poniedziałek, 31 sierpnia 2015

sierpień 2015 | dziki józef, męskie granie, zelig, remont i mus z jeżyn


Sierpień przyniósł radość. Największym wydarzeniem było Męskie Granie, które przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Genialne koncerty, świetna atmosfera, fajni ludzie, przyjemne miejsce, dobra pogoda. Po lipcu trudno, żeby sierpień się nie udał, ale było nawet nieźle. Pomijając falę upałów, która mnie dobiła tak, że myślałam, że położę się i już nie wstanę, było spolegliwie. 


Hotel Grand, w którym nie działał prysznic #apartamentjanuszagajosa


Achajce było gorąco.


Guen też próbowała chłodzić łapunie.

Pojechałam do Łodzi, zobaczyłam Turbo na żywo, kupiłam Dzikiego Józefa (nadal przeżywam codziennie), obejrzałam kilka filmów, spędziłam trochę czasu z Przyjaciółką, jadłam owsianki i kukurydzę :)) Kupiłam pióro, grałam w Chińczyka :D, miałam remont kuchni, usunęłam połowę rzeczy i teraz oprócz tego, że jest biało to mam więcej miejsca :) Słuchałam dobrej muzyki (Zelig Krzysztofa Zalewskiego bez przerwy), jadłam tort, piłam kawę, dotarłam do Boulangerie, byłam na piwie nad wodą i zrobiłam pankejki. I kupiłam sobie panciowe spodnie, bo będą mi potrzebne we wrześniu. Oby się sprawdziły. Z małych przyjemności to wymienić jeszcze trzeba naklejki z ebay, ale chyba zrobię o nich osobny post, bo warto rozważyć. Cena jest na tyle niska, że można zaryzykować i kliknąć.


Jestem uzależniona od artykułów papierniczych, ale nie mogę ich kupować (to pierwszy taki rok, że nie kupuję nowych sticky notes i od cholery długopisów i notesów, bo moje nowe hobby to usuwanie i minimalizacja), więc w ramach tęsknoty za czasami, kiedy kupowałam tonę badziewia, kupiłam sobie raz, ale porządnie. Moleskine to takie fancy kalendarze i notatniki, które raczej zawsze mi się podobały i w końcu się skusiłam, bo trafiłam na promocję w TKMaxxie. Jakość papieru nie powala na kolana tak jak mój ręcznie szyty notatnik, ale w tej cenie nie mogę narzekać.


Owsianka #mylove


W trakcie malowania. Przygoda totalna takie malowanie ze stadem, ale się udało.


Tort, który wszystko zmienił (już lubię mus jeżynowy)

Wrzesień to jeden z moich ulubionych miesięcy w roku. Wrzesień to właściwie nie jest miesiąc tylko nowy początek. Wrzesień to zapowiedź jesieni, czas, w którym oddycham. Zdecydowanie dobrze mi o tej porze roku i wiem, że jeszcze chujowość zdąży mnie dopaść, ale nie poddam się.


Jurajska pomarańcza zawsze na propsie (i torba z Pandą też!! dziękuję :*)


Tak tak tak tak tak

W tym roku wreszcie jadę nad morze do Słomki i na Festiwal i będzie cudownie nawet jeśli okoliczności się skomplikują i nawet jeżeli nie wszystko będzie tak, jak zaplanowałam (pączuś co najmniej 4 razy, tutaj bez kompromisów). Jesień mnie ekscytuje tak bardzo, że właśnie podskoczyłam siedząc. Wiem, że niektórzy wolą lato i spalające wszystko słońce, ale ja wolę jesienne słońce, które cieszy mnie prawie tak, jak to zimowe. Och, idzie lepsze niż było do tej pory. Uśmiecham się, nic nie poradzę :)


Moje miasto Częstochowa

Więcej jak zwykle na IG, a Wy możecie się mnie tutaj spodziewać bardziej regularnie. Będzie najlepiej. Buziaki, ahoj! Stri

wtorek, 18 sierpnia 2015

lily lolo prasowane róże do policzków | burst your bubble oraz in the pink

Dzień dobry, dzień dobry!

Zbyt rzadko piszę o różach (i kosmetykach kolorowych w ogóle), ale to dlatego, że zawsze obawiam się zdjęć nie oddających koloru produktu. Nie ogarniam ustawień aparatu. Próbowałam nauczyć się tego sama z YT, ale stwierdziłam, że nie muszę być fotografem, żeby przekazywać informacje. Tyle jest utalentowanych dziewcząt i chłopców wokół, że ja nie muszę. Mogę po prostu pisać, no i robić zdjęcia Instagramem (ku pamięci).

Dzisiaj opowiem Wam o dwóch różach Lily Lolo.. i nawet zdjęcia pokażę, chociaż obawiam się, że rozsądnie byłoby porównać je z tymi zdjęciami. Nie obrażę się, szukajcie śmiało!


