Jeśli macie jakieś pytania, dajcie znać. Nałożone na przygotowane balsamem usta, pomadki okazały się być bardzo kremowe. Muszę wypróbować "na sucho", dam znać.

Mam nadzieję, że Wasz wieczór mija fantastycznie. Ja zaraz się ogarniam i zbieram na mecz.
Buziaki ahoj!
Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...