poniedziałek, 28 maja 2018

did you ever want it?

mam zbyt długie paznokcie, żeby w wygodny sposób pisać dużo na klawiaturze. przyszłam Wam powiedzieć, że nie zmieniło się zbyt wiele, chociaż patrząc na to gdzie jestem i jak, trudno zaprzeczyć, że jest inaczej. poniedziałki zawsze są dniem nowego początku. już nie mam emocjonalnego stosunku do środy. kiedyś miałam, pamiętacie? opowiadałam Wam.. a może nie? wczoraj i przedwczoraj dużo płakałam, zastanawiam się dlaczego. taki biomet I guess #teambiomet pozdro you know who you are.

odnajduję się w prostych czynnościach bezbłędnie. od roku bolą mnie plecy. myślę, że to nie minie. jednocześnie codziennie mam nadzieję i jej nie mam. jestem świadoma czego nie posiadam. coraz częściej wybieram dobrze. coraz rzadziej odchodzę, bo już nie ma mnie nigdzie i prawie dla nikogo. rozważałam ostatnio przekształcenie się w czystą energię. rozważałam też zmniejszenie ilości spożywanego alkoholu na rzecz pietruszki.

nie jeżdżę już w dół mapy. teraz czasem podróżuję w bok. lubię swoje miejsca, nawet jeśli jestem w nich tylko ja. mam już stado, to było ważne i trwało wiele miesięcy (nadal wydaje mi się, że ciągnęło się w nieskończoność, ale jednak nie). czytam coraz mniej i coraz mniej oglądam, ale za to więcej widzę i czuję. mam kontrolę, chociaż uczę się jej nie potrzebować. idzie mi nieźle, bylibyście dumni.

nauczyłam się dużo przez ten czas, ale chyba nikt nie potrzebuje lekcji. potrzebujemy czegoś zupełnie innego, ale usystematyzowane kursy online są dla osób, które cenią zwlekanie w każdym możliwym wymiarze obowiązków. zdałam sobie sprawę z tego jak smakują te same rzeczy później. później znaczy teraz, ale wcześniej smakowały jakoś inaczej. rozumiem bardzo dobrze, że nie zostało mi dużo czasu.. albo może tak: nie wiem ile czasu mi zostało. zwalczyłam chorą ambicję, jeszcze pracuję nad wrodzoną wytrwałością. jak się na coś uprę to sama sobie nie mogę tego wybić z głowy.

byłoby świetnie gdyby ten post zastał Was w zdrowiu i szczęściu, ale rzeczywistość tak nie wygląda, a życie chłoszcze. trzeba to zaakceptować i żyć dalej.

also, ogórki małosolne.

i falafel.

i filmy dokumentalne.

i mate.

i naprawdę dużo pozytywnych emocji.

w całej tej chujozie i skurwieniu ogólnym.

trzymajcie się mordy, walczcie dalej.

stri.

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. rozmawiałyśmy o tym! :)

      Usuń
    2. fakt. chociaż ostatnio trudniej nam się spotkać

      Usuń
    3. to prawda, ale na wszystko przyjdzie czas.

      Usuń
  2. Wywiało Cię i jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha brzydko by było,gdybym napisała, że mi Ciebie tutaj nie brakuje? Bo jesteś na insta, a nawet na żywo i ogromnie się cieszę ze wspólnie spędzonego i przegadanego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieeee! właśnie w ogóle nie. cieszę się, że o tym piszesz. mnie też siebie tutaj nie brakowało, ale poczułam, że mogłabym napisać coś dla siebie. forma nadal do ustalenia, ale trochę racji w tym jest, że spokojnie "mieścimy się" z treściami na instagramie. obojętnie co robimy i chcemy powiedzieć.
      jak się trochę lepiej poczuję i znajdę chwilę to może Ty też znajdziesz i zaliczymy górę albo chociaż się przejdziemy albo zrobimy COKOLWIEK.
      buziaki ahoj!

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)