sobota, 19 marca 2016

yves rocher | indygo

To jest jeden z tych odcieni, które sprawiają, że chce się malować. Nawet gdyby jakość nie była tak bardzo super, druga warstwa zależała od pierwszej, gdyby coś było nie tak z pędzelkiem. Chciałoby mi się nawet wtedy, a to już coś. Na szczęście wszystko inne jest idealnie, więc muszę Wam opowiedzieć i wysłać do salonów stacjonarnych, żeby obejrzeć kolory.


Lakier kupiłam kiedyś spontanicznie, bo mi zabrakło do kolejnej pieczątki, a kończę poziom i chciałam pieczątkę. Chciałam też lakier, nie oszukujmy się. Wybrałam Indygo trochę bez przekonania, bo ciągle te niebieskie i niebieskie i nie po to się pozbywałam, żeby teraz znowu i na kij mi ten niebieski, ale inne nie były takie ładne, więc niebieski. Indygo.

14,90 zł za 5 ml, link do sklepu internetowego. Kryje przy grubszej warstwie, ale ja wolę dwie. Błyszczy się jak szalony, podobno pomaga mu w tym ekstrakt z roślinnej żywicy drzewa Elemi. Mnie pomaga Seche Vite. Trwa wtedy do pięciu dni, przeważnie czwartego dnia następuje zmiana warty. Odcień jest unikatowy, przynajmniej w moim Helmerze nie znajduję nic podobnego. Polecam serdecznie, a jeśli ta niebieskość jest dla Was zbyt jasna to Yves Rocher ma w swojej ofercie również granat*, który trafił do mnie kiedyś w ramach współpracy. Granat jest przepiekny, niestety bez promieni słonecznych nie zobaczycie całej jego okazałości. W cieniu trochę się marnuje i przypomina czerń, ale jest to zdecydowanie granat.

Miłego dnia, ahoj!
Stri

piątek, 18 marca 2016

picie płynu do mycia naczyń, badania kontrolne, kociasteczka i neko atsume

Nie pytajcie mnie jak to się stało, ale wypiłam 200 ml herbaty z płynem do mycia naczyń. To bardzo, bardzo dziwna historia i nigdy nie sądziłam, że tak potoczy się moje życie, ale stało się. Poza tym od 5:34 stałam w kolejce do przychodni, żeby zarejestrować Mamę (i siebie przy okazji też). Wizyta u lekarza przebiegła dosyć sprawnie. Pani lekarz powiedziała, żebym się nie przejmowała herbatą z płynem do mycia naczyń, a co do wyników moich badań to wątroba mi trochę kuleje i mam nie jeść smażonych i pieczonych rzeczy (a mój nowy piekarnik to co?). Dostałam też jakieś tabletki dwa razy dziennie przez dwa miesiące. Mam też nie jeść słodyczy i chodzić schodami. 


Wczoraj Guenhwyvar pomogła mi wybrać lakier, którym powinnam pomalować paznokcie. Uniosłam ją nad szufladą z lakierami i wskazała łapką tzn oparła łapkę na jednej z buteleczek. Jak już to zrobiłam to pomyślałam sobie, że ja jednak jestem szalona, ale Ona była taka urocza z tą łapką, że nie mogłam się powstrzymać.

Oglądałam FREDCEMBER, czyli vlogmas w wykonaniu Fran i Eda. Oprócz radości takiej po prostu zgapiłam od nich trzy rzeczy: imbirowe ciasteczka (w moim wypadku były to kociasteczka), sałatkę z quinoa (quinoo :D) i last but not least aplikację Neko Atsume.


Kociasteczka są dzięki Słomce, która obdarowała mnie cudownymi foremkami w kształcie kotów. Po zrobieniu ciasteczek jednak doszłam do wniosku, że są trochę creepy, bo to jakbym jadła koty, ale właściwie nie do końca tak jakbym je jadła, więc w sumie spoko. Dzięki Słomku :*


Sałatka z quinoo polegała na ugotowaniu kaszy (dodałam kilka kostek zamrożonego bulionum, bo mrożenie bulionu w kostkach jest TRENDY i ja jestem na czasie), dodaniu sałaty, startej marchewki i buraków też startych. W sumie burak był jeden. Można ucierać na większych oczkach, ale ja chciałam na mniejszych, żeby quinoa i burak się połączyły w różowe coś. Mieszając skropiłam cytryną. Dietetycznie jeśli nie dodamy sosu ze śmietaną albo czymś.


Neko Atsume Kitty Collector to jest właśnie to - kitty collector. Zwabiamy koty na nasze podwórko / do naszego pokoju (so creepy), dajemy im jedzenie i zabawki. Zabawki zmieniamy kupując nowe, pieniądze zostawiają nam w podziękowaniu za spędzony czas koty. Zabawa jest przednia, mówię Wam!


Spójrzcie na te zadowolone pyszczki! CUDOWNIE jest. Kotom robimy zdjęcia, każdy ma swój album z liczbą wizyt i ulubionymi zabawkami. Tyle emocji.


Udanego popołudnia i weekendu, bo dzisiaj piątek. Ja czytam cykl demoniczny Brett'a i jestem bardzo wciągnięta, ale za szybko czytam i muszę zwolnić, bo jak mi się wszystko skończy to będzie mi smutno. Okay. Dziękuję za uwagę, ahoj załogo! Stri

czwartek, 17 marca 2016

dzisiaj jest czwartek


Dzień dobry. Lubię wietrzyć pościel, lubię spać w pachnącej świeżym powietrzem pościeli. Lubię wietrzyć mieszkanie, robię to codziennie albo prawie codziennie. Wczoraj spało mi się genialnie i śniły mi się palety cieni takie trochę Zoevy, a trochę tańsze odpowiedniki z mintishopu. Świeci słońce, ciekawe czy tak już zostanie do Wielkanocy czy coś się zmieni. Śnieg się roztopił, ale rozumiem, że tak musiało być. Na śniadanie zjadłam ryż z tuńczykiem, bardzo dawno nie robiłam owsianki, wybierałam raczej słone potrawy. Nauczyłam się robić cienkie naleśniki, okazało się, że wystarczy być cierpliwym i ograniczyć tłuszcz rozsmarowując go pędzelkiem na patelni.

