piątek, 31 lipca 2015

niszcz pryszcz #2 | iwostin purritin skuteczny żel punktowy

Trzy lata temu napisałam na temat tego produktu, że raczej nie jest skuteczny, bo niedoskonałości przechodzą mi same w tym samym tempie. Pewnie tak było, skoro to napisałam. Teraz jest inaczej.

Kupiłam go ponownie, bo chciałam coś taniego i punktowego. Mogłam poszukać w aptece olejku z drzewa herbacianego albo po prostu używać dalej Jadwigi, ale ten produkt różni się od J. znacząco.

Po pierwsze, nie brudzi pościeli, piżamy, kota, łóżka, mebli, telefonu, komputera i jego kawałki nie wpadają mi do herbaty. W moim dorosłym życiu używam J. nieco bardziej powściągliwie, ale jak byłam nastolatką nie żałowałam sobie, wydawało mi się, że im więcej tym lepiej. Większość i tak odpadała od powierzchni skóry, najgorzej było jak wpadało mi to do oka. Olaboga, to był dramat. Komu nie wpadła Jadwiga do oka ten nie wie co to znaczy z poświęceniem walczyć o gładką skórę (no, chyba, że retinoidy, ale to już jest leczenie, a nie mizianie się papką).

Po drugie, jest dyskretny - wysmarowana Jadzią wyglądałam jak ofiara ospy. Żel punktowy można spokojnie stosować przy ludziach, nie rzuca się w oczy, bo jest przezroczysty.

Po trzecie, żel punktowy jest tańszy niż Jadzia. Właściwie to nie miałam zamiaru porównywać tych dwóch produktów, ale warto, bo tyle tego jest teraz na rynku, że można zwariować.

Iwostin to nie jest bardzo mi bliska firma, chociaż kilka kosmetyków było całkiem fajnych. Ten żel ostatnio uratował mi skórę, bo było tak bardzo bardzo gorąco, a ja po całym dniu w ubraniu w gorących pomieszczeniach postanowiłam poćwiczyć. No dobrze, w biustonoszu sportowym (zabudowanym) ćwiczyłam ćwiczyłam i później nawet się rozciągałam, no okay okay. Wzięłam prysznic, nawet umyłam skórę mydłem antybakteryjnym i przeciw potowym (teraz takich dwóch używam), ale nie uchroniło mnie to przed paskudnym wysypem na linii biustonosza. OMG, myślałam, że oszaleję. Wkurwiałam się strasznie, w końcu małe podskórne grudki posmarowałam tym żelem i poszłam spać. Rano pod prysznicem macam się po plecach, a tam o wiele lepiej! Grudki zamieniły się w strupki, moje życie znowu miało sens! Nie nie nie, nie oceniam. Takie grudki (u mnie problem permanentny na brodzie odkąd zmieniam się hormonalnie) mogą uprzykrzyć życie, zwłaszcza, że trudno jest utrzymać higienę skóry w takie ogromne upały.

W związku z powyższym, postanowiłam, że trzeba o nim wiedzieć. Lepiej działa na podskórne gule i pola krostek, niż na zapchane pory, ale wydaje mi się, że po dobrym peelingu jakieś obszary lubiące się przytkać, też można potraktować. Ja mam przeważnie taki problem, że niedoskonałość lubi przytrafić mi się akurat wtedy, kiedy wolałabym, żeby jej nie było. Można zaryzykować i 3 dni wcześniej użyć czegoś zapobiegającego.

Jeśli macie coś w swoim arsenale, podzielcie się. Sprawdzone informacje są na wagę złota. Widzicie, mnie trzy lata zajęło wydanie opinii na temat tego produktu. To jest dopiero wiarygodne testowanie produktu. Oczywiście sama sobie kupiłam, za własnoręcznie zarobiony hajs.

Dziękuję za uwagę, pozdrawiam serdecznie :)
Buziaki ahoj!

Stri

środa, 29 lipca 2015

angel beauty box | syis, orly, dove, biolaven organic, ilua, barwa



Jakiś czas temu spotkałyśmy się z Angel, dostałam od Niej box ze smakołykami. Dziękuję! Neony sprawiają mi ogromną radość, zresztą wszystko się przydaje :)

W pudełku znalazłam..
  
SYIS, serum kolagenowe do paznokci genialnie odświeża paznokcie. Polecam zwłaszcza do stóp, moim zdaniem produkt lata. Używam i na pewno kupię kolejne opakowanie, chociaż zmartwiła mnie informacja o cenie produktu (35 zł), no i trzeba kupić online. Jest też preparat na wrastające paznokcie (24 zł). Jestem skłonna wypróbować.