Burst Your Bubble oraz In The Pink, prasowane róże do policzków Lily Lolo dostałam do spróbowania od Hexxany, bo wszyscy wiedzą, że mam obsesję na punkcie produktów do policzków (bronzery, róże i rozświetlacze w każdych ilościach mogłabym) Problem z tą dwójką był z tego co pamiętam co najmniej jeden, ale kluczowy. Zapach, zapach, zapach.


Kolorów jest siedem, te dwa niekoniecznie w rzeczywistości wyglądają tak, jak na zdjęciach na stronie producenta (albo dystrybutora). U Hexx znajdziecie lepsze zdjęcia, moje widzicie poniżej. Trzeba wziąć pod uwagę, że kolory wyglądają trochę inaczej na swatchach, a inaczej na skórze. Ja kolorami na policzkach jestem zachwycona, bardzo lubię takie niepokojące róże. Na stronie Costasy widnieją następujące opisy: In The Pink to klasyczny, lekko połyskujący, dość intensywny odcień w kolorze chłodnego różu, a Burst Your Bubble to uroczy, matowy odcień w kolorze cukierkowego różu. Nie wiem jakie ktoś jadł cukierki w dzieciństwie, ale ja jadłam inne. Cukierkowy róż to dla mnie albo landrynka czerwonawa albo chłodny jasny róż może? Czy cukierkowy musi oznaczać "w kolorze cukierków"?


Aksamitnie miękkie i łagodne dla cery, prasowane róże do policzków Lily Lolo za sprawą swojej świetnej pigmentacji doskonale sprawdzą się w lekkim, naturalnym makijażu, oraz gdy będziesz chciała mocniej podkreślić rumieńce. - zgadzam się, że są miękkie i na pewno nigdy nie miałam żadnych niespodzianek na skórze (kropki, wypryski, uczulenie, plamy z krwi;) Co istotne, w ich skład wchodzą wyciąg z mikołajka nadmorskiego i olejek arganowy mające właściwości przeciwstarzeniowe oraz nawilżający olejek jojoba.

[In The Pink]

Niezastąpione w podróży i w podręcznej kosmetyczce, prasowe róże Lily Lolo mają przepiękne opakowanie z lusterkiem i są również niezwykle łatwe w aplikacji. - właściwości przeciwstarzeniowe zawsze na propsie, ale nie będę przecież smarować sobie nimi całej twarzy. Okay, może wymyślam i jestem nieco złośliwa, ale nieee wiem. Jak już przy olejkach jesteśmy, wróćmy do kwestii zapachu. Zapach jest, da się go wyczuć. Jeśli ktoś nie lubi tego typu zapachów - ten produkt nie jest dla niego. Ja się pogodziłam i chyba po pewnym czasie mój nos się przyzwyczaił. Na skórze mi nie przeszkadzają, może dlatego, że przeważnie spryskuję twarz wodą winogronową zanim wyjdę z domu.

[Burst Your Bubble]

Są jedwabiste, da się je stopniować - to na plus. Skład też na plus, zresztą wyobrażam sobie, że to właśnie składy i polityka firmy przyciągają klientów do sklepu internetowego. Plus również za brak substancji zapachowych i talku. Zgadzam się również, że te róże są idealne do podręcznej kosmetyczki. Mają lusterko (na moich zdjęciach brudne, ale to są doniesienia z frontu, więc mówię jak jest;) na zdjęciach widzicie używane normalnie produkty. Zaczęłam je czyścić do zdjęć, ale potem pomyślałam sobie "chwilunia! przecież to nie tak wygląda rzeczywistość" i jest prosto z szufladki z różami bez ściemy.) i są małe i płaskie. Bardzo mi się to podoba. Dla zainteresowanych - jest odpowiedni dla wegan (i oto mi właśnie chodziło w kwestii składów itd).

 [trudno wyczuć czy tu cokolwiek widać]

Śpiąco mi, ale nie poddaję się! Udanego wieczoru. Dzisiaj już wtorek, do weekendu zostały 3 dni. Buziaki ahoj!
Stri
 

wtorek, 11 sierpnia 2015

tv time with stri #10


Boyhood to film, w którym pokładałam duże nadzieje i faktycznie trzeba go docenić, ale nie powalił mnie. Nie miałam ochoty na takie kino, może jesienią, ale wątpię.

The Imitation Game to fantastyka, ale chciałam obejrzeć i obejrzałam. Benedict zawsze na plus, ale kaman czy oni w ogóle zastanowili się nad tym jak to wyglądało naprawdę? Zresztą, czy ja zastanowiłabym się na ich miejscu?

