piątek, 26 lutego 2016

akcja odnowa twarzy | iwostin, yves rocher, pharmaceris, phenome, the body shop, vichy, bielenda

Hej!

Nie przykładałam się do pielęgnacji twarzy ostatnio. Od listopada nie miałam czasu na nic, później nie miałam siły, a teraz nie mam już wymówek ani nawet pół wymówki ;) Zauważyłam starzenie się skóry wokół oczu, mam dużo siwych włosów. Pomalowałam je dwa razy u nasady, ale już odrosły. Mam naprawdę więcej siwych włosów niż miałam, ale dobrze jest pamiętać jak się wygląda, bo jak się nie pamięta to można dostać pojebania na swoim punkcie i myśleć, że się jest zajebistym, a jest się normalnym. W związku z powyższym jestem trochę siwa, trochę zmarszczona i trochę do depilacji, ale I'm keeping it real. Glam jest fantastyczny, ale musimy pamiętać, że to jest wszystko sztuczne i liczą się inne rzeczy. Taki wstęp. Przejdźmy.

Zacznę od tego jaki efekt odnowy twarzy chcę uzyskać - moje nierówne wulkaniczne pory takie pozostaną (dzięki Tato), ale chcę lepiej je oczyszczać, żeby uniknąć dramatycznych stanów zapalnych. Chciałabym zmniejszyć ich widoczność. Najlepsze byłoby zmniejszenie ilości wydzielanego sebum, żebym po godzinie z mejkapem nie musiała się odtłuszczać na nosie. Poza tym miło będzie jeśli zniknie kilka przebarwień, powstałych na skutek niemiłosiernego słońca. Na marginesie - teraz jest cudownie chłodno i cieszę się każdym dniem. Dużo osób ma depresję, ja nie mam. Jupi.

Dzisiaj pokażę Wam czym zamierzam ogarnąć swoją twarz. Jakiś czas temu, jak jeszcze świeciło słońce kupiłam w dobrej cenie nowość (dla mnie) Iwostinu. Perfectin Purritin ma kwas migdałowy, laktobionowy i alfa i beta hydroksykwasy. Działają złuszczająco, odblokowują pory skóry, zapobiegając powstawaniu zaskórników. Normalizują czynności gruczołów łojowych. Matują i wygładzają skórę. Brzmi idealnie. Nie tylko dlatego, że ma purr w nazwie ^^


Zainteresowani w składzie na pewno znajdą to, czego szukają. Ja widzę kwasy, np salicylowy, ale skąd mogę wiedzieć co on tam robi dokładnie? Nie jestem chemikiem ani biotechnologiem. Lekarzem, ani tym bardziej kosmetyczką. Jestem po prostu użytkownikiem. Bycie świadomym klientem kończy się u mnie na reklamowaniu tego, co się popsuło, ewentualnie kupowaniu zerojajek. Nie mam czasu wiedzieć o co chodzi z parafiną, gliceryną i dobrym alkoholem. Umiem przeczytać gdzie jest olej i składnik zapachowy, ale nie będę specjalistą w dziedzinie. Ekstrakt z liści drzewa oliwnego podobno ma działanie łagodzące, regenerujące i antyoksydacyjne. Może kiedyś się zagłębię, ale teraz przeznaczam czas na coś innego. Już nie będę się z tego tłumaczyć, to według mnie bez sensu.


Kwasy wchodzące w skład tego kosmetyku kojarzą mi się ze zmiękczaniem naskórka, złuszczaniem, rozjaśnianiem, eliminowaniem przebarwień, łagodzeniem podrażnień, leczeniem stanów zapalnych, oczyszczaniem skóry z zaskórników itd itd.. Produkt petarda wydawałoby się. Instrukcje są dosyć jasne - 4 tygodnie codziennie, później do dwóch razy w tygodniu.

