piątek, 27 marca 2015

life update | o tym jak pozbywam się różnych rzeczy


Myślę nad napisaniem takiego posta z prawdziwego zdarzenia o przemianach w moim życiu. Tak dla samej siebie, żeby udokumentować jak to było. To chyba nie będzie ten post, ale kto wie. Wszystko zaczęło się dziać i na początku chyba nawet nie zauważyłam. Minimalizm się zrobił modny, ale ja jako jednostka zbyt leniwa na podążanie za modą jakoś puściłam go przodem, a sama swoim tempem musiałam do niektórych rzeczy dojść. Na początku wydawało mi się, że cały ten minimalizm jest z dupy wzięty i będzie trzeba jeść tofu albo nosić niewygodne buty bez skarpetek ze spódniczką bez rajstop. U mnie by to nie przeszło, bo raz, że grube ocierające się uda i bez rajstop ani rusz, a dwa, że ja właściwie nie lubię rajstop i spódniczek też chyba nie, chociaż gdybym trafiła na odpowiednią to może, może. Poza tym byłam przekonana, że trzeba biegać, bo bieganie to sport minimalistów. Nakłady finansowe mogą być minimalne, wystarczysz Ty i Twoje chęci i buty z Decathlonu za 80 zł. Mnie do zmian zmusił metraż mieszkania, w którym mieszkam.27,9 mkw to bardzo mało, a jak się ma miliardy niepotrzebnych rzeczy zbieranych latami to tak to wygląda. I ja wcale nie mówię o kosmetykach, bo kosmetyki zgromadziłam w ostatniej fazie zbieractwa. O rety! - zakrzyknąć można z drżeniem w głosie. Alrighty, a czego się pozbywałam i jak?

Pierwszy etap to były ubrania, chociaż tutaj to akurat jest jedno małe "ale". Mam ogromną walizkę fajnych ciuchów "jak schudnę" i mimo, iż ważę coraz więcej to nadal mam nadzieję, że będę ważyć mniej. Walizkę zostawiłam w spokoju, zajęłam się rzeczami, które chciałam wyrzucić/oddać na pewno. Wiedziałam, że chcę podarować książki osiedlowej bibliotece. Zaniosłam tam dwie torby z ikei książek i album Ziemia z lotu ptaka czy coś tam. Ta wystawa była kilka lat temu na plantach i tak się zakochałam wtedy w tych zdjęciach, że z jakiegoś powodu czułam potrzebę POSIADANIA (słowo-klucz) ogromnego albumu, który ważył kilka kilogramów, przez lata.. WTF?! Dygresja, wróćmy do ubrań.

Zrozumiałam, że nie mogę żyć z przypadkowymi ciuchami w kolorach z dupy wziętych nawet jeśli są to ubrania "po domu". Tutaj może warto byłoby wspomnieć o tym, że ubrań mam nadal za dużo, ale nie chciałam się pozbywać wszystkiego, a później zorientować się, że czegoś mi jednak brakuje. Podzieliłam to na 3 fazy. Najpierw pozbyłam się wszystkiego, co mi się nie podobało/leżałoby źle nawet gdybym zrzuciła 30 kg ;P Usunęłam też rzeczy, które nie pasowały kolorystycznie do mojego planu ubraniowego. To była druga faza. Miałam szary kwartał i przeznaczyłam około 300 zł na swetry, sweterki, spodnie, legginsy itd "jesienno/zimowe". Takie, w których chodziłam "od razu". Sweterki kupiłam w SH, legginsy w HM i będę kolejny raz reklamować, bo się przecierają w kroku po miesiącu/dwóch - spodnie, legginsy, jegginsy i dżinsy. Doładowałam więc szafę ciuchami, ale jednocześnie dużo posłałam w świat. Teraz jestem w fazie trzeciej-przejściowej, ale staram się usuwać jeszcze jakieś nieudane wybory sprzed lat, które były pomyślane jako "ubrania na plażę" (mieszkałam nad morzem, pamiętajmy). Jak chodziłam na siłownię to faktycznie potrzebowałam więcej ubrań, bo chodziłam codziennie. Tak było mi wygodnie, no po prostu tak wyszło. Teraz za krótkie koszulki sprzed pięciu lat za 13 zł już nie są mi potrzebne i nie zgadzam się na to, żeby mi zagracały szafę, zwłaszcza, że mam naprawdę małą szafę.