ORLY, Fireball i Beach Cruiser to dwa fantastyczne neony, które regularnie lądują na moich paznokciach odkąd je dostałam. Uwielbiam neonowe paznokcie, a w mojej "kolekcji" nie miałam wiele takich lakierów, więc trafiły do dobrego domu gdzie czują się potrzebne :)

DOVE, żel pod prysznic ostatnio miałam okazję używać chyba z 10 lat temu, bo od kilku lat nie zwiedzam drogeryjnych półek w poszukiwaniu produktów do mycia. Używam mydeł albo aptecznych specyfików (łatwiej żyć z AZS jak produkty do mycia nie wysuszają)

BIOLAVEN ORGANIC, krem do twarzy na dzień przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji cery suchej i wrażliwej. Opakowanie musi zaczekać na swoją kolej jeszcze kilka tygodni (chociaż nie wiem, to będzie zależeć od stanu mojej skóry). Swoją drogą, chyba coś napiszę o tym, czego aktualnie używam, bo są rzeczy sprawdzone i zupełne nowości. Zachęca mnie krótki i atrakcyjny na pierwszy rzut oka skład, jednak ciekawi mnie jak bardzo olejek eteryczny z lawendy będzie miał wpływ na zapach i czy zniosę go dzielnie czy zacznę płakać, a krem wyślę Słomce (czasem lubię lawendę, ale raczej na rysunkach)

WOSK do kominka pachnie tak intensywnie, że spokojnie można topić tylko kawałeczek. Ja mam tendencje do wrzucania do kominka całej tarty czy tam całego wszystkiego. Tutaj się nie da, przynajmniej nie w moim mikroszkaniu.

ILUA, no. 2 to krem na noc o imponującym składzie klik. Po pierwszym użyciu miałam zdziwioną minę, bo krem okazał się gęsto-bogaty (bo jest na noc) i miałam wrażenie, że mnie zapcha. Po kilku minutach wchłonął się bardzo ładnie, a rano skóra była bardzo zadowolona.

BARWA, siarkowy peeling drobnoziarnisty to też strzał w dziesiątkę, bo o ile półtora opakowania peelingu jeszcze przed sobą mam to później będę szukać czegoś podejrzewam drogeryjnego. Zastanawiałam się nad Barwą właśnie (ostatnio jest ekstremalnie zadowolona z mydeł - antybakteryjnego, undecylenowego, przeciw potowego) albo Sorayą, czyli odpowiednikiem dawnego St Ives. Tutaj mamy dwie saszetki Barwy, nie ma ona kwasu salicylowego, do którego się przyzwyczaiłam, jest za to siarka, no i dobrze. Zobaczymy jak to będzie:)

To taki update ku pamięci, żebym wiedziała co, gdzie, kiedy :)

dobranoc, buziaki ahoj!

Stri

środa, 22 lipca 2015

following directions i don't know


Dopóki w miarę słyszę i mniej więcej widzę - nie jest źle. Użalałam się nad sobą przez kilka dni, bo naprawdę chujowość za chujowością miała miejsce codziennie ostatnio. Z dnia na dzień było coraz bardziej beznadziejnie i pomyślałam sobie, że to się nigdy nie skończy i już zawsze będzie źle. Błąd - nie powinnam tak myśleć. Lepsze rezultaty daje wizualizacja pozytywnych wydarzeń. Jest jednak taki moment, że jedyne co pozostaje to zapalenie papierosa i upicie się do stanu leżę i kwiczę.

Ten moment przeminął i teraz nie mam czasu myśleć o tym, ale nadal nie czuję się bezpiecznie. Brak bezpieczeństwa to brak komfortu. Nie da się na to inaczej spojrzeć.

Ciężkie rozważania (poranne), a co u Was? Mam wrażenie, że Instagramowe poczynania niektórych osób sprawiły, że sama siebie zaczęłam postrzegać trochę na białym tle i mam rozjazd z rzeczywistością. Nie mówię tu nawet o filtrach, ale kurwa - każdy jest na diecie, każdy ćwiczy codziennie i biega. Dobrze, że przynajmniej mam minimalizację dobytku za sobą (w większości). I feel accomplished.

Buziaki ahoj, Stri


piątek, 17 lipca 2015

sephora dwufazowy płyn do demakijażu

Dzień dobry, dzień dobry!

To moje któreś już opakowanie sephorowej dwufazy, więc zasiadłam i piszę recenzję. Będzie krótko i na temat, bo płyn się u mnie sprawdza. Mam problemy z oczami, bo są wrażliwe i często łzawią, nawet jak nie noszę makijażu. Zastanawiam się nad powrotem do soczewek, ale nie mam ochoty na zamieszanie ze łzawiącym okiem i wypływającą soczewką ;P


Będzie od punkcików, bo taki mam nastrój powerpointowy. Próbowałam kilka razy swoich sił w kursach online, ale żadnego nie ukończyłam. Zaszłam bliżej lub dalej, ale teraz czuję, że mam ochotę nauczyć się czegoś nowego albo na nowo odkryć coś, co już było. Może dlatego, że w mojej głowie idzie jesień, bo ja zawsze planuję na kilka tygodni do przodu i teraz myślami jestem pod koniec sierpnia w Żywcu, a później jadę w górę mapy do Trójmiasta. Wizualizuję.

