niedziela, 2 kwietnia 2017

marzec 2017

Marzec zaczął się w Gdyni, gdzie było cudownie i już wiem, że jak tylko będzie się dało to pakuję graty, zabieram stado do transporterów i wyprowadzamy się nad morze. Nad morzem wszystko jest o tyle lepsze, że jest morze! Nie jestem oderwana od rzeczywistości, wiem, że problemy i choroby są wszędzie. Po studiach wyjechałam do Gdańska i wiem, że Trójmiasto to moje miejsce na ziemi. Mogłabym mieszkać gdziekolwiek, ale zawsze będę myśleć o górze mapy jak o swoim domu. Tak to wymyśliłam, no i faktycznie coś w tym jest.


W sumie nie, czekajcie. Marzec zaczął się w lesie. Szłam przez podmiejskie tereny leśne, pojechaliśmy na spacer. Kilkadziesiąt metrów przede mną przebiegło stado saren. Szłam, patrzyłam jak wszystko powoli budzi się do życia i myślałam o tym, że przeżyłam ten trudny czas i mimo, że jeszcze jestem nie na 100% tylko może na 65% to jednak codziennie dążę do celu i uczę się nowej normalności. W lesie nie było jakoś specjalnie magicznie, ale są takie noce, że nie mogę spać i wtedy zielone tereny ratują sytuację. Zaraz będą owady i wiosna, ale może wcale nie mam racji mówiąc, że nie znoszę wiosny. To, że jej nie lubię nie znaczy, że jej nie potrzebuję. Może w tym roku potrzebuję. Jesień i zima były tak trudne. Brakowało mi szczęścia.


Powiedzmy, że początek marca był w Gdyni. Słomka zawsze ratuje sytuację i jestem Jej tak bardzo wdzięczna, że mogę pojechać i być. Teraz Słomka ma Śliwkę i już nie mam syndromu odstawienia kotów :)

#effortlessly

W Trójmieście było cudownie z różnych powodów - udało mi się spotkać z Dziewczynami, zobaczyć Fisz Emade Tworzywo na żywo, napić się piwa i wina i zjeść prawie wszystko ;) Nawet jeszcze spadł śnieg przez chwilę na mnie!

Kosmetycznie marzec był miesiącem zaniedbywania pielęgnacji twarzy, ale za to przykładania się do pielęgnacji włosów. Nie mogę tutaj nie wspomnieć o Wielkiej Promocji w Rossmannie, podczas której kupiłam ekstremalnie za dużo kosmetyków. 50% off mnie nie do końca usprawiedliwia, ale już Wam tłumaczę.

Trzy lata temu zaczęłam moją przygodę z minimalizmem. To, co ja robię określam jako minimalizację, bo zmniejszam objętościowo otaczające mnie przedmioty, grono otaczających mnie osób, no i miałam jeszcze zmniejszyć moje ciało (dla zdrowia), ale to ostatnie jeszcze jest w trakcie lol. Wszystko jest zreszą w trakcie. To jest proces. Minimalizacja miała różne etapy, nadal trwa i to jest okay. Naturalnie podczas mojej przygody z usuwaniem, poznałam ruch zero waste, poznałam kubełki menstruacyjne, no i nowych youtuberów. Trzy lata to bardzo długo. Życie się zmieniło, moje potrzeby się zmieniły, ja się trochę zmieniłam. Próbowałam różnych rzeczy, eksperymentowałam. Pozbyłam się większości swoich przedmiotów. Zostało ich nadal za dużo (według mnie), więc będę usuwać dalej, ale postęp jest ogromny. Próbowałam mieć jedną rzecz z danego rodzaju w zapasie, ale to się nie udało. Zużycie zapasów zabrało mi 2 lata. Nie mogę narzekać, bo fajnie, że przez 2 lata prawie nie kupowałam kosmetyków podstawowych. Trochę wypadłam z obiegu w kwestii tego, co się teraz kupuje. Nie szkodzi. Pewnego sierpniowego dnia zeszłego roku okazało się, że nie mam szamponu w domu. Skandal ;) Chodzenie do drogerii po każdą rzecz jak się skończy jest dla mnie męczące. Tak, ja wiem, że to problem pierwszego świata. Wiem, kaman. W każdym razie, zaplanowałam, że jak nadarzy się okazja to się zaopatrzę. Kilka miesięcy później, promo 1+1 gratis poskutkowało zapasem szamponów, masek i odżywek, a także produktów pod prysznic. To z kolei poskutkowało zaangażowaniem się we włosy.


