piątek, 25 lipca 2014

ultraviolence


byłam tak wysoko, to teraz jestem nisko. nie jest dobrze, właściwie nie chcę o tym rozmawiać.
bezsilność bardzo mnie wkurwia.

wtorek, 22 lipca 2014

achaja i shiro | pierwszy miesiąc

2 tygodnie temu minął miesiąc odkąd znalazłam małą przestraszoną, płaczącą kulkę w osiedlowych krzakach. Aktualizacja miała być przed moim wyjazdem nad morze, bo pytałyście co tam jak tam, ale nie zdążyłam. Jestem dziś, trochę późno, ale wszystko dlatego, że w tak zwanym międzyczasie do naszego stada dołączyło 8-tygodniowe maleństwo, też kotka (którą ledwo żywą znalazłam na przystanku autobusowym, ludzie myśleli, że nie żyje i nikt nie dał jej nawet wody. Nie mam słów, naprawdę nie wiem co powiedzieć na ten temat.). O całej trójce będzie w następnej aktualizacji. Przygoda trwa.



Achaja trochę przytyła, a teraz to nawet całkiem dużo urosła! Łapka goiła się zgodnie z planem (do skutku), nie kąpałam Jej, więc musiała się sama domyć ;) Przerzuciłam Ją na Royal Canin Kitten (4 kg za 89 zł), a później zobaczymy czy dla kotów sterylizowanych czy urinary. Nie chcę ryzykować tego samego, co było z Bomburem.

[w wannie z przenośną sałatą, na tym zdjęciu jest taka malutka w porównaniu z tym, jak teraz wygląda! nadal jest szczupła i smukła i dość drobna, ale urosła bardzo!]

Jeśli chodzi o aklimatyzację w mieszkaniu - od początku załatwiała się do kuwety i lubiła łazienkę. Shiro ma swoje miejscówki i nie lubi się nimi dzielić, ale niestety nie może być w kilku miejscach jednocześnie, więc zarówno Achaja jak i On śpią na wyższych posłaniach. Czasem zaczynają noc na łóżku ze mną, a później się przenoszą. Mała lubi wodę i kiedyś weszła razem ze mną do wanny jak już miałam odkręcać kurek i brać prysznic. Towarzyszy mi dzielnie podczas każdej kąpieli, łazi po brzegu wanny, a później próbuje wypić spływającą wodę. Miseczki ze świeżą, chłodną wodą są w pokoju na stojakach i na umywalce. Shiro nauczył Ją pić z kranu i miauczeć o częstsze posiłki ;P Nie lubię odkręcać im kranu, bo sama bym nie piła takiej wody, więc mają miskę z mineralną na umywalce i zawsze mogą skorzystać jak okazuje się, że człowiek nie przychodzi odkręcić. Niemniej jednak czasami odkręcam im ten kran, bo lubią pić ze strumyczka. Nie krytykuję odmiennego podejścia w kwestii pojenia i karmienia zwierząt, każdy musi to zrobić po swojemu. Poza tym nie jestem specem od kotów, ale staram się poszerzać wiedzę.


Dogadują się lepiej, chociaż On nadal ma dystans, a Ona trochę się boi, ale jak tylko Shiro miauknie, od razu biegnie zobaczyć co się stało. Łazi trochę za Nim, trochę poluje Mu na ogon, On Ją goni, Ona goni Jego i tak się poznają.

Kiedyś postanowiła wykraść z kurnika jajko, zrzucić je z lodówki, zjeść surowe, a później zrzucić talerz i jeszcze pogryźć gumkę od słuchawek ;P Tak się akurat złożyło, poza tym jest grzeczna. Boi się odkurzacza, grzebie w śmietniku, zjada wszystko co jest jadalne, oczywiście ku mojej rozpaczy (nie zawsze zdążę Ją powstrzymać). Łazi za mną, miauczy jak się Jej nie przytula, teraz śpi obok :). Zabiera Shiro jedzenie jeśli nadarzy się okazja, ale nie pozwalam Jej na to, bo każdy ma swoje kuleczki.

Co jeszcze? Uwielbia się bawić, polować i biegać za sznurkową myszką (już jej odgryzła ucho). Jest bardzo ciekawa świata i wszędzie Jej pełno. Nie zawsze jest łatwo, ale nie wyobrażam sobie życia bez mojego małego kłębusia. Shiro sobie pewnie wyobraża, ale chyba też się cieszy, że może się z kimś pobawić. Zwykle obserwuje Małą z taką miną "biegaj, biegaj, mnie się już nie chce". Mam nadzieję, że zrobi się trochę bardziej aktywny, a Ona z wiekiem się zrelaksuje i nauczy się, że to jest Jej dom i nikt Jej stąd nie zabierze.