Miało być na temat, więc bardzo proszę:
  • opakowanie z zakrętką chyba lepsze niż na zatrzask w tym przypadku
  • przezroczysty plastik - widać zużycie i widać zmieszanie
  • nie podrażnia i nie robi mgły
  • zmywa wszystko co mam na oczach, m.in. tusz do rzęs wodoodporny
  • nie zauważyłam wypadania rzęs, a pani sephorzanka chyba nawet kiedyś mówiła coś o odżywczym działaniu fazy olejowej.
  • opakowanie nie przecieka
  • produkt jest dobrze dostępny (każda Sephora i sklep online)
  • czasami chyba nawet jest w promocji
  • ma różne pojemności od 50 ml do chyba 250..
  • 125ml / 29 zł 
Mam nadzieję, że tydzień numer 29 mija Wam miło i przyjemnie. Ja przełamałam się i umówiłam na spotkanie z kosmetyczką, ale odwołałam, bo żyję w stresie. Mam ochotę tak bardzo, ale się obawiam. Bez sensu, wiem.

Alrighty! Buziaki, ahoj :)
Stri

you gave me rainbows and butterflies

hellooo!
testuję nowy sprzęt, pora na muzyczny poranek. mówię dobry wieczór, mówię dzień dobry.



czwartek, 16 lipca 2015

ulubieńcy czerwca 2015

Hi there,

trendhaberci.com
cały czas mam w głowie post z ulubieńcami, więc miejmy to już za sobą ;) Wróciłam do oglądania i chyba zaczęło się właśnie od Wikingów. Dobrze, że czwarty sezon niedługo nastąpi, bo tęsknię. Fabuła w tym przypadku jest połową sukcesu. Kostiumy i scenografia są miłe dla oka, a Wikingowie brudni i silni. Co się tu może nie podobać? Właściwie to by wystarczyło, ale dodatkowo mamy fryzury i make up, konie, światło (albo jego brak) i walkę.


Drugą rzeczą, którą katowałam w czerwcu i właściwie niewiele się zmieniło jest The Body Shop Tea Tree Mask. Nie żałuję ani złotówki wydanej na ten produkt. Jest szybka, łatwa w użyciu i stosowana regularnie poprawia stan mojej skóry.

fanpop.com
Po Wikingach obejrzałam Grę o Tron, Jon Snow love #któżmógłbysięspodziewać. Nie tylko dlatego oczywiście, ale moim zdaniem jeśli już mam na coś patrzeć to niech będzie ładne. Jon Snow w serialu jest ładny.


W czerwcu smarowałam się często Decubal Anti-Itch Gel. Pomagał na zmęczoną alergiami skórę, szybko się wchłaniał i był pod ręką.



Od maja ulubieńcem życia jest owsianka. Na zdjęciach została przywalona owocami, bo teraz jest sezon, ale bez owoców też jest cudownie. Koniecznie w miseczce z kotem. Inaczej się nie liczy. Mniam.


Lipiec będzie nieco bardziej ekscytujący, sumiennie notuję rzeczy warte uwagi. Nie mogę jednak pominąć wydarzenia jakim była FrytkaOFF. Fisz Emade Tworzywo love, Rangleklods też love, chociaż dotarłyśmy na ostatnie dwa utwory. Rozważam Męskie Granie w Żywcu, bo już dawno chciałam się pojawić.

Mam nadzieję, że czwartek mija spolegliwie. Przede mną cztery intensywne dni, a później tydzień wolnego. Mam nadzieję, że do tego czasu uda mi się uzupełnić braki sprzętowe i wrócę do internetów. Najbardziej brakuje mi robienia zdjęć (aparat w telefonie nie działa), bo w taki sposób wyrażam siebie najczęściej. No, bardzo mi brakuje. Szybko zapominam co się działo i jak i kiedy, ale dźwięki i obrazy mi przypominają.

Alrighty! Buziaki ahoj, Stri.

środa, 15 lipca 2015

ochrona przeciwsłoneczna w tym sezonie | svr, isana, uriage

Dzień dobry, dzisiaj krótki post na temat produktów przeciwsłonecznych, które robią karierę na mojej twarzy. Jeden to sprawdzony już od wielu opakowań SVR Lysalpha przeznaczony do skóry problemowej, więc stworzony dla mnie. Przyznaję - moje obszary naczynkowe bardzo lubią Rubialine i chyba w takowy też się zaopatrzę, ale nie wiem czy teraz czy jednak lepiej na jesień. Zastanowię się.