Casino Royale oglądałam u Słomki, był jak zwykle super. Craig love. To było już kilka miesięcy temu niestety tak dawno.

Sala Samobójców też wydarzyła się u Słomki. Nie oglądam takich filmów, bo ich nie rozumiem. Dlatego się chodzi do kin, żeby obejrzeć film, a nie go oglądać. Może po prostu nie ta przegródka.

Bicz Boży był przypadkiem u Słomki jak nie spałam w nocy, bo z kim przystajesz takim się stajesz.

The Soloist już drugi raz, też za pomocą telewizora! Trochę uroczy, trochę o artyście, ale trochę jednak o czymś innym.

Avengers Age of Ultron w kinie, ojej jak się zawiodłam trochę.

Mad Max Fury Road podobał mi się, bo efekty i zdjęcia, bo kolor i bo nie zasnęłam o 21 w kinie.

Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann po przeczytaniu książki bardzo dobra dynamika i widać, że jest od innej strony niż plastikowe kino.

Better Call Saul kiedyś się musiał wydarzyć, bo tęsknię za Breaking Bad i brudnym zakurzonym przedmieściem i pustynią.

Hannibal jest seksualny, podoba mi się.

True Blood nie skończyło się inaczej niż za pierwszym razem. Jak można tak spierdolić to ja nie wiem.

Magic Mike do połowy, później zasnęłam.

Divergent obejrzałam spontanicznie, bo chyba mignęło mi Insurgent i pomyślałam, że to ten moment. Four jest tak uroczy jak małe szczenię, więc wróciłam z tej okazji do książki, którą po kilkudziesięciu stronach porzuciłam. Właśnie kończę Divergent i przechodzę do Insurgent, ale filmy obejrzałam oba. Literatura dla młodzieży, ale podoba mi się pomysł na społeczeństwo, takie to wszystko odświeżające.

Mały Książę to nie był mój pomysł, ale jutro idziemy do kina z koleżankami. Oh well. Zobaczymy.

Co ostatnio widzieliście? Jeśli ktoś ma ochotę poznać mnie bliżej na Filmwebie to bardzo proszę. Czuję, że mam ochotę wrócić do nowej fali i rozumienia po francusku. Dzień dobry! Stri.

piątek, 7 sierpnia 2015

opi a roll in the hague


A Roll in the Hague to bardzo ciekawy odcień. Kolekcja OPI Holland ma już trzy lata, ale ten prawie neon nie przestaje robić wrażenia. Na mnie zaczął je robić od niedawna, bo dopiero w tym roku nasze drogi się spotkały.


Butelka i pędzelek jak zwykle bez zarzutu, chociaż dla osób lubiących szybkie i szerokie narzędzia - OPI ma raczej dłuższe niż szersze pędzelki. Odcień lakieru to bardzo mocna pomarańcza. Jest bardzo intensywna, prawie neonowa, ale jednak nie neonowa. Powiedziałabym, że jest to neonowy odcień bez wad neonowego lakieru (satynowe wykończenie, problemy z drugą warstwą, problemy z bazą, problemy z prześwitywaniem, itd). Nakładając go normalnie na bazę wysycha trochę ciemniej niż na pierwszy rzut oka, ale wystarczy nałożyć top i wraca do swojego intensywnego ja. Na moich zdjęciach lakier jest w cieniu i jest trochę ciemniejszy niż faktycznie jest. Proponuję zajrzeć tutaj po więcej zdjęć.


Bardzo podoba mi się jednolity look (ja raczej czernie i granaty, czasem coś szarego) i mocne paznokcie. Jedyna wada jaką widzę w tym produkcie to zmywanie - zmywa się świetnie, ale trzeba strategicznie pociągnąć wacik, bo farbuje na pomarańczowo. Nie płytkę paznokcia, bo płytka jest zabezpieczona lakierem podkładowym, ale skórki dookoła. Radzę zmywać rozsądnie i bez emocji.

Dzień dobry, dzień dobry. W niedzielę jadę do Łodzi posłuchać polskiej muzyki. Czy ktoś wybiera się na TOP ŁÓDŹ FESTIWAL? Zamierzam zajrzeć do Dzikiego Józefa, no i.. nie wiem co jeszcze. Jakieś propozycje?

Cheers!
Stri

czwartek, 6 sierpnia 2015

inglot sparkling dust | face, eyes, body



Rozświetlacz do twarzy i ciała numer 01 jest w mojej kosmetyczce od kilku miesięcy. Kupiłam go jak nie wychodziłam z pracy i jedyne miejsce gdzie mogłam kupić coś błyszczącego to był Inglot. Nie narzekam jednak, to była dobra decyzja. Wybierając go chyba czułam, że zanim na mojej twarzy zagości Lightscapade minie dużo czasu. I faktycznie mija, bo jeszcze go nie kupiłam.