Jak ubrania to obuwie też. Straciłam bardzo dużo pieniędzy kupując tandetę nie ze skóry. Tu 80 zł za botki, tu 90 zł za półbuty, tu 100 za kozaki. Wszystko do wyrzucenia (oddania), bo pociła mi się stopa, bo miałam straszne odciski i w ogóle nie dało się. JAK ŻYĆ?! DLACZEGO dlaczego dlaczego? Nie wiem. No more. Nigdy więcej badziewia. Nie będę tutaj wymieniać co mam, bo mam więcej niż potrzebuję, ale tego, czego już na pewno nie potrzebuję to nie mam. Pozbyłam się, właśnie dziś ostatnich czterech par. Jedna z nich była niedopasowana (dostałam w spadku, komuś też nie odpowiadały), druga i trzecia były popsute po intensywnym biegowym lecie i jesieni w lasach. Czwarta to były kozaki, których nie mogłam odżałować. Kupiłam je 7 lat temu, nie chodziłam w nich od jakichś 4 albo 5 i naprawdę nie wiem. Nie wiem, nie umiem tego wytłumaczyć. Nie boję się mieć butów, ale już tylko dobrej jakości i takie, które są naprawdę "moje". Jak widzicie ta zasada się przewija we wszystkich dziedzinach i tak naprawdę nic odkrywczego, ale jak cudownie to wpływa na jakość życia. Nie potrafię zrozumieć dlaczego żyłam inaczej.
Nie sądzę, żeby chodziło o pieniądze. Można mieć jedną rzecz dobrej jakości, a nie dużo badziewia. Nawet jak się nie ma dużego funduszu to można. Zresztą, o funduszach to nie rozmawiajmy, bo każdy ma inny. Myślę, że można używać butów różnie. Ja przechodziłam kilka lat w jednej parze trampek i było mi z tym dobrze. Gdybym nosiła buty na zmianę z innymi to pewnie zamiast 3 lat dałyby radę 5. Kwestia wyboru i okoliczności.

Z książkami to było tak, że studiowałam filozofię, więc miałam ich setki i kupowałam po kilka tygodniowo, czasami kilkanaście. Miliony materiałów potrzebnych tak bardzo. Przy wyprowadzce z Krk połowę książek zostawiłam znajomym. Jak już się obroniłam w i pogodziłam z myślą, że na doktorat nie idę, wiedziałam, że chcę przeczytać/przejrzeć je jeszcze raz i zanieść do biblioteki. Te dwie torby z ikei miały pozycje zupełnie poważne, ale też badziew z biblioteczki Biedronki. Ja naprawdę czytałam różne rzeczy (fifty shades na przykład) i jestem w stanie czerpać garściami ze źródeł wszelakich, ale w momencie kiedy zacznę czytać książki z Biedronki niech któraś (Jeż, Słomka?) zrobi interwencję. Uważam, że ludzie mogą czytać co chcą. Ja nie chcę tego czytać. Myślę, że jeszcze około 30 książek przeczytam i zaniosę do biblioteki. Poszło mi całkiem nieźle, ale nie martwię się już o to, co będę czytać, bo mam swojego wymarzonego Kindle'a i wszystko będzie dobrze.

Trudno było mi zminimalizować moją papierniczą kolekcję, bo w gruncie rzeczy mam lat 6 i kolorowe mazaki. Mazaków się akurat pozbyłam, ale inne wstydliwe rzeczy zostały. Uporządkowałam, trochę ogarnęłam, mam za dużo notesów i zeszytów, ale to wiedzieliśmy wszyscy. Rozstałam się z 20% "kolekcji", dałam dziecku w rodzinie zeszyt z Małą Syrenką. Nie pytajcie skąd miałam zeszyt z Małą Syrenką, to trudny temat. Widzę tutaj pole do popisu. Poza tym sukces, bo ostatnio jak byłam w Tigerze to nic nie kupiłam. NIC nic nic.