Drugi produkt kupiłam, bo straciłam nadzieję, że znajdę sztyft przeciwsłoneczny. Kiedyś używałam La Roche Posay, ale on chyba już nie istnieje. Pisałam o nim rok temu. Zdążył mi się skończyć i nie wiem naprawdę jak to możliwe, ale naprawdę stacjonarnie na mojej wsi nie mogłam go nigdzie znaleźć.. lekko się uzależniłam od sztyftu, bo takie rozwiązanie umożliwia wygodną reaplikację produktu np na moje znamiona. Pilnuję się bardzo, co Wam też radzę, chyba, że lubicie ryzyko to wtedy nie. W każdym razie sztyft. Nie było go, a wyobraziłam sobie, że usta mi się opalają, weszłam do Rossmanna i kupiłam. Dwie rzeczy - wodę kokosową (bo jest ostra faza na kokos w tej chwili w moim życiu) i pomadkę ochronną najtańszą jaka była, padło na Isanę. Muszę przyznać, że jest niepokojąco łatwa w użyciu co sprawia, że zastanawiam się jak bardzo będzie skuteczna (np pomadka BioOil była ekstremalnie bieląca, a espeef taki sam)


Jak już kupiłam pomadkę to poszłam do Superfarmy zrobić rekonesans i co tam było? SZTYFT! Jeden jedyny, nawet nie miał ceny ani miejsca na półce tylko leżał tak jakby był ofiarą morderstwa. Pochwyciłam go i pobiegłam do kasy. Uriage Bariesun SPF 50 ma 8 g, kosztował mnie 29 zł, łatwo mieści się w dłoni i ma podwójne zabezpieczenie przed przypadkowym otwarciem (pokrywkę, którą widzicie na zdjęciu i jeszcze małą czapeczkę w środku). Jestem ciekawa jak się sprawdzi, dam Wam znać.


Bardzo miła pani w aptece nie mogąc znaleźć żadnego sztyftu dla mnie, udostępniła mi kilka próbek, żebym miała się czym smarować dopóki niczego innego nie zakupię. To jest dopiero miła sytuacja, jak mi dawała próbki to nawet jeszcze nic nie kupiłam, bo zaczęłam naszą rozmowę od ochrony przeciwsłonecznej.


Buziaki, ahoj
Stri

wtorek, 14 lipca 2015

mail monday # 11 | from minti shop with love

Dzień dobry,

Dzisiaj wydarzy się haul. Miesiąc temu kliknęłam kilka rzeczy na mintishop.pl. Może zacznę od tego, że na mojej wishliście było kilka rzeczy (m.in tusz wodoodporny, baza pod cienie, gumki invisibobble, nożyk do brwi itd..) i powoli odhaczałam kolejne. Lista nie jest długa, ale pewne rzeczy prędzej czy później muszą się skończyć i trzeba będzie kupić nowe. Do końca roku w moich szufladach z zapasami na pewno zrobi się luźniej i wtedy zdecyduję się na coś nowego do włosów i do czego tam jeszcze będzie trzeba. Jedyne co mnie kusi to lakiery do paznokci, ale o tym innym razem.


Flip Flop Fantasy to była zachcianka. Zastanawiałam się nad nim długo, ale w końcu się poddałam i kupiłam. Kosztował 16 zł, nie żałuję. Kolor jest mocny, jasny i intensywny. Dwie warstwy i top dają radę. Jeszcze nie nałożyłam go na stopy, bo zaczęłam używać jednego produktu (za miesiąc Wam opowiem, za wcześnie nie ma co) i czekam na efekty. China Glaze to taka firma, której ofertę zawsze chciałam zgłębić, ale mam tylko kilka lakierów w swojej kolekcji, a że nie planuję powiększania moich zbiorów tylko raczej chciałabym je nieco okroić, no to opieram się i zerkam to na Orly, to na Opi i mam taki wzrok rozbiegany ;D


Invisibobble zawsze wydawało mi się atrakcyjne. Rok temu (albo nawet jeszcze wcześniej, no nie wiem) kupiłam w Haemie podróby i oprócz tego, że były dużo większe, były też klejone/zgrzewane i włosy zahaczały mi się o miejsce styku dwóch końców, wyrywały mi włosy i ogólnie szlag mnie trafiał. Z oryginalnym produktem tego problemu nie ma na szczęście. Przez ostatni miesiąc używałam i nadal używam tylko jeden, cały czas tej samej brązowej. Codziennie myślę, że się rozciągnie i nie wróci do swojego optymalnego rozmiaru, że pęknie albo coś.. ale nic takiego się nie dzieje. Jestem naprawdę mile zaskoczona i podobają mi się. Kiedyś pewnie kupiłabym zbyt dużo kolorów, ale teraz z brązu przeniosę się na bezbarwną wersję, a na zimę zostawię sobie bordową. Przyczepię się tylko do jednej rzeczy - do kolorów. Bordo, czyli winter coś tam jest zdecydowanie ładniejszy na zdjęciach. Kolor jest jakby wyblakły, trochę mnie to rozczarowało. Brąz mógłby być nieco cieplejszy, ale w przypadku brązu to już się czepiam. Wersja transparentna nie niesie ze sobą tego typu problemów. A, no i pewnie chcecie wiedzieć czy faktycznie jest traceless. Jest bardziej traceless niż cokolwiek innego, ale jeśli cały dzień nosicie mocno związany kucyk, a wieczorem chcecie rozpuścić włosy to jednak coś tam może być widać. Moje włosy mają dobrą przyczepność i raczej nie ingeruję w ich kształt (her hair her hair falls perfectly without her trying), więc mnie to nie przeszkadza. Jeśli chodzi o rozciągliwość samego materiału to w opakowaniu jest wielkości powiedzmy pięciozłotówki, a po pierwszym użyciu (na trzy razy) rozciąga się do rozmiaru mojego nadgarstka i wygląda na to, że w takiej formie pozostanie.


