piątek, 31 października 2014

tv time with stri #8 | jarmusch love

Cześć, cześć, cześć. Oglądam tak mało, że jak tylko coś widzę to od razu chcę się z Wami podzielić wrażeniami. Dzisiaj ósma odsłona czasu przed ekranem z moją skromną osobą. Podoba mi się, że je numeruję. Dzięki temu nie mogę się zagubić :) Nie ma to jak komplement.


Only Lovers Left Alive to było to, czego potrzebowałam. Tom Hiddleston, którego uwielbiam i Tilda Swinton, którą uwielbiam jeszcze bardziej stworzyli genialny duet. Muzyka, nastrój, światło (albo jego brak), przemyślany scenariusz, zdjęcia, atmosfera. Strzał w dziesiątkę. Jarmusch love. Do wszystkich moich Osób - obejrzyjcie (każdy musi zdecydować czy czuje się moją Osobą).


Cracks z Evą Green był dosyć mroczny, ale nie wystarczająco. Oglądając takie psychologiczne dramaty zawsze się zastanawiam gdzie tacy ludzie są wokół nas. Gdzieś muszą być. Dla mnie to taki film na sobotnie przedpołudnie. Akurat coś układałam albo może robiłam reorganizację segregatora z Ważnymi Dokumentami.


Ōkami Komodo no Ame to Yuki, polski tytuł to Wilcze Dzieci. Japońskie anime. Jeśli ktoś lubi, na pewno obejrzy. Bajka jest przejmująca, gdybym kiedyś spędzała czas z jakimś w miarę kumatym dzieckiem, które chciałoby coś obejrzeć - postawiłabym na przykład na coś takiego. W moim przypadku była to bajka przed snem. Historia Yuki i Ame chwyta za serce na wielu poziomach, ja się wzruszyłam. Do tego jest ładna kreska, ciekawy scenariusz, motywy rolnicze i zabawne sytuacje. Czego chcieć więcej? Nie wiem. Zupy może, przekąski zawsze spoko :)


The Lego Movie chciałam obejrzeć jak wchodził do kin, ale zawsze coś stawało mi na drodze. Moim zdaniem powinien zgarnąć kilka Oskarów. Serio serio. Film był zabawny, inteligentny, jechał po Stanach i tępym stylu życia, a do tego wszystko działo się w świecie LEGO! Po prostu świetna sprawa, dla fanów klocków pozycja obowiązkowa. Taki mały spoiler - duszek też jest! :D


Belle był to film z gatunku "do obejrzenia podczas sprzątania biurka". Przeważnie szanuję pracę reżysera/aktorów i oglądam filmy nie robiąc nic innego, ale tu nie było takiej potrzeby. Niby jest tło historyczne i cała strona obyczajów i zasad, ale w gruncie rzeczy nie ma tu nic, czego Downton Abbey nie zrobiłoby lepiej i bardziej. Plus za kostiumy i charakteryzację. Chociaż..


Winter's Tale to była właściwie bajka. Dawno przestałam lubić Collin'a Farrel'a, ale bajka to zawsze bajka. Scenariusz był interesujący, cała fabuła i zwroty akcji. Nie będę Wam spoilerować, ale może możecie obejrzeć, zwłaszcza jeśli czekać na zimę (wiem, że dopiero co jesień nastała;)


Equalizer z Denzelem nie był przesadzony, muzyka była fajna, zdjęcia do przełknięcia. Jednym słowem - spoko. Bilet do kina zaliczam do wydatków udanych, mogę polecić i ewentualnie z nadzieją patrzeć w przyszłość na poczynania jednego z lepszych aktorów kina akcji ever.

Dzisiaj przygoda Warszawa, wracam w poniedziałek. Na pewno będę zdawać relację na bieżąco na instagramie, polubiłam to miejsce.

