piątek, 30 maja 2014

what now

Niech to będzie post lekko podsumowujący. Ostatnie kilkanaście tygodni przeleciały mi nieco przez palce. Działy się rzeczy różne, nauczyłam się dużo, ale przede wszystkim musiałam poćwiczyć cierpliwość. Cierpliwość jest kluczowa przy nauce nowych rzeczy, a mnie wydawało się, że jestem bardzo cierpliwa i poniekąd faktycznie tak jest, ale lubię wymierne efekty i lubię instant gratification. Takie pokolenie chyba, chociaż akurat ludzie wychowani w tym kraju myślą chyba nieco inaczej. Może się mylę, kiepski ze mnie socjolog.



Tak było, a jak będzie? Dałam sobie 3 miesiące na zmniejszenie masy ciała o 15%. Jak o tym myślę to robi mi się słabo, ale muszę Wam o tym powiedzieć, żeby nie przestać.

Kupiłam dużo rzeczy, mam ogromną ochotę, żeby Wam je pokazać. Nawet nie, żeby się chwalić, bo kupowanie rzeczy za pieniądze jest mało spektakularne, ale raczej po to, żebyście wiedziały dokąd zmierzam kosmetycznie - makijażowo i pielęgnacyjnie.
 
Jedyne czego nie zrobiłam to nie pojechałam nigdzie daleko. Byłam tutaj, ale nie oznacza to, że nie udałam się w podróż. Podróż ma miejsce, rozważam nową ścieżkę kariery (prawie jak w simsach) i nawet jeśli tylko rozważam to i tak plus dla mnie. Próbuję.

Nawiązuję relacje i świadomie się w nie angażuję. Bardzo przyjemna sprawa, móc sobie pozwolić na taką świadomość.

Jestem coraz starsza i chyba zafarbuję włosy. Zmieniły kolor z kasztanowego na mysi, jedynie końce mi rudzieją pod wpływem słońca.

Z każdym dniem kocham Shiro coraz bardziej, nie wyobrażam sobie świata bez mojej kulki szczęścia. Dzisiaj nad ranem zasnął mi na brzuchu/piersiach i łapkami ogrzewał moje ucho. Właśnie sobie przypomniałam, że mi się coś śniło. Ostatnio śnią mi się różne rzeczy, których nie rozumiem. Pół dnia się zastanawiam o co chodziło, a drugie pół staram się z tym pogodzić. Budzę się codziennie o 3/4 rano, przed szóstą wstaję. Chodzę spać za późno, żeby odpocząć. Nie jestem bohaterem, chyba, że w swoim domu. Po prostu jakiś taki niedoczas ma miejsce. Cóż, będzie kiedyś lepiej, ale to już nie będzie teraz.

Intensywnie (jak na siebie) działam na instagramie, czerpię z tego radość. Pasuje mi ta platforma.

Twitter trochę gorzej, czasami coś powiem.

Wrócę w czerwcu. Będzie o nowej kolekcji Rity Ory, o produktach, które pomagają moim paznokciom wyglądać spektakularnie, o nowej pielęgnacji i o poprzedniej pielęgnacji. O masłach i lekkich lotionach, o OPI, o aplikacjach w moim telefonie, może zaszaleję i zrobię jakiś TAG, a może napiszę przewodnik na jakiś temat? Kto wie, wszystko się może zdarzyć.

Z powodu diety muszę zrezygnować z alkoholu. Dieta papierosy, kawa i wódka w tych okolicznościach już nie zadziała. Kiedyś tak, ale to było 10 lat temu. W związku z brakiem tego składnika, drinka sobie raczej nie zrobię i nie zasiądę do pisania posta. Nie, żebym aż tyle piła, ale barek mi się ugina pod ciężarem butelek z kolorowymi napojami wyskokowymi i przez 3 miesiące będą się marnować #ohwell.

Jestem podekscytowana as always, uparcie nie zamierzam rezygnować i zamykać prostych czynności. Nie miałabym gdzie pójść, więc byłam mniej, będę bardziej. Postaram się być bardziej również u Was.