Nożyk do brwi jest różowy i ostry. Polecam.


Byłam pewna, że będę zadowolona z tej bazy, ale nieco mnie zdziwił jej kolor złoto-żółto-drobinkowy. Nie wiem jak to się stało, że tego nie zauważyłam. Cały czas ją testuję, ale jeszcze się nie wypowiem, bo coś jest podejrzanego w niej, a może ja nie umiem zrobić tak, żeby było dobrze? Zoeva pearl mogło mi dać do myślenia, ale takiego efektu się nie spodziewałam po prostu.

To tyle z Mintishop, ostatnio nawet dostałam krówkę pierwszy raz w życiu, więc spoko. Zawsze jest wszystko w porządku i paczkomatem można odebrać.
Mail Monday we wtorek (I'm a female rebel).

buziaki ahoj, stri


wtorek, 7 lipca 2015

pielęgnacja stóp | floslek płyn zmiękczający

Dzień dobry,

mam nadzieję, że to zadziałało i post wygląda w miarę sensownie. Z jakich telefonów blogujecie? I jakimi aplikacjami? Chętnie się dowiem, bo nie ogarniam tematu.

Chciałabym móc komuś zaufać ze swoimi stopami. Najchętniej oddam się w ręce podologa. Boję się kosmetyczek, a już na pewno boję się wariatek z frezarką. Dlatego jeszcze sobie żadnej nie kupiłam ;)

Dzisiaj przypomnę Wam, że używając regularnie produktów typu płyn zmiękczający naskórek, możemy cieszyć się miękką i gładką skórą stóp. Dr Stopa to seria Flosleku dedykowana pielęgnacji tego obszaru naszego ciała, a moimi ulubieńcami są dzisiejszy płyn i sól do kąpieli (cynamonowej zużyłam już kilka opakowań, następnym razem chcę kupić imbirową).

Alrighty, przejdźmy do kosmetyku. Pierwsze co mi się spodobało to opakowanie. Buteleczka dobrze leży w dłoni, jest plastikowa, ma fajnie ścięty stożkowy aplikator. Płynu nie wylewa się za dużo, nie ma też problemu z wydobyciem go do końca.
Moja Mama używała takiego płynu na odciski kiedyś, ale on wypalał skórę i bałam się go. Tutaj nic takiego się nie dzieje, produkt jest delikatny, nie zrobił mi nigdy nic złego. Działa zmiękczająco, kilka kropel wystarczy na jednorazową aplikację. Po wmasowaniu produktu w stopy chwilę oczekuję i nakładam krem. W zależności od nastroju krem jest mniej lub bardziej przeznaczony do stóp. Teraz w lato nie chcę gęstych konsystencji i np smaruję się Cetaphilem na noc.

100 ml kosztuje kilkanaście złotych, dostępny na pewno w sklepie internetowym producenta.
Okay. Pierwsza próba opublikowania czegoś z telefonu zakończona chyba sukcesem. Dzięki za uwagę, buziaki ahoj! Stri.

poniedziałek, 6 lipca 2015

przerwa techniczna

do odwołania, bo nie mam na czym pisać. spróbuję napisać coś dłuższego i ze zdjęciami z aplikacji blogger, ale do tej pory nigdy mi to nie wychodziło, bo aplikacja nie działa poprawnie na moim htc. będę tęsknić ogromnie. mam nadzieję, że nie potrwa to długo, ale może zdarzyć się inaczej. w międzyczasie znajdziecie mnie na instagramie. buziaki ahoj, stri.

niedziela, 5 lipca 2015

kokosowe wszystko | #iminlovewiththecoco



Odkryłam kokosowy smak. Wszystko, co kokosowe brzmi dobrze w tej chwili. Zwłaszcza lody Grycana. Jeśli ktoś miałby ochotę zasponsorować mi zamrażalnik lodów kokosowych (albo w ogóle zamrażalnik, taki, żebym się w nim zmieściła) - godzę się bez wahania, jestem do dyspozycji. Mogę nawet zostać ambasadorem lodów kokosowych. Zwarowałam zupełnie na ich punkcie. Najbliżej mnie są na drugim końcu miasta w Tesco. Chociaż w Galerii Jurajskiej jest stoisko z lodami, ale zanim bym wróciła do domu to na pewno by się rozpuściły. Musiałabym od razu zjeść pół litra, a wtedy ludzie by mnie oceniali. Tego nie będę robić publicznie.


