poniedziałek, 12 stycznia 2015

zużywanie i minimalizm

Potrzeba narodziła się niby już jakiś czas temu, ale była nieco sztucznie wymuszona w mojej głowie. Teraz moje zaangażowanie w temat wzrosło i siłą rzeczy przekłada się na działanie. Najtrudniej chyba przyszło mi pozbycie się poważnej ilości kosmetyków. Przyjdzie mi. Przyszło mi (dopiero) zaakceptowanie tego, że chcę to zrobić i jeśli to zrobię to będzie lepiej zamiast gorzej. Zaczęłam nawet dobrze. Jeż pomógł mi zrobić pierwszy krok, później pomogły mi koleżanki z pracy, które przejęły część "wyrzutków". Mam opory przed sprzedawaniem moich rzeczy, a jeśli już uczestniczę w transakcji - przyjmuję tylko symboliczne kwoty. Wszystkie swoje rzeczy (ubrania, sprzęty, rozmaitości) rozdaję - Rodzinie, Znajomym, Potrzebującym. Tak już mam i to wcale nie jest jakiś powód do dumy. Podziwiam rezolutne dziewczęta handlujące na serwisach aukcyjnych.
Wracając do tematu posta - minimalizm to jeszcze nie jest. Może bardziej minimalizacja. Zużywanie pokazało dobre efekty na przykładzie płynu micelarnego, którego miałam litry, a teraz mam jedynie 200 ml w postaci Biodermy Sensibio. Można powiedzieć, że dobrze kończę. Zastanawiam się co dalej i nie ukrywam, że będę kierować się ceną, która nierozerwalnie wiąże się ze skutecznością przekładającą się na wydajność. Przemyślę sprawę. W ogóle zacznę myśleć. O pieniądzach też.

Nie sądzę, żebym sprawdziła się w ascetycznym stylu życia, chociaż jest mi on emocjonalnie bliski (tylko ja się nie nadaję), ale na pewno można myśleć globalnie działając lokalnie. Zastanawiam się jak to było u Was? W którym momencie przestawiło Wam się w głowie i zaczęłyście wybierać inaczej?

marzec trzy lata temu

Ten rok zaczął się bardzo boleśnie dla wielu Osób, z którymi mam na co dzień kontakt. Wiem, że są rzeczy bardzo ważne i te zupełnie błahe. Ilość posiadanych przedmiotów i zużywanie nagromadzonych kosmetyków zaliczają się do tych zupełnie nieistotnych, ale każdy ma swoją historię i swoje momenty, w których robi to albo co innego. Pomyślałam, że jeśli wokół mnie jest tyle łez i smutku to będę żyć lepiej, bo wstyd byłoby nie docenić umiarkowanie spokojnego okresu w moim życiu. Do Osób, które nie mają kontroli nad tym co się dzieje, a dzieje się chujowo - rozumiem i przesyłam Wam trochę światła z głębi mojego serca.

Stri

21 komentarzy:

  1. W ogóle zacznę myśleć. O pieniądzach też.
    Piąteczka.

    Nie wiem, czy to minimalizm, czy co, ale od dzieciątka nie znosiłam nadmiaru bibelotów. Jedyne, czego wokół mnie mogło być dużo to książki - i nadal tak jest. Kosmetyków wiele nie mam, mam tylko te sprawdzone i ulubione - każdy zakup długo rozważam (nie zapominam o wiecznej niedofinansowości), ciuchów też niewiele, ale za to te, w których czuję się najlepiej. I tak to trwa.

    Ogólną piąteczkę przybijam Ci też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem chomikiem, od dziecka gromadziłam. Na studiach to się lekko wymknęło spod kontroli, ale później zaczęłam wywalać. Ile ja miałam rzeczy! Można byłoby zapewnić dwa domy i garaże i strychy i ogrody.