Trzymajcie się,
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

czwartek, 30 października 2014

the body shop mgiełka do twarzy z witaminą c

Cześć Dziewczyny,

W Częstochowie nie ma The Body Shop, ja kupuję ich kosmetyki za pośrednictwem, bo rzadko mam okazję wstąpić stacjonarnie. Kilka miesięcy temu zdecydowałam się na mgiełkę z witaminą C i dzisiaj powiem Wam kilka słów o tym produkcie, może komuś się przydadzą moje uwagi. Zapłaciłam za nią 35 zł, nie wiem ile kosztuje w tej chwili.. pewnie tyle samo?


Zacznę od tego, że używałam wcześniej mgiełki z witaminą E i to na podstawie doświadczeń z tamtym produktem zdecydowałam się na ten. Cały opis pomarańczowej linii mnie zachęcił - miało być świeżo, bez oznak zmęczenia i pobudzająco.
Opakowania obu mgiełek są takie same, więc wiedziałam, że będę zadowolona z mgiełki jaką roztacza atomizer. Czy atomizer roztacza? Słomka, udziel mi wskazówek jak to będzie po polsku. Może atomizer rozpyla. O. Atomizer rozpyla i mimo, że produkt nie jest pod ciśnieniem to nie mam mokrych plam na ubraniu ani na twarzy. Mgiełka zrasza mi skórę osiadając delikatnie na meszku na twarzy albo na strefie pudru, jeśli przesadzę z utrwalaniem. Wszyscy mamy włosy w różnych miejscach, nie ma się co stresować tym faktem. Trzeba się pogodzić albo usuwać, ale też nie róbcie sobie krzywdy przy depilacji czy goleniu. Opakowanie lubię, dobrze mi się z nim współpracuje. Ma 100 ml, można zrobić recycling na hydrolat albo coś do włosów.

Zapach to troszkę inna sprawa. Teoretycznie jest świeży, cytrusowy i dodaje energii, ale nie zawsze mnie cieszył. Latem mnie przytykało, ale wiecie co.. latem przytykało mnie nawet jak wąchałam pomidora, który przez 10 minut nie był w lodówce. Taki urok lata, kupiłam sobie wiatrak. Poza tym najbardziej lubiłam się spsikiwać wodą termalną z lodówki. Wypróbowałam chyba wszystkie możliwe, lubię wody termalne i w ogóle lubię się psikać po twarzy. Jakkolwiek to brzmi. Wy też lubicie? Ja pływam zawsze z zanurzoną twarzą/głową, uspokaja mnie polewanie sobie twarzy. Zwilżanie. Nie relaksuje Was to? Ciekawi mnie temat masażu twarzy, chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat. Jestem tego warta.

Konsystencja wody w mgiełce jest dosyć oczywista, tutaj chyba nie ma wątpliwości?

Skład:
Aqua, Butylene Glycol, Polysorbate 20, Glycerin, Phenoxyethanol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Benzoate, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Sodium Citrate, Sodium Gluconate, Parfum, Disodium EDTA, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Linalool, Limonene, Citric Acid, Benzyl Benzoate, Myrciaria Dubia Fruit Extract, Hexyl Cinnamal

Stosowanie jest proste - wyciągnij rękę przed siebie, zamknij oczy i psiknij. Wyschnie samo, nie trzeba usuwać nadmiaru. Trudno jest zrobić nadmiar, próbowałam. Plusem jest mały rozmiar butelki i możliwość zabrania jej ze sobą (nie jest ciężka, pod warunkiem, że nie nosimy ze sobą wielu podobnych).

Zastosowanie to przede wszystkim odświeżenie, ale również nawilżenie - jak pisze producent na swojej stronie internetowej. Zaletą, na której ja skupiam swoją uwagę jest jednak przyjemne osadzanie się (bez zacieków) na makijażu. Niweluje pudrowość, fajnie wszystko scala i zmiękcza rysy twarzy. Byłam przyzwyczajona do różowej wersji i to raczej do niej wrócę (mgiełki for life), ale nie mówię nie.

Mówię tylko, że ogólne wrażenie mogłoby być mocniejsze. Nawilżenie w moim algorytmie pielęgnacyjnym czerpię z innych produktów, chociaż jeśli coś nie szkodzi to pomóc może. Zastanawiam się jak bardzo to mi pomaga. Nie jestem w stanie ocenić mgiełki do twarzy z witaminą C solo, bo nigdy nie używałam jej w oderwaniu od reszty kosmetyków. Na pewno odświeża i pobudza do działania np przed wysiłkiem fizycznym typu nawet mycie podłogi. Ja jestem bez formy i sprzątanie to dla mnie wysiłek. Może dla Ciebie nie. Podziel się spostrzeżeniem, śmiało.

