niedziela, 30 listopada 2014

wibo nude love


Coś się ze mną stało i teraz bywam nude. Może to przychodzi z wiekiem?
Dwuwarstwowiec, matowy bez brokatu piasek Wibo. Wibo też ma IG, na którym różne lajfstajlowe zdjęcia :) Kolor określiłabym jako różowa cegła z programu telewizyjnego "Ucieczka na wieś".
Uciekałabym.
Fajny, fajny. Jest naprawdę spolegliwy jakościowo, nie ma niedociągnięć, szybko schnie, pędzelek był nawet równo przycięty. Cena mniej niż 10 zł. Dostępność: Rossmann. Numer lakieru 3.

Dzień dobry :)
Zmieniacie kolorystyczne przyzwyczajenia od czasu do czasu? Kiedykolwiek?

Buziaki,
Stri

sobota, 29 listopada 2014

list do świętego mikołaja | zimowa wishlista

Kochany Święty Mikołaju,

W tym roku byłam grzeczna i uprzejma. Zawsze pamiętałam, żeby mówić "proszę", "dziękuję" i "przepraszam". Starałam się być mniej leniwa i pracować nad swoimi wadami. Zrobiłam dwa dobre uczynki - mają na imię Achaja i Guenhwyvar. Drogi Mikołaju, chcę Ci powiedzieć, że w tym roku najlepszym prezentem byłoby zdrowie dla moich Bliskich, bo z tym u nas ostatnio różnie. Na początku roku Maleństwo będzie miało operację. Bardzo się o Nią boję, Achajka kiepsko zniosła narkozę. Tak, jestem wrażliwa na tym punkcie. Shiro czuje się dobrze, ale Jego problemy z układem moczowym cały czas są monitorowane (nasłuchuję czy ma dobre ciśnienie strumienia i ile sika), zmieniliśmy Mu z weterynarzem nieco dietę. Achajka nadal jest zestresowana, przydałoby Jej się trochę relaksu. Poza tym Muszka - suczka mojej Mamy z każdym dniem jest starsza. Oby mogła być z nami być jak najdłużej. Zastanawiam się też jak poradzimy sobie z wybuchami pod koniec grudnia. Może się znieczulimy.



Kilka rzeczy z mojej wishlisty ubraniowej zrealizowałam. Zgapiłam trzewiki od Jeża, bardzo są fajne, ale jednak obawiam się, że już nigdy nie kupię porządnego obuwia w moim przedziale cenowym. Byłam zmuszona wybrać sobie w tym sezonie nowe spodnie (kupiłam takie jak na zdjęciu tyle, że w szarym kolorze), są spoko, ale przydałyby się jeszcze jakieś drugie albo może sensowne legginsy? W luksusowym centrum handlowym w stolicy kupiłam trzy sweterki.. z haemu ;D Może jeszcze skarpetek nieco mi brak, ale muszę pomacać co jest. W TK Maxxie kupiłam kiedyś całkiem fajne z miękką gumką, są przyjemne.

Zamierzam nabyć torbę (Dziki Józef przychodzi mi do głowy), ale nie chcę przeznaczać na nią więcej niż 400 zł, a one chyba już kosztują więcej, więc to marzenie zostawiam na 2015, zresztą muszę pozdzierać moje etorebki, żebym miała jedną dużą, jedną małą i materiałowe worki na lato. Oczywiście moje eko-worki cały czas są w użyciu i nie zamienię je na żadne inne. Uwielbiam.

Pod choinkę w tym roku dostałam przedwcześnie ekspres to kawy i blender, co było najlepsze na świecie. Mogłabym coś napisać na ich temat, ale jeszcze trochę poużywam, bo przecież dopiero niedawno do mnie przyjechały. I są :D

Zachcianki kosmetyczne mam bardzo różne. Niektóre przemijają, inne pozostają. Czasami zastanawiam się czy coś chcę, bo chcę czy dlatego, że ktoś inny to chciał, a ja skopiowałam. Chociaż właściwie co za różnica, jest okazja do prezentów to przynajmniej się zastanowię czego potrzebuję i co mi się marzy.