Konsystencja peelingu to gęsta, bardzo szybko wchłaniająca się ciecz. Nie pachnie raczej. Opakowanie to jakiś totalny dramat. Nie wiem czy to moja sztuka była popsuta, ale pipeta działa jak chce, trudno jest nabrać i dozować kosmetyk. Pomysł szklanej butelki jak najbardziej na propsie, ale kurrrrrrde kaman. Cóż, trzeba walczyć. Z opakowaniem też.

Po pierwszym użyciu skóra była podejrzanie nieco wygładzona, ale po peelingu Phenome też jest, więc pomyślałam sobie eeee to na pewno tylko mi się tak wydaje, wkręciłam sobie. Okazało się, że jednak nie. Każde użycie naprawdę polepsza skórę. Na początku wymyśliłam, że nie będę używać go codziennie, bo dostanę podrażnienia naczynka. Zdecydowałam, że będę stosować zamiennie Iwostin i Yves Rocher. Nie jestem jednak pewna czy to dobry pomysł tak kombinować, więc może jak minie miesiąc z Iwostinem to po prostu przeniosę się na YR z powrotem, a PP zostawię na jeden raz w tygodniu. 

 photo yrnoc_zps4gxyyxlk.jpg

Serum Vegetal  Krem odnawiający skórę na noc* ma genialną konsystencję żelowego olejku. Przyznam, że miałam dystans do takiej formuły. Wydawało mi się, że to nie zadziała. Tzn, że albo olejek nie będzie się wchłaniał albo będzie to po prostu emulsja. Wchłania się wolniej niż Iwostin, zauważyłam też zaczerwienienie na mojej skórze tuż po aplikacji. Nie boli, nie szczypie, nie robią mi się pęcherze. To na pewno normalna reakcja, do rana jest wszystko w porządku. Wydaje mi się, że siłą rzeczy takie sytuacje będą mnie spotykać, bo naczyniowe policzki zwykle mają do mnie pretensję podczas złuszczania.

KONIECZNIE TRZEBA PAMIĘTAĆ O UŻYWANIU OCHRONY PRZECIWSŁONECZNEJ NAWET JAK SŁOŃCE CHOWA SIĘ ZA CHMURĄ.


W związku z powyższym, oczywiście krem z filtrem. Kupiłam, a może tylko wydawało mi się, że kupiłam, SVR kolejną już tubkę spf 50. Schowałam ją gdzieś bardzo dobrze (albo nie, bo jej nie kupiłam) i teraz nie mogę jej znaleźć. Musiałam iść do apteki i kupić coś następnego. Padło na Vichy, dawno nie używałam kosmetyków tej marki. Kiedyś regularnie antyperspirant, ale teraz mam krem przeciwsłoneczny do ciała z tej samej serii, ale poza tym to nie wiem czy cokolwiek. Próbki chyba w szufladzie. #eliminacjasampli się dzieje i uwierzcie mi, że przez ten rok zrobiłam duże postępy, ale jednak jeszcze coś tam jest. W porównaniu z tym co było to prawie nic, ale jeszcze coś.

Pierwsze wrażenia są takie, że szybko się wchłania i rozumiem na jakiej zasadzie ktoś mógł go nazwać matującym, ale dla mnie matujący to on by był gdyby trzymał mat na skórze, a to robi przez jakieś 45 minut do godziny. Nie wiem czy to mój nos zwariował od kaloryferów, czy może jest to kwestia podkładu mineralnego Annabelle Minerals. Oczywiście łączenie fitrów z makijażem jest osobną kwestią i nie będę jej poruszać, bo się nie znam. Ja przetłuszczam się po godzinie bez względu na to czy mam sam filtr czy sam podkład czy filtr z pudrem czy bazę albo coś tam. Jeszcze próbuję, zauważyłam to dopiero od miesiąca.

Do demakijażu używam płynu micelarnego, ale twarz fajnie jest też przemyć czasami płynem Pharmaceris. Gdzieś mi totalnie wcięło zdjęcie. Chodzi o ten produkt. Bardzo go lubię, zwłaszcza na plecy (odżywka zawsze mi spływa zanieczyszczając).