Dzięki, że jesteście.

Dobranoc, buziaki ahoj,
Stri

niedziela, 25 maja 2014

yves rocher szampon do włosów suchych i puszących się

Cześć Dziewczyny,

To nie jest mój ulubiony szampon Yves Rocher, ale pomyślałam, że podzielę się wrażeniami z używania, bo nadal był spoko. Jak zwykle ładnie pachnie i jest łatwy w obsłudze. Można domontować pompkę, pompka działa prawidłowo :) Bardzo lubię maskę z tej serii, pisałam o niej tutaj. Ten konkretny szampon musiałam kupić przy okazji jakiejś oferty, chciałam wypróbować nową linię naprawczą. Musiał swoje odleżakować, ale w końcu znalazł się w mojej magicznej łazience i dzisiaj coś Wam o nim opowiem.


















 photo P1220055_zpsb3c5c5ae.jpg

 Szampon marketingowany jest do włosów bardzo suchych i puszących się, dlatego ma w składzie olejek jojoba. Po zastosowaniu włosy są lekkie, a po 4 tygodniach powinny być bardziej odżywione. Szczerze mówiąc nie widzę po swoich włosach odżywienia, muszę wrócić do robienia masek nawilżających. Wydajność powinnam przestać oceniać, chyba, że będzie w którąś stronę odchylona. Ostatnio nie żałuję sobie szamponu, zwykle myję włosy po jakimś wysiłku fizycznym, albo może inaczej. Przed myciem włosów ćwiczę i się pocę, więc w momencie samego moczenia skóry głowy i włosów chcę jak najszybciej to zrobić i zwykle nie mam ochoty powoli masować i wytwarzać piany stopniowo. Poza tym łuska szaleje w takich warunkach (gorąco, pot, bakterie itd), więc używam zdecydowanie więcej szamponu niż zwykle i staram się oczyścić skórę głowy.

Szczegóły techniczne: 300 ml kosztuje w tej chwili 9,90 zł. Do kupienia w salonach YR lub sklepie internetowym.

Podsumowując, kupiłabym maskę ponownie i szampon, żeby jej towarzyszył :) Nie robi objętości, włosy są nieco przyklapnięte w porównaniu do np szamponu nabłyszczającego lub objętościowego. Mam również wrażenie, że są nieco bardziej "razem". Nie wiem co będzie to znaczyło dla innych włosów niż moje, ale ja jestem zadowolona. Zwłaszcza kiedy związuję włosy w kucyk - nie odstają aż tak bardzo od siebie nawzajem. Zapach zostaje przez trochę, ale ostatnio używam produktów do stylizacji albo kiedyś maski budyniowej i przyćmiewają one swoim zapachem szampon.

W kwestii oczyszczania.. muszę coś wymyślić. Produkty do włosów Yves Rocher w moich zapasikach prawie dobiegły końca., został jeszcze tylko eco-szampon i odżywka z owsem. Następnym szamponem będzie chyba Bioxisine, zobaczymy jak to wszystko wyjdzie, ale mam ochotę na kurację, a warunki atmosferyczne sprzyjają myciu włosów co 2 dni. Najbardziej oczyszczającym szamponem ever w moim życiu chyba był Radical. Co polecacie? Dajcie znać in the comment section below.

Buziaki ahoj!
Stri

wtorek, 20 maja 2014

skincare tuesday #3 | demakijaż

 Dzień dobry,

Miał być post o atopowym załamaniu, ale wyszło o demakijażu pokrótce.


W pewnym momencie malowałam się codziennie i nosiłam make up przez przynajmniej 13 godzin dziennie, czasami dłużej. Demakijaż był chyba moim ulubionym momentem dnia, moja skóra mogła w końcu odetchnąć ;) Jeśli chcecie wiedzieć co robiłam, zapraszam na dzisiejszy post.