PALETA Inglot 4 róże x 2 obawiam się, ale może zacznijmy od jednej :) Mam dwa róże z Inglota, trzymam je w palecie magnetycznej z lusterkiem, ale mam wrażenie, że lepiej by nam było razem z takiej bardziej pancernej obudowie. Ja nigdzie z nimi nie będę podróżować, więc mogą sobie spokojnie mieszkać. Hmn. Chyba tak, nic lepszego nie wymyślę.

 

PUDER HD #503, #504 i być może #505.

RÓŻE jeszcze nie wybrałam które..



MAC Mineralize Skinfinish LIGHTSCAPADE, zacznijmy wreszcie przygodę z MAC po kilku latach rozważań.

SMASHBOX Full Exposure Palette #love #niebędękupowaćodpowiednikówwinglocie



ESSIE Bahama Mama (50% off w Superfarmie mnie skusiło)


OPI DS Lapis


OPI DS Pewter

ORLY Miss Conduct


The Body Shop, Grzebień drewniany.


The Body Shop, Maska z olejkiem herbacianym, o której pisała Iwetto.


Zastanawiam się nad czymś w rodzaju Clarins Instant Light Lip Perfector w odcieniu  01. Lusterko pisała o odpowiedniku z Catrice i normalnie bym poszła i po prostu go kupiła, ale nad droższym kolegą po fachu zastanawiam się już ponad rok i może dobrze byłoby nie rezygnować z małego marzenia. Nie jest mi on niezbędny, ale cieszyłabym się gdybym mogła wypróbować. Z drugiej strony nie chcę żyć z gazetą w tle na białej toaletce Ikea, a ten produkt trochę mi się tak kojarzy. A zresztą, może wszystkiego* trzeba w życiu spróbować?

Miałam w planach peeling enzymatyczny Phenome, ale chwilowo skusiło mnie Pharmaceris swoją nowością z zielonej serii. Zrobię mały haul, bo wszystko co kupiłam od razu weszło w obieg. Jak coś mi się przypomni to dopiszę, ale rozważnie i bez przesady. Podoba mi się kilka lakierów we Flormarze, ale trzeba przejrzeć swatche i znaleźć kartę stałego klienta.

Udanego weekendu, wybieracie się na imprezę andrzejkową?
Ja dziś i jutro leżę w domu z maseczką i najlepiej owinięta folią do body-wrappingu. Chcę wrócić do zabiegów, kilka lat temu przyniosły bardzo fajne efekty zwłaszcza w sezonie grzewczym (jestem sucharkiem).

Buziaki ahoj, bawcie się bezpiecznie.
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

______________________________

* wszystkiego to nie, ale czasami warto przymierzyć inne rozwiązania i styl życia, żeby przekonać się, że nie jest nasz/trochę mógłby być nasz/odnajdujemy się/kto bogatemu zabroni

piątek, 28 listopada 2014

inglot matte 705


Jednego matowego INGLOTA pokazywałam Wam kilka tygodni temu i jak na moją blogową aktywność było to całkiem niedawno, ale czas nie czeka na nas, więc jakoś zleciało.


Dzisiaj kolejny mat, dwuwarstwowiec, kremowy, bordowy, ładny. O dziwo nie mam takiego odcienia w swoich zbiorach, a próbowałam nawet z lakierem nawierzchniowym i nie, jednak nie mam.

Cena 23 zł nie jest tragiczna, ale nie widzę siebie kupującej czegokolwiek do paznokci w Inglocie w najbliższym czasie. Wątpię, żebym miała taką siłę przebicia, żeby kogoś przekierować na inną wyspę, ale serdecznie odradzam zakupy na stoisku w CH M1 w Częstochowie.