Kwiecień ustalam miesiącem zużycia świec i olejków i wosków. Jeszcze jest chłodno, więc uda się. Tutaj nie mam problemu, chociaż 400 tealight'ów to trochę dużo. Mogę się tłumaczyć brakiem ikei w pobliżu. Nie, żeby mnie to kiedykolwiek powstrzymało yy.. Część świec mieszka w łóżku, pomiędzy kosmetykami, a piaskiem dla kota. Powiedzmy to w ten sposób. Docelowo w łóżku ma być jeszcze nie wiem co, ale żeby to tam było musi być pusto.

Pozbyłam się puzzli, bo nie miałam ich gdzie układać. Schowałam gry planszowe, bo nie mam żadnych fajnych, a nie mam też ludzi, żeby z nimi grać. Ich naprawdę było tylko kilka, ale myślę, że są na tyle fajne, że je zatrzymam.

Akcesoria. Szaliki i czapki kupuję jak szalona, bo jak się jest otyłym to tylko buty i akcesoria pasują :) Pozbyłam się 6 szalików/apaszek, których nie używałam od kilku lat. I większości etorebek. Część  była kiepskiej jakości, inne przestały mi się podobać. Zaczajam się na dzikiego józefa jesienią. Jeszcze nie skończyłam się pozbywać szalików, ale chcę im dać szansę wiosną i upewnić się, że na pewno ich nie chcę. Powoli się upewniam.

Kuchnia i łazienka to osobny temat, ale ujmijmy to tak, że z kuchni wyleciał stół, puszki, puszeczki, talerze, talerzyki, drewniane łyżki, dzbanki, cukierniczki, kubki "zimowe", filiżanki z zestawów różnych. Jest jeszcze pole do popisu, ale większość usunęłam. Zrobiło się więcej miejsca. Uff. Z łazienki to właściwie zniknęły tylko powtarzające się produkty (po co mi 4 szampony jednocześnie? czasami mam ochotę na jeden, innym razem na drugi i tak to się zaczyna;).

Rzeczy takie jak pościel i ręczniki w moim przypadku podzieliłam na 1) te których używam teraz (w tej grupie są takie, które kiedyś się potargają i przejdą do grupy 2) te, które przydadzą się bezdomnym zwierzętom albo można zrobić z nich ściereczki. Po pierwszym odgruzowaniu ogólnym dochodzę do wniosku, że będą jeszcze co najmniej dwa - jedno bieżące i jedno ostateczne na końcu. Ile będzie pomiędzy to zależy tylko ode mnie i od tego jak dobrze pójdzie mi pozbywanie się rzeczy. Podjęłam decyzję, że nie będę dalej żyć jak hordersi, bo to nie ma sensu. Wydawało mi się, że jestem w miarę sensowna, ale góry niepotrzebnych przedmiotów zachwiały moją wiarę w siebie, co jest zupełnie nie do pomyślenia.

Skłonność do głupiego "zaoszczędzania" i chomikowania wyssałam z mlekiem matki, a moja mama kilka lat temu się odgruzowała i teraz przyszedł czas na mnie. Na pewno można moje zbieractwo wytłumaczyć też kilkoma psychologicznymi teoriami. Przedmioty materialne są takie specyficzne. Zwłaszcza teraz, kiedy możemy mieć wszystko. Ja poczułam się, że żyję w ich świecie, a nie one w moim. Jako gatunek to chyba trochę tak żyjemy, ale w mieszkaniu to nie jest wykonalne. Oczywiście, że można mieć jakieś rzeczy nie w bieżącym obiegu, ale tylko pod warunkiem, że się ma miejsce. Ja nie mam. Chyba pisanie o całej tej sytuacji może tylko pomóc, więc napisałam. Czuję się zmotywowana do kolejnej szarży ;P

Jeśli masz chwilę, zostaw komentarz i napisz co myślisz.
Dziękuję,
Stri

33 komentarze:

  1. Sama mieszkałam kilka lat na takim metrażu (jeszcze z kotami i partnerem), więc wiem jak jest z pojemnością. Sądziłam że jest mała, a jak przyszła pora przeprowadzki to się okazało, że rzeczy jest mnóstwo. Dziwiłam się gdzie ja to wszystko upchałam.
    Jeszcze zanim stał się modny minimalizm, mnie fascynowała Anthea Turner, czyli Perfekcyjna Pani Domu. Tak naprawdę dzięki niej nauczyłam się, podstawowej zasady - nie kupować i nie gromadzić. Najlepiej robić sezonowe przeglądy. To niesamowite ile nieprzydanych rzeczy posiadamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anthea Turner jest świetna! Widziałam Jej programy lata temu, ale wszystko wyglądało tak prosto dzięki temu pewnie, że się nie zagracała! Sezonowe przeglądy są bardzo potrzebne. Tak, to jest nie do pomyślenia. Zwłaszcza, że wokół nas na pewno znajdziemy kogoś, komu się coś może przydać i może się tym cieszyć. Oczywiście są też takie rzeczy, których nie mogłam przewidzieć czy się przyda czy nie i zostawiałam, a to też było bez sensu. Nawet jak się ma więcej miejsca to to też nie ma sensu.

      Usuń
    2. Mam kilka miejsc w których zostawiłam takie rzeczy i wiesz co? Od tamtej pory ich nie używałam. Chyba najwyższa pora się pożegnać.

      Usuń
    3. ja też mam kilka takich miejsc z przeszłości i kilka nowo utworzonych i wiem, że niedługo się pożegnamy tylko z okazji świąt chwilowa przerwa odbiorców rzeczy nadających się

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. Kochana Stri , uwielbiam sposób w jaki piszesz, a jeszcze bardziej sposób w jaki nakłaniasz do przemyśleń. Mam 20 m2 więcej i nie mogę się pomieścić z wieloma rzeczami. Najwięcej składuje mój Małż.... a i dodaj do tego jeszcze prawie dwuletni remont... :P Okocieć można(choć kotów od roku nie ma - nad czym boleję). Tak więc u siebie czerwiec ogłaszam miesiące porządków ( wtedy wracam z pracy). Pozdrawiam Ciebie i głaski dla kiców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry. Dziękuję :) Remontu to sobie w ogóle nie wyobrażam z taką ilością rzeczy. Daj koniecznie znać jak Ci poszło! Pogłaszczę. Mam nadzieję, że jak wrócę do domu to Kiciunie będą bezpieczne, bo mamy inwazję mrówek (jak żyć) i tylko myślę o tym jak dużo ich zastanę po przyjściu do domu.

      Usuń
  4. Super, Stri, oby tak dalej! Rób miejsce, żebym się zdołała wcisnąć, jak przyjadę zrobić Ci interwencję ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. filozofia? ze ja tez Cie wczesniej nie wiedzialam o tej Twojej filozofii.... ja swoje studia na tym kierunku musialam przerwac, ale ciagle mysle by wrocic.... szkoda, ze wszystko wywalilas :(((

      Usuń
    2. jak tylko ogarnę te mrówki to zrobię listę i wyślę.

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy wpis! Moje mieszkanie ma identyczna wielkość :) Tez robie ostatnio porządki w życiu i coraz mi z tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się lżej i jaśniej. To naprawdę świetne przeżycie :)

      Usuń
  7. kiedy byłam młodsza, chciałam mieć wszystkiego więcej. teraz też już nie gromadzę :) to chyba z wiekiem przychodzi....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też chciałam mieć wszystkiego więcej i teraz myślę sobie "czym ja się kierowałam w swoich wyborach?"

      Usuń
  8. Brawo! Gratuluję i gorąco popieram takie odgruzowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! mam ochotę na więcej, ale nie chcę przesadzić w drugą stronę, a później kupować nowe na miejsce starego.. ale prawda jest taka, że w mieszkaniu mam meble, które są w ogóle bez sensu, nie pasują do siebie, nie dają mi wystarczająco miejsca do przechowywania inteligentnego i nie da się. więc się pozbywam :)

      Usuń
    2. Wiesz co, też się wcześniej bałam że najpierw się czegoś pozbędę a potem będę to sobie wyrzucać, ale jak dotąd nie zatęskniłam z niczym spośród tego, czego się pozbyłam, a wyleciała masa rzeczy :) Myślę, że jeśli czujesz, że czegoś Ci nie trzeba to na dobrą sprawę tak właśnie jest :)

      Usuń
    3. Tak tak tak. Po przerwie świątecznej kolejne usunięcia. Nie żal mi w ogóle!