Phenome peeling enzymatyczny niezmiennie pompuję raz na twa tygodnie albo trzy, działa. Mam też coś mechanicznego z drobinkami, ale jeszcze nie wiem czy warto w ogóle, więc dam znać w przyszłości.





Maseczki The Body Shop odświeżają. Już prawie się skończyły. Trochę będę za nimi tęsknić, ale trochę nie mam dostępu i trochę za dużo kosztują w Polsce, żebym je wolała od glinki. Hexx jest moim dealerem, dziękuję BARDZO! Fajne jest to, że można sięgnąć i zaaplikować. Nie ma jednak swobody przy wybieraniu składników, więc półprodukty to nadal jest u mnie aktualny temat.

Oczywiście nadal nawilżam i koję i takie tam, ale dzisiaj piszę o takich mocniejszych zawodnikach. Niewątpliwie jest nim też Bielenda, ale zanim o toniku to jeszcze chciałam wspomnieć o tym, że prawie skończyło mi się błoto i glina i w poniedziałek będę zamawiać zrób sobie krem. Marzec będzie miesiącem maseczek, bo na początku kwietnia muszę dobrze wyglądać na twarzy i myślę, że to pomoże.

Bielenda, bo o Bielendzie to już dawno miałam coś wspomnieć. Opakowanie od zawsze nie działało.


Zaczynam pisać ten tekst latem. Jest lipiec, słońce wali we mnie jak oszalałe. Oślepia mnie i sprawia, że wszystko zwalnia. Wylew. Normalnie wylew, inaczej nie da się tego określić. Zrobienie czegokolwiek graniczy z cudem. Nie chcę brzmieć spiskowo, ale wszystko chujowe i złe przytrafia mi się latem.

Miał być post o toniku. Doniesienie z frontu jest takie, że jest zbyt jasno, żeby go używać. Odezwę się jak do niego wrócę.

Kilka miesięcy później, luty 2016. Dzień dzisiejszy. Akcja odnowa twarzy w toku. Tonik towarzyszy i chyba jest skuteczny, bo nie jest gorzej. W tej serii jest chyba też serum? Poza tonikiem do imprezy dołączyły produkty wymienione powyżej. Wydaje mi się trochę dużo wszystkiego, ale lubię używać czegoś zamiennie i spice things up. Nie jestem specjalistką w dziedzinie, ale to są produkty, które nie szczypią, nie uczulają i nie zrobiły mi krzywdy.

The weekend has landed. Enjoy!
Stri

6 komentarzy:

  1. Iwostin - zdecydowanie rozpatrzę zakup za kilka miesięcy, pewnie po lecie. chętnie strzelę sobie taką kurację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jeszcze spróbuję jednej wersji! dam znać :)

      Usuń
  2. Rozumiem, że maski z TBS mam przytulić? :D

    Z Iwostinu zażyczyłam sobie Perfectin Re-Liftin z zawartością 7% kwasu laktobionowego, bo tego Twojego boję się ze względu na kwas salicylowy - do tego taka mieszanka z kwasem migdałowym jeszcze. Liczę, że będę zadowolona choć teraz coraz trudniej jest ocenić działanie kwasów ze względu na stałe używanie kwasu azaleinowego. Niemniej kwas laktobionowy brzmi dobrze, jeszcze w takim stężeniu.

    Co do filtrów stosowanych na co dzień mam coraz więcej wątpliwości i w sumie odkąd dałam sobie z nimi spokój tzn. ortodoksem to ja nigdy nie byłam i nie będę, mam dużo lepszą kondycję cery oraz spokój z makijażem. Ale też trafiłam w zeszłym roku na filtr idealny z Alpha-h. Mimo to nie wpadam w panikę. Żyję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba żyć, wiadomo :)

      W sprawie masek TBS to chciałam poprosić Cię o coś innego/nowego dla mnie. Seaweed oil balancing mask albo aloe soothing rescue cream mask albo sleeping mask z serii z witaminą e. Coś przytulnego!

      Usuń
  3. Twoje naturalistyczne wtrącenia za każdym razem mnie rozwalają :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...