niedziela, 2 października 2011

ostatnie dni lata..

były tak piękne, że nie mogłam znaleźć ani chwili na pracę przy komputerze. Nawet ulubione produkcje telewizyjne oglądałam na szybko i bez powtórek (co zwykle ma miejsce;) Ostatnie dni lata spędziłyśmy z Muchą na spacerach do lasu, na wygrzewaniu się w słońcu i wyczesywaniu. Kupiłam jej mały grzebyczek i wreszcie mogę ją dokładnie wyczesać i nie zajmuje mi to 15 minut, tylko pół, ale że Mucha lubi drapanko, no to leżymy na polanie i się wyczesujemy :))
Mucha jest najpiękniejszą suczką na świecie, tak btw ;D

Przytrafiło mi się kilka imprez z przyjaciółmi i rodziną. W nocy z piątku na sobotę grałam w Blackjacka i uznałam, że nie jestem hazardzistą. Wiedziałam kiedy przestać i wygrałam kupę kasy. Niestety, nie były to prawdziwe pieniądze, kasyno urządzone było w klubie a papierowe banknoty nie nadawały się nawet do wymiany na drinka :( Anyways, przynajmniej dowiedziałam się czegoś o sobie, no i o Blackjacku.

Przejdźmy dalej, może do zużyć. Zużywam wyjazdowo, w różnych łazienkach ;) więc nie jestem w stanie wykorzystać czegoś od początku do końca. Na pewno skończyłam dezodorant garniera, który był spoko na lato - w psik psiku, żeby uzyskać efekt orzeźwienia w gorący, letni poranek. Teraz gorących letnich poranków można doświadczyć tylko jak się wstaje o 12 i stoi przy oknie, w które wali słońce ;)
Zużyłam też maskę z Waxa, która bez szału jest raczej i teraz mam coś nowego, ale docelowo chcę sobię zamówić coś z iherb.com. Przez to, że jestem w rozjazdach, trudniej mi pielęgnować włosy systematycznie, regularnie olejowałam je ostatnio chyba z 3 tygodnie temu. Wyglądają OK, sporo je skróciłam, bo chciałam mieć inny kształt i teraz właściwie nie wiadomo, czy są zdrowe, bo są zdrowe, czy są zdrowe, bo ich nie ma, bo je obcięłam ;) Zresztą, to też nie jest tak, że następnego dnia po zakończeniu kuracji, włosy wracają do swojego kiepskiego stanu przed. Anyways, włosy myję co 3, 4 dni. W zeszłym miesiącu raz je wysuszyłam suszarką i raz były prostowane. Chciałabym sobie umieć zapleść dobierany warkocz, ale ręce mi mdleją i mam wrażenie, że nigdy się nie nauczę :) Przez ostatnie 2 dni miałam fryzurę troszkę w stylu Julii Tymoszenko, podobało mi się :)

Idźmy jeszcze dalej, ulubieńcy. Ulubieńcami miesiąca są: nowy filtr, który testuję i który zmienił mój pogląd na filtry przeciwsłoneczne. Jest WOW. Więcej wkrótce, jak kupię pełnowymiarowe opakowanie i rozpocznę użytkowanie. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak bardzo nie jest tłusty, klejący, zapychający i ciężki. Wow wow wow. Mowa o jednym z filtrów Uriage i więcej nie powiem ;P
Do ulubieńców należy także mój nowy róż z Paese. Przechodząc kiedyś przez Galerię Jurajską (to było ostatnim razem jak byłam w Często), natkęłam się na wyspę Paese. Jest chyba z 5 w całym kraju, więc jakież było moje zdziwienie, że znalazłam jedną w Często. Zdecydowałam się na 2 (oba?) róże z kolekcji retro style i lubię te produkty, ale mają swoje wady. Przede wszystkim są cholernie drogie, bo kosztują 24 zł. Uważam, że za taką jakość, opakowanie i w ogóle fakt, że jest to Paese - można krzyknąć z 15 zł, ale nie 24. No dobra, ale nie będę teraz pisać recenzji, dodam jeszcze tylko, że są pudrowe jak cienie z Inglota i opakowanie jest upieprzone. I tak, ja wiem, że dużo zależy od tego, jak będziemy nabierać produkt na pędzel i można się postarać nie wzburzać chmury pyłu, ale ja i tak widzę to jako słabszą stronę produktu. Nie sądziłam, że to kiedykolwiek napiszę, bo sama uważam się za laika (nawet do tej pory), ale dla początkujących ten produkt może być niegrzeczny ;) Róże są świetnie napigmentowane i to jest duży plus. Na wieczory przy sztucznym świetle, dobry efekt gwarantowany. Ale nie można go nakładać ciężką ręką, bo zrobimy sobie placki i zawstydzimy nawet ruską lalę.

