środa, 29 lutego 2012

dzieciństwo


cukierki pudrowe love

7 komentarzy:

  1. Eee, za moich czasów [choć w sumie niewiele młodsza, to chyba jednak nie jest Ci dane takich pamiętać?] pastylki były bardziej miękkie, jakby większe? [albo to ja byłam mniejsza], w ogóle były takimi krążkami jak pionki w warcabach.

    A nad pastylki ceniłam taki charakterystyczny granulat, co się Gronovit nazywał. Mmmmmatko, jakież to było dobre.

    Ale owszem, te też pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wpierniczałam wibowit (któreś wu to było fau) w proszku, to też była frajda! a od warcabów zawsze wolałam szachy..

      Usuń
    2. Ja jestem za głupia chyba na szachy, a warcaby mnie stresują. W ogóle wszystko mnie stresuje, jestem chyba za bardzo self-conscious.

      Oranżadki w proszku z Guciem i Mają, samo zdrowie :)

      Pudrowe.
      Rozumiem, że wkrótce makro.

      Usuń
    3. Pamietam Wisolwit:DD To bylo mniam! lizalas palucha a pozniej maczalas w proszku:DDD niewazne, ze palce byly pomaranmczowe;)))

      Oranzadki w proszku to takze byl hicior! Byla guma Donald, Turbo i inne cuda.
      Nie ma jak to byc dzieckiem lat 80-tych;))))

      Usuń
  2. uwielbiałam kiedyś takie pudrowe cukierasy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Az czuje ich pudrowy smak :P

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam, bezwzględnie, do dziś :)

    i otagowałam Cię, bo mi narobiłaś megasmaka ;)
    http://kotogrodnika.blogspot.com/2012/03/winna-czyli-dzolls-sie-spowiada.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz, wszystkie bardzo mnie cieszą! Jednak te, zawierajace autoreklamę będą usuwane. Jeśli chcesz mnie zaprosić do siebie - poświęć kilkanaście sekund i napisz na strilinga@gmail.com

Pozdrawiam i życzę miłego dnia, wieczoru lub nocy ;)

i hope you will also like

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...