Właściwie powinnam była zmywać oczy zawsze w pierwszej kolejności i najlepiej płynem dwufazowym, ale nie zawsze tak się działo. Często wchodziłam do domu, wtaczałam się do wanny i 80% demakijażu załatwiał kremowy żel pod prysznic Ziaja Ulga* i mleczko Be Beauty z Biedronki. Ziaja Ulga pojawiła się w mojej łazience po bardzo bardzo długim czasie leżakowania, ale cieszę się, że się w końcu zdecydowałam, bo produkt koił moją zmarzniętą zniszczoną skórę i później nie szczypała już tak bardzo. Dodatkowo, świetnie sprawdzała się w demakijażu razem z biedronkowym mleczkiem, z którym to mleczkiem łączyłam Ziaję w proporcji 1:1 i zmasowywałam make up z twarzy.

W pewnym momencie wprowadziłam do swojego demakijażowego repertuaru mydło Aleppo 40%, w przypadku którego pamiętać trzeba o tonizowaniu skóry i jej nawilżaniu, bo mydło wysusza skórę.

Później przewinęły się nawet oleje, ale to się nie udało za bardzo i wróciłam do tradycyjnych kilku-etapowych metod. Oleje nie udały się ze względu na ściereczki, które w połączeniu z ciepłą wodą bardzo źle wpływały na moje wybuchające naczynko.

Używałam dwóch płynów micelarnych - Caudalie i Be Beauty, którego kiedyś kupiłam 15 butelek i zużywam go sobie powoli. Osobiście polecam oba, ale nie oszukujmy się, że Be Beauty dorównuje Caudalie. W celu zapoznania się z recenzją tego tańszego wystarczy kliknąć w link :) O Caudalie też już było. Wiem, że niektóre za Was są bardzo zadowolone, inne po kilku użyciach odstawiły i nie wróciły. Wiele z Was dobrze wypowiada się o płynie micelarnym Garniera but then again inne z Was go nie znoszą. Cóż, wniosek jest taki, że trzeba wypróbować na sobie.

Demakijaż oczu płynem micelarnym poprzedzała chwila z dwufazówką najpierw Lirene, a później Yves Rocher. Dwufazowe płyny do demakijażu lepiej rozpuszczają tusze i minimalizują ryzyko utraty rzęs z powodu zbyt pochopnego szarpnięcia wacika (co mi się zdarza) albo zdejmowania maskary palcami pod wodą (bardzo głupi pomysł).

W tej chwili trochę się zmieniło, nie robię sobie full face make up codziennie, ale czasami tak. Przeważnie mam na sobie krem przeciwsłoneczny i trochę pudru, może korektor i brwi. Tusz do rzęs jest ostatnio rzadziej w użyciu, bo po prostu oczy mi łzawią i jest więcej zamieszania niż pożytku. Teraz używam do demakijażu mleczka Iwostin Sensitia, kontynuuję zużywanie Biedronki, mam również płyn micelarny Flosleku, który za bardzo nie nadaje się do mojej delikatnej skóry na policzkach, ale fajnie sprawdza się do pędzli ;) Tonizuję się głównie psikaczami typu woda termalna, woda winogronowa, hydrolat, mgiełka Pat n Rub.. Kilka produktów dobiega już końca, przyjdzie czas na nowe. Przy okazji zużyć, zaszaleję i przygotuję pełnowymiarowe recenzje. Stęskniłam się i chcę robić rzeczy (do stuff), więc #beready.

Uczę się haftować (na hafciarce) i planuję nowe. Nowe! Może nawet zrobię coś z włosami (np odrosnę "grzywkę" ooo;)..