Kosztował niecałe 40 zł, za tę cenę dostajemy 2,5 g w nieco przesadzonym opakowaniu (mogłoby być bardziej płaskie). Jeśli już jesteśmy przy formie to bardzo podoba mi się design kosmetyków Inglota, są wykonane z porządnych materiałów i raczej nigdy mnie nie zawiodły. Noo.. może raz puder prasowany w kamieniu miał takie opakowanie z lusterkiem i po zużyciu pudru używałam lusterka przez jakiś czas i w pewnym momencie odpadło wieczko od reszty kompaktu, ale po pierwsze to było ponad 10 lat temu, a po drugie na pewno nie obchodziłam się z tym pudrem delikatnie, bo towarzyszył mi zawsze i wszędzie. Jako ciekawostkę dodam, że kolor pudru był oczywiście zbyt ciemny i wyglądałam w nim tragicznie, ale nie wracajmy już do tych czasów.


Słoik ma w środku sitko, które sensownie dozuje produkt (wysypuję na wieczko) albo można bezpośrednio pędzlem jak ktoś lubi takie bezpośrednie sytuacje. Do tego jest gąbeczko-puszek, któremu nie robiłam zdjęć. Kojarzy mi się tylko z puszkami barierowymi, których używają makijażyści do ochrony makijażu modelki przed skórą swoich dłoni. Dozowanie produktu i aplikacja są banalne. Ja najbardziej lubię nakładać ten rozświetlacz pędzlem do konturowania Real Techniques, bo niedawno kupiłam kilka sztuk i jaram się nimi nieprzerwanie odkąd weszłam w ich posiadanie. Nie są najlepsze na świecie z pewnością, ale są w porządku, nie były drogie i sprawdzają się u mnie, a jestem podekscytowana, bo długo nie miałam narzędzia, którym tak przyjemnie nakładałoby się drobinki.


Kolor produktu jest udany. Trochę złoto, trochę srebro, nie jest za żółty, nie jest za biały. L., powiedziałam Ci, że jest złoty, ale on nie jest tak do końca złoty.. nie jest też kolorowy, bo miałam kiedyś próbkę chyba meteorytów, ale może to było coś innego. Totalnie różowe, niebieskie i żółte kropki. No bez przesady. Trwałości też nie można mu odmówić, ale po 12 godzinach dotykania przeze mnie twarzy w niektórych miejscach makijaż mi się wyciera. Nie wiem czy wyciera się też na kościach policzkowych, bo po takim czasie chcę z siebie wszystko zmyć i zacząć od nowa następnego dnia.


Mam nadzieję, że powyższe informacje okażą się pomocne przy zakupie. Ja jestem zadowolona, ale przyznaję, że lubię błyszczeć ;) i mało rozświetlających kosmetyków kolorowych potrafi mnie rozczarować.

Udanego wieczoru, ahoj!
Stri

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

sephora haul | bumble and bumble, wannabe travalo, maseczka błotna i sephora box beauty to go

Dzień dobry, dzień dobry! Zapraszam na haul prosto z Sephory. Będzie dużo małych rzeczy i kilka takich dużych.


O promocji dowiedziałam się na Instagramie, jak widać nawet odsubskrybowanie wszelakich newsletterów nie działa, zawsze znajdzie się ktoś kto mnie niestety uświadomi co się dzieje w zakuposferze. Tym razem dobra oferta nadeszła ze strony Sephory. Przy zakupach za 200 zł można było zgarnąć SephoraBOX z tymi oto (widocznymi powyżej) miniaturami. Klikając nie wiedziałam dokładnie co tam będzie, więc miałam takiego surpriseBOXa.