      Usuń
  9. Podobno do przeżycia wystarcza nam 7m2 łącznie na wszystko, podobno... ale to na pewno jest już życie na krawędzi.

    Gratuluję, że podjęłaś te wszystkie kroki;) Minimalizm nie jest taki zły jak go malują heheh. Notesy i notesiki to i ja mam bo uwielbiam, ale już teraz walczę z tym, nie przynoszę nowych do domu, korzystam z tych co już mam i ulepszam je tak by bardziej mi służyły i np. cieszyły oko;)

    Co do ubrań pozbyłam się już wielu, teraz wystarczy jeden raz, że coś ubiorę uznam, że leży na mnie fatalnie - to albo ląduje w koszu, albo zostaje oddane dalej (bo nie zniszczone). Dziś odgruzowałam kolejną część garderoby - małżonka i jego setkę ubrań roboczych, serio jak piorę 2 razy w tyg. to nie potrzebuje 10 koszulek do grzebania w garażu czy piwnicy bo nie robi tego co dziennie.
    Świece i woski, została mi jedna resztka świecy i kilka wosków, ale wolę jednak kupować jedną dużą świece raz na jakiś czas, niż tysiące wosków... Od dwóch miesięcy walczę by nie kupić nowej świeczki zanim nie wypalę starych. Ale się udaje:)

    Co tu więcej mówić? Pamiętaj, że ja Cię wspieram w tych zmianach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minimalizm nie jest w ogóle "taki". Myślę, że każdy może mieć swój i w swoim tempie. Dzięki za wsparcie!! Z notesami i notesikami się pogodziłam, ale np pozbyłam się zeszytów z księżniczkami i bloków rysunkowych i technicznych. Niedługo pozbędę się jeszcze w kolejnej fali "pamiątek". Zostawię tylko kilka, małych.

      Świece ostatnio zużywam, ale po tym jak nie zdążyłam powstrzymać Achajki przed wsadzeniem łapuni do ognia (przyfajczyła się tylko sierść na szczęście, ale i tak patologia) muszę bardzo uważać.

      W zeszłym tygodniu wywiozłam do Mamy do piwnicy regał z dzieciństwa (w piwnicy się przyda na słoiki), na którym trzymałam książki. Staram się zminimalizować ilość mebli, bo im więcej mebli tym więcej miejsca na klamoty i mniej miejsca dla mnie. Zaniosłam też kolejną partię książek do biblioteki. Do książek w ogóle jestem bardzo przywiązana i gdybym mogła to kupowałabym je hurtowo, ale nie mogę tak żyć, bo wiem, że jak kupię jedną to już później nic mnie nie powstrzyma i będę musiała ten regał przywieźć z powrotem ;). E-booki to jest to, chociaż to nie to samo, ale nie każdy ma luksusowo miejsce. Może gdyby zrobić remont i lepiej zaplanować przestrzeń..

      Usuń
  10. Od wielu lat przeprowadzam u siebie takie zmiany. Książki też oddaję regularnie do biblioteki, te ze studiów zostawiłam po części u promotorki, w wydziałowej bibliotece i u znajomych z młodszych roczników. Właśnie kilka dni temu uzbierałam kolejną siatkę książek do wyniesienia, które czekają aż godziny otwarcia biblioteki choć trochę pokryją się z czasem wolnym po mojej pracy.