Dobranoc, mam nadzieję, że dajecie radę. Pijcie wodę, będzie ciepło w nadchodzących dniach.
Buziaki ahoj,
Stri

sobota, 17 maja 2014

rives: the museum of four in the morning | ted talks



you should

kuchenny haul | przyprawyswiata.pl

Dzień dobry,

Pokażę Wam przyprawy, które ostatnio kupiłam. Zastanawia mnie jakich przypraw używacie w swojej kuchni (i gdzie je kupujecie)? Ja najbardziej lubię pieprz wszelaki, za to nie przepadam za bardzo ostrymi paprykami. Kurkuma obowiązkowo, gotowe mieszanki do potraw też lubię, ale muszą być sensowne. Pomidory spożywam w każdej ilości i pod każdą postacią (jedynie suszone w zalewie mogą być zbyt tłuste, żeby je zjadać hurtowo), więc suszonych nie mogło zabraknąć.
W kwestii opakowań - są fajne, chociaż mogłyby być nieprzezroczyste, chociaż na pewno zaletą takiego rozwiązania jest szybka identyfikacja. Ja trzymam wszystkie przyprawy w ciemnym miejscu, więc są szczęśliwe.


Cena nie jest zbyt wysoka (3-5 zł za 30g), ale nie jest też przesadnie niska. Kupując większe ilości byłoby taniej. Stacjonarnie nie ma zbyt wiele fajnych miejsc do kupowania przypraw, chyba, że trafiam na jarmark sezonowy. Tam też kupiłam te, które widzicie na zdjęciu. Online można je kupić na przyprawyswiata.pl, a firma jest z Trójmiasta, do którego już zawsze będę miała sentyment i tęsknię bardzo bardzo.

Już zastanawiam się nad zamówieniem.. ups ;) Muszę się pocieszyć po wczorajszym season finale Vampire Diaries. Kaman, serioulsy?

Buziaki ahoj, mam nadzieję, że ten post będzie dla kogoś przydatny.
Stri

wtorek, 13 maja 2014

nowości yves rocher | pielęgnacja ciała, makijaż, zapach i tusze do rzęs za darmo


Cześć Dziewczyny,

Dzisiaj o kilku nowościach Yves Rocher. Pierwsza, mleczko do ciała z serii Un Matin Au Jardin o zapachu Cherry Blossom*, zaskoczyła mnie swoim słodkim zapachem. Moja Mama bardzo lubi mleczkową linię, więc miałam okazję wąchać inne warianty. Kwiat wiśni jest słodki, tak samo jak pozostałe, szybko się wchłania. Zapach utrzymuje się na skórze przez jakiś czas, ale nie jest bardzo trwały. Konsystencja jest lekka, a nałożenie zbyt dużej ilości powoduje klejenie się skóry i potrzeba więcej czasu do wchłonięcia. Moim zdaniem wystarczy go minimalna ilość, jest nieco wodniste, więc rozsmarowanie go to sama przyjemność. Skóra natychmiast staje się przyjemnie gładka i miękka. Opakowanie nie sprawia problemu, produkt można wykorzystać do ostatniej kropli, stawiając go pod koniec na płaskiej nakrętce. Wydajność będzie zależeć od częstotliwości używania. Ja traktuję go jako pachnącą chwilę luksusu, bo ostatnio przeważnie nie używam produktów zapachowych do nawilżania skóry. Zdarza się, że pachną, ale nie wybieram ich z tego powodu.

Cena regularna ulega rozmaitym obniżkom, w tej chwili można go kupić za 19,90 zł.


Mleczko wzbogacone jest o olej sezamowy oraz łagodzącą wodę z bławatka. Produkt nie zawiera parabenów, barwników i składników pochodzenia zwierzęcego. Testowany dermatologicznie, wiadomo.