Wydajność nie zwróciła mojej uwagi, więc chyba jest w normie.

Cena w stosunku do jakości jest zbyt wysoka, ale przecież są promocje i akcje za pół ceny. Głównie w UK, ale nie tylko, ale głównie tam. Na pewno nie jest to produkt luksusowy i nie jest to kosmetyk pierwszej potrzeby, ale jeśli szukacie czegoś przyjemnego i pachnącego to spróbujcie. Jeśli macie możliwość wejść (wejścia?) do TBS i się psiknąć (psiknięcia się?) to śmiało, nawet jeśli malowałyście wcześniej rzęsy. Nic Wam nie spłynie, obiecuję. Teraz czuję presję. Nie, nie obiecuję, ale psiknijcie się. Tylko zamknijcie oczy.

Nie kupię jej ponownie przez długi czas. Nie wykluczam, że wrócę do tego produktu (ale bez ciśnień i nie za 35 zł), ale najpierw na pewno sięgnę po różową wersję z witaminą E.

Nie wypowiadam się na temat właściwości rozjaśniających czy usuwających przebarwienia. Wydaje mi się, że nawet INCI na to nie wskazuje, chociaż oczywiście witamina C kojarzy się z tym nieco. Warto wspomnieć, że w linii znajduje się kilka innych produktów. Może to Was zainteresuje, ja niczego innego nie próbowałam. Muszę dotknąć stacjonarnie.

Dziękuję, że poświęciłaś swój cenny czas na przeczytanie mojej recenzji. Jeśli masz jakieś pytania - użyj sekcji komentarzy albo napisz do mnie maila na strilinga@gmail.com. Możesz również użyć społecznościowych platform, linki poniżej.

Pozdrawiam,
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

środa, 29 października 2014

akb makes accessories


Cześć Dziewczyny :)

Ostatnio świeci słońce, więc wszelkie drobinkowe i holograficzne lakiery odkurzyłam i poukładałam w szafie na półce "koniecznie użyj zanim się ściemni na zawsze". Dawno nie nosiłam czerni, chyba dlatego, że mi się znudziła po kilku latach noszenia non stop. Teraz nabrałam ochoty. Wybrałam holo z Palomy, już niedostępne, ale znajdziecie na rynku różne ciekawe odcienie czerni z drobinkami.

Ulubione akcesoria zmieniają się w zależności od nastroju, ale w październiku zdecydowanie był to pierścionek, który dostałam od Ani na sierpniowym spotkaniu blogerek 2013. Z Anią znamy się trochę i wiedziałam, że jest artystką, ale dopóki nie zobaczyłam na żywo to nie wiedziałam, że robi takie fajne rzeczy! W biżuterii tego typu podoba mi się, że jest miękka (filcowa podkładka), wygodna i przyjemna, ale jednocześnie bardzo efektowna. Zawsze zgarniam komplementy kiedy noszę ten pierścionek :)

Lubię go nosić do ciemnych kolorów na paznokciach. Nie tylko, ale to mój jedyny "czarny" pierścionek. Kolorowe szkiełka pięknie mienią się w słońcu, bardzo lubię na niego patrzeć. Poza tym biżuteria Ani ma charakter niszowy i jest wyjątkowa. Polecam jeśli szukacie czegoś niezwykłego na polskim rynku.

