czwartek, 10 grudnia 2015

meet beauty

Jak zwykle czas nie czeka na mnie, a z Meet Beauty już wszystko zapomniałam i jak tu zrobić relację. Wszyscy przeczytali o co chodziło w tej konferencji, więc ja dodam tylko kilka uwag. Po pierwsze - najważniejsze: Jeżu, dziękuję, że mogłam u Ciebie spać jak zwykle. Po drugie - nie byłam na żadnym wykładzie, co świadczyć może głównie o moim.. lenistwie. Nie chciało mi się kombinować z tematami, które nie interesują mnie za bardzo. Natomiast jak nie siedziałam na warsztatach (które warsztatami nie były tak do końca) to gadałam z Dziewczynami. To było dla mnie najcenniejsze #sorrynotsorry.


Pierwsze warsztaty to były włosy. Remington to marka bliska memu sercu, w tym roku rozstałam się z prostownicą, która po kilku latach nie nadawał się już do niczego co prawda, ale zanim była do wyrzucenia to działała bardzo dobrze, nie popsuła się w trakcie użytkowania i była w dobrej cenie jak ją kupiłam. Firma kojarzy mi się dobrze, chętnie sięgałabym po ich produkty gdybym ich potrzebowała. Byłam podekscytowana oglądaniem nowości, bo potrzebowałam nowej suszarki.


Jeśli o warsztaty (w ogóle) chodzi to zawiodła chyba nieco organizacjo-komunikacja, bo warsztaty wydawały mi się czymś w rodzaju uczenia się, przekazywania wiedzy uczestnikom i jakimś ogólnym know-how'em. "Włosów nie suszymy do końca, żeby nie wyciągać z nich całej wody" to dobry pomysł na warsztaty i tak się złożyło, że to jedno zdanie padło z ust stylisty fryzur, który był obecny na spotkaniu i miał swoje 15 minut. Pierwszą połowę warsztatów spędziłyśmy słuchając Pani Remington, która czytała z rzuconych na ścianę powerpointów. Nie oceniam, bo kilka naprawdę kiepskich prezentacji mam za sobą i nie każdemu przychodzi to bez problemu. Pani Remington szło dobrze, ale przeczytać mogę sama to, co jest napisane. Again - mało warsztatowo. Gdyby to była prezentacja produktów z nowej linii PROTECT, spotkanie z marką to jak najbardziej tak. Podobało mi się, że Pan Remington, który organizował całe przedsięwzięcie, był ciekawy co sądzę na temat tego, co się działo. Feedback jest istotny jak robimy coś takiego.

Bardzo miłym akcentem było wygranie przeze mnie suszarki w konkursie/rozdaniu, które miało miejsce w listopadzie. Akurat potrzebowałam suszarki, więc się zgłosiłam i udało się jakimś cudem. O suszarce powstanie post, bo można rozważyć. Patrzyłam na ceny w kilku miejscach i można ją kupić już od 140 zł, więc chyba bardzo dobra cena. Obawiałam się, że będzie kosztować dwa razy więcej.

Na warsztaty (które naprawdę uczyły) paznokciowe się nie załapałam, ale czy ja naprawdę będę robić hybrydy? Może faktycznie, gdybym dostała cały zestaw z lampami to bym zrobiła. Te blogerki urodowe to są jednak wygodne. Zamiast kliknąć sobie zestaw i wypróbować to ido za darmo odebrać. Trochę tak, ale nie do końca. Ja bardzo lubię malować paznokcie, hybrydy są wygodne, bo dłużej wytrzymują, ale są smutne, bo nie można przemalowywać co dwa dni. Można pomalować na wierzch, ale gdzie tu logika (nie wiem). W ogóle trochę strach tak sobie samemu coś robić nowego, ja za hybrydy jeszcze się nie zabieram, ale jakby coś to brakuje mi teraz tylko urządzenia.


Golden Rose trochę strzeliło sobie w stopę. Po pierwsze, Golden Rose kojarzyło mi się z ryneczkiem, bo to na ryneczku kupowałam ich kosmetyki lata temu. Po drugie, starają się być lajfstajlowi i są coraz bardziej, bo media społecznościowe i już salony stacjonarne, a nie brudna baba na placu i zamrożone kosmetyki z ciężarówki. Po trzecie, mam wrażenie, że potraktowały nas (blogerki, mnie i moje koleżanki po fachu) nieco wybiórczo. Dlaczego? Nie chcę robić skandalu, ale chcę zrobić relację i opowiedzieć Wam o swoich wrażeniach. Opowiadam. Drogie Golden Rose, jeśli źle odebrałam sytuację to przykro mi, ale powinniście nie dopuścić do tego, żebym ją tak odbierała. To dla Was reklama, więc reklamujcie się, a nie antyreklamujcie.