Druga nowość to peeling wyszczuplający o pojemności 150 ml*. Ma w składzie krzemionkę bambusa, który ma za zadanie oczyszczać skórę złuszczając martwe komórki. Jest ostry, ale można go stopniować. Pobudza mikrokrążenie, przygotowuje skórę na intensywne wyszczuplanie. Fajny na uda i brzuch, oczywiście po ćwiczeniach fizycznych i wypiciu dużej ilości wody. Podoba mi się konsystencja - bardzo drobne elementy ścierające są dobrym pomysłem. Stosowany na sucho jest nieco mocniejszy, dla mnie może nawet zbyt mocny. Zresztą nie taka jest instrukcja obsługi. Zapach jest przyjemny, wydajność zaskakująco wyższa niż się spodziewałam. Produkt ma 150 ml i nie robi objętościowo zbyt dużego wrażenia na moich rozległych obszarach. Cena jest przyjemna. W tej chwili można go kupić w promocji za 29 zł. Yay!
Stosować na zwilżoną skórę, 1-2 razy w tygodniu, ruchami okrężnymi z naciskiem na partie, które chcemy wyszczuplić. Dokładnie spłukać. Nie stosować na twarz, ani na uszkodzoną lub podrażnioną skórę. Nie jest polecany dla kobiet w ciąży


Nawilżająca mgiełka z aloesem* jest bardzo dobrym pomysłem na szybką aplikację, ale intensywne nawilżanie skóry nie jest jej mocną stroną. Informacja na opakowaniu jest jasna - produkt przeznaczony jest do skóry normalnej i suchej. Moja skóra jest mimo wszystko atopowa, więc jest ryzyko, że "zwyczajne" kosmetyki mogą się nie sprawdzić. Zalecenie producenta to stosowanie 2 razy dziennie, ja używam tego produktu najbardziej na górę i przód mnie, głównie na ręce/przed/ramiona. Całe ciało popsikałam kilka razy, ale niestety psikanie tak rozległych obszarów jest męczące, więc ograniczam się do bliskiego przodu siebie. Moje przedramiona są szczególnie narażone na promienie słoneczne, bo chodzę z podwiniętymi rękawami i codziennie je opalam (mimo filtra pięćdziesiątki). Mgiełka daje przyjemne ochłodzenie i przynosi ulgę, przez chwilę. Nie jest to produkt typu panthenol w sprayu, ale jest miło. Zapach jest delikatny, zostaje chwilę na skórze, ale niezbyt długo. Po wyschnięciu skóra się nie klei, co jest bardzo pozytywne.
Podsumowując, moja bardzo sucha skóra go pokonała, ale to nie znaczy, że nie sprawdzi się u Was. Nie wszyscy mają chorą skórę ;) Produkt jest przyjemny, jego największą zaletą jest atomizer i lekka konsystencja, ale mógłby być bardziej wydajny (ale ja używam go codziennie co najmniej 2 razy dziennie). Myślę, że mojej Mamie się spodoba, podaruję go Jej przy najbliższej okazji.

W tej chwili można ją kupić za 22,9 zł.


Woda toaletowa L'Eau Moment de Bonheur*. Nowa interpretacja zapachu Moment de Bonheur, idealna na wiosenne i letnie dni. Zapach świeższy i lżejszy niż jego pierwowzór, powstał z połączenia kwiatowych nut róży stulistnej z Grasse oraz wyciągu z jabłka i cedru. Zgadzam się w 100%. Oryginalny zapach posiadam, kupiłam go, bo lubię niezobowiązujące znajomości z zapachami Yves Rocher. Mam ich dużo. Ja powiedziałabym, że to jest taka zielona Escada. Jest trochę słodki, ale przebija się przez niego lekka jabłkowa, pozytywnie kwaśna nuta. Odświeżająco zielona. Powąchajcie koniecznie, jeśli MdB był dla Was za słodki lub za mocny (ja lubię go jesienią i wczesną wiosną) - L'Eau MdB może być strzałem w dziesiątkę :)
W tej chwili kosztuje 105 zł.