Zamówienia, pytania i pomysły na pewno możecie skonsultować, oto namiary na AKB (makes) accessories:

Pozdrawiam, udanej środy :)
Stri

sobota, 25 października 2014

moje włosy i skóra głowy są w coraz gorszym stanie haul

Cześć Dziewczyny,

Muszę kupić Squamax i salicylowe coś. Dla tych którzy nie wiedzą - mam łuszczycę. Nie ma się co oszukiwać. Ostatnio łuska pojawiła się niemalże na czole. Świetnie. Genialnie. Tzn była tam już wcześniej, ale teraz jest mały dramat. Trochę się stresuję, to fakt. Zrelaksuj się Stri - powiecie. Próbuję. Mam bilety do Warszawy, spotkam się z Dziewczynami i kupię sobie coś ładnego #sasasa. Dzisiaj jednak pokażę Wam co wpadło mi do koszyka ze stajni Klorane.

Szampon z mleczkiem owsa i mini odżywka gratis. Do wszystkich typów włosów, do częstego mycia dla całej rodziny. Dzięki zawartości mleczka z owsa (5%) szampon Klorane posiada doskonałe właściwości ochronne. Formuła szamponu oparta jest na bazie delikatnej emulsji zapewnia skuteczną pielęgnację. Nadaje włosom niezwykłą miękkość i lekkość oraz zwiększa ich objętość. Szampon może być stosowany codziennie, także w przypadku włosów delikatnych. Zalecany do stosowania przez całą rodzinę. Produkt hipoalergiczny. Będę delikatnie często myć głowę i łuska postanowi odejść. 400 ml kosztowało może 30 zł, a pewnie mniej niż 30. niestety nie pamiętam cen, nie będę ściemniać.


Gdyby szampon z owsa nie był wystarczająco interesujący - mam również szampon z chininą do włosów osłabionych i wypadających. Wzmacnia włosy, zapobiega ich wypadaniu. Właściwości wzmacniające chininy zostały spotęgowane dzięki zawartości kompleksu witamin z grupy B (B5, B6, B8), które pobudzają wzrost włosów i wzmacniają ich strukturę. Szampon Klorane posiada delikatne podłoże myjące. Ułatwia rozczesywanie i zwiększa objętość włosów. Jestem bardzo ciekawa, właściwie nigdy nie miałam okazji wypróbować nic tej marki. Jakoś tak wyszło, czas to zmienić.


Last but not least mam również mleczko/odżywkę bez spłukiwania z mleczkiem papirusowym. Opis produktu jest taki: przeznaczony do włosów suchych i niezdyscyplinowanych. Fluid bez spłukiwania na bazie mleczka z papirusa pozwala na wygładzenie włosów, uelastycznia przygotowuje do ułożenia fryzury i zmniejsza czas modelowania włosów. Dzięki formule idealnie dobranej dla włosów trudnych do wygładzenia, fluid bez spłukiwania wygładza włókno nie obciążając włosów i dając długotrwały efekt. Lekka konsystencja fluidu znakomicie sprzyja perfekcyjnemu modelowaniu, chroni przed agresywnym wpływem urządzeń do wygładzania włosów oraz przed wilgocią.

Brzmi tak, że nie mogłam się nie zdecydować. I ładnie pachnie.


Kupiłam jeszcze jedną rzecz, co prawda nie z Klorane, ale do włosów i tamta ma działanie bardziej natychmiastowe. Pokażę Wam i opowiem.
Tych rzeczy nie próbowałam jeszcze na tyle, żeby Wam opowiedzieć, ale daję Wam znać, że tym będę kąpać włosy w nadchodzących tygodniach mroźnych i groźnych. Nie wiem skąd dziwne skojarzenia. Westchnęłam. Następny chyba będzie koci update.. albo niedziela dla włosów. Niedziele dla włosów mi wybitnie się nie udają, więc może powinnam poćwiczyć ;)

Co u Was Dziewczyny? Chodzę w trampkach i mnie przewiało. Odkopałam czapkę, ale mam taką kurtkę, w której się nie zapinam, bo kupiłam za małą, żeby stylowo wyglądać. Lol. Udanego weekendu Wam życzę, jak wrócę do domu to sobie wykąpię stopy w soli cynamonowej Flosleku. Jestem tego warta. Zróbcie dla siebie coś miłego.

Buziaki,
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

środa, 22 października 2014

lakiery orly w moim życiu

Orly to było moje postanowienie na rok 2014. Chyba poradziłam sobie całkiem nieźle z jego realizacją, bo trochę buteleczek mi przybyło. Następna będzie Miss Conduct mam nadzieję.