To chyba tyle, do następnego!
(fajnie się tak bloguje znowu regularnie chociaż jestem z godziny na godzinę coraz bardziej chora)
buziaki ahojka,
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

listopad 2014

Dzisiaj jest piątek i będzie o miesiącu, który właśnie dobiega końca. Dzień dobry, zapraszam!


Listopad nie był najgorszy, chociaż u niektórych był kiepski (L., jak się trzymasz?). Ja początek miesiąca spędziłam w Warszawie u Jeża. Jeż ugościł mnie blokiem czekoladowym, było miło i trochę zakupowo, ale też trochę blogowo, bo spotkałyśmy się z Olgitą (sto lat dla Bloga i wszystkiego w ogóle naj, spotkamy się w 2015 :*). Było spoko, a blok był wyśmienity.

Na zdjęciu widzimy Kiko. Naród oczekiwał na otwarcie salonu już od jakiegoś czasu. Jeśli nie przywalili cen z kosmosu to się w coś zaopatrzę następnym razem jak będę.


Byłam w MAC, spotkałam MUA z youtube, była miła, ale ten sklep robi na mnie średnie wrażenie. Może ja trafiam na złą porę, a może po prostu muszę coś tam w końcu kupić i wtedy będę wracać po produkty, a nie pałętać się bez celu. Mój plan zakupowy jest następujący: Mineralize Skinfinish LIGHTSCAPADE, a później zobaczymy.

Mam wrażenie, że listopad był miesiącem deserków. Zupełnie przypadkiem, jakoś tak się ułożyło.


Były płatki śniadaniowe Morning z Lidla w jogurtowo-czekoladowej polewie. Spoko.


Było też tiramisu z miodowym Danielsem. Najlepsze na świecie, polecam :)


Wróciłam na poważnie do opieki nad włosami i wzmocniłam działania na skórze głowy. Efekty są czasami lepsze, czasami gorsze, ale coś tam się dzieje. W następnej niedzieli dla włosów zrobię wykaz produktów, mnie to pomogło przy wyborze kosmetyków, których teraz używam.
Na zdjęciu Seboradin, Joanna Rzepa i fluid wygładzający na bazie mleczka papirusa z Klorane. W tle jest malinowa płukanka Yves Rocher i jakieś lakiery. Wszystko dzieje się w mojej szufladzie włosowej.


Moje trzy wspaniałe Koty rosną zgodnie z planem. Dzisiaj Achajka spała ze mną pod kołdrą #małesukcesy!!!


Mała Żbiczyna uczy się kociego aportowania tzn przynosi mi rzeczy, żebym Jej rzucała, żeby przynosiła. Jest cudownie i tak słodko, że szok. Poza tym ma ćwiczenia fizyczne i zdrowo rośnie.


Jak tylko wracam z pracy mój mały Bomburek się przytula i zasypia pomrukując miziany za uszkiem. Kocham je tak bardzo najbardziej.


Sprzątałyśmy z Achajką kuchnię, spodobała Jej się szafka nad lodówką i gdybym mogła to oddałabym Jej tam miejsce, niestety nie mam gdzie trzymać talerzy, kubków i akcesoriów (i jedzenia), więc teraz Achaja sypia na lodówce po prostu.


Byłam w Inglocie i jestem już prawie zdecydowana na zakupy. Nastąpią wkrótce.
Na zdjęciu róże AMC.


Przyjechała Hexx, dostałam od Niej uroczy krem do rąk waniliowo-cynamonowy. Używam codziennie, ładnie pachnie i doraźnie nawilża. Szału nie ma, ale nie jest to wada na tym etapie mojego życia. Używam go w pracy, szybko się wchłania i delikatnie pachnie. Bomba! Dziękuję :*


Jak szaleć to szaleć. Była też pizza cheesy bites, która jest tak sycąca, że po dwóch kawałkach odpadłyśmy ;P 