Stałyśmy sobie "w kolejce do Golden Rose", podeszłyśmy grupką, Pani Golden Rose zaproponowała, że dobierzemy kosmetyki specjalnie dla nas, każdemu według potrzeb. Zaznaczyła, że matowych pomadek i kredek nie ma, bo bardzo popularne produkty rozeszły się z samego rana. No okay. Samam mam 4 sztuki, więc naprawdę bez ciśnień.
Zapytana o to co mnie interesuje powiedziałam chyba, że baza rozświetlająca bardzo reklamowana (o której rozmawiałyśmy chwilę wcześniej) albo róż, a pani zapytała a może coś do paznokci, bo nic innego nie zostało. Były jeszcze rzeczy do oczu, ale ja do oczu niet, bo alergia. Zrozumiałam, że asortyment jest już mocno przebrany i cieszyłam się z paznokciowego duo i jeszcze mini lakieru z innej serii. Wszystko skończyłoby się w ten sposób, ale jakiś czas później przyszła znana blogerka z odsłonami, która dostała i bazę i coś tam jeszcze "(czego już nie ma, bo się skończyło rano"). W związku z tym smutek zagościł na naszych twarzach. Epic fail. Biorąc pod uwagę setki złotych, które wydałam na lakiery, pomadki, konturówki i inne produkty do makijażu tej firmy poczułam się wyruchana. Nie dlatego, że nie dostałam za darmo, bo wiecie - nic nie jest za darmo, tylko dlatego, że z jednej strony fantastyczne konsultacje według potrzeb i zainteresowań, a z drugiej strony jednak nie dla każdego to samo, bo co, bo ilość wyświetleń? Golden Rose było standem, a nie zamkniętym eventem z zapisami. Gdyby było z zapisami, a ja próbowałam się wbić na krzywy ryj to I get it. Smuteczek taki.


Tym lepsze wrażenie zrobiło na mnie spotkanie przy standzie PILOMAX. Kolejka była długa, bardzo długa i trzeba było czekać, ale to świetna okazja do pogadania z koleżankami :) Panie Pilomax wyglądały i zachowywały się profesjonalnie, nie lały wody tylko sprawnie przystąpiły do badania stanu skóry głowy, rozmowa była krótka, ale sensowna. Podzieliłam się z nimi np przemyśleniami na temat przetłuszczania się moich włosów - doszłam do wniosku, że skoro nie mam tłustych włosów po kilku godzinach to ja wymyśliłam sobie, że się przetłuszczają. Jak wspomniałam, było krótko, ale konkretnie. Jedna z Pań Pilomax zaproponowała mi do pielęgnacji szampon z linii, której nie było akurat w standowym asortymencie. Poprosiłam, żeby zapisała mi na kartce nazwę to poszukam w aptece (zawsze wypróbowuję polecenia z zakresu łuski). Pani Pilomax zaproponowała, żebym zostawiła swojego maila, skontaktujemy się i dostanę szampon od nich. Dostałam. Jest reklama? JEST! Tym bardziej, że szampon jest cudowny i będzie post I promise, a ja już kupiłam kolejne opakowanie.


Last but not least - gwiazda wieczoru, Pierre Rene. Omg, to dopiero były anty-warsztaty. Pani Pierre Rene była na swój sposób elokwentna, jeśli chodziło o kogoś kto mówił przez cały czas. To mi się kojarzy raczej z taką osobą, która prowadzi licytację. Nie, naprawdę nie wiem dlaczego ja tam poszłam. Zacznijmy od tego, że większość z nas na pewno NIE BĘDZIE MALOWAĆ TWARZY UJEBANYMI TESTERAMI bez jednorazowych narzędzi. Sorry, nie będziemy i koniec. Panie w drogerii mogłyby, ale my nie, bo jesteśmy przewrażliwione na tym punkcie. Prezentacja historii firmy, bestsellerów firmy i ogólnie firmy i jeszcze raz firmy to NIE SĄ WARSZTATY. No, nie są. Nie jestem stałą bywalczynią blogerskich spędów, ale nawet po jednym bardzo dobrze zorganizowanym spotkaniu  (pozdrawiam Angel, która razem z Anią ogarnęły wszystko cudownie kiedyś 2 lata temu chyba to już było) można odróżnić wysoki poziom od niższego.


Podsumowując - Meet Beauty wzięło się za coś, czego chyba do końca nie umiało ogarnąć, bo może liczyło, że marki też trochę same się zorganizują. Każdy robi po swojemu, raz lepiej raz gorzej. Fajnie było zobaczyć się z Dziewczynami. Dziękuję za mile spędzone chwile. Organizacja czegoś tak dużego jest wyzwaniem, wiec propsy dla Organizatorów i wolontariuszy i w ogóle. To nie jest tak, że ja nie doceniam, bo doceniam, że ktoś mnie zaprosił gdzieś, żeby robić coś. Bardzo smacznie wyglądających babeczek tylko spróbowałam, bo jeszcze dochodziłam do siebie po szpitalu.

Pierwsze Meet Beauty za nami, trzymam kciuki za kolejne edycje. Zastanawiam się jak pozostałym uczestnikom się podobało? Ktoś, coś?


Jasne, że z wydarzenia zgarnęłyśmy goodie bag. Produkty, które już przetestowałam będą się pojawiać na prostych czynnościach, bo w końcu o to chodzi. Będą jak zwykle oznaczone gwiazdką.

Dzień dobry, jest poniedziałek o już czwartek. W grudniu miałam jeden dzień wolny, teraz tylko praca praca praca praca i dwa dni przerwy, a później jeszcze bardziej praca praca praca.

Ahoj Załogo,
Stri

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...