Przejdźmy. Trwałości nie będę oceniać, bo używam Seche Vite. To wiecie i nigdy nie miałyście mi tego za złe. Tak samo jak tolerujecie moje swatche bez światła. Z jednej strony to nie jest wymówka, ale jest to wytłumaczenie. Zwłaszcza, że swatchy moc można zobaczyć w Google Images. Sama z tego korzystam zawsze i wszędzie.

Gama kolorów jest duża, na pewno znajdziemy dużo bazowych odcieni i te wyjątkowe niezwykłe. Dostępność jest trochę gorsza. Są dwie strony, które wysyłają z Polski. Można też kliknąć na ebay albo może allegro.. Ja kupuję stacjonarnie w TKMaxxie, bo mam go na swojej wsi. Dla mnie wygodnie, ale gdybym nie miała pod ręką Orly stacjonarnie to może byłoby mi trudniej podjąć decyzję, ponieważ - i tutaj płynnie przechodzimy do ceny - ceny w internetach są różne. Szczerze mówiąc, dopiero dojrzewam do takiego momentu wydawania dużej ilości kasy na coś, czego naprawdę chcę. Wiecie jak to jest. Mam ochotę na lakier z nowej kolekcji, ale kosztuje 60 zł, więc może kupię lepiej tanioszkę i wyjdzie taniej. Niby tak, ale dziesięć tanioszek później zastanawiam się "why would you do that?" i pytanie to pozostaje bez odpowiedzi.
Pędzelki są dłuższe niż krótsze i węższe niż szersze, ale jakoś dają radę. Kryją po dwóch warstwach (oprócz brokatu), nie ścierają się z SV, nie barwią (chociaż używam bazy), przede wszystkim cieszą.

[zdjęcie miniminimalnie rozjaśniłam i miniminimalnie wyostrzyłam]

To są wszystkie moje cukiereczki ze stajni Orly.

Górny rząd: Mint Mojito, Decoded, Viridian Vinyl.
Środkowy rząd: Siren, In the Navy, Sweet Peacock.
Dolny rząd: Close Your Eyes, Perfectly Plum, Ultraviolet.

Tendencje są przypadkowe, ale kupuję co jest, a później się nad tym zastanawiam. Zieleni jeszcze nie spróbowałam. Fakt o mnie. Mam szaloną ilość zielonych lakierów, a prawie zawsze podczas malowania paznokci sięgam po inny kolor. Kupuję zdrową żywność (taką z dłuższym terminem ważności), a później jej nie zjadam. Bez sensu.

Jeśli chodzi o swatche to sfotografowałam Siren jeszcze za czasów dobrego dziennego światła i możecie podziwiać moje szybkie focie poniżej:



Kolor najlepiej widać na tym zdjęciu. To nie jest czerwień, ani koral. Coś pomiędzy. Pełne krycie po dwóch warstwach, nie zauważyłam trudności w aplikacji. Pędzelek jest raczej dłuższy niż grubszy, ale spoko spoko.


[zdjęcia paznokci nie były obrabiane w ogóle ani trochę]

Decode to fajna szarość, która przypomina mi trochę klasyczne odcienie retro (mimo wszystko).


Nie mogę powiedzieć, że to mój ulubiony lakier z całej dziewiątki, ale jest naprawdę zajebisty. Sweet Peacock kupiłam nie tylko myśląc o Katy Perry i męskich narządach rozrodczych. Kolor jest wyjątkowy, bardzo go lubię.


Tutaj pewna Osoba ma na paznokciach  Perfectly Plum, ale nałożyłam filtr, bo nudziło mi się kiedyś. Wszystko jest do pomalowania ponownie ;)



Poniżej widzicie Słomkowy Miss Conduct, bardzo mi się podoba. Pragnę go kupić. Różowy szalony holoś. Love love. W rzeczywistości jest jaśniejszy. Jeśli chcecie zobaczyć któryś odcień, powiedzcie mi albo napiszcie.


W Tikeju znajdziecie też preparaty bazowe i nawierzchniowe, lakiery do frencha i takie tam różne.