Nazwa tego piwa od razu skojarzyła mi się z Grombelardem, więc pewnie jeszcze kiedyś się spotkamy. Dla zainteresowanych - Grimbergen to belgijskie piwo klasztorne. Blanche było wyborne. Mamy wanilię, cytrusy, kolendrę i bergamotkę. Jest to jasne piwo, lekkie i bardzo świeże. Polecane, zresztą nic dziwnego, do kuchni meksykańskiej i indyjskiej. Zdecydowanie będzie gasić pragnienie, na pewno je zamówię przy najbliższej okazji. Double takiemu laikowi jak ja przypomniał Guinessa, ale mamy tu suszone owoce, korzenne przyprawy i delikatną słodycz. Blonde ma aksamitną pianę, chyba najbardziej kremową z całej trójki. Jest lukrecja, miód i orientalne przyprawy. Jest ciekawie. Spróbujcie. Tacka 3 x 150 ml jest dostępna w niektórych miejscach. Można przetestować.


Często jadłam mój ukochany RYŻ


Przez cały miesiąc słuchałam rano Pezeta.


Powroty do domu są ciemne i zimne, ale daję radę :)

Końcówka miesiąca to częste posty na blogu, ale że tutaj jestem to już wiecie.
Rozważam aktualizacje życiowe co tydzień, ale sama nie wiem.. Może to fajny pomysł. Spróbuję?

Dzień dobry :)
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

czwartek, 27 listopada 2014

zdjęcia na bloga

..pomagają mi tworzyć Małe Osoby. szczególnie chętna do pomagania Mamie jest Achajka, która normalnie nie przytula się zbyt często, ale akurat jak wyciągam aparat i zaczynam robić zdjęcia to przychodzi, kładzie się na odkłaczonym tle i chce się miziać. Moja mała asystentka.

 photo achajka_zps6706bc5b.jpg

kilka lat temu, kiedy jeszcze nie miałam kota i nawet nie przypuszczałam, że kiedyś będę jakiegoś miała (a że trzy to nadal w to nie wierzę) oglądając behind the scenes robienia zdjęć na bloga koleżanek po fachu myślałam sobie "ale dlaczego ludzie, którzy mają koty nie robią zdjęć produktów razem z kotem , skoro i tak później pokazują, że koty się tak tam kręcą i przeszkadzają". dziś już wiem, że bez inspekcji nic się w domu nie ma prawa wydarzyć, a jak już kot jest więcej niż jeden to zawsze ktoś usłyszy i zaalarmuje resztę stada.

często robiłam zdjęcia produktów po uśpieniu Shiro jak jeszcze był sam, ale teraz nie ma takiej opcji, żeby odizolować koty od tła i buteleczek/opakowań. pamiętajmy, że mam jeden pokój i jedne drzwi oprócz wejściowych (te do łazienki i też rozważam zdjęcie ich, ale nie miałabym miejsca na lustro i wieszanie wacików).

 photo guen_zps6059a833.jpg

Robienie uroczych min i obwąchiwanie obiektywu oczywiście jest w cenie, zwłaszcza na Instagramie, ale przecież koty większość doby podobno przesypiają, więc nic dziwnego, że Guenhwyvar położyła się na moim "tle" i poszła spać.


 photo achajuniun_zpscaa9f94e.jpg

Najgorzej jak Maleństwo ucieka z lakierem do paznokci w zębach albo turla pomadkę i wpada Jej pod szafę. Oh well, życie.


Spokojnego wieczoru,
ja jeszcze 1,5h i do domuuuu do dzieci i wanny.
Buziaki,
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

zimowe zapachy | świąteczna spiżarnia yves rocher



Co roku Yves Rocher wypuszcza smakowite owocowe zapachy w kolekcjach świątecznych. W tym roku świąteczną spiżarnię wypełniły czerwone i czarne owoce, pomarańcza zanurzona w gorącej czekoladzie i gruszka w karmelu. Brzmi smakowicie? Dla fanów takich aromatów to dobra okazja, żeby wybrać się do salonu i zanurzyć nos w testerach albo może nie zanurzać tylko po prostu niuchnąć.