Tusz do rzęs Sexy Pulp* to nie nowość, ale nowi klienci mogą go otrzymać gratis w ramach akcji "Poznajmy się" (do 30 czerwca). Ten tusz jest moim KWC, zużyłam już 3 opakowania. Dziwne, że recenzja nie zaistniała. Trzeba to będzie nadrobić, jak tylko złapię trochę dobrego światła i moje oczy będą dobrze wyglądać ;) Ogromną zaletą kolorówki Yves Rocher jest folia zabezpieczająca. Takie proste, a tak wiele zmienia. Szczegóły techniczne nastąpią przy okazji osobnej recenzji. Wygląda na to, że w tej chwili jest na niego promocja 2 za 1. Oprócz klasycznej czerni mamy również brąz i granat.
Informacji na temat akcji szukajcie pod adresem poznaj.yves-rocher.pl

Mam nadzieję, że Wasz tydzień mija dobrze. Mój jest dosyć pracowity i pełen wrażeń. Uczę się nowych rzeczy, to zawsze jest ekscytujące. Mam nadzieję, że mój insight się komuś przyda i jednocześnie zachęcam do wyrażania swoich opinii.

Pozdrawiam, buziaki ahoj!
Stri









sobota, 3 maja 2014

-70% marionnaud haul

Cześć Dziewczyny :)

Naprawdę miałam ochotę kupić 7 fajnych, ciekawych rzeczy, ale byłam bardzo silna i nie kupiłam. Sukces. Zgarnęłam tylko jedną od dawien dawna planowaną panienkę z The Balm. Dla tych, którzy nie wiedzą - Mario wycofuje się z Polski. Jakkolwiek by na to nie patrzeć - szkoda, ale skoro już postanowili, trzeba się dostosować. Warunkiem załapania się na zniżkę było kupienie 7 produktów. Pani ekspedientka doradziła mi (rzadko się zdarzają takie fajne panie, więc pozdrawiam serdecznie), żebym kupiła 6 opakowań wacików i w ten sposób spełnię warunek i będę mogła skorzystać z promocji. Cool. Waciki wyszły po 1,5 zł i za całość zapłaciłam 27 zł, #dealżycia.


Betty-Lou Manizer była na mojej liście odkąd kupiłam Mary-Lou. Mam na tej samej liście też Bahama Mama, ale niestety nie było jej na standzie. Betty-Lou to brązujący produkt rozświetlający (jakkolwiek to brzmi, uparcie twierdzę, że mój opis jest adekwatny), który wygląda fantastycznie na mojej twarzy i założę się, że na wielu innych twarzach też będzie tak wyglądał. Nie jest pomarańczowy, ale nie jest też chłodno-szary. Taki w sam raz :) Na opakowaniu widnieje napis "all-in-one bronzer, shimmer and eyeshadow". Lubię inteligentnie wielofunkcyjne produkty, kto nie lubi.
Dobrze wygląda w świetle dziennym, nałożony subtelnie (mniej lub bardziej), a wieczorem przy sztucznym świetle mogę zaszaleć i wykonturować sobie twarz razem z żuchwą, brodą, szyją i wszystkim dookoła. Mocno, bo lubię. Jest trwały, pięknie się rozciera, bardzo ładnie wygląda na pudrze, ale zamierzam również wypróbować pod pudrem, a na podkładzie. Może będą jakieś interesujące efekty ;)

Swatche nastąpią, bo znalazłam ładowarkę ;P Tylko moja broda musi trochę się zagoić, bo mam jakąś awarię skóry. Nic poważnego, ale niech przeminie. Wydaje mi się, że nikt nie wie ile mam produktów brązujących do twarzy. Dużo. W ogóle produktów do twarzy. Też dużo. I jakąś wysypkę na czole, oh well.

Alrighty, chwilowo życzę Wam miłej soboty i idę przygotować posiłek. Jutro idę do pracy, co nawet mnie cieszy, bo lubię pracować w niedziele. Poza tym pada i jest zimno i nawet na wycieczkę ciężko byłoby pojechać tzn pójść. Pojechać zawsze można ;)

Buziaki, dziękuję, że jesteście :)
Stri

piątek, 2 maja 2014

don't lose it



udanego wieczoru, nocy lub spania :)

beautiful berries


Cześć :)

Używam tego produktu już jakiś czas, więc pomyślałam, że podzielę się wrażeniami z leśnych kąpieli.
Zacznę od tego, że jedyna rzecz, do której mogłabym się w tym produkcie przyczepić to opakowanie/wyciskanie produktu z tubki. Tubka jest wykonana z sensownie miękkiego acz wystarczająco twardego tworzywa, ale konsystencja kremu pod prysznic (dość zwarta i zbita, ale bez przesady) nie sprzyja i robi się trochę męcząco. Trochę naciągany zarzut, bo pewnie większości z nas to nie będzie zbytnio przeszkadzać, ale jest to jedyna wada (poza dostępnością ofc, ale to też przecież zależy), którą zauważam.