Co kryło się w dużym, turkusowym pudełku (które swoją drogą jest fajne i przydasię, bo ostatnio usunęłam dwa metalowe pudełka/puszki, które mi się nie mieściły tzn nie pasowały mi do mojej koncepcji kątów prostych)?
  1. Bumble and Bumble thickening hairspray to energia dla włosów w butelce, objętość, wigor i taniec w deszczu w białej sukience. Cieszę się, że ten produkt tutaj jest, bo chciałam mieć jakieś zdanie na temat BB, to pierwszy krok.
  2. Roberto Cawalli Nero Assoluto to +10 do pewności siebie, no i dobrze niech będzie trochę nowych zapachów, zabiorę ze sobą któryś w podróż.
  3. Sephora żelowy błyszczyk Ultra Shine Lip Gel w kolorze Pin-up pink przyniesie Ci blask (i chwałę?). Nie jestem zbyt błyszczykowa, więc nie wiem czy będę go używać. Może się czegoś więcej na jego temat dowiem zanim otworzę.
  4. Smashbox 24h baza pod cienie do powiek ma szansę już niedługo wejść do obiegu, bo kupiłam bazę Zoevy, ale nadal nie jestem pewna czy jest odpowiednio trwała. Coś mnie w niej niepokoi, ale dopóki nie wiem co, nie będę jej oceniać. To byłoby nie w porządku.
  5. Benefit they're real mascara to gwóźdź programu. Porzuciłam wodoodporny tusz Yves Rocher podekscytowana nowością, no i to mógł być błąd, bo teraz mam dwa otwarte tusze, Benefit się rozmazuje, a po YR łzawiły mi oczy. Co się dzieje, nie mam pojęcia. Efekt, jaki daje na rzęsach Benefit jest spektakularny. Miniaturkę można kupić osobno za 45 zł, więc deal życia zrobiłam. Jestem zadowolona, jakoś ogarnę te dwa tusze.
  6. Marc Jacobs Dot to kwiatowy raj. Ja nie lubię kwiatów takich w wazonie, ani takich w perfumach, ale dajmy sobie szansę lub dajmy to komuś. Może szansę, nigdy nie wiadomo kiedy przyda się miniaturka.
  7. Vita Liberata Rich for Face żel samoopalający Colorato Viso to jest taki produkt, z którego teoretycznie się cieszę, ale tak naprawdę się boję, że będę miała plamy. Wypróbuję, zobaczymy.
  8. Mark Jacobs Beauty Le Marc w odcieniu 216 Kiss Kiss zostawiłam sobie na trochę późniejszą, jesienną porę. Pomadka jest uroczo niewielka.
  9. Pat n Rub olejek nawilżający rozświetlenie blask i blask i rozświetlenie - coś w sam raz dla mnie!
  10. Formula X smalto white matter to +20 to prestiżu na Instagramie, więc podrosnę trochę paznokcie i pomaluję je na w chuj biało.
  11. Calvin Klein Reveal Woman to taki klasyczny zapach CK, nie budzi on mojej uwodzicielskiej duszy chyba, bo tylko Obsession to robi, ale miniatura jest duża, ładna i też się przyda.
Do miniatur była dołączona bardzo fajna, minimalistyczna kosmetyczka. Kojarzy mi się z latami 80-tymi i początkiem 90-tych, kiedy to kradliśmy sztućce i miseczki z samolotów (bo jeszcze wtedy robili porządne, fajne rzeczy na potrzeby linii lotniczych). Pozdrawiam Cię Tato!

O Sephora Beauty Box już było, no a co wybrałam dla siebie podczas zakupów?


Sephorowy 'travalo' aka kieszonkowy atomizer do napełniania marzył mi się już od jakiegoś czasu. Zastanawiała mnie kwestia czyszczenia, ale doczytałam, że alkohol powinien załatwić sprawę (po zużyciu zapachu numer jeden napełniamy pojemniczek alkoholem, czekamy, wypsikujemy i napełniamy zapachem numer dwa). Na zdjęciu są dwa, jeden to prezent dla Przyjaciółki. Za Travalo trzeba zapłacić dużo, za sephorowy odpowiednik trochę mniej. Wybrałam srebrną wersję, ale później zgapiłam od Słomki fioletową. Minimalizm nie musi być szary (ale może) :D

Bumble and Bumble, Prêt-à-powder to "kultowy" produkt do włosów, do którego podchodziłam z dużym dystansem, ale po wielu miesiącach opierania się w sklepie online była wreszcie dostępna mała wersja. Kosmiczna cena za 15g produktu przestaje być tak kosmiczna jeśli weźmiemy pod uwagę wydajność pudru. Spróbować jednak trzeba, żeby wyrobić sobie zdanie, więc nadarzyła się okazja i próbuję. Pierwsze spotkanie skłoniło mnie do zmiany zdania na temat opakowania. Wydawało mi się, że jeśli suchy szampon w formie zasypki to raczej nie będzie miało to sensu, ale po pierwszym użyciu zrozumiałam, że jest odwrotnie. Nic mi nie psika po włosach bez sensu, mogę dokładnie umiejscowić produkt w pożądanym miejscu i nie ma problemu z podrażnieniem skóry głowy wynikającym chociażby ze względu na formę i związanym z nią psikaniem. To dopiero początek naszej znajomości, więc jak zwykle - więcej będzie później.