Ominęła mnie faza na wodę aloesową, ale ostatnio w Rossmannie podczas poszukiwania filtra w sztyfcie zatrzymałam się na chwilę w sekcji ze zdrową żywnością (która swoją drogą jest całkiem całkiem w niektórych placówkach). Chciało mi się pić, ale nie chciałam kupować dużej, ciężkiej wody. Zobaczyłam wodę kokosową i pomyślałam, że to może być ciekawe. Była nieco za słodka, ale będę eksperymentować dalej. Najfajniejsze jest to, że można ją też tak jakby zjeść, bo ma kawałeczki kokosa. 4 zł za 500 ml, jeszcze kiedyś się skuszę. Opakowanie jest plastikowe normalne, a szyjka jest tak jakby wzmocniona grubym plastikiem. Podoba mi się.


Moje pierwsze starcie z częstochowskim Tigerem zakończyło się sukcesem - kupiłam jedną rzecz i był to kokosowy baton w stylu Bounty za 2 zł. Był bardzo smaczny :) Polecam.

W planach mam również wszystko z mleczkiem kokosowym, a owsiankę posypuję wiórkami. Zastanawiam się co jeszcze kokosowego mogłabym pozyskać i spałaszować. Jakieś sugestie?

Buziaki ahoj,
Stri

niedziela dla włosów # 5 | odżywka yves rocher z olejem ze słodkich migdałów i owsem

Dzień dobry, dzisiaj recenzja odżywki do włosów suchych Yves Rocher. Jest kilka rzeczy, które warto o niej wiedzieć przed zakupem. Może najpierw o moich włosach gdyby ktoś jeszcze o nich nie czytał :)

Lubię myśleć, że moje włosy są kręcone, ale tak naprawdę są przeważnie falowane. Są suche na końcach i przetłuszczające się u nasady. Na skórze głowy mam łuskę, która tworzy się natychmiast po umyciu włosów. Do zdejmowania skorupki używam preparatów typu Squamax albo Salicylol i takie tam, ale nie o tym dzisiaj. Włosy można rozczesać tylko za pomocą odżywki. Przeważnie używam lekkich produktów, ta odżywka mnie zaskoczyła.


Ostatnio przedstawiłam Wam odżywkę Biały Jeleń, KLIK. Dzisiaj też jest post o odżywce, ale zupełnie innej. Przede wszystkim różnica leży w konsystencji. Konsystencja produktu Yves Rocher jest gęsta, trochę jak pasta (ale nie tak do końca jak pasta, u BJ było normalnie w stronę rzadko) Tubka jest wykonana z plastiku giętkiego na tyle, że produkt wychodzi przez dziurkę bez problemu. Zatrzask działa, nie to co w Bielendzie. Opakowanie nie przysparza problemów, właściwie można powiedzieć, że sprzyja wydobywaniu produktu, a jak przyjdzie czas na rozcinanie opakowania też nie powinno być problemu. Mówię to w oparciu o lata doświadczeń z produktami tej firmy.


Zapach charakterystyczny dla serii, nie utrzymuje się na włosach. Miałam problem z tym produktem, bo po lekkich konsystencjach, do których byłam przyzwyczajona, nadszedł moment kiedy sięgnęłam po tubkę przy myciu włosów. Wycisnęłam sporą porcję na dłoń i nałożyłam na włosy. Wmasowałam w końcówki, zadowolona poczekałam kilka minut i przystąpiłam do zmywania. Szybko doszłam do wniosku, że nałożyłam za dużo i po długim płukaniu uznałam, że wystarczy. Odcisnęłam włosy w ręcznik,  rozczesałam grzebieniem z the body shop na mokro, związałam gumką i poszłam spać.

Jakież było moje zdziwienie kiedy rano włosy miały ekstremalną objętość i bardzo duże predyspozycje do stylizacji. Warkocze się trzymały, były obfite i uniesione. Szkoda, że to po prostu dlatego, że nie zmyłam dokładnie odżywki. Nie dało się, bo przyczepiła się do włosów jak szalona. Za piątym razem dobrałam odpowiednie proporcje :) Przez moje nadużywanie zmniejszyła się wydajność, ale jeśli użyjecie minimalnej ilości i będziecie dokładać, sami przekonacie się jaka ilość jest optymalna.