      Usuń
    2. W dzieciństwie miałam ciągoty do kolekcjonowania różnych durnostojek, a w późniejszym rozstawaniu się z nimi przeszkadzała mi myśl, że ten oto porcelanowy dalmatyńczyk zalewa się sławnie od środka łzami, że chcę jego żywot zakończyć w śmieciarce. Cos jak smutny autobus, tylko gorzej bo działało na dziecko.
      Z kosmetycznym minimalizmem u mnie ciężko, szczególnie jeżeli o twarz chodzi. Takie to kaprysne, że muszę być przygotowana na kilka różnych możliwosci. Lakierów też mam niemało, ale za to są wygodne w przeprowadzaniu: wystarczy złapać za uszy kartonu.
      Osobiście skupiam się teraz na ubraniach. Przeraziłam się porządkując dziś wieszak, ilu swetrów czy bluzek w ogóle nie noszę. Krok numer jeden: nie patrzeć w stronę t-shirtów z nadrukami.

      Usuń
    3. (zużyłam dzisiaj sypki puder. bądź dumna.)

      Usuń
    4. zaraz zużyję prasowany, poczekaj jeszcze chwilunię.

      Usuń
    5. ja t-shirtów z nadrukiem pozbyłam się niemal wszystkich, a w najbardziej wstydliwym momencie miałam ich prawie 60. JAK, w jaki sposób? Nie wiem.

      Usuń
  2. Na ten rok u mnie minimalizm pełną gębą. Wlasnie dzis wygłosiłam do mamy długi wywód na ten temat Oszczędzam ile się da i na czym się da. Z perspektywy czasu wiele rzeczy jakie posiadałam nie dawało mi szczęścia. Bo rzeczy materialne tego nie dadzą. Tylko czasem się łudziłam że kolejny lakier pomadka to jest mi potrzebne do czegos ? Tylko do czego ? Chwila ulotnej uciechy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie odcinam się od kupowania sobie ładnych rzeczy tylko stwierdzam, że najpierw muszę użyć tego co mam i jeśli przestanie mi to wystarczać to zainwestuję w coś, co jest warte wydanych pieniędzy.

      Usuń
    2. no właśnie a ile tych rzeczy kosmetycznych tak naprawdę jest warte tej kasy ? płacimy za marzenia

      Usuń
    3. bardzo mądrze powiedziane. nie uciekam od płacenia, ale z drugiej strony mimo braku talentu chciałabym spróbować zrobić coś sama.

      Usuń
  3. ja też mam opory przed sprzedawaniem swoich rzeczy. wolę oddać.

    u mnie w rodzinie koniec zeszłego roku i początek tego był bardzo smutny :/ skończył się dwoma dodatkowymi grobami i niepokojącym stwierdzeniem, że rak to straszne cholerstwo i mimo walki trudno z nim wygrać :((((( a w Polsce problemy z pakietem onkologicznym :(((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro, wiem co masz na myśli. Można na coś chorować i leczyć się i walczyć i nie poddawać, ale jak ktoś umiera i nic nie można zrobić to naprawdę nie wiadomo co robić i jeszcze do NFZ jak grochem o ścianę.

      Usuń
  4. Hmmmmm, trudne pytanie, ale to już Ci pisałam. W zasadzie od dziecka nie miałam natury chomika, choć niektóre rzeczy muszę po prostu mieć i już. Z czasem przekonałam się, że sentymenty zachowuję w głowie a nie np. zasuszonych kwiatach itp.
    Co do kupowania, to tutaj kłania się moje nastawienie względem pieniędzy. Różnie bywało, ale nie lubiłam i nie lubię lekką ręką przepuszczać kasy na głupoty. Kupuję raz, a porządnie, aczkolwiek przeszłam okres pozornej oszczędności, która wyszła dwa razy drożej więc.. Lubię mieć komfort w postaci zabezpieczenia i tego, że źródełko nie może wyschnąć. Dlatego najpierw obowiązki a potem przyjemności, czyli np. rachunki muszą być opłacone (żadnych tyłów) odłożona kwota na "czarną godzinę", a potem mogę szaleć. To się sprawdza, bez względu na miejsce oraz walutę. No i od zawsze mierzyłam siły na zamiary, karta kredytowa oscyluje zawsze w granicach rozsądku i spłacana jest w całości. Nie wyobrażam sobie, by nagle żyć ponad stan. I tutaj się kłania to, co kiedyś powiedziałaś - kupuję to, na co mnie stać a nie to, na co mam ochotę. Ważne, by zachować równowagę. Dlatego też lubię listy, planowanie i określanie. Budżet musi być :)
    Znam wartość pieniądza i wiem, że manna z nieba nie płynie sama :D