Sephora, pinceta do depilacji, żółta i ukośna była naturalną koleją rzeczy - moja poprzednia sephorowa pinceta różowa i ukośna nieco się zużyła, bo życie zmusiło mnie, żebym używała jej nie tylko do włosów, ale również do bycia majsterkowiczem. Po prostu musiałam kupić następną do ciała, a różowa zostanie w pudełku z narzędziami ;) Again, zastanawiałam się nad srebrną, ale warto małe rzeczy mieć w mocnych kolorach, żeby rzucały się w oczy. Poza tym jak już kiedyś będę miała wszystko szare, białe albo drewniane w mieszkaniu i szare, czarne albo granatowe w szafie to koloru w życiu będą dodawać lakiery do paznokci, pomadki, akcesoria kuchenne i właśnie takie kosmetyczne ;)

Sephora, błotna maseczka oczyszczająco-matująca na zdjęciu w wersji pełnowymiarowej. Maska trafiła do mnie kiedyś.. może nawet pod koniec zeszłego roku, w formie próbek. Wtedy oceniłam, że jest za droga i nie zdecydowałam się. Powoli zużywam glinki i kiedyś mi się skończą, ale faktycznie nie zawsze mam czas na to, żeby motać się z rozrabianiem w miseczce. Czasem chcę coś szybkiego prosto ze słoika na twarz (taką funkcję pełni tea tree mask z the body shop i mam jeszcze jedną tańszą, o której napiszę na pewno), błotko będzie jak znalazł! Opakowanie kartonowe jest duże, ale nic dziwnego - musi pomieścić masywny ciężki słoik z produktem :) Wrażenia estetyczne na plus, chociaż ekologicznie wygrywa jednak sproszkowana glinka.

Zakupy nie były duże, tylko drogie, ale jestem zadowolona z promocji, bo mogę poznać coś nowego i miniatur odkąd je dostałam to używam (słowo-klucz).

Udanego wieczoru, pozdrawiam z gorącej betonowej wsi. Ahojka!
Stri


niedziela, 2 sierpnia 2015

niedziela dla włosów # 6 | rozważania na temat włosowej wishlisty

Hello hello,



Ostatnio przeglądając Internet (jeśli coś sprzedajesz i chcesz, żebym to kupiła - wygląda na to, że droga do mojego portfela prowadzi przez Instagram), natknęłam się na dwa miejsca z kosmetykami do włosów.

Pierwsze to olivepharm.pl greckie kosmetyki z organiczną oliwą z oliwek extra virgin. Znalazłam tam kilka produktów, które wzbudziły moje zainteresowanie. Chyba sobie kupię. Strona jest nieco niedopracowana, znalazłam wiele literówek, ale pewnie da się to ogarnąć przy odrobinie czasu.


Maska odbudowująca do włosów farbowanych z olejem arganowym 250 ml. Formuła z unikalną mieszanką organicznego oleju arganowego z Maroka i Grecką oliwą z oliwek extra virgin. Maska odbudowuje i nawilża zniszczone włosy. Chroni także włosy farbowane. Dodatkowo zawiera żel z aloesu, pantenol, witamine B3, olej laurowy, gliceryne, ekstrakt z żeń-szenia, ekstrakt z tymianku, ekstrakt z rozmarynu i biotynę. Brzmi interesująco, może byłabym zadowolona.


Maska do włosów farbowanych z filtrem UV olivolio 250ml to wybór numer dwa, wydaje mi się, że skład całkiem niezły - połączenie  wysokiej  jakości składników takich jak: oliwa z oliwek* extra virgin, wyciąg z liścia oliwki*, protein pszenicy**, żel aloesowy**, olej rycynowy,olej z owoców lauru*, wyciąg z liści winogron**, wyciąg z pestek słonecznika**, ekstrakt z liści tymianku*, pro-vitamina B5**,UV**, witamina B3, panthenol, biotyna***, gliceryna**. Maska nadaje włosom silny, zdrowy wygląd doskonale włosy odżywiając jednocześnie utrwalając ich kolor. Znakomita do użytku dla włosów osłabionych chemicznym farbowaniem. Moje włosy są osłabione życiem, podobnie jak ja. Na pewno po kilku słonecznych tygodniach wyblakły, chociaż nie traktuję ich cytryną. Jeż opowiadał mi o oleju marchewkowym i może też dlatego..


Wpadł mi w oko olej leczniczy z witaminami i filtrem UV 90 ml - wyjątkowa mieszanka 100% organicznej, greckiej oliwy z oliwek extra virgin z certyfikowanych upraw oraz oleju arganowego z Maroka. Olejek odbudowuje strukturę włosa, eliminuje plątanie się włosów i zabezpiecza kolor. Przywraca włosom blask i elastyczność, zapewniając właściwe odżywianie. Olejek nie pozostawia efektu tłustych włosów i zawiera lotny silikon. Okay, okay, okay. Używałam Amly, Heenary i Babydream dla kobiet w ciąży i.. jakichś pomniejszych olejów okazjonalnych. W gruncie rzeczy olejowałam często i intensywnie (i dawało to dobre efekty), ale w zabezpieczanie końcówek nie bawiłam się tak bardzo jak mogłam.