Tyle na dziś, następna aktualizacja będzie na temat całej trójki. Ciekawe jak życie się układa, a marzenia o rodzeństwie dla Shiro się spełniają. Oby wszystko się udało, jeszcze jesteśmy w fazie docierania się. Uczymy się siebie, ja uczę się ich, a One żyć razem.

Miłego dnia!
Pozdrawiamy Was serdecznie
Stri #zkotami

instagram | twitter | bloglovin'

poniedziałek, 21 lipca 2014

pielęgnacja stóp | purederm skarpetki złuszczające z kwasem

Dzień dobry (wieczór),

Prawie się złuszczyłam, więc opowiem Wam dzisiaj jak to wszystko wyglądało.

Podstawowe informacje o moich stopach: trudno je latem utrzymać w dobrej kondycji, chodzę boso po mieszkaniu, noszę odkryte obuwie, pięty mi pękają, trudno nawilżyć skórę. Pilarix był moim sprawdzonym produktem, ale chciałam zadziałać z innej strony. Tego lata modne są skarpetki z kwasem, więc ja też się na nie zdecydowałam.

Padło na Purederm, bo akurat byłam w kinie obok Hebe i akurat była promocja. Za jedną parę zapłaciłam 15 zł, produkt przeznaczony jest do jednorazowego użytku, ale na pewno można się nim podzielić np z partnerem. Ja się nie miałam z kim dzielić, więc nie wypowiem się na temat skuteczności.

15 zł to nie jest dużo jeśli polubimy taką formę pielęgnacji stóp. Na przyszłość planuje zaopatrzyć się w kwasowe maski na eBay.com. Taniej niż w Hebe znajdziecie skarpetki tej firmy w Biedronce, ale jak to z Biedronką bywa, trzeba się spieszyć, bo lajfstajlowe produkty szybko się wyprzedają i tylko nieliczne szczęściary znajdują Twinningsy w pusi za złotówkę #dlaczegonieja.

Okay, wiemy już gdzie, za ile. Teraz w jakim celu i w jaki sposób. Idealnie byłoby zrobić zabieg zanim nastanie żar, przez czas trwania złuszczania zapewne będziemy chciały nosić skarpetki i w związku z tym zakryte / pełne obuwie. Oczywiście ja się spóźniłam, ale może zrobiłam to trochę specjalnie. Pod koniec sierpnia mam event, planuje założyć nawet sukienkę (chociaż nie wiem jak, bo tłuszcz na udach mi się będzie ocierał i nie da się tego zrobić) i sandałki. Nie mam zaufanej kosmetyczki, wszędzie widzę gronkowca i nie chodzę na mani pedi do salonów kosmetycznych. Chciałabym się przełamać, hmn. Skarpetki są tańsze, łatwiejsze w użyciu, ale ich wadą zapewne jest łuszczenie się skóry. Jako osoba dotknięta zmianami łuszczycowymi, schodzenie skóry płatami mi nie straszne. Efektem stosowania maski mają być idealnie gładkie stopy. Zachęcające.

Rozmiary są bodajże dwa - regular i LARGE. Oczywiście nie spojrzałam co biorę i kupiłam LARGE. Nie ma problemu, ale żeby się lepiej trzymały założyłam na foliowe woreczki, bawełniane skarpetki (żeby lepiej przylegało).

Przez pierwsze 30 minut było dobrze, całkiem przyjemnie. Później zaczęłam odczuwać dyskomfort - szczypanie, pieczenie. Nie było to jednak bolesne, więc pomyślałam, że sobie to wyobrażam.
Ostatnio wyobraziłam sobie nawet, że mam ubytki w zębach i spanikowana pobiegłam do dentysty. Dbam o higienę jamy ustnej, pomagają mi w tym świetna szczoteczka do zębów i ziołowe pasty. Nitkuję codziennie, mam lekką obsesję. Dentysta zrobił rekonesans i okazało się, że nie mam ubytków, nawet na stycznych :D Wszystko sobie wyobraziłam. Na wszelki wypadek zrobię zdjęcie panoramiczne i pójdę w sierpniu na czyszczenie.