    Minimalizm? nie wiem, czy w ogóle kiedyś o takowym myślałam i to nie ja, za to stawiam na zdrowy rozsądek i racjonalną ocenę. Najlepszym momentem stała się przeprowadzka.
    Nie potrafię sobie odmówić perfum :D to moja największa słabość. Dobra pielęgnacja także. Reszta może poczekać, bo:
    a) nie potrzebuję n-tej pomadki/błyszczyka/kredki/cienia/lakieru w tym samym kolorze
    b) stawiam na jakość, mniej a lepiej zwłaszcza jakościowo
    Nad pewnymi sprawami jeszcze pracuję, ale przez ostatni rok ugruntowałam swoje potrzeby kolorystyczne i patrząc na to czego używam i zużywam, jest dobrze :)
    Sprzedaż. Zależy co i jak. Nie traktuję tego jako formy "zwrotu", od czasu do czasu korzystam z takiej formy. Jednak to 1%, reszta idzie do ludzi tak po prostu. Nie mam problemu z jednym i drugim.

    Liczy się człowiek, nie stan posiadania. Tak, wybieram stan umysłu :)
    I nie wybielam się, mam ciągoty do bycia snobem. W mało szkodliwy sposób :D Tak myślę.

    Po głowie tłucze mi się jeszcze jedna myśl "obracam w palcach złoty pieniądz" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie płynie, chociaż może stety, bo zarabianie na siebie jest jednak najlepszym sposobem na życie jaki do tej pory wymyślono. Zdrowy rozsądek czasami zachodzi mi mgłą albo może decyduję go zepchnąć na dalszy plan, ale już koniec z takim postępowaniem, bo PRZEPROWADZKA albo MOBILNOŚĆ to słowa-klucze i nie można tak dalej żyć. Zwłaszcza jak się ma minimalną przestrzeń i niezbyt intuicyjne umeblowanie.

      Stan umysłu w ogóle nie jest dyskusyjny, chociaż widzę, że łatwiej mi było w pewnym momencie oglądać durne filmiki na youtube z kosmetycznymi i życiowymi poczynaniami amerykańskich nastolatek niż poczytać coś sensownego albo nawet obejrzeć TEDa. Tzn też oglądałam, ale wiesz no po prostu tak się stało. To osobna historia, ale generalnie chodzi o to, że muszę się pilnować, żeby nie zabłądzić jak już obrałam kierunek.

      Usuń
  5. "ceną, która nierozerwalnie wiąże się ze skutecznością " - czy ja wiem? Z mojej perspektywy cena to jedno a skuteczność danego produktu to inna sprawa - nie zawsze idą w parze. Ale popieram ideę świadomego nabywania i pozbywania się. Sama od dłuższego czasu ją stosuję i jestem z tego powodu o wiele zdrowsza psychicznie - brak zalegającego... wszystkiego działa niesamowicie oczyszczająco i wyzwalająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi o to, że kupię coś, co będzie skuteczne. Chyba mi język polski podupadł jeszcze bardziej. Westchnęłam.
      Zdrowie psychiczne to jest pomysł.

      Usuń
  6. Czytam Twój wpis dzisiaj po raz drugi, bo wczoraj miałam na to mało czasu, by przemyśleć i jakoś sensownie skomentować;)
    Ale tak jak pewnie u mnie zauważyłaś ten "minimalizm" nie "ascetyzm" dojrzewał we mnie od roku, może nawet trochę dłużej. Cząstka po cząstce odkrywam więcej siebie o dziwo pozbywając się właśnie rzeczy;) Wcześniej miałam z tym większy problem, teraz idzie mi już łatwiej, nie przywiązuje się emocjonalnie do przedmiotu bo to nie ma sensu. Warto pielęgnować wspomnienia i pozytywne emocje z nimi związane;) A jak Ci źle coś wyrzucić zrób zdjęcie - mi to pomogło.