Kiedyś dawno temu używałam serum na końcówki z Avonu i faktycznie sprawdzało się jeśli nie nadużywałam. Mam też wygładzające mleczko Klorane na całą długość włosów, ale problem z tym produktem polega na nadmiernym wygładzaniu, a przez to drastycznym zmniejszeniu objętości. Takie ulizanie niezbyt mi pasuje, właściwie to odkąd mam mniej włosów nie jestem takim rozwiązaniem zainteresowana. Postanowiłam, że to wszystko może się lepiej udać gdybym miała olej i moje sprężyste (w teorii) falo-loki były nawilżone i błyszczały w świetle dnia.

Drugie miejsce jest trochę inne, opakowania mają bardziej dizajnerskie i wpisujące się w minimalistyczną konwencję. Chociaż.. no ale powiedzmy, że wpisujące się. Insightshop.pl, bo to o nich mowa, stawiają na innowacyjność, ekologię i jakość produktów. Chcą promować ciekawe pomysły i projekty. Fajnie, fajnie. Czemu nie w sumie.


Mnie zainteresowała seria Anti-Frizz i może powinna przemyśleć czy to seria dla mnie. Nawilżające produkty zaszkodzić nie mogą, nie? ;)

Maska (250 lub 500ml) i odżywka (500 lub 1000ml) na pewno zmieściłyby się na mojej półce w łazience, mogłabym od tego zacząć. Nie znalazłam składów na stronie, ale na pewno można dopytać w obsłudze klienta. Znalazłam za to informację o taką (o odżywce): Organiczny ekstrakt z siemienia lnianego ułatwia rozczesywanie, zapobiega plątaniu się włosów oraz działa odżywczo. Kompleks zapobiegający plątaniu się włosów (masło kakaowe, olej z bawełny oraz olej z konopi) zmiękcza i łagodzi podrażnienia.

Wyobrażam sobie też inne kosmetyki Insight w swojej włosowej "kolekcji", ale pewnie zanim zużyję to, co mam i zamówię nowe to trochę minie. Chociaż może nie ;P Maskę chyba przedostatnią właśnie zużyłam. Muszę sprawdzić.
Wydaje mi się, że blogerki testowały / testują, więc pewnie część osób kupiła co nieco. Ja czytałam dwie pozytywne recenzje oleju, a poza tym podoba mi się pomysł użycia na włosach czegoś, co nie jest Kallosem. Fajne były tanioszki, ale chciałabym jakiś nowy efekt, najlepiej wow, ale nie sądzę, żeby wow nastąpiło. Po prostu tęsknię za czasami kiedy moje włosy czuły się dobrze.

Udanej niedzieli, ahoj!
Stri

 

sobota, 1 sierpnia 2015

ulubieńcy lipca 2015

Lipiec przyszedł trochę niespodziewanie, a pierwszy tydzień był najgorszy w roku pod względem ilości katastrof. Marudziłam, płakałam, nie mogłam spać, zjadłam słoik nutelli, pojechałam do Ikei, kupiłam sobie coś szarego i trochę mi przeszło wydawało mi się, że trochę mi przeszło. Niektóre sprawy można było naprawić (np pęknięty/złamany ząb), innych nie (np zaufanie), a jeszcze inne będą miały ciąg dalszy (niestety, takie jest życie).


W całym tym zamieszaniu udało mi się obejrzeć pierwszy sezon Hannibala (love), Mads Mikkelsen jest niebezpiecznie seksualny i nie mogłam oderwać od niego wzroku.. a jeszcze te sceny w kuchni, omg.


Później było True Blood, bo w końcu przeczytałam kroniki Sookie Stackhouse. Literatura tak lekka, że mogłaby się unosić. Nie dissuję, a wręcz przeciwnie. Śmiałam się przez wszystkie osiem tomów. Śmiesznostki zawsze na propsie.


Z lajfstajlowej szufladki do ulubieńców mogę zaliczyć Kindla, który jest moim ulubieńcem wszechczasów, bo czytanie jeszcze nigdy nie było tak łatwe. Pozbyłam się 80% książek papierowych, bo nie miałam na nie miejsca i nie żałuję. Kupuję tylko ebooki, które wcale nie są tańsze, ale mogę je mieć ze sobą w podróży i nie cierpi na tym mój kręgosłup. Ze względu na to, że pozbyłam się książek - pozbyłam się też mebli na książki, więc mam więcej miejsca. Więcej miejsca to deal życia.

Planuję kolejne zmiany - zamierzam wywalić biurko. Biurko ma 20 lat, jest ze mną od podstawówki. Zajmuje mi przestrzeń, jest starego typu i było pomyślane na komputer stacjonarny (którego już nie używam).. aż się prosi, żeby pozbyć się biurka i kupić stół (bo nie posiadam i jem w powietrzu albo przy biurku właśnie, ale nie jest optymalnie) Dziś jest 17.07, mam nadzieję, że w ten weekend uda mi się ogarnąć sytuację. Kupiłam szary blat LINNMON 60x120 za 53 zł. Ikea robi też mniejsze blaty 60x100, ale były białe albo czarne, a ja chciałam jakiś inny.