Mam małą awarię kranu w kuchni, mam nadzieję, że to kwestia uszczelki, a nie całej baterii.Chociaż, są gorsze rzeczy w życiu niż awaria kranu w kuchni :) Pościel się wietrzy, koty śpią, bo się najadły. O, tak w ogóle to kupiłam kilka saszetek dla stada. Shiro jest nieco wybredny, a przy tym musi jeść pokarm przystosowany do problemów z układem moczowym. Mówię o tym, żeby zwrócić uwagę na banner umieszczony na stronie koteria.org.pl - robiąc zakupy w zooplusie kliknijcie wejdźcie na stronę klikając w banner, 5% wartości zamówienia powędruje do Koterii. Ja odkryłam to dopiero niedawno, a wydaję zostawiam w zooplusie nawet 2000 zł rocznie (jedzenie, żwirek, akcesoria, zabawki, drapaki dla stada, ale również jedzenie dla bezdomniaków, no i czasami wspólne zakupy z kimś kto nie ogarnia internetu, a jeszcze czasami coś dla Muchy). Myślę, że powinnam umieścić tę informację jeszcze w jakimś osobnym poście na temat Kiciuniów. Ja nie wiedziałam tego wcześniej, może ktoś jeszcze też nie wie. Tak samo jak może jeszcze ktoś nie wie, że mając kota w mieszkaniu trzeba zabezpieczyć okna. Patologiczni ludzie nie wiedzą, nie wiem czemu.

Płakać mi się chce jak o tym myślę, wczoraj spotkałam koleżankę i pokazywałam jej zdjęcia Kiciuniów. Ostatni raz widziałyśmy się jak Shiro był jeszcze jedynakiem, opowiedziałam jej szybko historię dziewczyn i cała akcja miala miejsce w tramwaju. Pani siedząca krzesełko obok odwróciła się i powiedziała, że sąsiad otruł jej kota i nie dało sie go uratorwać. Ja nigdy w życiu bym nie wypuściła stada, żeby były narażone na rzeczy, nad którymi nie mam kontroli. Moje koty nie wychodzą, mają taras na parapecie, polują przez siatkę ogrodzeniową na wróble i gołębie, ale nie wypuszczam ich tak po prostu. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że są koty dzikie albo takie, które nie wyobrażają sobie nie wychodzić (a mieszkają na parterze), przyzwyczajone do spacerów po okolicy. Może takie trochę starsze, które nie wychowywały się w domu? Nie wiem, nie byłam w takiej sytuacji.

Szybka zmiana tematu, wiosną będę chodzić w długich spódnicach. Poza tym Iwetto zainteresowała mnie serum Yonelle. Jeszcze poza tym podoba mi się nowa kolekcja OPI, bo The Originals dzieją się w Nowym Orleanie i trochę mnie to wszystko ekscytuje. Mam pastylki pudrowe, znalazłam sklep na osiedlu gdzie nimi handlują :) Chcę zrobić blok i chcę pojechać na wycieczkę do Warszawy. Poza tym zamówiłam sobie cienkopisy do kolorowanek. Jutro zaniosę książki do biblioteki, jeszcze mam kilka do oddania (stopniowo). Post o przeczytanych książkach powstaje.

Udanego popołudnia! Buziaki ahoj,
Stri

środa, 16 marca 2016

pióro wieczne faber-castell loom metallic

Kilka miesięcy temu drukowałam coś w punkcie xero i zauważyłam na wystawie pióro, które mi się spodobało. Zapytałam o szczegóły, pani pokazała mi pióra z dwóch różnych firm, a później wyjęła z torebki Faber-Castell LOOM, czyli pióro, które widzicie na zdjęciu poniżej.

Zaczęłam pisać piórem w wieku 7 lat i przestałam jakoś na studiach, bo pod koniec robiłam większość notatek netbookiem. Brakowało mi tego uczucia, poza tym czasami jednak coś teraz piszę ręcznie. W związku z tym zaczęłam robić research, zwłaszcza, że cena stacjonarnie była wysoka. Chyba 160 zł, ale może 180. Trochę za dużo - pomyślałam. Obejrzałam te dwa filmy na YT: film 1 i film 2. Poźniej obejrzałam film 3 (jeszcze recenzja pisana) i wiedziałam już, że to jest pióro dla mnie. Nie za ciężkie, ale ciężkie, metalowe, matowe, kolorowe, ale jednak nie. Odporne na mój styl życia, bardzo ładnie pisze. Obawiałam się, że będzie pisać zbyt cienko i nie wiedziałam czy stalówka M nie będzie za gruba. Nie jest.

Swój egzemplarz kupiłam na papiernozyce.pl, bo nazwa tego sklepu jest bardzo zachęcająca & I'm a hipster like that. Link przeniesie Was do tego konkretnego koloru (piszą, że to fiolet, ale to chyba bardziej fuksja, no ale w sumie fiolet). Wydaje mi się, że była jakaś promocja być może albo przesyłka taniej albo coś. Mój egzemplarz sprawuje się genialnie, używam nabojów. Konwerter / tłoczek kosztuje 22 zł. Szkoda, że nie jest gratis, ale z drugiej strony okay - pewnie cena byłaby wyższa, a nie każdy używa. Może gdyby był gratis to by ludzie używali?

Jeśli macie jakieś pytania dotyczące tego produktu to śmiało, zadajcie je w komentarzach. Nie jestem specjalistą od pisania ani kaligrafii, ale ten produkt przynosi mi dużo radości i pomyślałam, że warto o nim wspomnieć. Inne posty na temat artykułów papierniczych i pisania analogowego znajdziecie w zakładce papier. Chyba tak będzie wygodnie.

dzięki za uwagę, buziaki ahoj!
stri

telewizja, kino i płatki kukurydziane


Obejrzałam Scandal, dużo dźwieków mam w glowie. Lubię jak ktoś mi znajduje muzykę, bo przeważnie szukam jej sama. Dzisiaj jest środa, połowa marca za nami. Niedługo kalendarzowa wiosna i już nie będę mogła być grumpy w środku w sobie, że będzie ciepło (musisz tańczyć). Idę do kina na Allegiant. Będę się podniecać Theo, Four jest tak fantastycznie napięty i lubię Shailene Woodley. Przed południem będzie artykuł piśmienniczy. Mam w domu tylko płatki Cheerios. Chocapic i Nesquik dawno się skończyły, zdziwiło mnie, że nie ma nawet Corn Flakes'ów. Chlip. Zużywam jedzenie ;) Tak serio trochę zużywam, bo nastąpiły mole w fistaszkach i miałam apokaliptyczne wizje, na szczęście nic strasznego się nie wydarzyło od tamtej pory. Uważajcie na fistaszki. Dzień dobry, czas wstawać. Stri.

wtorek, 15 marca 2016

opi | wharf wharf wharf

OPI San Francisco to edycja limitowana z 2013 roku. Fajnych lakierów była masa. Ja nadal jestem bardzo przywiązana do wykończenia liquid sand, więc wciąż posiadam Alcatraz Rocks i nadal bawię się w piaskownicy. Dzisiaj Wharf wharf wharf, który jest zawsze ciemniejszy niż mi się wydaje. Na zdjęciu jest filtr, ale on w cieniu bywa ciemniejszy niż normalnie.