    Nie mam też problemu ze sprzedawaniem, tzn. sprzedaję o ile to jeszcze możliwe rzeczy cenniejsze: np. kosmetyk który kosztował ok. 200 zł chociaż za 1/3 ceny jeżeli termin ważności jest wystarczająco długi by ucieszył nabywcę;) Są też różne portale na których można oddać za darmo - też tak robię, na terenie swojego miasta lub z wysyłką - której koszta pokrywa nabywający. Jest nam wtedy łatwiej - bo wiemy, że ktoś jeszcze z danej rzeczy skorzysta. Jestem trochę przeciwko oddawaniu rodzinie, znajomym bo to takie trochę spychanie problemu na bok. Później tamta osoba może mieć problem pozbycia się tej rzeczy, którą otrzymała. No chyba, że jej potrzebuje, tak było w przypadku lokówki, która u mnie leżała i zbierała kurze - jest teraz w rękach osoby, która korzysta z niej codziennie.

    Jej, rozpisałam się już, a mogłabym pisać dalej i dalej....

    Wspomnę jeszcze o tym wydawaniu pieniędzy, ja każdą zarobioną sumę dzielę na części (sama musisz zdecydować w jakich proporcjach spisze się u ciebie najlepiej). U mnie to 10% na oszczędności (by uzbierać 2 tys. na "czarną godzinę" - jako pierwszy próg oszczędzania, później zajmę się większymi celami), później 50% na jedzenie dla mnie, małżonka, zwierzaka:) i chemię gospodarczą w tym nie liczę kosmetyków dla siebie:P i zostaje 40% z którego w pierwszej kolejności biorę na rachunki, a to co pozostaje na przyjemności. Zagmatwałam trochę, ale takie sposoby u mnie sprawdzają się najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, fajnie mi się obserwowało jak to było u Ciebie. Z oszczędzaniem/planowaniem budżetu to jest dobry pomysł, żeby dzielić na sektory i fundusze inwestycyjne i oszczędnościowe :)

      Ja nigdy nie doczekałam momentu, w którym "wystawiłam coś w internecie" czy to za darmo czy za pieniądze. Kiedyś próbowałam się pozbyć lodówki z piwnicy. Lodówka była sprawna, ale nikt jej nie chciał mimo ogłoszeń, nawet za darmo. W końcu zaczepiłam Pana Zbierającego Złom i nawet pomogłam wynieść ją i załadować na poręczny wózeczek. Miejsca nie zrobiło się specjalnie więcej, ale coś tam się zrobiło.

      Usuń
  7. mnie kopnelo, gdy mialam wiecej rzeczy niz miejsca na nie, a musialam jeszcze wsrod te rzeczy wcisnac trojke ludzi. i ich rzeczy. niby na krotko, ale logistycznie jednak problem. i jeszcze mialam wake up call, jak sie okazalo, ze piore non stop te same rzeczy, bo chodze non stop w tych samych rzeczach, bo reszta a to za duza, a to zle lezy, a to zapomnialam, ze mam, a to guzik odpadl, a to juz mi sie nie podoba, a to cos. rozdalam wiekszosc - tez bym chciala fortune na tym zbic, ale mi glupio, raz sprobowalam, wiec teraz rozdaje i serce mi rosnie - i tyle, lzej. z kosmetykami ogarnelam sie wczesniej juz, bo tez to zaczelo mnie przerastac i uzywam w kolo macieju tego samego, czasem szaleje z peelingiem do ciala. i jakis lakier raz na jakis czas. udziez teraz kupuje lokalnie (tzn, staram sie nie wychodzic poza europe) i powstrzymuje sie od domieszek poliestru. i wydaje kase na rzeczy do domu raczej, bo mam aktualnie chate do urzadzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wake up call miałam najbardziej jak w szafie nie było miejsca, a w szufladzie też nie było, a kosz prania był pełny i wszystko się suszyło. pomyślałam sobie wtedy what the fuck i zrobiłam przegląd. rzeczy do domu, które kupiłam na przestrzeni ostatnich 8 lat przydają się, ale mam przestrzeń przypadkową i przed remontem i nie jest łatwo, ale to może lepiej, bo mam czas na usunięcie.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...