W związku z zaistniałą sytuacją, powstrzymywałam się przed przedwczesnym zdjęciem skarpetek. Chciałam wytrzymać cały film (oglądałam Transcendence), nie udało się. Po 60 minutach zdjęłam maskę, umyłam dokładnie stopy i obserwowałam rozwój sytuacji. Wszystkie "skutki uboczne" przeminęły po kilku minutach, skóra była ściągnięta, więc użyłam kremu Oilatum (akurat był pod ręką). Przed nałożeniem skarpetek zmyłam lakier z paznokci i zamierzałamm go nie nakładać przez cały czas trwania złuszczania. Czuję się głupio z "nagimi" stopami, ale zależało mi na wczesnym wyłapaniu ewentualnych zmian na płytce (w razie gdyby jednak doszło do awarii). Wszystko było w porządku.

Do czwartego albo piątego dnia skóra była napięta i domagała się nawilżenia. Poza tym nic się nie wydarzyło, wszystko było w porządku. Dzień piąty przyniósł złuszczanie, skarpetki zdejmowałam tylko w wannie. Wszystko trwało kilka dni, skóra zeszła mi z całych stóp, bardzo ładnie z pięt, wokół paznokci (wredne skórki i boczne zakamarki). Teraz łatwiej utrzymać mi stopy w dobrej kondycji, tarka faktycznie radzi sobie z rogowaceniem, a krem pomaga nawilżyć skórę. Dam Wam znać pod koniec sierpnia jak się ma sytuacja po kilku tygodniach od zabiegu. Jesienią planuję kolejne złuszczanie, podoba mi się taka forma pielęgnacji :) Wybiorę inną markę, może efekty będą jeszcze lepsze?

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń, dajcie znać!

Buziaki ahoj,
Stri

wtorek, 15 lipca 2014

nowości yves rocher | żel pod prysznic z peelingiem o zapachu truskawki i połyskująca pomadka nude

Cześć Dziewczyny,

Moja nieobecność wynika z problemów technicznych, ale będę jak tylko będzie to możliwe. Dzisiaj pokażę Wam co nowego słychać w asortymencie Yves Rocher. Peelingi dawno już obwąchałam w sklepie, najchętniej zgarnęłabym wszystkie oprócz waniliowego (waniliowy na zimę;P). Od marki dostałam dwie nowości - wersję truskawkową żelu pod prysznic (z wbudowanym peelingiem) oraz pomadkę z serii Sheer Botanical.


Żel pod prysznic z drobinkami peelingującymi świetnie pachnie truskawkami i ma dosyć gęstą konsystencję (nie jest lejący i czuć drobinki pod palcami). Nie pieni się obficie, ale myje dobrze. Zapach nie utrzymuje się po kąpieli, sam produkt bardzo dobrze się zmywa (nawet nie trzeba pomagać sobie rękami). Ma pojemność 200 ml, kosztuje 16,90 zł.


Połyskujące pomadki do ust występują w różnych kolorach, do mnie trafił jeden z najjaśniejszych, przez co niestety prawie nie widać go na moich ustach. Zdziwiło mnie to, nigdy nie miałam takiego problemu.. Po nałożeniu moje usta wyglądają na nawilżone, zupełnie tak jak po nałożeniu pomadki ochronnej.. może mam na wargach więcej "rozświetlenia", ale nie są to na szczęście drobinki, które się czuje podczas noszenia czy jeszcze gorzej - brokat. Podoba mi się, że moje wargi stają się delikatnie różowe, ale potrzebuję kilku warstw do osiągnięcia takiego efektu, a przecież nie o to w delikatnych pomadkach chodzi. Chociaż właściwie może i o to chodzi.


Przeglądając wybór odcieni na stronie internetowej i później w sklepie stacjonarnym, wnioskuję, że ciemniejsze i bardziej "kolorowe" kolory sprawdziłyby się u mnie lepiej. Jeśli wy macie ochotę wypróbować, teraz kupicie ten produkt z prawie 30% zniżką w cenie 24,90 zł w sklepie internetowym KLIK. Polecam Wam serdecznie zajrzeć do najbliższego Yves Rocher i zeswatchować sobie na skórze interesujące Was numerki.


Opakowanie w kolorze czerwonym jest dosyć duże, mogłoby być kilkanaście milimetrów krótsze. Pomadka ma 3,5 g, została wyprodukowana we Francji, jest przydatna do użycia przez 12 miesięcy po otwarciu.