Włosy nadal wypadają, ale teraz dodatkowo są siwe i odrost wygląda jak wygląda. Niestety nic z tym nie zrobię, a farbowanie nieustanne co miesiąc jest głupie. Co trzy miesiące jest jeszcze głupsze, przecież to totalnie bez sensu. Fajnie jest mieć kolorowe włosy, ale one płowieją, odrastają i tak w kółko. Moja skóra głowy nie jest zadowolona. Nie będę się pitolić z henną, zwłaszcza po farbowaniu farbami chemicznymi. Jestem w tej kwestii nieco zawiedziona. Życie mnie oszukało. Czekam na inspirację, a może po prostu do reszty osiwieję i będzie po problemie. Chwilowe rozwiązanie jest takie: porost, a później się zobaczy.

Wracając. Mam mętlik w głowie.

Mam mętlik w głowie, w życiu, w moich myślach, w snach, mam mętlik w sercu. Jestem wstrząśnięta, zmieszana i emocjonalnie drżę. Chciałabym Wam powiedzieć, że już mi lepiej i no okay - tak, jest mi może nawet nieco lepiej, ale przeważnie nie jest lepiej tylko inaczej. Jak pisaliście mi, że już zawsze będzie inaczej to miałam nadzieję, że to świat będzie inaczej, a nie, że ja będę inaczej. Okazuje się, że inaczej jest głęboko we mnie i nie zostawia miejsca na nic innego. Nie mam odpowiedzi na pytania, na które już tych odpowiedzi kiedyś sobie udzieliłam. Nie mam w sobie kompasu. Nie mam całych kawałków mnie i czasem myślę, że już nie wiem kim jestem. Kryzys jak chuj. Codzienność jest czasami słoneczna, ale to w ogóle nie ma znaczenia. Może z czasem będzie dało się więcej z codzienności wykrzesać, ale to się jeszcze nie wydarzyło.

Żyję, oddycham, jem, śpię, gram w Simsy, robię zakupy przez internet, oglądam filmy i seriale, czasem robię hummus. Trudno mi się skupić na książkach, trudno mi oddychać jak wspomnienia wdzierają mi się do głowy i nie mogę ich tam dosięgnąć moim zdrowym rozsądkiem. Straciłam kontrolę nad wszystkim i ja naprawdę wiem, że to normalne, że się tak czuję i że to nie jest koniec. Bardzo chciałabym się wydostać na powierzchnię. 

Staram się to moje wszystko odzyskać, ale z jakiegoś powodu jest tak strasznie trudno.
Wrócić tutaj też jest trudno, bo nic nie wydaje się takie samo.


Pomalowałam paznokcie dwa razy. I pół.

Dni są stresujące. Wszystko ma ostre krawędzie, jest chropowate i zimne i mokre i oddalone o tysiące kilometrów. Tak się czuję. Chcę przestać się tak czuć.

Bardzo osobisty jest ten tekst. Chyba najbardziej ze wszystkich.
Może następny post będzie o lakierach do paznokci. Chciałabym.

Nie wszystko musi być takie mroczne. Nie jest, ale czasami jest, a jak jest to jest naprawdę bardzo.

Dzięki, że mogę się tutaj wygadać. Dobry wieczór.


Buziaki, ahoj.
Stri (w prostokącie)


16 komentarzy:

  1. w trójmieście jestem o wiele częściej niż w częstochowie. popieram ten pomysł!
    no i przecież poznałyście się z Agatą!
    jak ten kubełek menstruacyjny? ja wciąż się jakoś boję. niepotrzebnie?

    rozumiem kryzys i problemy z powrotami. całus w nos (ten w prostokącie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z Agatą poznała się już na Meet Beauty, więc się tak nie emocjonuj :)

      Usuń
    2. BTW to ja bym wpadła kiedyś do stolicy, ale tak, żeby Wam pasowało.

      Usuń
    3. Jeżu, chcemy mieszkać w Warszawie? Wydawało mnie się, że pobędziemy nad morzem, a może jak się dzieci wyprowadzą na studia to też ew podążymy. Ej, no to idziemy 13.05 na warsaw challenge? ja MUSZĘ na Gurala. Gural love. So much.

      Usuń
  2. I bardzo dobrze, że wróciłaś tutaj. Spotkanie też mi się podobało :). Trójmiasto chwyta za serce, mnie chwyciła akurat Gdynia i wiem, że jeżeli życie kiedykolwiek mi na to pozwoli, wyprowadzam się. Obstawiam, że będzie to najwcześniej za 10 lat, ale kto wie, życie pisze różne scenariusze, coś pewnie o tym wiesz i Ty.