Mam sentyment do produktów do włosów YR, zwłaszcza szamponów, bo używałam ich przez lata i moje włosy bardzo dobrze się czuły. Po zużyciu różności mieszkających w moich szufladach z zapasami, zamierzam wrócić do Yves Rocher. Serdecznie polecam!

Posty o innych szamponach - wzmacniające produkty do włosów, m.in szampon do włosów brązowych oraz do włosów suchych i puszących się

Miłej niedzieli, ahojka!
Stri

sobota, 4 lipca 2015

dwa tusze do rzęs


Założyłam sobie kartę stałego klienta w Yves Rocher. Nie dostawałam mailingów już od lat (trzech chyba), bo system postanowił nie uznać mojego istnienia albo poczta polska postanowiła nie dostarczać karteczek. Nie wiem jaki był powód, ale wiem, że teraz to się zmieni, bo za kilka tygodni zaczną przychodzić regularnie. W Yves Rocher robię dla siebie zakupy zdecydowanie rzadziej niż kiedyś, bo po prostu mam zapasów moc. Nie znaczy to jednak, że nie robię zakupów regularnie. Często kupuję tam prezenty, uważam, że dla każdego można coś wybrać, a ładne pakowanie jest gratis i nie muszę niszczyć paznokci na taśmie klejącej. No i pewnie jest mi szybko i wygodnie, bo salon stacjonarny mam 10 minut od domu ups wydało się ;P

Okay, ale na zdjęciu są dwa tusze, więc przejdźmy do tego jak to się stało. Pamiętacie jak mówiłam Wam, że skończyły mi się tusze do rzęs? Skończyły się i przez 2 tygodnie nie wiedziałam na co się zdecydować. Wiedziałam, że potrzebuję czegoś wodoodpornego, bo łzawią mi oczy jak słońce świeci, a poza tym mam przyjaciół, którzy doprowadzają mnie do płaczu ze śmiechu, więc tusz musi być koniecznie wodoodporny.

O wodoodpornym tuszu do rzęs 360 stopni pisałam już 2,5 roku temu, więc odsyłam Was do tamtego posta - są zdjęcia silikonowej szczoteczki, zdjęcia na rzęsach i informacje dotyczące właściwości tuszu. Podoba mi się formuła, wydłużający efekt, próbuję również eksperymentować z innym produktem, żeby było dwa w jednym. Nawet mi wychodzi, chociaż stosowanie tuszu wodoodpornego razem z takim, co robi efekt pandy niekoniecznie ma sens. Poza tym kto ma czas na używanie więcej niż jednego tuszu? Ja nie mam. Tym razem kosztował mnie 23 zł, a z okazji zapisania się do klubu stałego klienta, każdy ma prawo otrzymać pogrubiający Sexy Pulp (który sprawdza się u mnie świetnie i bardzo go lubię). Dwa tusze za neico ponad 20 zł? Deal życia. Podczas wizyty w salonie kusiły mnie różne rzeczy, ale nie dałam się :) Ostatnio otrzymane nowości zaspokoiły mnie na jakiś czas :) W przyszłym tygodniu pokażę Wam morelę na paznokciach.

Tymczasem rozpuszczam się, bo gorąco, ale nie nie - nie będę marudzić. Każdy ma swoje preferencje dotyczące pogody. Ja wolę zimę, chociaż brakuje mi słońca. Jestem zdecydowanie bardziej przywiązana emocjonalnie do chłodniejszych miesięcy niż do tych gorących. No, ale akceptuję, że jest lato i to jest okay. Niech będzie, bo faktycznie maj i czerwiec były nie tak bardzo upalne. Ciekawe czy żar będzie lał się z nieba, aż do października? Zobaczymy.

Buziaki ahoj,
Stri


sobota rano


Zrobiłam przerwę w jedzeniu owsianki, ale wracam do mojego ulubionego śniadania. To raz. Dwa - zaczęłam oglądać dwa seriale, to zawsze mnie ekscytuje. Przeczytałam kilka książek w tym tygodniu, piłam piwo regionalne, zaniosłam jeszcze trochę książek do biblioteki, zamówiłam jedzenie dla stada. 12 kg chrupek dla Dziewcząt już leży w łóżku (tylko tam się nie dostaną), do tego piasek i mokre jedzenie, bo upały. Byłam na zakupach, pokażę Wam w przyszłym tygodniu co się wydarzyło pod kątem kosmetycznym. Jutro niedziela dla włosów, a w poniedziałek będzie kolejny pocztowy post.