Mam nogi, bo korzystałam z takiego "biurka" na studiach - służyło mi bardzo dobrze przez kilka lat, a później wstawiłam je do kuchni. Blat "roboczy" był zbyt niski i mnie denerwował, poza tym bardzo się zniszczył, więc nowy blat i stare nogi powinny załatwić sprawę przynajmniej na jakiś czas, no i będzie się dało swobodnie go przestawiać. Rozważałam drewniany blat taki np 100x100, ale doszłam do wniosku, że ceny ikeowego badziewia nic nie przebije i na jakiś czas wystarczy.

Update: udało się. Blat z nogami jest. Jeszcze przy nim nie siedziałam, ale kiedyś zacznę, Koty są zadowolone, chociaż trochę je oszukałam, bo blat jest śliski, a blat biurka nie był sasasa.
Kosmetycznie w lipcu nie działo się zbyt wiele - nadal robię regularnie maseczki, wróciłam do pianki do mycia twarzy Decubal, no i zaczęłam stosować SYIS serum kolagenowe do paznokci, które dostałam od Angel :) Dalej jem lody kokosowe (ale już trochę mniej, bo ile można), słucham muzyki i potrafię godzinami patrzeć na moje Koty. Czytam książki (takie tradycyjne też, ale raczej w domu), oglądam wywiady z Wesem Andersonem na YT. Na YT oglądam też czasami Abstrachuje, rozważam nawet zakupienie ubrania, ale musiałabym przymierzyć w Złotych Tarasach.

Oprócz muzyki, podróży i minimalistycznego stylu życia, rzadko znajduję coś ciekawego na tej platformie. Nie mam czasu, jeśli chcę coś obejrzeć to wolę oglądać większe produkcje filmowe albo telewizyjne. YT odwiedzałam codziennie przez kilka lat i chyba już więcej nie jestem w stanie.


Książki papierowe mi się kończą, ale jeszcze trochę zostało - w tym miesiącu zwróciłam szczególną uwagę na Pilipiuka, bo czytałam ponownie Oko Jelenia, a wcześniej Kuzynki.


Muzycznie był festiwal hh elements. Powinniście wiedzieć, że zanim na kilka lat poświęciłam się słuchaniu ciężkiego gitarowego grania, zdążyłam już polubić hip hop. Wtedy słuchało się Paktofoniki, dopiero później wydarzyły się dla mnie jakiekolwiek inne składy. Uważam, że polski hip hop jest naprawdę ciekawy, dużo się tu dzieje i można robić rzeczy niesamowite. Na imprezie pojawili się m.in. Rasmentalism, Quebonafide, przyjechał Joe Kickass, który rozjebał system. Był donGURALesko, było dużo młodych ludzi i impreza z pewnością była gruba jak już muzyka ucichła w amfiteatrze. Mnie się podobało. Chyba wspominałam już, że mam ochotę pojechać na Męskie Granie.. tylko nie wiem, na które. Chyba na to w Żywcu.


Jeż przyjechał na kilka godzin, dzięki Jeżu!!! Podniosłaś mnie na duchu i zabrałaś niepotrzebnych kosmetyków kilka :) Zabrałam Jeża na rybę i myślałyśmy o Słomce. W Zalesicach. Na zdjęciu Jeż i drzewo.


Dużo radości przyniósł mi w tym miesiącu rozświetlacz z Inglota, wypadałoby coś o nim napisać, bo warto go rozważyć. Kosztuje niecałe 40 zł, a świeci się bardzo, a im bardziej tym lepiej jak wiemy. Jedyne co, to jest sypki, więc może podróże małe i duże lepiej odbywać bez niego, chociaż w sumie..

A, no i dużo intensywnych ust było w tym miesiącu. Nie przez cały lipiec, bo 37 stopniowy upał nie zachęca do robienia makijażu, ale maty od Bourjois poszły w ruch, lipcream NYXa, stainy z Catrice, wszystko było.

Udanego sierpnia, oby był lepszy od lipca.
Buziaczki ahoj!

Stri

august please be good to me


Zwolenniczką proszenia miesięcy, żeby były dla mnie dobre, nie jestem, ale po lipcu naprawdę przyda mi się odrobina luzu, bo żyjąc w takim napięciu przewiduję, że umrę przed końcem roku. Plan na sierpień jest następujący: dobrze się bawić, jeść sałatki i pozostawać w ruchu. Relacja jak zwykle na Instagramie.

Stri :)))

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...