W tej chwili za oknem leży śnieg i jest chłodno (jak to zimą bywa), więc odcień jest jak najbardziej na miejscu. Wiem, że dzielenie na pory roku jedni uznają, inni nie. Ja chyba dzielę na światło. Po co mi holo w cieniu/bez sztucznych świateł? Bez sensu!

(w cieniu)

Paznokcie pasują mi do kubka ze Starbunia. Lubię go, bo ma fajny kolor i dobrą pojemność. Był jednak absurdalnie drogi i nie polecam chyba. Koleżanka z pracy kupiła sobie Contigo w fajnym fioletowym kolorze. Chyba jest zadowolona.

Piaskowość tego lakieru jest delikatna, być może dlatego, że jest to kremowo jednokolorowy piasek. Zmywa się cudownie, nie odbarwia płytki paznokcia, nie zostaje na skórkach ani nie wżera się w skórę. Zawsze stosuję bazę, akurat w tej chwili jest to NailTek, bo kilka miesięcy temu kupiłam duo w Sephorze. Przeważnie używam NT + 2 warstwy lakieru + SV, ale czasami jak robię coś ryzykownego i obawiam się, że wyląduję w szpitalu na operacji to używam tylko NT i Intensive Therapy II, żeby ułatwić pracę anestezjologowi.

Dla uściślenia - używam NailTek Foundation II wygładzającej bazy podkładowej (Ridge Filler). Bardzo lubię, ale nie próbowałam innych. Więcej na temat tych produktów na stronie producenta.

Nie ma problemu ze zmywaniem, ale co ze ścieraniem się końcówek? Zależy co robimy, jeśli pomaluję paznokcie wieczorem (przeważnie przed snem, żebym nie była bezbronna/bezużyteczna w ciągu dnia), a cały kolejny dzień napitalam w klawiaturę to końcówki zetrą się po dwóch dniach. Jeśli żyję nornalnie powiedziałabym, że zmieniam lakier czwartego dnia.

Życiowy update jest taki - chwilowo jestem przeziębiona, bo biegałam z lwami po suchej ziemi (ale wiał zimny wiatr). Kupiłam jeszcze kilka par niewidocznych skarpetek, ale z innej firmy. Postanowiłam, że wiosną będę nosić długie spódnice. Zrobiłam spis zapasów, jest tam około 40 pozycji, wliczając ostatnie włosowe zakupy w promocji na zaś. Od początku roku (ale głównie od początku lutego) przeczytałam prawie 30 książek, ponieważ bezrobocie. Mam nadzieję zakończyć bezrobocie za 3 tygodnie, żeby kupić jeszcze więcej i bardziej ;) Niby mnie nie ma, ale jestem. Mam 17 postów w kopiach roboczych.

buziaki ahoj!
stri

wtorek, 1 marca 2016

przejazdem w krakowie haul

ALOHA!

Sobotnie popołudnie spędziłam w Krakowie, udało mi się kupić kilka rzeczy. Niezbyt dużo, bo minimalizm, ale potrzebowałam czegoś z Ikei, jakiejś kurtki, portfela i pozwoliłam sobie na pamiątkę z podróży. Trzy nawet, ups.

nie jestem pewna czy to ten model, ale coś w tym stylu

Zacznijmy od sklepu, który kiedyś był w mojej mieścinie, ale już go nie ma. Vero Moda jest fajna, ma rozmiary dla otyłych i nie jest aż tak drogo. Bardzo rzadko tam bywam, ale jak już jestem to zawsze coś mi się podoba. Kupiłam tam płaszcz w szlafrokowym stylu, był trochę za duży, ale ogarnę go jakoś. Cena była zachęcająca, zdecydowałam się.


W Only znalazłam kurtkę. Tamtejsze L-ki są czasami dobre, a czasami nie. Kurtka o kroju nietoperza to nie jest najlepszy kształt dla klepsydry (nawet dużej, ale nadal klepsydry). Zobaczymy co da się przerobić, cena nie do przebicia. Kupiłam. Podoba mi się jasny kolor. Wyglądam trochę jak chmurka albo wata cukrowa z pieprzem.

Te dwie rzeczy kupiłam w The Factory gdyby ktoś był zainteresowany. Obie pojechały do krawcowej na małe poprawki.

LÄMPLIG Deska do krojenia IKEA W rowku deski zbiera się sok z mięsa i owoców powstały podczas krojenia, co zapobiega zabrudzeniu blatu kuchennego.
W Ikei okazało się, że nie ma już siateczko-woreczków na pranie. Były za to pokrowce ochronne na moje nowe odzienie, drewniana stolnica, wyciskarka do cytrusów (ręczna), rolki do odkłaczacza i ciepłe cynamonowe bułeczki.


w luksusowej Biedronce  był świeżo wyciskany sok #luksus

Później spontanicznie pojechaliśmy do Galerii Krakowskiej, widziałam dworzec i byłam w ekskluzywnej Biedronce i w toalecie, w której grali Cinematic Orchestra. Znalazłam sklep Parfois i jak zwykle kupiłam sobie portfel.


Mam jeden portfel, trochę popsuty, ale działa. Jest duży i czarny, lubię go bardzo. Dostaję dużo komplementów na jego temat, więc zawsze polecam sklep znajomym. Teraz potrzebowałam czegoś mniejszego i zależało mi na tym, żeby w środku przegródki na monety nie były czarne. Czarne są praktyczne, bo się nie brudzą, ale nic nie widzę w autobusie jak kupuję bilet i próbuję znaleźć 10 groszy albo 20.


Portfel jaki jest każdy widzi, podobają mi się trendy impresjonistyczne kolory w tle i podoba mi się, że jest granatowy. Kosztował 30 zł i to chyba nawet nie była wyprzedaż. Spoko.


Na półce w apteko-drogerii zobaczyłam Łaźnię Agafii i kupiłam dwie maseczki do twarzy. Ekspresową odświeżającą i odmładzającą na mleku łosia. Kosztowały 7.50 zł / sztuka i mają jak zwykle 100 ml. Marzec będzie maseczkowy jak już wspomniałam. Oby się sprawdziły.



Przy okazji zgarnęłam AKTYWATOR MŁODOŚCI Avy - witaminę C z acerolą. Kosztował 20 zł chyba.

wiem, że skarpetki nie są ekscytujące, ale I'm keeping it real

Z życiowych potrzeb, nie mogłam znaleźć fajnych stopek, które nie wystawałyby poza cokolwiek, co mam na stopach. Nie mogą być za wysokie, ani za niskie (tzn wycięte głęboko albo płytko), muszą być cienkie, ale nie zbyt cienkie, no i bawełniane im bardziej tym lepiej. Znalazłam w TkMaxxie takie Conversy. Co prawda mają napisane ALL STAR przez całą szerokość, ale przecież w butach nie będzie tego widać, więc spoko. Wiem, że skarpetki to trochę dziwny temat, ale pomyślałam, że jeśli ktoś szuka to będzie zainteresowany. Ja jestem zainteresowana, bo te z Deichmanna przestały spełniać oczekiwania. Zresztą zobaczymy co się wydarzy wiosną i latem, może w sklepach pojawi się coś ciekawego. Ja mam taki problem, że noszę rozmiar 40, moja stopa ma 25,5 cm, ale jest smukła. W związku z tym rozmiary 39-42 są za duże, 35-38 za małe. JAK ŻYĆ! Problemy pierwszego świata, I know. Te są grubsza na dole, cieńsze od góry. Zobaczymy, jeszcze nie miałam tak wyciętych skarpetek. Szaleństwo.