Pachnie przyjemnie, relaksująco. Nie wysusza skóry, otulając ją delikatnie podczas kąpieli. Pamiętajmy, że to zwykły drogeryjny kosmetyk za 2 euro (9 zł w niemieckim sklepie), więc nie mogę go Wam polecić jeśli macie problemy ze skórą (sobie też go wtedy nie polecam, sięgam po sprawdzony olejek pod prysznic Decubal albo olejek/oliwkę pod prysznic innej marki).

Wydajność chyba jest w normie, może troszkę poniżej. Jestem zadowolona, może sięgnę po inną wersję zapachową. Macie jakieś doświadczenia? Balea jest tania i może być dobra, ja osobiście nie miałam okazji próbować wielu rzeczy, bo do DMu daleka droga, ale coś tam poznałam i wszystko jest fajne, nie tylko dlatego, że jest tanie.

Jak mija Wasza majówka? W Często jest chłodno, ja piekę chleb :)
Buziaki ahoj!
Stri

gdzie jest moja ładowarka?

To pytanie i wiele podobnych zadaję sobie od kilku tygodni. Jestem zapracowana w najmniej odpowiednich momentach, a jak nie pracuję to dzieją się rzeczy różne i/lub jestem padnięta. Shiro odczuł brak przytulania i zabawy. Śpimy razem, on kładzie się na moim brzuchu, ale to średnio wygodna pozycja, dlatego przesuwam go na moje ramię. Mruczy, zasypia i pochrapuje cichutko, a rano ma takie zaspane łapki i oczka.. :) Dzisiaj jest zimno i pochmurno, chciałabym zrobić zdjęcie. Aparatem, a nie telefonem. Nie wiem gdzie jest moja ładowarka do baterii. Dlaczego? Dlaczego tego nie wiem, przecież powinna gdzieś być. Westchnęłam.

Maj nastąpił, będę walczyć z ciszą na blogu. Z nadprogramowymi kilogramami już trochę się udaje, schudłam dwa z trzydziestu kilogramów. Oh well. Ciekawe ile mi to zajmie. Tak, wiem, że trzeba zaplanować i obrać cel i rozpisać małe krokpokroki. I know that. Don't you think I know that? Łatwo nie jest, ale przy okazji zrzucania masy, opaliłam sobie przedramiona. Właściwie to je nawet przypaliłam nieco, ale już jest optymalnie. Oczywiście, że miałam SPF 50 na sobie, ale nie poczyniłam reaplikacji w odpowiednim momencie i to wystarczyło.

Anyways, podejmę rozpaczliwą próbę zlokalizowania ładowarki raz jeszcze i zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Zdaję sobie sprawę z tego, że to dość ekstrawaganckie, żeby nie powiedzieć bałaganiarskie z mojej strony. Chyba właśnie chodzi o to, że ją posprzątałam w bezpieczne miejsce i teraz nie pamiętam gdzie to jest. Hmn.

Tak poza tym to mój wybito-skręcony palec nadal jest w dwóch częściach i jest nieprawidłowy i mnie boli i powinnam iść do lekarza, a nie chodzić10 kilometrów dziennie. Walnęłam się w kostkę, bolą mnie ręce. Będę miała mięśnie, jupi. Westchnęłam po raz kolejny. Ale nie nie, nie jest najgorzej. Jest in progress.

Miłego dnia! Wrócę na pewno.
Buziaki,
Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...