Mam kilka paznokciowych zdjęć w zanadrzu (nie orlątek, ale zawsze), a dziś walnęłam sobie paznokcie jak Beyonce. Ostatnio nie wychodziło mi malowanie w ogóle, bo paznokcie dosłownie mi się skruszyły. Trudno jest utrzymać je w dobrej kondycji bez systematycznych zabiegów pielęgnacyjnych. Zwłaszcza, że skórki mam rozorane jak pole po wykopkach. Swojskie porównanie.

Udanej środy i dobrego czwartku.
Buziaki,
Stri


Ps. Nie ma mnie tu, bo świat nie kręci się wokół mojej potrzeby do pisania bloga. Starałam się go skierować na taki tor, ale wyszło beznadziejnie. Jak mogę to jestem, jak mnie nie ma to naprawdę nie mogę być.

sobota, 4 października 2014

muszę nosić okulary na stałe - na co zwrócić uwagę?

Dzisiaj troszkę inaczej. Zwykle nie piszę postów przeglądając wyszukiwania na prostych czynnościach, ale pomyślałam, że tym razem się skuszę. Dziś kliknęłam na statystyki i jedna z wyszukiwanych fraz brzmiała "muszę nosić okulary na stałe". Guess what? Ja też muszę!

Pamiętam jak dziś wizytę u okulisty, kiedy dostałam swoje pierwsze okulary. Miałam wtedy chyba 8 lat i moje pierwsze pytanie brzmiało Czy muszę je zakładać na dyskotekę w szkole? #truestory. Oczywiście jak tylko je założyłam i ZOBACZYŁAM jak wygląda świat ze skorygowaną wadą i przede wszystkim astygmatyzmem już nigdy nie chciałam ich zdjąć. Przez pewien czas nosiłam soczewki kontaktowe i nosiłabym je dalej gdyby nie ich wysoka cena i moje olewanie zasad higieny podczas ich noszenia. Mam taką tendencję do noszenia szkieł kontaktowych przez 18 godzin dziennie i to jest głupie jeśli się tak żyje przez wiele miesięcy i w ogóle nie używa się okularów. Do soczewek bardzo łatwo się przyzwyczaić - nagle widzimy wszystko i jest cudownie.

Wracając do tego jak dobrze wyglądać w okularach. Nie będę Wam tu prezentować makijażu dla okularnic, bo makijaż dla okularnicy nie różni się właściwie niczym szczególnym od jakiegokolwiek innego, zresztą nie wiem czy takie bardzo istotne jest to czy okulary powiększają czy zmniejszają Wam oczy. Przy wyszukanych makijażach pewnie tak, ale nie o tym chciałam.

Moim zdaniem kluczowe są czyste linie, dokładnie roztarty korektor czy cień na dolnej powiece, czysta kredka na linii wodnej jeśli ktoś preferuje taki make up (ja rzadko, choć sądząc po ilości moich kredek można przyjąć, że tylko ich używam na co dzień) i tusz do rzęs. Ważny też pewnie jest puder, którym utrwalamy korektor. Jasne, że bez okularów to też zawsze jest ważne, ale ja czasami łapię się na tym, że robię makijaż i on wygląda naprawdę dobrze dopiero po godzinie - dwóch, kiedy tłuszcz z mojej skóry zaczyna łączyć wszystkie warstwy w całość. Nie wiem, chyba robię coś źle, ale często mi się tak dzieje. Przy okularach nie ma zmiłuj, każdy podejrzanie zciasteczkowany korektor zawsze widać i zresztą nie tylko pod oczami, ale też na wewnętrznej stronie okularów albo na noskach.

Czyszczenie nosków, bardzo ważna sprawa. W ogóle czyszczenie, ale o tym za chwilkę.

Poza tym fajnie jest znaleźć naprawdę zajebiste oprawki. Nie muszą kosztować milionów monet. Doskonałym przykładem jest Firmoo, ale tutaj faktycznie trzeba się zaangażować w zakupy online i wyobrażam sobie, że ciężko może być dobrać oprawki jeśli się nigdy nie przymierzało żadnej pary. Ja na Firmoo kupiłam już z 15 par okularów. Niestety nie dla siebie, ale dla Przyjaciół i Rodziny owszem.