Wtorek. Może pojechałam do Katowic.
Buziaki ahoj!
Stri

niedziela, 28 lutego 2016

niedziela dla włosów # 10 | invisibobble


Odkąd wymyśliłam, że stworzę ten post to zdążyłam już skrócić włosy o kilkadziesiąt centymetrów oh well. Nie będę robić scen i mówić, że jestem stara, bo nie jestem, ale głupio byłoby nie zauważyć, że pewne rzeczy się zmieniają z wiekiem. Kondycja moich włosów była z miesiąca na miesiąc coraz gorsza, teraz po skróceniu może być. Na pewno nie jest idealnie, ale nie jest też najgorzej.

#bokeh

Skoncentruję się dzisiaj na Invisibobble, lajfstajlowych gumkach do włosów, których używam od.. wielu miesięcy. Okay, może nie dla wszystkich jest to produkt idealny, ale ogromna ilość dziewczyn zdecydowało, żeby je przynajmniej wypróbować. Ja też. Moje włosy na pewno nie są proste i gładkie. Przy odpowiednich produktach skręt bardzo ładnie się trzyma, ale przeważnie są po prostu falowane. Mają strukturę i grip, więc nie wyślizgują się z kucyka..chyba, że je wyprostuję i zbombarduję silikonami. Wtedy tak.

Moje wszystkie gumki kupiłam w mintishop.pl, nikt jednak mi nie płaci, żebym to napisała, ani nie dostałam od nich niczego za darmo (oprócz krówki albo dwóch przy zakupach). Mogę jednak polecić ten sklep, bo nigdy nie miałam problemu z realizacją zamówień czy obsługą klienta. Zawsze kupuję pojedyncze sztuki z różnych kolorów, żeby łatwiej było mi śledzić moje gumki podczas używania. Mieszkają w torebkach albo kieszeniach, czasem wiszą na wieszaczku na drzwiach w łazience. Czasami wpadają za/pod łóżko, czasami Kiciunie na nie polują. W tej chwili mam 3 albo 4 i to jest ilość, która w zasadzie mi wystarcza. Jedna z gumek jest już bardzo rozciągnięta, koka związuję nią na cztery razy. Ma to swoje dobre strony, czasami wychodzi mi messy bun / just fucked hair.

Jeż powiedział, że można je zamoczyć w gorącej wodzie i się skurczą. Przezroczyste mogą nie być najlepszym materiałem na moczenie we wrzątku, podobno robią się żółte. Ja nie moczę w ogóle, bo messy just fucked bun. Wytrzymałość tych gumek jest bardzo w porządku. Żadna się nie popsuła, nie pękła, nie poplątała, nie zmieniła koloru.

Cena 5 zł / sztukę to dobra cena. Pisałam o tych produktach już na blogu, więc to będzie ostatni raz. Postanowiłam sobie uporządkować włosy w ramach NDW i będę sukcesywnie uporządkowywać. Następnym razem może suszarka albo wypróbuję loki na opasce? Któż może to wiedzieć, zobaczymy :)

Buziaki ahoj,
Stri

sobota, 27 lutego 2016

motywacja


..a może soboty będą dniem motywacyjnym? lol. nie działają na mnie żadne motywujące cytaty, jestem sceptykiem jeśli chodzi o podświadome budowanie siebie patrząc na tabliczkę z pepco za 8 zł. wiem, że niektórym dodaje to sił. mi sił dodają pieniądze, seks, nutella i moje sierściuchy. pożądanie wywołuje we mnie pokłady energii, o których nie wiedziałam, że je mam. pieniądze sprawiają, że mogę poświęcić bardzo dużo, nawet te niewielkie zapasy energetyczne, które mi pozostały i które miałam wykorzystać na coś innego. nutella sprawia, że chce mi się wstać i iść do biedronki jak pada deszcz, ale tak naprawdę jest gorąco w kurtce i wszystko się przykleja do mojego ciała. bleh. Kiciunie są całym moim światem, zrobię dla nich wszystko co muszę.

jak jeszcze wydawało mi się, że MUSZĘ MIEĆ wszystko, co przyjdzie mi do głowy, oglądałam fototapety czy tam naklejki na ścianę. patrzyłam na napisy, które może sobie kupić każdy, zastanawiałam się nad napisaniem sobie czegoś na papierze pakowym. dziś rozważam farbę na drzwiach albo bezpośrednio na ścianie, ale dziś - jak już ustaliliśmy - już wiem, że cytaty raczej nie zadziałają.

może jeden albo dwa mi się podobają.
mogłabym zrobić tatuaż do more, albo coś. raczej live light ;) tatuaże to jest naprawdę osobna historia.

stri

piątek, 26 lutego 2016

akcja odnowa twarzy | iwostin, yves rocher, pharmaceris, phenome, the body shop, vichy, bielenda

Hej!

Nie przykładałam się do pielęgnacji twarzy ostatnio. Od listopada nie miałam czasu na nic, później nie miałam siły, a teraz nie mam już wymówek ani nawet pół wymówki ;) Zauważyłam starzenie się skóry wokół oczu, mam dużo siwych włosów. Pomalowałam je dwa razy u nasady, ale już odrosły. Mam naprawdę więcej siwych włosów niż miałam, ale dobrze jest pamiętać jak się wygląda, bo jak się nie pamięta to można dostać pojebania na swoim punkcie i myśleć, że się jest zajebistym, a jest się normalnym. W związku z powyższym jestem trochę siwa, trochę zmarszczona i trochę do depilacji, ale I'm keeping it real. Glam jest fantastyczny, ale musimy pamiętać, że to jest wszystko sztuczne i liczą się inne rzeczy. Taki wstęp. Przejdźmy.

Zacznę od tego jaki efekt odnowy twarzy chcę uzyskać - moje nierówne wulkaniczne pory takie pozostaną (dzięki Tato), ale chcę lepiej je oczyszczać, żeby uniknąć dramatycznych stanów zapalnych. Chciałabym zmniejszyć ich widoczność. Najlepsze byłoby zmniejszenie ilości wydzielanego sebum, żebym po godzinie z mejkapem nie musiała się odtłuszczać na nosie. Poza tym miło będzie jeśli zniknie kilka przebarwień, powstałych na skutek niemiłosiernego słońca. Na marginesie - teraz jest cudownie chłodno i cieszę się każdym dniem. Dużo osób ma depresję, ja nie mam. Jupi.