Z siedziby głównej YR dotarły do mnie dwie rzeczy*. Pierwszą był zapach do wnętrz czarne owoce, którego z jakiegoś powodu nie mogę odnaleźć na stronie sklepu internetowego. Tutaj link do całej serii. Kartonowe opakowanie sprawia, że produkt ten idealnie będzie nadawał się na prezent gwiazdkowy dla osoby lubiącej zapachy do wnętrz. Mam wrażenie, że nadawanie zapachu własnej przestrzeni zrobiło się bardzo glamour w ostatnim czasie. Mamy woski, mamy świece zapachowe z Ameryki i dyfuzory luksusowe mniej lub bardziej, a teraz YR wychodzi ze swoją propozycją. Słusznie, śmiało. U mnie takie rzeczy niekoniecznie się sprawdzają, bo mam zwierzęta w maleńkim mieszkanku i nie chcę im psikać do nosa. Ostatnio nawet perfum używam jakoś tak pokątnie, żeby im nie napsikać na trasie ich przechadzania się. Ogólnie jestem na tak, zapach jest ładny, nie za słodki, nie kwaśny. Nie trwa zbyt długo, ale psikałam go tylko w powietrzu, nie nanosiłam go na kanapę ani meble, bo mam tylko drewniane.


Drugim produktem, który dostałam od Yves Rocher były delicje w płynie. Kto mnie zna albo choć raz czytał recenzję dotyczącą świątecznych produktów z zeszłego sezonu, wie, że czekolady z tak wyraźnymi owocowymi dodatkami nie toleruję w żadnym wypadku i pod żadną postacią. Żel pod prysznic dostanie Mama, na pewno Jej się spodoba. Tylko dla fanów. Cena 11,90 za 200 ml.

Jestem ciekawa pudru do ciała z limitowanej serii, opakowanie wygląda uroczo. Kosztuje 36,90 zł.

Niuchnęłam również Gruszki z Karmelem, ale coś mi się wydaje, że pozostanę przy swoich sprawdzonych kombinacjach zapachowych ze stajni Yves Rocher :)

Poza tym Święta Bożego Narodzenia już za miesiąc. Przydałoby się zabrać za poszukiwanie prezentów, a jeśli zostawimy to na ostatnią chwilę zawsze można podejść do salonu stacjonarnego i zdać się na przemiłe Panie Konsultantki, które dzisiaj na przykład doradziły mi jaki wybrać prezent dla dwóch Katarzyn z okazji imienin. Wydawać by się mogło, że znam asortyment niemal tak dobrze jak te Panie, ale jednak miło być czasami obsłużonym i nie robić wszystkiego samemu. Dodatkowo Panie bardzo ładnie zapakowały produkty na prezent i miałam gotowy set. Na tym nie koniec dobroci, Pani zlitowała się nade mną (od dwóch lat nie mam karty stałego klienta i zakupy robię ot tak, bez bonusów) i zaktualizowała moją kartę, dostałam nowy egzemplarz i 5 pieczątek. Wrócę z pewnością, zawsze wracam ;))

A Wy, wybieracie się do świata Yves Rocher w grudniu?

Uściski,
Stri

środa, 26 listopada 2014

inglot haul

Kupiłam sobie (już dawno) kilka rzeczy w Inglocie, może macie ochotę obejrzeć?


Zielony korektor ma niwelować zaczerwienienie i ładnie układać się pod podkładem. Ma 10 ml, higieniczną tubkę i kosztował ok 20 zł. Chyba. Nie wiem po co ja kupuję te zielone korektory. Mam już jeden z Lovely, który jest bardzo średni, mam jeden od Jeża z Alverde, który jest bardzo gęsty i napigmentowany - lubię go, ale dostałam go w ogóle po tym jak kupiłam ten, ale tego nie napoczęłam, bo niczego nie zużyłam, ale teraz już coś tam poużywałam, więc go otworzę i zbadam co i jak.


Podoba mi się opakowanie pomadek Inglot. Jest eleganckie, śliskie i czarne. Numer mojego odcienia to 294.. powiedziałabym, że jest to jednak wiśnia, ale ciemna. Polecam bawić się z konturówką. Cena 23 zł.