Dzisiaj przeglądam książki do nauki języków. Nie wiem czy je zatrzymać czy oddać, więc daję sobie kilka tygodni na podjęcie decyzji i pod koniec sierpnia / na początku września się okaże czy z nich korzystałam czy wędrują do bliblioteki. Panie w bibliotece są spoko. Zachęcam Was do oddawania książek do biblioteki jeśli nie zbieracie ich dla kogoś, a sami nie zamierzacie czytać ponownie. Wiem, że to mało popularne w naszym pięknym kraju, ale warto. Ja nie zamierzam kupować już tradycyjnych książek, chyba, że będę kiedyś wychowywać dziecko, no to wiadomo. Cyfrowe wydania będą musiały mi wystarczyć. Chyba, że poczuję, że muszę, ale nie widzę takiej potrzeby dzisiaj. Jest kilka książek, które chciałabym fizycznie mieć, ale spokojnie. Zobaczymy. Nie myślcie proszę, że nie kocham książek. Kocham bardziej niż ludzi, naprawdę, ale musiałam się zdecydować. Nie mam miejsca. Fizycznie przestrzeni brakuje dla mnie i moich trzech kotów. Meble są wystarczającym zobowiązaniem, zabierają ściany i podłogę. Bez sensu.


W bibliotekach książki żyją, odkąd sobie to uświadomiłam nie miałam problemu z oddaniem mojego książkowego dobytku do pobliskiej filii. Kilka toreb z Ikei to było, bo reszty pozbyłam się już wcześniej.

Alrighty, koniec o książkach. To o czym jeszcze? Może o filmach :) Albo o jedzeniu.. ;D Stosunkowo niedawno odkryłam nachosy. Wiedzieliście, że nachosy się je ciepłe?!? Ja nigdy nie wiedziałam, podobnie jak nie wiedziałam kilku technicznych rzeczy, ale Ktoś mnie uświadomił :* że łopatka z Ikei się rozkłada na dwa kawałki i można dokładnie umyć.. albo, że etykiet nie trzeba na bloggerze dodawać i odejmować pojedynczo tylko paczkami. Czasami jestem tak nieogarnięta, że sama siebie zaskakuję. Oh well.

Życzę Wam miłego dnia, mam nadzieję, że weekend minie wolno i w cieniu ;)
Stri


piątek, 3 lipca 2015

inglot 972


Dzień dobry, dzień dobry! Cały czas wydawało mi się, że nie mam wielu lakierów Inglota, ale jednak kilka mam i stwierdzam, że oprócz tych typowo nude, które przejęłam od koleżanki kiedyś w paczce (i które po prostu nie trafiają w moje potrzeby), reszta jest naprawdę spoko.

Podobają mi się pędzelki, nie za cienkie i nie za grube, dobrze przycięte. Podobają mi się opakowania i konsekwentna estetyka Inglotowych wysp i salonów. Wreszcie, bezcenne zabezpieczenie opakowań, testery i dobra dostępność. Nie lubię w Inglocie braku programu lojalnościowego i braku promocji, ale jestem w stanie spojrzeć na produkt w oderwaniu od firmy. Spójrzmy więc na lakier - ma dobre krycie, 972 to dwuwarstwowiec. W butelce wygląda na perłowy i jeśli mam być zupełnie szczera ma odpustowe zadatki jeśli skoncentrujemy się na kolorze w opakowaniu. Na paznokciach jednak odpustowość przeradza się w delikatny sheen, który ostatnio doceniam KLIK.


Lakier jest trochę różowy, a trochę koralowy, a trochę taki właśnie jak na zdjęciach. Na pewno znacie lakiery Inglota, jakie są Wasze ulubione kolory? :)

Buziaki ahoj,
Stri

czwartek, 2 lipca 2015

ta-ku


Usunęłam dużo rzeczy ze swojej przestrzeni, ale jeszcze nie skończyłam. Zastanawiam się czemu tak trudno jest mi podjąć decyzję o rozstaniu się z resztą. Przecież nie wydaje mi się, że już wystarczy. Sama bym chciała. Robienie przerw kilkutygodniowych jest dobrym pomysłem, Można trochę pomieszkać przed wywaleniem kolejnej porcji. Gdybym była w nastroju do pisania instrukcji to bym to wypunktowała, ale nie jestem, więc napiszę jeszcze tylko jedną rzecz. Nie czytajcie podręczników, nie oglądajcie filmów na youtubie. Jeśli macie zagraconą przestrzeń, a założę się, że macie, bo każdy ma - pozbądźcie się rzeczy. Nie dokupujcie pojemników, żeby zorganizować przestrzeń, to nie ma sensu. Po prostu pozbądźcie się, dajcie komuś innemu, przekażcie na jakiś cel, możecie też coś sprzedać, ale to wymaga nakładów energii i czasu. Łatwo można się zagubić.

Lato mnie usypia. Widzę słońce, czuję powiew wiatru i słyszę muzykę w głośnikach i jestem gotowa, żeby zrobić drzemkę. Nie wiem o co chodzi ;) A Wy jak się czujecie? Ja idę zanieść do biblioteki jeszcze jedną porcję książek. Buziaki, ahoj! Stri.

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...