Dzisiaj pokażę Wam czym zamierzam ogarnąć swoją twarz. Jakiś czas temu, jak jeszcze świeciło słońce kupiłam w dobrej cenie nowość (dla mnie) Iwostinu. Perfectin Purritin ma kwas migdałowy, laktobionowy i alfa i beta hydroksykwasy. Działają złuszczająco, odblokowują pory skóry, zapobiegając powstawaniu zaskórników. Normalizują czynności gruczołów łojowych. Matują i wygładzają skórę. Brzmi idealnie. Nie tylko dlatego, że ma purr w nazwie ^^


Zainteresowani w składzie na pewno znajdą to, czego szukają. Ja widzę kwasy, np salicylowy, ale skąd mogę wiedzieć co on tam robi dokładnie? Nie jestem chemikiem ani biotechnologiem. Lekarzem, ani tym bardziej kosmetyczką. Jestem po prostu użytkownikiem. Bycie świadomym klientem kończy się u mnie na reklamowaniu tego, co się popsuło, ewentualnie kupowaniu zerojajek. Nie mam czasu wiedzieć o co chodzi z parafiną, gliceryną i dobrym alkoholem. Umiem przeczytać gdzie jest olej i składnik zapachowy, ale nie będę specjalistą w dziedzinie. Ekstrakt z liści drzewa oliwnego podobno ma działanie łagodzące, regenerujące i antyoksydacyjne. Może kiedyś się zagłębię, ale teraz przeznaczam czas na coś innego. Już nie będę się z tego tłumaczyć, to według mnie bez sensu.


Kwasy wchodzące w skład tego kosmetyku kojarzą mi się ze zmiękczaniem naskórka, złuszczaniem, rozjaśnianiem, eliminowaniem przebarwień, łagodzeniem podrażnień, leczeniem stanów zapalnych, oczyszczaniem skóry z zaskórników itd itd.. Produkt petarda wydawałoby się. Instrukcje są dosyć jasne - 4 tygodnie codziennie, później do dwóch razy w tygodniu.

Konsystencja peelingu to gęsta, bardzo szybko wchłaniająca się ciecz. Nie pachnie raczej. Opakowanie to jakiś totalny dramat. Nie wiem czy to moja sztuka była popsuta, ale pipeta działa jak chce, trudno jest nabrać i dozować kosmetyk. Pomysł szklanej butelki jak najbardziej na propsie, ale kurrrrrrde kaman. Cóż, trzeba walczyć. Z opakowaniem też.

Po pierwszym użyciu skóra była podejrzanie nieco wygładzona, ale po peelingu Phenome też jest, więc pomyślałam sobie eeee to na pewno tylko mi się tak wydaje, wkręciłam sobie. Okazało się, że jednak nie. Każde użycie naprawdę polepsza skórę. Na początku wymyśliłam, że nie będę używać go codziennie, bo dostanę podrażnienia naczynka. Zdecydowałam, że będę stosować zamiennie Iwostin i Yves Rocher. Nie jestem jednak pewna czy to dobry pomysł tak kombinować, więc może jak minie miesiąc z Iwostinem to po prostu przeniosę się na YR z powrotem, a PP zostawię na jeden raz w tygodniu. 

 photo yrnoc_zps4gxyyxlk.jpg

Serum Vegetal  Krem odnawiający skórę na noc* ma genialną konsystencję żelowego olejku. Przyznam, że miałam dystans do takiej formuły. Wydawało mi się, że to nie zadziała. Tzn, że albo olejek nie będzie się wchłaniał albo będzie to po prostu emulsja. Wchłania się wolniej niż Iwostin, zauważyłam też zaczerwienienie na mojej skórze tuż po aplikacji. Nie boli, nie szczypie, nie robią mi się pęcherze. To na pewno normalna reakcja, do rana jest wszystko w porządku. Wydaje mi się, że siłą rzeczy takie sytuacje będą mnie spotykać, bo naczyniowe policzki zwykle mają do mnie pretensję podczas złuszczania.

KONIECZNIE TRZEBA PAMIĘTAĆ O UŻYWANIU OCHRONY PRZECIWSŁONECZNEJ NAWET JAK SŁOŃCE CHOWA SIĘ ZA CHMURĄ.


W związku z powyższym, oczywiście krem z filtrem. Kupiłam, a może tylko wydawało mi się, że kupiłam, SVR kolejną już tubkę spf 50. Schowałam ją gdzieś bardzo dobrze (albo nie, bo jej nie kupiłam) i teraz nie mogę jej znaleźć. Musiałam iść do apteki i kupić coś następnego. Padło na Vichy, dawno nie używałam kosmetyków tej marki. Kiedyś regularnie antyperspirant, ale teraz mam krem przeciwsłoneczny do ciała z tej samej serii, ale poza tym to nie wiem czy cokolwiek. Próbki chyba w szufladzie. #eliminacjasampli się dzieje i uwierzcie mi, że przez ten rok zrobiłam duże postępy, ale jednak jeszcze coś tam jest. W porównaniu z tym co było to prawie nic, ale jeszcze coś.

Pierwsze wrażenia są takie, że szybko się wchłania i rozumiem na jakiej zasadzie ktoś mógł go nazwać matującym, ale dla mnie matujący to on by był gdyby trzymał mat na skórze, a to robi przez jakieś 45 minut do godziny. Nie wiem czy to mój nos zwariował od kaloryferów, czy może jest to kwestia podkładu mineralnego Annabelle Minerals. Oczywiście łączenie fitrów z makijażem jest osobną kwestią i nie będę jej poruszać, bo się nie znam. Ja przetłuszczam się po godzinie bez względu na to czy mam sam filtr czy sam podkład czy filtr z pudrem czy bazę albo coś tam. Jeszcze próbuję, zauważyłam to dopiero od miesiąca.

Do demakijażu używam płynu micelarnego, ale twarz fajnie jest też przemyć czasami płynem Pharmaceris. Gdzieś mi totalnie wcięło zdjęcie. Chodzi o ten produkt. Bardzo go lubię, zwłaszcza na plecy (odżywka zawsze mi spływa zanieczyszczając).


Phenome peeling enzymatyczny niezmiennie pompuję raz na twa tygodnie albo trzy, działa. Mam też coś mechanicznego z drobinkami, ale jeszcze nie wiem czy warto w ogóle, więc dam znać w przyszłości.