Swatche za każdym razem wychodzą brązowo-podejrzane. Poczekam na słońcem które nie wiem kiedy.


Kremowa farbka do ust to tak naprawdę błyszczący i wcale nie aż tak bardzo kryjący #płynokrem. Odcień 58 zachęcił mnie fioletowymi tonami, które próbowałam wydobyć z niego już nie raz i nie dwa, bez skutku. Muszę się bardziej postarać i poświęcić mu troszkę więcej czasu. Może pierwsza warstwa kiedyś wyschnie i będzie można dołożyć drugą? Cena 32 zł.


Piątka, wypełnię ją tym co mam. Jedyne co mi się nie podoba to ogromny rozmiar i wcale nie sleekowy odbiór przedmiotu. Chciałam być Jeżem i mieć te większe palety. Kurde, sama nie wiem.. ale chyba chcę. Zastanowię się, najpierw i tak mam zamiar dokupić kilka rzeczy z kosmetycznej wyspy.

Jedno jest pewne, nie będę już więcej robić zakupów w CH M1 Częstochowa, Inglot musi najpierw wymienić co najmniej jednego farbowanego na blond pracownika. Phi. Tyle w temacie, mam już wstępną wishlistę, więc się z Wami podzielę, może mi doradzicie :)

Ahojka,
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

wtorek, 25 listopada 2014

phenome 24-hour moisturizing system | krem nawilżający po domu

Dzisiaj będzie wreszcie o Phenome, bo używałam tych kosmetyków przez ostatni rok (?) albo nawet dłużej i nigdy się nie wypowiedziałam, ale dzisiaj to zrobię. Przynajmniej o systemie nawadniającym w butelce. Srsly.


Był szał, właściwie trudno się dziwić, że był, bo opakowania takie matowe, a etykiety takie urozmaicone, ale jednak proste.. Firma kontrowersyjnie wybrała język angielski do opisu swoich polskich przecież produktów i wiele osób nie mogło się w tej sytuacji odnaleźć. Szczerze mówiąc ja też nie jestem zwolenniczką takich rozwiązań, chociaż przecież wszystko potrafię zrozumieć. Odwiedziłam niedawno ich salon w Złotych Tarasach i chyba już rozumiem jak firma chce być postrzegana. Zagraniczność przyciąga, nie mogę zaprzeczyć i gdybym ja miała firmę to pewnie też bym wszystko robiła międzynarodowo po angielsku, ale nie mów hop zanim nie powiesz hip.
Właśnie o tym jak bardzo Phenome nie powiedziało hip będzie dzisiaj na prostych czynnościach.

Zacznę od tego, że zestaw produktów dostałam w prezencie od Przyjaciółki. Nie będę
Was trzymać w niepewności i powiem od razu, że ten krem nawilżający działa, ale ma niedociągnięcia, które sprowadziły mnie szybko na ziemię i już wiem, że nie jest tak fenomenalnie. See what I did there? Zaczęłam używać go jak było jeszcze ciepło, ale nie pamiętam czy to była wiosna czy jesień. W każdym razie krem spłynął z twarzy, więc odłożyłam go grzecznie do szafki i spoglądałam na kartonik podekscytowana. Krem kupujemy w kartoniku, na którym są różne ciekawe informacje, np skład.