Tak mniej więcej wygląda kolor, jest bardziej różowy niż pomarańczowy, widać w sztyfcie drobinki, ale nie obawiajcie się ;) Jeśli chodzi o słocze to próbowałam i wyszło mi coś takiego:


[bez filtra]

[najlepszym filtrem jest kurz]

Na pewno zużyję zarówno peeling, jak i pomadkę. Jestem pewna, że wrzucę do koszyka jeszcze któryś z żeli z drobinkami.. co do pomadek to muszę pomacać. Fajna byłaby taka malinowa fuksja..

Przy okazji nowości Yves Rocher, opowiem Wam o konkursie Ziemia Planeta Kobiet. Siódma edycja wydarzenia organizowanego przez Institut de France już trwa, a zgłoszenia można nadsyłać do końca września. Nagrodą w konkursie jest duża ilość euro, a zgłosić można się tutaj. Jeśli prowadzicie akcje na rzecz środowiska lub znacie kogoś kto to robi, spróbujcie swoich sił. Przeglądając osiągnięcia dotychczasowych laureatek, stwierdzam, że każdy może spróbować. Zachęcam!

Pozdrawiam Was serdecznie,
dajcie znać czy miałyście okazję wypróbować :)
Buziaki ahoj!

Stri

instagram | twitter | bloglovin'

niedziela, 6 lipca 2014

la roche posay anthelios xl spf 50+ stick | niezastąpiony filtr przeciwsłoneczny w sztyfcie

Dzień dobry,

Jest niedziela i już o 5 rano było gorąco, a co będzie w południe? Wstałam chwilę po 4, bo chciałam dokończyć sprzątanie kuchni i łazienki (na moim poddaszu jest sauna, nie da się żyć w upały, a co dopiero sprzątać). Achaja trochę narozrabiała w kuchni (dziś zamierzam napisać posta o naszej przygodzie), ale nic się nikomu nie stało, no ale to też musiałam posprzątać. Nieważne, chodzi o to, że gorąco. Trudno się dziwić, w końcu jest lato. Wracając z Gdyni, od Bygdoszczy do Częstochowy rozmawiałam z moją współpasażerką. Jechała do córki do Krakowa w odwiedziny, więc miałyśmy dużo tematów do rozmowy. Siłą rzeczy rozmowa musiała przejść na pogodę (całą drogę było pochmurno i lał deszcz;), powiedziała mi, że kiedyś lata były inne. Mniej upalne, zaczynały się wcześniej i było jakoś tak znośniej. Ciekawe jak będzie za kilkadziesiąt lat. Zmiany klimatu są fascynujące, a jeszcze bardziej cool jest obserwowanie jak adaptują się zwierzęta i rośliny.

Od pogody gładko przejdę do ochrony przeciwsłonecznej. Temat kontrowersyjny, nie do końca podejmowany na polskich blogach i może słusznie, bo pisanie o tym jak ważne jest filtrowanie się kolejnym kremem ze współpracy nie ma sensu jeśli się nie wyjaśni jak używać tych produktów, jak nakładać je na twarz, czy działają w połączeniu z makijażem, czy to ma w ogóle sens itd.. Na takiej krótkiej uwadze poprzestanę, może wspomnę jeszcze tylko, że mam AZS, pokrzywkę, alergie rozmaite na twarzy i ciele i skórę twarzy skłonną do podrażnień i zaczerwienień (chociaż jak raz łaziłam po Helu cały dzień, mimo reaplikacji filtrów co ok 2 godziny, miałam całe ciało czerwone i podrażnione oprócz ust i znamion, które potraktowałam produktem, o którym Wam dziś opowiem). Oczywiście na koniec wyjaśnię, że nie jestem specjalistą w dziedzinie dermokosmetyków. Wszystko, czego używam testuję na sobie lub członkach rodziny (Tato, pozdrawiam!). Moje doświadczenia są moje i to co sprawdza się u mnie może nie sprawdzić się u Ciebie. Powinnam chyba taki disclaimer umieścić gdzieś na podstronie.. Zastanowię się.