Maseczki The Body Shop odświeżają. Już prawie się skończyły. Trochę będę za nimi tęsknić, ale trochę nie mam dostępu i trochę za dużo kosztują w Polsce, żebym je wolała od glinki. Hexx jest moim dealerem, dziękuję BARDZO! Fajne jest to, że można sięgnąć i zaaplikować. Nie ma jednak swobody przy wybieraniu składników, więc półprodukty to nadal jest u mnie aktualny temat.

Oczywiście nadal nawilżam i koję i takie tam, ale dzisiaj piszę o takich mocniejszych zawodnikach. Niewątpliwie jest nim też Bielenda, ale zanim o toniku to jeszcze chciałam wspomnieć o tym, że prawie skończyło mi się błoto i glina i w poniedziałek będę zamawiać zrób sobie krem. Marzec będzie miesiącem maseczek, bo na początku kwietnia muszę dobrze wyglądać na twarzy i myślę, że to pomoże.

Bielenda, bo o Bielendzie to już dawno miałam coś wspomnieć. Opakowanie od zawsze nie działało.


Zaczynam pisać ten tekst latem. Jest lipiec, słońce wali we mnie jak oszalałe. Oślepia mnie i sprawia, że wszystko zwalnia. Wylew. Normalnie wylew, inaczej nie da się tego określić. Zrobienie czegokolwiek graniczy z cudem. Nie chcę brzmieć spiskowo, ale wszystko chujowe i złe przytrafia mi się latem.

Miał być post o toniku. Doniesienie z frontu jest takie, że jest zbyt jasno, żeby go używać. Odezwę się jak do niego wrócę.

Kilka miesięcy później, luty 2016. Dzień dzisiejszy. Akcja odnowa twarzy w toku. Tonik towarzyszy i chyba jest skuteczny, bo nie jest gorzej. W tej serii jest chyba też serum? Poza tonikiem do imprezy dołączyły produkty wymienione powyżej. Wydaje mi się trochę dużo wszystkiego, ale lubię używać czegoś zamiennie i spice things up. Nie jestem specjalistką w dziedzinie, ale to są produkty, które nie szczypią, nie uczulają i nie zrobiły mi krzywdy.

The weekend has landed. Enjoy!
Stri

niedziela, 14 lutego 2016

niedziela dla włosów # 9 | emolium szampon nawilżający, emulsja na suchą skórę głowy, serum bioxisine


Dzień dobry.

Coraz rzadziej kręciła mnie pielęgnacja typu szampon, bo zużywałam/zużywam to, co sensownego zostało z moich zapasów zbyt obszernych (i szału nie ma). Moje włosy były przesuszone, łuska na skórze głowy pojawiała się w ciągu kilku minut od wyschnięcia włosów po umyciu, no i ogólnie denerwowała mnie ta sytuacja. Po farbowaniu na kolor zbliżony do naturalnego, włosy wyglądają lepiej. Poza tym powróciła mi ochota na olejowanie i to ma sens, ale dzisiaj o czymś co zdarzyło się wcześniej.

Szampon nawilżający Emolium pojawił się w odpowiednim momencie i odkąd się skończył (skończyły, bo pierwsze i drugie opakowanie), tęsknię za nim bardzo. Dlaczego? Po pierwsze - naprawdę nie przesuszył mi skóry i pokazał, że da się żyć trochę łatwiej. Po drugie - pachniał ładnie, pienił się całkiem spolegliwie i był wydajny. Wystarczył mi na 5 albo 6 tygodni, letnich tygodni (włosy myłam często). Na pewno do niego wrócę w przyszłości, ale chwilowo doładowałam szufladę z zapasami PILOMAXem. Może zebrałam się w sobie i zobaczycie haul niedługo #soexcited.

Z Emolium nigdy nie zdarzyło mi się potknięcie w stylu "jednak nie umyłam dobrze włosów" (co bardzo mnie zniechęciło do Klorane ciemnego z chininą bodajże), nawet po oleju. Zresztą jeśli zastanowić się tak naprawdę nad tym, czego oczekuję od produktu, który ma umyć mi włosy to poza tym chcę od niego jedynie, żeby nie przesuszał mi skóry głowy i końcówek. Próbowałam OMO, próbowałam metod kubeczkowych, nakładam odżywkę na końce i myję nasadę. Staram się, ale jak produkt jest zbyt inwazyjny to się nie da.

Szampon ładnie pachnie, zupełnie nie przypomina niektórych około leczniczych produktów dostępnych w aptece na półce z dermokosmetykami. Cena 200 ml to czasami nawet 35 zł. Ja staram się kupować go jak kosztuje 22-25 zł. Jakoś tak wychodzi, że przeważnie chodzę po niego do Superfarmy.

Podoba mi się opakowanie, podoba mi się, że jest matowo przezroczyste i nakrętka też mi się podoba. Czcionka nawet. Lubię te kosmetyki wizualnie.

Cała seria składa się z 24 fiolek o poj. 6 ml.

Druga rzecz, o której chcę wspomnieć to kuracja Bioxisine. Ziołowa Formuła BIOXSINE przeciw wypadaniu włosów (Serum) została opracowana specjalnie dla osób borykających się z problemem utraty włosów oraz/ lub osób pragnących wzmocnić włosy i nadać im sprężystość.

Skład według INCI

Aqua, Biocomplex B11-Herbal Extract, Mel/Honey, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-diol, Citric Acid.

6 ml to wystarczająco, żeby oblać sobie całą głowę płynem. W otwieraniu szklanych ampułek pomaga plastikowy element dołączony do zestawu. Nie ma również problemu z dozowaniem płynu (też jest plastikowe coś). Pierwszy zestaw dostałam na spotkaniu wiele lat temu, drugi zestaw kupiłam sama za 120 zł razem z szamponem. Właśnie drugie opakowanie dobiega końca. Nie jestem zbyt konsekwentna w używaniu takich produktów, więc nie stosuję ich zgodnie z zaleceniem producenta. Nakładam na wilgotne czyste włosy, zawsze po umyciu, ale nie po każdym umyciu (chociaż teraz akurat udaje mi się po każdym, bo ampułki się kończą i nie chcę, żeby poniewierały się po szufladzie, bo są szklane, a mieszka tam też suszarka i dzika szczotka).

Działania nie będę ilustrować zdjęciami porównawczymi. Uważam, że wszystkie produkty i przede wszystkim styl życia mają znaczenie, to jest coś, czego używam dodatkowo. Wyrosło mi dużo baby hair, jestem zadowolona. Nie wiem co dalej zrobić, raczej nie kupię ponownie Bioxisine teraz.

Podoba mi się, że nie obciąża włosów, nie jest tłusty, nie ma problemu z aplikacją. Polecam jeśli macie ochotę na coś ku pokrzepieniu włosów. Moim zdaniem jest różnica pomiędzy bioxisine, a seboradinem na przykład. Jak ampułki się skończą to mam jeszcze jeden w zapasie, bo lubię seboradinowy lotion w gruncie rzeczy. Po prostu ampułki wydają mi się jakieś takie.. mocniejsze (?). Może sobie wyobrażam.