    Z kosmetykami już sobie dawno poradziłam, ale jeszcze długa drogą przede mną i moimi ciuchami. Przybijam piątkę w kwestii walizki z ciuchami na czas po schudnięciu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kosmetykami właśnie powoli się rozprawiam. Na pewno nie widzę sensu w pozbywaniu się "dobrych rzeczy", które można wykorzystać przez najbliższy np rok.. ale kolorówka wyleci i nie będę jej w ogóle żałować. Jak nie używam to po chusteczkę mi to jest potrzebne. Same kosmetyki zmniejszyły objętość, bo od mniej więcej roku nie kupuję już hurtowo, jedynie pojedyncze sztuki pielęgnacji raczej twarzy. Lakiery cały czas się minimalizują, więc jestem zadowolona, a koleżanki wokół też są zadowolone (czy ktoś może mi powiedzieć jak to się stało, że miałam 8 miętowych lakierów?)

      Usuń
  11. Ja mysle tyle, ze mysle podobnie. Ilez ja temu mysleniu poswiecilam czasu, bloga i emocji! Ile nerwow, przeprowadzek, pakowania, rozpakowywania, kartonow i rozdanego dobytku!

    Niby "emocje i wspomnienia, nie rzeczy", to ja rzeczy lubie i tak. Do tego stopnia, ze ostatnio plakalam, gdy tego samego dnia zbilam dwa krysztalowe kieliszki. Zniszczone buty bardzo przezywam, bo smutno mi sie rozstac z takimi, ktore przeciez byly tak niesamowicie wygodne, i w ktorych przechodzilam setki pieknych kilometrow. Ale skonczylam z chomikowaniem. Nie robie zapasow kosmetycznych, ograniczylam ilosc rozy do policzkow, kupuje juz tylko te ubrania ktore na mnie pasuja i w ktorych wygladam dobrze, ksiazki kindluje, a w papierze trzymam glownie albumy o sztuce i te egzemplarze, ktore w papierze po prostu lubie miec.

    Walizke z ciuchami na 10 kilo mniej trzymaj koniecznie. Tez mam pare pieknych egzemplarzy w mikroskopijnych rozmiarach, z ktorymi nie rozstane sie za zadne skarby swiata.

    Sciskam i czekam na rozwoj wydarzen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja płaczę jak butom dzieje się krzywda, zawsze. Też jest mi trudno się rozstać, też lubię rzeczy. Uwielbiam wręcz. Rodzice nauczyli mnie szanować to, co mam i niektórzy widzę, że nie rozumieją tego. Może mieli więcej jak ja miałam mniej? Rzeczy materialne są ważne, a najważniejsze są rzeczy podarowane przez bliskich. Te praktyczne, te tak bardzo potrzebne. Cała reszta jest przypadkowa i jak leży nieużywana to nie ma to sensu. Kosmetyki ograniczę jeszcze bardziej, róż do policzków to jest takie coś, co jak widzę to chcę mieć, a nie wolno. Trzeba zminimalizować, bo mam tylko dwa policzki i przeważnie nie maluję ich więcej niż dwoma produktami z danego rodzaju na raz (maksymalnie 2 bronzery na twarz i 2 róże i 1 rozświetlacz, więcej nie umiem zmieścić;)

      Trzymam trzymam, ale muszę ją przejrzeć może teraz w święta, a może na spokojnie później...

      Usuń
  12. Ale Ty fajnie piszesz :)
    Akcję odgruzowania przepowadzam cyklicznie co jakiś czas. Generalnie nie wiedziałam nawet, że jest na to jakaś moda - ja po prostu bardzo źle się czuję, jak mam za dużo rzeczy, i pojawia się we mnie chęć walki z tym. I teraz moznaby sobie wyobrazić, że mój dom jest minimalistyczny i uporządkowany - gdzie tam! Mam duży problem z ilością ksiązek (podobnie jak Ty, uwielbiam polską fantastykę:), z tym że książek nie chce się pozbywać, bo je uwielbiam za bardzo a Kindle to nie to samo. No, w zasadzie to mam plan przeczytać po kolei wszystko na nowo i zastanowić się, które mogę oddać. Ale dużo nie zniknie, obawiam się.