Skład Phenome 24-hour Moisturizing System: Aloe Barbadensis Leaf Water, Rosa Centifolia Flower Water, Dicaprylyl Carbonate, Glycerin, Zea Mays (Corn) Starch, Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Glyceryl Stearate, Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil / Macadamia Integrifolia Seed Oil, Squalane, Trihydroxystearin, Steralkonium Hectorite, Sodium Stearoyl Lactylate, Cetyl Alcohol, Vegetable Oil, Aqua, Dehydroacetic Acid, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Tocopherols, Tocopheryl Acetate, Glycine Soja (Soybean) Sterols, Parfum, Xanthan Gum, Propylene Carbonate, Passiflora Incarnata Extract, Rosa Gallica Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Lycium Barbarum Fruit Extract, Sodium Carboxymethyl Betaglucan, Sodium Lactate, Iris Florentina Root Extract, Panax Ginseng Root Extract, Vitis Vinifera (Grape) Leaf Extract, Castanea Sativa (Chestnut Tree) Seed Extract, Avena Sativa (Oats) Kernel Extract, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Benzyl Alcohol, Carnosine, Lactic Acid, Rosa Damascena Oil, Sodium Phytate, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool

Dla tych, którzy tak jak ja mało rozumieją z INCI, na stronie producenta jest też rozpiska:
wody roślinne: aloesowa, różana - dostarczają skórze niezbędnych witamin i minerałów
sok aloesowy - nawilża i chroni skórę
ekstrakt z passiflory - regeneruje, koi, łagodzi, działa przeciwutleniająco
wyciąg z nagietka - działa nawilżająco, odbudowująco
fitoskwalan - natłuszcza, zmiękcza, odżywia, odbudowuje, poprawia elastyczność skóry, tworzy na jej powierzchni film ochronny
olejek z róży damasceńskiej - odświeża, nawilża, zmiękcza, regeneruje, poprawia napięcie skóry
oleje: ze słodkich migdałów, makadamia, jojoba - nawilżają, odżywiają, zmiękczają, wygładzają naskórek, tworzą film ochronny
kwas hialuronowy - optymalnie nawilża, wiąże wodę w naskórku
ekstrakt z róży - działa nawilżająco, przeciwutleniająco i przeciwstarzeniowo
ekstrakt z owoców goji - dodaje skórze witalności i energii, działa przeciwutleniająco

Jest instrukcja z rodzaju tych "rozprowadzić na skórze twarzy i szyi", no ale cóż więcej tam można napisać? Można, przynajmniej tak uważają marketingowcy, bo opis kremu jest następujący: Aksamitny krem do codziennej pielęgnacji cery normalnej i wrażliwej, opracowany na bazie ekologicznych wód roślinnych, organicznych olejów oraz naturalnych ekstraktów. Stanowi doskonały system nawadniający, dopasowujący się do indywidualnych potrzeb skóry - stopniowo uwalnia substancje nawilżające, pomagając zachować optymalny poziom wilgotności przez 24 godziny oraz chroniąc naskórek przed utratą wody. Jako źródło czynników odżywczych, łagodzących i przeciwutleniających poprawia kondycję i wygląd skóry, zabezpiecza ją przed procesem starzenia się. Drobne linie i nierówności zostają wygładzone, skóra zachwyca elastycznością, sprężystością oraz promiennym wyglądem.

Naprawdę? Czy naprawdę? Okay, zacznijmy od tego nieszczęsnego opakowania. Owszem, jest matowe, apteczne i atrakcyjne. Przyciąga uwagę, ma pompkę. Pompka niestety wypluwa produkt w niezbyt kontrolowany (lny?) sposób. Raz dozuje go małą ilość, drugi raz dużą. Krem ma śmietankową konsystencję, jest dramatycznie mało wydajny i u mnie sprawdził się właściwie tylko na noc albo "po domu". Jeszcze chwilę o opakowaniu. Sytuacja z pompką byłaby jeszcze do przejścia gdyby nie to, że pod koniec opakowania pompka nie zbierała produktu z dna. Dramat, musiałam wytrząsać buteleczkę, ale to nie było takie łatwe, więc w końcu się poddałam. Konsystencja jest trochę puszysta, ale jak się krem wsmaruje to otula i robi się nieco bardziej zwarta. Zdjęcia poglądowe znajdziecie w recenzji Hexx, polecam zajrzeć jeśli jesteście zainteresowani ofertą Phenome, bo Ona wypróbowała produktów moc i ma przekrój. Nie jest gęsto, ale jest przyjemnie zwarcie. Dlatego włączyłam go do mojej wieczornej pielęgnacji, w której sprawdził się całkiem miło, ale raczej krótko. To uderza po kieszeni najbardziej. Rzadko spotykam się z takimi wymuszającymi częste kupowanie kremami. Ja naprawdę nie smarowałam się nim nadmiernie. Mam atopowe zmiany na skórze twarzy, ale przede wszystkim mam mieszaną cerę i strefa T domaga się cienkich warstw i raczej lekkich konsystencji. Zresztą, płytko unaczynione obszary też nie lubią być zaklajstrowane.