    Proces przemian odbywa się też u mnie, choć ja nie nazywam go minimalizmem, bo prawdziwą minimalistką nigdy nie będę (nawet nie chcę!). Za to walczę o idealną organizację przestrzeni i pozbycie się nadmiaru wszystkiego. Nie jest łatwo, ale efekty uskrzydlają :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efekty naprawdę uskrzydlają. Ja nazwałam to minimalizacją, ale jak wiemy wszystko to jest semantyka. Liczy się efekt, a efekt jest wow. Mam mniej, a wiem, że po zużyciu i oddaniu jeszcze pozbyciu się to zostanie mniej i mniej i na pewno nie najmniej, ale trzeba było coś zrobić, bo przytłaczał mnie nadmiar.

      Gdynia czuję, że nastąpi szybciej niż później. Chociaż jak uporam się z wszystkimi chujowiznami to wtedy już tylko morze możliwości.

      Usuń
  3. Ale miło jest przeczytać coś na Twoim blogu! To jak już komputer wybrany?
    Super też, że wracasz do trójmiasta, jeśli tak czujesz, że to dobra decyzja to na pewno najlepsza jaką możesz teraz podjąć ;) Miło było się z Tobą zobaczyć i nawet jak się długooo nie widziałyśmy był wspólny temat, niesamowite !

    Co do włosów to olać siwe, mi też wychodzą, na razie nie mam zamiaru farbować, bo tak jak Ciebie wkurza mnie comiesięczne farbowanie, co 3 miesiące jest bez sensu, bo wiecznie odrost :p a do henny nigdy więcej nie wrócę, bo zawsze wychodził inny kolor niż chciałam no i na dodatek ten koszmarny smród i godzinne przygotowania.

    Ciężko mi się odnieść do tego, że jest inaczej i że to Ty jesteś inna, a nie otaczający świat, podziwiam za łatwość? wrażania słowami tego co się dzieje, ja nie umiem tak dobrze. Chyba taka kolej rzeczy, że wszystko się zmienia pod wpływem różnych życiowych wydarzeń, na razie jest ciężko cieszyć się po prostu tym co jest, ale mocno wierzę, że będzie łatwiej, że będzie dobrze! :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komputer wybrany, była cała przeprawa ze sprzętem i sklepem, w którym chciałam dokonać zakupu i w końcu poszłam gdzieś indziej ;) JA też się cieszę, że się zobaczyłyśmy. Mimo, że mam Cię na co dzień przez internet to naprawdę dobrze będzie się spotkać częściej niż raz na kilka lat lol.

      Olać siwe, ale muszę jakoś to ogarnąć. "Zapuszczę", a później się zastanowię. Zobaczę co to będzie.

      Łatwość wyrażania słowami chyba była u mnie zawsze, a lata doświadczeń w pisaniu tylko pomogły. Myślę, że będzie łatwiej i coraz łatwiej radzić sobie z rzeczywistością. JA nie spodziewałam się, że to będzie taki problem i taka trudność. Nie wiem co sobie myślałam, że jestem wonder woman czy co. No naprawdę, przecież każdy musi sobie radzić ze stratą i ze zmianami na gorsze. Byłam rozczarowana sobą, ale nie mogę tak do tego podchodzić, bo to mi nie pomaga. I tak mogło być gorzej i może być, więc cieszę się, że jest tak.

      Usuń
  4. Mnie trochę smutno będzie, że opuścisz Częstochowę ;) ale każdy odnajduje swoje miejsce na różne sposoby i mam nadzieję, że zmiana miejsca zamieszkania pociągnie za sobą wyłącznie pozytywne zdarzenia.

    Farbowanie co miesiąc nie jest głupie :P - pogadamy za 10-15 lat :DDD Z drugiej strony to kwestia tego, czy po(lubisz) siebie z siwizną, ja niekoniecznie LOL Fakt, przy krótkich włosach to dużo łatwiejsze, ale miałam dłuższe i było OK. Problemem było dopasowanie farby i liczę, że Phyto mi nie zniknie z oferty. A jeżeli, będę szukać innych rozwiązań.

    Uśmiechu więcej proszę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechy będą :D

      Farbowanie co miesiąc jest głupie u mnie teraz. Kiedyś jak najbardziej będzie mądre ;P Teraz nie jest to rozwiązanie dla mnie, bo zanim mi się spierze kolor do takiego co ja chcę to już mam odrost i minęły 3 miesiące. Nie mogę być taka trochę zadowolona, a trochę nie. Chwilowo zostawiam temat i będę kombinować. Życzę, żeby Phyto zostało.

      Jestem pewna, że uporządkowanie spraw przyniesie dużo pozytywnych efektów. Ostatnio łuszczyca mi się nasiliła, nic dziwnego.

      Usuń
  5. Cieszę się że do nas wrócisz! Mam przeczucie, że gdy już wszystko ogarniesz i zapuścisz tu na dobre korzenie, to wszystko wskoczy na swoje miejsce :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...