Przejdźmy do życia z łuszczycą.

100 ml / ok 30 zł

Zacznijmy konkretnie. Emulsja nie sprawi, że łuszczyca zniknie. Nie sprawi nawet, że zniknie łuska, bo łuska to taka szmata co zawsze wraca. Są różne etapy choroby, ja swoją zaakceptowałam już dawno temu, ale ostatnio zaczęła mnie po prostu denerwować bardziej niż zwykle. Jest męcząco, a ja nie lubię jak jest męcząco.

Emulsja pomaga żyć, ponieważ: faktycznie nawilża skórę głowy, co sprawia, że łagodzi podrażnienia i świąd. Najlepiej wstrzelić się w ten moment zanim stracimy nad sobą kontrolę i rozdrapiemy sobie łuskę do krwi. Proponuję używać jej po umyciu włosów, bo przed umyciem może SALICYLOL albo chociaż jakiś olej, żeby ściągnąć ze skóry nadmiar naskórka.

Emulsja nie jest tłusta, więc nie ma problemu, że przetłuścimy sobie włosy. Czasem jak nałożę jej nieco zbyt dużo na skórę przy linii włosów nad czołem to sklejają mi się włosy, ale kij tam. Ważne, że mam jeszcze trochę włosów, żeby się zakrywać.

Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać. Dla mnie to jest musthave, bo nie wiem jak żyć bez takich małych rzeczy, które ułatwiają. Z roku na rok jest coraz trudniej, ale przecież to nie jest koniec świata tylko już codzienność. Czasami jest trochę trudniej, ludzie różnie reagują. Fajnie jak pytają wprost, możemy o tym chwilę porozmawiać i nie wracać do tematu. Tak naprawdę ludzie mają mało wspólnego z tym wszystkim, mnie zasmuca to, że nad sobą nie panuję i jak mnie coś stresuje to się drapię. Patologia, ale trudno się inaczej zachowywać. Powinnam nad tym popracować, postaram się, ale ja to robię nieświadomie. Powiedzmy. Coś jeszcze chciałam.. kochajcie siebie takimi, jakimi jesteście i doceniajcie ludzi, którzy byli i są nadal. Nie, jednak jeszcze coś innego.

Wiem, opakowanie. Butelka z lejkiem jest spoko jeśli chcemy bezpośrednio na skórę pod włosami, trzeba tylko pamiętać, żeby przekręcić i nie wstrząsać/naciskać jak jest zamknięte, bo może nam wypłynąć zbyt wiele (jak bardzo dużo razy miałam okazję się przekonać i zawsze tak się dzieje).


Tyle na dziś, jakieś pytania?
Do zobaczenia, ahoj!

Stri.

wtorek, 9 lutego 2016

nowości yves rocher | zimowe zapachy

Kochani! Mamy zimę, więc otulajmy się ciepłymi zapachami, pieczmy ciasteczka i pijmy kakao. W tym pierwszym pomoże nam świąteczna edycja limitowana Yves Rocher. Wiem, że Święta Bożego Narodzenia już za nami, ale byłam wielenaście godzin dziennie w pracy i nie mogłam tak po prostu tu przyjść, bo jak byłam w domu to musiałam chciałam przytulać stado i czasami spać. Codziennie spać, nie oszukujmy się. Na szczęście zima jeszcze trochę potrwa, więc przejdźmy do rzeczy :)


400 ml / 20.90 zł

DROBINKI wszędzie drobinki, lepiej jak jest ich więcej na mojej skórze. Nie wiem o co chodzi, ale mam taką słabość do produktów z drobinkami, że jak zacznę jakiś nakładać to nie mogę przestać. Przeważnie balsamy/mleczka tego typu są małe i drogie albo się kleją. Tutaj mamy charakterystyczne dla serii 400 ml klik Rozświetlające mleczko do ciała Jabłko w karmelu. Moim zdaniem bardzo dobra cena, a zapach jest divine. Jabłka z sosem waniliowym to są takie smakowite, a olej z migdałów nawilża skórę i całe to doznanie poprawia nastrój zmiękczając atmosferę. Drobinki nie są klejące, rozsmarowują się regularnie po płaszczyźnie skóry i nie sklejają włosów na rękach jak nie wydepilowałam sobie przedramion. Czasami lubię się ich pozbywać, ale przeważnie je mam i wyglądam jak osoba, która mieszka w szopie ma korzenie w Ameryce Południowej.


Do butelki można dokupić pompkę.


Wtedy nakrętka nie będzie nam potrzebna.


4,8 g / 12.90 zł

Pomadka pielęgnująca w trzech wersjach od razu zainteresowała stado (patrz łapunia na zdjęciu), chociaż zapachy im się już nie podobały (za to bardzo podobało się turlanie pomadki po podłodze i wrzucanie jej pod szafę). Mnie najbardziej podobała się wanilia, ale na zdjęciu widzicie też wariacje na temat pomarańczy, np z cynamonem. Swoją drogą to miałam fazę na cynamon w kawie, ale raz przesadziłam i teraz już tylko w owsiance. Balsam do ust Aromatyczna Wanilia pachnie typowo waniliowo which is a good thing. Dla zwolenników wiosny w lutym, Yves Rocher ma w swojej ofercie wersje owocowe, np balsam do ust czereśnia! Ja jestem fanką zimy i wierzę, że zostanie jeszcze trochę z nami. Dobrze byłoby, żeby zaświeciło słońce to wszyscy będziemy mieć energię do życia, ale ja jestem bardzo zadowolona, że jest zimno, czasem deszczowo i szaro. Można się zdystansować i pomyśleć, posłuchać, poczytać, porozmawiać. Napić się, otulić szalikiem albo pójść do łóżka (wcześniej albo z kimś). Pachnieć ładnie i nie mieć reakcji alergicznej po spotkaniu z komarem.


150 ml / 29.90 zł

Z powodów niezależnych ode mnie nie mogę używać wanny w tradycyjny sposób, ale olejek do kąpieli wykorzystałam do relaksowania stóp. Mam popsutą piętę (ostrogi piętowe), a jeszcze szczyt sezonu (cały czas na nogach, cały czas w ruchu) dał mi się we znaki i chciałam zrobić wszystko (i cokolwiek), żeby było mi trochę lepiej. Miska z wodą i olejkiem nie pomagały na ból, ale aromaterapia i ciepło nigdy jeszcze nie zaszkodziły. Wyobrażam sobie, że w wannie byłoby jeszcze bardziej super. Powąchajcie przed zakupem, pachnie jak cisza i spokój i miękki koc zanim koty zostawią na nim sierść (później już nic nie jest takie samo).