Dochodzimy do sedna sprawy. Dziś o La Roche Posay Anthelios XL SPF 50+ w sztyfcie. Używam go od lat, pierwsze opakowanie mój Tata kupił poza granicami kraju, bo w Polsce jeszcze wtedy takich nie było. Chyba najbardziej lubię w tym produkcie opakowanie. Mały 9g sztyft zajmuje niewiele miejsca, można go nawet mieć w kieszeni. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby się stopił. Zawsze (np na plaży) filtry/kosmetyki/wodę/jedzenie trzymam w możliwie zacienionym miejscu lub ewentualnie wykopuję dołek i tam wszystko wrzucam.

Sztyfty są 2. Jeden jest do ust  (nie miałam okazji), drugi na miejsca wrażliwe. Miejsca wrażliwe w moim przypadku to były znamiona, twarz, usta (raz tylko poparzyłam sobie usta i nigdy więcej nie chcę tego przeżywać) i.. okolice bikini. Tak, tam też można się poparzyć. Słonecznie. TMI? ;P

Konsystencja jest stała, nie za miękka, nie za twarda. Dobrze, że produkt ma dosyć zwartą konsystencję. Łatwo się go nakłada, nigdy nie miałam problemu z ciągłością ślizgania się na skórze. Bomba.
Wydajność jest spora, mi jeden taki stick starcza chyba na cały czas przydatności do użycia. Zakładając, że używam go ja i może od czasu do czasu ktoś tam. Oczywiście pamiętam o higienie i dezynfekcji, nie chcę bakterii na powierzchni produktu. Przeważnie nakładam go na dłoń i z dłoni na uszy czy usta. To jak działa widać "od razu" na białej plamce na skórze tam gdzie się go nałożyło i kiedyś tak chodziłam kilka dni z połową opalonej skóry na dłoni, a połową nie.. ;P Nigdy mnie nie zawiódł.
Nie nakładam go pod makijaż, bo po prostu nie mam takiej potrzeby. Wydaje się, że to produkt typowo słoneczny.
Cena to zapewne kilkadziesiąt złotych. Około 30 - 40? Może więcej. Może 50? Zapewne wszystko zależy od punktu sprzedaży. Ja polecam apteki. Dostępność w okresie letnim na pewno jest bardzo dobra, półki aż uginają się pod ciężarem produktów do opalania :)

Mam nadzieję, że chłodzicie się gdzieś pod parasolką, popijając chłodną wodę. Obyśmy nie stopili się razem z asfaltem.

Pozdrawiamy serdecznie,
Stri, Achaja i Shiro (koty śpią, ja słucham Foalsów i myślę o tym jak fantastycznie było z Jeżem u Słomki)

instagram | twitter | bloglovin'

sobota, 5 lipca 2014

lakiery orly w tk maxx za 12,99 zł


Cześć Dziewczyny :)

Tyle wygrać ;P Lakiery Orly musiały pojawić się w TkMaxxach Polski całkiem niedawno, ponieważ wyjeżdżając z Gdyni jeszcze ich nie było, a po przyjeździe do Często spotkałam je.. w piątek. Wczoraj. Weszłam i zobaczyłam kilka odcieni, później zobaczyłam cenę, westchnęłam, bo wiedziałam, że kilka kupię. Jakby tego było mało, preparaty bazowo-nawierzchniowe też tyle kosztowały. Widzę, że produkt przeciwko obgryzaniu kosztuje 16,99 zł, ale cała reszta naprawdę kosztowała niecałe 13 zł.


Tak, kilka kupiłam, np taki. Pokażę Wam je może jutro (jeśli komputer pozwoli, ostatnio jest problem). Jestem zachwycona, chciałam poznać markę trochę lepiej, ale nie sądziłam, że tak szybko się to wydarzy. Oh yeah.


Szczegóły techniczne? 18 ml, preparaty były w opakowaniach kartonowych, więc jest super - nikt ich nie macał. Lakiery nie były niestety zabezpieczone, jak to w Tikeju bywa, więc nie spodziewałam się, że nikt ich nie otwierał. Cóż, coś za coś I guess.

Były też lakiery do frencha, o takie.


To taki krótki update, żeby dać znać, że żyję (chociaż na Instagramie żyję intensywnie, nawet udało mi się namówić Słomkę, żeby zaistniała). Wróciłam z Trójmiasta, trochę ogarnęłam przestrzeń i dziś po prawie 2 tygodniach włączyłam komputer. Mam delikatny weekend, sprzątam sobie, wynoszę rzeczy do piwnicy i bawię się z kotami (aktualizacja o zwierzętach już wkrótce).

Buziaki ahoj! Bawcie się dobrze i pijcie wodę!!

Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...