Na studiach miałam taką Dziewczynę. Niestety nie pamiętam jak miała na imię, ale miała świetne białe oprawki z takim eleganckim jakby kwiatowym czarnym wzorem i czarną kredką/eyelinerem robiła podobny wzór sobie na skroni. Ojej, jak to świetnie wyglądało! Zawsze patrzyłam się na te Jej wzory na twarzy i chyba przez to miałam problem z konwersatorium z hermeneutyki ups #wydałosię. W ogóle bym się nie przejmowała ludźmi i eksperymentowała, zwłaszcza jeśli znajdziecie jakieś tanie oprawki można je samemu ozdobić. To tylko pomysł, ale tyle jest utalentowanych plastycznie ludzi. Ja bym się sama nie porywała na handmade, zleciłabym to komuś bardziej pro :)

Kształt i wielkość. Ja zawsze wybieram oprawki najbardziej optymalne dla kształtu mojej obfitej twarzy, ale za każdym razem mam ochotę na takie pornohipsterskie duże czarne oprawki. Oh well maybe it's just me. Nie przejmujcie się, że nie są idealnie dopasowane do kształtu Waszej twarzy jeśli podobacie się sobie. Jasne, że muszą pasować na nosie i nie opierać się o policzki kiedy się uśmiechacie, ale poza tym - dajcie sobie zielone światło i spróbujcie czegoś, co naprawdę Wam się podoba.

Jeśli chodzi o czyszczenie to ja najbardziej lubię płyn do mycia szyb z opcją anty-para. Sprawdza się zawsze, do obsługi płynu potrzebujecie kawałka ręcznika papierowego i dłoni. Nie trzeba kupować specjalnych płynów za 20 zł ani ściereczek, które i tak się ubrudzą/zgubicie itd. Być może super-specjalne powłoki wymagają innej pielęgnacji, ale na pewno można zapytać u optyka albo napisać maila do obsługi klienta sklepu, w którym kupujecie okulary. Kiedyś próbowałam myć okulary mydłem, ale to było bez sensu. Noski trzeba czyścić dokładnie i dogłębnie. Powietrze do elektroniki pomaga, ale także koszulki bawełniane i płyn do dezynfekcji (zwłaszcza jeśli robią Wam się pryszcze na nosie, mnie na szczęście już bardzo dawno nie;). Zachowajcie zdrowy rozsądek, chowajcie okulary do futerału, ale nie na siłę tylko delikatnie i do dopasowanego. Koniecznie ;P

To taki zachęcający do eksperymentów post. Na pewno macie inne zdanie, podzielcie się! Kupujecie okulary tylko stacjonarnie czy również online? :)
Pozdrawiam, udanego weekendu
Buźka ahoj,
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

hello october | wkrótce na prostych czynnościach




*dlatego na zdjęciach wszędzie będą sierściuchy

Jeszcze świeci słońce, ale jest już chłodno. Mam ochotę śpiewać piosenki, ale już nie będę pić energy drink'ów. Odkryłam w swojej kolekcji potencjalny lakier do paznokci na październik, a matowy inglot z przedpoprzedniego posta fotografował się dziwnie. Może od niego powinnam zacząć, oh well.
Dni mijają intensywnie, komputer włączam na 3 godziny raz w tygodniu. Tak, takie życie teraz wiodę. Jest ciekawie. Nadal tęsknię za morzem, ale wyprowadzę się chyba do UK jeśli już gdziekolwiek. Warszawa jest za bardzo lajfstajlowa dla mnie, ja mam tendencje do popadania w hipsterskie klimaty i co będzie jak zacznę pić bubeltea i jeść hamburgery z marchwi? Seriali nie oglądam, książki czytam pokątnie. Co się dzieje? Niedługo może trochę się wyciszy, ale to będzie cisza przed burzą.

Buziaki, do zobaczenia! Myślę o Was codziennie, np nocą w centrach handlowych Polski.
Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...