200 ml / 16.90 zł

Kandyzowana pomarańcza i cynamon to nie jest kombinacja, którą wybrałabym w pierwszej kolejności, musicie to wiedzieć. Peelingujący żel pod prysznic nie jest produktem o przedłużonym działaniu, więc nie trzyma się skóry. Drobinki są delikatne jak we wszystkich peelingujących żelach z oferty. Być może dodałam do niego kilka razy kawę, co serdecznie polecam. Było fajnie :)


400 ml / 16.90 zł

Żel pod prysznic to najłatwiejszy ze wszystkich produktów. Myłam się nim i myję nadal, bo jest bardzo wydajny i trwa i trwa :) Pachnie jabłkiem, ale takim interesującym (bardziej jak miarowa perkusja w tle jednego z utworów Harrisona Brome niż cydr). Dobrze jest mieć myjkę, pompka też się przydaje. Zapach zostaje na skórze, ale gdyby ktoś chciał coś, co bardziej zostaje..


200 ml / 16.90 zł

Migdał ratuje sytuację, zapachowych mleczek właściwie nie używam.. chyba, że miniaturek. Biały kolor i lekka konsystencja nadają mu fajnego charakteru, zwłaszcza w połączeniu z grafiką na opakowaniu. Design tej kolekcji w ogóle mi się bardzo podoba, ale to dlatego, że ja lubię świąteczne klimaty i dekor z gałązkami i płatkami śniegu. Ostatnio siedziałam w domu i trochę marudziłam w środku w sobie, że wiosna zbyt szybko przyjdzie i już nie będzie odwrotu i wtedy nagle spadł śnieg. To było bardzo podnoszące na duchu, podobnie jak używanie zimowej edycji limitowanej kosmetyków! Perfumowane mleczko do ciała Kandyzowana Pomarańcza i Migdał, klik.


150 ml / 29.90 zł

Na koniec petarda, Balsam do ciała Jabłko w karmelu to takie połączenie śmietanki i masła, wygładzającego, wchłaniającego się miękko i pomagającego żyć nawet jak masz wiele wątpliwości dokąd zmierzasz i co będzie dalej. Wydaje mi się, że połowa życia za mną, czasami odczuwam silny egzystencjalny ból, ale jestem zbyt poukładana, żeby zwariować, więc po prostu odczuwam. Wytrącić z takiego stanu może mnie jedzenie, pomadka albo zapach. Ten był bardzo przydatny w wytrącaniu, jeszcze mi trochę zostało (bo drobinki też były przydatne, pamiętajcie - małe rzeczy!), wystarczy do końca zimowych dni.

Dzień dobry, dziękuję, dobranoc.
Stri

poniedziałek, 8 lutego 2016

niedziela dla włosów # 8 | olejek do włosów orientana


Przy okazji jednej z zeszłorocznych wizyt w Warszawie, na swojej konferencji prasowej ugościła mnie Orientana. Było krótko, bo trochę się spóźniłam i musiałam pędzić na polski bus do domu, ale po kolei.

Fajnie, że na miejscu była dostępna pani Anna Wasilewska, założycielka i właścicielka marki. Zawsze najlepiej jest słuchać o czymś u źródła. Podoba mi się filozofia marki pozbawiona chemii, kosmetyki ORIENTANA powstają w dwóch fabrykach: w Indiach i Tajwanie, gdzie mamy stały dostęp do świeżego, najwyższej jakości surowca. Nie testujemy na zwierzętach i nie stosujemy surowca pozyskiwanego ze szkodą dla zwierząt. Fajnie, że Orientana udostępniła nam kosmetyki, bo teraz już wiem co i jak przynajmniej z jednym z produktów.

Zastanawiam się czy Hinduski mają grube i lśniące włosy faktycznie z powodu pielęgnacji czy jednak geny może też mają tutaj coś do powiedzenia. Pewnie jedno i drugie, ale akurat olejowanie polecam każdemu tylko musicie znaleźć odpowiedni olej. Był szał na kokos, był szał na argan. Zarówno jeden, jak i drugi się u mnie średnio sprawdziły przy dłuższym stosowaniu. Jednak Amla to Amla.

Tutaj mamy Amlę i Bhringraj, jednym z najczęściej używanych przez Azjatki olejów jest Olej Amla. Poprawia stan skóry i strukturę włosów, stymulując je do wzrostu. Stosowany jest także przy wypadaniu włosów, ponieważ wykazuje silne działanie wzmacniające cebulki. Oddziałuje także korzystnie na rozdwajające się końcówki. Posiada mocny, orientalny zapach, który ma właściwości uspokajające, pomaga w relaksacji i zasypianiu. Na pewno nie każdemu ten zapach będzie odpowiadał, mnie akurat relaksuje, bo "zapachy wschodu" były obecne w moim domu rodzinnym i ja się czuję komfortowo jak moje włosy pachną amlą.

Na zdjęciu widzimy również hennę, której nie użyłam, bo się boję jak to będzie, ale jak przestanę się bać to dam Wam znać, chociaż nie oszukujmy się, że kalkulatorem będzie cokolwiek widać pod względem kolorystycznym.

100% olejek do włosów ORIENTANA Amla i Bhringraj zawiera wysoką zawartość ziół Amla (Emblica Officinalis) i Bhringraj (Eclipta Alba). Oba te zioła intensywnie wzmacniają włosy oraz przeciwdziałają ich wypadaniu i siwieniu. Olejek ma działanie przeciwgrzybicze, łagodzące stany zapalne, mi pomaga ściągnąć łuskę ze skóry głowy. W ogóle od tego zaczęło się olejowanie wiele lat temu - miałam SALICYLOL do stosowania na skórę głowy i on był w oleju. Wymyśliłam wtedy, że jakby tak użyć oliwy z oliwek (rozpuszczałam nią jeszcze wtedy make up z pędzli) na skórę głowy to może by to coś pomogło. I faktycznie pomogło! Używałam różnych mieszanek, ale Amla jest chyba najfajniejsza, a Bhringraj do tego też fajnie współgra z moją skórą.

Wydajność jest super, zapach przyjemny i zauważyłam poprawę stanu moich włosów. Urosły, z baby hair mogę zrobić sobie grzywkę jak z lat 90-tych, a zniszczone końce (które regularnie skracam, bo im krócej tym łatwiej odkąd pogodziłam się z tym, że nie będę już mieć długich włosów) nie są wcale takie zniszczone. Na pewno przyczyniły się do tego też inne produkty, ale o tym następnym razem. Muszę wspomnieć o tym, że z moją łuszczycą jest ostatnio gorzej, ale przynajmniej mam jakieś włosy, żeby zasłonić chore obszary. Poza tym nie było mnie, bo byłam bez przerwy w pracy, a teraz już nie jestem i przyszłam.

Udanego poniedziałku, buziaki ahoj!

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...