    A druga rzecz to kosmetyki. Mam nałóg kupowania produktów pielęgnacyjnych, czasem udaje mi się przez chwilę to powstrzymać, ale ostatnio znów miałam "napad"... który trwał jakieś 2 miesiące :P Niemniej, wszystkie te rzeczy sa dla mnie przydatne. Po prostu muszę je stopniowo zuzyć i zostać z 1-2 sztukami z każdej kategorii... a nie z "nastoma" jak teraz. Ech ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że Ci się podoba!

      Akcja odgruzowanie to powinien być punkt programu co kilka tygodni. Książki nie da się, po prostu się nie da u mnie mieć książek. Już od kilku lat nie kupuję dla siebie książek, bo nie miałabym ich gdzie trzymać. Zgadzam się z Tobą, że to nie jest to samo, ale naprawdę gorzej byłoby mi pakować to po raz nie wiem który i przeprowadzać się niż nie mieć w ogóle. Zresztą wiesz, książki są indywidualną kwestią. Mnie 3 lata zajęło zanim pogodziłam się z tym, że oddam książki bibliotece, a nie będę ich nie czytać w domu.

      Kosmetyki pielęgnacyjne to moja słabość, ale trzeba zużyć i ich nie będzie. Będą następne. Pojedyncze :)

      Usuń
  13. Lubię kiedy przychodzi piątek, bo wtedy po całym tygodniu rozrzucania skryptów i notatek po podłodze mogę je pozbierać, wyrzucić niepotrzebne i na czysto zacząć kolejny tydzień. Lubię się pozbywać i zawsze mi się robi trochę lżej w głowie, kiedy wynoszę torbę śmieci.
    Z pielęgnacją miałam o tyle trudną relację, że zawsze zostawiałam po trochę każdego produktu na dnie opakowania, żeby przypomnieć sobie jego właściwości podczas pisania na blogu. Pewnie wyobrażasz sobie jak wyglądały moje szuflady, biorąc pod uwagę fakt że w semetrze piszę rzadko. Odgruzowywanie się idzie mi bardzo powoli, ale jest mi lepiej ze świadomością, że robię cokolwiek. Najbardziej zależy mi teraz nie na wyrzucaniu tony śmieci (chociaż jestem właśnie w Białymstoku i robię poważny przegląd złomu), ale na ogólnej higienie życia. Jak mam pod kontrolą studia i znajdę od czasu do czasu chwilę na obejrzenie filmu/serialu (niech żyje hurtowe prasowanie), przeczytanie książki czy zrobienie wpisu na bloga. Mam wtedy wrażenie, że odzyskuję nad wszystkim kontrolę.
    W sumie nie wiem czy to co napisałam ma sens i czy napisałam wszystko, ale w telefonie mam tylko małe i zacinające się okienko odpowiedzi, bądźmy wyrozumiali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że damy radę. Pamiętasz gdzie byłam pierwszego stycznia? a teraz? bez porównania!

      Usuń
    2. Muszę przyjechać i sprawdzić żeby porównać! Wtedy widziałam na własne oczy to i teraz bym popatrzyła, co nie.

      Usuń
  14. Kibicuję Ci jak szalona, bo wszystko co czytam tu i na Ig ma sens i bardzo się z tym zgadzam.
    Ja uczciwie powiem, że choć nie popadłam w przesadę, mieszczę się wraz z mężem, to oczywiście moich rzeczy jest więcej, a czasem dużo. Trudno jest mi się pozbywać ubrań, nie mam wielu koleżanek, tym kilku coś wcisnęłam, noszą - lubią, więc ok.
    Sprzedałam w ostatnią niedziele na targu różności, całe naręcze szmat za 170zł. Problem mam z torebkami - bo część z nich to prezenty - nawet jeśli już mnie nie cieszą i mam ładniejsze, jakoś ociągam się z ich wyniesieniem...gdziekolwiek.
    Małymi krokami, coś tam upłynniam.
    A teraz zagadka:
    Po co mi 3 pianki do włosów ?!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem taka dumna z Twojej wyprzedaży na targu, że nie masz pojęcia! Czuję się prawie tak, jakbym sama tam poszła i coś sprzedała :) Moment 3 pianek do włosów przeszłam z lakierami do włosów, których nie używam, a których miałam trzy. Teraz mam jeden i niech sobie będzie, czasem używam.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...