Bezkonkurencyjnymi ulubieńcami są jednak Zapiekanki Pleśniowe Julity, których miałam okazję spróbować w Krakowie u mojej Przyjaciółki właśnie i od tamtej pory nie dość, że polubiłam ser pleśniowy (którego nie lubiłam i nie lubię do dziś w wersji nie stopionej). Jest to idealna potrawa na takie ostatnie letnie dni. Pełne słońce przywodzi na myśl Toskanię, w której nigdy nie byłam, ale widziałam Stealing Beauty Bertolucciego ;) W każdym razie, obżerałam się zapiekankami codziennie przez tydzień. Już wiem skąd te nadprogramowe 5kg :D

Co jeszcze. No może to, że dałam sobie na wstrzymanie z ebayem (brak środków na koncie i zablokowana karta kredytowa pomogły mi w podjęciu decyzji;) i nie kupuję w drogeriach. Wpadły mi 2 rzeczy z Yves Rocher, bo bardzo spodobało mi się mleczko 3 herbaty. We wrześniowym mailingu jest opcja "dostań płyn micelarny gratis", a że mój z Avene się kończy (polecam, wrócę do niego po tym jak wypróbuję Biodermę i zredukuję liczbę toników na półce). Także teraz mam okazję wypróbować już drugi produkt z tej serii, jest jeszcze krem do demakijażu, peeling i...i tonik. Zobaczymy jak się sprawdzi. Oczekuję dobrego demakijażu, całej twarzy, również oczu.
Drugi produkt z Yves Rocher to maseczka, która zawsze była za droga. Kupiłam ją za 30 zł i dostałam płyn micelarny, pełnowymiarowe opakowanie - gratis, więc nie czuję się pozbawiona środków do życia ;P Maska z marokańską glinką to produkt dobrze znany, na włosy musiałabym zużyć z pół tubki ;) ale na twarz.. co 3 dni - zobaczymy. Zrobię sobie taki eksperyment i zobaczymy jak na dłuższą metę się sprawdzi. Bo tak jednorazowo byłam zachęcona. Ale o tym też jeszcze nie teraz, bo muszę poużywać.

A u Was co słychać? :)

5 komentarzy:

  1. praca, praca, praca, tak w skórcie ;) ale jak nie mam klientów, mogę sobie posiedzieć w necie - lubię to!

    musisz nam pokazać nową fryzurkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pamiętam długo nie mogłam złapać jak się robi tego odwrotnego dobierańca, czyli zamiast od góry to od dołu sie zaplata - raz przestałam patrzeć w lustro i wyszło! Od tamtej pory ciężko mi się na zwykłego przestawić :D

    OdpowiedzUsuń
  3. @simply_a_woman, nooo może pokażę. czemu nie ;) szału nie ma, bo jest po prostu krócej. Nie lubię mieć bardzo "dociętej" fryzury, żeby trzeba było układać włosy. Ale obcięłam z 10 cm spod spodu.

    @Lady In Purplee, rozumiem. No jest coś w tym.. Ja pamiętam jak się nauczyłam wiązać sznurówki drugim sposobem, to potem nie umiałam się przestawić na pierwszy ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. "teraz właściwie nie wiadomo, czy są zdrowe, bo są zdrowe, czy są zdrowe, bo ich nie ma" - lubię Cię czytać :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...