wtorek, 18 sierpnia 2015

lily lolo prasowane róże do policzków | burst your bubble oraz in the pink

Dzień dobry, dzień dobry!

Zbyt rzadko piszę o różach (i kosmetykach kolorowych w ogóle), ale to dlatego, że zawsze obawiam się zdjęć nie oddających koloru produktu. Nie ogarniam ustawień aparatu. Próbowałam nauczyć się tego sama z YT, ale stwierdziłam, że nie muszę być fotografem, żeby przekazywać informacje. Tyle jest utalentowanych dziewcząt i chłopców wokół, że ja nie muszę. Mogę po prostu pisać, no i robić zdjęcia Instagramem (ku pamięci).

Dzisiaj opowiem Wam o dwóch różach Lily Lolo.. i nawet zdjęcia pokażę, chociaż obawiam się, że rozsądnie byłoby porównać je z tymi zdjęciami. Nie obrażę się, szukajcie śmiało!


Burst Your Bubble oraz In The Pink, prasowane róże do policzków Lily Lolo dostałam do spróbowania od Hexxany, bo wszyscy wiedzą, że mam obsesję na punkcie produktów do policzków (bronzery, róże i rozświetlacze w każdych ilościach mogłabym) Problem z tą dwójką był z tego co pamiętam co najmniej jeden, ale kluczowy. Zapach, zapach, zapach.


Kolorów jest siedem, te dwa niekoniecznie w rzeczywistości wyglądają tak, jak na zdjęciach na stronie producenta (albo dystrybutora). U Hexx znajdziecie lepsze zdjęcia, moje widzicie poniżej. Trzeba wziąć pod uwagę, że kolory wyglądają trochę inaczej na swatchach, a inaczej na skórze. Ja kolorami na policzkach jestem zachwycona, bardzo lubię takie niepokojące róże. Na stronie Costasy widnieją następujące opisy: In The Pink to klasyczny, lekko połyskujący, dość intensywny odcień w kolorze chłodnego różu, a Burst Your Bubble to uroczy, matowy odcień w kolorze cukierkowego różu. Nie wiem jakie ktoś jadł cukierki w dzieciństwie, ale ja jadłam inne. Cukierkowy róż to dla mnie albo landrynka czerwonawa albo chłodny jasny róż może? Czy cukierkowy musi oznaczać "w kolorze cukierków"?


Aksamitnie miękkie i łagodne dla cery, prasowane róże do policzków Lily Lolo za sprawą swojej świetnej pigmentacji doskonale sprawdzą się w lekkim, naturalnym makijażu, oraz gdy będziesz chciała mocniej podkreślić rumieńce. - zgadzam się, że są miękkie i na pewno nigdy nie miałam żadnych niespodzianek na skórze (kropki, wypryski, uczulenie, plamy z krwi;) Co istotne, w ich skład wchodzą wyciąg z mikołajka nadmorskiego i olejek arganowy mające właściwości przeciwstarzeniowe oraz nawilżający olejek jojoba.

[In The Pink]

Niezastąpione w podróży i w podręcznej kosmetyczce, prasowe róże Lily Lolo mają przepiękne opakowanie z lusterkiem i są również niezwykle łatwe w aplikacji. - właściwości przeciwstarzeniowe zawsze na propsie, ale nie będę przecież smarować sobie nimi całej twarzy. Okay, może wymyślam i jestem nieco złośliwa, ale nieee wiem. Jak już przy olejkach jesteśmy, wróćmy do kwestii zapachu. Zapach jest, da się go wyczuć. Jeśli ktoś nie lubi tego typu zapachów - ten produkt nie jest dla niego. Ja się pogodziłam i chyba po pewnym czasie mój nos się przyzwyczaił. Na skórze mi nie przeszkadzają, może dlatego, że przeważnie spryskuję twarz wodą winogronową zanim wyjdę z domu.

[Burst Your Bubble]

Są jedwabiste, da się je stopniować - to na plus. Skład też na plus, zresztą wyobrażam sobie, że to właśnie składy i polityka firmy przyciągają klientów do sklepu internetowego. Plus również za brak substancji zapachowych i talku. Zgadzam się również, że te róże są idealne do podręcznej kosmetyczki. Mają lusterko (na moich zdjęciach brudne, ale to są doniesienia z frontu, więc mówię jak jest;) na zdjęciach widzicie używane normalnie produkty. Zaczęłam je czyścić do zdjęć, ale potem pomyślałam sobie "chwilunia! przecież to nie tak wygląda rzeczywistość" i jest prosto z szufladki z różami bez ściemy.) i są małe i płaskie. Bardzo mi się to podoba. Dla zainteresowanych - jest odpowiedni dla wegan (i oto mi właśnie chodziło w kwestii składów itd).

 [trudno wyczuć czy tu cokolwiek widać]

Śpiąco mi, ale nie poddaję się! Udanego wieczoru. Dzisiaj już wtorek, do weekendu zostały 3 dni. Buziaki ahoj!
Stri
 

17 komentarzy:

  1. Coś widać, w opakowaniach wyglądają fajnie, lubię takie kolory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też, czuję się dobrze w takich odcieniach różu. mam jeszcze jeden z limitki art deco, oooch marzenie.

      Usuń
  2. Kolorki wydają się być odpowiednie dla mnie :) Zdecydowanie najczęściej sięgam po taką tonację.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham Ciebie za niezaginanie rzeczywistości. Kolory ładne, macałabym.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Ciebie za niezaginanie rzeczywistości. Kolory ładne, macałabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedługo będziemy Ty, (L. jeśli świat będzie sprzyjał), ja, Dary Losu i Dunkin' Donuts.

      Usuń
    2. HOHOHOOHOHOHO! Tak.

      (Na temat róży kompletnie nie mogę się wypowiedzieć, bo nie stosuję. Ale wyglądają ładnie.)

      Usuń
  5. ja jestem zrażona do prasowańców LL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdyby nie Hexx to bym ich nie miała okazji bliżej poznać

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. to wina moich delikatnych swatchów, ale najtrudniejszym momentem tego produktu jest jednak zapach.

      Usuń
  7. Hmm, nie miałam, nawet nie macałam...
    Ale kolory bardzo mi pasują, zgaszone i nie "czerwieniące" twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem o co chodzi, tak! mam jeszcze taki jeden zgaszony Inglot i zgaszone Art Deco i bardzo lubię.

      Usuń
  8. Na prasowany róż mineralny to bym się chętnie skusiła.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...