Podsumowując, u mnie ten krem absolutnie nie sprawdził się w "ciepłe" miesiące, ale doprecyzujmy, że ciepłe to była wiosna albo jesień. Nie pamiętam dokładnie, ale pilnowałam, żeby nie wrócić do niego za późno, więc co jakiś czas sprawdzałam czy to już czy jeszcze trochę będę czekać. Chłodne miesiące rządzą się swoimi prawami i na pewno nie ryzykowałabym wyjścia na mróz z takim produktem na twarzy. Jest za lekki i za bardzo nawilżający. Co nam pozostaje? Może można go nałożyć pod makijaż, żeby wygładzić skórę i dać lepsze szanse kosmetykom kolorowym? Niestety nie. Wszystko spływa. Jest dramat, nawet używając metody krem - puder - podkład, którą ostatnio przypomniała Iwetto i ja też troszkę do niej wróciłam, ale to teraz, ale wtedy też stosowałam. Wygładzenie udało mi się uzyskać jedynie przy stosowaniu na noc, wtedy rano skóra była miękka i nawilżona, ale nos mi się przetłuszczał co nie było optymalne. Produkt porównywałam do Biotherm Aquasource, bo z tego kremu byłam zadowolona chyba najbardziej i gdyby nie cena (taka sama, a nawet niższa niż Phenome) kupiłabym go, żeby go mieć w zanadrzu. Phenome podziękuję za systemy nawadniające, następnym razem opowiem Wam o peelingu enzymatycznym.

Buziaki,
Stri

instagram | twitter | bloglovin'

poniedziałek, 24 listopada 2014

opi in my back pocket | ulubieniec jesieni 2014

Cześć Dziewczyny,
dzisiaj smakołyk z OPI, który wpadł mi w ręce przypadkiem, a okazał się strzałem w dziesiątkę i nosiłam go bez przerwy przez mniej więcej miesiąc. Zwłaszcza w październiku, zwłaszcza w sezonie dyniowym.


Lakier ma dwa oblicza - w świetle dziennym bardziej przypomina kolor na pierwszym zdjęciu, w świetle sztucznym robi się nieco wyblakły, ale nadal jest pomarańczowy i nie wpada w brąz ani czerwień ani żółć.

Mnie podobał się bardziej w wydaniu żywym i szalonym, a wieczorami szukałam w nim wspomnienia dnia i nie znajdowałam, więc szłam spać z nadzieją, że zobaczmy się rano. Kolor jest uzależniający, przejrzyjcie grafikę Google.


Do pełnego krycia potrzeba dwóch warstw. O tym jak dawno temu chciałam Wam go pokazać niech świadczą dynie w prawym dolnym kwadracie. Ech, ten niedoczas.. Wróćmy jednak do tematu posta, bo sprawa jest poważna. Zakochałam się w tym odcieniu. Wydaje mi się, że będzie pasował każdemu, ale co ja tam wiem. Nakładając emalię na paznokcie nie napotkałam żadnych problemów. Kremowa konsystencja, dwie warstwy i SV do pełni szczęścia, kilka dni pięknych paznokci. Cudo. Naprawdę jestem pod wrażeniem, a na pierwszy rzut oka ten odcień wcale mnie nie zachwycił, a na pewno nie pomyślałam o nim "wow, to będzie lakier sezonu".

Polecam! Lubicie pomarańczowe paznokcie?
Buziaki ahoj,
Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...